k_i_k_a 09.02.04, 15:24 Od kilku lat poluję na "Pegaz zdębiał", zbiór form dziwnych Barańczaka, ale nigdzie już go nie można dostać. Jeśli ktoś ma i chciałby się pozbyć (czyt. sprzedać) bardzo proszę o kontakt. Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: Grzech O świństwach Barańczaka IP: 80.51.253.* 10.03.04, 02:16 Ja poszukuję "utworów" w oryginale Barańczaka, w których ten, będąc młodym komsomolcem, flekował Bogu ducha winną starszą kobietę, schorowaną poetkę Kazimierę Iłłakowiczównę. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: szok Re: O świństwach Barańczaka IP: *.arcor-ip.net 10.03.04, 09:36 a cos blizszego? Odpowiedz Link Zgłoś
hajota Re: O świństwach Barańczaka 10.03.04, 10:13 Ja przypominam sobie jak przez mgłę, że istotnie coś takiego miało miejsce, tylko że nie chodziło o atak z pozycji "młodego komsomolca" (chyba że przedpiśca używa tego zwrotu w przenośni), ale z pozycji "my, młodzi, nowocześni poeci kontra starzy poeci". Nie ideolo tylko forma. Ale może ktoś lepiej pamięta. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Re: O świństwach Barańczaka IP: 80.51.253.* 11.03.04, 01:46 Jak mi znajoma odda "Czerwoną mszę, czyli uśmiech Stalina" Bohdana Urbankowskiego, napiszę więcej. Jak o tym przeczytałem byłem autentycznie poruszony. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: Grzech Słowo się rzekło, kobyłka u płotu IP: 80.51.253.* 16.03.04, 01:03 Zaznaczam, że nie będzie tu niezbędnego intro historycznego o całym środowisku, które jest niezbędne wobec porażającej niewiedzy tzw. mas i yntelygentów, a także wobec zamazywania faktów przez usłużnych, o nich samych, "pożytecznych idiotów" (wedle Uljanowicza - Lenina, lub bardziej precyzyjnie: "tanich kurew" w myśl "językoznawcy" Dżugaszwilego - Stalina). Cytuję z książki, która jest niezwykle ważna i pomocna w analizie i ocenie postaw pisarzy, poetów i tzw. literatów żyjących i siejących hałdy dialektycznego i prosowieckiego bełkotu w czasie tzw. Polski Ludowej, czyli życia pod butem Moskwy (bolszewickiej kompartii i jej wściekłego psa - NKWD- KGB). Korzystam ze znakomitego i niezwykle pieczołowicie udokumentowanego opracowania Bohdana Urbankowskiego pt. "Czerwona msza, czyli uśmiech Stalina" (wyd. II poprawione i rozszerzone, t. 1 i 2, Alfa, Warszawa 1998), z którego cytuję: Wyróżnioną pozycję wśród poetów-arystokratów ducha, prawdziwych władów przyszłości ma zatem Poeta-kronikarz. Dawać świadectwo prawdzie, mówić to, co powinno zostać powiedziane - to zadanie na pozór skromne, lecz trudne, wymagające prawdziwego arystokratyzmu ducha. Takie zadanie wzięła na swe barki Kazimiera Iłłakowiczówna. Poetka mogła pozostać na Zachodzie i wybrać życie pielgrzyma; po powrocie z Rumunii, gdzie rzuciły ją losy wojenne, mogła też usadowić się na warszawskim Dworze. Zamieszkała w Poznaniu, w wynajętym pokoiku bez wygód, żyła z robienia korekt, przepisywania na maszynie, najmniej - z pisania książek. Jako autorka wierszy religijnych, pewne oparcie znajdowała w Kościele - co dodatkowo rozwścieczało jej wrogów. Spotkała się więc zarówno z szykanami partyjnych aparatczyków, jak z obłudnymi krytykami dworaków; atakowano ją wprost, jako byłą sekretarkę Piłsudskiego, autorkę "Ścieżki obok drogi", ale uderzano również obłudnie i po tchórzowsku. Robili to nawet ci, którzy nie musieli, i w czasie, kiedy to już nie było potrzebne, gdy stalinizm odchodził w przeszłość, a i siedemdziesięciopięcioletnia [ur. w 1892 r. - przyp. G.H.], ślepnąca staruszka nikomu nie zagrażała. Jeszcze w 1967 roku poznański aktywista Stanisław Barańczak postanowił zabłysnąć kosztem bezsilnej poetki [ur. 1946 r., więc ten "wrażliwiec" miał wtedy 21 lat - G.H.]. "Zrecenzował" wówczas jej wiersze jako infantylną ppisaninę dla dzieci, jako coś niepotrzebnego... Dzięki popisaniu się czujnością Barańczak zaczął robić błyskawiczną karierę, a moczaryzm jeszcze bardziej ją przyspieszył: w czasach kiedy nawe zaufani partyjniacy czekali długo na swe książki - czujny Stasio wydał 2 zbiory wierszy i przygotował szkice "Nieufni i zadufani", w których chwalił Marksa i wystawiał oceny kolegom po piórze. Szarpana przez różnej maści gorliwców Kazimiera Iłłakowiczówna mimo wszystko się nie załamała. Po Poznaniu, po Polsce krążyły w maszynopisach - przede wszystkim "Kolęda Katyńska" (...). Iłłakowiczówna miała też odwagę napisać wiersz o masakrze 1956 roku w Poznaniu: "Rozstrzelano moje serce". Koniec cytatu. Ilu poetów noszących spodnie było stać na cos takiego? Tylko garstkę (np. Herberta, Szaniawskiego, Rembeka, Gołubiewa). Atak zwolennika marksizmu, jakim był (?) Barańczak, na poetkę, która nie skalała się służbą czerwonym, był napadem ideologicznym. Nie było to jednak tak siermiężne i prostackie zapiewanie jak u klasyków- politruków w latach 40-tych i 50-ych (np. Konwickiego, Brandysa, Słonimskiego, Schaffa, Koźniewskiego, Bocheńskiego, Andrzejewskiego, Lewina, Kotta, Ważyka, Borejszy, Jastruna, Putramenta, Bratnego...). Grzegorz Hajduk Odpowiedz Link Zgłoś