Dodaj do ulubionych

Ja tylko chciałabym polecić :)

IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.02.05, 22:20
Nigdy nie przepadałam za poezją.
Nie wiem dlaczego, po prostu nie i koniec.

Ale szkoła jest szkołą i wiersze czytać trzeba. No i tak trafiłam na "Dies
Irae" Kasprowicza, oczywiście fragment.
Chciałam przeczytać całość, wypożyczyłam wybór jego poezji wydany w
Bibliotece Narodowej, no i przeczytałam wszystkie hymny, które się tam
znalazły.

Stąd ten post.
Polecam, naprawdę polecam przeczytanie hymnu "Święty Boże, Święt Mocny".

Ja przeczytałam już wielokrotnie i ciągle zapiera mi dech.
Szkoda tylko, że "Hymny" Kasprowicza nie są na tyle popularne, żeby można je
było bez problemu dostać w księgarni.

Pozdrawiam
Obserwuj wątek
    • Gość: k Re: Ja tylko chciałabym polecić :) IP: 213.216.87.* 21.02.05, 13:58
      to moze udostepnisz Święty Boże Święt Mocny?:P
      • Gość: Lilith Re: Ja tylko chciałabym polecić :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.02.05, 15:42
        Mam to całe przepisać? :D
        Jest na necie, na wielu stronach.
        No ale dobrze, jak tylko przepiszę (a przepisuję od paru dni już) to wkleję w
        posta. A co mi tam :D

        Pozdrawiam
        • agata_to_ja Re: Ja tylko chciałabym polecić :) 22.02.05, 09:46
          No cos ty, nie musisz przeciez przepisywać, wystarczy skopiowac i wkleić
          • Gość: Lilith Re: Ja tylko chciałabym polecić :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 22.02.05, 10:27
            Mój Boże, wiem przecież :D

            Ja to przepisuję na swój własny użytek, nie mam po prostu zaufania do tego, co
            znajduje się na różnych stronach internetowych.
            Spotkałam się już na paru stronach z brakami czy błedami w wierszu, szkoda.
            Ale wieczorem poszukam, skopiuję ładnie i wkleję.

            Pozdrawiam
            • Gość: dudek Re: Ja tylko chciałabym polecić :) IP: *.fbx.proxad.net 22.02.05, 13:13
              Kasprowicza przerabialam 20 lat temu ale tez pamietam, ze hymn "Swiety Boze,.."
              wywarl na mnie ogromne wrazenie. Chetnie sobie przeczytam :-)
    • Gość: Lilith Święty Boże, Śwęty Mocny IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 17:02
      Jan Kasprowicz
      ŚWIĘTY BOŻE, ŚWIĘTY MOCNY


      O niezgłębione, nieobjęte moce!

      Skrzydłami trzepocę
      jak ptak ten nocny,
      któremu okiem kazano skrwawionem
      patrzeć w blask słońca...

      Święty Boże! Święty Mocny!
      Święty a Nieśmiertelny!...

      A moje skrzydła plami
      krew, która cieknie bez końca
      z mojego serca...
      A oko moje zachodzi mgłą,
      która jest skonem
      i mego serca, i duszy mej!

      Niech będzie skonem i Twoim!
      Święty Boże! Święty Mocny,
      Święty a Nieśmiertelny,
      zmiłuj się nad nami!
      I niechaj łzy,
      które o jasnym poranku
      wiszą na kłosach wypoczętych zbóż
      lub szkliwą pianą okrywają kępy
      w sen otulonych traw,
      zmienią się w głośne skargi
      i bez ustanku
      płyną do Twoich zórz...
      Niechaj rozszarpią na strzępy te krwawe szmaty
      łuny świtowe, powstałe nad ziemią,
      gdzie ból i rozpacz drzemią,
      ogromne przez Szatana zapłodnione światy,
      a może przez Ciebie,
      o Święty, Nieśmiertelny, Święty, Mocny Boże!

      Dlaczego moje li wargi
      mają wyrzucać krwawą pieśń?!
      Płacz ze mną!
      Dlaczego sam mam iść w tę przestrzeń ciemną,
      choć żar południa pali się w przestworze?...
      Dlaczego sam mam wlec się na rozdroże,
      ku tym pochyłym krzyżom,
      którym na czarne ramiona
      kracząca siada wrona
      i dziobem zmarłe rozsypuje próchno?

      Niech głuche żale nie głuchną!...
      Idź ze mną!

      Zrzuć z Siebie, Ojcze, nietykalne blaski!
      Zgarnij z Siebie tę boża,
      tę władającą moc, co nad wiekami
      nieugaszoną płomienieje zorzą
      i światłość daje światom,
      i światy w swoim ogniu na popioły trawi!
      Stań się tak lichy, jak ja, i skulony
      i doczesności okryty łachmanem,
      wlecz się nieszczęsnym łanem
      za kluczem w dalprzymgloną ciągnącym żurawi,
      ku cichej, na rozstajach kopanej mogile
      zapomnianego człowieka!
      Albo w swej całej, wiekuistej sile,
      w całej potędze wszechmocnego bytu,
      stań przy mym boku
      i duszę moją rozszerz do Swego bezmiaru,
      i oczy moje, w smutku zapatrzone strony,
      rozewrzyj, królu globów pełnych żalu,
      do nieobjętych orbit,
      i wlecz się, wlecz się ze mną na samotne pola,
      ku tym ostami porosłym przydrożom,
      gdzie, kurzem obsypana, ślepa siadła Dola...

      A wiatr rozwiewa jej włosy
      i żwir jej w puste sypie oczodoły,
      a słońce, rozpaliwszy bezdenne niebiosy,
      pali jej żółte, pomarszczone skronie
      i po policzkach leje strumień żaru,
      w bezdźwięczną skórę piersi wysuszone zmienia
      w wargi jej roztwiera, daremnie łaknące
      ach! rzeźwiącego zbawienia,
      A dzwon się rozlega,
      z jękiem się czołga po spalonej łące,
      z płaczem się wznosi nad umarłe błonia,
      łkaniem wyschnięte chce poruszyć wody
      i zrozpaczony zamilka u brzega,
      i znów się zrywa, i jęczy, i płacze,
      i łka, i płynie, i płynie, i płynie
      w tej rozpłakanej godzinie...
      A jako widna ta ziemia, wspaniała
      wielką godziną konania,
      nie pogrzebione wokół leżą ciała,
      a ci się wloką, popędzani mocą
      strasznego lęku.
      A każda głowa ku ziemi się słania,
      każde kolano się chwieje,
      a krzyże posmutniałe drżą w wychudłym ręku,
      a w wietrze chorągwie trzepocą,
      a w martwym, niemym słońcu gromnice się złocą,
      a Śmierć przed tłumem kroczy,
      wielkimi kroczy odstępami
      i z śmiechem na trupich ustach
      wywija kosą stalową,
      połyskującą w południowym skwarze.
      A nad jej głową,
      jak wieniec z czarnych ziół,
      rozkwitłych podmuchem żałoby,
      gdzie drzemią stulecia groby,
      zgłodniałych kruków krążą stada
      chmurą ściemnioną
      i wysunąwszy dzioby,
      żądliwie chłoną
      ten wiew, który idzie od ziemi -
      trujący, śmiertelny wiew...
      A ona, świata przebiegając smug,
      kroki swe liczy na mile
      i kosą zatacza łuk,
      że jako zboże w dzień kośby,
      tak pokolenia padają
      na nieskończonym obszarze,
      który jej mocy oddał się spokojny,
      który jej mocy oddał się bezwiedny...

      O dzwonu łkające prośby!
      O szumie więdnących drzew!
      O Boże, Święty Boże! Święty a Nieśmiertelny!...

      A ci się wloką,
      blasków słonecznych odziani powłoką.
      A dzwon się rozlega
      w blasków słonecznych pozłocistym pyle,
      opadającym na zielska przydroży,
      na melancholią okryte przecznice,
      na grób samotny
      zapomnianego człowieka.

      Kopcie samotny grób!
      Niechaj w nim kości położy
      ten, króry z matki żywota
      wyniósł nieszczęsny los!
      Nieokiełznana gnała go tęsknota
      za widmem bolu,
      który sam jeden
      wszechmocny posiada głos,
      który sam jeden rozpieśnia
      duszę słabego człowieka
      w natchnioną pieśń,
      zapładniającą światy...
      Kopcie samotny grób,
      pośród krwawników kopcie i dziewanny
      u stóp
      próchniejącego krzyża,
      gdzie w południowy skwar
      bratnie się schodzą duchy,
      tłum zapomnianych mar,
      i wśród spalonej usiadłszy murawy
      jęk wyrzucają głuchy
      z skrwawionych łon...
      A jęk ten idzie po zżętych zagonach
      razem z tą pieśnią, którą jęczy dzwon -
      na rżyskach rusza porzucone kłosy,
      czarnymi ożyn jagodami chwieje
      i wierzb płaczących srebrne czesze liście,
      i szumi w wierzbach czerwonych chojarów...
      kopcie samotny grób
      tam, na tej miedzy szerokiej,
      gdzie rośnie łopian chropawy,
      gdzie srebrne lśnią się podbiały,
      gdzie aksamitna bylica
      rozpiera miękkie swe kiście!
      Tam, gdzie ten parów
      sączy resztkami wody,
      gdzie ten wądolec ospały,
      gdzie ci się wloką,
      blasków słonecznych odziani powłoką,
      gdzie nad drogą kurzu się wzbija słup,
      kopcie samotny grób!
      Gdzie ziemia pęka od żarów,
      gdzie każda jej grudka
      pełna jest znojów
      i krwawych prób,
      gdzie dzwon się rozlega,
      gdzie w wietrze chorągwie trzepocą,
      gdzie się gromnice złocą -
      kopcie samotny grób!
      Gdzie w dali pobłyskujące jezioro tęskniące,
      gdzie jaskier więdnie na łące -
      gdzie opuszczone mogiły -
      te kopce poległych wojów,
      nielitościwy rozorywa pług,
      rdzawe szablice wyrzucając z wnętrza,
      dziś wroga zbrodniczy łup,
      tam wy samotny, cichy kopcie grób!...
      Niechaj w nim kości położy
      ten, który powstał z tej ziemi,
      który miał w sobie jej trud,
      jej tajemniczy jęk,
      idący z głebin przestworzy
      w południa senny skwar.
      Niechaj w nim spocznie na wieki
      ten, który zabrał z jej chat
      zażalniki łez
      i czekał, kiedy przyjdzie wybawienia kres,
      i z jej szumiących zbóż
      zgarniał ten dziwnie przejmujący szum,
      i w swoich dum
      treść go zamykał, i w świat
      jak wielką świętość niósł.
      I żal go zdejmował,
      że mu nie daną była moc
      by zmienić w tryumf te łzy;
      że nie miał siły,
      aby te szumy żałobne
      w jakiś weselny,
      w jakiś radosny hymn się rozpieśniły!
      I obarczony przekleństwem najdroższych,
      stanął na drodze w dzień tuczy,
      jak krzew pogięty,
      i z piorunami w zawody
      rozpaczą grzmiał!
      A burza huczy i huczy,
      a chmur się kłębi wał,
      a wiatr mu deszczem miecie w ślepe oczy,
      a grzbiet mu drży jak brzoza wśród pustego pola,
      a ślepa, na przydrożu przykucnięta Dola
      śmieje się dzikim śmiechem,
      że się nie spotkał z echem
      ten rozpaczliwy głos,
      że go wchłonęły odmęty tej burzy.
      Że w tej śmiertelnej podróży,
      w tej drodze znojnej,
      na tym zsieczonym łanie
      upadł bezsilny człek,
      od wichru zwalił się stóp.
      Kopcie samotny grób!
      A Ty Święty,
      o Nieśmiertelny,
      który swym jednym oddechem
      wypełniasz wieków wiek,
      To od powietrza, głodu, ognia i wojny,
      i od Szatana, który w dom przychodzi
      i dusze zwodzi,
      zachowaj, nas Panie!
      Świat dół swój grzebie
      ad pierwszych dni,
      a w obramowaniu Trójkąta
      Twe oko lśni
      nad węgłem niebieskiej bramy...
      A my wołamy do Ciebie,
      a my wzdychamy,
      Ewy nieszczęsne dzieci...
      A z głuchym łoskotem
      na trumnę sypią się grudki
      ziemi oblanej potem,
      ziemi oblanej krwią...
      A naokoło zapadłe mogiły
      i cicho łkające smutki
      wśród trawy, co z cichym szelestem
      pożółkłe liście kołysze.
      A światłość wiekuista biednym ludziom świeci
      w tę podróż ciemną...
      Jestem!
      I Ty jesteś tu ze mną!
      Przerwij tę ciszę!
      Niech Twoje słowo gromowe
      zagrzmi nad wielkim cmentarzem!
      Radosne niech głosi nadzieje!
      Niech zapomniani wstaną,
      a żywym niechaj życie nie będzie ponurym,
      wieki kopanym dołem!
      Zmiłuj się, zmiłuj się nad nami!
      Z kornym błagamy czołem!
      Spuść swoją łaskę na tę naszą głowę,
      na oczy zmroczone łzami!
      Zmiłuj się, zmiłuj się nad nami!
      Daj spiekłym łanom
      rzeźwiący deszcz!
      Nie zsyłaj gradu,
      który nam zboże zsiecze, nim dojrzeje...
      Nie trać naszego dobytku
      w owcach i koni
      • Gość: Lilith Święty Boże, Śwęty Mocny - cd IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.02.05, 17:07
        (a jednak nie zmieściło się całe :) )

        Nie zsyłaj gradu,
        który nam zboże zsiecze, nim dojrzeje...
        Nie trać naszego dobytku
        w owcach i koniach!
        Trzymaj z daleka pomory,
        które nam biją
        ostatnią krowę z obory!
        Ze żyta wypleń sporysze
        i chwast kąkolu
        i w ręku trzymaj te chmury,
        by się nie rwały
        i nie topiły w ulewie
        snopów na polu!
        Niechaj nie płaczą stulecia!
        Niech mróz spóźniony nie warzy nam kwiecia
        na ledwie rozkwitłym drzewie,
        na naszych wiśniach i gruszach,
        na naszych starych, pochyłych jabłoniach...
        I wdzięczność rozpal nam w duszach,
        byśmy Twe dary godnie oceniać umieli.
        O pełen kary
        i przebaczenia pełny!
        Chociaż Ci te nasze grzechy utrudnią
        stanąć nad nimi z powieką zamkniętą,
        niech Twoja litość stokroć większą będzie
        niżeli wszystek nasz grzech!
        O Panie!
        Nie daj wysychać studniom!
        Niech się Szatana nie rozlega śmiech!
        Na naszej grzędzie,
        gdzie ciężki trud rozpoczęto,
        niech ten trud żniwem się stanie!
        Spraw, aby w wielkie, uroczyste święto,
        w tę chwilę wesołą,
        gdy na organie
        i śpiewem, i kadzidłem wielbimy Twą moc
        i dobroć Twoją,
        nie była dla nas potrzeba
        skąpić dziecinom chleba!
        Chroń nas od zdrady
        i daj nam tyle,
        byśmy we własnej spoczeli mogile;
        by nasze dzieci czy wnuki,
        gdy przyjdzie im dla ojców starych kopać grób,
        nie były przymuszone iść między sąsiady
        i prosić o jałmużnę ach! na cztery deski,
        na prostą, białą skrzynię z naznaczonym smołą
        krzyżem u głowy...
        Ojcze niebieski!
        Na pokropienie daj
        i aby grosz był gotowy
        dla dziadka proszalnego, co w gorącej wierze
        ciche odmówi pacierze...
        A jeśli ziaren swych łask
        nie zechcesz równać strychulcem
        po brzegi swej szczodrej ćwierci,
        od nagłej i niespodziewanej śmierci
        racz nas zachować, Panie!
        I niechaj w wietrze chorągwie trzepocą,
        niech się gromnice złocą,
        niech blask ich płynie w ten słoneczny blask!
        Pogrzebne niech zabrzmią śpiewy
        nieszczęsnym dzieciom Ewy!
        Padłym na znojnym łanie
        niech dzwoni żałobny dzwon,
        niech szumi z tej trawy szelestem...
        Święty Boże! Święty Mocny!
        Jestem!
        Jestem i płaczę...
        Biję skrzydłami,
        jak ten ptak ranny,
        jak ten ptak nocny,
        któremu okiem kazano skrwawionym
        patrzeć w blask słońca...
        A u mych stóp
        samotny kopią grób,
        a czarna wrona
        na Bożej Męki usiadłszy ramiona,
        bez końca
        kracze i kracze
        i dziobem zmarłe rozsypuje próchno...
        A ci się wloką,
        świetlistą mgieł sierpniowych odziani powłoką
        jak cienie,
        do wielkiej się wloką mogiły...
        Za nimi dziewanny
        z piaszczystych wydm się ruszyły,
        z miedz się ruszyły krwawniki,
        spoza zapłoci bez się ruszył dziki,
        tatarak zaszumiał w wądolcach
        i z mułu otrząsnąwszy pachnące korzenie,
        idzie wraz z niemi...
        Z mokradeł kępy rogoży,
        z przydroży
        osty o żółtych kolcach,
        szerokolistne łopiany,
        senne podbiały,
        fioletowe szaleje,
        cierniste głogo
        wstały
        i idą...
        Liśćmi miękkiemi
        wierzb zaszeleścił rząd
        i w cichej, rozpaczliwej sunie się żałobie
        śladem ich drogi...
        Całe rżyskami zaścielone łany
        oderwały się w tej dobie
        od macierzystej ziemi
        i niby olbrzymie ściany
        wzniosły się w górę, i płyną
        tą wielką żalu godziną...
        A Ty, o Boże!
        o Nieśmiertelny!
        o wieńcem blasków owity!
        na niedostępnym tronie
        siedzisz pomiędzy gwiazdami
        i głową na złocistym spocząwszy Trójkącie,
        krzyż trójramienny mając u swych nóg,
        proch gwiazd w klepsydrze przesypujesz złotej
        i ani spojrzysz na padolny smug!
        Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!
        Słońcom naznaczasz obroty,
        gasisz księżyce,
        jutrznie zapalasz i zorze
        i płodzisz zasiew na byty,
        na pełne cierpień żywoty,
        które tu muszą mrzeć,
        w samotny kłaść się grób...
        Zmiłuj się, zmiłuj nad nami!
        O Boże!
        O Mocny!
        Ty się upajasz wielkością stworzenia,
        a pośród nas tu głód!
        Jak bedłki, tak jarmużu syty ginie lud,
        A jako ryczący lew
        Szatan po ziemi tej krąży,
        na pokolenia
        zarzuca zdradną sieć,
        w synu na ojca zapalczywość budzi,
        wynaturzony gniew,
        że syn przed ojcem zamyka swój dom!
        Bratu na brata wciska krwawy nóż,
        a nasze siostry i żony
        na straszny rzuca srom...
        Podpala nasze stodoły
        z garstką zwiezionych świeżo zbóż,
        mordy narodów wszczyna i pożogę
        sieje na miasta i wsi,
        i przekleństwami znaczy swoją drogę...
        O zniszczeń dymiące dni!
        A my, ten ród potępiony,
        krzyże ująwszy w dłonie
        i zblakłe w krwawym pochodzie,
        trupimi piszczelami znaczone chorągwie,
        idziem o głodzie
        po tym śmiertelnym wygonie,
        w ten znojny,
        w ten nieszczęśliwy czas,
        w którym konają wieki
        i wraz się rodzą nowe
        na cięższą jeszcze niedolę -
        idziemy, biedną pochyliwszy głowę,
        jak ten zsieczony las -
        idziemy, a kres tak daleki!
        A lęk niespokojny
        biczem popędza nas
        i dech zapiera wśród łon...
        A naokoło rozlega się dzwon,
        na to cmentarne przelewa się pole,
        na te wyschnięte rzeki,
        w chojary żałobą swą godzi,
        że te się kładą na piaszczystym łanie...
        A pierś nasza łka,
        a w oku błyszczy łza,
        a ptak ciężko ranny
        uderza w skrzydła krwią ociekające,
        a jaskier więdnie na łące,
        a z nami idą dziewanny
        i krwawnik, i wonne lilije,
        a mór nam bydło bije,
        a dom nasz się pali,
        a siostra utonęła w rozpienionej fali,
        a ojciec gdzieś daleko w strasznej zginął bitwie,
        a Złe urąga modlitwie...
        Cóż z nami się stanie?!
        O Ty, łaskami hojny,
        Ty, od powietrza, głody, ognia i wojny,
        od nagłej i niespodziewanej śmierci
        i od Szatana, który w dom przychodzi
        i dusze zwodzi,
        zachowaj nas, Panie!...

        Nie skłonił się jeszcze dzień,
        a Szatan z moczarów łożyska,
        gdzie nocą ognikami błyska,
        z czeluści błota wstał
        i gdy najkrótszy słońce rzuca cień
        na te manowce, na te ścierniska,
        pod ramię chwycieł Kościotrupa
        i wzrósł nad jego niebosięgłą stal -
        nad Ciebie, Boże wzrósł!...
        Masz li Ty grom -
        Masz li Ty chmurę w ten południa skwar,
        aby z niej piorun padł
        i od Szatana uwolnił ten świat?...
        Wal błyskawicą, wal!
        Niechaj się łamie,
        niech się rozkruszy zdrada,
        która nad życiem i nad śmiercią włada!...
        . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .
        Szatanie!
        Ty Kościotrupa chwyciłeś pod ramię
        i nad wysokość jego ostrej kosy
        wzrosłeś w niebiosy -
        a grom nie pada!
        Z nieukojoną żałobą
        klękam przed Tobą!
        Zlituj się, zlituj nad ziemią,
        gdzie ból i rozpacz drzemią,
        gdzie ból i rozpacz dzwonem się rozlega
        i w strasznej pieśni brzmi...
        Szatanie!
        Kop mi samotny grób
        na opuszczonym łanie,
        u krzyża czarnego stóp,
        pod gliny powłoką rdzawą!
        A iżby nie porósł trawą,
        tańcz na nim taniec piekielny
        po wszystkie dni!...
        A Ty, o Święty!
        A Ty, o Mocny!
        Ty Nieśmiertelny,
        proch gwiazd przesypuj w swej klepsydrze złotej
        i płódź żywoty,
        aby tak klęły jak ja;
        aby płakały jak ja;
        aby w szarpiącej modlitwie,
        co jako dzwon ten łka,
        o zmiłowanie prosiły;
        aby się wlokły z gromnicami w dłoni
        ku tej nieznanej ustroni
        do tej - ostatniej mogiły;
        aby tak wyschły, jak łza,
        którą już oko me płakać nie może;
        aby tak marły jak ja -
        o Święty, Nieśmiertelny! Święty, Mocny Boże!
    • yanga Re: Ja tylko chciałabym polecić :) 22.02.05, 18:06
      Mnie też zaparło dech, kiedy po raz pierwszy przeczytałam to maturalnej klasie
      prawie pół wieku temu. Nawiasem mówiąc: czy trafiłabym na to gdyby nie szkoła?
      (to tak na marginesie dyskusji o tym, jak szkoła obrzydza literaturę)Do dziś na
      widok dziko rosnącej dziewanny odzywają mi się w głowie cytaty. Ale są jeszcze
      pozostałe Hymny, jakby uzupełnienie "Święty Boże". Pamiętacie "Moją pieśń
      wieczorną"? "Błogosławioną niech będzie ta chwila, kiedy się rodzi wieczorny
      hymn duszy"?
      • Gość: baluska Re: Ja tylko chciałabym polecić :) IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 27.02.05, 11:35
        A słyszałaś te Hymny z muzyką Szymanowskiego?
        • Gość: Lilith Re: Ja tylko chciałabym polecić :) IP: *.internetdsl.tpnet.pl 28.02.05, 16:32
          Nie słyszałam.
          Szczerze powiedziawszy nawet nie wiedziałam, że są nagrania z muzyką.

          Gdzie można je dostać?
          Są normalnie na płycie do kupienia w normalnym sklepie? :)

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka