corgan1
29.12.10, 00:02
Jako że były święta - pojechałem do matki i jej rodziny na wiochę (tam teraz matka mieszka).
Jako że nie mam kobiety któraś z ciotek z rodziny uznała że taki ktoś jak ja nie może być sam więc postanowiła że znajdzie mi dziołchę ze wsi skoro sam nie mogę nic znaleźć bo pierdoła jestem i cza mi pomóc.
Tu dygresja odnośnie marki towaru pt. "dziołcha ze wsi". Coś jak "swojska kiełbasa" albo "wiejskie jajka" - przymiotnik "wiejskie" ma być gwarantem jakości, naturalności, świetnych składników, dobrego smaku, żadnych konserwantów i takie tam... Może "dziołcha ze wsi" to znaczy że jest: skromna, cicha, oszczędna, chętna do roboty, porządków domowych, świetnie gotuje, zna swoje miejsce, chce mieć dużo dzieci itp. Ale może nie jest wyuzdana i rozpustna i woli seks po bożemu? W przeciwieństwie to dziołch z miasta które są rozpustne, pazerne, nie lubią gotować, sprzątać, palą, piją itp. wszystko co najgorsze wszak miasto potrafi człowieka tylko zepsuć.
No nic, rodzinka która siedziała przy żarciu i wódce oderwała mnie od telewizorni i dr. House'a i zaciągnęła do stołu. Czułem, że coś się święci kiedy ciotka zaczęła się durno uśmiechać i zmieniła barwę głosu. Zaproponowała, że skoro jestem sam a w żadnym wypadku nie mogę być sam bo w życiu cza kogoś mieć więc zaproponuje mi 2 dziołchy ze wsi, 2 siostry zresztą. Była jeszcze kiedyś 3 ale ta właśnie wyszła za mąż więc ta aktualnie odpada.
Oferowanych mi 2 dziołch ze wsi nie widziałem, ciotka żadnych fotek nie miała. Nieśmiało zapytałem o profil na naszej klasie ale ciotka starej daty - kompletnie nie załapała o co mi chodzi. Podczas rozmowy przy wódce dowiedziałem się tylko tyle że "są fajne", "są ładne więc wszyscy będą mi zazdrościć", "są pracowite jak to dziołchy ze wsi więc zrobią co im każe i one będą sprzątać i gotować a ja w tym czasie mogę spać w niedzielę do 13". Reszty pleple to było takie p...dolenie o niczym że muszę mieć żonę, że nie mogę być sam itp. Ja szczerze mówiąc tylko kiwałem głową i nic nie mówiłem.
Dziołch nie widziałem, ale za to poznałem mojego przyszłego teścia. Przyszły teść to był jeden z miejscowych który siedział przy stole i wykręcało go jakoś i wykrzywiało po 1 kielonku wódki, może dlatego że w lecie przeszedł 2 operacje w tym wycięcie płuca. Przyszły teść niewiele mówił, w gruncie rzeczy - w ogóle nie odzywał się. I nie wiem do tej pory czy była to jego samodzielna inicjatywa aby komuś wcisnąć swoją dziołchę ze wsi czy może mojej ciotki tyle że go zaprosiła przy okazji aby on sam mnie ocenił. Nie wiem - może miała z nim jakiś deal?
Najfajniejsze w tym wszystkim jest to czego się nie dowiedziałem o obu dziołchach ze wsi. Czyli:
a) najstarsza siostra jest po rozwodzie i ma z byłym 1 dziecko
b) najstarsza siostra sądzi się z byłym mężem od 2 lat o kilka rzeczy w tym o ograniczenie praw rodzicielskich, bo nie lubi byłego męża bo to on odszedł od niej a nie ona od niego,
c) druga siostra miała niedawno romans z żonatym facetem z 2 dzieci; romans to a duże słowo - polegało to na tym, że on się jej spodobał więc do niego wydzwaniała, "uczepiła się go" jak to określiła moja inna ciotka i próbowała wrobić w dziecko -> patrz punkt d)
d) druga siostra jest po kilku skrobankach (staromodne określenie aborcji); ojcowie nie są znani.
e) obie mają wielkie ciśnienie aby wyrwać się wsi
Ww. powody dyskwalifikują obie babki od razu. Generalnie - całą tę sytuację potraktowałem w kategoriach zabawy, choć to wszystko jak mawiają Rosjanie "i smieszno i straszno".
To oczywiście nie jest pierwsza sytuacja kiedy ktoś z rodzinki szuka mi żony. Wcześniej już miałem coś podobnego choć bez skrobanek itp. klimatów. Schemat zawsze był ten sam - wciskanie dziołchy ze wsi bo jakimś cudem som lepsze od tych z miasta i jedyne co ciotki mogły o nich powiedzieć to to że są fajne i miłe i takie super że dziwne że do tej pory nie mogą nie mogą znaleźć chłopaka wiec i im i mnie cza w tym pomóc.
też Wam się przydarzyło/przydarza coś takiego?