Dodaj do ulubionych

pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu"

19.04.07, 10:57
do facetow.

czy to naprawde jest tak, ze jak za mlodu (dla mnie mp/ powiedzmy miedzy 20 a 30 rokiem zycia) facet sie wyszaleje, pozna seks i zwiazki np z dojrzala, mlodsza i rowiesniczka, i co tam jeszcze zrobi co tu nie jest napisane. to czy to gwarantuje ze jak juz jest bardziej doswiadczony "w glowie" to potem jak szuka tej jedynej, zeni sie (lub kocia lapa), zakladaja rodzine, dzieci. to czy takiego faceta juz nic "nie zdziwi" i nie skusi i bedzie raczej staly w uczuciach.


jak to jest z wami panowie ;-)

sam sie zastanawiam. bo mam niewiele ponad 20 lat. moj rowiesnik kolega ze studiow juz chyba bedzie mial 6(!!) dziewczyne w ciagu studiow. o LO i podstawowce nie wspominam bo nie znalem go. a ja. coz. raz sie kims jedynie przyjaznilem ale "chodzic" na serio to jeszcze nie ;)
Obserwuj wątek
    • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 11:02
      Nie jestem facetem(niestety!)ale tak patrząc po znajomych, zdecydowanie
      lepszymi mężami i ojcami są Ci, którzy z wielu pieców, że tak powiem ,chleba
      próbowali.Poszalał, zna życie, potrafi docenić to co w końcu znalazł.Oczywiście
      nie generalizuję, bo to raczej kwestia charakteru ma tu największe znaczenie.A
      Ty pytasz z ciekawości, czy masz jakieś plany?;0)
      • nikt.wazny.nowy.nick Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 11:13
        czyli bede sie musial wyszalac. przyznaje sie. w glebie siebie czasem mnie cos kusi jak mam takie sytuacje. "a jakby to bylo ?"


        sam wiem ze sa tacy ktorzy jak za pierwszym razem z pierwsza miloscia sie ozenili to potem zdradzali na maksa "z ciekawosci", rozwodzili sie, etc., (dot tez kobiet) jak i tacy ktorzy tylko zyja z jedna i ta sama osoba. ale tych drugich chyba mniej...
        • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 11:22
          E, nie do końca tak jak piszesz.Czasem pierwsza miłość jest tą ostatnią - bez
          zdrad, bez pretensji - trafiasz na tę, czy tego jedynego i klapka zapada.Jak
          pisałam - kwestia indywidualnych potrzeb.Jednak młodość jest po to, aby z niej
          korzystać.Jeśli jesteś wolny - na co czekasz?Żyj i już.Czas sam Ci pokaże, co
          dla Ciebie lepsze.;0)
        • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 11:45
          Jako człowiek ciut starszy od Ciebie powiem Ci tak;
          To nie ma żadnego znaczenia z iloma kobietami sypialeś.
          Ważne jest to jakie były motywy tych zdarzeń.
          Jesli był to tylko seks to Twoje szanse na znalezienie prawdziwego uczucia i
          wytrwanie w partnerstwie ,moim zdaniem , sa niewielkie.
          Jesli natomiast zawsze kierowałeś sie uczuciami a zmiany partnerek powodowane
          były zmianami usytuowania tych uczuc to masz duża szanse na założenie pożądnej
          rodziny.
          Sypianie z byle kim , byle gdzie i byle jak wypaczy Ci charakter i i pozbawi
          wrażliwości.
          Bez wrazliwości niczego nie zbudujesz.
          To nie jest żadne wyszumienie to degradacja Twojego człowieczeństwa.
          Natomiast nawet częsta zmiana partnerek w młodości nie pozostawi wiekszej skazy
          na Twojej psychice jeżeli każdorazowo bedzie podbudowana uczuciem
          Taki facet nabiera dystansu do zmiany partnerek , wie że te zmiany wcale nie
          prowadzą do poprawy komfortu życia.
          Otakim facecie mówi się , że sie wyszumiał, i tylko wtedy ma to jakiś sens.
          Nie pchaj sie do łóżka bez uczucia!
          Reszte załatwi za Ciebie matka natura.
          • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:02
            > Sypianie z byle kim , byle gdzie i byle jak wypaczy Ci charakter i i pozbawi
            > wrażliwości.
            > Bez wrazliwości niczego nie zbudujesz.
            > To nie jest żadne wyszumienie to degradacja Twojego człowieczeństwa.
            > Natomiast nawet częsta zmiana partnerek w młodości nie pozostawi wiekszej
            skazy
            >
            > na Twojej psychice jeżeli każdorazowo bedzie podbudowana uczuciem



            No nareszcie ... doczekałam się czegoś mądrego na tym forum !!! :))
            Bynajmniej nie twierdzę, że wcześniej pisałeś same niemądre rzeczy :)))
            ale jednak co wiek to wiek i płynące z nim doświadczenia i mądrość
            życiowa,której nie mają wypowiadające się tutaj " emocjonalne małolaty" :))
            • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:10
              Ja na forum przewaznie wyglupiam sie, żadko piszę to co mysle.
              Natomiast na @ zupełnie odwrotnie zawsze pisze poważnie i nigdy sie nie
              wygłupiam.
              A tym razem cos mi się popiorkowalo
              To ta wiosna , o ktorej pisze metalicca, tak działa na starego rupiecia.
              • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:15
                :))) stary rupieć ? nie wolno tak się czuć :)
                poza tym, jeśli dostrzegasz że przyszła wiosna i czujesz to na własnej skórze
                to znaczy, że nie jest z Tobą tak źle ;)
              • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:18
                Jak na rupiecia, całkiem rozsądnie marudzisz!;0)
          • mouse_c Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:51
            smutas27 napisał:
            .
            > Jesli był to tylko seks to Twoje szanse na znalezienie prawdziwego uczucia i
            > wytrwanie w partnerstwie ,moim zdaniem , sa niewielkie.

