Dodaj do ulubionych

Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam?

IP: *.warszawa.adsl.tpnet.pl 18.07.03, 13:27
Nowy temat do dyskusji pod wpływem wątku o Spartakusie.
Praktycznie w każdym filmie historycznym, można znaleźć jakieś anachronizmy,
przekłamania, nie wspominając o strojach czy broni. Czy Wam to przeszkadza?

Pamiętam, gdy w kinach panował "Gladiator" wielu na moim wydziale
(Archeologia UW) dyskutowało, co jest nie tak i niezgodne z historią. Mi nie
przeszkadzało to zupełnie. Od kina nie wymagam przesadnej zgodności z
realiami. jeśli chcę się czegoś dowiedzieć, to sięgam po książkę naukową lub
oglądam program dokumentalny.(zaznaczę, ze nie mam na myśli oczywistych
nieprawdopodobieństw lub poważnych przekłamań, typu Anglicy rozwiązują
tajemnicę Enigmy - choć U-571 ogląda się przyjemnnie)Kino jako sztuka,
powinno moim zdaniem dostarczać innego rodzaju przeżyć - czy oglądając
Strzelaninę w OK Corral lub Tombstone zastanawiamy się kim był naprawdę Wyatt
Earp, czy prawda historyczna jest najważniejsza w Ben Hurze, Patriocie czy
Braveheart? To jak by pytać się malarza dlaczego niebo jest zielone.
Sorry za długi tekst
Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • orbulon Rzym i Wikingowie. 18.07.03, 13:42
      Kiedyś nie bardzo się z tym godziłem. Dzisiaj dla samego czaru kina nie wiele
      mnie to już interesuje.

      "Gladiator" na wiele wad. Choćby ta początkowa scena bitwy z barbarzyńcami.
      Rzymska artyleria nie miała aż tak dużego zasięgu jak ukazano w tym filmie.
      Poza tym miecze rzymskie są o kilkadziesiąt centmetrów za długie. Inne też
      były style walki.

      Mimo wszystko od czasów "Kleopatry" mineło ok. 30 lat nim Hollywood sięgneło
      po tematykę starożytnego Rzymu. Przyznam, że interesuję się w starożytnością a
      w sczególności starożytnym Rzymem i Grecją. Jest to mój ulubiony okres
      historyczny.

      Jak to powiedział Crassus w "Spartakusie": "gdyby nie było Rzymu marzył bym
      o nim". Takie same są moje uczucia. "Gladiator" jest jednym z niewielu fiolmów
      ostatnich lat, które mi się spodobały.

      No jescze doliczjąc "Helikopter w Ogniu". Tam też wiele mija się z prawdą,
      ale film jest super.


      A poza tym dość mało powstało filmów o wikingach. Dosyć mnie to dziwi.

      Byli "Wikingowie" z K.Douglasem, "Długie łodzie wikingów" z R.Widmarkiem.




      Ale to jest dość mało. Ja innych tytułow nie pamiętam.
      • turek123 Re: Rzym i Wikingowie. 18.07.03, 14:08
        orbulon napisał:

        > Kiedyś nie bardzo się z tym godziłem. Dzisiaj dla samego czaru kina nie
        wiele
        > mnie to już interesuje.

        No właśnie - czar i magia kina - to są klucze do sedna sprawy!

        >
        > "Gladiator" na wiele wad. Choćby ta początkowa scena bitwy z barbarzyńcami.
        > Rzymska artyleria nie miała aż tak dużego zasięgu jak ukazano w tym filmie.
        > Poza tym miecze rzymskie są o kilkadziesiąt centmetrów za długie. Inne też
        > były style walki.
        >
        > Mimo wszystko od czasów "Kleopatry" mineło ok. 30 lat nim Hollywood sięgneło
        > po tematykę starożytnego Rzymu. Przyznam, że interesuję się w starożytnością
        a
        > w sczególności starożytnym Rzymem i Grecją. Jest to mój ulubiony okres
        > historyczny.

        Ja z kolei podczas studiów specjalizowałem się w Bliskim i Środkowym Wschodzie,
        dlatego niecierpliwie czekam na filmy o Aleksandrze Macedońskim.

        >
        > Jak to powiedział Crassus w "Spartakusie": "gdyby nie było Rzymu marzył bym
        > o nim". Takie same są moje uczucia. "Gladiator" jest jednym z niewielu
        fiolmów
        > ostatnich lat, które mi się spodobały.
        >
        > No jescze doliczjąc "Helikopter w Ogniu". Tam też wiele mija się z prawdą,
        > ale film jest super.

        Film jest świetny i oczarowany muzyką, zdjęciami, tempem akcji itd. nie
        zastanawiałem się czy odzwierciedla on rzeczywistość. Takie filmy traktuję,
        jako "zainspirowane wydarzeniami", a nie źródła informacji.


        >
        >
        > A poza tym dość mało powstało filmów o wikingach. Dosyć mnie to dziwi.
        >
        > Byli "Wikingowie" z K.Douglasem, "Długie łodzie wikingów" z R.Widmarkiem.
        >
        Wikingowie, to ten gdzie grał Tony Curtis (czarne włosy i czarna broda?)
        Całkiem niezły, zwłaszcza scena wpływania do fiordu i skoków Douglasa po
        wiosłach. Mam słabość do XIII wojownika. Za pomysł ludu rodem z paleolitu,
        poczucie humoru (kontrasty) i przyprawiającą o ciarki na plecach scenę
        oczekiwania na atak, któremu towarzyszy recytacja wikingów.!! Super!
        Filmów mało, ale polecam Ci książkę "Rudy Orm" może już ktoś czytał?

      • Gość: jarek Re: Rzym i Wikingowie. IP: *.fastres.net 22.11.03, 22:17
        To moze nie to najgorsze ,ze katapulty w tym filmie miotowaly o 300 mt za duzo,
        ze kusze byly juz tak rozwiniete i gladio taki dlugi, ale chyba najbardziej
        przeraza co zrobili z histori: Commodo nie zginal na arenie tylko umarl otruty
        po 12 latach panowania, jego ojciec Marcus Aurellius umarl na ospa pod
        Wiedniem, Comodo tez zalatwil swoja siostre a nie ona go przezyla,, nie mogl
        wejsc uzbrojony do Senatu...
        Nie wolano "Roma Victor" lecz "Roma Victrix" a pozatym Maximus nie mogl wolac na
        pomoc legiony stojace tak blisko Romy w Ostii, jak miedzy Rubiconem a Napoli
        jedyne legiony ,ktore mogly stazionowac byly Pretoriani i II Legion Albano...

        Szkoda ,ze film tak dobze zrobiony nie mogl sie zakonczyc odwrotnie ,co by bylo
        wieksza prawda ...
      • Gość: leo Re: Rzym i Wikingowie. IP: *.um.bytom.pl 25.11.03, 09:08
      • Gość: feran Re: Rzym i Wikingowie. IP: *.txucom.net 27.11.03, 03:34
        Jak ktos chce zobaczyc film zrobiony niemal dokladnie autentycznie w stylu swojej epoki i zgodny
        w kazdym najmniejszym szczegole z prawda historyczna powinien ogladnac "Master and
        Commander".
        Zeby zrobic taki film to jest nieslychanie kosztowne (140 mln$) i zajelo trzy lata.

        Film bedzie niedoceniony w Polsce bo historia morska i historia Anglii jest prawie nieznana.
    • Gość: Martin Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.czestochowa.sdi.tpnet.pl 18.07.03, 14:04
      Nie mam nic przeciwko lekkiemu zabarwieniu historii, dodaniu tego i owego, czy
      lekkiego odstępstwa lub zmiany pewnych faktów (byle nie było to drastyczne
      zakłamanie).

      Nie mam nic przeciwko zamienianiu pewnych legend w prawdę (w końcu jest to film
      fabularny a nie dokumentalny), byle by tylko np. Św. Franciszek nie okazał się
      w kolejnym wcieleniu np. Gandhim.

      Nie rażą mnie takie niedociągnięcia jak np. szyk bojowy wojsk Napoleona
      odmienny niż w rzeczywistości. Choć filmy, w których tego typu detale są
      bezbłędnie ukazane (np. "Barry Lyndon" Kubricka) zyskują wiele.

      Razi mnie wciskanie oczywistych bzdur na siłę pod płaszczykiem filmu
      historycznego. Wiem, że to tylko film, ale pewne rzeczy chyba mogą być pokazane
      w miarę logicznie, bez obrażania inteligencji widza. Np. "Braveheart" całkiem
      przyzwoicie wyreżyserowany, dobrze zagrany, niezły scenariusz (choć film trochę
      ksenofobiczny), bardzo dobre zdjęcia. I nagle pod koniec filmu taki paw:
      Wallace zapłodnił Isabelle i jego syn będzie królem Anglii. Po prostu film robi
      się żałośnie śmieszny.
      • Gość: Anna M Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.chello.pl 21.07.03, 00:21
        A próbowałes kiedyś oglądać "historyczne" seriale rozrywkowe?
        Ja dzisiaj niechcący załapałam "Przygody Robin Hooda" czy jak to się nazywa i
        padłam ze śmiechu na widok samego stroju Marian. Że nie wspomnę z tym,
        co "Herkules" i "Xena" wyprawiają z mitologią grecką, rzymską i każdą inną,
        jaka się nawinie. W ogóle bym się tym nie przejmowała, gdybym kiedyś nie
        czytała listu do gazety jakiegoś młodzieńca, który się zachwycał, jak to
        dzięki "Herkulesowi" nareszcie poznał grecką mitologię. A od uwag, które miał
        na temat rzeczonej mitologii włos się jeżył na głowie...
      • Gość: jarek Tu masz racje..... IP: *.fastres.net 22.11.03, 22:20
        Napisales:Wallace zapłodnił Isabelle i jego syn będzie królem Anglii. Po prostu
        film robi się żałośnie śmieszny.

        Film ,ktory oddawal prawde historyczna, zakonczyl sie groteska.
    • Gość: reda Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 18.07.03, 14:28
      Jak najbardziej nie, chyba, że błędy są rażące jak
      słońce :-)
      Najważniejsze jest aby film mnie wciągnął i zainteresował
      swoją fabułą. A niedociągnięcia czy błedy prawie zawsze
      się znajdą i wynikają albo z niewiedzy albo popełniane
      są celowo by ubarwić historię.

      "Titanic" rzeczywiście zatonął ale gdyby nie wymyślono
      historii romansu, film pewno by nie powstał.

      "Szeregowiec Ryan" niby film historyczny a opowiada o tym
      jak T.Hanks z całym oddziałem przemierza pół kraju w
      poszukiwaniu jednego zwykłego szeregowca aby mu przekazać
      że mama chce go zobaczyć. Eh, poprostu głupota, nie do
      uwierzenia.

      Ale z drugiej strony po obejrzeniu "Bravehearta" nie
      mogłam odpędzić się od jednej myśli: czy przedstawiona
      histoia William'a Wallace'a jest oparta na faktach.

      Co by nie mówić, filmem jest filmem, a jego oglądanie
      powinno sprawiać przyjemność.

      Pozdrawiam

      • Gość: chrumffe Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.szcz.gazeta.pl 18.07.03, 15:19

        >
        > Co by nie mówić, filmem jest filmem, a jego oglądanie
        > powinno sprawiać przyjemność.


        Fakt, powinno sprawiać przyjemność, ale jak miec przyjemność z kina zrobinego z
        przesadą. Np jeszcze kiedy w podstawówce oglądałem "Zabić księdza", czy coś
        takiego A.Holland. tam był motyw jak zomowcy w na pocz.lat 80 tych zamiast
        nyskami jeździli mercedesami transporterami, no po prostu przegięgie! albo Ed
        Harris gapił się jako gliniarz w film o Popiełuszce nagrany na wideo. Przeciez
        w tych czasach w Polsce nawet władze nie miały co to wideo, nie znajli tego!

        Inny motyw mi się przypomina, na przykładzie filmów, gdzie akcja rozgrywa się w
        średniowieczu. Weźmy takiego Robin Hooda czy inne cuda. Na wszystkich tego typu
        filmach aktorzy (jak przystało na gwiazdy) mają cudownie bieluśkie ząbki.
        Przecież poziom hifieny w tych czasach był hyba inny...? albo nawet jak faceci
        chodzili elegancko ogoleni...

        Dobrze że zwrócono na to uwagę w Cast away- znaczy chyba Poza światem. Tom
        Hanks, bardzo wiarygodnie zarósł, i walczył z psychiką, zeby nie dostać hopla..
        np piłka jako postać go gadania.. To wg mnie duży +
        • turek123 Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 18.07.03, 15:30
          Gość portalu: chrumffe napisał(a):

          >
          > >
          > > Co by nie mówić, filmem jest filmem, a jego oglądanie
          > > powinno sprawiać przyjemność.
          >
          >
          > Fakt, powinno sprawiać przyjemność, ale jak miec przyjemność z kina zrobinego
          z
          >
          > przesadą. Np jeszcze kiedy w podstawówce oglądałem "Zabić księdza", czy coś
          > takiego A.Holland. tam był motyw jak zomowcy w na pocz.lat 80 tych zamiast
          > nyskami jeździli mercedesami transporterami, no po prostu przegięgie! albo Ed
          > Harris gapił się jako gliniarz w film o Popiełuszce nagrany na wideo.
          Przeciez
          > w tych czasach w Polsce nawet władze nie miały co to wideo, nie znajli tego!
          >
          > Inny motyw mi się przypomina, na przykładzie filmów, gdzie akcja rozgrywa się
          w
          >
          > średniowieczu. Weźmy takiego Robin Hooda czy inne cuda. Na wszystkich tego
          typu
          >
          > filmach aktorzy (jak przystało na gwiazdy) mają cudownie bieluśkie ząbki.
          > Przecież poziom hifieny w tych czasach był hyba inny...? albo nawet jak
          faceci
          > chodzili elegancko ogoleni...

          Ale właśnie to nie ma znaczenia. Gdyby pokazano, że Robin chodzi do kowala,
          który dysponuje wiertłem o napędzie, to byłoby przegięcie. A twórcy przyjęli po
          prostu taką konwencję, założyli, że w filmach o Robin Hoodzie nie jest
          najważniejsze pokazanie realizmu. Przypomnij sobie np. Robin Hooda z Errollem
          Flynnem, nic wspólnego z realiami, a ogląda się świetnie. Podobnie z filmami o
          Arturze i okrągłym stole. Tak samo jest z filmem Holland, która jako Polka
          akurat wiedziała, co się działo w Polsce, naprawdę nie miało dla mnie znaczenia
          w tym filmie czym jeżdżą zomowcy, na czym oglądają film esbecy - liczyły się
          inne emocje i inne przesłanie. Na tej zasadzie działa też teatr, sztuka jest
          umowna i detale oraz wierne odtworzenie realiów nie zawsze jest najważniejsze.
          Warto chłonąć filmy i opowiadane historie, zamiast psuć sobie przyjemność
          analizowaniem drobiazgów.
          pozdr

