Dodaj do ulubionych

------------> najnowszy ŁYSIAK

30.12.04, 20:02
Witam!
Czy nie uważacie, że Waldemar Łysiak cierpi na amnezję? Takie wnioski
wyciągnęłam po lekturze „Salonu”. Ciągle to samo. Od „Łysiaka na łamach 1”
po „Łysiaka na łamach 6” i teraz jeszcze ten „Salon”. Nie wiem, co mam o tym
myśleć. Wiem natomiast jedno, że autor ten nagminnie (to już zakrawa na
nerwicę natręctw) używa tych samych zwrotów obcojęzycznych (nolens volens, e
tutti quanti, et consortes, vulgo, etc., expressis verbis), jak również
ciągle, już w 7 książce, pisze o tym samym! Te same zdjęcia (Michnik z
Jaruzelskim, dedykacja Kuronia dla Kiszczaka), te same cytaty (o rozplenianiu
się robactwa Exupery-ego, o antysemityzmie Singera, o q… Orwella, z „Fausta”
Goethego, stara mądrość rabinacka o nienawiści itp., itd.), te same teksty…
Po „Salonie” oczekiwałam głębokiej analizy ostatnich 15 lat III RP, tymczasem
doczekałam się znowu analizy okresu stalinizmu, roku, 1968, strajków i
okrągłego stołu, biografii Michnika, Geremka, Kuronia i Mazowieckiego.
Szczegółów z najnowszej historii Polski, analizy „afery Rywina”. A tu ledwie
kilkanaście zdań. Poza tym wszystkim denerwowac mnie już zaczynają te
wszechobecne cytaty. Zaczynam odnosić wrazenie, że twórczość Łysiaka to
kompilacja różnych myśli i cytatów złączona wtrętami własnymi, których jest z
książki na książkę coraz mniej.
„Statek” uwielbiam miłością bezwarunkową.
Jednak jeśli jeszcze raz przeczytam o tym, że „jeśli raz się sq…, to q…
pozostaniesz” lub „cóż ci za dobro wyrządziłem, że mnie tak nienawidzisz”, to
przestanę czytać pozycji publicystyczno-historycznych tego autora.
Przepraszam za przydługi post.
Mam pytanie do Was: czy czytaliście „Cenę” „Kielich” i „Empireum”? Warto
kupować? A co sądzicie o „Malarstwie białego człowieka”? Warto wydać tyle
kasy?
Pozdrawiam i wszystkiego dobrego w Nowym Roku!
Meadow

Obserwuj wątek
    • meadow.soprano Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 30.12.04, 21:33
      No proszę Was skomentujcie to w jakiś sposób, takiego wątku jeszcze nie
      widziałam!
      • Gość: wqrwiony Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 23:37
        Lewaków et consortes zawsze prawda w oczy kole, zwłaszcza jak im się o niej
        ekspressis verbis przypomina. Łysiak stoi na straży narodowej pamięci, nolens
        volens, traktując to jako bowiązek intelektualisty vulgo myśliciela.
        • Gość: wqrwiony Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.12.04, 23:39
          a co do wątków na okołołysiakowe tematy to mam wrażenie, że były już takie,
          całkiem niedawno
          • Gość: Kostek Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.pks / *.internetdsl.tpnet.pl 31.12.04, 14:26
            hmm... chyba rzeczywiście masz kłopoty z pamięcią skoro ledwie sobie
            przypomniałeś wątek w którym dzień wcześniej zabrałeś głos ;)
            Wydźwięk tamtej jak i wcześniejszych twoich wypowiedzi kłóci się z tym co
            powyżej, więc powinieneś robić sobie węzełki dla przypomnienia, że w kwestii
            Łysiaka jesteś anty!
            • fabianstory Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 31.12.04, 15:38
              Nie ma się co czepiać. Każdy może zmienić zdanie. Tylko oby nie za często.
            • Gość: wqrwiony Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 31.12.04, 22:31
              a tak faktycznie, dzięki za przypomnienie, gorzej, że zapomniałem o sylwestrze.
              Pozdro w nowym yorku.
    • daro15 Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 31.12.04, 10:25
      meadow.soprano napisała:

      > Czy nie uważacie, że Waldemar Łysiak cierpi na amnezję? Takie wnioski
      > wyciągnęłam po lekturze „Salonu”. Ciągle to samo.

      Amnezja to utrata pamięci. A Łysiak pamięta bardzo dobrze. Moim skromnym
      zdaniem na amnezję cierpi część społeczeństwa, polityków i część forumowiczów.
      Dlatego Łysiak im to wciąż przypomina. Proste.

      > Wiem natomiast jedno, że autor ten nagminnie (to już zakrawa na
      > nerwicę natręctw) używa tych samych zwrotów obcojęzycznych (nolens volens, e
      > tutti quanti, et consortes, vulgo, etc., expressis verbis)

      A jakby używał polskich odpowiedników ("chcąc nie chcąc", "dobitnie"
      czy "powszechnie zwany"), to byłoby OK? Ja to bym jeszcze z rozpędu wścibskiego
      krytyka policzył, ile tych samych rzeczowników używa Łysiak i innych części
      mowy, a następnie podzielił je przez ilość stron, a potem sięgnął może po inne
      narzędia statystyczne.

      > .. ciągle, już w 7 książce, pisze o tym samym!

      "Salon" jest podsumowaniem tych 15 lat III RP. Poza tym nie wszyscy czytali
      poprzednią jego publicystykę. To jakby dalszy ciąg, który jednak uwzględnia
      jako tło wydarzenia je poprzedzające.

      > Te same zdjęcia (Michnik z Jaruzelskim, dedykacja Kuronia dla Kiszczaka), te
      > same cytaty (o rozplenianiu się robactwa Exupery-ego, o antysemityzmie
      > Singera, o q… Orwella, z 2;Fausta” Goethego, stara mądrość rabinacka o
      > nienawiści itp., itd.), te same teksty̷
      > 0;

      Jak dobre, to czemu nie cytować? Łysiak widać stosuje od pewnego czasu
      metodę "zdartej płyty", doskonale opanowaną przez reżimowe media.

      > Po „Salonie” oczekiwałam głębokiej analizy ostatnich 15 lat III RP,

      A co to znaczy "głębokiej"? Jak to się robi? Czy można jeszcze głębiej ten
      temat drążyć? Widać, musisz dużo wiedzieć w tym temacie, coś czego Łysiak i
      wielu takich jak ja, nie wiedzą. A może "głębiej" znaczy po prostu "łagodniej"?

      > tymczasem doczekałam się znowu analizy okresu stalinizmu, roku, 1968,
      > strajków i okrągłego stołu, biografii Michnika, Geremka, Kuronia i
      > Mazowieckiego.

      No, to jesteśmy jak najbardziej w temacie III RP. I czy w ogóle można mówić o
      ostatnich 15 latach jako oderwanych okresie z dziejów Polski? Przecież okrągły
      stół, to był początek tego cyrku, ale on wynikał z poprzedzających go okresów,
      etapów socjalizacji Polski.

      > Szczegółów z najnowszej historii Polski, analizy „afery Rywina”.

      A po co? Afera Rywina to akurat małe Miki. To byłoby dopiero rozdrabnianie się
      na drobne. Łysiak wskazuje w "Salonie" przyczyny choroby, a nie zajmuje się jej
      objawami. Przecież afer mamy dziesiątki. A były gorsze (FOZZ, alkoholowa i
      inne).

      > Poza tym wszystkim denerwowac mnie już zaczynają te wszechobecne cytaty.

      Na początku lektury też mnie to denerwowało, ale po pewnym czasie zrozumiałem,
      że cytaty nie skazują Łysiaka na bycie w próżni. Książka jest pisana dla
      szerokiego kręgu czytelników i kiedy Kowalski weźmie ją do ręki (czyli
      czytelnik mniej "wtajemniczony"), to skonstatuje, że Łysiak nie jest
      osamotniony; na zasadzie, że jak mówi jeden, to przypadek, jak dwóch to też,
      ale jak już trzech, to... coś w tym musi być. Książka jest przemyślana, zeby
      trafić do mas. Jak na razie sprzedaje się świetnie, wziąwszy pod uwagę bojkot
      reżimowych mediów. Poza tym codzienne życie pokazuje, że Łysiak ma rację.

      > Zaczynam odnosić wrazenie, że twórczość Łysiaka to
      > kompilacja różnych myśli i cytatów złączona wtrętami własnymi, których jest z
      > książki na książkę coraz mniej.

      W pewnym sensie masz rację. Tylko że wtrętów własnych jest, niestety, więcej
      niż cytatów.

      Rozumiem, że "Salon" Cię rozczarował na płaszczyźnie literackiej. A poza tym
      zgadzasz się z diagnozą - płytką, bo płytką, ale jednak - postawioną przez
      Łysiaka? Że "salon różowy" i czerwoni sa odpowiedzialni za stan III RP?

      Życzę w Nowym Roku szczęścia (i kolejnej, może tym razem, "głębszej" książki
      Łysiaka).

      Daro
      • meadow.soprano Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 01.01.05, 12:51
        No właśnie, Daro15. Amnezja to utrata pamięci. Otóż to. To właśnie miałam na
        myśli. Bo czyż nie jest oznaką niepamiętania, niepamięci, braku pamięci,
        atrofii pamięci, ciągłe, permanentne, pisanie o tym samym? Nie chodzi mi w tym
        momencie o przypominanie czytelnikom o faktach, faktach, nie zaś – zakłamanych
        pseudofaktach. Mam raczej na uwadze nieznośne dla mnie opisywanie w różnych
        książkach (sześciu, czy siedmiu!) tymi samymi słowami tych samych wciąż
        wydarzeń.
        Odnośnie do obcojęzycznych wtrętów. Profesor Miodek uczył nas, że dobry pisarz
        to taki pisarz, którego czyta się z przyjemnością. Rzecz jasna jest to
        względne. Ja na ten przykład z lubością czytam włoskiego lewaka Umberto Eco
        („Imię”, czy „Wahadło”, bo już „Wyspy” na przykład nie trawię, przebrnęłam, bo
        się zacięłam, że skończę i już), jak i polskiego prawicowca Waldemara Łysiaka
        („Statek” jest moim numerem jeden i chyba na zawsze pozostanie), co nie znaczy,
        że inni czytelnicy z równą lubością będą tych autorów czytać. Względne
        natomiast nie jest to, czy pisarz potrafi pisać jezykiem różnorodnym, lecz
        rozpoznawalnym i stylem nie tylko akceptowanym przez czytelnika. Atrybutem
        dobrego pisarza oprócz treści jest styl. Sam prof. Miodek swego czasu mówił, iż
        pomimo najszczerszych chęci nie był w stanie przejść przez pewną pozycję, z
        uwagi na fakt, iż w co dziesiątym zdaniu napotykał natrętne i
        wszędobylskie „iż” zamiast „że” i „aczkolwiek” zamiast „jednak”. Nie chcę w tym
        momencie stwierdzić, że stosowanie w/w słów powinno być zakazane, tych, jak
        również tych stosowanych uparcie przez Waldemara Łysiaka (akurat u niego powód
        jest chyba zgoła inny, używa tych obcojęzycznych słów i zwrotów, aby byś na
        pierwszy rzut oka rozpoznanym po swoistym stylu; nie znajdziesz strony jego
        książek, głównie publicystycznych, choć nie tylko, bez: ergo, etc., vulgo, et
        consortes, e tutti quanta, nolens volens, expressis verbis, sprawdź sam). Chcę
        jedynie zaznaczyć, ze pisarz, którego narzędziem pracy jest słowo, powinien
        mieć na tyle elastyczny warsztat, aby używać wyrazów bliskoznacznych. Lubi
        ergo? O.k., ale niechże raz na dwa „ergo” zastosuje jedno „więc”, raz na
        trzy „etc.” jedno – itd.
        Mój drogi! „Salon” jest podsumowaniem, sam piszesz. Ja tego właśnie,
        spodziewanego!, podsumowania, nie dostrzegam! Widze natomiast kolejną
        kompilację „Łysiaków na łamach” od 1 do 6 z paroma aktualnymi wstawkami
        krajowymi i zagranicznymi. Te same zdjęcia Michnika, znowu fota dedykacji
        Kuronia dla Kiszczaka i cała masa innych rzeczy. I nie myl, proszę, złośliwości
        jego politycznych adwersarzy z pozytywną krytyką konstruktywną (choć lepiej –
        wątpliwościami, znakami zapytania) wiernej, bo wieloletniej, fanki książek
        Łysiaka. Uważam Go za pisarza wybitnego, niezwykle inteligentnego i
        posiadającego nieprawdopodobnie rozległą wiedzę. Wolę jednak, przyznaję, pod
        względem warsztatu, Jego powieści. W publicystyce powtarza się. Nihil novi sub
        sole.
        Na czym polegac miałaby dogłębna analiza ostatnich 15 lat? Np. na tym, aby
        niedouczonemu, czyli takiemu, jak ja, „czwartorzędnemu” czytelnikowi, wyjaśnić
        kulisy, kontakty, powiązania, kto z kim i dlaczego, nie ze strony „salonu”,
        lecz z punktu widzenia Łysiaka, afery Rywina, Orlen, FOZZ, to, co było za
        kurtyną kolejnych rządów (o Pawlaku nic, o Millerze nic, o Olinie nic).
        Ostatnich 15 lat to lata 1989-2004, nie zaś 1950-2004, a pół książki z okładem
        traktuje o okresie stalinowskim. Czytałam o tym nieraz w „Łysiaku na łamach”.
        Mój drogi! Nie chciałabym, kończąc, zostać źle zrozumiana. Ja nie atakuję
        wielkiego pisarza, jakim niewątpliwie jest Łysiak, nie uprawiam czepialstwa.
        Napisałam o tym, co mnie uwiera w jednej z Jego książek. Tylko tyle i az tyle.
        Nie neguję merytoryki. Bo ta jest ze wszech miar słuszna. W całej rozciągłości
        zgadzam się z przytoczoną przez Ciebie tezą. I nie jest to, jak stara się nam
        wmówić „salon”, spiskowa teoria dziejów narodowych kato-oszołomów. Wystarczy
        włączyć logiczne myślenie.
        Dziękuję uprzejmie za życzenia. Wszystkiego dobrego.
        A apropos książek Łysiaka, to mam parę zaległości. Musze je w najbliższym
        czasie nadrobić. Czytałeś może „Kielich” lub „Cenę”? Co sądzisz o tych
        książkach? A „Empireum”? Żałuję niezmiernie, ze nie do dostania jest „MBC”.
        Pojedyncze tomy mnie nie interesują.
        Pozdrawiam.


        • daro15 Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 01.01.05, 13:48
          1. Utrata pamięci, którą cechuje niepamięć, że się pamięta? OK, niech będzie,
          że Łysiak nie pamięta, że pamięta. Tylko że - moim skromnym zdaniem - wiele
          osób w Polsce nie pamięta, że powinno pamiętać, więc Łysiak - ten co nie
          pamięta, że pamięta - im to przypomina. Bo jakoś nie ma odzewu na jego "ataki",
          więc raczej skłaniam sie ku diagnozie, że Łysiak nie ma amnezji i to jego
          przeciwnicy cierpią na jakąś sklerozę czy inną demencję.

          2. Styl. Nie będę się długo rozwodził, a i nie chcę, żeby prof. Miodek pozbawił
          mnie samodzielnej oceny wartości literackiej poszczególnych dzieł.
          Cytujesz: "Profesor Miodek uczył nas, że dobry pisarz to taki pisarz, którego
          czyta się z przyjemnością." Wybacz, droga, ale to naprawdę nic odkrywczego (a
          jeśli już, to zdanie profesora akurat działa na korzyść Łysiaka). Nie trzeba
          uczonego, żeby to czuć. I chyba tysiące czytelników podziela pogląd prof. z
          Wrocławia i czyta namiętnie od lat Łysiaka. U. Eco to dobry pisarz, fakt,
          zdarza się, że chwilami świetny (szkoda, że lewicowy), ale podobnie do Łysiaka
          ma swoje dziwactwa warsztatowe, o których nie zamierzam tu pisać. Zresztą sama
          nie przerbnęłaś przez-coś-tam, więc widzisz, że z z tym stylem to różnie bywa,
          nawet w obrębie twórczości jednego autora.

          3. Wystarczyło przekartkować "Salon" w księgarni i po kilku znajomych zdjęciach
          (które tak Cię rozdrażniły), odłożyć książkę z powrotem na półkę.

          4.Mimo wszystko, tak wiele tej "łaciny" nie ma w "Salonie". Mnie np. razi u
          Łysiaka pisanie o sobie w trzeciej osobie (co za potworek mi wyszedł!). Nie
          jest to element, który deformuje styl (podobnie jak używanie łacińskich
          zwrotów), ale miejscami może denerwować. Moim skromym zdaniem, jesteś
          przewrażliwiona. I ja jestem może przewrażliwiony. A Łysiak lubi denerwować. I
          za to go czytelnicy - niektórzy - wielbią. Tak to już jest i nic na to nie
          można poradzić.

          5. Piszesz: "Na czym polegać miałaby dogłębna analiza ostatnich 15 lat? Np. na
          tym, aby niedouczonemu, czyli takiemu, jak ja, „czwartorzędnemu” czytelnikow i,
          wyjaśnić kulisy, kontakty, powiązania, kto z kim i dlaczego, nie ze
          strony „salonu”, lecz z punktu widzenia Łysiaka, afery Rywina, Orlen, FOZZ, to,
          co było za kurtyną kolejnych rządów (o Pawlaku nic, o Millerze nic, o Olinie
          nic). Ostatnich 15 lat to lata 1989-2004, nie zaś 1950-2004, a pół książki z
          okładem traktuje o okresie stalinowskim."

          W tym rzecz, że "Salon" jest akurat o "Salonie" czyli o przyczynie, a nie
          objawach choroby zwanej III RP. O aferach typu Orlen, FOZZ (i pomniejszych jak
          Rywingate) powstają artykuły, książki i będą dalej powstawać, więc nie ma
          potrzeby, żeby jeszcze Łysiak tym się zajmował. O "salonie" nie pisze nikt
          (prawie nikt, bo tylko Ziemkiewicz trochę wspomniał w "Polactwie"). Musi coś w
          tym temacie być, skoro na książkę jest duży popyt. Ja sam dowiedziałem się
          wielu ciekawych rzeczy, których nie znalazłem we wcześniejszych publikacjach
          Łysiaka. Zresztą "dogłębna" analiza afer musiałaby zaowocować podobnymi
          diagnozami Łysiaka. Zbyt szczegółowa zaś uniemożliwia spojrzenie na całość
          zagadnienia z lotu ptaka. Nie ma potrzeby zaprzątać sobie łba datami, cyframi,
          nazwiskami, powiązaniami, a elegancko wskazać przyczynę. Mnie to w zupełności
          wystarczyło. Znam wreszcie wielu osób, którzy kończąc lekturę "Salonu",
          żałowali, że to już koniec. Łysiak chyba nie wyczerpał tematu i czuję
          intuicyjnie, że napisze coś nowego w 2005. Może o praprzyczynie?

          Przede wszystkim dziękuję za życzenia. Tego samego życzę Tobie w Nowym Roku.

          "Kielich" czytałem (znakomity literacko początek, ale nie jest to apogeum
          możliwości Łysiaka). "Cena"? Dobra rzecz, ale ja nie jestem zwolennikiem
          wydawania sztuk teatralnych (nawet Mrożka). Sztuka teatralna - jak mawia Adam
          H. - jest do grania scenicznego, a Łysiak zrobił ze sztuki prozę. Sztuka byłaby
          świetna, notabene. Bardzo lubię "Perfidie" - zbiór opowiadń kryminalnych,
          przewrotnych jak diabli. Ostatnio kupiłem w antykwariacie dawno nie
          czytane: "Szachistę" i "Wyspy Zaczarowane". "Empireum" nie kupiłem; kupię jak
          stanieje w antykwariacie. "MBC" zaczynam kolekcjonować - poluję na I tom.
          • Gość: wqrwiony Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 01.01.05, 14:03
            daro15 napisał:

            " Bo jakoś nie ma odzewu na jego "ataki","

            W przypadku tych bredni wypisywanych o Miłoszu i Kaczmarskim to chyba wiem dlaczego.
            • fabianstory Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 01.01.05, 14:51
              > W przypadku tych bredni wypisywanych o Miłoszu i Kaczmarskim to chyba wiem >
              dlaczego.

              No to dlaczego? Czy cytaty z Miłosza w Salonie są fałszywe? Możesz łaskawie
              udowodnić, że to "brednie"? Tylko proszę podejdź do tego poważnie.
          • meadow.soprano Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 01.01.05, 15:06
            Mój drogi! Nie miałam na myśli niepamięci wstecznej dotyczącej wydarzeń, jak by
            nie patrzeć, historycznych! Chodziło mi o niepamiętnie (powiedzmy, ze ono jest
            przyczyną, bo wg mnie to zamierzony efekt) o tym, że ciągle używa się tych
            samych sformułowań. Wprawdzie nasz noblista, członek „salonu”, niejaki Miłosz
            Czesław, zarzucał naszemu językowi „ciamkanie, syczenie, bełkotanie, arytmię,
            bezkształtność i ubóstwo literackich form”, jednak sądzę, że tak wybitny
            pisarz, jak WŁ, mógłby pokusić się o urozmaicenie warsztatu. Tylko o tym, o
            warsztacie, ciągle piszę! I ten zarzut jest pierwotny, wtórny natomiast jest
            ciągły powrót do źródeł (potrafię zrozumieć, że ja czytam 7 pozycję
            publicystyczną tego autora, kto inny natomiast 1, stąd te ripleje)
            historycznych i wtręty z cytatów rozmaitych. Zrozum, że nie tyle jest to zarzut
            (werbalnej vel leksykalnej natury), co zauważenie (skromne) pewnego faktu,
            bezspornego, że Łysiak nadużywa. Pewnych form. I złośliwi zapewne
            kontestowaliby, że nie pamięta, nie ma świadomości, ze nadużywa, bo nie
            pamięta, co napisał strony dwie temu. W sensie werbalnym, nie merytorycznym,
            nie pamięta.

            Przebrnęłam, czytaj, proszę, uważnie, przebrnęłam przez „Wyspę dnia
            poprzedniego”. Nie tyle dlatego, ze męczył mnie styl. W tym konkretnym
            przypadku zmęczyłam się treścią. I to okropnie się zmęczyłam. Czytanie tej
            książki to był istny maraton.

            Fizycznie wykonalne. Mieszkając podówczas poza granicą zachodnią
            Prywiślańskiego Kraju, zamówiłam „Salon” via Internet.

            Zgadzam się z Tobą! Ta maniera pisania o sobie samym per „Łysiak” tez mnie
            uwiera.

            Zarzucasz mi przewrażliwienie. Hmmm. Nie sądzę. A co powiesz na obecność ortów
            w książkach Łysiaka? Weźmy na ten przykład „Salon”. Eks-szef (str. 102),
            możnaby (str. 119), żmiji (str. 188), lat 90-ych (str.33), super bestseller
            (okładka „Stulecia kłamców”), „Statek”: męł (str. 32), znalazłwszy (str. 95),
            trudny orzech do zgryzienia (str. 133), Marylin (str. 152), na codzień (str.
            422), super-dochodowy (str. 457), eks-prokuratorowi (str. 335, 208). Też jestem
            przewrażliwiona? Moim zdaniem to horrendum!

            Łączę pozdrowienia.
            • daro15 Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 01.01.05, 18:30
              1. Jeszcze raz powórzę... na amnezję zachorowała część społeczeństwa i
              polityków, więc Łysiak im to przypomina. Zresztą sama twierdzisz, że to
              zamierzone z jego strony. Niestety, musimy wziąć poprawkę na nienormalność
              sytuacji w jakiej ta książka została wydana. W kraju niby wolnym, bez cenzury,
              a tu media milczą o jednej z najbardziej popularnych książek w kraju. Nie
              dlatego, że Łysiak nie ma racji - co już ustaliliśmy - a dlatego, że polemika
              nie jest dla oskarżanych wygodna. Weź, z łaski swojej, na to poprawkę.


              2. Eco pisze dla mnie za długie książki. Niepotrzebnie. Świetny pisarz, dobry
              styl, wielka wiedza (ale i natłok niepotrzebnych informacji). Niestety, nie
              zawsze jest elektryzujący (jak np. "Szachista" Łysiaka). Eco jest dość
              wszechstronnym pisarzem, no, ale Łysiak też. Może nawet bardziej. To odnośnie
              Twoich wcześniejszych zarzutów "warsztatowych". Bo i powieści historyczne były,
              eseje, kryminały, thrillery, publicystyka i sztuki.

              3. Przykro, że nie mogłaś sprawdzić w Internecie ilustracji "Salonu". Jak dla
              mnie tych zdjęć mogło by wcale nie być. Nie o to chodzi w tej książce.

              4. Maniera Łysiaka i przeważliwienie... z "Salonem" jest tak, że on się czyta.
              Wg. mądrości prof. Miodka, to książka jest po prostu dobra (jeśli ktoś czyta ją
              z przyjemnością). Czytam nie tylko Łysiaka (z przyjemnością) i jestem już w tym
              wieku, że pomijam jakieś moje wieczne "ale" do wielu autorów i skupiam się na
              tym, co mi autor oferuje w sferze intelektualnej, duchowej i informacyjnej
              (nawet u noblisty Miłosza znajdowałem obok wspaniałych wierszy, po prostu
              zgrzyty). Nie, żeby styl nie był dla mnie ważny (jest!), ale po prostu, w ten
              sposób Łysiak pisał swoją publicystykę od zawsze. Podobała się wielu
              czytelnikom i podoba. Dlaczego teraz jest to takie ważne, skoro "Salon" nie
              jest dziełem literackim na miarę jego niektórych wcześniejszych tomów. To jest
              wciąż kawał stylu w publicystyce, ale - powtarzam - "Salon" to przede wszystkim
              publicystyka - żywa, na czasie i rzetelnie skrojona. Odnoszę wrażenie, że
              wydawca bardzo się spieszył z jej wydaniem (żeby zdążyć jeszcze w 2004 roku!),
              stąd te pewne "niedociągnięcia" (np. nie podawanie imion przy nazwiskach). Ale
              moim skromnym zdaniem, nawet i to nie przeszkadza w lekturze.

              Ujmę to jeszcze inaczej... oskarżenie "różowego salonu" jest zjawiskiem w
              Polsce rzadkim (jak trzęsienie ziemi). W obliczu tych sensacji, akademickie
              czepianie się "stylu" - gdy mamy na rynku setki grafomanów piszących o
              bzdurkach - albo wynika z Twojego przewrażliwienia, albo... no właśnie, z czego?
    • Gość: ? Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.acn.waw.pl 02.01.05, 17:55
      Szczerze piszac mam podobne wrazenie - Łysiak strasznie sie powtarza. Mimo ze
      wielkim milosnikiem jego tworczosci te powtorzenia zaczynaja irytowac. Procz
      Lysiaka na lamach oraz Salonu warto wspomniec o Stulecie klamcow. Wiele
      argumentow w kolko sie powtarza w tych ksiazkach...

      Mimo tego i tak Łysiak jest najbardziej cenionym przeze mnie polskim pisarzem
      XX wieku :-)
    • Gość: Vavrzyniec Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: *.zgora.dialog.net.pl 03.01.05, 09:18
      Pełna zgoda - Łysiak się niestety powtarza. Nie tylko w publicycstyce, ale i w
      beletrystyce (wystarczy porównać "Flet z mandragory" ze "Statkiem"), co piszę
      ze smutkiem, bo Łysiaka lubię i staram się być w miarę na bieżąco z jego
      twórczością.
      Osobiście najbardziej sobie cenię jego dziełka historyczne i eseje dotyczące
      historii sztuki i nie tylko (np. "Wyspy bezludne", "Francuska
      ścieżka", "Empirowy pasjans", "Cesarski poker", czy w końcu "MW") - czyta się
      je dużo lepiej niż powieści, a odnoszę nawet wrażenie, że Łysiak dużo więcej
      serca w nie wkłada, niż w publicystykę.
      Odnośnie książek, o które pytałaś:
      "Cena" jest dobra - polecam, choć racją jest, że to w sumie nieco podrasowana
      sztuka teatralna.
      "Kielich" to takie sobie czytadło - można przeczytać, ale nie trzeba. Ale
      początek jest naprawdę dobry literacko, a reszta jest napisana sprawnie, lecz
      nie porywająco - Łysiaka stać na więcej.
      "Empireum" - dla pasjonatów. Ja kupiłem. Dużo historycznych esejów z książkami
      w tle. Czasami trochę za dużo fachowego bibliofilskiego żargonu i samochwalstwa
      Łysiaka (całe listy skarbów, które posiada). W sumie jednak ja byłem i jestem
      bardzo z tej książki zadowolony.
      "MBC" to cudowne wydawnictwo! Kiedyś zasiadłem do pierwszego tomu i oderwałem
      się od lektury dopiero po ukończeniu czwartego... a potem poleciałem do
      księgarni i kupiłem piąty. Niestety brakuje mi trzech ostatnich tomów i szukam
      ich teraz na Allegro (kiedyś widziałem komplet za 650 zł, ale - głupi - nie
      kupiłem. Teraz za sam siódmy tom rządają po 350 zł i więcej.).
      Reasumując, "MBC" warte jest wydania naprawdę dużych pieniędzy.
      Polecam też "Wyspę zaginionych skarbów" - nieco podobna do "Empireum" i "MBC".
      Można powiedzieć, że to taka książka "w pół drogi" między "MBC", a "Empireum".
      Mam nadzieję, że Łysiak napisze kiedyś dziełko dotyczące europejskiej rzeźby
      i/lub grafiki, o czym kiedyś wspominał.

      I jeszcze jedno. Zauważyliście, że Łysiak ma pewne ulubione słowa? Teraz takim
      słowem jest "scjentystyczny"/"scjentystycznie".
      • daro15 Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK 03.01.05, 10:45
        Zgadzam się z opiniami Vavrzyńca na temat twórczości Łysiaka. Tak z grubsza.
        Zauważmy, że jest ona zróżnicowana, to też jakiś ewenement w naszej rodzimej
        twórczości. Ja bym dodał do najlepszych osiągnieć "Perfidie" i "Konkwistę". Są
        bardzo dobrze napisane i dorównują anglosaskim osiągnięciom w dziedzinie
        kryminałów i powieści sensacyjnej. No i "Najlepszy". A jak ktoś nie czytał za
        wiele powieści Łysiaka, a weźmie "Statek", to się nie zawiedzie (bo nie wie, że
        są jakieś "powtórzenia"). Jednakże uważam, że "Szachista" jest perełką w jego
        dorobku.
    • Gość: szklarz Re: ------------> najnowszy ŁYSIAK IP: 81.219.117.* 05.01.05, 09:55
      Hej
      powiem krótko - jesli zachwycasz sie statkiem kielich zwali Cie z nóg
      • Gość: Grzech Statek vs. Kielich IP: 85.128.124.* 05.01.05, 19:52
        Nie podzielam tej opinii, mimo, że zaliczam się do namiętnych wielbicieli
        poetyckiej prozy i publicystyki Wilka. "Statek" jest ewenementem w polskiej
        literaturze XX w. i w jej historii. To megabestseller 1994 roku. "Gazeta
        Wygodna" wtedy, co jest normą w tym lewackim brukowcu, sfałszowała listę
        bestsellerów, nie dając Łysiakowi pierwszego miejsca (wtedy zdobył je Marquez -
        17 tys.; Łysiak miał 70 tys., co ujawniła bodaj "Polityka" lub "Wprost"; już w
        1995 r. miało miejsce II wyd., a III w 1999 r.).
        "Kielich" momentami jest czystą doskonałością formy i treści, ale tylko we
        fragmentach. Łysiak w swojej formie literackiej postawił sobie tak wysoko
        poprzeczkę, że nie sposób Mu samemu ją pokonać. Nie oznacza to, że "Kielich"
        nie jest wart przeczytania - jest na pewno, i to z kilku przyczyn.
        Dla kogoś, kto dopiero poznaje twórczość jednego z największych polskich
        pisarzy, z pewnością lektura "Kielichu" jest to niezwykłym przeżyciem.
        • daro15 Styl "Salonu" 05.01.05, 21:34
          Gość portalu: Grzech napisał(a):

          > Łysiak w swojej formie literackiej postawił sobie tak wysoko
          > poprzeczkę, że nie sposób Mu samemu ją pokonać.

          Pełna zgoda. Dzisiaj kartkowałem i czytałem wybrane fragmenty "Salonu", żeby
          ten styl Łysiaka ocenić. Niestety, dla jego przeciwników, stwierdziłem, że to
          jednak kawał stylu. Co z tego, że "łacina", że niektóre watki się powtarzają,
          kiedy to wciąż jest żywa publicystyka i naprawdę świetny "poetyzujący" styl. To
          że Łysiak ustawił sobie poprzeczkę jest przyczyną wybrzydzania niektórych
          estetów i znawców. I zawiści niektórych. No, ale czepiano się już wszystkich.
          Może tylko Tołstoja za życia oszczędzono. Praktycznie każdego pisarza można
          wziąć pod lupę i znaleźć haka, w imię swobodnej, twórczej i radosnej krytyki.
          Mnie tam "łacina" Łysiaka nie przeszkadza". Taką ma, po prostu, ten pisarz
          manierę. Albo się lubi, albo nie. Pozostaje więc jeden ważny i w miarę
          obiektywny wyznacznik wielkości, a mianowicie popularność. I tutaj przeciwnicy
          Łysiaka - przegrywają. Owszem, można zaraz zarzucić, że popularne bywają
          Masłowskie i jakieś fantasy z romansami, ale w takim razie U. Eco też trzeba by
          umieścić w gorszej - bo popularnej - kategorii. Nie o to chodzi. Popularne
          bywają książki lekkie i poważne. Łysiak to z pewnością - druga kategoria. Jak i
          Eco. Jeśli "Najlepszy" sprzedał się do dzisiaj w 200 tys. egzemplarzy, to
          Łysiak już dawno przekroczył milion sprzedanych (ile - nie wiem). I jeśli się
          to przemilcza, fakty, to znaczy, że w kraju mamy cenzurę i nietolerancję. Czy
          do pomyślenia, żeby nie pozwolić wypowiedzieć się jakiemuś homosiowi (niedługo
          już nie będe mógł ich tak nazwać, bo mnie do ciupy wsadzą za homofobię, a ja
          jestem tylko przeciwnikiem gejów, do homosiów nic nie mam). Żeby jakiejś
          feministce w wysokich obcasach i krótkiej spódniczce zamknąć usta? Zabiłyby,
          ukatrupiły na łamach. Żeby jakiemuś lewakowi wygarnąć czym jest i kim nie jest?
          Zaraz robi się szum, że brak tolerancji, że prawica to faszyści itd. W takim
          razie, czemu w kraju niby-tolerancyjnym manipuluje się rankingami sprzedanych
          książek i milczy się w państwowych (NIE PRYWATNYCH) mediach o jednej z
          najbardziej popularnych książek w Polsce? Gdzie my żyjemy? Ale nie o tym miałem
          pisać... przepraszam.
          • Gość: Grzech Re: Styl "Salonu" IP: 85.128.124.* 05.01.05, 22:32
            Daro15, chyba niedokładnie przeczytałeś. Odniosłem się do wypowiedzi
            Szklarza: "powiem krótko - jesli zachwycasz sie statkiem kielich zwali Cie z
            nóg". Pisałem wyłącznie o "Statku" i "Kielichu", gdyż uważam inaczej. Nie
            szukam "haków" i nie robię "radosnej" krytyki.
            Od "Salonu" nie wymagam boskich dialogów, narracji, atmosfery itp. Co do
            powtórzeń, to podzielam zdanie, że niekórych cytatów mógłby sobie zaoszczędzić;
            jest tyle źródeł, autorów, że z powodzeniem można urozmaicić "repertuar".
            "Salon" ma inny - z konieczności - język i treść niż powieści. Tu Łysiak "w
            pierwszych słowach listu" pisze bez pardonu i dosadnie, co i dlaczego myśli o
            Salonie. To jest facet w pełnym tego słowa znaczeniu, więc wali prosto w oczy,
            co uważa o pewnej wpływowej grupie politruków różowego koloru. Robił tak w 1990
            r. ("Leszy"), w 1992 r. ("Najlepszy"), w 1992-2000 (publicystyka, "Łysiaki na
            łamach" 2-6, "Stulecie kłamców") powieści - robi i teraz.
            Co do liczby nakładów Łysiaka, według dostępnych informacji o nakładach wydań
            do 1996 wynosi 2.380.000. Szacunki dot. 19 wydań, co do których nie było
            informacji w stopce wynoszą w mojej ocenie 800.000-1.000.000. Łącznie więc mamy
            ponad 3.300.000 egzemplarzy.
            Łysiak też jest jedynym polskim pisarzem, którego dzieła kopiowali piraci
            (Pisarz nawet w prasie informował o tym w postaci ostrzeżeń przed próbami
            dystrybucji nielegalnych wydań; w prokuraturze pogratulowano Mu popularności).
            Rzecz, której - prócz wybornego pióra i in. - zazdroszczą Mu tzw. literaci.
            Mnóstwo książek zostało przeczytanych przez kilka osób. Ponadto należy
            wspomniec o obrocie tzw. "wtórnym" - wystarczy np. w allegro wpisać Łysiak a
            wyskoczą 4 strony ofert dzieł Łysiaka.
            • daro15 Re: Styl "Salonu" 06.01.05, 08:47
              Nie, nie, "radosna twórczość" i "haki" nie do Ciebie było. Wszedłem w Twój
              temat, bo było trochę o stylu Łysiaka, ale kontynuowałem poprzednie moje
              wypowiedzi. Przeczytaj mnie - głównie skupiam się na zarzutach innych wobec
              stylu Łysiaka.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka