Gość: AL IP: *.acn.waw.pl 05.01.04, 20:49 fenomen....niesamowity....cudowny....jeden z lepszych filmów, które widziałam w życiu....komentarz zbędny- po prostu go zobaczcie!!!!! Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
roody102 Re: Niepokonany Seabiscuit 06.01.04, 22:00 Gdyby nie zaproszenie na pokaz prasowy, pewnie w ogóle nie poszedł bym na ten film. A tak, dopiero przed salą dowiedziałem się, że to 141 minut o koniu. Nie powiem, nastawiłem się negatywnie, bo obawiałem się, że zobaczę disneyowską bajkę o przyjaźni chłopca z koniem (pardon). Najpierw poznajemy Charlesa Howarda, ucieleśnienie amerykańskiego snu. Wyrywa się z manufaktury na wschodnim wybrzeżu i rusza tam, gdzie jeszcze czuć ostatnie tchnienie Dzikiego Zachodu. Zakłada sklepik z rowerami, ale pieniądze zrobi dopiero – jak można inaczej zrobić fortunę w USA? – jako sprzedawca samochodów. Wprawdzie wielki kryzys nie pozbawi go całego majątku, ale śmierć synka pozbawi go ochoty do życia. Trzykrotnie nominowany do Oskara Jeff Bridges ma w tym roku kolejną szansę. Znów zagrał całym sobą a jednocześnie w sposób tak naturalny, kompletnie pozbawiony wysiłku, że właściwie nie widać, że „gra”. Co symbolizuje najlepiej koniec Dzikiego Zachodu i jego legendy? Drut kolczasty, oczywiście. Drut, którym podzielono prerię na działki. Drut, który dla starego kowboja, Tom Smitha (Chris Cooper), oznacza koniec jego świata. Świata, w którym koń i człowiek byli sobie prawie równi, byli jedynymi towarzyszami, życie jednego zależało nie raz od pomocy drugiego. W którym za kradzież konia karano śmiercią. Cooper gra w tym filmie bardzo oszczędnie, ale z ekranu czuć emocje i myśli, z jakimi bije się Smith, wystarczy drobny grymas. Ta kreacja to również mała perełka. Johnny „Rudy” Pollard (Tobey Maguire) pochodzi z bogatej rodziny. Pierwszego konia dostaje od ojca na urodziny. Żyje w bogatym domu, w rodzinie pełnej miłości. To wszystko wali się w czwartek, 24 października 1929 roku. Czarny czwartek na Wall Street, początek Wielkiego Kryzysu. Pollardowie lądują na bruku. „Rudy” musi szybko dojrzeć. Wrażliwy, delikatny chłopak musi nauczyć się żyć bez rodziców, w niezbyt przyjaznym świecie. Magiure bardzo dobrze pokazał emocje, jakie musiały miotać młodym Pollardem. Trzy biografie, trzy nieszczęścia – każdy dostał od życia mocnego kopniaka. Ale to nie powód, by go przekreślać, jak mówi Tom, ratując konia ze złamaną nogą przed kulą, która ma oszczędzić mu cierpień. I to jest motto tego filmu, motto tych biografii, tamtych czasów i Stanów w ogóle. Wszystko to raziłoby banałem, gdyby nie to, że Ci trzej faceci żyli naprawdę i wszyscy naprawdę dostali drugą szansę. Miała na imię Seabiscuit. Wnuk legendarnego Man-o-War odziedziczył po dziadku charakter, ale mało kto dawał mu szansę w wyścigach. Zbyt dziki, nieposłuszny, w dodatku za mały, za niski. Charles Howard kupił go za grosze. Tom Smith, wówczas już trener w stajni Howarda, wiedział, że to wspaniały koń z charakterem, ale nikt nie mógł nawet do niego podejść, a co dopiero dosiąść. Brakowało im dżokeja - wariata. Trafił się „Rudy” Pollard. Tak samo dziki, wściekły i nieposłuszny jak Seabiscuit, co zresztą pokazuje bardzo zgrabna scena w filmie. W ogóle zgrabnych ujęć i sprytnych cięć jest w tym filmie dużo. Trzeba naprawdę dobrego warsztatu, by - nie nowy przecież w kinie - motyw finałowego wyścigu konnego, od którego zależy wszystko, pokazać tak, żeby widz nie ziewał. I w tym filmie to się udało, nie tylko za sprawą zdjęć – jak się domyślam – z kamer na czapkach dżokejów, ale też dzięki muzyce, dźwiękowi i montażowi właśnie. Co jeszcze? Drobnostka, w tym filmie są aż trzy kulminacyjne wyścigi i każdy budzi większe emocje od poprzedniego. Jednym z drugoplanowych bohaterów filmu jest radiowy komentator sportowy, Tick- Tock McGlaughlin (William Macy). Razem z jednym z bohaterów, jednego z wyścigów słuchamy w radiu; kolejna wspaniała scena i kolejny czujny wybieg. A przy tym znak tamtych czasów – radio, które kreowało wyobraźnię rodzącego się w czasach kryzysu społeczeństwa masowego. Znakomicie pokazana jest ta przemiana. Drut kolczasty, taśma Forda, Wielki Kryzys – to wszystko czytelne symbole składające się na tło filmowej historii. A wariackie sprawozdania Macy’ego pozwalają wybrnąć realizatorom ze ślepej uliczki taniego, disneyowskiego sentymentalizmu, o który ten film się kilka razy ociera. Kolejny kontrast to nieco staroświeckie tempo narracji i pewna sztywność, dostojność tego filmu w zestawieniu z wyścigami szybkimi, niczym samochodowe akrobacje we współczesnym kinie sensacyjnym. Trzech facetów, którzy dostali od życia swoją drugą szansę. Koń, który z kopciuszka stał się mistrzem i bohaterem. Bo trzeba przy tym powiedzieć, że w latach trzydziestych, w wykończonych kryzysem Stanach, Seabiscuit był kimś takim, jak dziś u nas Adam Małysz. Był, wraz ze swoimi opiekunami, dowodem na to, że Stany są krajem nieograniczonych możliwości. Jego sukcesy rozgrzewały zmęczone tłumy, dawały im radość i nadzieję. I tak naprawdę ten film jest nie o koniach, nie o wyścigach, tylko o amerykańskim micie, w którym nikogo nie można przekreślać tylko dlatego, że życie mu dokopało. I być może nie jest to dla wielu zachętą, bo dziś modnie jest mieć dystans do Ameryki, do jej mitów i do tej wiary w spełniające się sny, ale ten film jest przy tym tak bezpretensjonalny, że widz daje się na chwilę ponieść tej wierze. Więc jeśli ktoś lubi się w kinie czasem wzruszyć prostą historią i wyjść z filmu nieco rozmiękczony, to na pewno się nie zawiedzie. A pewnie nawet zapłacze. Ja mam mieszane uczucia, bo to nie jest moje kino, ale za trzy świetne kreacje z dużymi szansami na Oscary, należy się - w szkolnej skali - co najmniej mocna czwórka z plusem. Na piątkę ta historia jest trochę zbyt ckliwa. Nawet, jeśli prawdziwa. __________________________ Roody102 Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aga Uwaga: rudy opowiada caly film! IP: *.proxy.aol.com 16.01.04, 12:37 Rudy, a moze Red? Piszesz slicznie. Z przyjemnoscia czytam twoje elokwentne wywody. Ze wszystkim sie zgadzam (no moze poza 4 z plusem bo to jest kino na 5 z plusem). Dla ciebie Seabiscuit byl milym zaskoczeniem (nawet nie wiedziales ze jest to "film o koniu"). Dlaczego wiec odbierasz innym te przyjemnosc? Czy gdy w dziecinstwie czytales kryminaly tez pisales na pierwszej stronie imie mordercy? Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: xxt Szajs IP: *.spi.pl 09.01.04, 16:11 Szajs jak złoto. Ckliwy i żenujący. Co z tego, że na faktach. Polecam nie zbliżać się do kina. Odpowiedz Link Zgłoś
iza_r Re: Szajs 09.01.04, 21:35 wlasnie ze byl dobry..... no i co z tego ze nie strzelali godzinami... nie zabijali sie a krew nie tryskala strumieniami...glowny bohater oczywiscie tylko lekko drasnienty nie uratowal znowu calego swiata..... Film byl super i warty ogladniecia. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: mysia Niepokonany Seabiscuit IP: *.warszawa.cvx.ppp.tpnet.pl 09.01.04, 20:55 mi sie bardzo podabal film!!!nie musi wszystkim, ale mi sie podobal i polecam!!! Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: DeMan Re: Niepokonany Seabiscuit IP: *.wsisiz.edu.pl / *.wsisiz.edu.pl 10.01.04, 10:27 Widziałem zapowiedzi,czytałem recenzje,już uwielbiam ten film i nie mogę się doczekać kiedy go obejrze.Z góry wszystkim polecam Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: jacek Re: Niepokonany Seabiscuit IP: *.cs.ubc.ca 12.01.04, 01:32 Az tak to bym sie nie zachwycal, film sympatyczny, ale jak dla mnie zbyt tkliwy i nieco zbyt "lopatologicny" - nie pozostawia wiele miejsca widzowi do samodzilenej oceny postaci itd. Pozdrawiam Jacek Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Aga Swietne kino * * * * * IP: *.proxy.aol.com 16.01.04, 12:23 Ten film ma klase i dusze. Malkontenci i pseudointelektualisci byli sa i beda zawsze. tylko po co wprowadzaja w blad piszac recenzje po gazetaach? i ten ton wyzszosci "dla mnie-wspanialego x czy y- ktory cos niecos juz widzialem to to nie jest...ale moze prostaczkom (takim jak ci naiwni amerykanie) to sie spodoba" Dla wszystkich przygnebionych, ktorym zycie ostatnio dalo w kosc (a zdaje sie ze to 90% Polakow)ten film moze byc cudownym natchnieniem. da im to czego im trzeba: nadzieje, wole "walki do konca" i wiare w siebie samych. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: dzidecka Re: Swietne kino * * * * * IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 18.01.04, 14:15 Film piękny. Poryczałam się... :) Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Edziak Podobalo mi sie IP: *.rutc.ac.uk 19.01.04, 16:05 Jedynym brakiem bylo ze nie powiedziano na koncu co sie stalo z tymi ludzmi a chciala bym wiedziec. Odpowiedz Link Zgłoś