Dodaj do ulubionych

Moje pożycie z Olgą Lipińską

04.12.06, 11:42
Olgę znam z dawien dawna. Gdy byłam jeszcze szczeniarą, oglądałam rewelacyjne
programy z serii "Właśnie leci kabarecik", potem przyszły programy bardziej
poważne, polityczne, choc nadal zabawne. Olga kształtowała moje poglądy
polityczne i społeczne, przyzwyczaiła mnie do rozrywki "dla inteligentów",
obecnie zastąpionej przez kręcące się wokół kanalizacji dowcipasy bandy
kretynów, którzy nie są śmieszni, tylko żałośni. Jeśli komuś się wydaje, że
kabaret polega na podlizywaniu się władzy, udawaniu pensjonariuszy
zamkniętych zakładów i robieniu min w stylu Czarka Pazury, to się grubo myli.
Zresztą tego ostatniego Olga w życiu by nie zatrudniła. Nigdy nie schlebiała
gustom najniżej rozwiniętej umysłowo widowni. Może dlatego część widzów nie
rozumiała tego, co Kabarety mają do przekazania. A był to obraz naszej
rzeczywistości - ostra wiwisekcja, podlana fantastyczną choreografią i
świetną oprawą muzyczną. Aktorzy nie udawali, ze są śmieszni - oni naprawdę
śmieszyli, może dlatego, ze grali naturalnie i z wysokim profesjonalizmem.
Tych, którzy tego nie umieli, pani reżyser po prostu nie zatrudniała. A jeśli
już kogoś zatrudniła, robiła z niego gwiazdę - z ostatnich lat można
wspomnieć choćby Kacpra Kuszewskiego, którego "wyłowiła" ze szkoły
teatralnej. gdyby tego nie zrobiła, kto wie, czy zostałby zauważony.
Olga, podobnie jak my wszyscy, czekała na wymarzoną "wolność" - no i
doczekała, że niech ręka boska broni. "Myśmy wywalczyli wolność, myśmy
przejęli rządy, myśmy mnie wyrzucili z telewizji." jak mogłaby powiedzieć,
parafrazując Leona Schillera. Nie wiem, kto konkretnie podjął decyzję tak
płaską, tak idiotyczną, złośliwą i nieliczącą się z gustami widowni,
opłacającej wygórowany abonament. Gdybym jednak spotkała tego kogoś, nie
bacząc na konsekwencje naplułabym mu w twarz.
Obserwuj wątek
    • krambambulia Re: Moje pożycie z Olgą Lipińską 04.12.06, 14:27
      To ja powiem - Dworak.

      Pani Olga w moim życiu spełniła role matki. Uczyła mówić, mysleć, a nawet
      kołusała do snu (List Noworoczny Gałczyńskiego - jeszcze nie wiedziałam, że
      istnieje Gałczyński, a juz go kochałam).

      Bez Pani Olgi i Kabaretu życie jest niefajne.

      Szkoda.

Nie pamiętasz hasła

lub ?

 

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się

Nakarm Pajacyka