Dodaj do ulubionych

kocham je obie

    • macosa Re: kocham je obie 29.09.09, 16:34
      To nie miłość... To pożądanie. Miłość nie znosi egoizmu, a Twoje podejście do ogólnie rzecz ujmując - życia, jest egoistyczne!
      Szkoda mi obu kobiet... Tracą życie na kogoś, kto z żadną z nich się nie liczy.
    • peggy79 Re: kocham je obie 29.09.09, 16:49
      ejjjj chłopie żałosny bez krzty godności... Chciałabym widzieć minę delikwenta, gdyby się okazało, że obie mają też kogoś "na boku";)
    • oplacalny Re: kocham je obie 29.09.09, 17:27
      kochamkobiety sie zreinkarnowal?
    • aniorek Re: kocham je obie 29.09.09, 18:25
      Troll tu sobie pisze, a wy go karmicie.

      A tak btw trollu, co ma na celu pisanie osobno, po kropce "Sumienia"? Chciales podkreslic dramatyzm sytuacji? Normalnie wyszlo ci jak w Klanie. :D

      *rzyg*
    • agrafka111 Re: kocham je obie 29.09.09, 18:56
      życzę Ci by wróciło do Ciebie to co dajesz z siebie. Ciekawe jak bedziesz na starość sam bez nikogo kto Cię kocha, poświeci Ci czas i miłość. Zasługujesz na to bo robisz największe świństwo obu kobietom. Jedna nieświadoma niczego druga pewnie ma nadzieję że będzie z tego coś wiecej. Tym zaś które bedą przez Ciebie cierpieć życzę szczęscia w dalszym życiu. Kiedy już wyrzucą z niego Ciebie żałosny egoisto.
    • iamhier Re: kocham je obie 29.09.09, 18:59
      Tylko dwie?

      Jesteś wart jeszcze jednej!
    • wlodeusz To proste... 29.09.09, 19:00
      zostań obywatelem Arabii Saudyjskiej i zabierz tam obie. Może na miejscu
      dokupisz sobie jeszcze ze dwie?.
      • iamhier Re: To proste... 29.09.09, 19:05
        Co złego widzisz w haremie?
        On daje miłość kilku kobietom na raz,a Ty ilu?
        Hmmmm?
    • babushka siebie kochasz 29.09.09, 19:44
      ... nie je obie :)
    • merce Re: kocham je obie 29.09.09, 20:50
      I WYCISZYŁEŚ WYRZUTY?......myślę, że ich się nie da wyciszyć. A to zwykła
      wygoda...tylko emocjonalnie się chyba nie opłaca- ale to Ty już zrobisz bilans
      zysków i strat. Pozdrawiam
    • lilith_01 Re: kocham je obie 29.09.09, 20:57
      >Kocham je obie, nie mógłbym wybierać. Bez żadnej
      > nie mógłbym żyć.

      Wyobraź sobie że jedna z nich zachoruje na raka...
      Czy będziesz ją kochał nadal patrząc jak chudnie kilkanaście kilogramów, jak jej
      cera blednie, podkrążone oczy się zapadają, jak łysieje po kilku chemioterapiach
      i w chustce na głowie leży w łóżku zdana na pomoc innych...

      Wyobraź sobie...

      Nadal będziesz twierdził że kochasz? Choć nie będzie już ta sama - miła,
      posłuszna i kociak w łóżku, choć nie będzie boską kwintesencją erotyzmu bez
      zahamowań...? Przy której wtedy będziesz? Tej chorej, podasz jej pić i poprawisz
      poduszki czy wybierzesz wygodne życie z tą drugą - zdrową... Sam sobie odpowiedz.

      Miłość nie polega na dawaniu szczęścia sobie, tylko bezinteresownym dawaniu
      szczęścia drugiej osobie, więc przestań bredzić farmazony że je kochasz. Tobie
      jest po prostu wygodnie.


      PS. sorry stary, ale trafiłeś na główną, nie mogłam się powstrzymać...
      PS2. o ile oczywiście przeczytasz, bo po braku odpowiedzi można wnioskować, że
      wymiękłeś...
      PS3. a może i nie wymiękłeś, bo przecież lubisz być w centrum uwagi i
      narcystycznie po cichu poczytujesz co wszyscy napisali o Tobie i Twoim Wielkim
      Problemie...
      • aiwlysji Re: kocham je obie 29.09.09, 22:04
        lilith_01 napisała:

        > Miłość nie polega na dawaniu szczęścia sobie, tylko bezinteresownym dawaniu
        > szczęścia drugiej osobie, więc przestań bredzić farmazony że je kochasz. Tobie
        > jest po prostu wygodnie.

        to jest uniwersalna definicja milosci?
        skad to wiesz?

        • lilith_01 Re: kocham je obie 30.09.09, 09:08
          Jak masz lepszą to się podziel.
    • meetek Re: kocham je obie 29.09.09, 22:16
      Spójrzmy na problem historycznie.
      Mieszko I mimo ślubu z Dubrawką miał kilka "żon". Potem było już gorzej.
      W tym mniej więcej czasie wprowadzono też celibat u księży i co z tego wynikło?
      Same patologie. Tak jak z monogamią.
      Jeśli ktoś uznaje, że małżeństwo to sakrament, to wiadomo, że nie każdy będzie
      miał do niego powołanie.
    • mango_mango Re: kocham je obie 29.09.09, 23:12
      Bardzo fajny układ, tylko koniecznie powiedz jak najszybciej żonie,
      żeby nie ograniczała się tylko do ciebie. Na pewno zdołasz ją
      przekonać, jak wspaniale jest miec dwóch partnerów, zamiast nudy z
      jednym.
      • meetek Re: kocham je obie 29.09.09, 23:15
        Nie należy narzucać sie z takimi informacjami.
        Żony to świetnie wyczuwają tj. tak zwaną zdradę.
    • chiaki Re: kocham je obie 29.09.09, 23:40
      Tacy ludzie jak autor watku nie nadaja sie do stałych związków, bo jak sam
      napisal "szkoda życia na jedna kobiete".Zwiazek niesie ze soba szereg
      zobowiazań, miedzy innymi wylacznosc, wiernośc.
      Boże,szkoda mi tych wszystkich kochających żon...
      • kat_ja1 Re: kocham je obie 30.09.09, 02:17
        Tacy ludzie jak autor watku nie nadaja sie do stałych związków, bo jak sam
        napisal "szkoda życia na jedna kobiete".Zwiazek niesie ze soba szereg
        zobowiazań, miedzy innymi wylacznosc, wiernośc.
        Boże,szkoda mi tych wszystkich kochających żon..."

        Mi też, ale ja juz dawno zrozumiałam, że faceci żenią się dla wygody, dla tego
        jak autor wątku podkreślił "posłuszeństwa";)garkotłuka, jakim staje się w pewnym
        momencie żona...żona nagotuje, uprasuje, przyszyje guziczek bo pan i władca
        wymaga....A że pan ma na boku parę koteczek, bo w końcu parafrazując ;kot nie
        zdycha przy jednej dziurze, to juz inny problem. Zwykle od kochanek nie wymaga
        się niczego poza dawaniem d...y.
        Dlatego drogie żony, należy zawsze robić najwięcej dla siebie, a że pan nie
        będzie miał obiadu, trudno. Nawet jak będzie miał, to same widzicie, wciąż
        niedosyt. Autor wątku nie kocha żadnej z tych kobiet, jak już ktoś zauważył. On
        żyje tak, bo mu tak wygodnie. Obie na zawołanie, posłuszne, z uśmiechami itp.

        Mi szkoda żon, ale kobiety te zwykle cierpią za marzenia...bo jako dziewczynki
        marzyły o księciu, o ślubie z bajki i życiu przy boku tego jedynego. Tyle tylko,
        że w bajkach księżniczki są traktowane jak księżniczki, nie muszą nic robić dla
        pana i władcy, a w życiu to już inaczej;)
        W życiu bajka często kończy się wraz z rzuceniem z siebie białej sukienki, tej
        wymarzonej, a zostaje szare życie. Często przy boku nawet nie księcia, ale byle
        czego....co tylko spodnie nosi.
        Często kobiety żądzą, dopóki nie dadzą się zapędzić w tę niby bajkę z obrączką.
        Faceci nie wiedzą na czym stoją i się starają, a jak się nie starają, to won...A
        jak już mają te wymarzone nierzadko kajdany, to nie dość, że wszystko robią,
        starają się, to jeszcze muszą szanownego małżonka zaspokoić i jeszcze dzielić z
        jakąś lafiryną. No cóż, należy życzyć panu autorowi, żeby kochanka zaszła i
        zaczęła wymagać czegoś więcej niż tylko pieszczot, a żona, żeby otworzyła oczy,
        a nie tylko się uśmiechała jak idiotka...Ciekawe czy wówczas też by się nazywał
        zawsze męski...Jak widać im większa parodia, tym większe mniemanie...
    • nangaparbat3 Oni dwaj 30.09.09, 08:02
      W domu - od wielu lat najwazniejsza osoba w moim zyciu. Mądry, opiekuńczy, odpowiedzialny, czuły. Rozumiemy sie bez słów, wspieramy, troszczymy o siebie, szanujemy. Kiedy mnie dotyka - bezpieczeństwo, jakis bezmiar tkliwości, spokojne, łagodne szczęście.
      Gdzieś w Polsce on - piekny jak olimpijski bóg,zachwycajacy wrażliwoscią i fizyczna siłą. Trener survivalu - kiedy jest w kraju, spotykamy się i te chwile to momenty szaleństwa, o jakich nigdy wczesniej nawet nie smiałabym marzyc.
      Kocham ich obu, kazdego inaczej, choc równie mocno. Nie umiem wybrac.
      Czasem boje się, ze maż cos wyczuwa. Nie chcę go ranic, ale nie potrafie zakonczyc drugiego zwiazku.
      To trwa juz piec lat. Nie mam dzieci.
      Piszę, bo chce przeczytac, ze takich jak ja jest więcej. Bo na pewno tak jest.
      I zeby uciszyc wyrzuty.
      Sumienia.
    • nick_ze_hej Re: kocham je obie 30.09.09, 08:26
      Chyba mylisz kolego miłość z posuwaniem;)
      Miłość to oprócz posuwania także lojalność i uczciwość.
    • joao_goncalves Re: kocham je obie 30.09.09, 09:15
      jestem mężczyzną, 38, w miarę podobającym się kobietom, żonatym od lat
      piętnastu, bez skoków w boki]
      Nie zamierzam rzucać w Ciebie kamieniem, a do twojego wyznania mam tylko
      zastrzeżenia jeśli chodzi o tytuł. Precyzyjniej byłoby: pożądam je obie. Obie
      panie bowiem są dla Ciebie zaspokojeniem biologicznych potrzeb samca: pierwsza
      zaspokaja potrzebę stabilizacji i poczucia kontroli (posłuszna). Druga potrzebę
      przygody. Są to potrzeby całkowicie naturalne i wpisują się w antropologiczny
      model, jaki nam tu przedstawił jeden z przedmówców. Użycie słowa "kocham" mylnie
      sugeruje, że wiesz co to "miłość", a z tego co przedstawiasz, wcale mi się tak
      nie wydaje. Opowiadasz bowiem jedynie o realizacji Twoich biologicznych potrzeb,
      które posiadają także samce innych, niższych gatunków ssaków naczelnych. Tym co
      wyróżnia człowieka ze świata zwierzęcego - oczywiście moim zdaniem - jest
      zdolność przeżywania tzw. uczuć wyższych, czyli czegoś co pozwala nam niejako
      "oderwać się" od fizjologicznych konieczności, przezwyciężać naszą "biologię" i
      wykonywać rzeczy zupełnie niewarunkowane podstawowymi ewolucyjnymi odruchami,
      zupełnie niepotrzebne z punktu widzenia przedłużania życia gatunku czy
      zaspokajania bieżących potrzeb cielesnych. Doświadczanie takich uczuć wymaga
      pewnej ekstrapolacji, myślenia wychodzącego poza "ja", przewidywania
      konsekwencji własnych działań również w sferze tego jakie korzyści czy szkody
      emocjonalno-psychiczne mogą one przynieść dla osób bliskich. Wymaga empatii,
      przejmowania się, wrażliwości. Odczuwane przez Ciebie wyrzuty sugerują, że
      zdolność do tzw. "uczuć wyższych" potencjalnie w Tobie jest, ale na razie wolisz
      decyzje podejmować przy pomocy organów bardziej, że tak powiem, "namacalnych".
      Jestem facetem wcale nieobojętnym na kobiece wdzięki. I także zdarza mi się
      "myślech chvjem" (nazwę to skrótowo, ale chyba wiadomo o co chodzi). Z
      obserwacji życiowych wyrobiłem w sobie przekonanie graniczące z pewnością, że
      kobiet chętnych na wzbudzenie zainteresowania, a w razie czego "pójścia dalej" z
      atrakcyjnym w ich oczach mężczyzną jest grubo ponad 70% i fakt, że dany gość ma
      na palcu obrączkę rzadko stanowi tu przeszkodę (więc proszę się tak nie oburzać
      i nie pomstować, drogie Panie, bo w końcu z kim Ci faceci zdradzają, jak nie z
      innymi babkami, które na ogół więdzą co i jak?). Tym niemniej uważam że to
      właśnie kontrola nad chuciami a nie bezwładne uleganie im czyni mnie w pełni
      człowiekiem, dotrzymywanie danego słowa sprawia, że mogę mięc szacunek również
      do siebie, a bez wyłączności nie da się przeżyć prawdziwej miłości między
      dwojgiem ludzi. Miłość zaś wymaga stanięcia przed sobą nawzajem w prawdzie, ze
      wszystkimi swoimi wadami, niedoborami i niedoskonałościami oraz zaakceptowania i
      pokochania tychże u innej osoby. Moja żona musi wiedzieć o mnie wszystko a ja o
      niej, musi mnieć do mnie pełne zaufanie a ja do niej, bez tego słowo "kocham"
      traci swoje właściwe znaczenie.
      Nie potępiam Twojego postępowania, choć mam nadzieję, że nigdy nie ulegnę
      pokusie pójścia w Twoje ślady i nigdy nie będzie we mnie aż tyle pychy by uznać
      taki sposób życia za dobry. Stwierdzam tylko takie fakty: Jesteś oszustem.
      Żyjesz w kłamstwie. Nie dajesz ani jednej z Twoich kobiet tego, co mówisz i
      myślisz, że dajesz. (Oczywiście stosuję tu moje własne subiektywne kryteria
      "kochania"). Unikasz myślenia o przyszłości. (Ergo, zaspokajasz swoje potrzeby
      na bieżąco, to znaczy rezygnujesz z tego, co jest przewagą człowieka nad
      zwierzętami na rzecz posłuszeństwa biologicznym popędom). To tyle.
      • meetek Definicja miłości. 30.09.09, 09:50
        Trudno zarzucać komuś, że nie kocha, jeśli nie zdefiniuje się miłości.
        A miłość ma kilka poziomów.
        Eros- wiadomo.
        Filia- miłość do przyjaciół, również moim zdaniem miłość mężczyzny do kilku
        kobiet (lub odwrotnie, kobieta kocha kilku mężczyzn).
        Agape- miłość do wszystkich ludzi, również do wrogów. Przykłady- Chrystus, Matka
        Teresa.
        Tak więc miłość to nie tylko miłość męża i żony, kobiety i mężczyzny.


        • joao_goncalves Re: Definicja miłości. 30.09.09, 10:10
          Na cóż ten wykład? Chciałeś się popisać znajomością greki?
          Bądż pewny, że to nie "agape" gna pana zawsze-męskiego do kochanki. Rozszerzenie
          przez ciebie definicji "filia" skażone jest partykularyzmem. "Filia" raczej nie
          obejmuje łączenia organów rozrodczych. No, chyba że oglądałeś jakieś fimy
          "filiatyczne"? Bo ja nie. O jaki rodzaj (wcale nie poziom, bo one nie są
          ustawione hierarchicznie) miłości chodzi z góry wiadomo, więc ten uczony wtręt
          jest zbędny. Ale jeśli chodziło o intelektualny fajerwerk z Twojej strony, to
          chylę czoła, Twoja wiedza olśniła mnie. Serio.
          • meetek Re: Definicja miłości. 30.09.09, 11:36
            To nie wykład. Zaledwie 5 zdań. Za to uzyskałem pouczającą odpowiedź. Dziękuję.
            Łacinę i grekę znam, w końcu 5 lat nauki nie poszło w las.
            A pojęcie "filia" poszerzyłem na zaczepkę. :)
            Tak czy siak dziękuję za odpowiedź.
            Jednak uważam, że można kochać kilka kobiet na raz. W naszej monogamicznej cywilizacji jest to niestety potępiane i napiętnowane.
            Na szczęście nie jest karalne.
            Pozdrawiam
            • joao_goncalves Re: Definicja miłości. 30.09.09, 12:16
              W naszej monogamicznej cywilizacji kochanie kilku kobiet na raz nie jest
              napiętnowane.
              Można kochać swoją mamę (niech będzie, że to "filia", ale ja raczej myślę że to
              miłość typu "familia"), można kochać siostrę (j.w. ale trochę inaczej), można
              kochać córkę (też familia, ale jeszcze w inny sposób), a nawet babcie i ciotki,
              jeśli są fajne, no i żonę lub inną stałą kobietę. Wszystkie naraz.
              Z wymienionych przez Ciebie miłości zarówno "agape" jak i "filia" mają
              charakter wspólnotowy i niewyłączny. Oraz symultaniczny. Z tym że nie mogą
              sięgnąć tak głęboko i w tak zindywidualizowany sposób jak miłość która zakłada
              oddanie sobie wzajemnie na własność ciała, psyche, umysłu, duszy i czego tam
              jeszcze. A tego się niestey "zbiorowo" zrobić nie da. Nawet nasz gnany
              instynktami "zawsze męski" odczuwa tu pewne - ach! ach! - rozdarcie. W ten
              sposób jednocześnie da się "kochać" tylko wtedy jeśli pod słowem "kochać"
              rozumiemy "pożądać", "czuć się emocjonalnie związanym", czy "ru..." (choć i tu
              symultaniczność jest jednak ograniczona wymogami temporalno-przestrzennymi i nie
              oznacza jedności czasu i miejsca), ale według mojej DEFINICJI to trochę zbyt mało.
              Wydaje mi się także, że w ten sposób może się jakiemuś wsobnemu samcowi wydawać
              że "kocha" wiele kobiet, ale niech mnie kaktus na dłoni wyrośnie jeśli uwierzę,
              że gdyby takie kobiety poznały całą prawdę czuły by się wszystkie jednakowo
              przez tego faceta "kochane". A przecież nie ma miłości bez wzajemności. Miłość,
              ta z mojej definicji, nie może być zjawiskiem jednostronnym. Bez drugiej strony
              , również odczuwającej i czerpiącej równą radość z takiego związku o miłości nie
              może być mowy. Howgh.
              Ale rację masz: niekochanie nie jest karalne. Trudno byłoby wielu ludzi karać
              tylko za to, że czegoś po prostu nie potrafią.
              • meetek Re: Definicja miłości. 30.09.09, 13:06
                Pisząc o miłości do kilku kobiet na raz (jak mawiasz symultanicznej) nie miałem
                na myśli kobiet z familii tylko taką sytuację jaką opisuje "zawszemęski".
                Najczęście jest to żona i kochanka/kochanki.
                Wyznawcy islamu mają do 4 żon i zapewne je symultanicznie kochają.
                Dlaczego się mamy/macie ograniczać?
                Przez wiele lat uważałem jak Ty, że można kochać tylko jedną kobietę. Tak mi
                wmówiono.
                Ale stało się, pokochałem drugą nie przestając kochać pierwszej.
                • joao_goncalves Re: Definicja miłości. 30.09.09, 13:36
                  Piszesz:
                  "Wyznawcy islamu mają do 4 żon i zapewne je symultanicznie kochają."
                  Nie myl miłości z małżeństwem. Nie muszą być tożsame. Islamska tradycja wcale
                  takiej miłości małżeńskiej nie wymaga. Kolejna żona jest oznaką statusu. No i
                  możliwością seksu z wieloma kobietami bez łamania nakazów religijnych. Jestem
                  pewny że wyznawca islamu każdej z żon co jakiś czas pożąda. I ma z nią dzieci. A
                  i do prac domowych się przydaje. Ale czy je kocha? Nie podejmuję się odpowiedzieć.
                  Wiem natomiast, że to o czym pisze "zawsze męski" to nie jest miłość.
                  Przynajmniej w moim rozumieniu.
                  Skoro zdecydowałeś sie zaświecić przykładem osobistym, to pozwól, że zadam Ci
                  pytanie. Czy obie kobiety które kochasz, czują się przez Ciebie równie mocno i
                  żarliwie kochane? Zakładam, oczywista, że wiedzą o sobie bo po mojemu miłość nie
                  może być zbudowana na kłamstwie. Miłość bez prawdy nie istnieje, a jej miejsce
                  wypełniają jeno jakieś ułudy.
                  Piszesz: "Przez wiele lat uważałem jak Ty, że można kochać tylko jedną kobietę.
                  Tak mi wmówiono." Szkoda, że tak łatwo dajesz sobą manipulować. Ja w rodzinie
                  miałem przykład zupełnie odwrotny. Ale to co piszę, odkryłem dla siebie
                  samodzielnie. Nie jest to oczywiście nic nadzwyczajnego, ale za to na mój użytek
                  - własne.
                  Piszesz dalej: "Ale stało się, pokochałem drugą nie przestając kochać
                  pierwszej." I udało Ci się im to wmówić?
                  • meetek Re: Definicja miłości. 30.09.09, 14:24
                    Pełno w tym wątku frazesów w rodzaju "miłość bez prawdy nie istnieje", "to nie jest prawdziwa miłość" itp.
                    Myślę, że i ja i "zawszemęski" (nie lubicie go za nik) mamy do czynienia z "miłością nowożytną". To się nawet naukowo nazywa małżeństwo otwarte (związek otwarty). Otwarty na innych ludzi.
                    Oczywiście że wszyscy o wszystkich powinni wiedzieć ale sami decydują ile tej wiedzy potrzebują.
                    • joao_goncalves Re: Definicja miłości. 30.09.09, 15:15
                      Meetek napisał: "mamy do czynienia z "miłością nowożytną"

                      Wow! Sława pionierom! Sława odkrywcom! To oni pierwszi szlak torują. Wcześniej
                      tego nie było na wiosce. Ech, dziedzina trudna i nowa. Ech, niełatwo wprowadzić
                      postęp...

                      Chłopie, to co nazywasz "miłością nowożytną" istniało daleeeeko przed tym co
                      zwykliśmy określać "starożytnością". To wspólnota plemienna miała "otwarty model
                      małżeństwa" bez żadnych krępujących obostrzeń, zwyczajów i praw, a nawet bez
                      krępującej ruchy odzieży. Bez zawracania sobie głowy jakimiś uczuciami,
                      empatią, wrażliwością czy innymi mrzonkami. To zwykłe pójście za głosem popędów
                      i instynktów.

                      W "starożytności" oczywiście też znajdziemy fajne przykłady na to o czym
                      opowiadasz. Bardziej "otwarty" model rodziny niż familia takiego np. Kaliguli
                      trudno mi sobie wyobrazić. Było tam miejsce w łożu nie tylko dla żony i kochanek
                      czy kochanków, ale i dla siostry. A nawet, powiadają, dla ulubionego konia. Nie
                      to, co teraz.

                      Nowum, w porównaniu z człowiekiem pierwotnym czy starożytnym, polega jedynie na
                      tym że usiłujesz nazywać to miłością. Oni tego tak nie nazywali - i słusznie.
                      Ale, bądźmy szczerzy, to są jedynie werbalne, ligwistyczne ozdobniki, puste, nic
                      nie znaczące frazesy, których, wydawałoby się, nie lubisz.

                      Po co się upierać, przy słowach "kocham", "miłość" itp. Jeżeli istnieje tu
                      jakaś, to tylko tzw. "miłość własna", czyli eufemistyczny termin na mieszaninę
                      pychy i egoizmu. Nie można powiedzieć zwyczajnie: tak mi pasuję i tak będę
                      robił, a wam co do tego? Trzebaż jeszcze koncypować duby smalone o "miłości
                      nowożytnej"? Jaki z tego zysk, prócz kreowania semantycznego zamętu... Nie wiem,
                      może Ty wiesz.

                      Tak czy inaczej, życzę powodzenia w "otwartym modelu", bardzo naukowym, jak
                      słyszę, w którym jednak każdy wie tylko tyle ile potrzebuje (bron Boże wszystko,
                      jak mniemam, to mogłoby naruszyć otwartość).
                      • bakejfii Re: Definicja miłości. 30.09.09, 16:49
                        Gosc ma rozdwojenie jazni .Przeciez czuc to na odleglosc,ze potrzebny mu psychiatra.
                      • meetek Re: Definicja miłości. 01.10.09, 09:15
                        joao_goncalves napisał:

                        > Meetek napisał: "mamy do czynienia z "miłością nowożytną"
                        >
                        > Wow! Sława pionierom! Sława odkrywcom! To oni pierwszi szlak torują. Wcześniej
                        > tego nie było na wiosce. Ech, dziedzina trudna i nowa. Ech, niełatwo wprowadzić
                        > postęp...
                        >
                        > Chłopie, to co nazywasz "miłością nowożytną" istniało daleeeeko przed tym co
                        > zwykliśmy określać "starożytnością".

                        Niestety jesteś nieukiem i ignorantem a swoja wiedzę czerpiesz chyba z Wikipedii.
                        Przejdź się chłopie do biblioteki albo kupuj książki, bo tego nie znajdziesz w internecie.
                        Pojęcie "miłości nowożytnej" wprowadził Luc Ferry, współczesny filozof francuski.
                        Na tym kończę ten wątek, bo nie ma co dyskutować z bucami.
                        • juz_niedlugo_wiosna Re: Definicja miłości. 01.10.09, 22:38
                          wtrącę się do tej rozmowy. też nie wydaje mi się nic dziwnego w tym, że można
                          kochać dwie osoby jednocześnie. ja kocham kogoś nowego. kocham też mężczyznę, z
                          którym byłam dawno temu, a nasze drogi się rozeszły. miłość nie jest
                          egoistyczna, niczego nie chcę od żadnego z tych, których kocham. po prostu ją czuję.
                        • haldeman79 Re: Definicja miłości. 22.10.09, 10:52
                          meetek napisał:

                          > joao_goncalves napisał:
                          >
                          > > Meetek napisał: "mamy do czynienia z "miłością nowożytną"
                          > >
                          > > Wow! Sława pionierom! Sława odkrywcom! To oni pierwszi szlak torują. Wcze
                          > śniej
                          > > tego nie było na wiosce. Ech, dziedzina trudna i nowa. Ech, niełatwo wpro
                          > wadzić
                          > > postęp...
                          > >
                          > > Chłopie, to co nazywasz "miłością nowożytną" istniało daleeeeko przed tym
                          > co
                          > > zwykliśmy określać "starożytnością".
                          >
                          > Niestety jesteś nieukiem i ignorantem a swoja wiedzę czerpiesz chyba z Wikipedi
                          > i.
                          > Przejdź się chłopie do biblioteki albo kupuj książki, bo tego nie znajdziesz w
                          > internecie.
                          > Pojęcie "miłości nowożytnej" wprowadził Luc Ferry, współczesny filozof francusk
                          > i.
                          > Na tym kończę ten wątek, bo nie ma co dyskutować z bucami.

                          Miło było przeczytać Wasza dyskusję, szkoda tylko zakończenia.
                          Mam jednak dwa pytania:
                          Czy idea związku otwartego nie wymaga poinformowania wszystkich zainteresowanych
                          stron, że właśnie w takim schemacie funkcjonują?
                          Czy ten francuski filozof nie zdefiniował po prostu nazwy dla zjawiska, które
                          tak jak opisuje Twój adwersarz istniało już wcześniej?
    • grogreg Rozwiązanie jest proste 30.09.09, 09:20
      To niech one zadecydują, czy chcą się Tobą dzielić.
      Jeśli któraś Cie wyrzuci za drzwi sprawa będzie rozwiązana.
    • jumabis Re: kocham je obie 30.09.09, 10:15
      Nie wybieraj - ja kiedyś wybrałem i do dziś żałuję.
      Wyrzuty sumienia trzymaj w piwnicy - tak jak ja
    • ola Re: kocham je obie 30.09.09, 10:48
      może jak żona się dowie to zdecyduje za Ciebie?
    • black_tangens Jestem pod wrażeniem twojej wrażliwej osoby- 30.09.09, 11:28
      zawsze_meski napisał:

      > w domu ona- od lat ta sama. Miła, kochająca, posłuszna, kociak w łóżku. W
      > ciasnej kawalerce gdzieś w Warszawie ta druga. Boska, kwintesencja erotyzmu,
      > inteligencji, bez zahamowań. Kocham je obie, nie mógłbym wybierać. Bez żadnej
      > nie mógłbym żyć. To trwa już dwa lata. Udaje mi się jakoś lawirować. Dzieci
      > nie ma. Mówię wam to po to by uświadomić sobie, ze jest nas więcej, nie wątpię
      > w to. I żeby wyciszyć wyrzuty. Sumienia.


      Jestem pod wrażeniem twojej wrażliwej osoby. Jakiś ty dobry i taki "zawsze
      męski". I jaki uduchowiony z ciebie mężczyzna! Twoje serce przepełnia taki ogrom
      miłości, że starcza tej miłości na wiele kobiet. Na razie obdzieliłeś tą
      miłością tylko dwie kobiety. Moim zdaniem to za mało. Kobiety, których jeszcze
      nie obdzieliłeś swoja przeogromną miłością wiele tracą, że nie mogą poznać
      takiego mężczyzny pełnego wzniosłych uczuć. :-)))))))))
      P.S. A tak naprawdę to po przeczytaniu tego tekstu pomyślałam sobie jedno
      zdanie: “Ale z niego dupek”.
      • meetek Re: Jestem pod wrażeniem twojej wrażliwej osoby- 30.09.09, 11:59
        I po co te emocje?
        Przecież są społeczeństwa poligamiczne w tym z poliandrią, czyli wielomęstwem.
        Kobieta ma kilku mężów i zapewne ich kocha!
        Tak jest do dziś w niektórych plemionach indiańskich, eskimoskich i w Tybecie.
    • 01kleo Re: kocham je obie 30.09.09, 14:33
      przecież to takie normalne, pociągające i ekscytujące ...
      zawsze tak było
      każdy tak chce ale nie każdy ma odwagę
      w przyrodzie nie ma miłości, jest przywiązanie, poczucie wspólnoty i samotność ...
    • chinsk.i.smok srutututu 30.09.09, 17:31

      • bumer21 do założyciela wątku 30.09.09, 21:02
        jestem kobietą , zresztą mężatką i przeczytałam twój post i aż mi się smutno
        zrobiło. Nie podchodzę do tego emocjolnalnie jak większość Pań. Poprostu
        wpółczuje tobie i całej sytuacji. Zdradzić jest łatwo a zdradzać tak jak ty to
        robisz jeszce trudniej.Ale problem tkwi w tym iż twoja żona powinna być twoim
        darem od Boga ( tym jest moj maz a ja dla niego ) a dary takie się szanuje i
        wałsnie dlatego ja wiem ze nigdy nie zdradze i nigdy nie zostane zdradzona. NO i
        nad małżenstwem trzeba sie modlic. Wiem co to rządza itd, moj mąż plywa wię
        obecnie jestem 2 miechy bez seksu i szykują sie kolejne 2 miechy i wiem jak
        hormony szaleja itd. Ale poprostu sex w malzenstwie trzeba urozmaicac i nie jest
        nudny wtedy. A małżenstwo szanować bo to rzecz święta. Módl sie o zmiany w soim
        życiu bo sam nioe dasz rady, tu potrzebna jest Boża pomoc. powodzenia
        • meetek Re: do założyciela wątku 30.09.09, 21:15
          Bardzo ładnie napisałaś. Pozazdrościć tej głębokiej wiary, bo na pewno daje siłę i ułatwia życie.
          Tylko, że nie wszyscy są wierzący albo jeśli się deklarują jak katolicy, to chodzą do kościoła głównie z przyzwyczajenia.
          Dla Ciebie małżeństwo jest sakramentem i nie ma tu miejsca na zdradę, czy nawet myślenie o innym mężczyźnie.
          Idąc tym tokiem rozumowania, to jednak do małżeństwa trzeba mieć powołanie tak jak do kapłaństwa. I tak jak nie wszyscy kapłani wytrzymują w stanie konsekrowanym i odchodzą, tak i nie wszyscy żonaci/zamężne zostają w małżeństwie. Coraz więcej jest unieważnień małżeństw. Ich ilość wzrosła 3krotnie od 2 lat (dane z netu).
          • bumer21 Re: do założyciela wątku 30.09.09, 21:28
            :) raczej idąc tym tokiem można rozumowac ze w małzenstwo nie mozna wchodzic
            zbyt pochopnie a naprawde ie modlic o pewnosc ze to jest ten wyczekiwany partner
            dla nas. Poprostu duzo osob w dzisiejszych czasachbierze slub pochopnie, nie
            bedac na ta gotowym i wlasnie dlatego te rozwody i cala reszta. Ale faktem jest
            to iż w moim zyciu wiara pomaga mi wszedzie naprawde. Duzo osb zrazilo sie do
            wiary przez koscil katolicki, mi zaczelo czegos w nim brakowac i poprostu
            poszlam do kosciola baptystow:) i tam odnalazlam wlasnie taka glebie, ciekawe
            nabozenstwa i chec zblizenia sie do Boga.
            • meetek Re: do założyciela wątku 30.09.09, 21:40
              Tu się nie zgodzę. Teraz jest dużo wolnych związków i jeszcze więcej singli. Nie
              ma już takiego parcia do małżeństwa, nie ma nacisku otoczenia, że stara panna 30
              letnia albo stary kawaler.
              W chrześcijaństwie małżeństwo jest sakramentem, ma trwać do śmierci.
              U mohametan małżeństwo jest kontraktem i można mieć 4 żony. Łatwo o rozwód.
              W niektórych plemionach tybetańskich, indiańskich i eskimoskich kobieta może
              mieć kilku mężów. One pewnie też modlą się o dobrych mężów.
              pozdrawiam
    • agrippinilla Kochasz tylko siebie, nie dorabiaj ideologii do 01.10.09, 01:26
      swojego postępowania. Nie musisz wcale wybierać, obie kopną Cię w zadek, gdy
      wszystko się wyda. Dowie się Twoja żona i mąż kochanki. A Ty wylądujesz u
      psychoanalityka i będziesz się wypłakiwał na kozetce.
      • meetek Re: Kochasz tylko siebie, nie dorabiaj ideologii 01.10.09, 08:15
        Nostradamus z ciebie. Tak jasno widzisz cudzą przyszłość.
        A to żadna nowość- żona i kochanka albo mąż i kochanek.
        Wszystko jest ok jeśli najpierw rozwód a potem kolejny ślub? A co z przysięgą, że nie opuszczę aż do śmierci?
        W Polsce sie nie chodzi do psychoanalityka. Chodzi sie do baru :)
        • fiosnalato dobra żona, bo miła i posłuszna... 01.10.09, 12:12
          Tak jest napisane w głównym poście.
          Skoro posłuszna, to pewnie i się domyśla ale udaje, ze nic nie wie,
          bo tak jej wygodniej, łatwiej.
          Zawsze męski - ile Ty masz lat? Piotruś Pan z dużym zapotrzebowaniem
          na seks? Po co więc wiązałeś się węzłem małżeńskim?
          Nie rzucę w Ciebie kamieniem, bo sama mam to i owo za uszami,ale
          zastanawia mnie po co napisałeś ten post. Wiesz przecież, ze na
          forum większość to babki, nie pochwalą więc Cię, nie ukoją wyrzutów.
          Sumienia. Że zjedzą Cie żywcem. Prowokacja?


          • meetek Re: dobra żona, bo miła i posłuszna... 01.10.09, 12:29
            Post jest chyba prowokacją ale dobrze obrazuje częsty trójkątny układ.

            Że Piotruś Pan? Mężczyzna musi mieć coś z dziecka, inaczej jest strasznie nudny.
            Można zaryzykować stwierdzenie, że dorosły mężczyzna, to martwy mężczyzna.
        • agrippinilla Nie trzeba być prorokiem, by przewidzieć dalszy 03.10.09, 00:07
          ciąg wydarzeń. Kochanka porzuci go, kiedy przestanie "stawać na wysokości
          zadania", nie zawsze będzie młody. Potrzebny jest jej tylko do łóżka, w razie
          kłopotów odwróci się plecami.
          Żona przejrzy na oczy i zostawi gościa na lodzie, zabierając dom i samochód i
          cały dobytek, alimenty ma zapewnione do końca życia.
          A facet albo znajdzie kolejną babę do łóżka albo będzie się wypłakiwał:
          - psychoanalitykowi
          - barmanowi
          - użytkownikom forum

          Chyba, że dojrzeje, czego Mu życzę.
    • szlachetnamagda Re: kocham je obie 01.10.09, 18:51
      Ja proponuję zrobić podsumowanie. W tych wymienionych przez Ciebie punktach brakuje paru istotnych cech, tj. która lepiej gotuje, która jest lepiej wykształcona, która lepiej zarabia, która ma bardziej przyjazną rodzinę itd. Przyszedł czas na racjonalne myślenie!
      • kat_ja1 Re: kocham je obie 01.10.09, 23:43
        W tych wymienionych przez Ciebie punktach brakuje paru istotnych cech, tj. która
        lepiej gotuje, która jest lepiej wykształco
        > na, która lepiej zarabia, która ma bardziej przyjazną rodzinę itd. Przyszedł
        czas na racjonalne myślenie!"

        ;) Mój facet z lat młodości;), spotkany po latach, niespełna m-c przed swoim
        ślubem, zdradzający przyszłą żonę prawie, że z częstotliwością zmieniania
        majtek;)....na moje pytanie po co się żeni, skoro nie umie żyć z jedną kobietą,
        powiedział; dobrze gotuje!....Podobno miał z tym skończyć po ślubie...zdradza
        dalej...Mi pozostaje współczucie dla dobrze gotującej i zadowolenie, że NAM nie
        wyszło;) Tzn, ja b.szybko bym wykryła zdradę, w najlepszym wypadku byłby rozwód,
        ale to dla niego byłoby to lepsze, szczęśliwsze zakończenie;)
    • majowa_laka Re: kocham je obie 01.10.09, 21:59
      Przeciez facet mowi,ze kocha i ja mu wierze.Kolejny dowod-dziecko a
      wlasciwie jego brak.Nie przesadzalabym z tym ostracyzmem i
      swietoszkowatoscia innych.Nie ma w tym cynizmu,wyrachowania za to sa
      nielatwe uczucia.Trudne,ale piekne."Wszystko co piekne musi bolec
      chociaz tak trudno to zniesc"...Sama jestem w podobnej
      sytuacji,tylko,ze jest dziecko.I co?Ukamieniujecie mnie czy
      ukrzyzujecie?To nie cynizm,ale serce jest pojemne i nieobliczalne,a
      zycie,zwiazki miedzyludzkie to nie ksiegowosc.Znajdujemy
      sie,dopasowujemy z roznych powodow,zeby utulic takie a nie inne
      swoje tesknoty,pragnienia i tu wcale nie chodzi o hedonizm.Ja tez
      nie zamierzam sie przed nikim tlumaczyc,wiem co robie i nie bede
      szukac na to eufemizmow ani winy na zewnatrz,choc nikt nie jest
      idealny,nikt nie jest pelny,dopiero razem przy znalezieniu
      odpowiedniego elementu mozna stworzyc jakas calos,a ze bywa to
      bolesne,ciezkie...?Cos za cos...
      "Nie ma cie go prawa oceniac,bo nie jestescie ani w srodku jego
      mysli ani serca".
      Trzymaj sie i pamietaj,ze czlowiek tylko ze slabosciami jest pelny,a
      najwiekszym grzechem jest zycie bez milosci.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka