Dodaj do ulubionych

W oczekiwaniu na krytycznie budujące uwagi

14.04.10, 15:33
Czytam Was od dawna, wielu ciekawych rzeczy się od Was dowiedziałam
i w związku z tym, że nie jesteście już dla mnie tak zupełnie obcy,
ośmieliłam się podesłać mały fragment mojej twórczości do oceny.
Jeśli przy lekturze nie uśniecie - piszcie, będę wdzięczna.

Tamara obiecała sobie wtedy, że już nigdy, ale to przenigdy nie
będzie zabiegać o niczyją miłość. Jeśli cały świat ma ją w dupie, to
ona też będzie miała w dupie cały świat…. Zamknęła się w pokoju i
włączyła Stachurę: „Ja sobie pójdę precz, pójdę precz daleko, do
Zagubinowa. W oddali zniknie głowa moja płowa… Ja sobie pójdę precz,
pójdę precz daleko, może Patagonia. Tak, żebyś była bardzo
zadowolona...” Poeta fałszował, niemiłosiernie kalecząc dźwięki, a
Tamara siedziała na podłodze, w bezsilnej złości waląc głową o
kanapę i połykając łzy…
Kierowca jadący przed nią gwałtownie zahamował, po czym, nie
zawracając sobie głowy kierunkowskazem, nagle skręcił w lewo.
Wzdrygnęła się i z niechęcią strząsnęła z siebie wspomnienia, w
ostatniej chwili unikając stłuczki. Zerknęła na stojący na poboczu
drogowskaz, z którego wynikało, że zostało jej jeszcze do
przejechania trzydzieści pięć kilometrów. Dawno zjechała z głównej
drogi i teraz musiała się skupić na prowadzeniu. Trasa na szczęście
nie była skomplikowana, ale wiodła przez małe miasta i wsie, a na
zewnątrz zrobiło się prawie zupełnie ciemno. Na dodatek znowu
zaczęło sypać.
Z nosem prawie przyklejonym do szyby usiłowała dostrzec
cokolwiek przed sobą, ale wirujące, białe płatki skracały
perspektywę i skutecznie ograniczały widoczność. Świat za oknami
samochodu sprawiał wrażenie nierzeczywistego, jakby zabrakło w nim
głębi. Kończył się na ruchomej, ażurowej ścianie padającego śniegu.
Drobinki wirowały przed oczami i odwracały uwagę od drogi.
Nie staranowała idącego zygzakami, prawą stroną, pijanego
rowerzysty, któremu jeszcze na tyle starczyło rozumu, żeby prowadzić
rower, wyłącznie dlatego, że wlokła się niczym żółw. W ostatniej
chwili odbiła kierownicą w lewo i zajęła się uspokajaniem
rozkołatanego serca, które omal nie wyskoczyło z piersi. Klnąc pod
nosem, rzuciła okiem we wsteczne lusterko i w blasku tylnych świateł
dostrzegła, że mężczyzna chwiejąc się i zataczając wygraża jej
pięściami.
Odetchnęła głęboko dwa razy i mocniej ścisnęła kierownicę. Nie
zdążyła jeszcze do końca się uspokoić, kiedy nagle, tuż przed maską,
śmignął jakiś kształt. Nie zważając na wszelkie zalecenia, dotyczące
pulsacyjnego hamowania na śliskiej nawierzchni, zagryzła wargi i
wcisnęła do dechy pedał gazu. Poczuła, że samochód stracił
przyczepność i buksując kołami uparcie zjeżdża na lewą stronę. W
panice machnęła kierownicą w prawo modląc się w duchu, żeby tylko
nie nadjechało nic z naprzeciwka. Lekka Fiesta zaczęła tańczyć po
całej szerokości jezdni, zbliżając się niebezpiecznie do ściany
drzew raz po jednej, raz po drugiej stronie.
Nie miała nad nią żadnej kontroli; histerycznie kręciła
kierownicą na wszystkie strony, ale równie dobrze mogłaby nic nie
robić. Samochód ślizgał się i obracał, nie pozwalając nad sobą
zapanować. Na szczęście nie jechała szybko i już po kilku chwilach,
które dla niej trwały nieskończenie długo, zakończyła swój obłędny
dance macabre w rowie. Silnik zgasł i ciszę, która nagle zapadła,
przerywało jedynie miarowe klikanie awaryjnych świateł, jakimś cudem
wcześniej włączonych.
Nie mając odwagi wykonać choćby najmniejszego gestu, siedziała
bez ruchu, próbując opanować dygot, który w jednej chwili ogarnął
całe ciało. Na brodzie poczuła wilgoć, więc bezwiednie wytarła ją
wierzchem trzęsącej się dłoni. W dolnej wardze odezwało się gorące
pulsowanie. Objęła rękoma kierownicę i położyła na niej głowę, nie
mając chwilowo siły na podjęcie jakiegokolwiek działania…
- Halo! Halo! Jest tam kto?! – Ktoś zaczął gwałtownie szarpać
za klamkę. – Nic się pani nie stało?! Proszę pani!
Powoli uniosła głowę i spojrzała w bok. Młody mężczyzna w
czarnej czapce zaglądał do środka, przykładając dłoń do szyby i
usiłując dostrzec coś w ciemnym wnętrzu. Na poboczu stał jakiś
samochód i bardzo wyraźnie oświetlał wielkie drzewo, rosnące
zaledwie metr od miejsca, w którym wylądowała…
- Ale miała pani szczęście – powtórzył mężczyzna po raz nie
wiadomo który, kiedy już pomógł jej wydostać się na zewnątrz. Fiesta
nie odniosła wprawdzie większych obrażeń, ale miała wgięte nadkole i
urwany zderzak więc mężczyzna uznał, że bezpieczniej będzie wezwać
pomoc. Jeden rzut oka na pechowego kierowcę utwierdził go w
przekonaniu, że kobieta nie powinna już dzisiaj siadać za kierownicą.
- Na pewno nic pani nie jest? – upewnił się jeszcze raz,
podając jej chusteczkę. – Ma pani krew na twarzy. Może trzeba
pogotowie…
- To nic takiego. Przygryzłam wargę… - Przez ściśnięte gardło
wydobył się jakiś piskliwy i obcy głos. Odchrząknęła i powtórzyła: -
Nic mi nie jest… Myśli pan, że da się tym dalej jechać? – kiwnęła
głową w stronę samochodu ciągle tkwiącego w rowie.
Mężczyzna przecząco pokręcił głową.
- Nie wydaje mi się. Zaraz przyjedzie laweta. Poza tym…. –
zawahał się. Popatrzył na Tamarę i dokończył – Pani nie powinna już
dzisiaj prowadzić… Podwiozę panią. Dokąd pani jedzie?
- Raczej jechałam – mruknęła, powoli dochodząc do siebie. –
Do Płotów…
Mężczyzna uśmiechnął się zaskoczony.
- My tu mówimy: do Płot. Może to i nie gramatycznie, ale
wszyscy tak mówią. Pani w odwiedziny do znajomych czy w interesach?
A może przejazdem?
Zawahała się przez moment myśląc, że mężczyzna jest dość
obcesowy i wścibski. A może to ona zbyt długo żyła w kraju, w którym
przypadkowo spotkanym ludziom nie zadaje się takich pytań.
- W odwiedziny – zdecydowała.
Pomoc nadjechała po piętnastu minutach i przy wsparciu
mężczyzny w czarnej czapce w kilka chwil wyciągnięto Fiestę z rowu i
załadowano na lawetę. Tamara szczelniej otuliła się szalem i oparła
o drzewo rozważając, czy powinna od razu zawiadomić Weronikę, czy
lepiej poczekać, aż okaże się w jakim stanie jest samochód. Z
rozmyślań wyrwał ją głos niskiego, krępego mężczyzny, w kurtce z
napisem „Pomoc drogowa”.
- Pani zajedzie jutro na warsztat, to zobaczymy, co się da
zrobić. Michał – zwrócił się do jej wybawcy – weź od pani namiary,
ja muszę jechać. Lecę na Gryfice, jakiś gość wpierdolił się na
drzewo i ponoć cała trasa zablokowana. Kurwa, do rana się nie
wyrobię! To na razie! – Machnął ręką i zniknął w szoferce. Po chwili
wielka laweta z malutką Fiestą na grzbiecie zniknęła w tumanach
śniegu.
Tamara spojrzała bezradnie na swojego towarzysza. Pomimo
ciemności panującej dookoła dostrzegł jej spojrzenie i poprawnie je
zrozumiał.
- Niech się pani nie martwi – roześmiał się na widok jej
miny. – Odwiozę panią, a rano zajadę na warsztat i wszystkiego się
dowiem. Na moje oko nic wielkiego się nie stało. Jak dobrze pójdzie,
wieczorem będzie pani miała samochód z powrotem. Jedziemy?


Obserwuj wątek
    • ciemnanocka Re: W oczekiwaniu na krytycznie budujące uwagi 16.04.10, 13:42
      :)
      zaczelam czytac i od razu się natknęłąm:

      "Zamknęła się w pokoju i
      włączyła Stachurę...Kierowca jadący przed nią gwałtownie zahamował"

      czytam dalej.
    • makawka Re: W oczekiwaniu na krytycznie budujące uwagi 16.04.10, 16:37
      Może popełniłam błąd przysyłając fragment wyrwany z kontekstu.
      To zderzenie czytania Stachury z hamującym kierowcą było celowe.
      Cała scena jest o tym, że bohaterka wybiera się w podróż do ważnego
      dla siebie miejsca i boi się, co tam zastanie. Wsiada do samochodu,
      jest rozkojarzona i bardzo się stara nie odpływać we wspomnienia,
      tylko skupić na prowadzeniu. Akcja celowo prowadzona jest w taki
      sposób: czytelnik razem z nią odpływa na chwilę w krótką historię,
      która siedzi w bohaterce do dziś i tak jak ona zostaje nagle
      zaskoczony "kierowcą jadącym przed nią, który nagle zahamował"
      Wiem, że tłumaczenie własnych zamysłów pisarskich jest co
      najmniej dziwne, bo one same powinny się obronić, ale
      usprawiedliwiam się tym, że niezbyt szczęśliwie wybrałam fragment :)
      Ale i tak mi miło, że czytasz :)
    • mutation Re: W oczekiwaniu na krytycznie budujące uwagi 19.04.10, 20:01
      "Poeta fałszował, niemiłosiernie kalecząc dźwięki"
      skoro fałszował to jest raczej oczywiste, że kaleczył, nie trzeba tego pisać
      "Na dodatek znowu zaczęło sypać"
      co zaczęło sypać, wcześniej nie ma o tym śladu
      "Nie zważając na wszelkie zalecenia, dotyczące pulsacyjnego hamowania na
      śliskiej nawierzchni, zagryzła wargi i wcisnęła do dechy pedał gazu"
      przeczytaj to zdanie raz jeszcze, przeczytaj
      "Na poboczu stał jakiś samochód i bardzo wyraźnie oświetlał wielkie drzewo,
      rosnące zaledwie metr od miejsca, w którym wylądowała…"
      od kiedy to samochody oświetlają, nawet wyraźnie?

      itd.
      • makawka Re: do mutation 20.04.10, 18:43
        Przeczytałam, przeczytałam; oczywiście powinno być "hamulec".
        Dziękuję za uwagi, ale w gruncie rzeczy przekonuje mnie jedynie ta o
        hamowaniu. Co do samochodu oświetlającego drzewo: czasem zwyczajnie
        używa się skrótów myślowych, bo czytelnik nie jest idiotą.
        Pozdrawiam :)
    • kroplakro Re: W oczekiwaniu na krytycznie budujące uwagi 21.04.10, 22:09
      A oto głos niestety nie pisarsko-wyjadaczowy, ale czytelniczy - jak najbardziej:)

      Tekst mi się podoba. Jeśli zastanawiałabym się nad jakimiś zmianami, byłyby to:
      1. pocięcie niektórych zdań złożonych (prawie wszędzie takie są) na krótsze.
      2. zamiana dwóch jak dla mnie troszkę "górnolotnie" brzmiących fraz: "jej wybawca" i "ogarnął" (o dygocie) na jakieś inne.

      I wcale oczywiście nie mówię, że zmiany w tych miejscach są konieczne. Jak już wyżej wspomniałam, bardzo dobrze czytało mi się to, co tu zamieściłaś.

      Pozdrawiam!:)
    • makawka Re: do kroplakro 22.04.10, 08:07
      Głos czytelniczy jest dla mnie o wiele ważniejszy, niż pisarsko-
      wyjadaczowy, tym bardziej, że ten drugi bywa często pisarsko -
      zjadliwy (i wcale nie chodzi tu o: strawny). A poważnie rzecz
      ujmując: bardzo się cieszę, że Ci się podobało. Inna moja książka,
      wydana przez Prószyńskiego, pojawi się na półkach dopiero w maju,
      więc Twój głos to pierwszy skowronek, jakże miły dla ucha. Masz
      rację z tymi zdaniami; ciągle pracuję nad stylem i mam nadzieję, że
      kiedyś sięgnie idału (albo nie) :) Pozdrawiam
      • kroplakro Re: do kroplakro 25.04.10, 15:30
        > Twój głos to pierwszy skowronek, jakże miły dla ucha.

        Bardzo mi miło:)

        > zjadliwy (i wcale nie chodzi tu o: strawny)

        Na szczęście na Mamrotku rzeczowo a sympatycznie.

        > Inna moja książka,
        > wydana przez Prószyńskiego, pojawi się na półkach dopiero w maju

        Serdecznie gratuluję! A czy mogłabym zapytać, o czym opowiada? Ew. jaki jest jej tytuł?


      • makawka Re: do kroplakro 27.04.10, 14:53
        Termin przesunięto na czerwiec, za kilka dni ma zapaść ostateczna
        decyzja dot. tytułu więc wtedy napiszę coś więcej. Póki co, mogę
        zaprosić na premierę mojej innej książki, wydanej nakładem
        wydawnictwa Helion. Na półkach w lipcu. Jest to zbeletryzowany
        poradnik dla rodziców przedszkolaków: "Przygody Kosmatka kilkulatka.
        Poradnik odpowiedzialnego rodzica." Pomimo poważnie brzmiącego
        tytułu, nie należy się zrażać. Książeczka jest zabawna (mam nadzieję)
        i w skrócie mówi o tym, że dobry rodzic, to wyluzowany rodzic, który
        nie spina się nadmiernie na widok ściany w najbardziej
        reprezentacyjnym pokoju, pobazgrolonej w obrzydliwe esy floresy,
        stanowiące radosną twórczość jego dziecka.
        • makawka Re: do kroplakro 18.05.10, 15:49
          Już mogę się pochwalić.
          www.proszynski.pl/Sztuka_latania-p-30385-.html-.html
          • lucyolejniczak Re: do kroplakro 29.05.10, 10:29
            Gratuluję z całego serca!
            • makawka Re: do kroplakro 01.06.10, 11:31
              lucyolejniczak napisała:

              > Gratuluję z całego serca!

              Bardzo dziękuję, to miłe :)
          • meimei Re: do kroplakro 03.06.10, 12:27
            Serdecznie gratuluję! Bardzo lubię greckie klimaty, więc z pewnością przeczytam
            Twoją książkę.

            ps mnie też przywiało do Poznania, a w zasadzie ściągnęły mnie tu wiatry trochę
            na siłę. powodzenia z tą i z następnymi książkami!
    • mwookash Co prawda w Polsce znaki stawia się nielogicznie 27.05.10, 01:47
      (dość często), więc może ten znak na poboczu, w rzeczy samej, stał tuż za
      skrzyżowaniem? Poza tym skoro tak sypał śnieg to cud, że go zobaczyła :)
      • makawka Re: Co prawda w Polsce znaki stawia się nielogicz 01.06.10, 11:29
        mwookash napisał:

        > (dość często), więc może ten znak na poboczu, w rzeczy samej, stał
        tuż za
        > skrzyżowaniem? Poza tym skoro tak sypał śnieg to cud, że go
        zobaczyła :)

        Sokoli wzrok miała :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka