damarina74
27.10.03, 20:19
Cześć dziewczyny!
Przepraszam, że zmącę Wam te jasne spojrzenia nt. tabletki, ale sądzę, że
przykład mojej osoby także powinien Wam zapaść w świadomość.
Zdarzyło się to ok. 3 lata temu.
Byłam juz całkowicie samodzielna, miałam stałego partnera, wokół koleżanki,
którą bym nie zapytała - brały tabletki i robiły to poprostu, zwyczajnie.
Lekarz-ginegolog skierował mnie na rutynowe badania kwi. Okazały się
WSZYSKIE w normie. Bez żadnego problemu dostałam receptę i następnie miałam
pojawiać się u niego co miesiąc po następne. Raj na ziemi, kiedy chcieliśmy
i jak chcieliśmy ....
Minęło kilka miesięcy ( chyba trzy czy cztery) regularnego brania. Nagle,
pewnego razu w nocy obudziłam się z potwornym bólem w podbrzuszu. Ponieważ
spodziewałam sie okresu, zbytnio się tym nie przejęłam. Jednak przez
następne minuty ataki bólu nie ustępowały, nadal były bardzo mocne. Udałam
sie do łazienki i tam z przerażeniem zobaczyłam, że moja prawa noga
całkowicie zsiniała.
Doczekałam do rana. Rano ból ustapił, natomiast noga pozostała barwy sino -
fioletowej i zwiększyła swoja objetość.
Juz bez zwlekania udałam się na pogotowie. Stamtąd, po perypetiach, dotarłam
do specjalistycznego szpitala zajmujacego się chirurgią naczyniową. Zostałam
tam unieruchomiona w łóżku ( w pełni tego słowa znaczeniu!!!). Badania
wykazały rozległą skrzeplinę krwi w żyłach głebokich prawego łuda.
Prowadzacy lekarz stwierdził, że najbliższe dni będą dniami krytycznymi.
Obawia się o moje życie !!!!! Mogę zginąć uduszona własną krwią, gdyby
skrzep się oderwał i zaczął wędrować przez naczynia do płuc, serca lub mózgu.
Pierwsze pytanie lekarza: czy Pani bierze tabletki antykoncepcyjne?
Leżąc w szpitalu dowiedziałam się m. in. o tym, że przemysł farmaceutyczny
jeszcze nie wynalazł docelowego środka hormonalnego. Oferowane na rynku
specyfiki niosą za sobą duże ryzyko powikłań. Oczywiście ani firma
farmaceutycznym, ani tym bardziej lekarzom ( stałe, płatne wizyty) nie
chodzi o szczegółowe informowanie o nich dziewczyn. Przecież potrafią czytać
i mają dostęp do ulotek!
W moim przypadku, okazało się, że jeden z moich dziadków cierpiał na żylaki
nóg. Tabletki zainicjowały łańcuch reakcji związanej z
nieprawidłową "lepkością" krwi ( skłonności genetyczne)i doprowadziły do
powstania skrzepów krwi. Badania standardowe (zwykle zalecane przez
ginekologów przy przepisywaniu tabletek)nie obejmują tego typu czynników.
Jedynie badania specjalistyczne mogą wykryć takie nieprawidłowości.
Jak widać - przeżyłam.
Po trzech latach, co trzy miesiące zgłaszam się do prowadzącego mnie
chirurga, aby otrzymac od niego zestaw środków wpływających na
ulestycznienie naczyń krwionośnych. Na co dzień muszę nosić na nodze
specjalną uciskową pończochę. W tym roku, latem, na dobre pożegnałam się z
mini ( bardzo je lubiłam nosić, ponieważ nogi to był mój atut), z uwagi na
zmianę w wyglądzie skóry mojej prawej nogi.
Jaka jest przyszłość mojej nogi. Żylaki, które juz zacząły się robić na moim
podudziu, to jest pryszcz. Można je zoperować. Gorzej, że krew, która jest
nieprawidłowo pompowana do nogi, zalega w niej i powoli ale nieubłaganie
uszkadza sciany naczyń krwionośnych. To oznacza, z biegiem lat, wystąpienie
takich "przyjemności" jak ropiejące wrzody itp.
Dziewczyny, nie napisałam tego posta, aby tylko i wyłącznie Was
przestraszyć. Jak rzeczywistość pokazuje, najczęściej tabletki nie oznaczają
życiowej tragedii. Jednak musicie mieć świadomość, że niektóre z Was mają
takie a nie inne genetyczne skłonności. Hormony nadal nie są do końca
ujarzmione przez człowieka. A skutki ( jak w moim przypadku) mogą ciągnąć
się do końca zycia.
Pozdrawiam
damarina