on691
19.03.06, 10:06
Stary, a glupi, chcialbym o sobie powiedziec.
Moje malzenstwo rozpadlo sie jakis czas temu.Wiele by mozna mowic o tym, ale
gdy ona odeszla ode mnie i nawet dziecka, a ja podjalem decyzje o rozwodzie,
nawet najblizsza rodzina ucieszyla sie, a dziecko, niemal dorosle, popiera
mnie w moich poszukiwaniach nowej kobiety.
Nie chodzi to o to, ze bylismy patologiczna rodzina.Zupelnie nie o to chodzi.
Materialnie bylo b.dobrze, ale jej zabraklo wrazen to i znalazla.
Dzis, po zebraniu doswiadczen, poznaniu kilku kobiet, widze wyraznie, ze
facet, ktory chce dac cale swoje serce, jest porzadny, nie ma szans.
Jest najpierw milo przyjety, slysze ze jestem opiekunczy, delikatny itp.,itd.
Fajnie wszystko sie rozwija, az wreszcie pojawia sie u kobiety zwatpienie,
niewiara ze facet moze taki byc, no i powoli wszystko rozpada sie.Nie zebym
byl jakis pantoflarz.Jestem wysportowanym facetem, dobrze zarabiam, w lozku
podobno tez jest ze mna dobrze.
Obserwuje, ze im wiecej daje tym mniej otrzymuje w zamian.
Mam kolegow, ktorzy inaczej podchodza do tego i mowia, ze kobiety trzeba
krotko i troche pokazac im swoje miejsce.I wychodzi im.
Ciekawy jestem, czy tez macie takie wnioski?