            Strasznie generalizujesz. Jestes mądrym człowiekim z doświadczeniem życiowym
            ale to nie znaczy ,że nie możesz sie mylić .Poznałam parę ,małżeństwo .Ona
            inteligentna ,piękna młoda dziewczyna On trzydziestoparoletni , inteligentny
            (oszałamiająco przystojny:)) i bardzo mądry facet .Wczesniej skaczący z kwiatka
            na kwiatek ,jak sam twierdzi ,bez uczuć :) Nie był w żadnym stałym związku
            Okazuje sie ,że taki człowiek może kochać i to miłościa w tych czasach
            niespotykaną , szaloną powiedziałabym ..taką co to zdarza sie tylko w książkach
            ,na filmach.Twierdzi ,że miłość wyzwoliła w nim niespożyte siły ale to wszystko
            zależało od obiektu jego uczuć ,że na taką Kobiete czekał bardzo długo .
            To nie są tylko moje słowa a również słowa ludzi którzy ich bliżej znają i
            również twierdzą ,że nie spodziewali się ,że ten mężczyzna potrafi tak kochać .
            Obserwując ta parę ( innych małżeństw znam bardzo wiele) doszłam do wniosku ,że
            prawdziwa, wielka miłość jest osiągalna jedynie dla jednostek.
            Pozdrawiam


          • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:55
            Nie zgodzę się z Tobą:)
            Ważne są motywy, ale i wnioski płynące z tego, co po doświadczeniach.
            Jeśli motywem jest każdorazowo uczucie i zostaje ono zawiedzione, niespełnione,
            to... czasem tacy Mężczyźni (Kobiety również) stają się właśnie coraz bardziej
            wyprani z uczuć, z Człowieczeństwa. Cierpienie prowadzi Ich prostą drogą do
            utwierdzenia się na stanowisku: nie warto się angażować, lepiej "pukać" i
            chronić serce.
            Jeśli motywem jest sypianie dla przyjemności, to po jakimś czasie Mężczyzna
            czuje coraz większy niesmak i tęsknotę do czegoś, czego nie zna, a jednak
            wyczuwa. I właśnie kiedy spotyka Kobietę swojego życia - poznaje nowy smak
            seksu. Już nie jest to smak mechanicznych zabaw, ale dojrzałej fizycznej
            miłości, będącej odbiciem i dopełnieniem miłości emocjonalnej, duchowej.
            Poprzednie jest na tle nowego tak banalne i płaskie, że... przestaje istnieć.
            Ale - właśnie dzięki temu, że nastąpiła korelacja dwóch postaw i odczuć.

            Oczywiście, zarówno przykład Twój, jak i moje... są równoległe i nie ma
            definicji:) Napisałam to tylko dlatego, że... zgeneralizowałeś i poszedłeś w
            demagogię:) Ludzie są różni - działając z TYCH SAMYCH POBUDEK, zbierają
            rozmaite doświadczenia, z których wyciągają całkowicie RÓŻNIĄCE SIĘ od siebie
            WNIOSKI. A co za tym idzie - pomysły na dalszą drogę. Nie ma jednej słusznej i
            nie można klasyfikować, że Ktoś na pewno działając za młodu z niekoniecznie
            słusznych pobudek - nie dorośnie dzięki temu do słusznych, mądrych życiowych
            wniosków. I odwrotnie.

            Osobiście, jak najbardziej jestem za "Twoją opcją", ale to nie znaczy, że nie
            widzę innych i odbieram im słuszność, czy też sens, egzystencji (słuszność może
            być względna - chodzi o sferę intymną).
            Myślę, że wiem, skąd ten tok rozumowania, który dość często nam - młodszym -
            jest (ze szkodą, uważam) mało znany. Nasze pokolenia są już mocno konsumpcyjne.
            W każdej sferze życia. Starsze pokolenia podchodzą często do życia w myśl tezy
            kiedyś postawionej przez prof. Bartoszewskiego "Jeśli ktoś się urodził
            człowiekiem, to łatwiej być porządnym człowiekiem, niż świnią". Wy po prostu
            staracie się być przyzwoitymi Ludźmi. Częściej pamiętacie, co różni "opłaca
            się" od "warto". Choć miłość szczera do Rodziców, Dzieci, Partnera,
            przestrzeganie zasad moralnych w życiu i interesach często się "nie opłaca",
            to... jest niezaprzeczalnie WARTOŚCIĄ NIEPODLEGAJĄCĄ DYSKUSJI. Różnica jest
            jasna i daje możliwość ostrzejszego zarysowania DLA SIEBIE granicy między
            dobrem a złem. Jeszcze jedno Was wyróżnia - nie zapominacie (najczęściej) zadać
            sobie pytania "Czy postąpiłem słusznie?" i wyciągnięcia z odpowiedzi na nie
            istotnych, nawet gorzkich, wniosków. My o tym często zapominamy, idąc dalej,
            gdy most runął. A to błąd, bo sami z lenistwa i wygodnictwa odrzucamy darmową
            naukę, jaką daje nam Życie.

            Pozdrawiam na dzień dobry:)
            • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 12:58
              Czemu, jak ja napiszę 10 zdań, to mi nie chce wysłać i pisze, że mnie zbyt
              wiele, a Tobie całą książkę drukuje?Ja zgłaszam protest!
              • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:01
                Może ze względu na to, ze to dyskusja?:)) Raz tak miałam... klikałam do skutku,
                aż wlazło heh:)
                • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:07
                  Ja też klikałam i nic.Zaparło się, musiałam skracać.
                  • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:10
                    Dziwne:) Może... Bartoszewskiego się przestraszyło - w końcu autorytet:))))))
                    • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:15
                      Złośliwe!I tyle!
                      • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:22
                        Aaaaaaaaa.. no widzisz - i masz odpowiedź:) Swój swego zrozumie;))
                        • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:39
                          [p.s. co do @... się powtórzę po pierwsze: błąąąądyna:))))))); po drugie -
                          niee:)) Obywatel, którego wymieniłaś, nie robi ortografów, a wręcz je wytyka
                          Współrozmówcom, więc... kompletne pudło:)) Dziwi mnie, ze nie widzisz, Kto to:)
                          jest czytelny i to bardzo:) Co do Tamtego... nie wiem, bo Go rzadko czytywałam,
                          nie znam stylu, ale... to pewne??.... Sorry, że tędy, ale poczta mi nie
                          chodzi:///]
                          • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 14:04
                            Jestem w trakcie dochodzenia(nie w tym sensie!!!)jak sprawę zbadam, odpowiem.;0)
                            • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 14:27
                              Jednak jesteś większym zboczuchem, niż ja:)) Gdyby nie nawias, nie skojarzyłoby
                              mi się:)))
                              • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 14:29
                                Ja tak na zapas.
                                • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 14:32
                                  Tiaaa.. a jak uroczo teraz rzęskami macha Niewiniątko...;)))
                                  • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 15:14
                                    Palcem w bucie kiwam, nie rzęskami!Co ja, pantofelek jestem?
                  • metalicca Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 13:47
                    Nie mam pojęcia Til. Ani razu z czymś takim się nie spotkałem. Na żadnym forum.
                    Wprawdzie regulaminy piszą ze posty winny być krótkie, ale jeszcze takiego
                    przypadku nie miałem.:)))
                    • til1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 14:05
                      Za dużo gadam - ot co!
            • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 13:02
              To ,że sie ze mną nie zgadzasz to normalne, dzieli nas ogromna różnica wieku
              , zostalas wychowana juz w innych czasach.
              Piszesz o uczuciach niespełnionych czy zawiedzionych.To trochę nie tak.One
              zostają spełniona, i w pewnym znaczeniu 'wyeksploatowane" , wyczerpały sie.
              Z tym , że zebysmy sie dobrze rozumieli , chodzi mi o wszystkie uczucia łączące
              ludzi w znaczeniu pozytywnym.Czyli nie musi to byc wielka , szaleńcza
              miłość.Wystarczy czułośc, tkliwość , czy rózna z tych uczuc mieszanina.
              nigdy nie sypiałem z kobietą jesli nie żywiłem do nie żadnych uczuć i nigdy nie
              czułem sie okradany z człowieczeństwa.
              Wręcz przeciwnie, kazde zakończenie związku zawsze " odchorowywałm" ,
              zastanawiałem sie dlaczego związek rozpadł sie mimo , że żywiłem do tej kobiety
              silne uczucia.Nigduy nie przyszło mi do głowy , że mógłbym kogoś "puknąc".Po
              prostu nie mam takich potrzeb. Sex jako czynność oderwana od życia , od
              kobiety , od uczuc jest mi rzeczą niepotrzebna i nieznaną.Dla mnie ludzie
              którzy się pukaja traca 80% przyjemnosci.
              to tak jakbyś wzieła udko z kurczaka, obrała i wyrzuciła do smietnika mięso , a
              później zabrala się za ogryzanie kości .
              Można i tak ale to nie dla mnie.Ja lubie te mięso, ten ogromny pakiet uczuc ,
              przezyc , lęków i pragnień związanych z doprowadeniem do kontaktu fizycznego.
              Z dalszą częscią argumentacji nie zgadzam sie zdecydowanie.
              rozumujesz tak:facet ma być łajdakiem , traktowac kobiety a w sposób
              przedmiotowy, pukac je i to doprowadzi go do człowieczeństwa , do sacunku dla
              tej jedynej.Ja w to nie wierzę.Tego trzeba sie uczyc od małego , szacunku dla
              ludzi , dla ich indywidualności . Od małego uwielbialem kobiety , do dzis je
              uwielbiam, zawsze postrzegam je jako cos lepszego od siebie , nawet wtedy gdy
              wiem , że jest inaczej.Zachowanie dystansu w połaczeniu z szacunkiem i
              uwielbieniem sytuuje kobiete jako jako ideał , wart ponoszenia wszelkich ofiar
              celem dotarcia do niego.To popycha faceta do kroków uczciwych , przejrzystych,
              szlachetnych i po prostu pożądnych.Ja po prostu nie wieże , że mozna
              wychodować storczyki na kupie gnoju.
              To co napisałem było moim przemysleniem .
              Nie uzurpuje sobie prawa do jedynej prawdy.
              Ja tak mysle i w tym duchu udzieliłem rady młodemu człowiekowi , skora o to
              prosił. Konsumcyjność nie jest taka zła , chociaż ja mam minimalne potrzeby
              konsumpcyjne.Ale i tu trzeba zachowac umiar , smak i rozsądek.Nadmierna
              konsumpcja zawsze prowadzi do nudy i rozczarowań.Do tego cytatu z
              bartoszewskiego dodam Ci moje motto pochodzące z dorobku Ajzyka Slonimskera:
              Jesli nie wiesz jak sie zachować, zachowaj się przyzwoicie![nic dodac , nic
              ując.]
              Całe te rozważania o domniemanej różnicy między "oplaca sie" i "warto" są dla
              mnie niezrozumiałe.
              Z mojego długiego doświadczenia , zarówno w kontaktach osobistych jak i
              zawodowych , wynika , że takiego rozróżnienia nie ma.
              Warto być człowiekiem porządnym , uczciwym i przewidywalnym bo to sie po prostu
              opłaca!!!! W każdym tych słow znaczeniu.
              Działania nieuczciwe czy chocby plugawe mogą przynosic chwilowe profity ale
              ogólnie są zawsze nieopłacalne .
              Po kazdym uczynku zadzje sobie pytania typu:czy dobrze zrobiłem , czy mogłek
              zrobic lepiej, czy nikogo nie skrzywdziłem , czy powinienem dokonac jakis
              korekt w swoim postępowaniu, czy musze cos naprawić i setki innych.
              Bez takich rozmyslań nie umiał bym zyc.To jest sedno życia.Sedno
              człowieczenstwa.
              Pozdrawiam.
              • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 13:17
                To chyba nie jest kwestia wychowania w innych czasach, tylko wogóle
                wychowania - inne wartości, inne cele, inne podejście do wielu codziennych
                spraw. Ja jestem niewiele strasza od niej a żyję wg zasad, o których piszesz
                Ty. Rodzice mnie tego nauczyli a późniejsze obserwacje własne i doświadczenie
                tylko to potwierdziły ...
                • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 13:37
                  Ale to nie znaczy , ze mamy patent na madrość .
                  A juz na pewno nie możemy próbować innym narzucac swojego zdania .
                  Wiele z Jej argumentów jest dla mnie czytelnych , chociaz sie znimi nie zgadzam.
                  • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 13:53
                    Nikt nie ma patentu na mądrość,każdy zyje na swój rachunek i sam go płaci...
                    a pisałeś o zasadach,ja jedynie zauważyłam, że nie ma znaczenia różnica
                    pokoleń ...
                  • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 14:21
                    To nie są moje argumenty. Po prostu umiem zrozumieć Kogoś, Kto takie argumenty
                    podaje. Powiedziałam Ci już - Twoja opcja jest moją. Zauważam jednak i inne.
                    To, ze Ty wyciągałeś po kolejnych Związkach taklie, nie inne wnioski, nie
                    znaczy, że Ktoś właśnie tym samym nie wyprał się z uczuciowości, bo uznał, ze
                    lepiej nie czuć, niż cierpieć kolejny raz. Ludzie są różni. Nie oceniam, że
                    żyję bardziej wartościowo od Kogokolwiek. Ani - że mniej. Jedynie inaczej.
                    Pa.
              • zielonooka_bez_tyja Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 14:16
                Rozważania nie są moje. Są Profesora. Ja je jedynie streściłam.
                Przykład miałam tu - zresztą dlatego dalszą konwersację będę z Tobą prowadzić
                na @, nie nadaję się do takich miejsc. Kolejny raz się o tym przekonuję. Moim
                zdaniem przepraszać warto. Tą drogą, którą można dotrzeć do Adresata. Tu była
                jedyna droga do "celu", poza nią wszystkie zostały zamknięte. Ale czy się
                opłacało? Dowiedziałam się, że to samobiczowanie i chęć wywołania współczucia,
                bycia w centrum, więc... nie, nie OPŁACAŁO SIĘ, ale BYŁO WARTO, bo postąpiłam
                uczciwie, zamiast tkwić w kłamstwie i cieszyć się, że Ktoś się nie mści i
                mam "z głowy". Nieważne, że nie będzie reakcji. Nie po to się przeprasza.
                Pozdrawiam i... do "zobaczenia" na mailu.
                • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 14:35
                  zabrakło owacji na stojąco, braw i bisów...
                  gwiazda schodzi ze sceny niezadowolona ...
                  • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 17:11
                    Zostaw , prosze, Kokardko Zieloną w spokoju , bardzo Cie proszę.
                    Lubie Was obie i jest mi przykro z powodu Waszych kłutni.
                    Pozdrawiam.

                    • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 23.04.07, 10:32
                      Jeśli czytasz moje wpisy, to robisz to na własne ryzyko :))
                      • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 23.04.07, 10:35
                        Pozdrawiam.
                        Ale juz z ciezkim sercem.
                        • kookardka Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 23.04.07, 10:38
                          myslałam, że palec Cię boli,bo sam pchasz go między drzwi ;)
                          a Ty serce ciężkie masz, czemuż to ?
    • ela.buu Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 11:45
      co prawda pytasz facetow
      napisze krotko ja sie pred slubem wyszalalam on nie jestem jego piersza
      dziewczyna ale ja po zwiazkach a on w samotnosci dowiedzielismy sie co jest dla
      nas wazne i teraz mimo ze wybralismy inne drogi doszlismy do tego samego punktu
      nie ma jednej dobrej drogi
      musisz sam odkryc swoja
    • facettt bywa i tak jak piszesz, lecz czesciej Odwrotnie :) 19.04.07, 14:17
      bywa i tak jak piszesz (ludzie sa rozni...)

      Czesciej jednak odwrotnie...
      Kto s, kto mowi, zew chce sie wyszalec...
      ma sklonnosci do szalenstw, po prostu...

      do tego zdobywa doswiadczenie (jak zapoznawac szybko nowe kobiety)
      i wchodzi mu to "w krew"...
      A potem zostaje, niekiedy do poznego wieku :)))
      • iwona334 Re: bywa i tak jak piszesz, lecz czesciej Odwrotn 20.04.07, 13:43
        Mowisz, ze czym skorupka za mlodu nasiaknie, tym na starosc pachnie??? :)))
        • ania.downar Re: bywa i tak jak piszesz, lecz czesciej Odwrotn 20.04.07, 14:24
          Raczej o pewne predyspozycje chodzi.
          • facettt obie macie racje. 20.04.07, 15:07


            chodzi i o predyspozycje, ale by dojsc do wprawy potrzebne sa i cwiczenia :)))

            To podobnie jak w sztuce:

            by zostac Mistrzem - trzeba miec talent.
            Ale sam talent nie wystarczy, trzeba go rozwinac i uksztaltowac
            poprzez prace :)))
    • eeela Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 19.04.07, 15:23
      Z mojego punktu widzenia i na podstawie moich doswiadczen wydaje mi sie, ze nie
      w samym seksie sens tego 'wyszalenia sie' tkwi, ale takze w doswiadczeniu czysto
      emocjonalnym oraz interakcyjnym.

      Czlowiek jak sie troche poobija w interakcjach z kilkoma osobnikami, doswiadczy
      i dobrych, i zlych emocji, nabedzie wiedzy i doswiadczenia, lepiej jest w stanie
      ocenic i DOCENIC, gdy w koncu trafi na osobe, z ktora bedzie w stanie przejsc
      przez reszte zycia. Gdybym nie miala wczesniejszego doswiadczenia z bardzo
      trudnym partnerem, w bardzo burzliwym zwiazku, nie cenilabym tak gleboko tego,
      ktorego mam teraz, nie bylabym w stanie dostrzec, jak wiele ma wspanialych
      zalet, i byc moze konflikty o rzucanie skarpetek na podloge przeslonilyby mi
      istote tego czlowieka, jaka jest cieplo, wyrozumialosc, szacunek i umilowanie
      spokoju. Tak ze w rezultacie bardzo wdzieczna jestem losowi, ze najpierw mi
      rzucil ciezkie klody pod nogi, abym pozniej mogla docenic walory spaceru po
      miekkim mchu, nawet jesli czasem dziabnie mnie w nim mrowka ;-)
      • smutas27 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 13:33
        Zawsze z bardzo dużą przyjemnościa czytam Twoje posty .
        Nigdy sie pod nimi nie podpisuje bo , moim zdaniem , forum nie jest miejscem do
        toczenia dyskusji na poziomie który narzucasz.
        Ale tym razem nie umiem sie powstrzymac.
        Piszesz , ze rzucanie skarpetek na podłoge nie przeslania Ci .... szacunku.
        To dla mnie niepojete.
        Od czasu gdy skonczyłem 7 lat nikt nie pral mi skarpetek.
        Dla mnie pranie własnej bielizny osobistej jest bezdyskusyjnym obowiązkiem
        każdego faceta.To może nawet nie dotyczy szacunku okazywanego kobiecie , to
        szacunek do samego siebie.
        Pozdrawiam.
        • eeela Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 21:30
          Dziekuje za zgrabny komplement, przeczytalam go z prawdziwa przyjemnoscia.

          Co do spraw przyziemnych, czyli skarpetek, to sam - byc moze nieswiadomie -
          podkresliles, ze jest to sprawa wychowania i przyzwyczajenia.
          Kwestia wychowania i przyzwyczajen kandydata na stalego partnera jest bardzo,
          bardzo wazna. Jesli zaniedbano wyrobienia przyzwyczajenia, ze kobiety sie nie
          bije, ze nie obraza sie jej matki, ze nie wyszydza sie jej gustow, intelektu,
          wygladu, zamilowan - to dyskwalifikuje mezczyzne na calej linii. Jesli zas
          wyrobiono w nim dobre nawyki w kwestiach waznych, ale pominieto kwestie
          skarpetek - naprawde nie widze problemu.
    • nemo1968 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 20.04.07, 19:29
      Szanowny Kolego,

      bez pospiechu, jeżeli masz 20 lat, to Twoja przyszła żona chodzi dopiero do
      przedszkola, bo ma 5 lat ! Najlepszy wiek dla mężczyzny do założenia rodziny to
      do ukończenia 39 roku życia. Powinien wowczas wybrać partnerkę na resztę życia
      o wieku do 25 lat. Taki związek będzie dla obojga najlepszy :).
      Mężczyzna do 39 roku życia powinien poznać i mieć wiele kobiet, tak, aby
      dokonać w odpowiedniej chwili dobrego wyboru.
      Musisz tylko pamiętać, aby się nie zapuścić i dbać o atrakcyjny wygląd i
      trzymać klasę, bo Ci się możliwości selekcji zawężą.
      Pozdrawiam,
      Szczerze radzę - bez pośpiechu :)
      nemo ;)
      • zdzichu-nr1 Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 21.04.07, 12:45
        nemo1968 napisał:

        > Szanowny Kolego,
        >
        > bez pospiechu, jeżeli masz 20 lat, to Twoja przyszła żona chodzi dopiero do
        > przedszkola, bo ma 5 lat ! Najlepszy wiek dla mężczyzny do założenia rodziny to
        >
        > do ukończenia 39 roku życia. Powinien wowczas wybrać partnerkę na resztę życia
        > o wieku do 25 lat. Taki związek będzie dla obojga najlepszy :).

        Czyżby? Gdy partnerkę kilka lat młodszą zamieniłem na nowy extra model młodszy o
        lat 15, efektem były tylko seksualne frustracje. Nie wszystko złoto, co się
        świeci, a kobieta dojrzała też ma coś do zaproponowania.
        • 30_letni Re: pytanie o tzw. "wyszalenie sie za mlodu" 21.04.07, 12:57
          Nie ma gwarancji, że facet, który się wyszlaja za młodu, potem będzie wierny,
          nie w tym rzecz. Miałem 24 lata kiedy poznałem fantastyczną dziewczynę. Z mety
          przestały dla mnie istnieć inne kobiety.
        • nemo1968 Suplement 21.04.07, 22:22
          Oczywiscie, że nigdy nie ma gwarancji :(. Ja nie mam na mysli zamiany
          partnerki, tylko swiadome nie żenienie sie do 40-stki.
          - facet tuz przed 40-tka jak jest w miare rozgarniety to ma juz dochody, lub
          majatek, lub jedno i drugie. Moze zonie zaproponowac stabilizacje finansową i
          odpowiedni poziom zycia. Dla wielu kobiet to wazny argument. Nic tak nie scala
          zwiazku, lub go psuje jak ciagle klopoty finansowe. Takiego mezczyzne stac juz
          na dziecia ona moze je urodzic :)
          - dziewczyna ok 25 lat jest już "przetarta" ;). I przewrotnie nie mam na mysli
          spraw cielesnych, tylko to, ze czesto ma juz za sobą jakis zwiazek, ma
          doswiadczenia w byciu z kims, czesto silnie potrzebuje stabilizacji, milosci,
          poczucia bezpieczenstwa. Spelnia warunki kandydatki do powaznego zwiazku.
          - dla 40 latka kobieta 25 - letnia jest jak ambrozja, zawrot glowy i potezny
          kop emocjonalny. Odmladza :).
          - dla niej on jest opiekunem, mentorem, przyjacielem i partnerem. Ona mu ufa i
          czuje do niego szacunek, chocby z uwagi na wieksze doswiadczenie zyciowe. Ma w
          nim oparcie.
          - 40-latek mający zone 25-letnią nie bedzie szukał wrazeń "na miescie" i
          podrywal kolezanek z pracy (juz ma ten okres romansow i przelotnych zwiazkow za
          soba)
          - po 10 latach mają dwoje dzieci, on-50 latek w sile wieku (tenis, plywanie,
          żagle), ona ma 35 lat - w tym wieku dla niej poderwanie kogos graniczy z
          cudem :)
          - po 20 latach, dzieci wkraczają w wiek samodzielnosci, on ma 60 lat, ona 45
          lat - maja przed sobą ładnych kilka lat wspolnego życia, podrozy, itd.

          Ładny scenariusz ? Prosze o krytyczne uwagi ... :))
          • 2ql4u Re: Suplement 21.04.07, 23:03
            Przedstawiles w moim mniemaniu kapitalny schemat.
            Niestety malo realny do wykonania bo zycie jest zbyt kruche i ulotne aby ludzie
            mogli sobie odkladac powazny zwiazek w tak odlegla przyszlosc.
            Na dodatek ciagu tych 15 lat aktywnego wspolzycia z roznymi kobietami jest
            bardzo duza szansa, ze znajdziesz taka, ktora w niewiadomo jaki sposob obroci
            caly twoj misterny plan w wióry... One to potrafia!
            • nemo1968 Re: Suplement 21.04.07, 23:11
              Cóż, też zauważyłem, że pomysł ciekawy, tylko niezbyt realny....
              Z tym, że jezeli sobie zalozyc, ze żenię się przed 40-tką, a jednak stane sie
              to wczesniej, to przynajmniej mozna miec satysfakcję, ze spotkalo sie taką, że
              nie ma na co czekać ! I to jest zaleta tego spokojnego podejscia.
              PS Dziekuje, ze jedyna Twoja krytyka dotyczyla nierealnosci "planu" :)
              • 2ql4u Re: Suplement 22.04.07, 21:04
                Jak powiedziałem - uważam, że sam plan jest świetny i szczęśliwi Ci, ktorym tak
                sie życie potoczyło (choć w innych przypadkach tez moze byc niezle) :)
                Pozdrawiam
          • eeela Re: Suplement 22.04.07, 14:18
            ona ma 35 lat - w tym wieku dla niej poderwanie kogos graniczy z
            > cudem :)

            Ale zes walnal durnote, chlopie, nie ma co :-)
            • ania.downar Re: Suplement 22.04.07, 21:40
              To tylko jedna z wielu :-)
              Inne: mlode kobiety lubia rownie mlode, jedrne ciala (mlodzi mezczyzni potrafia
              byc swietni w lozku). W wieku lat 50-ciu mezczyzna moze miec juz problemy z
              erekcja, bez wzgledu a ilosc sportu jaka uprawia. Nawet jesli ich nie ma,
              kobiecie 35-letniej trudno dotrzymac kroku w tej kwestii. I nie jest jej trudno
              poznac kogos.
              Juz pomijam cala kwestie tego, ze swiat 25-latki i 40-latka to dwie rozne
              planety.

              Ale plan teoretycznie jest doskonaly :-)
              • zdzichu-nr1 Pobożne życzenia odnośnie związku z młódką 22.04.07, 23:30
                Ten plan opiera się na stereotypach. Ja go ćwiczyłem w praktyce i wcale nie jest
                tak różowo.

                1. Pierwszy mit, to seks. Fajnie jest incydentalnie bzyknąć dwudziestkę na boku,
                ale mieć ją na codzień to zupełnie co innego. Doświadczona, świadoma swej
                seksualności trzydziecha, a młoda dwudziestolatka to kompletnie inne światy. I
                choćby ta młoda rozkładała nogi na każde zawołanie, po prostu nie jest w stanie
                tak przeżywać i smakować seksu jak "stary model".
                PS. Oczywiście, mówię tu o konkretnej (własnej) sytuacji, kiedy zarówno "stary",
                jak i "nowy" model to super-extra-laski z najwyższej półki. Doskonale rozumiem,
                że jakiś Pan może odlecieć seksualnie, kiedy grubawą zapuszczoną żonę "wymieni"
                na szczupłą młodą dziewczynę, mimo że obiektywnie ta druga niewiele umie w łóżku.

                2. Problem nr 2 to życiowa nadaktywność młodych dziewczyn. Facet po 30stce chce
                tak naprawdę jednego - SPOKOJU. A Ona chce - imprez, dyskotek, kolorowej orgii
                świateł, ciekawego życia... Dojrzały facet na alkoholowym speedzie może jeden
                raz na siłę spędzić całą noc na parkiecie w dyskotece, ale nie będzie tego robił
                codziennie. I już jest problem...

                3. Problem nr 3 to znajomi. Trudno dojrzałemu facetowi przyjaźnić się z samymi
                siusiumajtkami, o dwudziestoletnich chłopaczkach nie wspominając. Z kolei żony
                kolegów reagują histerycznie na młodą, traktując ją jako zagrożenie
                (przyprowadzi koleżanki? a może "mojemu" też odbije i weźmie przykład? itp.).
                Ona źle się czuje w towarzystwie ludzi starszych od niej o 20 lat, co dziwne nie
                jest...

                4. Problem nr 4 to zależność finansowa. Jeśli ta młoda ma odrobinę honoru i nie
                leci wyłącznie na portfel, to po prostu źle się czuje sama nie zarabiając i
                będąc totalnie zależna finansowo od faceta. W dodatku ma od razu postawioną
                wysoko poprzeczkę, dość wysoki standard życia, któremu sama -nawet jeśli zaczyna
                już zarabiać- bardzo długo nijak nie sprosta.

                5. Problem nr 5 - dzieci. Albo już istniejące z jego poprzednich związków, albo
                te przyszłe, bo ochota na nie zwykle nie nadchodzi w tym samym momencie.

                6. Problem nr 6 starość......

                Itp. itd.
                • mike2005 Do zdzicha-nr1 22.04.07, 23:57
                  zdzichu-nr1 napisał:

                  > Ten plan opiera się na stereotypach. Ja go ćwiczyłem w praktyce i wcale nie jest
                  > tak różowo.
                  > 1. Pierwszy mit, to seks. Fajnie jest incydentalnie bzyknąć dwudziestkę na boku
                  > ale mieć ją na codzień to zupełnie co innego.

                  (...)

                  > 3. Problem nr 3 to znajomi. Trudno dojrzałemu facetowi przyjaźnić się z samymi
                  > siusiumajtkami, o dwudziestoletnich chłopaczkach nie wspominając. Z kolei żony
                  > kolegów reagują histerycznie na młodą, traktując ją jako zagrożenie
                  > (przyprowadzi koleżanki? a może "mojemu" też odbije i weźmie przykład? itp.).
                  > Ona źle się czuje w towarzystwie ludzi starszych od niej o 20 lat, co dziwne nie
                  > jest...
                  > 4. Problem nr 4 to zależność finansowa. Jeśli ta młoda ma odrobinę honoru i nie
                  > leci wyłącznie na portfel, to po prostu źle się czuje sama nie zarabiając i
                  > będąc totalnie zależna finansowo od faceta. W dodatku ma od razu postawioną
                  > wysoko poprzeczkę, dość wysoki standard życia, któremu sama -nawet jeśli zaczyna
                  > już zarabiać- bardzo długo nijak nie sprosta.

                  W pewnym sensie ciekawe jest to, co piszesz, ale co w takim razie sądzisz np. o
                  takim Piotrze Rubiku (wiek ok. 40 lat), który związał się z dziewczyną ok. 2
                  razy młodszą i się specjalnie dla niej przeprowadził do innego miasta? Czy twoim
                  zdaniem taki związek skazany jest na niepowodzenie? Poużywa sobie z małolatą, a
                  potem zmieni na młodszy model? Moim zdaniem wcale niekoniecznie tak musi być.
                  • zdzichu-nr1 Re: Do zdzicha-nr1 23.04.07, 21:59
                    mike2005 napisał:

                    > W pewnym sensie ciekawe jest to, co piszesz, ale co w takim razie sądzisz np.
                    > o takim Piotrze Rubiku /.../

                    No cóż, Rubik to przypadek szczególny, nie bardzo nadający się do uogólnień. Jak
                    każdy artysta jest napuchnięty ciężką miłością własną. Do tego po fizycznej
                    metamorfozie za grube pieniądze... jak tu oceniać coś takiego? W zasadzie On
                    głównie ćwiczy własne ego i odbija sobie stracone -w jego mniemaniu- lata, kiedy
                    to był smętnym grubasem z przedziałkiem na włosach. Stąd te motory, fanki,
                    pseudo-sportowy design itp. Z Panią_byłą_miss obopólnie zaspokajają swoje
                    egocentryczne potrzeby, więc związek może trwać długo. Ale to nie jest materiał
                    na wzorzec życiowy dla Kowalskich.
                • nemo1968 Re: Pobożne życzenia odnośnie związku z młódką 23.04.07, 10:54
                  Zdzichu,

                  mam respekt dla Twoich doświadczeń, bo w przeciwieństwie do mnie piszesz to co
                  sam przezyłeś, a nie spekulujesz, co by było gdyby...
                  Z tego, co pamiętam, Ty z wyszedłeś z małżeństwa w nowy związek. Ja mam na
                  mysli świadome, celowe traktowanie przez mężczyznę zwiazków przed 40 tką jako
                  wzbogacających go, ale nie definiujących mu reszty życia. Wiem, że to dla
                  kobiet brzmi mocno, bo je uprzedmiotawia, ale tylko tu sobie gawędzimy, więc -
                  dziewczyny - bez urazy :).
                  Mysle, ze Twoje doswiadczenie, to miłość do młodszej kobiety, zauroczenie,
                  powiew świerzości - to wszystko, co sprawia, że zapomina się gdzie i jak się
                  żyje. To może być bolesne doświadczenie, mocno destruktywne.
                  Ja mam na myśli świadome wybranie kobiety (i pokochanie) na resztę zycia.
                  Proponuję tuz przed 40-tką szukac żony, partnerki na resztę lat. Taka kobieta
                  musi mieć inne cechy, zarówno fizyczne, jaki i psychiczne niż kochanka.
                  Idzie mi o budowanie związku i partnerstwa na wiele lat, a nie szybie
                  zauroczenie, które może równie szybko przeminąć jak nadeszło.
                  W ten sposób chciałem też uzupełnić wątek "wyszalenia się za młodu" ale z
                  trochę innej perpektywy.
                  pozdrawiam
                  • zdzichu-nr1 Re: Pobożne życzenia odnośnie związku z młódką 23.04.07, 22:10
                    Nemo1968, można oczywiście szukać po raz pierwszy żony przed czterdziestką, ale
                    jak dotrwać do tego wieku bez przychówku, zaszłości z byłymi partnerkami, albo
                    na odwrót - bez starokawalerskich nawyków?

                    Budowanie związku i partnerstwa na wiele lat przy dużej różnicy wieku nie jest
                    łatwe, bo stawia strony w bardzo nierównoprawnej pozycji. Poza tym, coby nie
                    mówić, to jednak im jesteś starszy, tym bardziej Twoim podstawowym atrybutem
                    staje się portfel. Smutne to, ale prawdziwe.

                    Co do trwałości uczuć, to facet przed czterdziestką, owszem dojrzał do takowych,
                    ale niestety trudno o coś takiego u dwudziestolatki. To właśnie ona może się li
                    tylko zauroczyć, nabełtać Ci w głowie, a potem z uśmiechem sobie odejść
                    wywracając w międzyczasie Twoje życie do góry nogami. Zresztą w ogóle - przed
                    nią wszystko stoi otworem, może zrobić w każdej chwili co zechce, a Twój czas
                    już powoli wycieka...

                    Owszem, może być cudownie, ale duża różnica wieku to wielkie wyzwanie. Pozdrawiam

            • nemo1968 Re: Suplement 23.04.07, 10:45
              Spoks, to kij w mrowisko, patrz na to przez palce...;)
              • eeela Re: Suplement 23.04.07, 13:11
                Ok, pojelam to, ale przy takiej herezji nie moglam sie powstrzymac. Moja rodzona
                macierz zlapala calkiem fajnego meza w wieku lat 35 jako rozwodka z dzieckiem. A
                i przedtem nie narzekala na brak zainteresowania :-)
          • mouse_c Re: Suplement 23.04.07, 00:43
            nemo1968 napisał:
            >
            > Ładny scenariusz ? Prosze o krytyczne uwagi ... :))
            Nie mam uwag :)Zadnych! Znam taka parę -On 36 lat Ona 23 lata:) wspaniałe
            małżeństwo:)
            Nie moje niestety :( ja troszeczkę starsza jestem :)pozdr. dobranoc
            • zarazpl Re: Suplement 24.04.07, 12:34
              > > Ładny scenariusz ? Prosze o krytyczne uwagi ... :))
              > Nie mam uwag :)Zadnych! Znam taka parę -On 36 lat Ona 23 lata:) wspaniałe
              > małżeństwo:)
              Wszedzie dobrze gdzie NAS nie ma;-)))

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka