Dodaj do ulubionych

Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłoszu

IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 15:47
Wspaniałe podsumowanie
Obserwuj wątek
    • Gość: Polak Maly Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłoszu IP: *.cable.mindspring.com 14.08.04, 15:55
      A ja sobie mysle ze Milosza torche sieideaizuej. Auorytetem to on taki
      najwiekszym nie byl bo primo nie oddzialywal na wielu polakow, jedyie marna
      garstka inteligencji polskiej byla pod jego wplywem a seundo tak na prawde to
      niewiele z tego bycia autorytetem wynikalo. Owszem piekne gesty proszenie o
      azyl, nagroda nobla a tak na prawde lekkie zycie w stanach, bankiety, a tu
      soie w polsce ludzie cukier wyrywali. Gdzie byle pytam cos wtedy robil?
      Aprzeczytajcie jego ksiazkiJaka on nienawiscia zial do systemu
      komunistycznego. One po prostu ociekaja jadem do jakiego zdolnych jest
      niewielu ludzi. Tak ja widze milosza choc pewnie wilkim poetom byl...
      • Gość: kokos Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: *.miechow.sdi.tpnet.pl 14.08.04, 16:00
        polska jenzyk byc trudna jenzyk
      • Gość: QQRYQ Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.08.04, 16:38
        Jesteś albo za młody albo za głupi.
      • Gość: Magda Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: *.jax.bellsouth.net 14.08.04, 19:57
        Po pierwsze, o nieobecynch zle sie nie mowi.
        Po drugie, czy uwazasz ze jak ktos sie nie szarpal i nie bil o zywnosc to juz
        bohaterem byc nie moze? Czy zdajesz sobie sprawe ze napchanie brzucha nie jest
        jedyna wartoscia?
        Czasem trzeba dokonywac trudnych wyborow, by moc zrobic wiecej. Uwazam, ze
        tworczosc Milosza wplynela na wiecej ludzi, przeciez jego wiersza sa lektura
        obowiazkowa w liceum. Z tad juz kazdy moze rozwijac swoje zainteresowania jak
        chce.
    • Gość: antek Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: 216.127.82.* 14.08.04, 16:37
      Ściągał na matmie? Rozczarowałem się...
      • Gość: QQRYQ Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: *.zgora.dialog.net.pl 14.08.04, 16:39
        Ale na matmie ;) , zresztą Sienkiewicz również był słaby z przedmiotów ścisłych (same 2 i 3) ;)))))
        • Gość: antek Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: 216.127.82.* 14.08.04, 17:13
          Nie chodzi o to, że był słaby, ale o to, że ściągał. To niemoralne...
    • Gość: czytelnik ALE GLUPI SZKIC! IP: *.krakow.sint.pl 14.08.04, 16:48
      • Gość: hanka trochę taktu IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 18:05
        ludzie, opanujcie się, to nie czas ani miejsce na tak bezmyślne komentarze.
        jeśli nie cenicie tego człowieka to przynajmniej oszczędźcie nam tak głupich
        wypowiedzi na forum.
        • Gość: magdziorek Re: trochę taktu IP: *.internetdsl.tpnet.pl 14.08.04, 19:35
          popieram w całej rozciągłości!!!
    • Gość: Paweł Czesław Miłosz - Krzyś (1997) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 14.08.04, 22:05
      Czesław Miłosz
      "Krzyś"

      Ja, Kubuś Puchatek, nagle muszę rozmyślać o sprawach za trudnych dla mego
      małego rozumku. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co tam jest za naszym
      ogrodem, w którym zamieszkaliśmy ja, Prosiaczek, Królik i Kłapouchy z naszym
      przyjacielem Krzysiem. To znaczy my mieszkamy tutaj dalej i nic się nie
      zmieniło i właśnie zjadłem z baryłeczki miodu moje małe co nieco, tylko Krzyś
      odszedł na chwilę.

      Sowa Przemądrzała mówi, że zaraz za naszym ogrodem zaczyna się Czas, a to jest
      taka studnia strasznie głęboka, w którą kiedy tylko ktoś wpadnie, leci i leci w
      dół, aż nie wiadomo, co się z nim potem dzieje. Martwiłem się trochę o Krzysia,
      żeby tam nie wpadł, ale wrócił i wtedy go zapytałem o tę studnię. „Puchatku –
      odpowiedział – byłem w niej i spadałem, i zmieniałem się spadając, nogi zrobiły
      mi się długie, byłem duży, nosiłem spodnie do ziemi i broda mi urosła, potem
      posiwiałem, zgarbiłem się, chodziłem o lasce i wreszcie umarłem. Pewnie to
      wszystko mi się tylko śniło, bo było jakieś nieprawdziwe. Zawsze dla mnie
      prawdziwy byłeś tylko ty, Puchatku, i nasze wspólne zabawy. Teraz już nigdzie
      nie odejdę, nawet gdyby zawołali mnie na podwieczorek.

      Piesek przydrożny, 1997

      // Utwór powstał pierwotnie na wieść o śmierci syna autora Kubusia Puchatka (na
      nim autor wzorował Krzysia). Ma w sobie jednak coś zdecydowanie bardziej
      uniwersalnego.
      • hrabalek Re: Czesław Miłosz - Krzyś (1997) 14.08.04, 22:16
        Gość portalu: Paweł napisał(a):

        > Czesław Miłosz
        > "Krzyś"
        >
        > Ja, Kubuś Puchatek, nagle muszę rozmyślać o sprawach za trudnych dla mego
        > małego rozumku. Nigdy nie zastanawiałem się nad tym, co tam jest za naszym
        > ogrodem, w którym zamieszkaliśmy ja, Prosiaczek, Królik i Kłapouchy z naszym
        > przyjacielem Krzysiem. To znaczy my mieszkamy tutaj dalej i nic się nie
        > zmieniło i właśnie zjadłem z baryłeczki miodu moje małe co nieco, tylko Krzyś
        > odszedł na chwilę.
        >
        > Sowa Przemądrzała mówi, że zaraz za naszym ogrodem zaczyna się Czas, a to
        jest
        > taka studnia strasznie głęboka, w którą kiedy tylko ktoś wpadnie, leci i leci
        w
        >
        > dół, aż nie wiadomo, co się z nim potem dzieje. Martwiłem się trochę o
        Krzysia,
        >
        > żeby tam nie wpadł, ale wrócił i wtedy go zapytałem o tę studnię. „Puchat
        > ku –
        > odpowiedział – byłem w niej i spadałem, i zmieniałem się spadając, nogi z
        > robiły
        > mi się długie, byłem duży, nosiłem spodnie do ziemi i broda mi urosła, potem
        > posiwiałem, zgarbiłem się, chodziłem o lasce i wreszcie umarłem. Pewnie to
        > wszystko mi się tylko śniło, bo było jakieś nieprawdziwe. Zawsze dla mnie
        > prawdziwy byłeś tylko ty, Puchatku, i nasze wspólne zabawy. Teraz już nigdzie
        > nie odejdę, nawet gdyby zawołali mnie na podwieczorek.
        >
        > Piesek przydrożny, 1997
        >
        > // Utwór powstał pierwotnie na wieść o śmierci syna autora Kubusia Puchatka
        (na
        >
        > nim autor wzorował Krzysia). Ma w sobie jednak coś zdecydowanie bardziej
        > uniwersalnego.


        Myślę,że to jeden z najpiękniejszych sposobów wspomnienia o NIeobecnym-
        zacytowanie GO!Myślący i współczujący - nie potrzebują więcej.
        • Gość: magdziorek Re: Czesław Miłosz - Krzyś (1997) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 15.08.04, 00:02
          Dzięki za "Krzysia" Pawle.Ale przede wszystkim dzięki Panie Czesławie.
          • Gość: jurek Czesław Miłosz IP: *.dyn.optonline.net 15.08.04, 01:40
            Bez watpienia wybitny facet. Bylem w Warszawie gdy ogloszono Nobla - nikt nie
            wiedzial kim jest Milosz za wyjatkiem ludzi drukujacych "Zniewolony umysl".

            Jego spotkanie z bezpieka i studentami w Stodole bylo niesamowite. Nie pamietam
            czy byl na UW?

            Zawdzieczamy mu duzo, lata 50-te sa trudne i chyba jest malo na tym forum tych
            ktorzy to przezyli aby o tym na serio dyskutowac.
            • Gość: Anna Kozlowska Litwin w Lomzy IP: *.sympatico.ca 15.08.04, 03:44
              A ja bylam w Lomzy w 81 i mial nas odwiedzic swiezo upieczony noblista. Przed
              jego wizyta Lomza, male ale zasluzone miasto, zyla tylko tym zaszczytem.
              Lomzynska Solidarnosc byla gospodarzem i z tej okazji wydala mala ale bezcenna
              ksiazeczke - calkowicie nieznane poezje poety. Rozchwytywalismy ja wszyscy bo
              bylismy spragnieni wielkiej a nieznanej nam poezji. Wiedzielismy - my z
              Solidarnosci - ze Milosz nas lubi i chce sie z nami spotkac! Przyjechal do
              zwyklych ludzi a nie jak dotychczas - oblapiac sie z komuchami.

              Ksiazeczka miala ciemnozielone okladki a w srodku czerwony charakterystyczny
              stempelek - znane na calym swiecie slowo "Solidarnosc". Bardziej znane i
              bardziej podziwiane niz nazwisko wieszcza.

              Czulismy sie zaszczyceni chociaz wcale nie czulismy sie gorsi od noblisty.
              Mowiono wszak, ze to dzieki nam - naszej Solidarnosci - dostal te nagrode.
              Czekalismy wiec na ten oddech wielkiego swiata poezji i niezwyklego czlowieka
              bez kompleksow ale z radoscia i otwartymi ramionami. Czlowieka, ktory z
              miejsca stal sie bohaterem w Polsce.

              Jako imprezy towarzyszace mialy sie odbyc przy okazji jakies odczyty - m.in.
              Jana Blonskiego z KULu, wiersze mial recytowac sam Zbigniew Zapasiewicz, miala
              byc prasa, telewizja i tlum gosci. Dla Lomzy bylo to wielkie wyroznienie.
              Dochodzily do nas glosy, ze dlatego wybor padl na Lomze bo to niedaleko Litwy a
              poety tam nie wpuszcza bo tam zatechla komuna. Czulismy sie wolni i
              dowartosciowani. Kazdy z nas kupowal co najmniej po kilka ksiazeczek z mysla o
              chlonieciu wielkiej sztuki ale i zmysla o autografach poety dla siebie i
              rodziny spoza Lomzy.

              Skracajac:
              Milosza wiekszosc z nas nie miala szczescia zobaczyc ani zdobyc autografu. Nie
              liczac sie z nami, chcacymi sciskac jego zasluzone dlonie, skrocil wizyte do
              spotkania w ograniczonym gronie za specjalnymi zaproszeniami.

              Nawet Zbigniew Zapasiewicz, ktory w zastepstwie skladal autografy na tomiku
              poety, poskarzyl sie nam, tlumnie zgromadzonym, ze przyjechal z Warszawy
              specjalnie z nadzieja na to spotkanie - tez nie zobaczyl sie z Mistrzem.
              Zapasiewicz byl nam bliski, znany ze zbuntowanych, swietnych filmow wczesnego
              Zanussiego. Z przyjemnoscia wiec wysluchalismy nieznanych strof zakazanego
              Milosza.

              Przyjemnosc byla tym wieksza, ze poezje byly z gatunku intelektualnych i
              trudnych do zrozumienia. Budzily wiec szacunek swoja madroscia i nam, ze
              zniewolonymi umyslami - dawaly szanse na intelektualne odchamienie.

              Potem dowiedzielismy sie od wybrancow, ze nie bylo czego zalowac. Na zachwyty
              i gratulacje spragnionych ciala i duszy Poety lomzyniakow, podszywajacych sie
              pod jego rodakow, odpowiadal zniecierpliwiony, ze nie czuje sie Polakiem tylko
              Litwinem. To byl szok. To byl policzek wymierzony naszej radosci i wspolnocie
              z wielkoscia. Od razu milosc do Mistrza i podziw dla jego wspanialej poezji
              zostaly oblane zimna woda. Wstyd nam bylo, ze tak sie wyglupilismy z ta
              radosna goscinnoscia, ktora przez szereg dni dawala nam poczucie satysfakcji i
              ocierania sie o salony swiata. Nie moglismy zrozumiec dlaczego prasa
              pisala "Polak dostal Nobla" skoro on nie chce byc Polakiem. Twierdzil, ze z
              polskoscia to glownie jezyk go laczy.

              Po tym policzku wymierzonym przez Umysl Wyzwolony stracilam na zawsze i
              bezpowrotnie chec czytania Milosza. Tak jak wiele lat pozniej stracilam chec
              ogladania filmow poznego, kosmopolitycznego Zanussiego. W tym przypadku, po
              spotkaniu z Zanussim w ubieglym roku w Ottawie czuje mdlosci, kiedy sobie
              przypomne co mowil wielki dojrzaly rezyser. Wymiotowac mi sie chce, kiedy
              przypomne sobie fragmenty filmu ze Szczepkowska (m.in.) w jednej z rol.

              Zastanawiam sie dlaczego z wiekiem niektorym ludziom chce sie tracic twarz.
              Przeciez z uplywem czasu maja coraz mniej szans na jej odzyskanie. Co innego
              jesli ktos jest kundlem cale zycie. Wiemy to i nawet jesli nas to nie cieszy -
              niczego pozytywnego po kundlu nie spodziewamy sie i tak nie cierpimy. Przykre
              jesli z orla robi sie pospolita wrona a on wciaz mysli, ze ma szpony, ostry
              dziob i lata wysoko.

              Na zakonczenie cos pozytywnego - dziwilam sie, ze jednak Milosz wybral Polske
              na stare lata. Niekonsekwentnie ale to swiadczy o tym, ze ta polskosc nie byla
              mu calkiem obca, co cieszy. Przeciez mogl juz wrocic na rodzinna Litwe, do
              rodakow. On jednak wybral nasz Krakow. Dobre i to. Nawet ulice mozna by mu
              przydzielic - ale nie Florianska. Jakas bardziej podrzedna, niestety.
              • Gość: r@ Re: Litwin w Lomzy IP: *.se.com.pl 15.08.04, 22:40
                Pani Anno
                Wszystko pieknie, ma Pani osobisty zal, rozczarowanie, ale moze mi Pani napisac
                jak jest z Pani polskoscia, tam daleko w Kanadzie? czepianie sie kogos, ze
                powiedzial, ze jest Litwinem(bardziej Litwinem niz Polakiem) uwazam za zupelnie
                pozbawione sensu. Nawet wiecej, pozbawione jest zrozumienia roznych wyborow
                ludzi. DLa mnie akurat wazniejsze jest to, ze pisal po polsku, ze zamieszkal w
                Polsce, ze zawsze dobrze wypowiadal sie o Polsce, polskich poetach. Byl
                czlowiekiem cieplym, moze dobrym, nie wiem. a to czy chcialby byc Polakiem,
                Litwinem, ROsjaninem, Niemcem? Jakie do ma znaczenie? szczegolnie jesli, jak
                Pani, mieszka sie w dalekim kraju, krytykujac kogos, ze cos tam kiedys
                powiedzial. Pani czuje sie Polkom, swietnie, ciekawi mnie natomiast czy Pani ma
                zamiar wrocic, mieszkac w Polsce, pisac po Polsku, robic cos dla Polski. Bo
                krytyka z dalekiej Kanady tego, ze ktos cos kiedys powiedzial(slyszala to Pani?)
                jest troche nie na miescu, tym bardziej dzisiaj.
                Z powazaniem
                Radek
                • Gość: Anna Kozlowska Osobisty zal? IP: *.sympatico.ca 16.08.04, 08:33
                  Nie chodzi o moj zal, ani o mnie. Mieszkajac wtedy w Lomzy, bedac czescia tej
                  spolecznosci czulam sie tak jak i inni troche oszukana. Teraz wiem, ze mozna
                  uzywac jakiegos jezyka i nie lubic narodu, ktory ten jezyk stworzyl lub ktory
                  sie nim posluguje. Szukajac w internecie znalazlam inne glosy potwierdzajace
                  odcinanie sie Milosza od polskosci. Nikt nie mialby mu za zle gdyby robil to w
                  elegancki sposob. Uczucia do swoich przodkow sa godne pochwaly. Mozna czuc
                  sie Litwinem mieszkajac w Polsce czy na Bialorusi, jakies wzgledy dla narodu, z
                  ktorym sie zylo pod jednym dachem i ktory sie takze reprezentowalo na forum
                  miedzynarodowym, wypada miec. Chyba, ze ten narod robil krzywde i tylko
                  krzywde ale w takim wypadku mozna sie odciac calkowicie z czystym sumieniem.

                  Mieszkam od 96 roku w Ottawie. Mysle, ze moja polskosc sie nie zmienila bo
                  zbyt silnie mi byla wpojona wiec wrosla we mnie i nie ma obaw, ze mi sie
                  odmieni. Co do Kanady - ten kraj przygarnal moja rodzine, moje dzieci mowia
                  rownie dobrze po angielsku jak i po polsku. Pracujac dla Kanadyjczykow, staram
                  sie byc jak najlepsza - moja polskosc mnie do tego zobowiazuje. Polacy maja w
                  Ottawie bardzo dobra opinie jeszcze z czasow tuz powojennych. Ludzie poznaja
                  po moim fatalnym akcencie, ze nie jestem tubylcem i pytaja skad. Kiedy
                  odpowiadam, zwykle ich nastawienie zmienia sie z zyczliwego na bardzo
                  zyczliwe. Prawie kazdy ma dobrego znajomego Polaka lub Polke, niektorzy
                  przyjaznia sie z naszymi rodakami. Reprezentowanie swojego kraju za granica
                  jest bardzo odpowiedzialnym zadaniem. W pracy stykam sie z wieloma ludzmi.
                  Mysle ze ci, ktorzy zetkneli sie ze mna, zapamietaja, ze Polska to kraj
                  solidnych pracowitych ludzi z otwartymi sercami. Staram sie taka byc.

                  Czy zamierzam wrocic? Nie wiem. Uplynelo osiem ciezkich lat. Wyjezdzajac
                  bylam przekonana, ze wroce po roku, dwoch. Nie jest latwo przemieszczac sie
                  kiedy dzieci chodza do szkoly. Jeszcze kilka lat temu uwazalam, ze wroce na
                  sto procent. Teraz nie jestem taka pewna. Trzeba miec prace przede
                  wszystkim. Mam duza rodzine w Polsce, wiem jak jest. Czytam na internecie
                  duzo, slucham Radia Maryja przez internet. Mysle, ze wiem wiecej o tym, co sie
                  dzieje w Polsce niz niejeden Polak zyjac tam. Przezylam tez pierwsze lata
                  pookraglostolowe, pracujac w Zakladach Tytoniowych w Lublinie, bylam naocznym
                  swiadkiem rozkladania przemyslu tytoniowego razem z rodzimymi plantatorami.
                  Wiem, jaka jest sytuacja polityczna i wiem, ze bedac dusza i cialem w
                  Solidarnosci czuje sie oszukana przez tych, ktorzy sie do nas podczepiali w
                  niecnych celach.

                  Poezja moze i powinna zyc niezaleznym zyciem ale realia sa inne i dobrze.
                  Ludzie chca wiedziec jakim czlowiekiem jest ich idol. W utworach szuka sie
                  zycia tworcy, zgodnosci czynow i mysli przelewanych na papier. Czasem cos
                  zgrzyta i wowczas przestajemy go holubic.

                  Milosz nie zawsze dobrze wypowiadal sie o Polsce. Moze ostatnie lata go
                  zmienily. Tego nie wiem. Zycie czlowieka to nie tylko ostatnie lata. To
                  pewna ciaglosc - jak kultura.

                  W wieku 93 lat zmarł w Krakowie Czesław Miłosz - poeta, pisarz, eseista,
                  laureat literackiej Nagrody Nobla. Miłosz urodził się w Wilnie. Przed wojną
                  sympatyzował z komunizmem, po wojnie był przez kilka lat komunistycznym
                  dyplomatą.
                  Opowiadał się za uczynieniem z Polski 17. Republiki Sowieckiej. Warto
                  przypomnieć, że w 1945 roku publicznie postulował, aby w Polsce Ludowej nie
                  wydawać Biblii. Stwierdził, że jest to książka okrutna, krwawa i
                  przygnębiająca. Na łamach "Tygodnika Powszechnego" atakował ojca Maksymiliana
                  M. Kolbego. Oczerniał wydawane przez świętego Maksymiliana pisma "Mały
                  Dziennik" i "Rycerz Niepokalanej", nazywając je antysemickimi.

                  Mysle, ze jako obywatelka Polski mam prawo sie wypowiadac. Nie robie tego
                  czesto z braku czasu ale nie zamierzam przestac dopoki dam rade stukac w
                  klawicze.

                  Jestem zmeczona. U mnie 2:22 w nocy. Nie moge myslec ze zmeczenia.

                  Moze jutro wroce do tematu wielcy ludzie a wielkosc. Laczy sie to z moim
                  pisaniem, jako ze pisze jako calkiem prywatna, niezrzeszona osoba, nieznana i
                  niezalezna. Nie mam wystarczajacego wyksztalcenia, nie mam tytulow i
                  odznaczen - mam wiec prawo do niedoskonalosci. Mam prawo do pomylek, braku
                  precyzji i wyboru tego co mnie woli. Wypowiadajac sie, korzystam z prawa do
                  wolnosci wyrazania pogladow, rozpowszechniania ich. Sama tez odpowiadam za to,
                  co pisze. Ide spac bo mi sie klawisze placza, o myslach nie wspominajac.

                  • Gość: Anna Kozlowska Re: Osobisty zal? IP: *.sympatico.ca 16.08.04, 08:37
                    Napisalo mi sie: Mam prawo do pomylek, braku
                    > precyzji i wyboru tego co mnie woli.

                    Nie wiem czy cos mnie woli. Ja wolalabym nie robic glupich pomylek. Ma byc b
                    o l i - oczywiscie. Chociaz woli - tez brzmi po polsku, nieprawdaz?
              • Gość: dąbrowski Re: Litwin w Lomzy IP: *.hoga.pl / 212.160.208.* 16.08.04, 09:44
                Proszę się nie obrazić, ale dziwne jest Pani myślenie i dziwne są wypowiedzi
                (prawie małostkowe). Skrupulantość w wyliczaniu "przewinień" i Miłosza i
                Zanussiego budzi niepokój. Wie Pani dobrze, że nie da się nie popełniać błędów,
                czemu więc nie daje Pani tej możliwości wyżej wymienionym osobom (ja dostrzegam
                w takim zachowaniu pewną odmianę zawiści - "dostałeś się robaczku na świecznik
                zamiast nas, to teraz uważaj, wcale lepszy od nas nie jesteś" - mam nadzieję że
                się mylę).
                Jeśli chodzi o zachowanie Miłosza w Polsce w roku 81, to jest ono dla mnie
                raczej zrozumiałe. Z tego co wiem, Miłosz nie czuł się wówczas zbyt miło, bo
                zarówno uwczesne władze, jak i prawie każda grupa, z którą się spotykał,
                usiłowała świadomie lub nie wykorzystać go do własnych celów (każdy wyszedłby
                wtedy z siebie). (a ta atmosfera da się nawet zauważyć w Pani opisie owego
                spotkania, które nie doszło do skutku - nieświadomie zestawia Pani sukces,
                jakby nie było obcej osoby, z ambicjami własnymi, czyni niejako ten sukces
                swoją własności, używa go do celów własnych - chociażby odegrania się na
                tych "cholernych komuchach", odetchnięcia przez chwilę wolnością).
                (I ostatnia rzecz już na marginesie, często używa Pani słowa Polska w
                kontekscie wartości najwyższej. O ile większą wartość ma to słowo na przykład
                od słowa Rumunia? Wydaje mi się, że ważniejsze jest chyba słowo Człowiek)
                • Gość: Anna Kozlowska Re: Litwin w Lomzy IP: *.sympatico.ca 16.08.04, 19:55
                  Zgadza sie czlowiek jest najwazniejszy. To bunt czlowieka niewolnika
                  doprowadza do przelomow. Sam Milosz piszac o zniewolonych umyslach rozumial to
                  bo jako czesc tej machiny dobrowolnie byl jednym z jej z trybow przez calkiem
                  niezly kawal czasu. Mial powody zeby sie od tego odciac bo trzeba byc
                  zwyrodnialcem bez zasad zeby przekonawszy sie co to jest komuna, kontynuowac
                  wspolprace z systemem. Najwidoczniej w koncu mial dosyc. Wybierajac zycie w
                  Stanach bylo to takze konieczne.

                  Jednakze znajac pokretna moralnosc tego systemu wielu nawet nie chcialo
                  sprobowac wspolpracy. Nie tylko bardzo wyksztalceni ludzie ale i ci przecietni
                  bronili sie przed czerwona zaraza. Powstanie Warszawskie tego przykladem.
                  Zolnierze Andersa i ci walczacy na calym swiecie, tez wiedzieli dlaczego nie
                  moga wrocic.

                  Wydawac by sie moglo, ze zycie i tragiczne nauki powinny nauczyc czegos ludzi.
                  Przede wszystkim tego, ze nie wystarczy najpiekniejsza teoria, najlepsze prawo
                  drobiazgowo zajmujace sie kazda dziedzina jesli nie idzie to w parze z praktyka
                  i odpowiedzialnoscia przed innymi ale i przed samym soba. Ponad sto milionow
                  ofiar tego zawoalowanego szalenstwa powinno wystarczyc, zeby sprawcow na calym
                  swiecie postawic pod pregierzem, przywodcow przykladnie ukarac w zaleznosci od
                  zaangazowania i gorliwosci i nie dac im mozliwosci kontynuowac zla. Tak jak to
                  zrobiono w Norymberdze.

                  Kolaboracja ze sprawcami nawet jesli wystepuja pod nowym sztandarem ze
                  zmieniona nazwa wzbudza obrzydzenie. Nie mam czasu uzasadniac ale pana to i
                  tak nie obchodzi. Kazdy wie swoje bo pewnie ma inne doswiadczenia.
                  • Gość: Anna Kozlowska Re: Litwin w Lomzy IP: *.sympatico.ca 17.08.04, 06:09
                    Musialam isc do pracy wiec nie skonczylam odpowiadac p. Dabrowskiemu. Nie mam
                    sily komentowac wszystkich uwag ale chce wrocic do sprawy zawisci.

                    Zarzuca mi pan zawisc. Zawisc to wstretne negatywne uczucie. To chora
                    zazdrosc, chec bycia na miejscu osoby, ktorej tak okropnie zazdroscimy, ze
                    zyczymy jej najgorszego.

                    Nie wydaje mi sie, ze jestem zawistna, bo przede wszystkim nie mam czego
                    zazdroscic - nie chcialabym byc na miejscu zadnej z osob, ktorych nie moge
                    podziwiac. Czasem komus czegos zazdroszcze ale jest to raczej forma zalu, ze
                    mnie cos takiego nie spotkalo. Na przyklad zazdroszcze ludziom wypraw w dzikie
                    bezludne ostepy kanadyjskie. To mnie mobilizuje do planowania jak to
                    zorganizowac dla wlasnej przyjemnosci. Zanussiemu nie mam czego zazdroscic.
                    Wiem, ze kiedys nie omijalam zadnego jego filmu. Widzialam w nich to, co sie
                    dzialo wokol mnie, w moim imieniu te filmy protestowaly przeciwko bylejakosci i
                    klamstwu. Jestem od dziecka kinomanka i byle co mnie nie zadowala. Widzialam
                    mnostwo filmow i doceniam wielka sztuke i dobrych aktorow. Komorowska,
                    Zapasiewicz, Fronczewski, Latallo - byli soba. Szczegolnie Maja Komorowska
                    robila na mnie wrazenie. Latallo zginal gdzies w gorach, bardzo go zalowalam
                    po Iluminacji. Zanussiego cenilam nadzwyczaj. Nie przyszloby mi do glowy
                    zazdroscic mu, ze robi dobre filmy. Cieszylam sie nimi, bo oddawaly ducha
                    gorzkiej prawdy, ktora nas otaczala. Pokazywaly rozterki ludzkie, bliskie
                    rowniez takim jak ja. Filmy te powstawaly w dziwnych czasach. Dziwilo tez, ze
                    wladza daje na to pieniadze.

                    Po 89 myslelismy, ze nasi tworcy dopiero pokaza... Pokazali. Zaczela sie
                    komercja. Paradoks, ze w czasach wczesniejszych, z towarzyszka cenzura na
                    kazdym kroku, powstawaly dziela. Potem juz tylko poprawne technicznie
                    chaltury, nakrecone z wiekszym rozmachem, za wieksze pieniadze. Mowie ogolnie -
                    nie tylko o Zanussim.

                    Widzialam w Ottawie film o Bracie Albercie. Byl zwyczajnie nudny i nie do
                    strawienia. Dzwiek mi sie tylko podobal i Krakow. Kiedy jakis film sie bardzo
                    podoba, w tym malym kinie, w ktorym najczesciej sa grane polskie filmy ludzie
                    bija brawo. Pokazy filmow w tym kinie przypominaja mi DKFy. Brat naszego Boga
                    nie zostal oklaskany. Ludzie wychodzili w trakcie. Ja tez mialam chec ale
                    dotrwalam do konca. Fragmenty ostatnich filmow, przygotowane na wyklad
                    Zanussiego w Ottawie budzily co najmniej zdziwienie. Opadly tworcy skrzydla a
                    mnie pozostal niesmak.

                    Na szczescie nie samym filmem czlowiek zyje.
          • Gość: wena Re: Czesław Miłosz - Krzyś i Kubuś (1997) IP: 212.244.184.* 16.08.04, 18:47
            Dzięki za przypomnienie panie Romanie i Pawle. A panu Czesławowi wielkie
            tancowanie tam "gdzie nas powiedzie skrajem dróg". Gdy nadejdzie czas
            spotkają się bowiem tam ....
      • Gość: pharlapp Re: Czesław Miłosz - Krzyś (1997) IP: *.chello.pl 18.08.04, 18:41
        Wiersz o Krzysiu nie opuszcza mnie, bo wychowałem się na Puchatku. Słyszałem go
        niedawno w radiu, w interpretacji autorskiej Miłosza, już po Jego śmierci i
        odniosłem wrażenie, że On nie tylko sobie, On nam wszystkim napisał tę
        klepsydrę. Nie potrafię sobie wyobrazić trafniejszej i bardziej przejmującej.
    • Gość: Joanna Re: Świadek XX wieku - opowieść o Czesławie Miłos IP: *.broker.com.pl 19.08.04, 15:43
      ***Bardzo się wzruszyłam przeczytawszy ten artykół. Zachęcił mnie do poznania
      dokładniejszego życiorysu tego poety.***

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka