zoskowa
03.09.25, 09:58
Jestem matką, która nagle pochowała 3 lata temu jedynego, ukochanego syna (38l). Z chwilą odejścia mego dziecka fakt pochowania rodziców nie ma dla mnie znaczenia. Los, natura nie zrobiła na mojej psychice takiego spustoszenia jak śmierć syna. Może dlatego, że zachowana została "kolejność" - dzieci chowają rodziców. Z chwilą straty syna przestałam się komunikować, odzywać, zamykałam się w sypialni i przez wiele tygodni chciałam być sama! Pierwsze miesiące, to pragnienie wykopania i zabrania syna do domu, lub otwarcia grobu (pewnie mu zimno i trzeba go przykryć kocem, kołdrą), albo tylko zobaczyć - jak się czuje?. Do dziś tak mam. Ty, moja siostra w swej rozpaczy i mądrości (nie wiedząc jak mi pomóc), udałaś się do naszego lekarza rodzinnego, który skierował Cię do psychiatry po leki dla mnie. W ostatnie święta, poprosiłaś mnie, bym w przybliżeniu spróbowała podpowiedzieć - co masz zrobić, by choć w małej części wróciła "dawna Zocha"? Pokazałam Ci obraz Salvadora Dalego "Płonąca żyrafa" Ten Potwór na pierwszym planie - to Ja! Z otwartymi ranami (jak szuflady, których nie sposób zamknąć), odrażający, skrzypiący, zdeformowany. To Ja i moja płonąca żyrafa (ze spalonymi nadziejami, marzeniami, planami). Po paru dniach zadzwoniłaś do mnie płacząc i mówiąc mi, to co jest oczywiste. Tak Alu! Z chwilą pochowania mego syna (a Twego siostrzeńca i chrześniaka), pochowałaś i mnie "dawną Zośkę". Jestem już kimś innym. Pamiętam nasze szczęśliwe chwile, ogrom radości i naszą siostrzaną miłość, która przetrwała. Jednak nie potrafię się tym cieszyć. To są tylko wspomnienia. Nie można ich dotknąć, przytulić, porozmawiać, pośmiać się. Pozostała miłość. Dzięki Twojej miłości zrozumiałam, że los i dla Ciebie nie był łaskawy. Ja pochowałam jedną ukochaną osobę! Ty zmuszona zostałaś pochować dwie - mego syna i dawną mnie. Za to Cię kocham, że po prostu rozumiesz i jesteś! Ps. Jak powiedział Ci lekarz: żaden psycholog mi nie pomoże, gdyż ja mam już doskonałego terapeutę - Ciebie.