Dodaj do ulubionych

30 lat psu pod ogon

28.04.25, 12:40
Dawno, dawno temu, zanim nastała era wszechobecnych karierowiczów i geniuszy PowerPointa, istniała sobie Castorama – firma, która miała czelność nazywać siebie liderem rynku. I, o dziwo, przez chwilę rzeczywiście nim była. Najpierw dzięki rozmiarowi, potem – o zgrozo – dzięki temu, że dbała o... pracowników.

Tak, wyobraźcie to sobie – zamiast planów, targetów i KPI-ów ważniejszy był człowiek. Bo przecież zadowolony pracownik to pracownik zmotywowany, a ten z kolei sprawiał, że klient wychodził ze sklepu z uśmiechem – i z paragonem, co nie było bez znaczenia.

Firma szczyciła się czymś, co nazywała swoim „DNA”. Krążyła nawet anegdota, że gdyby na czole regału powiesić kiełbasę krakowską, to i tak by się sprzedała – bo tu nie chodziło tylko o produkt, ale o to „coś”, co Castorama miała w genach. A pieniądze? Owszem, ważne – ale nie najważniejsze. Przynajmniej wtedy.

Lata jednak płynęły, a Castorama z gracją nosorożca tańczyła wokół kluczowych zmian, przegapiając jedną po drugiej. Zamiast realnych decyzji, zajmowano się arcypilnymi sprawami w stylu „przestawmy to tu, a tamto tam, bo szef regionu lubi zmiany – jakieś, byle były”. Nie liczyło się, czy to sensowne – ważne, że wyglądało jak akcja.

W międzyczasie rynek, niewdzięcznik, nie czekał. Liderzy oddalili się jak ekspres z peronu, a Castorama – no cóż – została na peronie z bagażem pełnym slajdów i pustych deklaracji.

I wtedy nastąpiła wielka mobilizacja. Czyli – wielka panika. Zamiast DNA, wstawmy do sklepu maszynę do popcornu. No przecież popcorn się sprzedaje, a klient doceni ten zapach nowoczesności.

Rozmowa z doradcą? Fachowa pomoc? Phi, przestarzałe koncepcje. Lepiej zwolnić połowę zespołu, połączyć dziesięć działów w trzy, a obsługę sklepu powierzyć trzem nieszczęśnikom z resztkami godności.

Żeby dopełnić obrazu nędzy i rozpaczy, po sklepach zaczęło krążyć indywiduum – importowane z Amazona – głoszące, że „handel to handel” i wszystko można sprzedać przez internet.

No tak. Bo przecież wszyscy marzymy, by przez ekran monitora dobrać odpowiedni nóż do kosiarki albo przed zakupem sedesu nie rozmawiać z nikim kompetentnym. A i ostrzyc się w internecie też już przecież można – wystarczy zamówić sobie wirtualne nożyczki.
Są rzeczy których przez internet nie da się sprzedać, pomoc, fachowość i ludzkie wsparcie ,tego ,uwaga niespodzianka! – nie da się wcisnąć do castomatu.

Ostatecznie 30-letnia historia tej firmy zmierza ku końcowi – w rytm popcornowego aromatu i klików w pustych sklepach. Happy endu raczej nie będzie, ale na szczęście ci, którzy dołożyli do tego rękę, nie będą musieli patrzeć na finał. Ich przygoda potrwa akurat tyle, ile trwa przeciętne szkolenie z „nowoczesnego zarządzania zmianą” – czyli pół roku.

....i to by było na tyle , chyba niczego nie pominąłem.
Obserwuj wątek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka