summer.man
05.09.11, 13:23
A moja kobieta sprowadziła nas związek do ekstremalnej porpawności politycznej, priorytetem jest sprozątanie, zajmowanie sie dzieckiem, przytowywanie posiłków, oprócz tego pracuje zawodowo, stara się ogarniać wszystko, czyli ideał można powiedzieć. Często skarży się trochę, powien uczciwie ze trochę słusznie ze za mało jej w tym pomagam ale do diabła czy życie ma sie tylko sprowadzać do rozdzinnego kieratu, czy to jest w zyciu najwazniejsze, ja wolałbym najpierw budować dbac o emocje miedzy nami o seks o bycie blisko, nadawanie na tych samych falach a wtedy jak jest fajnie znajdzie sie miejsce i na spprzatanie i dbanie o mieszkanie dziecko itd ale na boga czemu podchodzic do tego od dupy strony i ja mam byc dodatkiem do codzeiniengo szarego zycia a nie szare zycie dodatkiem do mnie?
Tak nie pomagam, porócz tego ze chodze do pracy i przynosze kasę, bo mnie szlak trafia ze na czas we dwoje trzeba czekac do wieczora najczesciej w weekend kiedy ze tak powiem sprawy codzienne jest obrobione, szlak kmnie trafia bo moje zycie czuje zazaczyna przeciekac miedzy palcami, ja chce jeszcze z niego korzystać czuć emocje, motylki, nie chce byćtaki akuratny, typu to najpier pomyjmy w cudzysłowiu podłogi i postprzsatajmy a pozniej sie pobzykamy o ile starczy sił, u mnie to nie działa i czar pryska . Czy to jużczas zeby poszukac kochanki skoro perswazja rodzinna nie działa?