Dodaj do ulubionych

25. godzina

IP: *.lubin.dialog.net.pl 16.08.03, 17:17
Super film!Obejrzyjcie!
Obserwuj wątek
    • Gość: kira Re: 25. godzina IP: *.student.pw.edu.pl / 10.4.51.* 02.09.03, 23:17
      norton jak zwykle zajebisty, no i zajebisty film.
      • Gość: sprawiedliwy Re: 25. godzina IP: *.ssk.com.pl 05.09.03, 13:29
        A skąd wiecie, przecież premiera jest dopiero 19-09
        • Gość: Gofer Świat DVIX robaczku. IP: *.dolsat.pl 05.09.03, 23:56
          Świat DVIX robaczku.
          • Gość: buraczany pierdoła Czy jest już DVD-RIP czy tylko kinówki? IP: *.krakow.sdi.tpnet.pl 08.09.03, 08:17
      • Gość: arni ****** IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 01.10.03, 20:35
    • Gość: Gofer Re: 25. godzina IP: *.dolsat.pl 05.09.03, 23:52
      Jak zawsze u Spike`a, reżyseria i gra aktorów po prostu miodna. A
      jeszcze w dodatku coś co żadko sie u niego zdarza - film o
      białych a nie o czarnych. Mała zmiana klimatu co :-) ? Film
      obowiązkowo trzeba obejżeć, naprawde. Pozdrawiam.
      • Gość: Kupa Re: 25. godzina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 10.09.03, 12:12
        Zgadzam sie do kin obowiazkowo!!!!
    • Gość: keny calkiem ciekawy film... IP: morpheus:* / 192.168.20.* 10.09.03, 21:54
      Warto obejrzec, polecam.
      • prusinski moglibyście chociaż trochę uzasadnić swoje wypowiedzi 18.09.03, 11:17
        moglibyście chociaż trochę uzasadnić swoje wypowiedzi
    • Gość: hania moim zdaniem najlepszy film 2002 IP: *.SNVACAID.covad.net 17.09.03, 20:52
      Obejrzalam go w San Francisco gdzie dlugo szedl kompletami. W porownaniu nawet to "Godzin" czy "Adaptacji", ktore jednak sa
      hollywoodzka sztanca, choc wysokiej proby, ten byl jak powiew swiezego powietrza. Scena z lustrem powinna wejsc do historii
      kina.Po raz pierwszy tez w zyciu wzruszyla mnie scena bojki. Naprawde niezalezne kino z dusza.
      • Gość: Sol Re: IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 18.09.03, 13:43
        Historia przewrotna, ktora kaze widzowi zalowac czlowieka zlego. Glowny bohater
        jest bialym mezczyzna o czarnym charakterze (czy moze sposobie zarabiania).
        Czyli glowny bohater mimo, ze jest bialy - jest czarny - czyli stary, dobry
        Spike Lee :D
        Porzadne, dobrze zrobione kino, jak zwykle u tego rezysera. Plus nutka
        nieuchwytna swoista tylko dla Spike'a. Jestem na TAK :)
        • Gość: Grzes A moim zdaniem to pretensjonalne dno! IP: *.acn.waw.pl 19.09.03, 16:07
          Kocham aktorstwo Nortona, ale nawet on nie ratuje tego obrazu!
          Dety intelektualizm! STRASZNIE wspolczuje biednemu handlarzowi
          narkotykow. Nawet sie chyba sprobuje poplakac.
      • Gość: Grzes Re: moim zdaniem najlepszy film 2002 IP: *.acn.waw.pl 19.09.03, 16:11
        Jesli chodzi o sceny bojki, polecam "Fight Club". Tez Norton,
        zreszta!
        • Gość: hair Re: 25th hour IP: *.acn.pl / *.acn.pl 22.09.03, 17:49
          a ja wlasnie odnosze wrazenie ze nie bylo w tym filmie zadnego
          intelektualizowania. monolog Montiego w restauracyjnej laziemce to istna
          perelka.
    • Gość: gość Re: 25. godzina IP: 217.153.26.* 24.09.03, 09:58
      Dla mnie osobiście extra film!!! Gorąco polecam
    • Gość: aero Re: 25. godzina IP: *.sklep-behringer.pl 24.09.03, 10:46
      bardzo dobry dramat! Udalo im sie dobrac obsade - wszyscy wykreowali wiarygodne,
      mocne postacie. W mojej skali prywatnej daje mu 8/10.
    • Gość: Arn Re: 25. godzina IP: *.centrum.gliwice.pl / 10.49.11.* 25.09.03, 12:57
      Zapraszam na moją stronę o Edwardzie Nortonie: nortonclub.prv.pl
      Wpisy do forum na temat jego filmów miło widziane.
      • Gość: Arn Re: 25. godzina IP: *.centrum.gliwice.pl / 10.49.11.* 25.09.03, 12:59
        znaczy się 'mile'
        • Gość: ink Re: 25. godzina IP: *.dialsprint.net 27.09.03, 17:14
          Mnie najbardziej podobal sie sposob przedstawienia Nowego Jorku. Miasto
          zostalo pokazane takie jakie jest: zroznicowane kulturowo i etnicznie, biedne,
          brudne, gdzie indziej za to naprawde zamozne. Slowem miejsce kontrastow, gdzie
          rozne swiaty istnieja obok siebie, nie zawsze zdajac sobie sprawe z tego, kim
          jest osoba mieszkajaca obok. Tyrada Norton'a i jego zlosc, nienawisc, rasizm i
          poczucie krzywdy bardzo przekonujaco oddaja stan ducha wielu grup, ktore w
          obecnych czasach czuja sie zagrozone przez zmieniajacy sie charackter Stanow.
          Swoja droge troche mi to przypominalo American History X i dylematy bohatera
          granego rowniez przez Norton'a.
    • Gość: Bili mocne kino IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 27.09.03, 23:17
      mysle ze to film z gatunku tych najbardziej przemawiajacych do
      widza, a takze bardzo na czasie...
      swiat po prostu wyglada, tak jak w obrazie Spike`a Lee, co moze
      niektorych bulwersowac, ale chyba tych, co nigdy prawdy o USA
      nie poznali...
      wszystkich rozwazajacych jeszcze obejrzenie tego filmu zapraszam
      do kina!
      Bili
    • maga33 Re: 25. godzina 29.09.03, 08:55
      a dla mnie to NUDY !!!!! Nie rozumiem co was tam tak zachwyciło??? Moim zdaniem
      ten film może być ewentualnie ciekawy dla Amerykanów. Sorry, ja nie wyczuwam
      klimatu, a was drodzy Pańtwo podejrzewam o zwykły snobizm!
      • Gość: Arn Re: 25. godzina IP: *.centrum.gliwice.pl / 10.49.11.* 29.09.03, 10:43
        A co ma do tego snobizm? Jestem snobką bo podoba mi się kino Spike'a Lee? To
        najbardziej niedoceniony amerykański reżyser robiący niestereotypowe filmy. I
        co to za argument, że film jest nudny bo Ty nie poczułe(a)ś klimatu? Równie
        słaby jak ten, że poczuć go mogą co najwyżej Amerykanie.
        • Gość: hokuspokus44 tytuł IP: 217.153.87.* 29.09.03, 15:46
          A zastanawialiscie się, skąd taki tytuł i do czego się odnosi,
          czy chodzi o tę dodatkową godzinę, której zabrakło Monty'emu,
          żeby nie przekreślić wszystkiego, co osiągnął, czy może godzinę
          podczas jazdy samochodem z ojcem, kiedy to snuli wizję uczieczki
          i sielankowego życia w Teksasie?
          Film jest bardzo OK, ma, moim zdaniem bardzo sugestywny,
          przygnębiajacy klimat, zwrociliscie uwage,ze wiekszosc glownych
          bohaterow jest nonstop hmm smutna, tak jakby uszlo z nich
          powietrze, jakby borykali sie z bezradnosciou, choc wciaz
          zachowywali amerykanski optymizm (pamietacie monolog Nikolaia i
          co mial wytatuowane: "Survive") - i to chyba jest przekaz:
          przetrwac za wszelką cenę, mimo zyciowych niepowodzen, troche
          amerykanskie, jednak nie irytujace
    • Gość: Seeen Re: 25. godzina IP: *.bydgoszcz.sdi.tpnet.pl 04.10.03, 11:54
      opinie sa rozne jak widze.ja tutaj widzialem kolejne
      rasistowskie dzielo Pana Lee.zauwazyliscie,ze Czarni
      (Afroamerykanie by kogos nie urazic)w tym filmie sa
      usmiechnieci,lagodni,przyjazni..a Biali? handlarz
      narkotykami,mafia,wyzyskiwach z Wall Street,nauczyciel o
      niecnych zamiarach,ojciec przymykajacy oko na niegodziwosci
      syna.nawet Czarny agent FBI jest rozbrajajaco mily.fakt faktem,
      ze gra aktorska jest najwyzszych lotow.jednak rozterki goscia
      ktory jest skazany na 7 lat za "tony"narkotykow, ktory na
      dodatek nie pomogl FBI to lekka przesada.poza tym oczywiscie jak
      u tego rezysera na koniec glowny bohater oczywiscie porzuca caly
      swoj domniemany rasizm.jedynym przejawem jest monolog przed
      lustrem.mi sie film nie podobal.spodziewalem sie odmiennego
      dziela.przeciagalo sie strasznie.tylko gra aktorska ratowalo
      to "dzielo"..na pewno widac bylo frustracje i przygnebienie
      mieszkancow NY.ale czy mozna ten film nazwac Holdem..?to dla
      mnie lekka przesada.chyba tylko przez czolowke i swiatla
      upamietniajace istnienie wiezowcow i ewentualnie monolog Ojca o
      byciu nowojorczykiem..
    • Gość: dar0 Re: 25. godzina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 06.10.03, 20:38
      film jest naprawdę super. warto zobaczyć
    • roody102 Re: 25. godzina 07.10.03, 01:26
      *****

      Człowiek, którego rano czeka egzekucja, oddałby wiele, by doba była choć o
      godzinę dłuższa.

      Montgomery Brogan (rewelacyjny Edward Norton), diler narkotykowy skazany na 7
      lat ciężkiego wiezienia spędza ostatnia dobę na wolności. To bardzo mało czasu,
      by pożegnać się z ojcem, przyjaciółmi i dziewczyna oraz wyjaśnić kto go
      wystawił i poradzić sobie ze strachem; dla wszystkich jest jasne, ze Monty,
      młody, przystojny facet z dobrej szkoły, nie będzie miał w wiezieniu łatwego
      życia. Że nie wróci stamtąd taki sam, o ile w ogóle wróci. Dla tych, którzy
      zostają poza murem, Monty umrze jutro rano.

      Spike Lee miał zawsze tendencje do opowiadania historii moralizatorskich, by
      nie powiedzieć, że miał zapędy kaznodziei. Jego kazania były dosadne, czasem
      wręcz brutalne i – w wielu znaczeniach – czarno-białe. W „25 godzinie” wreszcie
      zrywa z jednostronnym pokazywaniem świata. Scenariusz, na podstawie własnej
      książki, przygotował David Benioff. Bohater, pierwszy bodaj raz w przypadku
      Lee, jest biały a w filmie nie ma jasnego podziału na dobrych i złych, bo choć
      profesja Monty’ego budzić powinna odrazę, widz ani na chwile nie przestaje mu
      współczuć. Film bardzo zgrabnie opowiada o tym, ze życie składa się z ryzyka i
      decyzji, których konsekwencje trzeba kiedyś ponieść. To nie jest wprawdzie
      odkrywcze, ale pokazane w sposób świeży i przekonujący bardziej niż kazanie.
      No, może trochę za łatwo usprawiedliwia ludzkie słabości i zwalnia z
      odpowiedzialności za błędy. Jakby chciał pokazać, że to nie przez ludzi a przez
      środowisko, przez Nowy Jork może?

      Trzech nowojorczyków irlandzkiego pochodzenia, z których żaden nie został
      strażakiem, jak większość kolegów. Żaden nie wybrał ryzykownego zawodu i być
      może dzięki temu żaden nie zginął w WTC.

      Slaughtery (znany z roli snajpera w „Szeregowcu Ryanie”, Barry Pepper) jest
      maklerem giełdowym. Ma nosa. Stawia pieniądze powierzone jego firmie na jedna
      kartę i wygrywa. Zarabia fortunę i korzysta z życia. Luksusowy apartament z
      widokiem na Ground Zero pokazuje dobrze jego przewrotny charakter i cyniczny
      stosunek do życia. Jacob (jak zawsze dupowaty, Philip Seymour) to nieporadny
      intelektualista bez wybitnych osiągnięć. Nauczyciel wpadający w pułapkę
      zastawiona przez jedna z uczennic. Ryzykujący w sposób nieuchronnie prowadzący
      go do katastrofy. Ulegający własnej słabości. Wreszcie Monty; dorobił się na
      przestępstwie najgorszego gatunku. Żyje wygodnie, ma piękna kobietę, eleganckie
      mieszkanie i dobry samochód. Jeszcze tylko jedna partia narkotyków i Slaughtery
      zainwestuje jego pieniądze w akcje. Razem zrobią interes a potem, jak porządni
      Irlandczycy, założą bar.

      Żaden z nich nie jest szczęśliwy. Slaughtery bajeruje dziewczyny pieniędzmi ale
      jego apartament jest pusty. Jacob jest samotny i sfrustrowany wpada w sidła
      lolitki. Monty to nieomal dobry człowiek – kochający Naturell (fascynująca
      Rosario Dawson), szanujący ojca, przygarniający poturbowanego i porzuconego
      psa, nieszczęśliwy z powodu tego, czym się zajmuje, teraz postawiony wobec
      konieczności zmierzenia się ze skutkami własnych wyborów boi się i ma słuszne
      poczucie winy. Nie ma już szans zmienić swojego życia, choćby doba miała 25
      godzin. Lee trochę nachalnie ukazuje ich jako postaci godne współczucia,
      tragiczne. Ale winni są oni sami, co zresztą tłumaczy innym właśnie ustami
      Monty’ego.

      Ale film ma jeszcze drugie dno. To prywatne rozliczenie nowojorskiego reżysera
      z tragedia jedenastego września, które Lee przemyca miedzy wierszami.
      Przygarnięty przez Monty’ego pies, który ma nas jakby na sile przekonać, że w
      gruncie rzeczy jest on dobrym człowiekiem; scena przesadzona, zbyt disneyowska,
      ma autoironiczny wydźwięk, jest gorzka parodia płytkiego, czarno-białego
      widzenia świata. Zresztą pies ma czarno-białą sierść!

      Czołówka pokazująca zmrok nad Ground Zero i jasne słupy światła w miejscu dwóch
      wież, złożona z kilkudziesięciu krótkich ujęć, zilustrowana bardzo sugestywna
      muzyka mogłaby stanowić osobną etiudę. Reżyser, choć posłużył się prostą i
      uniwersalną symboliką, nie popadł w banał. Bardzo osobisty glos Spike’a Lee
      zawiera tez jakby credo nowego rozdziału jego twórczości. Rozliczenie poprzedza
      świetna – choć nie budząca u mnie aż takiego zachwytu, jak u innych, poprawna,
      ale nie rewolucyjna – scena rachunku sumienia, w której ustami bohatera,
      wyrzuca z siebie cala wściekłość i objawia cyniczne oblicze, dziura po WTC
      pokazana z okien mieszkania Slaughtery’ego nie wzrusza, tylko przeraża a
      robotnicy pieczołowicie szukający resztek ciał ofiar budzą wstręt i złość.

      Film nie zawiera rewelacyjnych efektów specjalnych, ale i wykorzystuje
      możliwości współczesnego kina w odpowiedniej proporcji. Warto obejrzeć go w
      kinie ze względu na dźwięk i muzykę. Pierwszy raz w filmie muzyka klubowa staje
      się tym, czym u Lee nigdy nie stał się hip-hop – świadomie użytym narzędziem.
      Skrecze w Dolby Sourround to zupełnie nowa jakość. Zresztą muzyka Terenca
      Blancharda w całości zasługuje na wyróżnienie. Nie inaczej jest ze zdjęciami
      Rodrigo Prieto – w kilku momentach akcja toczy się na wielu planach i nic nie
      umyka widzowi. I jeszcze montaż, szarpany, to samo zdarzenie pokazane w
      krótkich migawkach z różnych kamer, wszystko to jakby klatki, które chce na
      sile zapamiętać Monty, bardzo komunikatywne i świetnie budujące napięcie.
      Perfekcja.

      Mam tylko jedna wątpliwość – czy to możliwe, ze skazany na 7 lat diler spędza
      ostatnią dobę przed osadzeniem w domu a nie w areszcie?
      __________________________
      Roody102 - hip-hopowy erudyta
      by Wszechwarszawiak.
    • Gość: Polka Re: 25. godzina - O deprawującej stronie mitów IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.10.03, 00:55
      Mądry film o ludzkiej naturze, ale przede wszystkim o
      szkodliwości mitów, którym ulega amerykański naród(tolerancyjni
      obrońcy wartości takich jak wolność , równość, prawda..., ludzie
      honoru i ciężkiej pracy, która prowadzi do sukcesu nawet
      pucybuta). Spike Lee obnaża je, uchylając rąbek prawdy o
      samotności, frustracji,lęku,opartych na stereotypach
      uprzedzeniach, zagubieniu...ludzi, którzy aby przetrwać
      zakladają maski.Maski te odklejają się w krytycznych sytuacjach
      i ukazują egzystencjalna pustkę przedstawionych bohaterów, która
      paradoksalnie ma szansę być zagospodarowana przez tego, który
      najniżej upadł - Montiego. On jeden zyskuje świadomość własnej
      moralnej nędzy i chce od niej uciec, ale ucieczki nie ma -
      trzeba zapłacić.Monti żyjąc złudzeniami wchodzi na drogę
      przestępstwa, jadąc do więzienia snuje ostatnie niewiarygodne
      marzenie,ale jego realizacja na zawsze pogrzebałaby szansę na
      godne życie, wolne od strachu zbiega, za którym skrada się
      przeszłość.
      To film również dla Polaków kochających pławić się w mitach
      (Poska moralnym zbawcą Europy), z tym, że w naszym kraju
      nakrecenie tak obrazoburczego filmu byłoby niemożliwe.
    • Gość: darek Re: 25. godzina IP: *.Kromera.K.PL 14.10.03, 21:26
      Najlepszy film, jaki ogladalem w tym roku. Znakomity Norton,
      klimat Nowego Jorku (jak ktos byl) i problemy, ktore kazdy z nas
      ma. i nie mam tu na mysli glownego bohatera. *****
    • Gość: chcę założyć konto Re: 25. godzina IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.10.03, 00:09
      ckliwy, okropny film
    • ssoj SUMIENIE KINOMANA 15.10.03, 14:57
      nie zgadzam się z ta opinią i to nie dlatego zeby polemizować
      czy dlatego ze nie mam ani grosza z dystrybucji tego "dziela"
      ale dlatego ze jest to kolejny film w konwencji epopeii
      narodowej USA. Temat filmu ciekawy ale wykonanie i zakończenie
      typowo szmirowate - klasyka filmu amerykanskiego lat 90.:)))
      ja daję 3 pkt. bez mozliwości poprawy a Wy poczekajcie az
      puszczą go w TVP.
      • roody102 Re: SUMIENIE KINOMANA 15.10.03, 16:34
        Ciekawe (bez ironii to mówię), bo ja widzę w nim właśnie rozliczenie z latami
        dziewięćdzisiątymi i dość gorzką refleksję na amerykańską epopeją. Scena, gdy
        ojciec proponuje mu ucieczkę, gdy wyobraża on sobie pracę w pubie, gdzieś w
        USA jest dla mnie parodia mitu zdobywców Zachodu i nieograniczoności
        możliwości startu od nowa, jaką dają Stany.

        Parodią wieloznaczną, bo zawód nie dotyczy uczciwego człowieka, którego
        rzeczywistość odziera ze złudzeń, ale kryminalisty, który powinien budzić
        wstręt i którego zawód pownien w nas obudzić morlaitów - a widzisz, nie ma
        lekko, teraz pójdziesz siedzieć! Ale jakoś nie cieszymy się, jak niwni
        moraliści, z załużonej jakby nie było kary, jakoś chyba wolelibyśmy, żeby mit
        Zachodu się jeszcze raz ucieleśnił i na tym polega, po pierwsze, spryt
        scnariusza i w tym się zawiera gdzieś owo rozliczenie z mitem, bądź co bądź
        przez krymianlistów przecież budowanym! Tylko żeby mnie nikt o nic nie
        oskarżał, nie w całości, ale jednak w sporej części.

        Teraz zauważyłem, że pośrdenio Lee dopierdala w ten sposób białym zdobywacom
        Zachodu, ha! Przerotnie, ale jednak stawia na swoim :)))
        __________________________
        Roody102 - hip-hopowy erudyta
        by Wszechwarszawiak.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka