Dodaj do ulubionych

rozpacz...

19.07.14, 18:23
Witajcie
Wiem, ze zapewne spotkam sie tu z pogarda i ponizeniem, zwlaszcza ze strony kobiet jak przypuszczam, ale moze rowniez zabierze glos ktos obiektywny, a moze nawet w podobnej sytuacji.

Oto moja historia

Mam 38 lat.
Pochodze z rodziny z przemoca, w domu zaznalem znecania ze strony matki. Byly to rozne wymysle techniki lamiace moja psychike. Szkoda czasu na opisywanie tego, ale moje dziecinstwo to potworny koszmat. Mysle ze matka jest w najelpszym razie bardzo silnie zaburzona a moze nawet i jest to jakas choroba psychiczna, ktora okresowo pojawia sie i zanika - cos w rodzaju borderline ew. jakas psychoza. Ojca nigdy nie bylo, a gdy byl sterroryzowany byl przez matke. Jakkolwiek byl duzo od niej dla mnie lepszy to i tak byl bardzo opresyjny i wymagajacy. Pierwsza nauka zegarka czy rower to potworne przezycia, ktore pamietam do tej pory. Jego zlosc i odrzucenie ze jestem glupi i nie moge sie nauczyc. Do tej pory pamietam ten lęk.

Zycie mialem ciezkie, poniewaz ponizenie, odrzucenie i znecanie sie znalazlo odbicie w zerowym poczuciu wlasnej wartosci, nawracajacej depresji i ciaglej bardzo silnej nerwicy. Cale zycie chodzilem na rozne terapie, bralem leki glownie antydepresyjne ktore troche pomagaly. Miedzy ludzmi nie moglem sie odnalezc, moja fobia spoleczna i lekowosc byly przewaznie dla nich albo odrzucajace albo smieszne. Czesto bylem obiektem drwin i odrzucenia, zupelnie jak w domu.

Mysle i wiem ze mam lekka forme borderline i tak wygladaly moje zwiazki, z poczatku bardzo trudne potem jakos sie to toczylo. Rozpadaly sie przewaznie po 2-3 latach. Nie bede narzekal na kobiety z ktorymi bylem, byly rozne ale przewaznie albo ona albo ja mielismy dosyc.

4 lata temu poznalem kobiete, po roku ozenilem sie z nia. Wielokrotnie mowilem jej ze nie chce i nie moge miec dziecka bo nie udzwigne tego ciezaru. I fizycznie i psychicznie. Mowilem i tlumaczylem ze skonczyc sie to moze albo samobojstwem albo w najlepszym wypadku popadne w jakas chorobe psychiczna.
Wiem ze dla normalnych zdrowych ludzi to dziwne, niezrozumiale, ale czulem ze tak bedzie i bedac odpowiedzialnym czlowiekiem wielokrotnie to powtarzalem i kladlem na to nacisk. Zona miala i ma corke z pierwszego malzenstwa, teraz jest to juz nastolatka.

Kupilismy dom za jakies oszczednosci moje i jej, wlasnorecznie go wykonczylem i zylismy sobie jakos. Nie bylem moze szczegolnie szczesliwy ale znalazlem swoje miejsce....

Seks nie byl dla mnie wazny jak kiedys, bylo ok. Moje prosby wzgledem zony o zalozeenie spirali jakos dziwnie umykaly, naciski byly zbywane. Seks praktycznie przestal istniec bo w obawie o ciaze nie chcialem go. No i stalo sie. Moja zona zaszla w ciaze, co do tego ze ze mna nie mam watpliwosci. Teraz moj syn ma 10 miesiecy.

Od momentu gdy dowiedzialem sie ze moja zona jest w ciazy praktycznie zaczalem zapadac sie coraz glebiej. Pojawily sie b silne leki, depresja wzmogla sie i w okolo miesiac stalem sie wrakiem wraka....Nie potrafilem sie z nia rozstac ani sklonic jej ku aborcji. Mijaly miesiace a ja popadalem praktycznie w obled. Przestalem sie myc, zaczalem palic - dwie paczki dziennie. Moj swiat rozpadl sie na kawalki, jednakze ciagle uparcie walczylem ze soba i z konfliktem wewnetrznym. Na krotko przed porodem doznalem niebywalego upokorzenia ze strony rodziny mojej zony. Dodam ze moja zona praktycznie zyje u nich, bo tam pracuje, w domu rodzicow. Szczegolow z wiadomych wzgledow nie moge napisac. Dosc powiedziec ze rodzina ponizala mnie i nasmiewala sie ze mnie ze nie mam samochodu (sprzedalem aby dokonczyc drobne rzeczy w domu na przyjscie na swiat synka). Szydzili i wysmiewali sie ze mnie przy alkoholu przez cala noc w obecnosci mojej zony i kuzynow. Bardoz to przezyla, plakala itp - byla tuz przed porodem. Chodzilo glownie o sprawy materialne ale takze o inne. Moze zrobili to dlatego ze nie chlam z nimi piwa, nie swojaczylem sie i nie mam audika tedeika w skorze. Nie moglem i nie moge zrozumiec takiego postepopwania. Pomoglem tej rodzinie w pewnej bardzo waznej kwestii wykorzystujac swoje znajomosci, w zasadzie dzieki mojej interwencji jej czlonek umknal rakowi, czyli de facto ocalilem tej osobie zycie, a przynajmniej przedłużyłem. I to wlasnie ona byla prowodyrem calego zajscia.
Moj syn przyszedl na swiat. Pojawil sie w domu a ja patrzac na niego czulem rozpacz i smutek ktorego nie sposob jest opisac. Kochalem go i kocham od samego poczatku ale potoku uczuc nie moglem i nie moge zniesc.

Teraz ma 10 miesiecy, przez ten czas bylem miesiac na oddziale terapii nerwic na terapii zaburzonej osobowosci ale nie bylo to miejsce i typ terapii dla mnie, wiec odszedlem stamtad.
Jestem w domu ale nie moge juz tego wszystkiego zniesc, pojawila sie potworna zlosc do zony, pretensja o wszystko o rodzine, sytuacje w ktorej sie znalezlismy.
Wiem, wiem to moja robota itd itp ale prawda jest taka ze jesli tu zostane skonczy sie to kiepsko predzej czy pozniej, poniewaz zapadam sie coraz bardziej. Otoczenie w ktorym sie znajduje ciagnie mnie jak kamien na dno. Codziennosc, koniecznosc obcowania i slucahania o jej rodzinie.....
Dodatkowo pomimo wszystko rozpoczalem prace, w domu, tak jak zawsze pracowalem.
Nie chce zdradzac szczegolow ale jest to praca przy komputerze, na wlasny rachunek. Problem w tym ze natlok bodzcow i ciagle wtykanie palca w moje rany uniemozliwia mi praktycznie prace. Do tego opiekuje sie moim synkiem bo zona pracuje.

Nie mam juz sily, nie jestem supermanem, nie moge robic wszystkiego, nie mam sily mierzyc sie z oczekiwaniami wobec mnie, pracowac i opiekowac sie dzieckiem.
Nie wiem co robic, chodze na terapie ale po 20latach terapii raczej nie mam nadzei na zmiany. Mysle ze to tylko uluda ze cos moge wiecej zrobic. Pewnie pozostane juz tak poraniony do konca zycia.

Wiem ze moge zyc normalnie, w miare normalnie. Cale zycie pracowalem w domu i wiodlo mi sie nie najgorzej. Sporo podrozowalem.

Teraz nie mam juz sil. Kocham mojego syna, nienawidze rodziny mojej zony. Wszystko zlalo mi sie w calosc i nie moge juz z zona nawet rozmawiac.
Nie wiem czy napisalem to jasno ale jestem w takiej sytuacji ze kazda minuta w domu jest potwornie bolesna. Natlok oczekiwan i bodzcow niszczy mnie i spycha nieustannie w rozpacz. Boje sie ze skonczy sie to samobojstwem podczas ktoregos z kryzysow.

Mam takie przypuszczenie ze gdybym odszedl z domu, wynajal choc pokoj teraz to moglbym sie jakos od tego odbic. Praca ktora wykonuje daje szanse na dobre pieniadze, jednak aby je zarobic trzeba jak wszedzie i zawsze PRACOWAC. Cale dnie ciezko pracowac.
Siedzac w sytuacji w ktorej jestem nie podniose sie.
Bardzo boje sie podjac taka decyzje, czuje paraliz i lek przed zmiana.

Napiszcie mi, co myslicie.
Prosze tylko o rzeczowe posty, ponizanie mnie do takich sie nie zalicza.
Obserwuj wątek
    • firenziano tu nie... 19.07.14, 19:10
      tu nie ma osob, ktore bylyby Ci w stanie jakos pomoc/przeanalizowac ten trudny problem.
      Idz na Forum Psychologia - tam jest kilka takich.
      A przede wszystkim pomysl o specjaliscie.
      • soze75 Re: tu nie... 19.07.14, 19:20
        ja juz mam dosyc spejalistow, cale zycie mialem z nimi do czynienia
        chcialbym trzezwej meskiej oceny realnego stanu
        chyba brak mi odniesienia co wlasciwe co nie
        boje sie konsekwencji i samobiczowania potem
        "zostawil niedobry rodzine i sobie poszedl" ale do cholery przeciez nie jest takie proste...
        • to.niemozliwe Re: tu nie... 19.07.14, 20:57
          Tak na trzeźwo, to większość facetów, którzy są w sytuacji takiej, jak Ty - żona, dzieci, po prostu stara się zaspokoić ich potrzeby i docenić to, ile dla nich znaczą bliskie i kochane osoby.
          Robią to w praktyczny sposób: dbając, pomagając, wspierając, poświęcając czas i uwagę, przebywając razem z nimi i robiąc coś dla nich. W praktycznym, codziennym działaniu realizują się w roli męża, ojca.
          • soze75 Re: tu nie... 20.07.14, 10:17
            Malo to rzeczowe
            Robiles badania statystyczne?
            Skad wiesz ze wiekszosc.....
            Znam mase facetow, w tym dwoch kolegow ktorzy bez skrupolow zostawili rodziny z roznych powodow.

            Rozumiem ze Twoje stanowisko jest takie, ze mam udawac zadowolonego, udawac ze moge w domu pracowac i udawac ze pracuje, udajac ze zarabiam.
            Z udawanych pieniedzy jednak nie utrzymam rodziny.....

            Rzeczywistosc jest taka jaka jest, trudna. Nie jestem w stanie, w tej sytuacji sie pozbierac. Staram sie od poltora roku ale to nie wystarczy niestety.


            to.niemozliwe napisał:

            > Tak na trzeźwo, to większość facetów, którzy są w sytuacji takiej, jak Ty - żon
            > a, dzieci, po prostu stara się zaspokoić ich potrzeby i docenić to, ile dla nic
            > h znaczą bliskie i kochane osoby.
            > Robią to w praktyczny sposób: dbając, pomagając, wspierając, poświęcając czas i
            > uwagę, przebywając razem z nimi i robiąc coś dla nich. W praktycznym, codzienn
            > ym działaniu realizują się w roli męża, ojca.
            • to.niemozliwe Re: tu nie... 21.07.14, 06:53
              No wiesz, statystyka się nie przekłada bezpośrednio na życie osobiste. Też znam ludzi, którzy zostawili rodziny, ba - mam takich i w mojej rodzinie. Nie o to chodzi, co robią inni, chodzi o to co Ty sam, każdy robi indywidualnie.
              Pytałeś, to Ci odpowiedziałem. Mało rzeczowe? Czego się spodziewałeś? Jeśli masz zaburzenia, to i Twój osąd będzie wadliwy i reakcje nieproporcjonalne. Rozumiem Twój problem i to, jak bardzo komplikuje Ci wszystko z tym, że naprawdę nie proponuję Ci udawania czegokolwiek. Proponuję Ci spojrzeć na wartości, które masz - kobietę, która Cię kocha, rodzinę. Także na to, że codzienny trud jest tez udziałem innych i akceptują jego istnienie. Odpowiedz sobie na kilka pytań, które pomogą Ci ustanowić priorytety:
              Kogo kocham; kto jest dla mnie ważny; co robię, żeby okazać w praktyce tym ludziom, że są dla mnie ważni; jakie codzienne działania temu przeznaczam; jak się przygotowuję do tych działań; co robię, aby budować trwałe elementy mojego systemu wartości; jak dotrzymuję składanych sobie i innym obietnic; czy traktuję innych fair...?
              To nie są puste, lub niekonkretne pytania. Można na nie odpowiedzieć nawet w odniesieniu do dnia dzisiejszego - jakie działania dziś podejmujesz, by zadbać o tych, którzy są dla Ciebie ważni? Ile czasu im i ich sprawom poświęcisz dziś?
              Pozdrawiam, :-)
              • soze75 Re: tu nie... 21.07.14, 14:42
                Dzieki, to bardzo rzeczowe i madre.
    • czarny.onyks Re: rozpacz... 20.07.14, 11:34
      nie jestem facetem....ale...

      po pierwsze nie wiem, czy to dobre miejsce....

      po drugie...
      zadziwia mnie stosunek Twojej zony,,
      wiedząc, jakie masz problemy, przeszłość zdecydowała się na dziecko...ok...różnie bywa....ale dlaczego widząc, że Twój stan się pogłębia zostawia małego pod Twoją opieką ?
      może lepiej, by ona siedziała w domu i opiekowała się dzieckiem, a Ty byś pracował...
      i skoro rodzina zony jest takim problemem....czy nie możecie odciąć się od rodziny zony?


      nie wiem, czy ucieczka z domu pomoże....może chwilowo poprawi się Twój stan, ale tak naprawdę terapia jest jedynym wyjściem....ale bez chęci Twojej strony, wsparcia żony będzie trudno....
      • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 11:41
        Terapia raczej nie wiele pomoze, robie to od wielu lat, bylem i na dwoch grupowych i cale zycie z przerwami bujam sie na indywidualnych
        wydalem na to jak liczylem jakies kilkadziesiat tysiecy conajmniej
        mysle ze po tylu latach moge powiedziec ze niewiele mi to juz pomoze

        zona mnie wspiera, nie jezdzi mi po glowie, trudno mi sie przyczepic do niej
        moze najbardziej tylko przeszkadza mi jej zaleznosc od rodziny
        ale z drugiej strony co ma zrobic skoro ja ledwo zyje...

        co do mojej pracy to nie ma sie co oszukiwac ze wymagac to bedzie kilku miesiecy zanim bede godziwie zarabial, wszystkie kontakty potracilem zawodowe

        jestem w takim cholernym klinczu
        do "normalnej" pracy gdzies u kogos pojsc nie moge
        moje zaburzenia mi to uniemozliwiaja
        musze to zorganizowac sobie sam wszystko

        ten klincz jest nie do zniesienia

        nie chce zostawic zony tak latwo i uciec
        chcialbym po prostu miec swoja przestrzen, mieszkajac w domu nie moge o nia zadbac, nie umiem, uczylem sie probowalem itp ale nie potrafie

        czarny.onyks napisała:

        > nie jestem facetem....ale...
        >
        > po pierwsze nie wiem, czy to dobre miejsce....
        >
        > po drugie...
        > zadziwia mnie stosunek Twojej zony,,
        > wiedząc, jakie masz problemy, przeszłość zdecydowała się na dziecko...ok...różn
        > ie bywa....ale dlaczego widząc, że Twój stan się pogłębia zostawia małego pod T
        > woją opieką ?
        > może lepiej, by ona siedziała w domu i opiekowała się dzieckiem, a Ty byś praco
        > wał...
        > i skoro rodzina zony jest takim problemem....czy nie możecie odciąć się od rodz
        > iny zony?
        >
        >
        > nie wiem, czy ucieczka z domu pomoże....może chwilowo poprawi się Twój stan, al
        > e tak naprawdę terapia jest jedynym wyjściem....ale bez chęci Twojej strony, ws
        > parcia żony będzie trudno....
        >
        >
        • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 11:46
          co do dziecka to nie zrozumcie mnie zle
          kocham mojego syna bardzo, nie ma we mnie kata w postaci matki, ale fakt pozostaje faktem
          rozlozylo mnie to na lopatki i wiedzac ze tak bedzie wielokrotnie z zona rozmawialem o tym
          prosilem i tlumaczylem

          zaraz pewnie uslysze ze moglem podwiazac nasieniowody itp

          mysle ze rola kobiety odpowiedzialnej jesli chciala ze mna uprawiac seks bylo proste zabezpieczenie w postaci spirali

          nie moge jej tego wybaczyc, skupiam sie na tym
          jesli nic nie zmienie to zadrecze ja i siebie a przeciez synek juz jest i z tym nie ma dyskusji

          ja po prostu nie moge pojac, nie wiem czy zrobila to specjalnie czy z braku jakiejs woli po prostu
          prosilem, tlumaczylem

          tak czy inaczej trzeba wszystko rozegrac tak zeby nie zrujnowac nikomu zycia, zwlaszcza mojemu synowi

          mam niejasne przeswiadczenie ze gdybym sie na troche odsunal to daloby rade wszystko polatac

          wiecie jak jest, praca i pieniadze zawsze dla mezczyzny sa zrodlem sily, przynajmniej zawsze dla mnie byly
          • six_a Re: rozpacz... 20.07.14, 13:13
            >mysle ze rola kobiety odpowiedzialnej jesli chciala ze mna uprawiac seks bylo proste zabezpieczenie w postaci spirali

            a twoja odpowiedzialność na czym polegała? na niczym?


            wracając do tematu, jesteś na dobrej drodze do zadręczenia siebie i innych. zostaw żonę. zacznij zarabiać, płać na dziecko, utrzymuj kontakt. i żyj tak jak ci wygodnie. z dala od ludzi, w pracy od rana do nocy, czy jak tam sobie wyobrażasz to dobre życie.
            • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 13:32
              Nie oczekuje glaskania po glowie i wielkiego zrozumienia zwlaszcza ze strony kobiet.
              Lubicie bajać i zrzucać na kogoś cala odpowiedzialność, Wam ciezko jednak przyznac ze takze macie wplyw na to co dzieje sie z Waszymi cialami.

              Podwiazanie nasieniowodow to proces ktory trwa, trzeba na to czasu i potem kilkukrotnych badan. Wymaga tez chirurgicznej interwencji.
              Moja logika podpowiada mi ze zalozenie kobiecie spirali (takiej ktora nie chce miec dzieci, a na to zgodzila sie wchodzac ze mna zwiazek) jest duzo prostsze i tansze. Jest tez mniej inwazyjne niz zabieg badz co badz chirurgiczny.
              Nie chce tu mowic o wszystkich kobietach, ale ten tok myslenia zwala mnie z nog.....

              Co do pracy to chyba oczywiste ze nic z nieba nie spada. Wolalabys partnera ktory siedzi w domu ew pracuje na pol etatu w ochronie czy kogos kto ciezko tyra ale ma z tego odpowiedni profit.

              Nie chce zostawic zony, uciec. Chce poukladac swoje sprawy z boku, jakis czas i wrocic wzmocniony. Dlaczego od razu sie rozstac?

              Serio nie widzisz jednak ze mimo wszystko bylem i jestem odpowiedzialny, rozmawialem z zona, niczego nie ukrywalem, mielismy plan pewien a ona nie zrobila z tym nic?
              Nie spoczywa na niej zadna odpowiedzialnosc?
              Rozumiem ze wagina to tak wielki skarb ze o wszystko inne powinienem ja zadbac?

              Nie zgadzam sie z takim tokiem myslenia.

              Dodatkowo mysle ze osobom "zdrowym" lub w "miare zdrowym" ciezko jest zrozumiec co moze przezywac czlowiek z takimi doswiadczeniami. Mysle jednak ze odrobina glowkowania nie zaszkodzi. To troche tak jakby oczekiwac od czlowieka na wozku ze bedzie biegal.....
              Pewne rzeczy sa poza moim zasiegiem i pogodzilem sie z tym....
              Dlaczego wiekszosc ludzi nie potrafi zrozumiec takich osob jak ja?

              Bylem i jestem dla zony dobry, robilem i robie wszystko co moge, jak widac to nie wystarcza...

              six_a napisała:

              > >mysle ze rola kobiety odpowiedzialnej jesli chciala ze mna uprawiac seks b
              > ylo proste zabezpieczenie w postaci spirali
              >
              > a twoja odpowiedzialność na czym polegała? na niczym?
              >
              >
              > wracając do tematu, jesteś na dobrej drodze do zadręczenia siebie i innych. zos
              > taw żonę. zacznij zarabiać, płać na dziecko, utrzymuj kontakt. i żyj tak jak ci
              > wygodnie. z dala od ludzi, w pracy od rana do nocy, czy jak tam sobie wyobraża
              > sz to dobre życie.
              >
              >
              • six_a Re: rozpacz... 20.07.14, 13:44
                > Nie oczekuje glaskania po glowie i wielkiego zrozumienia zwlaszcza
                ja za to oczekuję odpowiedzi. na czym polegało twoje odpowiedzialne życie seksualne, skoro nie chciałeś mieć dzieci. co w tym celu zrobiłeś? zakładałeś chociaż prezerwatywy, wybierałeś takie ze środkiem plemnikobójczym?

                > Lubicie bajać i zrzucać na kogoś cala odpowiedzialność,
                na razie zrzucaniem odpowiedzialności na żonę zajmujesz się w tym wątku ty. żona i dziecko są winne, bo przez nie możesz pracować. rodzice są winni, że chodzisz na terapię od 20 lat. rodzice żony są winni bo coś tam i tak dalej. oczywiście, to miało wpływ na twoje życie, ale nie jedyny.

                > Nie chce zostawic zony, uciec.
                ależ chcesz. temu służy podpieranie się kolegami bez skrupułów oraz pisanie o żonie i dziecku, jakby to byli obcy ludzie, albo nawet wrogowie sprzymierzeni z nielubianą rodziną żony.

                > To troche tak jakby oczekiwac od czlowieka na wozku ze bedzie biegal.....
                dokładnie, nie oczekuj tego od siebie. niczego nie poukładasz z żoną, będzie coraz gorzej. na dobry początek przestałbyś się oszukiwać.
                • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 13:50
                  uzywalem prezerwatyw

                  co do tego co piszesz o obwinianiu rodzicow - widac ze nie masz pojecia czym jest trauma ktora jest praktycznie nieuleczalna
                  nie jestem sam jedyny na swiecie z takim problemem, masa ludzi miala gorzej, inni lzej, wiele popelnia samobojstwo i nie moze ulozyc sobie zycia, popada w rozne klopoty
                  z powierzchownosci Twojego spojrzenia wynika, ze nia masz o tym bladego pojecia
                  o tym ze to moze i czesto jest uszkodzenie do konca zycia

                  co do oszukiwania sie i kategorycznych stwierdzen ze to bez sensu - modele zycia sa rozne, ja mam przypuszczenie ze zaniedbalem siebie, bo mam do tego tendencje
                  stad byc moze wychodzi moja zlosc do zony rowniez, bo ja nie zadbalem o siebie i swoja przestrzen, teraz jest troche pozno, ale jeszcze nie jest to stracone

                  jak rozumiem upierasz sie przy tezie ze to ja ponosze calkowita odpowiedzialnosc za rozwoj wypadkow.... ?
                  • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 13:51
                    i nie obwiniam juz rodzicow, nie zajmuje sie tym bo z tym juz nie moge nic zrobic
                    to ze o tym napisalem - to tylko z powodu tego ze chcialem przedstawic swoj obecny stan i sytuacje mojego zycia
                  • six_a Re: rozpacz... 20.07.14, 14:11
                    >jak rozumiem upierasz sie przy tezie ze to ja ponosze calkowita odpowiedzialnosc
                    niestety nie. zdecydowanie ponosisz odpowiedzialność za swoje nastawienie. a jest to nastawienie typu: ja kontra cały świat, który mi robi krzywdę.

                    w tym wątku też szukasz wrogów ("Lubicie bajać i zrzucać na kogoś cala odpowiedzialność..." - czytaj: kobiety to zło) i tematów zastępczych ("Wolalabys partnera ktory..." - co za różnica, co ja wolę, to nie jest wątek o mnie!, żony pytaj, co woli), zamiast skupić się na tym, co sam piszesz, a co ja powtarzam, tylko że jak ja powtarzam, to twierdzisz, że to wcale nie tak.
                    twoje słowa: nie moge jej tego wybaczyc, skupiam sie na tym jesli nic nie zmienie to zadrecze ja i siebie.

                    to jest twoje nastawienie. żadne pozorne zmiany organizacyjne tego nie poprawią. i żadne weź się w garść nie zadziała. albo zadziała na krótką metę. nie funkcjonujesz dobrze w rodzinie, bo nie miałeś wzorców funkcjonowania, nie skorzystałeś z terapii w taki sposób, żeby w tej rodzinie funkcjonować. co nie znaczy, że nie możesz żyć dobrze w innym układzie. nie ma się co zadręczać, spróbuj innego życia.
                    • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 14:18
                      kobiet nie uwazam za wrogow ale tez od kobiet raczej nie oczekuje rzeczowych wypowiedzi
                      niestety obarczone sa one płciowym antagonizmem, co widac jak na dloni
                      zrzucasz calosc bagazu na mnie do tego twierdzac ze ja go zrzucilem na zone

                      uwazam ze dorosli ludzie odpowiedzialnosc ponosza po rowno za wszystko co razem robia i zdania nie zmienie
                      zrzucam wiec czesc bagazu na zone, lecz nie jego calosc

                      co do tego czy nadaje sie do zycie w rodzinie czy nie - tego nie mozesz wiedziec, tego nie wiem i ja
                      tego nie moze nawet wiedziec wyksztalcony specjalista z wieloletnim doswiadczeniem, bo kazdy czlowiek jest inny
                      tak wiec ferowanie takich wyrokow kategorycznych niekoniecznie jest dobre
                      wiem ze TERAZ sie nie nadaje

                      zgadzam sie natomiast z toba ze skupiam sie na tym na czym skupiac sie juz nie powinienem, zajac sie musze czyms konstruktywnym i dla siebie i konstruktywnym dla nich
                      w tej chwili jest to praca


                      • six_a Re: rozpacz... 20.07.14, 14:40
                        > niestety obarczone sa one płciowym antagonizmem, co widac jak na dloni
                        > zrzucasz calosc bagazu na mnie do tego twierdzac ze ja go zrzucilem na zone

                        twoja rzeczowość mnie rozwala. czyje to są słowa???

                        "pojawila sie potworna zlosc do zony, pretensja o wszystko o rodzine, sytuacje w ktorej sie znalezlismy."

                        "mysle ze rola kobiety odpowiedzialnej jesli chciala ze mna uprawiac seks bylo proste zabezpieczenie w postaci spirali nie moge jej tego wybaczyc, skupiam sie na tym"

                        "ja po prostu nie moge pojac, nie wiem czy zrobila to specjalnie czy z braku jakiejs woli po prostu prosilem, tlumaczylem"

                        "mam niejasne przeswiadczenie ze gdybym sie na troche odsunal"

                        "wiecie jak jest, praca i pieniadze zawsze dla mezczyzny sa zrodlem sily, przynajmniej zawsze dla mnie byly"

                        znajdź sobie innego rozmówcę do swoich tanich manipulacji.
                        • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 14:46
                          nie napisalem niczego w czym zaprzeczalbym sobie
                          rozmawiam z Toba chetnie, przeciez sama napisalas do mnie, a nie ja napisałem do Ciebie

                          dziekuje za rady o kolejnym rozmowcy, w istocie chetnie porozmawiam dalej

                          nie sadze abym manipulowal, napisalem co czuje i nigdzie nie zaprzeczam sobie
                          jesli tak to widzisz to nie moge sie zgodzic

                          w kazdym razie i tak dziekuje za Twoje zdanie
                      • asfo Re: rozpacz... 27.07.14, 19:19
                        "Płciowy antagonizm"?

                        Serio?
                        Kobiety nie są z natury wrogo nastawione do mężczyzn - w każdym razie te normalne i w wieku powyżej 12 - 13 lat.

                        Natomiast twoje zaburzenia powodują prawdopodobnie, że doszukujesz się jakiś ukrytych wrogich motywów u każdej napotkanej kobiety, co niewątpliwie powoduje że bardzo ciężko ci się porozumieć w większością ludzkości - bo kobiety atakowane bez powodu zaczną faktycznie wrogo reagować, a mężczyźni nie dzielący z tobą uprzedzenia względem kobiet też uznają, że nie można się z tobą dogadać.

                        Być może zakładanie rodziny rzeczywiście było błędem, może lepiej by ci było np. w jakimś zakonie.
                        • vvwwvv Re: rozpacz... 28.07.14, 12:47
                          Samo sedno :)
          • edw-ina Re: rozpacz... 21.07.14, 11:44
            mysle ze rola kobiety odpowiedzialnej jesli chciala ze mna uprawiac seks bylo p
            > roste zabezpieczenie w postaci spirali
            >

            - sorry, nie ma to jak zwalać winy na innych. Ona ma być odpowiedzialna, bo ty tego chcesz. Chcesz odpowiedzialności, to się nią wykaż. Uważasz, że nie nadajesz się na partnera i ojca, to nie wiąż się z nikim i wykonaj wazektomię, a nie ty zamiast tego spotykasz się z dorosłą kobietą, każesz jej się zabezpieczyć i masz do niej pretensje. Pretensje to możesz mieć do siebie.
            • soze75 Re: rozpacz... 21.07.14, 14:37
              Dobre....Typowy malo wnoszący glos kobiecy, przez ktory przemawia antagonizm płciowy.
              Idac takim rozumowania kobieta nie ponosi za nic odpowiedzialnosci, jest biernym przedmiotem meskich rozgrywek.....
              Jak to sie ma do rownouprawnienia, ktorym machacie kazdemu przed oczyma kiedy Wam wygodnie?
              Nijak sie ma.....

              Odpowiedzialnosc ponosi dwoje ludzi, czyli i zona i ja.....
              • edw-ina Re: rozpacz... 21.07.14, 21:30
                A wypchaj sobie odwłok antagonizmami płciowymi. Po prostu jeśli jesteś dorosły to odpowiadasz za siebie i koniec kropka. Nie chcesz mieć dzieci, to się zabezpieczasz. Nie chcesz związku, to w niego nie wchodzisz, a posiłkujesz się prostytutkami lub własną prawicą.
              • czarny.onyks Re: rozpacz... 23.07.14, 10:22
                myślałeś, że wszyscy będą klepać Cię po pleckach?
                no to chyba pomyliłeś fora;)

                poczytaj na spokojnie głosy w tej dyskusji...
                mówisz o odpowiedzialności, ale wszystkiego wymagasz od kobiety, zrzucasz na nią odpowiedzialność....
                Twoją sytuację znamy tylko z Twojej strony...

                a trud utrzymania związku, dzieci mam wrażenie, że spoczywa na barkach Twojej zony....
                bo gdy pojawiają się problemy to chcesz uciekać, zamykać się....
                ucieczka nie jest wyjściem...
            • soze75 Re: rozpacz... 21.07.14, 14:41
              Pretensje mam do siebie i to bardzo duza, jednak nie jestem smieciem i swirem niebezpiecznym. Dwoje doroslych ludzi moze cos ustalic i sie tego trzymac. Tak zawsze rozumowalem i tego zdania nie zmienie.

              Wazektomia jest czyms z czego nie zdajesz sobie sprawy, to duzo kosztuje i trwa miesiace, bo trzeba robic co jakis czas badania zanim bedzie pewnosc czy zabiegl sie powiodl. Do tego jest to badz co badz zabieg chirurgiczny.

              Zalozenie spirali ani nie jest niebezpieczne, ani uciazliwe. Nie widze tu zadnej plaszczyzny na ktorej mozaby porownac jedno z drugim.

              Dlaczego zrzucasz na mnie cala odpowiedzialnosc? Przez wlasnie takie rozumowanie, ze wszystko lezy po stronie mezczyzny dzieja sie dramaty, przeciez nie tylko w zyciu moim.
              • edw-ina Re: rozpacz... 21.07.14, 21:35
                podwiązanie nasieniowodów również nie jest ani niebezpieczne, ani trudne. Jeśli czegoś chcesz ( lub w tym wypadku nie chcesz) to wymagaj od siebie.
                • edw-ina Re: rozpacz... 21.07.14, 21:38
                  aha - wazektomię wykonuje się w ok. 30 minut przy znieczuleniu miejscowym. Koszt ok. 1500 zł, co to jest przy utrzymaniu dziecka? Ba, dobra spirala z hormonami kosztuje 800 zł. A jest tylko na pięć lat. I czasami trzeba ją zmienić w trakcie, bo np. dawka hormonów jest za duża.
                  Po godzinie od wykonania wazektomii jedziesz grzecznie do domku. Później jedynie przez 3 miesiące musisz gumek używać. Też tanie i bezproblemowe. Ale nie, ty wolisz mieć wątki do innych, bo przecież ty nie możesz :) Normalnie jak 13-latek.
                  • soze75 Re: rozpacz... 22.07.14, 08:37
                    niestety nie moge sie z Toba zgodzic
                    jasno i na dloni widac, ze masz zlosc do facetow i przelewasz ja na mnie

                    odpowiedzialnosc za takie sprawy ponosi oboje ludzi, a Ty ciagle zrzucasz ja na mnie

                    powtarzam, machacie przed oczami rownouprawnieniem gdy wam wygodnie, nie wszystkie kobiety ale wiekszosc
                    jak rozumiem sprowadzasz role zony (kazdej nie tylko mojej) do przedmiotu, bezwolnej istoty ktora nie ponosi za nic odpowiedzialnosci i jest na lasce mezczyzny

                    gdy przychodzi do odpowiedzialnosci to mezczyzna ma ponosic jej calosc
                    gdy cos jednak jest kobiecie potrzebne to zaslania sie rownouprawnieniem

                    albo dzielimy odpowiedzialnosc i wymagania po rowno albo nie dzielimy wcale.....

                    tak czy inaczej takie postawienie sprawy mnie nie przekonuje, nie widze potrzeby tego, abym cala odpowiedzialnosc bral na siebie i nikt mnie do tego nie przekona

                    co do wazektomii to tez mnie nei przekonalas, miedzy inwazyjnoscia spirali a zabiegu chirurgicznego nie ma paraleli zadnej
                    • soze75 Re: rozpacz... 22.07.14, 08:39
                      Pytalem i prosilem o opinie mezczyzn....
                      Mysle ze na takich forach i w takich watkach buszuja kobiety z problemem (pisze o wiekszosci) i przelewaja swoje zale na facetow.
                      Poczytalem troche podobnych do mojego postow i niestety widac to jak na dloni.

                      Zapewne kobiety ktore realnie patrza na zycie i sie swoim zyciem zajmuja pewnie po prostu nie maja czasu na angazowanie sie w takich watkach.
                    • edw-ina Re: rozpacz... 22.07.14, 11:49
                      Jak na dłoni nie widać, że mam złość do facetów (swoją drogą jest to niepoprawne językowo, można czuć złość wobec kogoś lub mieć coś komuś za złe, ale nie mieć złość), bo jestem w szczęśliwym związku i mam wokół wielu świetnych facetów. I bardzo lubię facetów i ich towarzystwo. Ale facetów, czyli ludzi z charakterem, a nie nastolatków.

                      Skoro odpowiedzialność za takie sprawy ponoszą obie strony, ale to kobieta ma założyć spiralę, to jaką odpowiedzialność wówczas ponosisz ty? Bo jak dla mnie, to całą ponosi ona. Łącznie z paskudnie bolesnymi miesiączkami, jakie ma się przy spirali, krwawieniem między nimi itp. Ty wcale nie chcesz dzielić tej odpowiedzialności, tylko ją na kogoś zrzucić.

                      Nie mam pojęcia skąd pomysły o sprowadzaniu żony czyjejkolwiek do przedmiotu i co to ma wszystko wspólnego z równouprawnieniem i odpowiedzialnością. Mylisz pojęcia. Ale ja ich nie mylę, więc mi tego nie wmawiaj.

                      Za to twardo uważam, że jeśli się czegoś nie chce, to się tego nie robi i to od siebie się wymaga, a nie od innych. Wiesz, ja po jednym dziecku wiem, że nie powinnam mieć więcej. To moja decyzja, z którą zgodził się mój mąż. Ale skoro jest to moja decyzja, to ja ponoszę jej konsekwencje, czyli np. antykoncepcja i jej skutki. Nie wymuszam ich na mężu. Bo wiem, że niezależnie czy będę z nim, czy coś się w życiu zmieni i będzie to ktoś inny, tego kolejnego dziecka nie będzie. I dokładnie tego samego oczekiwałabym od partnera, jeśli wie, że nie chce mieć dzieci niezależnie czy ze mną czy z kimkolwiek innym, to zadba o to, by samodzielnie uregulować te kwestie. To się nazywa dojrzałość.
                      • czarny.onyks Re: rozpacz... 23.07.14, 10:17
                        tylko, że pewnych rzeczy można wymagać od partnera, dojrzałego, odpowiedzialnego mężczyzny...

                        a nasz autor pewnych rzeczy nie wyniósł z domu....
                      • soze75 Re: rozpacz... 24.07.14, 08:57
                        Argumentum ad ignorantum....
                        Wytykasz mi błędy językowe, bardzo dziękuję za wielkoduszną lekcję jezyka polskiego, jednak nie po to zalozylem ten wątek.
                        Piszesz o tym jak bardzo zadbalas o to zeby nie miec drugiego dziecka - piszac to potwierdzasz fakt, ze moja zona powinna byla zachowac sie tak samo.
                        To co piszesz jest niespojne i nie podoba mi się, jest po prostu tendencyjne, wiec dziekuje za Twoje wypowiedzi, poniewaz nic nie wnoszą.
                        • edw-ina Re: rozpacz... 24.07.14, 23:30
                          Jest po prostu nie po twojej myśli, a nie tendencyjne. Żądasz zrozumienia, jednocześnie nie wykazując takowego wobec innych,w tym wypadku swoich bliskich. Być może twoje egocentryczne nastawienie jest wynikiem właśnie dzieciństwa, w którym nie przeszedłeś odpowiednich faz i zatrzymałeś się na tej egocentrycznej. Ale to jest usprawiedliwienie na krótką metę, bo jednak refleksyjność, a dokładnie samorefleksja są dość mocnymi wyznacznikami dorosłości. I na dłuższą metę każdy będzie tego od ciebie wymagał.
                          I w żaden sposób moje słowa nie odnosiły się do tego, że to twoja żona miała zadbać o to, by nie mieć dzieci, tylko powinna to zrobić ta osoba, która jest o tym przekonana. Ponownie przeczytałeś to, co chciałeś.
                          • soze75 Re: rozpacz... 25.07.14, 11:46
                            Ja sie z tym nie zgadzam. To Ty uzurpujesz sobie prawo do ferowania kategorycznych wyrokow - a gdy ktos sie z Toba nie zgadza, uzywasz argumentow ponizej pasa. Skoro nie dostrzegam tak wspaniale objawionej przez Ciebie prawdy oznacza to ze po prostu mam problem.

                            Ponadto zastanawia mnie fakt Twoje misji tutaj, wyraznie prosilem mezczyzn o opinie, a Ty uparcie tu tkwisz i mnie nauczasz....
                            • edw-ina Re: rozpacz... 25.07.14, 16:28
                              bo masz problem, sam to zaznaczyłeś w pierwszym poście
        • lo.rett.aa Re: rozpacz... 25.07.14, 20:14
          > nie chce zostawic zony tak latwo i uciec
          > chcialbym po prostu miec swoja przestrzen, mieszkajac w domu nie moge o nia zad
          > bac, nie umiem, uczylem sie probowalem itp ale nie potrafie


          poczekaj na syna...dorośnie i Cię nauczy ;) A może i nie, skoro będzie miał takie wzorce. Wiesz..nie idź już lepiej na forum psychologia, bo jak widać terapia okazała się nieskuteczna ( co nie jest nota bene nowością), co tam będziesz marudził. Ale w zasadzie jaki masz problem? Spać nie możesz w nocy? Masz koszmary, czy za mały pokój? ;) trzymaj się
    • mariuszg2 Re: rozpacz... 20.07.14, 22:33
      prawdziwy mężczyzna nie pisze takich goopot....

      chyba, że po pijaku z BUKa rakietę posłałeś w pasażerski samolot...

      ciężko na duszy...kak sjerdce garatsa a gaława wodkaju krużytsja ...
      matjerji sjeroznaju nje panjatna ...tak i zadumcziwoj krasjawicje tożje ...jeju tolka żałka o swajej jobanoj sudbje sljozy tjerjat...spajom pjesjenku grusnuju wmjestje....wot jedinstwjennaja krasata!

      A Holendrzy niech o poldery lepiej walczą z oceanem a nie z trudnym słowiańskim losem....lżej im będzie

      • soze75 Re: rozpacz... 20.07.14, 23:21
        to nie moja robota, slowo.... ;)
    • anna_sla Re: rozpacz... 22.07.14, 23:34
      a stać Was na nianię? Taką, która będzie zajmowała się dzieckiem od momentu wyjścia żony do jej powrotu z pracy? Nie wiem jakie masz układy z żoną, nie wiem jak się czujesz, nie umiem sobie tego wyobrazić, ale może uda się z pomocą właśnie niani nieco odizolować się od tego natłoku i męczącego Cię tacierzyństwa. Tylko musisz zaznaczyć "rewir", którego nie mogą przekraczać gdy Ty pracujesz. Chyba lepiej być gdzieś obok, ale jednak być niż nie być wcale, nie sądzisz? Trudno, życie poukładało Cię tak a nie inaczej, może żona Cię akceptuje/zaakceptuje, ale spróbuj właśnie w ten sposób. Zajmowanie się dzieckiem dla normalnej kobiety (które rzekomo do tego są stworzone) jest frustrujące a co dopiero dla faceta i to z depresją.
      • czarny.onyks Re: rozpacz... 23.07.14, 10:23
        i to jest pomysł....
        tylko niania to rozwiązanie na chwilę...

        a co gdy pojawi sie kolejne dziecko?
      • firenziano fantastka 23.07.14, 16:00
        chlopie nie ma na psychiatre, a ta mu nianie podsuwa.
        • anna_sla Re: fantastka 23.07.14, 23:24
          kwestia organizacji finansów i znalezienia odpowiedniej osoby, w ramach jak on będzie lepiej zarabiał, może płacić więcej (rekompensować) lub... znaleźć "bardziej odpowiednią" osobę. Nic trudnego. Każdy jakoś zaczyna, nie każdy od razu ma kokosy i nie każda niania od wejścia jest bardzo roszczeniowa i kosztowna. Czasami na początku udaje się również przysługa za przysługę.
      • soze75 Re: rozpacz... 24.07.14, 09:02
        To co piszesz, jest dobrym pomyslem, konstruktywnym.
        Jako osoba zaburzona mam tendencje do oddawania calego swejego terytorium innym, a potem mam do nich pretensje ze oni sobie w nim buszuja.
        Czas na zmiany w tej materii.
        Zadbanie o swoja przestrzen i zorganizowanie sobie warunkow do pracy a inni musza do tego sie dostosowac. Dotychczas bylo tak ze ja dostosowywalem sie do innych.
        • asfo Re: rozpacz... 27.07.14, 19:35
          Normalnie w takim wypadku wynajmuje się jakieś biuro, albo wyznacza w domu pomieszczenie na pracownię i informuje wszystkich, że np. od 8 do 14 i od 15 do 17 siedzisz w pracy i cie nie ma.

          Chyba że się umawiacie inaczej np. od 8 do 16 pilnujesz dziecka i gotujesz obiadek, żeby nie wydawać na niańkę, a pracujesz np. od 17 do 20.

          Tak się normalnie organizuje pracę w domu.
    • urko70 Re: rozpacz... 23.07.14, 11:20
      soze75 napisał:

      > Napiszcie mi, co myslicie.

      Nie stawiasz konkretnego pytania, więc i myśli będą luźne.
      Oczywiście zakładając, że to co napisałeś to jest prawda (bo coś mi tu nie pasuje).

      Masz duży problem, problem jak to często bywa, mający źródło w dzieciństwie.
      Można mieć żal do rodziców, Tobie to nic nie da ale BYĆ MOŻE inni zwrócą uwagę na problem i BYĆ MOŻE inni rodzice pomyślą NAD TYM jakie ich zachowanie ma i będzie miało wpływ na ich dzieci.

      Nie wiem czy, mając tak bardzo skomplikowaną konstrukcję psychiczną, wiązanie się z kobietą było rozsądne. No ale było minęło. Ważne co teraz zrobić, jak myśleć i jak postępować...

      Oczywistym jest dla mnie, że jeśli nie chciałeś dzieci i byłeś tego ABSOLUTNIE pewny to już dawno powinieneś przeprowadzić wazektomię. Przecież obojętnie czy jesteś z tą czy tamtą kobietą to miałbyś spokój ze swoją płodnością.

      Tłumaczenie kobiecie "weź no się kobieto zabezpieczaj bo ja nie dam rady wychowywać" jest krótko mówiąc: głupie. Postaraj się to zrozumieć i wziąć na klatę - być może to pomoże.
      Tak, tak, kobieta jest tak samo odpowiedzialna jak i mężczyzna tyle tylko, że gdzie była w tej kwestii Twoja odpowiedzialność? Miała polegać tylko na namawianiu żony? Gumki to raczej mało skuteczny sposób.

      Pytanie, czemu decydowałeś się na współżycie wiedząc, że żona nie zdecydowała się na wzięcie na siebie antykoncepcji ....?

      Czytając to co napisałeś przychodzi mi myśl o budowaniu zamków na piasku. Zamek to związek z kobietą, a piasek to Twoja skomplikowana psychika.
      Rozsądnym wydaje się zmienić piasek w coś twardego czyli naprawić psychikę / usunąć problemy, a dopiero potem wchodzić w związek, z którego mogą i jak widać są dzieci.
      Tak, wiem, że pisałeś, ze leczenie / terapie nie przyniosły efektu ale tak czy siak zacząłeś budować zamek na piasku i teraz ten zamek czyli dziecko, żona i Ty macie problem.
      • soze75 Re: rozpacz... 24.07.14, 08:59
        Dzieki urko - glos rozsądku....
        Postanowiłem sie uspokoic i znalezc rozwiazanie bez dramatów.
        Mysle ze to ostudzi moje emocje i sprawi ze energie bede wydatkowal na rzeczy teraz dla naszej rodziny calej wazne.

        • vvwwvv Re: rozpacz... 26.07.14, 09:56
          Bardzo ciekawe zjawisko - kiedy kobiety w tym wątku piszą Ci o wazektomii, to się rzucasz i atakujesz je personalnie. Jak Ci o tym samym pisze facet, to mu dziękujesz za rzeczowego posta.
          Zacznij od siebie naprawę swojej sytuacji, bo jesteś popsuty ewidentnie.
          • soze75 Re: rozpacz... 26.07.14, 15:09
            I kolejna pani....
            Tylez w tym rozsadku ile prawdy - zadnego pana nie chwalilem za temat wazektomii ;)
            Nie jestem popsuty i faktycznie naprawe sytuacje zaczne od siebie, tu sie zgodze.

            Bardzo ciekawe zjawisko to to, że kobiety strasznie sie chca tu udzielac....
            • asfo Re: rozpacz... 27.07.14, 19:38
              Bo mogą. Na forum "kobieta" oraz "feminizm" wypowiada się wielu panów. Jeśli chciałeś forum bez kobiet trzeba było poszukać czegoś z kontrolowaną rejestracją.
    • potwor_z_piccadilly Re: Szukasz dla siebie kuracji? 30.07.14, 00:00
      Masz ją.
      Żona dała Ci syna.
      Pewnie swoim instynktem kobiecym wyczuła, że dziecko będzie dla Ciebie najlepszą i jedyną formą kuracji.
      Tak że, bierz się facet za robotę bo zadanie masz.
      Jakie?
      Masz odpowiednio, czyli w atmosferze ciepła domowego, opiekować się, edukować (już mu czytaj książki) swojego potomka, by sobie i światu udowodnić, że przemoc w Twojej rodzinie, to przeszłość i że Ty sam sroce spod ogona nie wypadłeś.
      Tylko taką linię dla Ciebie widzę.
      Wyprowadzając swoje dziecko na ludzi, sam na ludzi wyjdziesz.
      Będziesz potrafił wziąć się wgarść, wygrałeś.
      Nie, to smutna Twoja i rodziny Twojej przyszłość.



    • molly_wither Re: rozpacz... 07.08.14, 19:22
      Wiesz co? Bardzo Cie rozumie i wspolczuje. Jestes bardzo inteligentny i swiadomy swojej sytuacji i stanu swojej psychiki. Moim skromnym zdaniem warto by bylo znalezc dobrego psychoterapete. szkoda by bylo,aby syn,ktorego mimo woli przywolales na swiat powielil Twoj los. A moze tak byc,jesli nie zaczniesz pracowac nad soba.O stosunkach z zona wiele nie piszesz,mam nadzieje,ze sa przynajmniej poprawne.Rodzina zony sie nie przejmuj,wazni sa Twoi najblizsi,czyli Twoja najblizsza rodzina.I nad tym powinienies sie skupic i pracowac. rzadko zabieram glos w watkach, bo wiekszosc to pierdoly albo wydumane problemy. Twoj jest konkretny , a tym sam jestes nietuzinkowy.Przez to,ze odwazyles sie tu napisac i ze rozumiesz swoja sytuacje. Barddzo sie martwie i jednoczesnie trzymam kciuki za to,abys znalazl droge do szczescia osobistego i akceptacji wlasnego syna, bo to wielkie szczescie miec syna.Uwierz mi:)
    • molly_wither Re: rozpacz... 07.08.14, 19:56
      Troche na wyrost Ci odpisalem poprzednim postem.Po przeczytaniu kolejnych troche mi sie zmienil Twoj obraz,ale nadal moja sympatia jest po Twojej stronie, ze wzgledu na to,co przezyles w dziecinstwie. Zbulwersowal mnie post o antykoncepcji.To Ty nie chcesz miec wiecej dzieci wiec to Ty powinienes pomyslec o antykoncepcji,nie Twoja zona. Mam w rodzinie faceta z jajami,ktory splodzil dwoje dzieci i stwierdzil,ze na tym koniec (zona tez) i chce sie poddac wazektomii. Nie zrzuca tego na zone, bo ja kocha i nie wymusza na niej antykoncepcji.Jesli uwazasz,ze wazektomia jest zbyt odlegla w czasie to naucz sie stosunku przerywanego. Wielu mezczyzn wspolzyjac w ten sposob ma nad soba i partnerka kontrole.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka