Dodaj do ulubionych

Księga Małgorzaty?

IP: *.magma-net.pl 01.04.04, 13:46
Średniowiecze, dotąd czas zwany „ciemnym” i „zacofanym”, ostatnio święci
tryumfy nie tylko dzięki gotykowi we wszelkich swych formach, ale i dzięki
literaturze fantasy, która wprost kąpie się w jego ramach. Także naukowcy
uświadamiają nam, że to właśnie ten okres zamykający się między upadkiem
Cesarstwa Rzymskiego (IV wiek), a wynalezieniem druku i odkryciem Ameryki (XV
wiek), był jednym z barwniejszych i magicznych.

Księga Małgorzaty to właśnie jeden z takich dowodów na to, że okres
średniowiecza był bardziej fascynujący, niż kiedyś się nam zdawało. Rzecz
dzieje się w Londynie, gdzie pewnego dnia Małgorzata z Ashbury, Małgorzata
Small, akuszerka i rewolucjonistka, wyprzedzająca swe dzieje, Małgorzata
Kendall, w pewnym sensie nadal dziecko, usłyszała: „Opisz to, co widziałaś na
własne oczy.” Ale posłuchajmy jej samej:

„W Roku Pańskim 1355, trzeciego dnia po święcie Trzech Króli, Bóg polecił mi
napisać książkę.”

Nic nie było by w tym wezwaniu dziwnego, gdyby zabrzmiało to w głowie
mężczyzny, ale kobiety? Na szczęście ma ona wyrozumiałego męża, który pozwala
na tą, w myśleniu innych, słabostkę. I Małgorzata rozpoczyna poszukiwania
kronikarza, gdyż sama nie umie pisać. I znajduje go...

„Przed dwoma dniami napisał pewnej kobiecie list do syna w Calais, ale od tego
czasu nic mu się nie trafiło i zaczął już miewać nieprzyzwoite sny o
kiełbasach i golonkach.” Brat Grzegorz podejmie się tego zadania, choć nie bez
pewnych obiekcji. Co ja mówię pewnych... Ogromnych obiekcji. Urażony,
zgorzkniały, nienawidzący kobiet, nie rozumie potrzeby tej, która go
zatrudniła, ale pisze, bo tak trzeba.

Z czegoś musi żyć. Zresztą nęcony grzesznym jedzeniem, symbolicznym jabłkiem,
którym Ewa skazała Adama na grzech. Brat Grzegorz, w swej dziwnej skromnej,
dla niego niezrozumiałej „pysze” ma siebie za Adama, cierpiącego, poddaje się
jednak, posiadając jego wiedzę... Ocenia Małgorzatę, sam będąc nie bez skazy.
Jednak tej raczy się nie zauważać. Pomaga mu w tym ówczesne pojmowanie Boga,
co prawda miłości, ale jednostronnej, zdziwaczałej, jakby skierowanej tylko do
mężczyzn.

Jaka jest naprawdę Małgorzata? To musimy wyłuskać z książki sami, słowami
brata Grzegorza to osoba uparta, ale i zabawna, szczera, dobra. Choć do tego,
że zauważa te pozytywne cechy nigdy się nie przyzna. „(...) zawsze najlepiej
jest zaczynać od początku” I dlatego zaczną pisać. „(...) tą opowieścią
przywiodłaś mnie pani do współudziału w swoim grzechu i wiedziałaś o tym
wcześniej...” Brat Grzegorz? Bo to tak naprawdę nie tylko historia samej
Małgorzaty, narratorki i głównej bohaterki, ale też i jego, kronikarza.
Grzegorz ukrywa zbyt wiele. Na początku wcale nawet byśmy nie podejrzewali, że
on może mieć na sumieniu tak wiele. Nosić w sercu taki ciężar. Niespełnione
marzenie, które spełnia Małgorzata. „(...) a Bóg, który odmówił mi łaski, dał
ją TOBIE!”

Tak zareaguje na tajemnicę Małgorzaty – kobiety. Istoty średniowiecznie
niereformowalnej, głupiej, nadającej się do rodzenia kobiet i pracy. Tej,
która ma być posłuszna mężowi, ma milczeć i nie myśleć. Tak, przede wszystkim
nie myśleć. On, twórca:„O rozumie kobiet i innych stworzeń”..., jak może
wybaczyć Bogu, że to kobiecie dał to, o co on prosi, o co składa ofiarę z
własnego ciała. Sprawiedliwość?

„Książka jest jak dziecko. Ciężar jego utraty jest ogromny.”

Małgorzata rozumie jedną część tego zdania, Grzegorz, a raczej Gilbert drugą.
Ona zna ból utraty dziecka, może więc stworzyć taką metaforę, on zaś stracił
swe dzieło-książkę, także w pewnym sensie jego dziecko... Czy będą w stanie
porozumieć się naprawdę. Nie tylko jako pracodawca i pracownik, ale też jako
przyjaciele pokrzywdzeni przez los?

Ona, kobieta doświadczająca cudów i magii, spotykająca ludzi złych i pięknych,
rozdzielająca swą świetlistą duszę wszystkim, którzy potrzebują, to
Małgorzata. Cicha, spokojna, pokrzywdzona przez los. Jednak pisze książkę. On
zdradzony przez tych, którym uwierzył, którzy zabili jego „dziecko”, a jednak
nie może ich odrzucić. Wzburzony pychą, którą uważa za dobro. Czy mają wspólny
mianownik? Tak. Obydwoje je kochają. Książki.

On ma jedną, ona żadnej, ale jej mąż kilka, czyli bardzo dużo. Ona nie umie
ich czytać, on połyka je, pławi się w słowach... Też pisanie jest dla nich
wspólne. On pisze by żyć, bo w prawdziwe pisanie stracił wiarę... ona, bo dla
niej to magia, kreślona cudzymi palcami. Misja i polecenie, ale też spełnienie
marzenia. Czyżbyśmy spotkaliśmy świętą i niedowiarka? A może zwykłych ludzi
średniowiecza, chcących przerosnąć swą epokę?

Księga Małgorzaty to obraz epoki, ludzi, świata i stosunków między nimi a
religią; to też czasem spacer po Londynie i jego okolicach, średniowiecznych,
innych... Podróż geograficzna i metafizyczna, po duszy, uczuciach. To
średniowieczne freski, obrazy, ryciny i witraże, w które nagle ktoś tchnął
życie. I nie ma się co dziwić, gdyż autorka, przed napisaniem swoich dzieł,
staje się najpierw znawczynią epoki, o której chce pisać. Zagłębia się w dusze
bibliotek, sanktuaria ksiąg i uczy się, by podać nam prawdę.

Księga Małgorzaty: malownicza, dziwna, nie z tej ziemi... bo ta ziemia, z
którą była związana już umarła. To cud, którego nie chciałam przestać czytać,
co ja mówię, w ogóle nie czułam słów, ani przechodzących przez palce stron, bo
rozumiałam, że pisanie jest samo w sobie cudem. Próbowałam, uwierzcie, co
prawda tworząc fikcję nawet nie mogę się równać z Małgorzatą, która znalazła
odwagę, by opowiedzieć swoją przeszłość... Przeszłość, która raptownie zamieni
się w teraźniejszość. Czy będzie ją mogła udźwignąć? Kolejne ciężary,
niesprawiedliwość, ból... Czy znowu znajdzie w sobie siłę i przyjaciół?
Obserwuj wątek
    • yanga Re: Księga Małgorzaty? 01.04.04, 13:49
      A może by tak podać autora, tłumacza, pełny tytuł, wydawnictwo?
      • Gość: J.Pieta Re: Księga Małgorzaty? IP: *.coig.pl 01.04.04, 14:54
        J. M. Riley, Księga Małgorzaty, Wydawnictwo Książnica

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka