Gość: MK
IP: *.magma / *.magma-net.pl
05.05.04, 16:21
Bo zawsze zostają ci, którzy muszą żyć dalej
Gdy lekarz, Bernard Espina wpadł na trop handlu relikwiami, nie myślał nawet,
nie podejrzewał, że nagle jego życie zmieni się w koszmar. A przecież można by
myśleć, iż jako "przechrzta" nie miał się czego obawiać? Zresztą był tak
dobrym lekarzem. A jednak zbezczeszczone ciało Meira Toledana, poruszyło nawet
jego, który widział tak wiele. I rozpoczęło jego koniec. Chłopiec, który miał
dostarczyć do zakonu relikwiarz na domniemaną kość św. Anny, został nie tylko
okradziony, ale i brutalnie zgwałcony. Lekarz tylko na swoje nieszczęście
zaczął poszukiwania sprawców. Na najgorszy początek... który kilka lat później
rozpocznie rzeź.
"... wszystkim Żydom, bez względu na to od ilu pokoleń żyją w Hiszpanii,
nakazuje się opuścić królestwo w nieprzekraczalnym terminie trzech miesięcy".
Obecny rozkaz objął już wszystkie prowincje monarchii. Chociaż królowa Izabela
już w 1483 roku zaczęła pozbywać się Żydów, ze swej ukochanej Andaluzji,
dopiero w kilka lat później wprowadziła w czyn dawne pragnienie. Nikt nie mógł
się czuć bezpieczny od 30 marca 1492 roku, nie tylko w Toledo.
Żydzi musieli poszukać sobie nowego domu. Lekarz Espina zniknął wcześniej. Oni
dopiero teraz mieli opuścić groby, najbliższych, którzy zawsze byli z nimi,
odejść ze świata, który może i nie był im najbardziej przychylny, ale był ich.
Znajomy. A teraz czekało ich tylko niewiadome. Także Jonasz i Eleazar, synowie
Chilkiasza Toledana, bracia zmarłego tragicznie Meira, muszą opuścić wraz z
ojcem Toledo i warsztat złotniczy. Nie znają swojej przyszłości, a ta
postanowiła naprawdę pomieszać im szyki. Rozdzielić ich już na zawsze. Jakby
cierpienia nie było dosyć?
W książce ruszymy po śladach Jonasza, który podąży tropem relikwiarza, bo w
nim zostało zaklęte jego przeznaczenie. Syna złotnika. "Gdyby dało się
wyśledzić relikwiarz..." dałoby się i odnaleźć mordercę Meira. A przecież nic
więcej mu nie pozostało. Wraz z Jonaszem wyruszamy w drogę, by spotkać
przeznaczenie i wraz z nim poznamy Hiszpanię, która jego obdarza coraz to
innym nazwiskiem, inną osobowością, ale nie zmienia jego duszy. Duszy, która
ciągle wyrywa się na zewnątrz. Do świata, który jej nie chce. Który na nią
poluje. Który pragnie jej śmierci.
"Dominikanie i franciszkanie, pełni satysfakcji z owoców swych długich
zabiegów o wydalenie Żydów, ze zdwojoną energią zabrali się za pozyskiwanie
żydowskich duszyczek dla prawdziwego Kościoła." Ale też za mordowanie tych,
których choćby można podejrzewać o wyznawanie Mojżesza...
Książka jest opowieścią historyczną, ale jednocześnie na poły rozrywką
sensacyjną. Ciągłe poszukiwanie, ukrywanie się głównego bohatera, jest może
nie obfitujące w nagłe zwroty akcji, ale jednak wciągające. Historyczność nie
przytłacza, postacie fikcyjne uzupełniają postacie potwierdzone historycznie.
Całość zaś tworzy miły, ale miejscami monotonny obraz. Na pewno wspaniale
odtworzony merytorycznie i barwnie odmalowany, ale jednak przytłaczający. Może
poprzez swoją powtarzalność, a może przez zwykłą nudę, która niestety się w
końcu wtrąca. Myślę, że taki już jest styl pisarski autora "Medicusa" i
"Szamana". Książki nie da się porównać do tętniącego życiem "Ostatniego
kabalisty Lizbony" Zimmera, ale da się przeczytać bez zbytniego szczękościsku.