Dodaj do ulubionych

na przekór

08.02.16, 17:56
Witam,

jestem nowa na tym forum. Chciałabym, abyście przeczytali i skomentowali fragment mojej powieści pt. "Na przekór". To są dopiero pierwsze trzy strony, a raczej ich zarys. Piszcie, co myślicie, czy jest sens pisać dalej, co zmienić, co poprawić? Z góry dzięki za opinie. Pozdrawiam.
Obserwuj wątek
    • boczek31 Re: na przekór 08.02.16, 17:57
      Był początek marca 2007 roku. Weronika siedziała jak zwykle sama w kuchni. Rozmyślała o tym, jak bardzo nienawidzi swoich rodziców. Pulsowała w niej niechęć do nich, a także poczucie krzywdy i zmarnowanego życia. ?Zniszczyliście mi życie!? ? wykrzykiwała nieraz w złości. Miała dopiero 19 lat, a w jej żyłach krążyło poczucie bezsensu i zmarnowanych lat
      Wybiła godzina 20.00. Z salonu dobiegały odgłosy rozpoczynającej się właśnie 5 edycji ?Tańca z Gwiazdami?. ? Chodź, tańce się zaczynają! ? zawołał Konrad, brat Werki. ? Idę? - wymamrotała od niechcenia, udając brak zainteresowania programem. Wolnym ruchem podniosła się z krzesła i trzymając się mebli, pokuśtykała do salonu. Program rozpoczął się jak zwykle od prezentacji par: ?Para nr 1: piosenkarka Katarzyna Cerekwicka i jej partner Żora Korolyov.? W tym momencie Werka skierowała wzrok na ekran telewizora. Zobaczyła tam młodego i w jej odczuciu bardzo atrakcyjnego chłopaka. Jej serce jakby szybciej zabiło. Z uwagą obejrzała program do końca. Wieczorem jak zwykle położyła się spać, rozmyślając jeszcze przez chwilę o młodym tancerzu.
      Nazajutrz dopadła ją szara codzienność. ? Wstawaj, zaraz masz lekcje! ? obudził ją wrzask matki. ? Dobra, już wstaję. ? wystękała z wysiłkiem. Tego dnia miała m.in. język polski. Werka nie była humanistką, ale lubiła swoją polonistkę. Kobieta może była odrobinę wymagająca, ale tak mądrze wymagająca.
      Weronika była wówczas uczennicą 3 klasy LO w małej miejscowości na wschodzie Polski. Werka razem ze swoim bratem uczyła się w trybie indywidualnym. Polegało to na tym, że nauczyciele przyjeżdżali do ich domu i prowadzili z nimi lekcje. Oczywiście oddzielnie, bo Konrad był rok niżej. Działo się tak dlatego, że oboje z bratem byli osobami niepełnosprawnymi. Ich ułomność polegała na wrodzonym uszkodzeniu rdzenia kręgowego, co skutkowało niedowładem nóg. Mieli też kilka tzw. schorzeń współistniejących, ale o tym będzie mowa później. Nie była to choroba genetycznie uwarunkowana. Dlaczego dotknęła ich oboje? Tego żaden lekarz nie potrafił wyjaśnić, a badań genetycznych nigdy nie robili.
      Weronikę przerażała i porażała niewiedza nauczycieli na temat niepełnosprawności. Przykłady można mnożyć w nieskończoność. Nauczyciel historii usłyszawszy, że jego uczniowie mają wodogłowie, zrobił wielkie oczy, bo wodogłowie kojarzyło mu się z głuchoniemą zaślinioną niemotą, tymczasem miał przed sobą dwoje ludzi, którzy rozumieli, co się do nich mówi i nawet byli w stanie cokolwiek zapamiętać. Matematyczka chyba z gimnazjum postawiła Konradowi negatywną ocenę. W rozmowie z dyrektorką szkoły przyznała się, że chciała zobaczyć, jak on zareaguje. Przykładów jest mnóstwo, już nie wspominając o nieprzestrzeganiu planu lekcji i przychodzeniu kiedy się komu podoba. Albo nieprzychodzeniu w ogóle . W gimnazjum anglistki nie było przez 1,5 miesiąca, bo miała dziecko w szpitalu. Zastępstwa oczywiście nie było. Cóż, takie były uroki nauczania indywidualnego. I tak codziennie od zerówki do matury.
      Po skończonych lekcjach Weronika poczłapała do komputera (mieli jeszcze wtedy jeden wspólny dla całej rodziny). Uruchomiła wyszukiwarkę i wpisała hasło ?Żora Korolyov?. W ten sposób dowiedziała się, że tancerz jest zaledwie o rok od niej starszy i pochodzi z Odessy. Dziewczyna długo oglądała filmiki ukazujące Żorę na parkiecie. Zaczęła w niej kiełkować nowa pasja: taniec. Tancerką niestety zostać nie mogła ze względu na swoją ułomność, ale gdzieś kiedyś słyszała, że ludzie tacy jak ona tańczą na wózkach. ? Bingo! ? pomyślała. ? To jest coś dla mnie. Ponownie sięgnęła do Internetu i znalazła tam multum informacji na ten temat.
      Tymczasem wielkimi krokami zbliżała się matura. Werka miała zdawać swoją ukochaną biologię. Dawniej ukochaną. Obecnie coraz częściej zastanawiała się po co to wszystko, matura wydawała jej się zbędna, a marzenia o medycynie dawno rozlazły się jak gacie w kroku. ? Po cholerę mi ta matura?! I tak zdechnę w domu opieki. ? myślała. Takiego sposobu myślenia nauczyli ją niestety rodzice. Im bliżej matury, tym bardziej w Weronice narastało poczucie bezsensu.
      Matka Weroniki dzierżyła władzę w domu, do niej zawsze należało ostatnie słowo, była przy tym despotyczna i nie znosiła sprzeciwu. Tuż przed maturą zawyrokowała: - Znaleźliśmy przystosowaną uczelnię w Siedlcach. Pojedziesz tam i będziesz studiowała administrację. Musisz zdawać wos na maturze. Ja pogadam z Wójcikiem to Cię czegoś nauczy. ? Widzę, że już decyzja podjęta. ? Weronika wycedziła przez zaciśnięte zęby, z trudem powstrzymując się, aby nie rzucić się na matkę z pięściami. ? A masz inny pomysł? ? zapytała matka. ? Gówno Cię to obchodzi. ? odburknęła Werka. ? Jutro jedziemy obejrzeć tą uczelnię i masz jechać z nami! ? wrzasnęła matka. ? Do dupy pojadę i gówno zobaczę! ? wściekała się Werka. Po przemyśleniu całej sprawy dziewczyna jednak postanowiła pojechać do tych Siedlec dla świętego spokoju.
      W dziekanacie uczelni miła pani udzieliła im kilku informacji. Okazało się, że szkoła jest przystosowana, ale głównie dla niewidomych, a wózkowiczów tak naprawdę tam nie ma. Utrudnień było sporo: każde zajęcia odbywały się w innej części miasta i trzeba było dojeżdżać busami, żywić się można było jedynie w barach, nie było jeszcze wtedy asystentów dla osób niepełnosprawnych. To tylko niektóre trudności, które musiałaby pokonać Weronika. Po powrocie do domu matka nie kryła rozczarowania. Wściekała się, że miało być przystosowane, a nie jest, że jak tam w ogóle funkcjonować, co będzie w zimie itp. Matki plan legł w gruzach.
      Tymczasem Weronika coraz bardziej zanurzała się w swojej nowej pasji, jaką był taniec. Znalazła w Internecie forum dla osób tańczących na wózkach. Widniało tam ogłoszenie: ?Tancerz, lat 22, klasa S w obu stylach tańca, Warszawa, szuka partnerki?. Werka postanowiła do niego napisać. Pośpiesznie wystukała wiadomość do tego chłopaka, opisując swoją sytuację i mając nadzieję na współpracę z młodym tancerzem. Wymienili między sobą kilka wiadomości. Sławek jawił się jako bardzo sympatyczny, a zarazem dojrzały i odpowiedzialny facet.
      Wreszcie nadeszła matura i upragnione, długo wyczekiwane wakacje. Maturę Werka zdawała oczywiście w domu, bo tak było prościej, lepiej, bezpieczniej. Najbardziej obawiała się matury ustnej z angielskiego. Nigdy nie była mocna z gadania, tym bardziej w obcym języku. Ku jej zaskoczeniu właśnie z tego egzaminu otrzymała najwięcej punktów.
      W międzyczasie Weronika zapisała się na wczasorekolekcje w Dąbrowicy. Tym razem już na 2 turnusy, które jeszcze wtedy były krótsze ? trwały 8 dni. Werka wybierała się tam dopiero drugi raz, ale już doskonale wiedziała, że żywcem tego wyjazdu nie odda. Dąbrowica to wieś za Lublinem przy wylocie na Nałęczów, około 30 km od miejsca zamieszkania Werki. Od ok. 1995- 96 roku funkcjonował tam Dom Spotkania. Co roku w sierpniu odbywały się w nim tzw. wczasorekolekcje dla osób niepełnosprawnych, którymi opiekowali się wolontariusze. Werka dowiedziała się o nich od znajomego księdza.
      Przygotowania do wyjazdu przeplatały się z przygotowaniami do oazy. Tak, Werka była kościółkowym dzieckiem. Przed wyjazdem do Dąbrowicy brała udział w tzw. oazie. Były to takie półkolonie, głównie dla dzieciarni, ale Weronika była bardzo zżyta z tą wspólnotą. Była to grupa młodzieży i dzieci prowadzona przez młodego, energicznego księdza. Instytucja księdza Arka była znana w całej okolicy. Wspólnota powstała w 1997 roku, Werka dołączyła do niej w 2001. Niemal od pierwszego wejrzenia zakochała się w jednym z chłopaków ze wspólnoty. Ukrywała ten fakt przez prawie 2 lata, a przyznała się swojej ulubionej katechetce, z którą się przyjaźniła. To wyznanie uruchomiło oczywiście pewną machinę. Rafał był uczniem równoległej klasy a zarazem najlepszym uczniem w szkole, uwielbianym przez nauczycieli. Czym to skutkowało w praktyce? Tym, że do końca gimnazjum Werka nie musiała prawie nic robić, miała warunki cieplarniane, dobre oceny za nic, była pod ochroną i wszyscy nauczyciele ją uwielbiali. Ten stan trwał do końca gimn
      • optymistka45 Re: na przekór 21.08.16, 12:33
        Poruszasz trudną problematykę ale interesującą. Podoba mi się, że Weronika nie poddaje się lecz walczy oswoją przyszłość. Czekam na ciąg dalszy. Twój tekst napawa optymizmem nie tylko sprawnych inaczej. Pozdrawiam i życzę kolejnych pomysłów.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka