Dodaj do ulubionych

Bajeczka z jelitkiem w tle

25.11.04, 07:38
Janusz M. nigdy nie był w górach. Od małego dziecka rodzice zabierali go
tylko nad morze. Górskie powietrze jest za ostre - mówili. Teraz miał 50 lat,
pokaźne konto bankowe - postanowił wreszcie poznać piękno górskiego
krajobrazu. Spakował się więc i wsiadł do autobusu, który jechał aż pod same
hale. Gdy wysiadł na miejscu - przed nim rozpostarł się piękny widok.
Ośnieżone pasmo górskie wybijało się wysoko ponad chmury. Przeciągnął się i
wciągnął głęboko w płuca ostre jak brzytwa powietrze, które odcięło mu głowę.
Obserwuj wątek
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 08:43
      Konstanty B. wstał o 7.00 rano. Dokonał starannej toalety, odział się i spożył
      pożywne śniadanie. Zadzwonił do rodziców paląc papierosa, potem wypił kawę i
      przejrzał poranną prasę. Gdy nadszedł czas wyjścia do pracy - ubrał się w
      palto, szalik i rękawiczki, wzuł buty i znikł.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 08:51
      Jego uwagę przykuła staruszka, która stała na przejściu przez szyny tramwajowe,
      bojąc się najwidoczniej przejść. Był uprzejmy, więc podszedł do niej i
      zaproponował pomoc. Zgodziła się z ulgą, komplementując jego zachowanie. Gdy
      byli już na torach, złapała go mocno za ramię i przytrzymała dotąd, aż
      nadjechał tramwaj i rozsmarował go na przestrzeni 200 metrów. Wtedy dopiero
      powoli i niepewnie przeszła na drugą stronę i udała się na roraty.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 12:17
      Dziś na obiad będzie tatuś - powiedziała do dzieci mama - stojąc w dzwiach do
      jadalni. Cała zbryzgana była krwią, na podomce miała strzępy skóry z kłębkami
      włosów, a w ręku szczerbaty nóż. Za nią, w kuchni, widać było na podłodze nogi,
      które wystawały zza lodówki. Część ciała powyżej kolan była niewidoczna - wtedy
      jeszcze nie wiedziały, że jej wogóle nie ma. Nogi wyglądały normalnie - z
      wyjątkiem tego, że u jednej brakowało stopy. Z kikuta wystawały kości
      postrzępione od razów topora, którym ją oddzielono. Krwi ma meblach nie było
      dużo - więcej było jej na babci, która ciągnęła do sypialni korpus. Mama
      cofnęła się do kuchni, wzięła nogi i wróciła do dzieci. "Dam Wam prezent" -
      rzekła - po czym z rozmachem wkroiła się w ciało. Gdy nóż utknął w kości -
      użyła tasaka - i już wnet trzymała w dłoniach oba kolana, które to wręczyła
      pociechom. Trzeba pomóc teraz babci - powiedziała. Gdy weszły do pokoju,
      zastały tam babunię, która przygotowała już stół. Leżał na nim tułów. Oooo -
      dobrze, że jesteście - ucieszyła się - pomożecie przy patroszeniu. Gdy dzieci
      się ociągały - dodała - "nie bójcie się, bo przypominacie Waszego
      ojca". "Strasznie wył, gdy źle trafiłam go siekierą" - dodała z szelmowskim
      uśmieszkiem. Zbliżyła się do ciała i zaczęła wyjmować jelita ze środka.
      Podawała je dzieciom, które musiały biegać z nimi do kuchni i wrzucać do garnka
      z zupą, by zgodnie z twierdzeniem babci nadać jej swoistego, mięsnego wyrazu.
      Cały czas przy tym marudziła, że ojciec przeszkadzał jej się szybko z nim
      sprawić, a jak było po wszystkim - to w dodatku nabrudził na posadzkę. Nie
      zdążyła dodać nic więcej, bo pobliska eksplozja bomby atomowej zdmuchnęła całą
      okolicę.
      • bmwariat Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 12:36
        bawisz się w S. Kinga?:)
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 12:52
      Nie, King takiej rzezi nie uprawia. Lubię sobie czasami kogoś rozczłonkować na
      papierze, najlepiej za pomocą staruszki z modlitewnikiem w jednej, a piłą
      fańcuchową w drugiej rączce.
      • bmwariat Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 13:40
        Ktoś mi powie jak wygląda sytuacja na drogach w Ostrowcu i okolicach(od strony
        Warszawy), gdyż mam zamiar jutro wracać i nie wiem ile mi to zajmie?W Warszawie
        teraz śnieg pada, ale lekko.
        Dzięki z góry
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 14:02
      Ogólnie sytuacja wygląda tragicznie. Staruszek zabrał się okazją do Wawy, ale w
      okolicach Iłży zaczął już jeść. Jak dojeżdżali do Janek, to gość pękł w
      szoferce i zachlapał kierowcy całą przednią szybę. Wszędzie był. A kierowca też
      frajer, zamiast zjechać spokojnie na pobocze i go wytrzeć to wdusił hamulec na
      siłę. Rzuciło go na drugi pas, którym akurat jechał autobus z pielgrzymką do
      źródełka - zapakowany staruszkami. Kierowca auobusu wyskoczył w biegu i asfalt
      znizał mu całą skórę. Autokar bez kierowcy pokonał rów i wje..bał się do sadu.
      Podobno wnętrze przypominało połączenie mielonki z jogurtem. Drogę zamknęli,
      ale podobno budują objazd przez Poronin. Ewentualnie spróbuj przez e-mail się
      dostać. Pozdrawiam.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 25.11.04, 18:55
      Aha - sorry, ale w ostatnich Wiadomościach usłyszałem, że objazd przez Poronin
      już nieaktualny - tam też była rzeź - Św. Mikołaj zaatakował znienacka personel
      przedszkola, gdy odmówiono mu podania ciepłej strawy po skończonej zabawie
      choinkowej. Były trupy. Podobno zabarykadował się w środku z dwoma przygodnie
      poznanymi tlenionymi indykami i wypuści jeńców, jak wójt Tarnowa Podgórskiego
      zapewni Ciechocinkowi dostęp do morza. Tak więc próbuj z Wawy uciekać na oklep
      kobyłą. Jak Ci się uda - reaktywuję na Targówku ruch oporu. Salute.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 26.11.04, 18:16
      Popołudniowy spacerek z jamniczkiem zakończył się dla 13-to letnij Elwirki dość
      tragicznie. A to dlatego, że jamniczek zapomniał z domu kagańca i smyczy dla
      Elwirki. Tak więc kiedy ukąsiła przechodzącą obok kobietę w kostkę - jamniczek
      musiał dać jej klapsa i wrócić z nią do domu.
      • raskarba Pytanie w sprawie bajeczek... 26.11.04, 19:34
        Historyjki te przypominaja mi ogolnie w klimacie (czarny, turpistyczny humor)i
        swej przewrotnosci opowiadania autorstwa niejakiego Rolanda Topora (to wedlug
        jego prozy powstal film pod tytulem "Lokator" w rezyserii Romana Polanskiego).
        Czy sam je wymyslasz ?
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 26.11.04, 21:15
      No tak - Topor. Co ja poradzę, że jak byłem mały to natknąłem się na strychu na
      stare roczniki "Przekroju", w którym to ongiś Topor zamieszczał swoje szkice
      tudzież opowiastki. Jak przeczytałem o "psie, który był naprawdę bardzo zły" to
      coś musiało się zerwać w moim małym móżdżku. Co ja poradzę, że najlepsze
      komedie to dla mnie horrory i że uwielbiam pisać o jelitach. A tak na serio to
      Ci powiem, że mam tych opowiastek z 10 zeszytów, każdy po 100 kartek. Viva la
      gilotyna.
      P.S. Oczywiście, że nie sam - pomagają mi w tym głosy.
      • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 27.11.04, 03:17
        A wiesz, ze ja jakos tego Topora w "Przekroju" nie moge sobie przypomniec...
        Powaznie publikowali tam jakies jego teksty ? A jesli tak, to kiedy to bylo,
        mniej wiecej ?
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 27.11.04, 04:30
      To było gdzieś w okolicach 1975-85, nie pamiętam dokładnie.
      • raskarba Czekam na nastepne bajeczki 27.11.04, 17:52
        :)
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 28.11.04, 19:25
      Było to dawno, dawno temu w cudownej krainie mlekiem i miodem płynącej. Żyła
      tam sobie spokojnie i sielankowo pewna krówka, której dobrzy ludzie dali na
      imię Wanda. Czasami też wołali na nią Mućka - ale tylko wtedy, kiedy
      dobrowolnie nie chciała zejść z pastwiska. Aż pewnego słonecznego dnia dobry
      gospodarz się wkurwił i odpierdolił jej łeb toporem.
      • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 29.11.04, 02:32
        No i, chcac, nie chcac - znow zalecialo Toporem...
        • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 29.11.04, 14:45
          I to doslownie i w przenosni.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 01.12.04, 11:48
      Nazywam się Walery Boczek, bo zawsze byłem pulchny i na twarzy różowy. Mam 78
      lat. Mocz oddaję prawie zawsze i regularnie o 7.30 rano. Czasem, co muszę z
      przykrością przyznać - moczę się. Zdarza mi się to niestety także wtedy, gdy
      jestem w ruchu, nieomalże pod drzwiami ubikacji. Lecz pocieszam się faktem, że
      mój najlepszy kolega - Jaś Pyrek - także to robi.
      Jak co dzień rano, nagi, rozpoczynam preparowanie śniadanka. Zagotowuję mleko,
      zapuszczam parę kropelek uryny doń, a zanim ostygnie, staram się zwrócić na
      siebie uwagę sąsiadki i przechodniów wystając w oknie.
      Czatując nań.
      Mleko tymczasem ostygło, więc sporządziłem sobie dwa tosty, które natychmiast
      spożyłem i popiłem sobie zdrowo zimnym już teraz mlekiem. Uradowany
      wypełnieniem żołądka udałem się w kierunku łazienki, aby zaaplikować sobie
      solidną porcję prochów. Jak co dzień.
      Po zażyciu lekarstw poczułem się trochę nieswojo, więc udałem się do ubikacji w
      celu wypróżnienia. Zajęty kontemplacją płynącą z procesu defekacji nie
      dostrzegłem z początku GO. Ale gdy GO ujrzałem, targnęły mną mocne torsje i
      skurcze pośladków. Poczułem, że coś w mojej głowie bezgłośnie pęka. Poczułem
      żądzę destrukcji i eksternimacji. W dziwacznym widzie zacząłem tłuc swoją
      sztuczną szczęką kafelki na ścianie klozetu. A to był dopiero początek. Moimi
      ofiarami stawały się po kolei: najnowszy model umywalki z Carrefoura, lustro ze
      szkła holenderskiego - to w łazience - a gdy wybiegłem do kuchni - talerze i
      kubki. Zaatakowałem lodówkę. Chwyciłem kuchenkę mikrofalową i chciałem cisnąć
      nią o podłogę, gdy kątem oka dostrzegłem spoczywający na blacie stołu nóż do
      pieczywa......
      Ocknąłem się i spostrzegłem, że znajduję się leżąc na zimnej podłodze w pokoju
      jadalnym, wciąż nagi. Obok mnie walały się szczątki mebli, porwane firanki
      zwisały żałośnie, słyszałem także głosy.
      Nagle agresywny dźwięk rozdarł panującą ciszę atakując moje bębenki. Hałas,
      który z początku wydał mi się waleniem młota w gong, przerodził się po dłuższej
      chwili w...... pukanie.
      Pukanie do drzwi.
      W jednej chwili stałem się trzeźwo myślącym człowiekiem, poderwałem się na
      równe nogi, podsunąłem się niczym cień do drzwi i spojrzałem przez wizjer.
      Po drugiej stronie rozpoznałem nikogo innego, jak mojego serdecznego druha,
      wspomnianego już wcześniej Jasia Pyrka.
      Wpuściłem go do środka i powitałem z należnymi honorami. Ruszyliśmy do kuchni,
      gdy głosy pojawiły się ponownie. Teraz były wyzaźne i rozumiałem ich sens.
      Kazały mi dokonywać zniszczeń i pić...pić....pić krew. Dużo krwi.
      Zwieracze lekko popuściły i po chwili poczułem w nogawkach ICH obecność.
      FEKALIA.
      Teraz stawały się wręcz pożądane. Wiedziałem i czułem, że są nieodłączną częścią
      mnie. Gdy ekstramenta sięgnęły posadzki, znalazłem wyjście w tej samej chwili,
      w której dostrzegłem TOPÓR. Chwyciłem go pewnie i zadawałem ciosy - mnóstwo
      ciosów. Bryzgająca, szkarłatna krew oplotła mą twarz.
      Roześmiałem się ekstatycznie, a ma dłoń poczęła błądzić w okolicach mych
      wystrzyżonych genitalii.
      Była ósma. Właściwie trzy po.
      CDN.....
      • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 02.12.04, 08:00
        Ta bajeczka jest wyjatkowo... standardowo wprost nie dajaca sie lubic. Czy taki
        miales cel piszac ja ? To nie znaczy, ze mnie sie zupelnie nie podoba.
        Zastanawia mnie tylko to, dlaczego (jesli to w ogole da sie wyjasnic) w twoich
        historiach tak malo jest akcentow choc odrobine pozytywnych. Chyba, ze piszesz
        to z jednym TOTALNYM przymruzeniem oka i dobrze sie przy tym bawisz...
        Przepraszam, nie mam nic zlego ,ani zlosliwego na mysli (sam wprost uwielbiam
        dobre HORRORY), to takie sobie pytanie doszukujace sie logiki we wszystkim, co
        nas otacza.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 01.12.04, 12:04
      Wizje.
      Wizje były najpierw.....
      CDN.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 02.12.04, 11:41
      Taaakkk, piszę je z totalnym przymrużeniem oka - i tak trzeba je odbierać. A
      bawię się przy tym wspaniale - serio. Taka bestialsko surrealistyczna
      opowiastka luzuje mnie lepiej niż dobry joint. Free your mind.
      P.S. Mam nogi.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 02.12.04, 12:24
      Wizje, które mówiły mi, żem nieśmiertelny. Nanizałem się więc na nadziak i tera
      mam problem. Leżę na podłodze we własnym małym mieszkanku, a obok mam swoje
      jelita. Bardzo boli. Nabrudziłem już dostatecznie, bo zwieracze nie podlegają
      mojej kontroli. Zimno mi. Jeszcze brudzę. Coś jest nie tak. Pomocy.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 02.12.04, 18:19
      No kurna - czemu tego nikt nie czyta?
      Przeca jam poeta na miarę Mickiewicza. Jam go zlikwidował ze snajperki - bo mi
      kadził.
      • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 02.12.04, 19:25
        Rzecz chyba w tym, ze aby docenic twoja tworczosc trzeba miec specyficzne
        poczucie humoru. Powiedzmy to sobie wprost: nie kazdy przepada za takim czarnym
        jak piekielne sadze humorem...
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 03.12.04, 10:34
      Ano, czarny to un jest. Ale to wszystko prawda - historyje z życia wzięte.
      Walery B. to mój dziadunio.
      Pozdrawiam z Morawicy.
      • raskarba Dziadunio, dziaduniem, a tu... 06.12.04, 19:23
        pojawil sie jakis zastoj w temacie bajeczek...
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 10.12.04, 14:39
      Mucha.
      Bzzzzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzzzzzz.
      Dobre gówno.
      Bzzzzzzzzzzzzzzzzzzzzz, bzzzzzzzzzzzzzzz.
      Pac.
      O kurwa - lezie do mnie. Pierdolony pająk.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 10.12.04, 15:01
      Tak powiem - bajeczki wywołują wiele kontrowersji - słuszałem opinie, że jestem
      chory.
      • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 10.12.04, 15:22
        Nie przejmuj sie, slyszalem od znajomego psychologa, ze cos takiego, jak
        stuprocentowa normalnosc nie istnieje !
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 11.12.04, 15:51
      Już niedługo sowita porcyja nowych jelitek.
      • raskarba Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 11.12.04, 16:49
        A dobrze przyprawione flaczki tez lubie!
        • vira Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 11.12.04, 18:01
          ekhem.. puk puk..

          jak ja kocham topora..
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 12.12.04, 14:12
      Boże - ja żyję, żyję. Nie udało mi się całe szczęście to, co chciałem zrobić.
      Już kocham życie - nie chcę umierać. To cud, że przeżyłem ten skok z 10 piętra.
      Bóg chce mnie jeszcze pozostawić przy życiu. Jak dobrze. Przepraszam Cię Boże
      za to, com chciał uczynić. Już nigdy nie targnę się na własne życie. Jak ja je
      kocham. muszę tylko poleżeć trochę w szpitalu i już będzie dobrze. Tylko
      dlaczego nie ma tu lekarza, tylko karawan. Nie. Nie. Zostawcie tą folię. Nie
      zakrywajcie mnie. To niemożliwe. Ja przecież przeżyłem. Ja ŻYJĘ........
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 15.12.04, 12:13
      Mam prośbę - napiszcie o Swoich jelitach. PPPLLLEASEEE.
      • raskarba Upiorny czeski zart... 15.12.04, 15:10
        Na poczekalni znajdujacej sie przy sali operacyjnej siedzi kobieta i nerwowo
        ogryza paznokcie. W pewnym momencie z sali operacyjnej wychodzi chirurg w
        fartuchu obryzganym krwia i fragmentami JELIT w butonierce. "Pane doktore, kak
        se powedla operace ?" pyta roztrzesiona kobieta. "A to ne byla sekce ?" rzuca w
        odpowiedzi zdezorientowany chirurg.
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 15.12.04, 19:41
      Kawał niezły - ale rozwinę go. Co byś powiedział, jakby zaszyc te kobiete
      wewnątrz tego trupa i kazać jej rodzić?
      • raskarba Pytanko 15.12.04, 21:04
        Rodzic, czy rodzic sie ?
    • lachien Re: Bajeczka z jelitkiem w tle 16.12.04, 12:09
      Nazywam się Stanisław Bazia. Mieszkam na małym osiedlu w małym mieście. Swoje
      gniazdko uwiłem wraz z żoną w bloku wielorodzinnym przy ulicy Działkowej. Moja
      żona miała na imię Patrycja - miała - ponieważ odeszła do krainy wiecznych
      łowów 4 lata temu. Nowotwór złośliwy, przez lekarzy uznany za zwykłą
      niestrawność okazał się śmiertelny. Był to dla mnie straszny cios - niemożność
      oddania stolca przerodziła się w wielodniowe zatwardzenie - żeby nie powiedzieć
      zbrylenie. Nic nie pomagały tabletki, ani hipnoza. Wreszcie za pomocą
      autosugestii udało mi się wydzielić malutkiego bobka. Aby to uczcić, uraczyłem
      się lampką swojskiego, czerwonego wina. I wtedy się zaczęło.
      Czyszczenie, początkowo delikatne, w połowie drogi do łazienki osiągnęło punkt
      krytyczny. Potem nic nie pamiętam. Ocknąłem się parę godzin później, leżąc w
      przedpokoju, a dookoła mnie.......
      Sprzątanie trwało tydzień i wywarło wielki wpływ na moją psychikę.
      Ale tyle o starych czasach.
      Przez całe życie towarzyszył mi przyjaciel - Kazimierz Dzwon. Nie opuścił mnie
      nawet w tamtych trudnych chwilach.
      Dziś jak zwykle po przebudzeniu ruszyłem małymi kroczkami do ustępu. Mocz
      oddałem bez zakłóceń, za to ze stolcem miałem małe kłopoty, ale i tak wszystko
      poszło dobrze. Udało mi się nawet prytnąć.
      Podtarłem się i ruszyłem do kuchni na śniadanie. Po otwarciu lodówki
      zdecydowałem, że nie będę nic jadł - wypiję tylko kubek mleka. Potem wyszedłem
      na balkon i głosiłem przez około półtorej godziny. po powrocie do pokoju
      odziałem się. Włączyłem telewizor, polałem sobie suto mleka i zapadłem w fotel.
      Oglądając program usnąłem.
      Obudziło mnie pukanie do drzwi. Otworzyłem je i zobaczyłem Kazia. Wszedł, zzuł
      buty, po czym udał się do pokoju. Ja w tym czasie byłem w kuchni i parzyłem
      herbatę. Gdy wszedłem do pokoju z dwiema parującymi filiżankami naparu,
      zastałem go siedzącego w fotelu i wertującego gazetę. W Moim Fotelu. Nie dając
      nic po sobie poznać postawiłem herbatę na stole, a sam zająłem miejsce na
      kanapie. Ale nie spuszczałem go z oczu. Drgnąłem, a po chwili oblał mnie zimny
      pot, gdy Kazik niedbałym ruchem wyjął z kieszeni fajkę i jął podpalać tytoń.
      Zamknąłem oczy, ale to nie pomagało. W wyobraźni widziałem, jak z cybucha
      wypada żażące się ziarnko, spada na fotel i wypala w nim dziurkę. Powoli
      rozluźniłem się. Bardzo powoli.
      Kazimierz sięgnął po herbatę i siorbał ją małymi łyczkami. Nagle nie wiem jakim
      cudem zakrztusił się. Parsknął jeszcze ciepłym płynem na podłogę, ale dwie
      kropelki osiadły w Jego poręczy. Błyskawicznie rzuciłem się do spiżarni po
      ścierkę. Gdy zapaliłem światło, mój wzrok momentalnie skierował się w kąt,
      gdzie leżał On. Jego wypolerowana, drewniana rączka lekko połyskiwała lakierem,
      a metalowa końcówka lśniła w świetle żarówki.
      Młot.
      Otrząsnąłem się. Porwałem ścierkę i ruszyłem biegiem do pokoju. Gdy byłem już w
      drzwiach stanąłem jak wryty. Kazik siedział w fotelu, trzymał nogę na nogę, ale
      czubkiem skarpety dotykał obicia.
      Zatrzęsło mną.
      Rzuciłem ścierkę w kąt i wróciłem do spiżarni. Zacisnąłem rękę na Jego trzonku
      i krokiem marszowym powróciłem do pokoju. Uśmiechnąłem się mile do Kazika i
      zadałem pierwszy z mnóstwa ciosów.
      Potem straciłem przytomność.
      Gdy się ocknąłem, wstałem i wyszedłem na balkon, gdzie głosiłem przez pół
      godziny.
      Potem załadowałem resztki Kazia do worka foliowego i rzygnąłem se.
      Ale trafiłem w fotel.
      Momentalnie znalazłem się znów w spiżarni, skąd wyciągnąłem konopny sznur.
      Uplotłem z niego pętlę, przyniosłem z kuchni taboret, wszedłem na niego,
      przywiązałem pętlę do żyrandola, zszedłem, po czym głosiłem na balkonie.
      Gdy się ściemniło, wróciłem do pokoju, dopiłem herbatę, wziąłem FOTEL w
      ramiona, wszedłem na taboret, włożyłem głowę w pętlę po czym tryknąłem nóżkami.
      • raskarba Klimacik z Czechowa 16.12.04, 16:41
        To przypomina mi jedno z opowiadan chyba Czechowa, o faceciku, ktory przez
        przypadek w teatrze kichnal na glowe swojemu szefowi. Tak sie tym potwornie
        przejal, ze wrocil do domu, polozyl sie na kanapie i...umarl.
    • raskarba ??????????????????? 03.01.05, 16:50
      Jestem srodze zawiedziony. Czyżby skończyły się jelitka ?
      Bo przecież chyba nie wena twórcza Lachiena ? Przepraszam za niezamierzony rym
      częstochowski ...
      • lachien Jelitka 05.01.05, 12:40
        Jestem, jestem. To bardzo brutalna bajka.
        Urodził się jako głowa. Śmieszna sprawa. Z uszu wystawały mu rączki, dupę miał
        na czole, język był penisem, a nóżki pierdole zastępowała broda. No i co z tego?
        Morał z tego taki - jeśli nie masz cukru w domciu, babcia napewno nazwała Cię
        jak swój stary piórnik.
        • raskarba Pytanko 05.01.05, 18:13
          A co ma piórnik do cukrowego wiatraka ?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka