Gość: kleks
IP: *.chello.pl
04.06.05, 18:59
rzeczpospolita.pl/dodatki/ksiazki_050604/ksiazki_a_10.html
Nowa proza polska - wentyl dla zbolałej duszy
Nasi młodzi gniewni
Widmo krąży nad polską literaturą. Widmo buntu młodych. Nie jest to bunt
artystyczny - żadna nowa rewolucja artystyczna w prozie polskiej się nie
szykuje‚ żaden postpostmodernizm.
ksiazki_a_10-1.F.jpg
(c) ANDRZEJ KRAUZE
ksiazki_a_10-2.F.jpg
(c) JAKUB OSTAŁOWSKI
Jeśli spojrzeć od tej strony na to‚ co się dzieje‚ zjawisko ma charakter
tradycyjny - nowi pisarze nie szukają nowych środków wyrazu‚ lecz aktualnych
tematów. Ich narracje są tradycyjne, tak jakby zależało im przede wszystkim na
tym‚ by zostać dobrze zrozumianymi i nie zawracać czytelnikowi głowy na
przykład eksperymentami językowymi. Najpierw chcą zapewne opisać świat‚ a
potem - co byłoby logiczne - zastanowią się‚ czy język‚ którym to robią, jest
wystarczający. Bo nawet jeśli Sławomir Shuty stara się stworzyć pisaną wersję
codziennej gadaniny biurowej‚ domowej i towarzyskiej‚ to nie dogania swoimi
poszukiwaniami tego‚ co zrobił dokładnie trzydzieści lat temu Ryszard Schubert
w powieści "Trenta Tre". I pewnie nawet nie przyszło mu do głowy‚ by w takiej
gonitwie startować.
Literacka generacja nic
Nowi pisarze‚ jeśli nie klonują zachodniej literatury rozrywkowej i nie bawią
się w fantasy - co skądinąd jest i zabawne, i potrzebne dla zdrowia literatury
- to z pasją analizują świat i wystawiają rachunek przemianom‚ jakie zaszły w
naszym kraju w ostatnich latach. Nareszcie doczekaliśmy się spełnienia
powtarzanych jak mantra od dziesięcioleci krytycznoliterackich apeli o to‚ by
wreszcie powstała literatura‚ która pokaże rzeczywistość‚ w której żyjemy.
Teraz ona powstaje i jakoś nikomu nie chce się jej witać triumfalnymi
fanfarami. Może ze strachu‚ bo młodzi są wkurzeni‚ a w każdym razie piszą o
swoim zagniewaniu‚ a nie o innych sprawach‚ które pewnie też ich absorbują.
Czytając tych kilka powieści‚ które ukazały się w ostatnich miesiącach lub
ukażą w najbliższychtygodniach, można odnieść wrażenie‚ że oto mamy do
czynienia z literacką wersją publicystycznej dyskusji o "generacji nic"‚ jaka
przetoczyła się przez naszą prasę jesienią 2002 roku. Ta sama frustracja się
tu ujawnia‚ to samo poczucie niespełnienia‚ ta sama bezsiła i zniechęcenie
tym‚ co się widzi wokół siebie. Oczywiście tryb publicystycznej wypowiedzi
narzucał poważny ton i nakazywał powściągnąć emocje - literatura na szczęście
pozwala piszącemu na bardziej spontaniczną ekspresję‚ łącznie z uwolnieniem
wyobraźni‚ która jest znakomitym lekarstwem na tłumione emocje. Dlatego w
beletrystyce bunt może przybrać bardziej jaskrawą postać niż w realnym życiu‚
ale też i po to między innymi jest literatura‚ by stawać się w razie potrzeby
wentylem dla zbolałej duszy.
Tak zresztą było zawsze. Jarosław Iwaszkiewicz‚ który przecież ikoną buntu nie
był‚ wspominając scysje między prezentującymi "twórczą postawę wobec
społeczeństwa" poetami z grupy Kwadryga i po mieszczańsku estetyzującymi
skamandrytami napisał‚ że "trzeba zawsze robić awantury starszym i bić się o
swoje. Taka jest natura rzeczy".
Dzisiaj buntownicza postawa jest jednak uwikłana w paradoksy bardziej niż
kiedykolwiek wcześniej - Kuba Wandachowicz w swoim głośnym tekście w "Gazecie
Wyborczej" tak próbował ją opisać: "W naszym świecie bunt jest o tyle trudny‚
że buntując się przeciwko ogłupiającym mechanizmom wolnorynkowej
indoktrynacji‚ chcąc znaleźć wreszcie azyl pozwalający na względną autonomię‚
na czas na pomysł na świat‚ na ideały‚ musimy jednocześnie buntować się
przeciwko nam samym‚ a przynajmniej przeciwko naszym żołądkom. Smutne jest to‚
że chcąc żyć w zgodzie ze swoimi przyziemnymi‚ zupełnie zrozumiałymi
wymaganiami‚ musimy jawnie uczestniczyć w postępującym procesie ogłupiania
siebie i innych".
W finale "Gnoju" Wojciecha Kuczoka (W.A.B. 2003) dom‚ w którym cierpiał młody
człowiek, zalewa szambo i możemy się zastanawiać‚ czy jest to metaforyczny
obraz zemsty bezsilnego chłopaka na - delikatnie mówiąc - opresyjnej rodzinie‚
czy już diagnoza o szerszych odniesieniach? Czy powieściowy dom to tylko dom‚
czy też już nasz wspólny dom‚ który zasługuje na taki niesławny koniec‚ jak
biblijna Sodoma z Gomorą na dodatek? Bohater "Zwału" Shutego (W.A.B., 2004)
też tylko w wyobraźni mści się na swojej szefowej, każąc jej czołgać się po
podłodze u swoich stóp i delektując wzrok rozmaitymi objawami jej upokorzenia‚
także fizjologicznymi. Podobnie jedna z postaci "Nic"‚ powieści Dawida
Bieńkowskiego (W.A.B., 2005)‚ w myślach zabija dręczącego ją kierownika
regionalnego wielkiej sieci fast foodów.
Świat jest do d...
Nim jednak dojdzie do takich zastępczych form zemsty na tych‚ którzy dręczą
młodych bohaterów tej prozy‚ mamy opisy rozmaitych form funkcjonowania naszej
rzeczywistości.
W powieści "WIP" Wojciecha Ginki (Znak, 2005) obserwujemy przaśne matactwa
wyborcze na poziomie gminy‚ kombinacje kandydata‚ który wcale nie jest dobrym
kandydatem na wójta‚ bo ma na sumieniu różne nadużycia i miniafery‚ ale wie‚
jak zdobyć głosy‚ jak i czym skorumpować tych‚ którzy mogą mu zapewnić
zwycięstwo. W gminie Ginki przegląda się - o to pewnie chodzi - cały nasz
układ polityczny‚ do którego dystans pisarz podkreśla, jak może‚ ale też o
którym ma sporą wiedzę. Powieść zresztą to prawdziwy miód na serca naszych
feministek‚ bo w jej zakończeniu zawiązany zostaje międzypokoleniowy sojusz
wściekłych pań zamierzających wziąć sprawy w swoje ręce i w następnych
wyborach nie dopuścić do zwycięstwa aferzysty. "Chłopy wyglądają‚ jakby miały
dosyć‚ ale ja tego nie zostawię - mówi jedna. - Mieszkam tu i nie mam zamiaru
się tego wstydzić!".
Innych pisarzy mechanizmy władzy politycznej nie interesują‚ a w każdym razie
nie okazują tego. Jeśli już‚ to analizują‚ jak Dawid Bieńkowski‚ sposób, w
jaki powstaje‚ zaczyna funkcjonować i rośnie w siłę wielkie kapitalistyczne
przedsiębiorstwo. W powieści "Nic" jest nim francuska sieć fast foodów.
Właściwie jest to powieść‚ którą najłatwiej scharakteryzować zapomnianym
określeniem - produkcyjna. Znajdujemy w niej kilka wiodących postaci‚ które
usytuowane są na rozmaitych piętrach tworzących się struktur wielkiego
przedsiębiorstwa rozmaicie przeżywają swoje zaangażowanie i rozmaite ambicje
wiążą z przynależnością do firmy. Bieńkowski - trzeba przyznać -
charakteryzuje je ze znawstwem‚ pokazuje, jak się zmieniają‚ jak praca dla
wielkiej korporacji robi z nich gorszych ludzi i w gruncie rzeczy niszczy. I
większość z nich nie zdaje sobie z tego sprawy do momentu‚ aż jest za późno. A
korporacja i tak zrobi‚ co będzie chciała, nie przejmując się ludźmi.
Pociąg do kariery
Dominuje w tej prozie perspektywa zwykłego człowieka‚ który chce tę swoją
zwyczajność zmienić w niezwyczajność. Oto bohater powieści "Wrzawa" Krzysztofa
Beśki (Muza SA, 2004)‚ który uwierzył we wszystkie legendy o tym‚
jakiewspaniałe perspektywy stwarza jego pokoleniu nowa rzeczywistość‚ rzuca
pracę w mazurskim miasteczku i rusza do stolicy‚ bo tam najłatwiej zrobić
karierę‚ tam czekają dyrektorskie fotele i niebotyczne pensje. Rychło się
jednak rozczaruje - Warszawa‚ w której nikt na bohatera powieści nie czeka‚
okazuje się dżunglą‚ ogłoszenia oferujące pracę to fantazja‚ a jeśli nawet
jakaś praca się znajdzie‚ to podła i na dodatek szef oszukuje‚ jak