          >
          > Dobrze że zwrócono na to uwagę w Cast away- znaczy chyba Poza światem. Tom
          > Hanks, bardzo wiarygodnie zarósł, i walczył z psychiką, zeby nie dostać
          hopla..
          >
          > np piłka jako postać go gadania.. To wg mnie duży +
          • Gość: chrumffe Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.szcz.gazeta.pl 18.07.03, 15:51
            Zwróć jednak uwagę na to, ze jeśli za 50 lat ludzie będą oglągać film A
            Holland , ludzie dorosli, którzy teraz być może dopiuero przychodzą na świat po
            obejrzeniu tego filmu nie będą znać tych szczegółow. Być może że na podstawie
            obejrzanego filmu będą sądzić, ze w Polce w '81 na serio jeździły milicyjne
            mercedesy i ludzie mieli magnetowidy. To przecież nie są duże odstępstwa
            czasowe.. mogli znaleźć nyski. Jeszcze troche nich jeździ. Nie trzeba było dużo
            szukać, a realizm by był.
            Ale jeśli ogadają to ludzie, którzy wtedy nawet uczesniczyli w podobnych
            wydarzeniach, to przeciez teraz krew ich zalewa. Przypomina mi się scena z
            Misia... "niech szlachcianie owiną sobie twarz bandarzami, wtedy nie mieli
            opieki dentystycznej".. a na serio chodziło o zakrycie wąsów. No jaa przeciez
            o to trzeba dbać. Film przecież tym RÓŻNI się od teatru, ze jest większe pole
            do popisu dla scenografów i kostiumologów. Materiał jest nagrywany i może być
            archiwizowany...to jakby większa odpowiedzialność twórców za ich dziło niz w
            przypadku teatru, gdzie spektakle robi się dla publiczność w danym miejscu i
            czasie. I tylko dla nich. Kolejne można zmieniać... dopasowywać do realnych
            czasów, a film nie. Jaki został nagrany, taki będzie.
            Hooland jako polka tym bardziej powinna mieć na względzie odtworzenie
            realizmu.
            • Gość: NEOspasmin w pornolach nie przeklamuja IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 16:39
              Gość portalu: chrumffe napisał(a):

              > Zwróć jednak uwagę na to, ze jeśli za 50 lat ludzie będą oglągać film A
              > Holland , ludzie dorosli, którzy teraz być może dopiuero przychodzą na świat
              po
              >
              > obejrzeniu tego filmu nie będą znać tych szczegółow. Być może że na podstawie
              > obejrzanego filmu będą sądzić, ze w Polce w '81 na serio jeździły milicyjne
              > mercedesy i ludzie mieli magnetowidy. To przecież nie są duże odstępstwa
              > czasowe.. mogli znaleźć nyski. Jeszcze troche nich jeździ. Nie trzeba było
              dużo
              >
              > szukać, a realizm by był.
              > Ale jeśli ogadają to ludzie, którzy wtedy nawet uczesniczyli w podobnych
              > wydarzeniach, to przeciez teraz krew ich zalewa. Przypomina mi się scena z
              > Misia... "niech szlachcianie owiną sobie twarz bandarzami, wtedy nie mieli
              > opieki dentystycznej".. a na serio chodziło o zakrycie wąsów. No jaa
              przeciez
              > o to trzeba dbać. Film przecież tym RÓŻNI się od teatru, ze jest większe pole
              > do popisu dla scenografów i kostiumologów. Materiał jest nagrywany i może być
              > archiwizowany...to jakby większa odpowiedzialność twórców za ich dziło niz w
              > przypadku teatru, gdzie spektakle robi się dla publiczność w danym miejscu i
              > czasie. I tylko dla nich. Kolejne można zmieniać... dopasowywać do realnych
              > czasów, a film nie. Jaki został nagrany, taki będzie.
              > Hooland jako polka tym bardziej powinna mieć na względzie odtworzenie
              > realizmu.


              Przeczytawszy twojego posta zrozumialem dla kogo kreci sie pornole.
              To jest rodzaj filmu w ktorym WSZYSTKO jest pokazane detalicznie i 1:1.
              Zadnych skrotow,uproszczen itp glupot.
              Dla ciebie pewnie i "48 godzin" jest zdrada bo trwa znacznie krocej.
              pozdrawiam
              m
            • Gość: Pawelek Wloscianie! IP: *.72.165.248.Dial1.Washington1.Level3.net 19.07.03, 06:04
              Jesli chodzi o scislosc historyczna, to wloscianie mieli
              sobie owinac, bo mieli gorsza opieke dentystyczna niz
              szlachcianie, ktorzy na ziemiach polskich raczej nie
              wystepowali wcale...
    • Gość: NEOspasmin Pianista IP: *.acn.waw.pl 18.07.03, 16:59
      Wczoraj widzialem pierwszy raz "Pianiste" Polanskiego.
      Musze przyznac ze jesli pokazuje sie daty konkretne jako poczatki scen,gdy
      zaczyna sie od obrazkow przedwojennej Warszawy to przeklamania historyczne
      dokuczaja.Szczegolnie gdy dotycza one odpowiedzialnosci za ludobojstwo.

      Jedyne co mnie prostowalo to nieautentycznosc, zle oddanie racji
      psychologicznych postaci. Ulozylo mi to ten film na poleczce z dzielami
      klasy "B".A to zwalnia z dyskusji nad uczciwoscia calosci.Patrzydlo takie.
      Wole jednak filmy w ktorych oprawka historyczna jest dodatkiem do pokazania
      postaci,konfliktu uniwersalnego.
      I wtedy zegarek na reku x.Witolda nie przeszkadza.
      m
      • Gość: jasiu Re: Przekłamania IP: *.master.pl 18.07.03, 20:50
        Nadrabiam zaległości. Generalnie przekłamania mi nie przeszkadzają. Przyjemnie
        jednak by było posłuchać o zasługach Polaków choćby właśnie w sprawie Enigmy.
        Co do U-571 to twórcy ewidentnie skupili się na przechwytywaniu maszyn przez
        okręty podwodne i kilka takich przypadków jest wyminionych w końcówce filmu.
        Warto też pamiętam że Polacy odkryli szyfr i bezprzecznie jest to największe
        wydarzenie w historii prac nad Enigmą (polecam serial "Tajemnica Enigmy"), ale
        mimo wszystko był on zmieniany przez Niemców w trakcie wojny. Znana była też
        afera związana z filmem "Enigma" Apteda i wątkiem szpiega-Polaka. Oglądał ktoś
        z was ten film bo ja nie. Z drugiej strony twórcom filmów często prawda
        historyczna tak naprawdę zwisa.
        Jeszcze zabawny polski wątek. W "O jeden most za daleko" jest scena w której
        do sztabu polskiej brygady Sosabowskiego wpada żołnierz z informacjami który
        przepłynął rzekę. Stoi on mokry w spodniach. Prawda o tej scence jest taka, że
        przepłynął on tę rzekę i paradował przed Sosabowskim nago.
        Co do "Gladiatora" to z tego co pamiętam Kommodus zginął zamordowany w wyniku
        spisku.
        Co do "Helikoptera w ogniu" to raczej się nie zgodzę. Oglądałem ten film na
        DVD z komentarzem weteranów tej akcji (m.in. facetem którego grał Tom
        Sizemore) i co ciekawe zdecydowana większość scen to prawda (w tym tych
        najważniejszych). Oczywiście w 3 czy 4 przypadkach nie użyto prawdziwych
        nazwisk, leczy były to postacie wzorowane na prawdziwych osobach. W komentarzu
        np był omówiony fragment sceny gdy widownia nie brała poważnie sceny gdy
        McKnight (Sizemore), nie chyląc się przed kulami idzie do przepołowionego,
        umierającego żołnierza. Okazuje się, że to prawda. Nie krył się przed kulami
        gdyż nie miało to sensu "Bo jak go trafią to trafią". Np Busch broniący w
        pojedynkę pierwszego zestrzelonego śmigłowca faktycznie bronił go bardzo długo
        i co nie jest już pokazane na ekranie zmarł z odniesionych ran (w filmie jest
        pokazane jak go zabierają rannego do śmigłowca). Jedną z fikcyjnych scen jest
        przykładowo ta z noktowizorem gdy żołnierze Delty w nocy eliminują linkami
        załogę działka.
        Co do "Titanica" to znane są najważniejsze szczegóły i to one stanowiły tło
        dla akcji "romantycznej" z DiCaprio i Winslet. Dzisiaj na temat pasażerów
        trzeciej klasy wiadomo rzeczy ogólnikowe jak np zamykanie drzwi by nie mogli
        wyjść. Z I klasą to już inna sytuacja bo taki kapitan Smith, Thomas Andrews
        czy J.J. Astor to już osoby prawdziwe, ale wątki ze znajomością Andrewsa i
        Rose to już inna historia napisana dla potrzeb filmu. W filmie leżąc już po
        zatonięciu statku na obrazie Rose wzywa gwizdkiem powracającą szalupę. Szalupy
        faktycznie wracały ale zabrały żywe tylko 2 czt 3 osoby. Z innej beczki. I
        kwestia że bez tej historii Titanic by nie powstał. Przypominam że filmów o
        Titanicu nakręcono sporo, począwszy od nazistowskiego, propagandowego filmu
        Selpina, przez produkcje z lat 50 "Titanic" z Barbarą Stanwyck i "Pamiętna
        noc", przez telewizyjny z 1996 z Zetą-Jones (na pewno jakieś przeoczyłem).
        W polskim filmie "Westerplatte" ok 30 bohaterów jest wymienionych z nazwiska i
        są to nazwiska prawdziwych żółnierzy. Film powstał po konsultacjach również z
        walczącymi tam żołnierzami. Wiem, że każda z postaci w filmie walczyła w tej
        części półwyspu gdzie walczyli prawdziwi bohaterowie. Oczywiście druga 30
        aktorów to już postacie bez nazwisk i co do tych to nie wiadomo jak wygląda
        prawda. W filmie "Orzeł" akcja ucieczki została osnuta na prawdziwych
        wydarzeniach jednak jej szczegóły filmowe były zupełnie fikcyjne.
        Warto zwrócić czasem uwagę na końcówkę, końcowych liter, gdzie bardzo często
        pisze że na tą historię osnutą na podstawie prawdziwych wydarzeń trzeba brać
        poprawkę.
        Ps. Jakiś czas temu TVP1 emitowała program o przekłamaniach historycznych w
        filmach. Do każdego odcinka zapraszany był ekspert i dyskutowano o konkretnych
        scenach (właśnie tam było info o scenie z "O jeden...", o której napisałem.
        Pamiętam, że w jednym z odcinków dyskutowano też o Kleopatrze. Mogliby ten
        cykl powtórzyć.
        Ps 2. Turek, już teraz wiem skąd u ciebie fascynacja filmami "sandałowymi".
        Nic dziwnego skoro wspominasz o Archeologii.
    • Gość: vik Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.chello.pl 19.07.03, 02:06
      Nie jestem historykiem, więc nie zwracam uwagi na takie szczegóły jak długość
      mieczy w "Gladiatorze", Nie zdzierżyłem dopiero jak cesarz wyszedł na arenę by
      stoczć walkę. To chyba jest nieścisłość historyczna, prawda?! A przede
      wszystkim totalna bzdura.
      Żenująca jest podobno wersja historii Rosji w "Anastazji" Disneya. Podobno
      motorem rewolucji jest w tym filmie... Rasputin. Przekazywanie dzieciom takich
      bzdur to już zbrodnia.
      • orbulon Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 19.07.03, 09:53
        Wspomnę jescze o "Casablance". W początkowej scenie gdy jest pokazywana kula
        ziemska radzę sięprzyjrzeć mapie Polski. Każdy kto choć liznął geografi
        historycznej natychmiast przekona się, żę nie jest to II RP. Widać amerykanie
        mieli wtedy mdłe pojęcie o naszym kraju.

        "13 Wojownika" nie lubię. Film wydał mi się zbyt monotonny i wiało z niego
        sporą nudą. Oglądnąłem go tak naprawdę jedynie dla O.Sharifa.


        A o Sharifie. CZy T.E.Lawrence przedstawiony w "Lawrensie z Arabii" miał
        wiele wspólnego z tym autentycznym? Z tego co czytałem w prasie to film słabo
        odzwierciedlał prawdziwy charakter pułkownika. Choć ciekawa postać księcia
        Fajsala {pierwszego króla niepodległego Iraku} granego przez A.Guinessa.


        Wspomnieć jescze postać Generała Custera. Najwierniejsza wesja moim zdaniem
        to telewizyjny film "Syn Gwiazdy Porannej". Ten film najbardziej jest zbliżony
        do faktów z życia Custera.
        "Umarli w Butach" nie wiele mają wspólnego z wydarzemiami z życia Generała,
        ale film jest na prawdę boski. I jakoś te błędy nie robią z nich kniotów.
        • ignatz Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 19.07.03, 10:24
          orbulon napisał:

          > Wspomnę jescze o "Casablance". W początkowej scenie gdy jest pokazywana
          kula
          > ziemska radzę sięprzyjrzeć mapie Polski. Każdy kto choć liznął geografi
          > historycznej natychmiast przekona się, żę nie jest to II RP. Widać amerykanie
          > mieli wtedy mdłe pojęcie o naszym kraju.

          Nie chcę być pesymistą, ale na tym polu chyba niewiele się zmieniło do
          dzisiaj :-)
          • ignatz Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 19.07.03, 10:31
            o rety, aż zerknąłem na tę scenę - POlska wygląda jak skrzyzowanie dzisiejszej
            Białorusi z połową Ukrainy i Bułgarii :-)
            • Gość: Venus Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.vs.shawcable.net 20.07.03, 01:19
              W Ameryce historycy w prasie wysmiewaja sie z filmowcow..
              daja im dwojke z historii..
              Ale oni sie nie przejmuja bo przecietny Amerykanin tez historii nie zna za to
              chce miec rozrywke..
              Kto chce ten moze zawsze sie doksztalcic.
              Materialow jest duzo, komputer w prawie kazdym domu.
              A na pewno dostepny za mala oplata w bibliotece.
              Nie mowiac o tym ze jak ktos juz dolezie do biblio to juz ma ksiazki pod reka.
              Venus
      • Gość: a cesarze na arenach IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 20.07.03, 03:00
        Gość portalu: vik napisał(a):

        > Nie jestem historykiem, więc nie zwracam uwagi na takie szczegóły jak długość
        > mieczy w "Gladiatorze", Nie zdzierżyłem dopiero jak cesarz wyszedł na arenę
        by stoczć walkę. To chyba jest nieścisłość historyczna, prawda?! A przede
        > wszystkim totalna bzdura.

        jak nie jestes historykiem to sie nie wypowiadaj
        akurat to w filmie bylo oparte na faktach... cesarze czesto wystepowali na
        scenach jako gladiatorzy... tj. Kaligula, Hadrian, Lucjusz Werrus, Didiusz
        Juliunaus, Karakalla, Geta... a przede wszystkim robil to KOMMODUS (syn Marka
        Aureliusza), ktory do chwili smierci stoczyl ok. 1000 pojedynkow (chociaz kazal
        sobie zrobic posag na ktoym napisal ze pokonal 12 tys. przeciwnikow)


        • orbulon Pożegnanie z Afryką. 20.07.03, 11:41
          Przyznam, że jest to jeden z moich ulubionych filmów lat 80-tych i trochę
          ciężko mi go kryrtykować {choć ciężeń było "Casablance"}.

          Cała Karen Blixen znowu nie była takim przyjacielem murzynów jak jest to
          pokazane w tym filmie. Traktowała ich przez całe życie jak małe dzieci, które
          całey czas należy prowadzić za rękę. Innym ciekawym faktem łączącym się z tą
          postacią jest Adolf Hitler. K.Blixen przez całe życie pozostała jego uloubioną
          pisarką {często spędzała podobno czas w Berlinie}". Jako dumna arystokratka
          wielu mówiła, żę mają znać swoje miejsce.

          A ten cały Hinch Hatton {czy jak było temu granemu przez R.Redforda} wcale
          pacyfistą nie był. Wprost przeciwnie. Kochał wojnę.


        • Gość: vik Re: cesarze na arenach IP: *.chello.pl 20.07.03, 21:33
          Gość portalu: a napisał(a):

          > Gość portalu: vik napisał(a):
          >
          > > Nie jestem historykiem, więc nie zwracam uwagi na takie szczegóły jak dług
          > ość
          > > mieczy w "Gladiatorze", Nie zdzierżyłem dopiero jak cesarz wyszedł na aren
          > ę
          > by stoczć walkę. To chyba jest nieścisłość historyczna, prawda?! A przede
          > > wszystkim totalna bzdura.
          >
          > jak nie jestes historykiem to sie nie wypowiadaj
          > akurat to w filmie bylo oparte na faktach... cesarze czesto wystepowali na
          > scenach jako gladiatorzy... tj. Kaligula, Hadrian, Lucjusz Werrus, Didiusz
          > Juliunaus, Karakalla, Geta... a przede wszystkim robil to KOMMODUS (syn
          Marka
          > Aureliusza), ktory do chwili smierci stoczyl ok. 1000 pojedynkow (chociaz
          kazal
          >
          > sobie zrobic posag na ktoym napisal ze pokonal 12 tys. przeciwnikow)
          >
          >
          OK, wierzę.
          Po co od razu te nerwy. Czy ja piszę, że skoro nie znasz się na gramatyce, nie
          możesz wysyłać postów...
          Przyznasz jednak, że TA KONKRETNA walka jest historycznym przekłamaniem. Jest
          także sztampowum rozwiązaniem dramaturgicznym. Zły bohater, zamiast posłać na
          swojego rywala hordę ludzi, która rozniosłaby go w puch, komplikuje sobie
          życie samemu stawając do walki i ryzykując życie.
          • bartek.m Re: cesarze na arenach 22.11.03, 22:40
            Kommodus rzeczywiście walczył na arenie, uważał się za wcielenie Heraklesa,
            ale w "Gladiatorze" najgorsze jest to ciągłe gadanie o przywróceniu Republiki
            i nawet zakończenie filmu sugeruje, że to nastąpi dzięki senatorowi granemu
            przez Dereka Jacobiego i siostrze cesarza. Przecież to dopiero jest absurd!
        • Gość: jarek Re: cesarze na arenach IP: *.fastres.net 24.11.03, 21:22
          I umarl w lazni zatruty przy pomocy swojej chrzescijanskiej kochanki ( Marzia),
          byl tez cesarzem ,ktory chrzescijan nie przesladowal( w przeciwienstwie do
          swojego ojca), a po nim i po jak zwykle wojnie domowej na tronie cesarskicm
          zasiadl, po jednych wybranym przez Senat ( Petrinace) Zyd Settimmus Severius.
          Commodo byl tez pierwszym cesarzem wybranym przez swojego ojca bez opini Senatu,
          i chyba w ten sposob zaczal sie zjazd Rzymu.
          Byl nie tylko slawny za swoje pojedynki ale tez za sposob ubierania...
    • Gość: Anna M Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.chello.pl 21.07.03, 00:17
      Ja z kolei jestem specem od XIX wieku i jak widze niektóre rzeczy w filmach, to
      szlag mnie trafia...
      Np. cały wątek XIX-wieczny w "Kate i Leopold" nie miał nic wspólnego z cieniem
      autentyzmu (a ja się po komediach romantycznych spodziewam baaaardzo niewiele
      realizmu... :))
      W "Emmie" z Gwyneth Paltrow znalazły się rzeczy, które obywateli XIX wieku
      przyprawiłyby o natychmiastowy zawał, niezależnie od płci i wieku...
      Za to dobrzy w odtwarzaniu realiów są Brytyjczycy.
      I nieodmiennie mnie wkurza scena "spowiedzi" Adsa z "Imienia Róży". O czym już
      pisałam nie raz.
      • orbulon Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 21.07.03, 09:47
        No "Pożegnanie z Afryką" toczy się już na początku XX wieku.


        Możemy tak długo prowadzić dysputy. Dla mnie nie jest to aż tak ważne. Kipska
        mapa Polski nie pozwala mi uznaważ "Casablanki" za najlepszy film wszechczasów.

        Podobnie jest z większością filmów.


        Pozdrawiam.



    • dreaded88 Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 21.07.03, 17:51
      Mnie potrafią bardzo zirytować "realia" w filmach wojennych - wtedy, kiedy
      elementy mlitarno-batalistyczne nie są zwyczajnym sztafażem, a film ma ambicje
      coś tam rekonstruować.
      Gniotem wszechczasów jest tu chyba przesławny "Pearl Harbour", z współczesnymi
      okrętami stojącymi w czasie ataku w porcie bądź też "japońskimi" lotniskowcami
      (fabułę litościwie pominę).
      "Niemieckie" czołgi w "O jeden most za daleko" też nie są zbyt piękne
      (niewielkie przemodelowanie i pomalowanie wozów dostępnych w latach 60. w
      najbliższej jednostce brytyjskiej czy US Army) - ale reszta tu akurat jest
      świetna.
      A można rzeczywistość zrekonstruować doskonale - vide fińska "Wojna Zimowa",
      niemiecki "Stalingrad" albo nawet "Bitwa o Anglię", do realizacji której
      sprowadzono z Hiszpanii tamtejsze licencyjne wersje Heinkli i Messerschmittów.
      • Gość: Sol Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? IP: *.acn.waw.pl 22.11.03, 23:24
        jak widać każdy ma jakiegoś konika i czepia się szczegółow w pewnym zakresie :)
        Nie znam się na broni więc póki Robin Hood nie będzie strzelał z bazooki nie
        będę się czepiać. Ale będę się czepiac bzdurnych strojów z epok o wiele
        późniejszych (zazwyczaj), będę się czepiac kapslowanych butelek w czasach gdy
        ich nie było, wystroju wnętrz, który nijak nie funkcjonował w danych czasach/na
        danym terenie. I będę sie do konca życia czepiać niewłaściwego używania
        słowa "przyłbica"...
        • yawokim Re: Przekłamania historyczne - przeszkadzają Wam? 23.11.03, 20:35
          dla mnie 'ducha epoki' najlepiej oddawaje Fellini , ale np calego Casanove
          psuje scena tanczenia walca- co bylo niemozliwe w latach 70tych 18 wieku..

          mistrzem autentyzmu jest za to Visconti.

          Gladiator jest typowa agitka amerykanska /te ciagle wtrety o republice/ no i
          wszystko tam bylo 'za czyste', plastikowe, ludzie za czysci etc...

          serial Robin Hood z lat 80tych byl za to bardzo bardzo dobry jezeli idzie o
          klimat epoki...

          • orbulon "Robin Hood - Książę złodziei" - 24.11.03, 11:03
            Najbardziej zadziwił mnie w tym filmie ślub Robina i Marrion. Brat Tagg
            udzielał go w języku.... angielskim. A wiadomo, że wtedy Kościół {jak i cała
            Europa} za język oficjalny przyjmowała łacinę.
            • Gość: rasta Re: "Robin Hood - Książę złodziei" - IP: *.net 26.11.03, 13:42
              eeee czepiasz sie. Jak mozna ten film brac na serio? Najsmieszniejsze jest to,
              ze z tej komedii zrobiono praodie w postaci "Facetow w rajtuzach".
    • Gość: jarek Polecam wszystkim obejrzenie..... IP: *.fastres.net 24.11.03, 21:28
      Zawod broni- Ermanno Olmi, to jest rzeczywiscie film historyczny ,gdzie sie dba
      o najmiejsze szczegoly, slyszalem ,ze nakrecil jakis nowy o chinskich piratach.
      • Gość: Edziak Zabawa IP: *.bulldogdsl.com 25.11.03, 10:37
        Niescislosci hisoryczne sa po to zeby je dostrzegac - takie mam czasami
        wrazenie i swietna zabawe odnajdujac je. Czytajac tytul watku od razu mi sie
        przypomiala Elzbieta z C.Blanchet i wersja w niej ze jej szpiego-minister grany
        przez G.Rusha podstepnie otrol Marry Krolowa Szkotow krotko po objeciu przez
        Elzbiete tronu angielskiego, podczas gdy chyba wszyscy wiedz ze zostala on
        skazana na smierc i wyrok wykonany oficjalnie o wiele pozniej. Mojego brata
        ktory jest pilotem zawsze smiesza amerykanskie filmy w stylu Top Gun ,pewnie
        lekarze padaja ze smiechu albo placza widzac operacje na ekranach. Historycy i
        archeolodzy beda mieli ubaw jak w przyszlym toku w maju wejdzie na ekrany Troya
        z Bradem Pittem i Orlandem Bloomem. Pozdrawiam wszystkich forumowiczy.
        • Gość: Turek Re: Zabawa IP: *.internetdsl.tpnet.pl 25.11.03, 11:30
          Witam serdecznie, ale dawno mnie tu nie było, myślałem, że ten wątek został już
          pogrzebany;-) Co do Troi, to rzeczywiście, archeolodzy będą mieli zabawę
          (zwłaszcza ci od tzw. egejskiej) ale Ci, którzy interesują się kinem pójdą
          chętnie. Nie mogę się już doczekać patrząc na zwiastuny. I nie wybiorę się,
          żeby zastanawiać się dlaczego mury Troi wyglądają tak a nie inaczej, i że
          statki też mogły być inne. To nie będzie film dokumentalny, ale zwykła
          rozrywka, od której za wiele nie będę wymagał. Orbulon, jasne, że językiem
          liturgicznym w Anglii była łacina, ale dlaczego w filmie nie mieli by mówić po
          angielsku? On miał tylko bawić, a nie przekazywać wiedzę. To nie "Pasja"
          Gibsona (której też jestem bardzo ciekawy). A lekarze niby się śmieją z seriali
          medycznych, ale chętnie j oglądają, może dlatego, że seriale o zawodach
          przedstawiają je zawsze w sposób atrakcyjny. POdobnie jak Top Gun czy Indiana
          Jones czy filmy o policji. Przyznam się zresztą, że jestem fanem wspomnianego
          serialu Herkules - jest po prostu tak bezpretenjonalny, nie udaje poważnego
          dzieła - jeden wielki śmieszny żart. Zresztą jego twórcy musieli się wykazać
          sporą erudycją, jest tam tyle zapożyczeń i wątków z rozmaitych mitologii i
          nazw, że świadczy to akurat na plus dla scenarzystów.

          POzdrawiam
          Pozdrawiam
          • orbulon Re: Zabawa 26.11.03, 10:48
            Wcale nie mam nic przeciwko temu filmowi. Jestem zagorzałym fanem "Robin-
            Hooda -Księcia Złodziei". Chicałem tylko zwrócić uwagę na tem mały sczegół.
            A, że film bawi to samo się wie kiedy człowiek ryczy i płacze oglądając
            {słuchając} scen i dialogów zawartych w tym filmie. "Paisa" ciekawi mnie
            również bardzo. Jeżeli się nie mylę to chyba pierwszy film po aramejsku.


            Pzdr.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka