Dodaj do ulubionych

Mnie książki nudzą...

12.08.04, 10:09
Powiedziała mi moja 21-letnia kuzynka, zdziwiona, że ciągle mam gdzieś pod
ręką jakąś książkę. Najpierw, zastawszy mnie z książką przy śniadaniu,
spytała: " Co to, już się uczysz do egzaminu?" - "Nie, po prostu czytam
sobie". Niedowierzanie. I tak się nawiązała rozmowa, z której dowiedziałam
się, że ją książki nudzą, że nie potrafi przeczytać żadnej książki w całości,
ale ma w domu 3 książki, które lubi i jej się podobają. Z tego co mówiła,
zrozumiałam, że są to takie poradniki pseudopsychologiczne typu "Jak osiągnąć
sukces w związku z mężczyzną" albo "Jak sprawić by cię zawsze kochał".
Naprawdę zrobiło mi się jej żal. Dla mnie to jakiś rodzaj kalectwa...
Obserwuj wątek
    • klymenystra Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 10:11
      ano sa tacy ludzie niestety.. duzo zalezy od wychowania. pamietam, ze jeszcze
      pacholeciem bedac jezdzilam na kolonie i zabieralam zawsze minimum 3 ksiazki
      (kotre konczylam w polowie kolonii). nikt nie rozumial po co woze ze soba
      ksiazki i mojej rozpaczy ze nie mam juz co czytac. spotykalam pozniej
      wielokrotnie tych ludzi i fakt-oni sa o cos ubozsi..
      • nutta Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 12:02
        Jak jeździłam na kolonie w odległych już czasach,to pamiętam, że w mojej grupie
        był zwyczaj, że za dnia czytało się książki(oczywiście nie wszyscy), a
        wieczorem opowiadało wszystkim w pokoju.Być może zachęciło to inne osoby do
        zainteresowania się niektórymi autorami.
    • Gość: Aga Re: Mnie książki nudzą... IP: 81.15.254.* 12.08.04, 10:12
      Bo to jest bardzo ciężkie kalectwo. Żal mi takich ludzi, bo tracą cale morze
      niesamowitych przeżyć. Boże, co można robić, jeśli się nic nie czyta? Jaką
      można mieć wtedy wrażliwość na świat i ludzi? Jaką wyobraźnię? Smutne życie,
      nie ma co.
    • hrabalek Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 10:15
      No cóż świat jest tak przebogaty w swojej różnorodności,że jest na nim miejsce
      i dla takich koleżanek. Ale za to czytający mogą poprawić sobie własną
      samoocenę, bo jednak uznajmy za normalność to -to-że dobrze jest czytać książki.
      Wybór należy do człowieka!A zależy od tych , którzy Go wychowują!
    • conena Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 10:31
      odłam mojej rodziny twierdzi, że książki to całkowita strata czasu i totalne
      nudy, ponadto jedna ciotka dobiła mnie kiedyś stwierdzeniem, że jak we filmie
      nie ma dużo krwi to ona nie ogląda bo to szajs. tacy ludzie też są:)
      natomiast niektórzy się nawracają. tydzień temu kolega mi opowiadał o jakiejś
      tam książce i o tym, że sięgnął jakiś czas temu po książkę z nudów, czytało mu
      się nieźle i doszedł do wniosków, że zaczyna czytać, bo bardzo dużo stracił.
    • default Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 10:33
      Pamiętam podobną rozmowę, z młodą dziewczyną, z którą kiedyś pracowałam.
      Widząc, że czasem sobie poczytuję ukradkiem pod biurkiem, zaczęła mnie
      wypytywać, co czytam, czy to ciekawe i jakie książki lubię. Bardzo trudna to
      była rozmowa, coś w rodzaju "jak ze ślepym o kolorach". Panienka o każdej
      wymienionej przeze mnie książce chciała koniecznie wiedzieć : "ale czy to
      kryminał czy romans?"
    • Gość: Karol Re: Mnie książki nudzą... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.04, 10:53
      Ja czasem czuję się "winny" przy moich znajomych, gdy np. przyłapią mnie w pokoju, jak kilka pozycji leży na biurku i do tego jakieś notatki. Oczywiście w wakacje nie da się z tego wytłumaczyć.
      Gdy natomiast czasem wieczorem rozmowa zejdzie na temat książek (wszelakich) to znów oni zaczynają (mi) się tłumaczyć brakiem czasu, etc.
      Śmieszne...(?)
    • Gość: qrwiszon Re: Mnie książki nudzą... IP: *.infocoig.pl / *.crowley.pl 12.08.04, 11:33
      Ja też nie jestem fanem książek i jakoś nie czuję się kaleką, ale przeciez to
      Wy wiecie lepiej w końcu jesteście mądrzejsi bo czytacie książki...
      • Gość: nancy Re: Mnie książki nudzą... IP: 193.111.166.* 12.08.04, 11:39
        To nie chodzi o to, że czuję się lepsza i mądrzejsza od tych, co nie czytają,
        po prostu uważam, że dużo tracą, pozbawieni są ogromnego obszaru cudownych
        przeżyć. Ja np. nie bardzo przepadam za muzyką poważną, nie wysiedziałabym na
        koncercie w filharmonii. Podejrzewam, że ten brak wrażliwości muzycznej też
        mnie czegoś, jakichś doznań, przeżyć pozbawia, ale nie czyni ani gorszą, ani
        lepszą od melomanów.
        • neikula Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 13:05
          ja też ponarzekam na dzisiejszą młodzież, że nie czyta książek - w obserwuje to
          niemal na dzień w dzień w pracy (uczę na uniwerku)

          mam tę przyjemność ;-), że wśród moich są studentów przyszli specjaliści od
          promocji, reklamy, marketingu i PR (SIC!) - czyli ludzie, którzy powinni mieć
          przede wszystkim rozwiniętą wyobraźnię i pewnego rodzaju wrażliwość estetyczną

          dlatego też prowadząc z nimi ćwiczenia kiedyś zadałem im zadanie w stylu: "na
          przyszły tydzień proszę przygotować projekt reklamy prasowej wykorzystującej
          motywy dowolnej powieści napisanej w ostatnim dziesięcioleciu" doprecyzowałem,
          że reklama ma być skierowana do osób oczytanych i dobrze znających współczesną
          literaturę

          zadanie wydawało mi się dość proste i nie wymagające więcej niż godzina do
          dwóch myślenia :)

          i w tym momencie na sali szum i szepty - "a jakieś tytuły pan może nam podać
          przykładowe?", "a jak ktoś nie czytał ostatnio jakieś książki, to można na
          podstawie filmu z książki?" (SIC!)

          minął tydzień i dupa, kolokwialnie rzecz ujmując - 50% grupy nie przyszło, a
          reszta:
          4 x king - panowie
          2 x stell - panie
          2 x wharton - panie
          2 x perez-reverte (klub...) - płci obojga - przyjąłem z ulgą i wdzięcznością,
          że choć ktoś :)

          całość mnie tak rozwścieczyła, że postanowiłem zadać im do przeczytania po 5
          (SIC!) książki

          1) Perez-Reverte - dowolna powieść
          2) Gustaw Herling-Grudziński (obowiązkowo Sześć medalionów i srebrna szkatuła)
          3) Tokarczuk - Dom dzienny... lub Prawiek...
          4) mało znany tom opowiadań W. Wasiliewa "Wiedźmin z wielkiego kijowa"
          5) do wyboru

          nie jest to aby wymagająca literatura, rzec trzeba, że bardzo lekka i luźna

          nie minął tydzień, jak dziekan do spraw studenckich zaprasza mnie do siebie, bo
          jak się okazało młodzież napisała pismo, w którym stwierdza, że jak by chcieli
          zajmować się czytaniem książek to by na polonistykę poszli, a nie na
          zarządzanie :))))


          • bastard_bloodwritten Re: Mnie książki nudzą... 18.10.04, 11:59
            minął tydzień i dupa, kolokwialnie rzecz ujmując - 50% grupy nie przyszło, a
            > reszta:
            > 4 x king - panowie
            > 2 x stell - panie
            > 2 x wharton - panie
            > 2 x perez-reverte (klub...) - płci obojga - przyjąłem z ulgą i wdzięcznością,
            > że choć ktoś :)

            rozumiem, że King nie był tym o co chodziło ? a dlaczego w tkaim razie Reverte
            tak ? Moim zdaniem liga ta sama, a nawet King lepszy [nie mówię że każda
            powieść, ale to na pewno coś więcej niż tylko horror].

      • bobofruit99 Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 13:09
        Ja nie jestem fanem qurwienia się i jakoś nie czuję się kaleką, ale przecież to
        Ty wiesz lepiej, w końcu jestes qurwiszonem.
        Powiem Ci tak, żebyś zrozumiała: z mojego doświadczenia wynika, że miłość z
        kobietami czytającymi jest przeważnie ciekawsza od tej z dziewczynami, które
        wolny czas spędzają prawie wyłącznie w klubach i na imprezach.
        Jasne?
        • Gość: daria13 Re: Mnie książki nudzą... IP: *.crowley.pl 12.08.04, 16:38
          Bardzo ciekawy aspekt czytelnictwa i miejmy nadzieję, że bodziec dla osób
          gardzących książkami. Czego się nie robi, żeby podnieść swoją atrakcyjność!
          Ale swoja drogą myślę, że qrwiszon trochę cię podpuścił, bo skąd wziął by się
          na forum książki? Myślę, że nie wolno nam gardzić analfabetami książkowymi,
          tylko im współczuć, ale naprawdę bez złośliwości.
    • chiara76 Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 13:19
      pamiętam, że u mnie książki w domu było zawsze...zresztą nauczyłam się szybko
      czytać, bo denerwowało mnie, jak mi inni czytali.
      W pierwszej klasie podstawówki odwiedziłam koleżankę, pamiętam, że czegoś mi
      brakowało w jej pokoju, wreszcie odkryłam, i u niej, i w całym domu nie było
      prawie żadnych książek. Dla mnie, która zawsze z rodziną kombinowała, gdzie tu
      upchnąć kolejną książkę, było to niesamowicie dziwne. Zresztą do dziś mnie to
      dziwi.
      • scoutek Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 13:44
        mam na temat ludzi nieczytajacych wlasna teorie poparta doswiadczeniem, jako ze
        zawodowo zajmuje sie ksiazkami wlasnie ... teoria ta polega na tym, ze ci
        ludzie nigdy nie trafili na swoja ksiazke, taka ksiazke, ktora spowodowala
        asolutne znikniecie, swego rodzaju wchloniecie czytajacego, cos co powoduje, ze
        swiat rzeczywisty przestaje istniec a istnieje WYLACZNIE ksiazka .... obok moze
        sie walic i palic a my tylko czytamy ... jak trafi sie w swoim zyciu na taka
        lekture, to pozniejsze czytanie nastepnych i jeszcze nastepnych jest
        poszukiwaniem tamtego cudownego uczucia oddalenia... ksiazke taka ma sie na
        poczatku swojej drogi czytelniczej....
        u mnie bylo to "W pustyni i w puszczy" w II klasie szkoly podstawowej... a moj
        brat dlugo nie lubil czytac az pewnego razu trafil na "Znaczy Kapitan"
        Borchardta i... przepadl....
        • eirinn Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 14:20
          U mojego męża w domu książki (parę sztuk na krzyż) pełniły rolę ozdobników na
          regałach. Na początku małżeństwa próbował przyjąć tę samą postawę i usiłował
          mój zbiór poukładać według kolorów i wielkości. Nie rozumiał, bo go w domu nie
          nauczono, że w posiadaniu książek jest pewna logika, że niektóre chcę mieć
          ułożone autorami, inne seriami, inne tematyką. Po prostu, podejście do czytania
          książek wynosi się z domu. Jeśli rodzice nie sięgają po książki, nie rozmawiają
          o nich z dziećmi, dzieci nie odczuwają potem takiej potrzeby. To tak jak ktoś
          tu napisał, że nie czuje się kaleką. Bo nie wie, że w pewnym stopniu nim jest,
          że nie jest w stanie w pełni doceniać np. filmu czy muzyki, w których jest
          przecież mnóstwo odniesień do dzieł literackich. Choćby taki 'Matrix', który na
          pewno oglądali i którym się zachwycali. Tam w jednej tylko scenie jest
          nawiązanie do '1984' i do "Alicji w Krainie Czarów', co stanowi swoisty klucz
          do całego filmu. Ale jak się o tych książkach nie słyszało (że nie wspomnę o
          czytaniu), co z całego filmu rozumie się efekty specjalne.
          • scoutek Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 14:25
            a moj znajomy mial dziewczyne, ktora byla zazdrosna ....o czas, ktory poswiecal
            ksiazkom... myslala, ze jak poswieca czas na ksiazki to znaczy, ze jej juz nie
            kocha....
            • hrabalek Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 15:40
              bystra z niej dziewczyna była!Mój syn z trudem wchodził w czytelnictwo, tym
              bardziej,że dziś w szkole pracuje się na fragmentach z książek i nie wymaga
              czytania całej.Ruszył dopiero z kopyta przy Tolkienie. Otworzyłam dziób ze
              ździwienia bo dla mnie było to niestrawialne(znaczy się Tolkien).Potem cała
              biblioteczka gwiezdnowojenna, a obecnie książki z serii Gazety
              Wyborczej.Oczywiście chciałabym żeby dużo czytał, ale widzę ,że musi mieć swój
              czas i swoją porę na książkę. Nie zmuszam. Cieszę się , gdy sam szuka drogi do
              książki......
          • slonecznawiosna Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 16:57
            Bardzo lubię czytać :)

            Jak ktoś nie czyta to już jest w pewnym stopniu kaleką ???
            Wydaje mi się, że przesadzacie z tą opinią.

            Znam bardzo wartościowych ludzi, którzy nie czytają.
            I z całą pewnością nie są kalekami w szerokim pojęciu tego słowa.

            Czytanie książek nie ma wyłączności na rozwijanie się i przeżycia.............

            Pozr.

            Iskierka


        • ssara Re: Mnie książki nudzą... 02.09.04, 00:11
          Zgadzam sie calkowicie. W szkole podstawowej i srednije zawsze czytalam to co
          mi kazali, nic specjalnie mnie nei zainteresowalo. W zasadzie sposrod kanonu
          lektur najbardziej podobal mi sie Inny swiat Grudzinskiego. Zwazywszy na fakt
          iz nie lubilam czytac nie moglam uwierzyc gdy te stosunkowo ciezka ksiazke
          przeczytalam jednej nocy. Jednak to jeszcze nie byl ten bodziec, to jeszcze nie
          byla ta ksiazka ktora sprawila ze polubilam czytac. Owa ksiazke przeczytalam
          beda juz na studiach, autorka malo znana Santa Montefiore, ksiazka pt. Spotkamy
          sie pod drzewem ombu. Nie moglam sie od niej oderwac, przez jakis czas wracalam
          jeszcze do niej i na nowo czytalam. Pozostale ksiazki autorki (te ktore ukazaly
          sie w Polsce) sa takze swietne. Moze to nie sa dziela XX-wiecznej literaturry
          ale mi sie bardzo podobaly. To one sprawily ze codziennie cos czytam, chocby
          jeden rozdzial. Kolekcja gazety jest jzu na moich pulkach i powoli nadrabiam
          zaleglosci.
          Gdy slyszalam jak kolezanki na polskim opowiadaly o lekturach spoza kanonu
          lektur szkolnych, ktore pochlaniaja czulam zazdrosc bo ja takiej potrzeby nie
          mialam, nie uwazalam sie jednak gorsza, bo czy fakt ze ktos mniej czyta sprawia
          ze jest gorszy lub glupszy ? Teraz juz wiem ze nie, ale teraz jzu nawet nie
          musze szukac usprawidliwienia bo sama polubilam czytanie :)
    • Gość: sista Re: Mnie książki nudzą... IP: *.crowley.pl 12.08.04, 16:46
      Zamiłowanie do kiążek wynosi się z pewnością z domu, ale czy może się tak
      zdażyć, żę z zachłannie czytającej matki wyrosną dzieci, dla których książki są
      tylko obowiązkiem lektur szkolnych. Czytam bardzo dużo, dzieciom czytałam, gdy
      były małe, a teraz kiedy same powinny już czytać (13 i 9 lat)robią to
      sporadycznie i wciąż muszę ich do tego namawiać.Myślę, że niestety komputery są
      wielkim zagrożeniem dla najmłodszego pokolenia, jeśli chodzi o czytelnictwo.
      Jak myślicie, czy dać luz dzieciom i pozwolić im samodzielnie dojrzeć do
      czytania, czy zmuszać je na siłę. Nie przeżyję, jeśli nie będą lubiły czytać.
      Liczę na radę doświadczonych rodziców, będących zapalonymi czytelnikami.
      • Gość: pszemcio Re: Mnie książki nudzą... IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.04, 17:07
        na pewno na czytelnictwo ma wpływ czytanie dzieciom w domu...poza tym to jest
        chyba dziedziczne......ja wychodzę z załozenia że w pewnym wieku mlodziez czy
        dziecko ma prawo powiedziec "książki mnie nudzą" bo czasami do pewnych rzeczy
        trzeba dorosnąć, ale jeśli mówi to osoba dorosła to jednak chyba
        kalectwo....potem dochodzi do takich sytuacji że gość nie potrafi ze skupieniem
        przeczytać jednej strony A4 i nie rozumie ogłoszenia w gazecie
      • Gość: 26 lat moja historia IP: *.internetdsl.tpnet.pl 12.08.04, 17:08
        10 lat temu czytalem tyle ksiazek, w licum zloilem klasyke polska i zagraniczna
        i jakies dodatkowo kurioza ;] /kryminaly, sensacje etc/.. pamietam uslyszalem
        kiedys piosenke jakiegos amerykanskiego zespolu z lat 60tych- it's fun it's
        fun, summer's comming, school's over, _put out all books_ ...- bylo to dla mnie
        szokiem, ksiazka jako cos nieprzyjemnogo, narzucongo, nie pojmowalem tego ...
        od kilku lat nie przeczytalem zadnej ksiazki, i wcale mnie nie ciagnie do
        czytania, nie wiem, moze to kwestia chwilowego znudzenia???
        • staua Re: moja historia 12.08.04, 21:24
          Tez znam sporo ludzi, bardzo inteligentnych, ktorzy w pewnym momencie przestali
          czytac, zwlaszcza beletrystyke, bo stwierdzili, ze nic juz dla siebie w
          ksiazkach nie znajduja i nie maja przyjemnosci z czytania.
          Trudno mi stwierdzic, jak sie proces takiej transformacji odbywa, bo jeszcze do
          tego nie doszlam, ale wiem, ze to czeste.
      • bobofruit99 Nie przeżyję 12.08.04, 17:11
        <<Nie przeżyję, jeśli nie będą lubiły czytać.>>

        Tradycyjna forma masowego czytelnictwa odchodzi w niebyt. I nie jest wartośćią
        samą w sobie. Wynalazek braci Lumiere skutecznie zaspokaja masową potrzebę
        konsumowania fabuły, zastępując martwą już zupełnie powieść. Widać to doskonale
        choćby po tym forum, gdzie śmierć epiki manifestuje się jej nadobecnością.
        Poezja jest do westchnień, którymi trudno się dzielić, a powieść przenosi ważne
        treści i dostarcza fantazmaty. I właśnie z tym ostatnim jest problem, bo patrząc
        na kierunek rozwoju kultury Zachodu, literatura w tradycyjnym jej miejscu jest
        absolutnie niewydolna i staje się w skali społecznej zbędna, a wręcz szkodliwa.
        Dlatego literatura jest coraz bardziej gdzie indziej, tzn. rozwija się gdzie
        indziej.
        Chyba trzeba najpierw postawić sobie pytania: po co dzieci mają czytać? i jak?
        • Gość: pszemcio Re: Nie przeżyję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.04, 18:43
          nie wiem czy masowa forma czytelnictwa kiedykolwiek miała miejsce.........ale
          nie zgadzam sie że czytanie jest zbędne i nie ma żadnej wartości
          • Gość: bobofruit Re: Nie przeżyję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.04, 18:45
            z punktu widzenia przemysłu popkultury - jest
            • Gość: PSZEMCIO Re: Nie przeżyję IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 12.08.04, 19:16
              to ja w takim razie "Z PUNKTU WIDZENIA CZŁOWIEKA"
              • bobofruit99 Re: Nie przeżyję 12.08.04, 23:43
                humanizm nie jest bez winy, jeśli idzie o niewygodny stan obecny
      • Gość: niniel Re: Mnie książki nudzą... IP: 195.205.228.* 01.09.04, 10:31
        Komputery zagrożeniem dla czytelnictwa? Ależ w necie można znaleźć masę
        wspaniałych opowiadań, które zapewne publikacji nigdy się nie doczekają, nie
        mówiąc o forach dyskusyjnch, gdzie są zamieszczane szczere książek recenzje.
      • bastard_bloodwritten Re: Mnie książki nudzą... 18.10.04, 12:09
        mam brata, 10 lat młodszego. mój ojciec "połyka" książki, ja również, najpier
        biernie - czytanie przez ojca 5latkowi np. Trylogii Sienkiewicza, potem
        czynnie, w końcu pani bibliotekarka w podstawówce powiedziała że nic już dla
        mnie nie ma...

        natomiast mój brat przeciwnie - nie chciał czytać, wręcz stawał okoniem, że nie
        będzie i koniec. Wiedziałem, że zbytni nacisk tylko przeszkodzi, wię delikatnie
        zacząłem podtykać mu przeróżne książki, patrząc głównie moje wrażenia przy
        czytaniu, czyli te najlepiej "wchodzące" z lekkiej literatury - Maclean, Howard
        etc. W końcu za którymś razem załapał - obecnie jest pożeraczem książek
    • braineater Generalizacje, generalizacje 12.08.04, 20:55
      Na swojej drodze zyciowej:) spotkałem parę osób, które ksiązki miały generalnie
      w dupie, a rozmawiało się z nimi przecudownie - jeden z tych ludzi, uparcie
      twierdził, że w życiu przeczytał tylko jedną fajną książkę - 'Dżumę' Camusa i
      to tylko do połowy, bo potem miał ciekawsze zajęcia - a był jednym z
      inteligentniejszych rozmówców na jakich się w życiu natknąłem. Nadmierne
      czytanie ksiązek, powoduje u niektóych radykalny przerost formy nad treścią
      czyli, ujmując to najprostszymi słowami, potrafią godzinami bredzić o tym,
      jakich to wzruszeń doznawali nad ostatnią lekturą, natomiast nie da się z nimi
      rozmawiać o niczym innym - przepraszam, jeśli kogoś urażę, ale jest to
      schorzenie większości studentów MISH'ów wszelakich - non stop tylko Masłowska,
      Pielevin czy Andruchowycz wywracani na nice - tyle, że do niczego to nie
      prowadzi, ponieważ w większości są to powtórki z przeczytanych recenzji,
      artykułów czy opracowań krytycznych (dygresja: rozmawiam ostatnio z jednym z
      znajomych o Dicku (Philipie, nie tym tam:)i on zaczyna od tego, że w
      powieściach Dicka już w pierwszym zdaniu dowiadujesz się wszystkiego o
      bohaterze...i byłoby wszystko dobrze, gdybym przypadkiem nie czytał 'Bożych
      inwazji' Sutina, skąd ten cytat bezpośrednio został zerżnięty; koniec dygresji)
      Tak więc, zda mi się w moim łbie prostym i średnio wypełnionym lekturami, że w
      czytaniu, jak we wszystkim, trza znać umiar i wiedzieć, kiedy walnąc ksiązką o
      podłogę by wyjść na spacer, obejrzeć Monka, czy przejśc się do kina...
      Pozdrowienia:)
      • eirinn Re: Generalizacje, generalizacje 12.08.04, 21:27
        Zgadza się, tylko żeby walnąć książką w podłogę, trzeba ją mieć najpierw w
        ręku...
      • vilya1 Re: Generalizacje, generalizacje 20.08.04, 23:55
        braineater napisał:

        > Nadmierne
        > czytanie ksiązek, powoduje u niektóych radykalny przerost formy nad treścią
        > czyli, ujmując to najprostszymi słowami, potrafią godzinami bredzić o tym,
        > jakich to wzruszeń doznawali nad ostatnią lekturą, natomiast nie da się z
        > nimi
        > rozmawiać o niczym innym - przepraszam, jeśli kogoś urażę, ale jest to
        > schorzenie większości studentów MISH'ów wszelakich - non stop tylko
        > Masłowska,
        > Pielevin czy Andruchowycz wywracani na nice - tyle, że do niczego to nie
        > prowadzi, ponieważ w większości są to powtórki z przeczytanych recenzji,
        > artykułów czy opracowań krytycznych

        Jesteś niesprawiedliwy. ;))) Powiedziałabym raczej, że to schorzenie wszelkiej
        maści nadambitnych snobów (o tyle może jednak nieszkodliwe, że zazwyczaj
        umotywowane lekturą zarówno książki, jak i określonych tekstów krytycznych ;),
        niekoniecznie z MISHu rodem, chociaż faktycznie tam ich zagęszczenie zwiększa
        się czasami niepokojąco.
        Pozdrawiam

        Vilya, wciaz majaca nadzieje, ze do niej tych slow odniesc nie mozna. :|
    • brruno Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 22:07
      To ja w punktach:
      1) niektórzy mają po prostu inny rodzaj wyobraźni i słowo pisane ich nie rusza.
      Świetnym przykładem jest mój ojciec: ani pół książki w domu (albumów nie
      liczę), za to jak zaczyna rysować, malować albo robić projekt jakiegoś
      surrealistycznego budynku czy innego obiektu (a potem toto konstruować), łeb
      urywa. Całą wiedzę zawodową zdobywał oglądając obrazki (wątpię nawet, czy
      kiedykolwiek czytał podpisy pod nimi);
      2) „26 lat”, hehe, skąd ja znam tę historię... Po tonach literatury
      pochłoniętych w dzieciństwie i liceum (tyle dobrze, bo potem długo na nich
      jechałam) przez kilkanaście lat prawie nic nie czytałam, tj. przez całe studia
      i resztę romansu z uczelnią traktowałam lekturę jako środek: muszę się
      dowiedzieć, umiejscowić, porównać, znać itd. W sumie obrzydliwe, co filologia
      potrafi zrobić z porządnym człowiekiem. Ale pół roku temu przeszło jak ręką
      odjął. Wyprzedaję na Allegro wszystkie mądre dzieła na tematy ważkie, a po
      nocach znowu zaczytuję się „absolutnie niewydolną literaturą w tradycyjnym jej
      miejscu”, że zacytuję wrednie Bobofruita99;
      3) uczyłam się niedawno wymiennie języków z pewną ekonomistką. Ponieważ nie
      startowałyśmy od zera, zaproponowałam pracę na krótkich tekstach literackich,
      kilkunastostronicowych nowelach m.in. Hawthorne’a i Bunina. No i tu się
      zdziwiłam. Wyobraźcie sobie, że dziewczyna, całkiem skądinąd bystra, traktowała
      te teksty czysto informacyjnie: pamiętała, kto i skąd przyszedł i co
      powiedział, ale nie „dowyobrażała” sobie reszty, czyli tego, co między
      wierszami, więc w sumie za cholerę nie potrafiła zrozumieć, w czym rzecz. Co po
      raz kolejny dowodzi, że trzy czwarte każdej książki musimy sami zrobić sobie w
      głowie - i na tym polega cała zabawa.
      • bobofruit99 Re: Mnie książki nudzą... 12.08.04, 23:42
        Pisząc o abolutnie niewydolnej literaturze w tradycyjnym jej miejscu, nie miałem
        na myśli literatury właściwościach samych w sobie, ale jej rolę w
        społeczeństwie mniej więcej od Oświecenia do socrealizmu włącznie. Dla tamtych
        idei była doskonałym narzędziem, dla współczesnej kultury masowej babrzącej się
        w przeróżnych symulakrach są lepsze narzędzia. Jeśli nie chcemy, żeby nasze
        dzieci były outsiderami, zabierajmy je do kina na Matrixa, kupujmy im Doom 3 i
        pozwalajmy oglądać Power Rangers.
        Osobiście nie jestem entuzjastą takiego społeczeństwa, raczej znajdę sobie kątek
        (angulus P. Quignarda) i będę czytał XIX wieczne powieści, ale kiedy będę miał
        dzieci, to zadam sobie pytania: co mają czytać? po co? jak? Na pewno zrobię
        wszystko, żeby nie łykały fabuły wyłącznie, jak Emma Bovary i jej współczesne
        wersje.
        • Gość: Woda A propos domowego przysposabiania do czytania IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 13.08.04, 23:49
          Nie zgadzam się z twierdzeniem, jakoby miłość do ksiażek wynosiło się z domu -
          znam wiele rodzin, gdzie tylko jedno z kilkorga dzieci (albo nawet żadne) lubi
          czytać ksiażki, jego rodzeństwo natomiast od nich stroni na rzecz innych
          rozrywek. A wychowali się w tym samym domu i mieli takie same sposobności (lub
          taki sam ich brak). I tutaj sprowadzę swój pomysł: czytanie jest jedym z
          rodzajów rozrywki człowieka, jeżeli jest ich kilka konkurują one o nasz czas,
          wybieramy zatem taki, który nam najbardziej odpowiada. Czytanie książek jest
          jedym z wielu, równie dobrze emocje i przemyślenia ludzi można poznawać w
          rozmowach z nimi, albo patrząc się im w oczy. Mózgi niektórych bardziej
          pozytywnie i zachęcająco reagują na inny rodzaj rozrywki. Czytanie książek nie
          jest w życiu do niczego potrzebne (patrząc od strony przetrwania
          biologicznego). Czytamy jeżeli to sprawia nam przyjemność, a nie jedynie w celu
          odkrycia "co autor miał na myśli".

          Inna sprawa, że w rozmowach z ludźmi rzadko kiedy potrafimy poruszać się w
          głębokiej wodzie, tonąć w rozmowie. O wiele łatwiej czyta się książki niż
          rozmawia z ludźmi....
    • karo_lina79 JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 13:30
      Zawsze uwielbiałam czytać, potrafiłam zarwać noc, byle doczytać.
      Dwa lata temu skończyłam studia polonistyczne.
      I co?
      Efekt jest taki, że NIENAWIDZĘ CZYTANIA, a literaturą polską dosłownie rzygam.
      Po studiach mam wrażenie, że nie pisze się o niczym innym, jak o ojczyźnie i
      wojnie, ewentualnie o skutkach tej wojny w psychice bohatera, o zboczeniach i
      odchyłach psychicznych (choćby ten cały przerekalmowany Gombrowicz, brrr),
      nieszczęściach, katastrofach itd.
      Dlaczego nie ma książek takich jak Różewicza "Matka odchodzi"? Tu jest i o
      śladach wojny, i innych nieciekawych aspektach życia, ale w jakiej formie
      podane! Czyli można pisać strawnie o świecie.
      Zawiodłam się na literaturze, a harlekiny mnie nie interesują.
      Przecież ta Masłowska to też przereklamowana, mimo udanego eksperymentu z
      językiem, doceniam.
      Teraz nasza lityeracka przyszłość to im dziwniej tym lepiej.
      Zęby mnie boką od zgrzytania i wracam do siedzenie w Internecie.
      Nie dziwię się, że dzieci wolą komputer niż bibliotekę (ale "Mikołajek" jest
      wspaniały!).
      • Gość: sylwek Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM IP: *.acn.waw.pl 14.08.04, 13:36
        Na polonistyce studiują różni ludzie. Jest wielu inteligentnych, ale też wielu
        takich, co z harlequinów wyrośli, a do poważnej literatury nie dorosną nigdy.
        Mam wrażenie, że należysz do tej drugiej kategorii.
      • bobofruit99 Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 13:40
        Grasz w Dooma w sieci?
        • karo_lina79 Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 13:50
          Nie, nie gram w Dooma ani w inne gry.
          Iloraz inteligencji mam ponad przeciętna i skończyłam dwa kierunki studiów.
          Pozdrawiam.
          • bobofruit99 Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 14:35
            Szkoda, pogralibyśmy razem, a później może udałoby mi się namówić Cię na wspólne
            czytanie Prousta.
            • braineater Half Life może 14.08.04, 14:41
              być - bo jak tak to ja chętnie...:)
              Pozdrowienia:)
          • Gość: Kryske Do Karo-liny79 IP: *.telia.com 14.08.04, 15:10
            Droga Karolino, jestem od Ciebie dwa razy starsza, ale nigdy mnie nie znudzilo
            czytanie. Moze wybierasz malo ciekawa literature? Troche watpie w te dwa
            fakultety, bo w koncu masz dopiero 25 lat. Pomijajac juz to, ze fakultety nie
            maja nic wspolnego z checia do czytania. Znam inzynierow, ktorzy ani jednej
            ksiazki nie czytali i tez zyja. Krotka mowiac: dwa fakultety i IQ ponad
            przecietna nic jeszcze nie mowia o tobie jako osobie. Moze kujon po prostu? A
            moze urocza dziewczyna, ktora woli sie bawic i tanczyc, a nie tracic czas na
            siedzenie na kanapie z ksiazka. Moze zacznij czytac nowele? Ostatnio czytalam
            wspaniale nowele Anny Gavalda. Tego sie nie zapomina
            • bobofruit99 Re: Do Karo-liny79 14.08.04, 15:17
              > Troche watpie w te dwa
              > fakultety, bo w koncu masz dopiero 25 lat
              Można studiować równolegle - sporo osób tak robi.
      • zalotnica Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 15:27
        karo_lina79 napisała:

        > Zawsze uwielbiałam czytać, potrafiłam zarwać noc, byle doczytać.
        > Efekt jest taki, że NIENAWIDZĘ CZYTANIA, a literaturą polską dosłownie rzygam.

        Na poczatek polecam Nelsona Demille "Zlote wybrzeze", jak rozwniez
        The Da Vinci code (wlasnie czytam -Dan Brown), moze wroca Ci checi.
        Ten pierwszy to master, nikt tak nie pisze jak on...
        • bobofruit99 Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 15:39
          Trochę debilne książki polecasz.
          • zalotnica Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 14.08.04, 16:30
            bobofruit99 napisał:

            > Trochę debilne książki polecasz.

            pozycje te podalam jej tak dla relaxu, rozrywka od czasu do
            tez jest potrzebna...

            Cytuje karoline:
            "> ...Zawsze uwielbiałam czytać, potrafiłam zarwać noc, byle doczytać
            > Efekt jest taki, że NIENAWIDZĘ CZYTANIA, a literaturą polską
            >dosłownie rzygam...."



          • zalotnica Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 15.08.04, 16:10
            a wiesz...ciekawa jestem jaka lekture
            Ty zaproponowalbys carolinie ?
            a czy czytales cokolwiek N. DeMille...?
      • Gość: Zdanka Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM IP: *.devs.futuro.pl 14.08.04, 18:27
        Droga Karolino!
        Posłuchaj co ci powie osoba,która twierdzi,że zeżarła wszystkie rozumy i
        dlatego obecnie jedynie pije :P

        Twój post jest niezwykle niespójny - piszesz,że rzygasz literaturą (cóż, ja tam
        lubię zabawę w wymiotach),ale konsekwentnie każdą - od bogoojczyżnianej po
        Gombrowicza z Masłowską (coś jak galaretka z chipsami...) Jeżeli chodzi o
        polonistykę, to z założenia ma ona niewiele wspólnego z literaturą, co taka
        duża dziwewczynka jak ty ,powinna już wiedzieć:) Generalnie, wszystko co
        robisz na polonistyce,powinnaś robić na przekór wykładowcom,chyba ,że ma sie to
        szczęście,iż trafi się na wykładowców uskrzydlających...Wtedy teksty się
        otwierają, inaczej trzeba je sobie pootwierać samemu, co sprawia wiele
        przyjemności,ale i doprowadza do wielu awantur:),gdyż trzeba dbać, aby jeden
        kostyczny, załamany życiem i niepowodzenimi z innym, nie kładł swoich brudnych
        łapsk na twojej interpretacji, o ile nie ma czegoś sensownego do powiedzenia...
        Nie zawiodłaś się na literaturze, zawiodłaś się na metodologii :) Nigdy nie
        wierzyłam w jakiekolwiek systemy, dlatego najśmieszniejszy kierunek na
        uniwersytecie wg mego skromnego zdania, to pedagogika:P System uczenia jak
        ogłupić...

        Otwórz sobie Bieńczyka,może "Terminal" na początek.Można strawnie pisać o
        świecie...Nawet o współczesnym świecie...Tylko eseistyka może nas uratować:)
        • Gość: klip Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM IP: *.chello.pl 14.08.04, 18:34
          Zdanko, napijmy się razem.
          • Gość: sylwek Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM IP: *.acn.waw.pl 14.08.04, 18:44
            Jeśli wolno przeszkodzić w piciu, to wtrącę jeszcze swoje trzy grosze. Ludzie
            dzielą się na samouków i nieuków. Całkiem sporo wybitnych ludzi miało
            beznadziejnych nauczycieli, wykładowców, promotorów. I może to właśnie
            skłaniało ich do indywidualnych poszukiwań. Więc nie warto własnych porażek
            zwalać na innych. Rozumiem, że od czytania literatury staropolskiej tylko po
            to, by zdać egzamin u kostycznego zapijaczonego doktora bez habilitacji może
            się wszystkiego odechcieć. Ale na każdym kierunku są beznadziejne przedmioty
            czy może raczej beznadziejni wykładowcy. Zawsze się jednak wydaje, że trawa na
            sąsiednim polu jest bardziej zielona;-)
            • another_story Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 15.08.04, 14:50
              Gość portalu: sylwek napisał(a):

              > Jeśli wolno przeszkodzić w piciu, to wtrącę jeszcze swoje trzy grosze. Ludzie
              > dzielą się na samouków i nieuków. Całkiem sporo wybitnych ludzi miało
              > beznadziejnych nauczycieli, wykładowców, promotorów. I może to właśnie
              > skłaniało ich do indywidualnych poszukiwań. Więc nie warto własnych porażek
              > zwalać na innych. Rozumiem, że od czytania literatury staropolskiej tylko po
              > to, by zdać egzamin u kostycznego zapijaczonego doktora bez habilitacji może
              > się wszystkiego odechcieć. Ale na każdym kierunku są beznadziejne przedmioty
              > czy może raczej beznadziejni wykładowcy. Zawsze się jednak wydaje, że trawa
              na
              > sąsiednim polu jest bardziej zielona;-)

              Proszę Was, nie straszcie biednej przyszłorocznej maturzystki i potencjalnej
              kandydatki na filologię polską. Już wystarczająco przeraziłam się wizją Jana z
              Koszyczek oraz "Z duchem w rozmawianiu"... :)

              Przy okazji - w moim domu jest wprawdzie sporo książek, ale cechuje je duża
              przypadkowość: Tołstoj stoi obok Mastertona, "Historia literatury
              amerykańskiej" obok Mostowicza, itd. Mama kupowała po prostu wszystko, co jej
              wpadło w ręce, teraz natomiast czyta raczej niewiele. Ja z kolei muszę toczyć z
              rodzicami wojnę o moje własne książki, które oni uznają za "stratę pieniędzy"
              i "niezdrową manię" (chętniej widzieliby mnie slęczącą nad podręcznikami...).
              Tak więc na podstawie osobistych doświadczeń stwierdzam, że miłość do słowa
              pisanego niekoniecznie musi mieć swoje źródło w zachętach ze strony rodziny.
              • Gość: Zdanka Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM IP: *.devs.futuro.pl 15.08.04, 15:12
                Rozumiem, że "Auto da fe" czytałaś tak jak należy, tzn. w rękawiczkach?
                • another_story Re: JA TEŻ JUŻ NIE CZYTAM 15.08.04, 16:50
                  Gość portalu: Zdanka napisał(a):

                  > Rozumiem, że "Auto da fe" czytałaś tak jak należy, tzn. w rękawiczkach?

                  Oczywiście. W rękawiczkach i każdą stronę po kilkanaście razy.
    • Gość: karina Re: Mnie książki nudzą... IP: *.swic.dialup.inetia.pl 14.08.04, 22:07
      Przesadzacie ze stwierdzeniem że ludzie nie czytający to "kalecy" i...
      nie zgadzam się że miłośc do książki zalezy od wychowania...

      To zależy od człowiek przede wszystkim!
      U mnie w domu ZAWSZE było pełno ksiązek, rodzice czytali dla siebie oraz nam
      (siostrze i mnie).
      Ja odkąd nauczyłam sie czytać to już nie mogłam przestać a siostra....nietsty
      nie!
      NIE LUBI CZYTAĆ!! I tyle - może w całym życiu przeczytała parę lektur (bo
      musiała) i ze 3 książki tylko dla siebie (w tym 2 o B.Jones).

      Mam też znajomych, u których w domu NIKT nie czytał a oni własnie się zaczytują!
      Więc nie mówcie mi że to zalezy wyłącznie od wychowania...
    • olga_100 Re: Mnie książki nudzą... 15.08.04, 13:23
      U nas w rodzienie czytają wszyscy. I kiedyś w rozmowie z moimi kuzynkami
      wyszło, że kuzynka Marta nie lubi czytać... Wyraziłam swoją opinię, że ja nie
      wyobrażąm sobie śiata bez książek, na co jej siostra odparła coś w
      stylu "Niektórzy nie lubią czytać i już" . Dodam że owa Marta w wieku 10 lat
      czytała książki pt. "To my! Dwa kapciuszki" i "Dwa kapciuszki na wakacjach" i
      nie skończyła ich...
    • Gość: Gapowiczuwstydźsię Re: Mnie książki nudzą... IP: *.autocom.pl 15.08.04, 15:14
      Są ludzie i ludziska. Do dziś pamiętam szok, w jaki popadłam, gdy usłyszałam
      wypowiedź mojej koleżanki z liceum, że nigdy w życiu nie przeczytała innej
      książki poza lekturą - nadmieniam, że byłyśmy w klasie humanistycznej!
      Zdumienie, że można tak żyć... potem wydało mi się, że wszystko rozumiem, gdy
      zobaczyłam jej dom bez książek. Mnie książki kusiły z każdego kąta w domu,
      najpierw znałam autorów i tytuły wyczytywane z grzbietów książek, gdy szukałam
      czegoś dziecinnego dla siebie (zmyliła mnie "Nelly" Brezy - bardzo się
      ucieszyłam, myśląc naiwnie, że to kontynuacja losów Nel ;-)). Gdy już miałam
      własne dziecko, okazało się, że książki w domu nie wystarczą, by nabyć miłość
      do czytania - owszem, uwielbiała codzienne czytanie, ale w wykonaniu mamy, sama
      była "zbyt zmęczona" wieczorem, i zbyt zajęta w dzień. Dopiero "Harry Potter"
      coś w niej poruszył. Teraz ma 11 lat lubi książki przygodowe, ale odkryłam, że
      szybkość czytania (potrafi połknąć książkę w jeden wieczór)zależy od ilości
      dialogów, bo opisy starannie pomija... Cóż, boję się zapeszyć, nie chcę, żeby
      się zraziła, więc gromadzę na nowo Niziurskich i Nienackich i czekam, co będzie
      dalej. Komuś przecież muszę te książki zostawić?...
    • Gość: Abra Wyjaśnijcie mi proszę... IP: *.bsk.vectranet.pl / *.bsk.vectranet.pl 15.08.04, 20:24
      Niektórzy z Was napisali, ze znają wiele inteligentnych osób, które nie czytują
      książek a mimo to można z nimi prowadzić ciekawe rozmowy. Ale o czym można z
      kimś takim gadać i skąd wypływa w takim razie jego inteligencja???
      No chyba że pisząc o nieczytaniu książek macie na myśli po prostu nie czytanie
      literatury pięknej. Bo jeżeli ksiażek w ogóle, to nie wyobrażam sobie, skąd
      dorosły człowiek mógł nabyć jakąkolwiek elokwencje...
      • verdana Re: Wyjaśnijcie mi proszę... 15.08.04, 21:30
        Życie jako takie na ogół pasjonujace nie jest. Morderstwa raczej nie popełnię,
        do Afryki sie nie wybieram, raczej tez nie widze siebie w odległej galaktyce.
        Czytajac książki zyjemy wiele razy, swoim i cudzym zyciem. Ci co nie czytają -
        zyją raz.
        A najbardziej przerażają mnie ludzie w moim wieku, z tytułami naukowymi (od dr
        w górę), którzy nic nie czytają (tzn nic prócz literatury fachowej), bo "nie
        maja czasu". Jeszcze nie spotkałam takiego co "nie ma czasu" na TV. To prada,
        ze z wiekiem sie głupieje.
        • staua Verdana 16.08.04, 16:35
          Ja tez znam takich, co nie czytaja beletrystyki, a wylacznie literature fachowa
          i naukowa (np. moj szef, profesor. No, on czyta jeszcze literature
          chrzescijanska, wiesz, takie poradniki. Ale telewizji tez nie oglada. A inny
          znajomy profesor jest takim przeciwnikiem telewizji, ze co roku urzadza
          publiczne niszczenie jednego telewizora, ktory zdobywa od znajomych. Ten to nie
          wiem, czy czyta).
          Sama tez naleze do osob, ktore nie maja czasu na telewizje i jej nie ogladam. I
          naprawde mam sporo takich znajomych.
        • safrane1 Re: Wyjaśnijcie mi proszę... 22.08.04, 18:42
          verdana napisała:

          > Życie jako takie na ogół pasjonujace nie jest. Morderstwa raczej nie
          popełnię,
          > do Afryki sie nie wybieram, raczej tez nie widze siebie w odległej galaktyce.
          > Czytajac książki zyjemy wiele razy, swoim i cudzym zyciem. Ci co nie czytają -

          > zyją raz.
          Verdano!
          Pod Twoim postem mogłabym się bez żadnego wahania podpisać. Faktycznie,
          czytając ksiązki mamy szanse przeżyc coś, czego byśmy nie mieli szans przeżyć w
          życiu realnym, tu i teraz, z powodu wszelkiego rodzaju ograniczeń. Dlatego
          dziekuję za Twój post, który najlepiej w moim mniemaniu wyjaśnił dlaczego warto
          czytać :)
      • staua Re: Wyjaśnijcie mi proszę... 16.08.04, 16:31
        Jezeli o mnie chodzi, to znam wiele inteligentnych osob (tak, jak napisalam)
        ktore PRZESTALY w pewnym momencie czytac ksiazki. I rzeczywiscie, chodzilo mi o
        literature piekna.
        • broch Re: Wyjaśnijcie mi proszę... 16.08.04, 17:45
          Telewizji tez nie ogladam, czytam. Znam takich dla ktorych fizyka kwantowa to
          jest wlasnie literatura piekna.
          To ze panna verdanna, czegos sobie nie moze wyobrazic, nie znaczy cze tego nie
          ma (czyli w tym wypadku inteligentnych ludzi nie czytajacych wg schematu)
          Myslenie jak panny verdanny, to dosc popularny blad.
          Mozna rzecz odwrocic: przerazaja mnie ludzie nie znajacy prac Friedmana,
          Kendalla czy Tylora. Dla wielu to nie jest literatura fachowa a raczej duza
          frajda.
          Jak tam u Pani z kwarkami panno verdanno?
      • braineater @ Abra 16.08.04, 17:48
        Pisząc o osobach nie czytających książek, miałem na mysli osoby nie czytające
        książek w ogóle, żadnych i nigdy...a rozmawiać z nimi mozna o wszystkim poza
        książkami - film, muzyka, inne dziedziny sztuki i życia, takie jak chociażby
        sport:) (a jako zagorzały fan boksu lubię sobie o nim pogadać) i mam wtedy
        przynajmniej pewność, że to co mówią, wychodzi wprost od nich,
        nieprzefiltrowane przez zestaw opracowań krytycznych, czy wypowiedź autorytetu
        i nawet jeśli bywa błędne w moim odczuciu, to jet przynajmniej szczere...Są to
        po prostu ludzie czerpiący wiedzę z innych mediów - TV, radio, net i
        najczęściej w niczym nie ustępuje ona wiedzy czerpnej z ksiązek - po prostu
        inny system przyswajania danych i tyle. A jesli nadal bedziesz mylic oczytanie
        z inteligencją, to współczuje, bo kiedyś niewątpliwie natrafisz na oczytanego
        debila (a pałętają się ich watahy po wszystkich uczelniach w kraju i na
        swiecie), którego jedynymi składnymi wypowiedziami będą cytaty z innych,
        nieprzemyślane i nie poparte zadnym doświadczeniem - ot samobieżny dyktafon z
        funkcją odtwarzania na zawołanie...
        Pozdrowienia:)
        • broch braineater: w kwestii formalnej (?) 16.08.04, 18:19
          Twoj wniosek mozna uzupelnic twierdzeniem: wiele osob uwaza sie za inteligentne
          bo czyta (i pogardza glupimi osobami nieczytajacymi). Kompletna pomylka.

          Nawet byl tutaj jakis czas temu kretynski watek: Ile czytasz? czy cos takiego.
          Ktos nawet stwierdzil ze "inteligentna osoba" czyta iles ksiazek na tydzien.
          Gdzie te Noble, gdie bestsellery do cholery napisane przez "czytajacych
          inteligentnych".
          Kiedys w Polsce tytul magistra dla wielu kompensowal tytuly szlacheckie,
          dzisiaj oczytanie kompensuje poziom inteligencji.
          Czyzby tak trudno bylo o ludzi inteligentnych? Czyzby inteligencje nabywalo sie
          przez indukcje w drodze czytania?

          Do czago to idzie?

          Przy okazji braineater: ten Twoj kolega co przeczytal pol Camusa, to zgodnie z
          teoriami niektorych, pewnie jest polinteligent: pol ksiazki polinteligent, cala
          ksiazka caly inteligent (z tytulem mgr?)
          • braineater Re: braineater: w kwestii formalnej (?) 16.08.04, 18:42
            a i owszem - nie dość że magister to jeszce inżynier, architekt i niezły muzyk
            na dodatek:)
            • Gość: kara Re: braineater: w kwestii formalnej (?) IP: *.int.pl 12.10.04, 22:23
              Na swoje nieszczęście uczę w gimnazjum, technikum i zawodówce.Nie czytają-to
              mało powiedziane. Są tacy, którzy nie wiedzą, że jak się dobrnie do końca
              strony, to trzeba przewrócić kartkę na następną. Jestem pewna, że nikt z Was mi
              nie wierzy. I w tym właśnie moje nieszczęście...
              • lemuriza Re: braineater: w kwestii formalnej (?) 14.10.04, 08:10
                Że ludzie nieczytający są trochę ubożsi? Zapewne.
                O wrażenia, emocje, tysiące historii.
                Podobnie jak ja jestem uboższa , bo:
                a) Nie znam się na malarstwie na przykład i nie potrafię się nim zachwycać
                b) Nie znam się na muzyce poważnej na przykład, nie dociera do mnie
                Itd.

                W życiu nie da się doświadczyć wszystkiego.
                Trzeba dziękować za to co ma się okazję doświadczyć.
                Pytaliście tych co nie czytają, czy nie mają czegoś takiego? Może mają.
                Najważniejsza jest pasja – nieważne czy to książki czy wędkowanie np.
                Ważna jest po prostu pasja. Oczywiście pasja w granicach rozsądku, bo inaczej
                popada się w skrajność.
                Uwielbiam czytać ale z przestrachem patrzę na niektóre osoby , których świat
                kręci się tylko wokół książek, a ich życie sprowadza się do zaliczenia kolejnej
                pozycji.
                Mam jeszcze drugą pasję – to jest sport.
                I powiem szczerze, też mi troszeczkę żal, tych którzy tego nie doświadczyli, bo
                choć czytać uwielbiam to jednak „sport” daje mi jednak więcej satysfakcji i
                przyjemności.
                Więc żal mi tych , którzy tego nie doświadczyli, ale być może oni żałują mnie ,
                bo nie potrafię emocjonować się np. nową wystawą kogoś tam?
                Takie jest życie. Ludzie robią to co lubią.
                A jak nie robią nic, to już ich problem.
                Takimi postami w stylu, ze „ to kalectwo” nie zmienicie tego.
                Ale mam wrażenie, ze nie o jakąś zmianę tu chodzi tylko o podkreślenie własnej
                wyjątkowościJ. Czyż nie tak?
    • Gość: ja Re: Mnie książki nudzą... IP: 83.151.45.* 15.10.04, 18:24
      no bo kto nie czyta jest debilem
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka