Dodaj do ulubionych

Namietnosc moja: ksiazki...

IP: *.dip.t-dialin.net 16.06.05, 00:03
Jestem mloda osoba, studentka, ktora dopiero teraz nadrabia zaleglosci
ksiazkowe. Pochodze z bardzo prostej ubogiej rodziny. Starymi ksiazkami
babcia palila w piecu. Ksiazek u nas w domu sie nie cenilo. W naszym domu na
polkach staly krysztaly, wazoniki, filizanki - ale nie ksiazki. Mama nigdy
nie czytala, starsza siostra, uczaca sie w zawodowej szkole handlowej czytala
bardzo rzadko. Nauczyciele w szkole traktowali mnie jak nieuka i z racji
rodziny z jakiej pochodze, predko przyklejono mi etykietke dziecka, z ktorego
nic nie wyrosnie. Wierzylam w to przez lata, dopiero od niedawna odzywam i
odnajduje siebie. Czytam to forum od jakiegos czasu i mam takie jedno ciche
marzenie: tez kiedys byc tak oczytana osoba i umiec odnalezc sie w kazdym
towarzystwie. Czasem robi mi sie przykro, kiedy czytam wypowiedzi osob, tak
zaslepionych swoim oczytaniem, ze - co prawda w subtelny sposob - obrazaja
godnosc innych. Moim postem chce wyrazic, ze sa ludzie, ktorzy nie dostali od
zycia wielu szans, by moc docenic Ksiazke. Kiedy pierwszym priorytetem jest
zaspokojenie najwazniejszych potrzeb jak pokarm czy poczucie bezpieczenstwa,
naprawde trudno unosic sie w transendenty. Chyba swietnie ujal to Maslov w
swojej piramidzie. Pamietam, ze wychowalam sie na basniach Andersena. Jeszcze
kilka innych ksiazeczek mialam w swoim kaciku z zabawkami. Pamietam, ze
czytalam je po kilka, kilkanascie razy. Biblioteka byla tak slabo wyposazona,
ze czasem czytalam ale nie znajdowalam wielu ciekawych pozycji dla siebie.
Uwarzam, ze swiat wyrzadzil mi (i wielu innym dzieciom) duzo krzywdy. Dlatego
nie oceniam moich rowiesniczek, ktore zyja bez ksiazek. Mi sie udalo wyrwac z
tego kregu, im nie. Czasem widuje moje dawne rowiesniczki z podworka; maja
dzieci, zyja na niskim poziomie, za soba maja poprawczaki, wiezienia,
nieudane zwiazki, niechciane ciaze.. Ale kiedy spojrze pare lat w stecz, nie
przypominam sobie aby ktos zadbal o wczorajsze dzieci. Jedyna instytucja
odpowiedzialna za przyszlosc swych dzieci byla rodzina. Nie wiem czy teraz
jest lepiej, wole myslec, ze tak. Pamietam paskudnych nauczycieli, ktorzy
faworyzowali uczniow, ktorych rodzice liczyli sie i byli kims. Dla tych
gorszych nie bylo ani wsparcia ani uczucia. Jestem dzis rozbita miedzy dwoma
swiatami. Bo w dwoch swiatach zyjemy. Po jednej stronie sa ci, ktorzy sie
uwazaja za lepszych i nie chca obcowac z gorszymi. Po drugiej te "odpadki"
spoleczenstwa, ktore i tak nie widza powodu aby wyciagac reke do
tych "lepszych". Jasne, ze wolimy isc do przodu, w gore i identyfikowac sie z
osobnikami wyzej w hierarchii ludzkosci ustawionymi. Ale czasem warto
spojrzec w dol i sprobowac zrozumiec. Sama nie znosze chamstwa i glupoty,
jednoczesnie jestem swiadoma, ze dla wielu to ja moge byc takowym elementem,
zalezy z ktorej strony by spojrzec ;)
I choc ten- jak tu ktos pieknie ujal- faszyzm intelektualny drazni i troche
boli, to i tak lubie to miejsce i zagladam tu czesto. Nadrabiam zaleglosci w
szybkim tempie i ogromnie sie ciesze, ze mam szanse i mozliwosc Was czytac. :)
Obserwuj wątek
    • alrisa Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 09:00
      Nie daj sobie wmówić niczego takiego! Strasznie mnie drazni ocenianie ludzi po
      pozorach. Tym o których piszesz jest łatwiej w życiu, ale o wartości człowieka
      świadczy to jaki jest on sam, a nie to w jakim środowisku się wychował.Tak
      naprawdę jeśli się chce to sporo barier można pokonać i z tego co piszesz Ty
      jesteś tego najlepszym przykładem. Jest trudniej ale da się! O wiele bardziej
      cenię osoby myślące i chcące coś zmienić, a nie takie, które mają wszystko
      podane na tacy, uważają, że tak ma być i im się należy. A te w "lepszej
      sytuacji" często marnują to co mają i nie doceniają tego co mogli by zrobić
      gdyby tylko chcieli ...
      • Gość: daria13 Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.medical / 80.51.246.* 16.06.05, 10:08
        Doga Miumiu! Twój post to jeden z piękniejszych i mądrzejszych postów na tym
        forum. Dałaś mi nim bardzo wiele do myślenia. Zdarza mi się czasami odrobinę
        snobować na to, że duzo czytam i wciąż mam potrzebę gadania o tym, ale nigdy
        nie wysiliłam się na refleksję, że kogoś może to urazić, bo miał takie życie
        jak Twoje. Przepraszam więc za to, jednocześnie mając nadzieję, że do napisania
        tego postu sprowokowała Cię raczej eeela, a nigdy ja. Kiedy wczoraj czytałam
        jej wypowiedzi o drugim, gorszym gatunku ludzi, początkowo myślałam, że to
        zwykła prowokacja, zwłaszcza, że nijak nie pasowała ona do FK, ale później się
        okazało, że to całkiem na poważnie, a co najgorsze niektórzy też tak mają. To
        wszystko jest bardzo niesprawiedliwe, bo o ile mi zdarza się przechwalać
        ilością i jakością przeczytanych książek (coraz rzadziej na szczęście, bo FK
        uczy pokory;), to staram się nie oceniać innych pod tym kątem, a po Twoim
        poście będę się starała jeszcze bardziej pilnować i dobierać słowa.
        Wiele osób na tym forum, choć pewnie bardziej od Ciebie oczytanych (jesteś
        jeszcze młoda, jak sama przyznałaś i wszystko przed Tobą)nie umie tak
        klarownie, bezbłędnie i tak dobrą polszczyzną wyłożyć swoich racji, czy
        poruszać ważkie kwestie.
        Podpisuję się też obiema rączkami pod wypowiedzią Alrisy, o cenieniu osób
        myślących, a nie tych, które marnują szanse, jakie daje im życie.

        Gorąco Ci gratuluję postawy i pozdrawiam serdecznie:)
        • alrisa Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 11:04
          Dara a mnie się wydaje, że źle podeszłaś do wątku eeeli. Ona pisała o totalnej
          niewrażliwości na muzykę, literaturę, a nawet jedzenie. Pewnie, że można tak
          żyć, nikomu się krzywdy nie robi, ale mnie by też dobijało gdybym z koleżanką
          zza biurka nie miała o czym rozmawiać bo moje wszelkie zachwyty nad czymkolwiek
          byłyby z miejsca torpedowane przez "obojętną na wszystko".
          • Gość: Gosciowa Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.ath.cx / *.internetdsl.tpnet.pl 16.06.05, 20:38
            A mnie by dobijalo, gdyby kolezanka zza biurka czy lady czestowala "od czasu do
            czasu" DISCO POLO, ktorego moj organizm nie toleruje;)
            • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 21:05
              No ot i racja. Nic na to nie poradzę, że pewne gatunki muzyki, literatury czy
              choćby obyczajowości powodują we mnie uczucie wstrętu, odczuwane niezwykle
              silnie, wręcz fizycznie - dygotanie rąk, jakieś tiki nerwowe na gębie... no,
              choroba po prostu, jakieś skrzywienie psychiczne ;-) Może powinnam pójść na
              psychoterapię???
              ;-P
              • Gość: ~yusta Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.05, 11:00
                Nie, powinnaś trafić do obozu koncentracyjnego, gdzie inni nauczyliby Cie, czym
                kończy się nietolerancja, przemądzrały babsztylu!
    • asanti Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 11:41
      Miumiu
      to co napisalas jest bardzo cenne
      ja osobiscie duzo czytam, bylam tego nauczona od maleńkości
      zawsze wydawalo mi sie ze przeczytalam duzo, dopoki... nie zmienilam w 3 klasie
      liceum... i w tym liceum okazalo sie, ze WSZYSCY czytali wiecej ode mnie i to
      literatury o ktorej istnieniu nie mialam pojecia..
      dwa lata przebywania z moimi kolegami z klasy (i światlymi nauczycielami)
      nauczylo mnie mnóstwo.. dlatego wierze, ze mając taką swiadomośc jaka masz
      też - już niedługo - bedziesz osoba madrze oczytana, swobodnie poruszajaca sie
      w wielu tematach...

    • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 12:07
      Postawa robiąca wrażenie, przyznaję.
      Nie do końca jednak mnie zrozumiałaś (jeśli rzeczywiście odnosisz się do mojego
      wątku, a nie jest to tylko moja megalomania, że tak sądzę ;-) ). Ja nawet nikogo
      nie potępiam, choć rzeczywiście odnoszę się krytycznie. Nie do poziomu
      intelektu, tylko do postawy życiowej. Mam w pracy jednego kolegę, człowieka bez
      matury, którego jednocześnie charakteryzuje ciekawość świata, dążenie do
      poznawania nowych rzeczy, i naprawdę interesująco się z nim rozmawia. Moja
      kolezanka jest osobą po studiach magisterskich (skończonych na dobrej uczelni),
      a tkwi w przerażającej mnie stagnacji intelektualnej, doszedłszy do wniosku, że
      skoro naukę ma za sobą, nic już nie musi robić, niczego nie musi się uczyć,
      niczego nowego poznawać. Nie potrafi niczym się zafascynować, zadziwić,
      ucieszyć, a najistotniejszymi kwestiami w jej życiu są: zakup różowej torebki,
      gra w kulki i co powiedział kierownik jednego oddziału o kierowniku innego
      oddziału. Ale nawet zakupem różowej torebki nie cieszy się całą sobą, ponieważ
      uznaje siebie za osobę dorosłą i zbyt dojrzałą, żeby nadmiernie odczuwać radość.
      Tak mi się to widzi.
      A twoja historia mnie urzekła ;-) Nie, nie kpię sobie, naprawdę, ślę wyrazy
      podziwu :-) Mam kuzynkę, która wywodzi się z rodziny ubogiej i prostej, nie
      przywiązującej zadnej wagi do wykształcenia, ale mimo to kończy studia, jest
      osobą dynamicznie rozwijającą się i widzę, jak wiele determinacji, zacięcia i
      konsekwencji wykazuje. Jest po prostu nieprzeciętną osobowością. Ale w moim
      odczuciu jest to bajka o Kopciuszku, która często się nie zdarza.
    • sto100 Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 14:58
      Och miumiu,miła miumiu.Nikt nie obiecywał,że będzie lekko.Te słowa dają często
      poczucie równowagi.Nawet jeżeli nasze miejsce początkowe los wybiera to
      przecież potem juz zaczynamy je kształtować sami.A snobizm,ten dribny codzienny
      smaczek snobismu?Przenosi nas w trochę lepsze miejsca?Pomaga przetrwać
      trudniejsze chwile?Dodaje smaku,jak odrobina pieprzu,kropla cytryny,czy lukru?
      Jak byłam na studiach była taka pozytywna moda na snobizm,który nióśł w sobie
      mozliwość intelektualnego i kulturalnego rozwoju.Och jak myśmy się w tym
      smakowali.Pozostała mi potrzeba duchowego obcowania,z podobnymi
      zainteresowaniami,zaglądam od pewnego dopiero czasu do netu i na tym forum
      znajduję całą masę przyjemności,większych lub mniejszych,ale cieszy mnie,że
      mogę czytać o tym co lubię zawsze najbardziej,o książkach,miejscach czarownych-
      księgarniach,nowościach,wspomnieniach.Czytaj miła,to przenosi w inne krainy i
      nie wraca człowiek na te podwórka pełne przyziemnej codzienności.One zostają
      tam, w tym dalekim kraju.Ten świat jest,ale obok,zawsze zostaje już
      obok.Pozdrawiam.
      • Gość: miumiu Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.dip.t-dialin.net 16.06.05, 16:25
        Dziekuje za Wasze cieple slowa.
        Od razu powiem, ze choc faktycznie post eaeli byl pewnym "zapalnikiem" i stad
        moj post, to jednak moja opinia bierze sie z obserwacji tego forum. Dostrzegam
        sporo cynicznych uwag, subtelnego lekcewazenia, ironii - do osob, ktore czytaja
        malo lub pisza o ksiazkach, ktore oceniacie za malo ambitne. Nawet subtelna
        pogarde da sie wyczuc a sa ludzie, ktorym z kazdej strony swiat krzyczy:
        jestescie gorsi, glupsi, biedniejsi, mniej warci. Mialam kiedys kolezanke, z
        ktora jej mama zabraniala mi sie kontaktowac. Chyba stad te moje przemyslenia,
        ze troche boli mnie, gdy ludzie tworza niepotrzebne bariery miedzy soba. Dzieli
        nas tak wiele (jezyki, obyczaje, religie, przynaleznosci, stan posiadania, styl
        ubierania)a tak malo laczy i mam wrazenie, ze swiat zapomnial, iz oddychamy
        wszyscy jednym powietrzem na jednej ziemi.
        • chihiro2 Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 16:50
          Wiesz, miumiu, jak to juz Sartre powiedzial (a przed nim pewnie inni, tylko
          inaczej): "Pieklo to inni". Ja takze jestem pod wrazeniem Twojego postu,
          madrego, przemyslanego, pokazujacego, ze jestes bardzo wrazliwa osoba, ktora
          zasluguje na wiele ciepla i zyczliwosci, a dostawala wiele
          niezasluzonych "batow" od zycia.
          Wtracilam moje trzy grosze pod postem eeeli, aczkolwiek nie uwazam sie za
          cyniczna ani lekcewazaca innych, ktorzy sa w mniej, ze tak powiem,
          uprzywilejowanej pozycji. Moja kolezanka akurat ma szanse rozwijac sie, ale nie
          uwaza tego za potrzebne i uparcie broni sie przed jakakolwiek sensowna
          dyskusja, w zaslepieniu uwazajac swoja opinie za jedyna sluszna. Ale nie ma to
          tutaj znaczenia.
          Forum Ksiazki jest czyms fascynujacym, bo stykaja sie tu setki roznorakich
          opinii i mozna sie tu wiele nauczyc od innych. A poniewaz Ty bylas przez dlugi
          czas pozbawiona tej mozliwosci, teraz mozesz chlonac wszystko w zwiekszonych
          dawkach i rozwijac nadzwyczaj szybko. Zycze Ci slusznych wyborow (ksiazkowych i
          zyciowych) i wiele zyczliwosci od ludzi. Nie przejmuj sie tym, co o Tobie moga
          sadzic inni (czesto nieslusznie), czerp radosc z tego co robisz i uwierz, ze
          naprawde jestes niezwykle wartosciowa osoba!
          Pozdrawiam cieplo :)
          • monikate Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 17:44
            miumiu, dałaś mi do myślenia. Wstydzę się. Czasami wyłazi ze mnie wstrętna
            snobka. Zdarza mi się w myślach oceniać ludzi po tym, czy czytają, co czytają,
            jakie filmy oglądają, czym się interesują, jak się ubierają... Wiem doskonale,
            o co Ci chodzi. Nie potrafię jednak wypowiedzieć się o tym taką ładną
            polszczyzną, jak Ty. :)
            Pozdrawiam Cię ciepło!
            • Gość: M Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.elk.mm.pl 16.06.05, 19:25
              Miumiu, Twój post robi wrażenie.Zdaję sobie sprawę,że niektórzy mają w zyciu "pod górkę",ale Ty uświadomiłaś mi jak bardzo.Także czytam to forum,czasem zabieram głos i widzę,jak niektóre opinie mogą być raniące:ja- taki/a mądra, oczytana,inni-nieoczytane głąby.Jest trochę snobów na forum,a mi zawsze wtedy przypomina się kolega z polonistyki:UDAWAŁ często,że coś przeczytał, zerkał do notatek koleżanek,"łapał" parę terminów i nazwisk,a potem na zajęciach brylował/dyskutował/stawiał tezy/argumentował-istny wulkan intelektu i oczytania.Gdybyś go posłuchała- pierwsze wrażenie byłoby takie: jaki mądry, oczytany człowiek(jak nikt z naszej grupy potrafił rzucać od niechcenia nazwiskami,terminami,czasem cytatami(uprzednio spisując cytat z czyichś notatek).Były to tylko pozory,czasem mam takie wrażenie,jak czytam niektóre posty i wiedzę,jak piszący "przerzucają" się nazwiskami, tytułami.
              A Twój post napisany jest naprawdę piękną polszczyzną:)Pozdrawiam.
      • Gość: ~yusta Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.05, 11:03
        Człowieku, ile Ty masz lat? Piszesz jak jakaś zakichana, egzaltowanan
        pensjonarka...Opanuj się, i tyle. I nie popadaj w taka auto-ekstazę. Matko,
        ależ zachwycasz się sam sobą..
    • dr.krisk Nic dodac, nic ujac... 16.06.05, 20:02
      Przylaczam sie do choru pochwal za madra i refleksyjna wypowiedz. To po
      pierwsze.
      A po drugie - dlatego tak sie wsciekam na naszych Wspanialych Rzadzacych,
      ktorzy pomimo deklaracji o wspieraniu edukacji dzieci nic w tym kierunku nie
      robia. Mam rodzine na wsi, punkt biblioteczny zlikwidowano im kilka lat temu,
      dzieciaki nie czytaja lektur (bo i skad maja je wziac), ksiegarnia w pobliskim
      miasteczku zbankrutowala, o biblitece publicznej lepiej nic nie mowic.....
      Przez kilka ostatnich lat zadne dziecko z tej wsi nie poszlo do szkoly
      sredniej....
      Nasi Rzadzacy wydaja hojna reka gory pieniedzy na promowanie wlasnych osob, czy
      tez na rozmaite "dni Bolejewa". A mi sie marzy sytacja, gdy te pieniadze ida
      wlasnie na dozywienie dzieci, na kupno ksiazek do bibliotek, na pensje dla
      dobrych nauczycieli, lubiacych swoj zawod... Tylko ze to takie nieefektowne.
      Pozdrawiam serdecznie,
      KrisK
    • slonecznawiosna Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 20:29
      Fragment książki pod tytułem „Wielki Gatsby” F. Scott Fitzgeralda (właśnie ją
      czytam):

      „Gdy byłem młodszy i wrażliwszy, ojciec mój dał mi pewną radę, nad którą do
      dziś często się zastanawiam.
      - Ile razy masz ochotę kogoś krytykować – powiedział – przypomnij sobie, że nie
      wszyscy ludzie na tym świecie mieli takie możliwości jak ty.”

      Wnioski sami wyciągnijcie :)


      Pozdrawiam

      Iskierka
      • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 20:53
        No dobrze. Mnóstwo padło już pięknych, wzruszających, tolerancyjnych i
        poprawnych politycznie słów. A ja nie ze wszystkim mogę się zgodzić. Zwłaszcza
        wymowa tego cytatu do mnie nie trafia. Zdaję sobie doskonale sprawę z tego, że w
        dzieciństwie moim starano się, abym miała jak największe możliwości, abym
        czytała, kształciła się, rozwijała etc. I zdaję sobie sprawę, że to wielki
        przywilej, nie każdemu dany. Z tego wynika, że kiedy napotykam człowieka, który
        nie został obdarzony takim staraniem jak ja, a jednak oczytał, wykształcił się,
        rozwinął, czuję wielki podziw i szacunek.
        Nie rozumiem jednak, na jakiej racjonalnej podstawie mam zaprzestać krytykowania
        czegoś, co uważam za niezaprzeczalnie gorsze (nie-czytanie, nie-kształcenie,
        nie-rozwijanie się) tylko dlatego, że jestem świadoma źródła zła. Świadomość
        źródła zła to świadomość źródła zła i nic więcej! Żadne uprawnienie do
        zaniechania krytyki. Od zaniechania krytyki tylko krok do zaniechania
        jakichkolwiek zmagań ze źródłem zła.
        Badzo mi się to nie spodobało. Przypomniało mi się, dlaczego tak nie lubiłam tej
        książki ;-P :-)))
        Poza tym - co mam zrobić, jak mam ochotę skrytykować kogoś, kto miał takie same
        możliwości jak ja? Też mi nie wolno? ;-P
        • slonecznawiosna Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 21:09
          eeela napisała:

          > przywilej, nie każdemu dany. Z tego wynika, że kiedy napotykam człowieka,
          > który nie został obdarzony takim staraniem jak ja, a jednak oczytał,
          >wykształcił się, rozwinął, czuję wielki podziw i szacunek.

          Trochę mnie źle zrozumiałaś :)
          A co wtedy kiedy napotykasz człowieka, który nie został obdarzony takim
          staraniem jak Ty, nie jest oczytany, wykształcony?

          Pozdrawiam

          Iskierka
          • staua Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 21:18
            Bardzo lubie "Gatsby'ego", to bardzo madra ksiazka.
            Miumiu, brawo - kontynuuj. Sama znalam dwie osoby, ktorym udalo sie wyrwac z kiepskiego
            srodowiska, ale jednej jednak z pomoca rodziny (rodzice byli prostymi ludzmi, ale pomagali jej na
            wszelkie sposoby). W Polsce "inteligencja od pokolen" ma ciagle zbyt mocny status spoleczny, ale w
            USA kult "self-made mana" jest nadal silny (choc ciagoty eutopejskie i tesknota za arystokracja robia
            swoje :-)). Ja bardzo wierze w ten cytat. Zreszta moj maz caly czas mi to powtarza...
          • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 21:19
            Określiłam w poprzednim poście. Krytykuję. Bo nie widzę racjonalnych podstaw,
            aby krytyki zaniechać. Nie odnoszę się krytycznie bezpośrednio do tej osoby, bo
            ona rzeczywiście wiele nie zawiniła, tylko krytykuję zjawisko, które ta osoba
            reprezentuje. I nie mówię o swoim krytycznym stosunku wspomnianej osobie, tylko
            mamie, tacie, siostrze, koledze albo na forum fk ;-)
            Ponadto, muszę to przyznać, zazwyczaj nie szukam kontaktu z takimi ludźmi.
            Kontakt, który mam ze względu na okoliczności, całkowicie mi wystarcza.
            • staua Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 21:21
              Eeela, a moze bys sprobowala (pozytywistycznie) wplynac na te osobe i doprowadzic do zmiany jej
              zainteresowan? To dopiero wyzwanie...
              • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 21:30
                No to przyznam się: próbuję cały czas. Może nazbyt nieudolnie. W każdym razie
                mój wątek o rasizmie był sformułowany pod wpływem uczucia rozczarowania po
                kolejnej porażce.
                Nie marnowałabym swoich sił na próby, gdyby nie to, że koleżanka jest dość
                sympatyczną, nieszkodliwą i bezkonfliktową dziewczyną, co powoduje u mnie odruch
                sympatii... no i... eee, ten tego... uznałam, że mam jakąś durną misję dziejową,
                coby i ona mogła różne rzeczy jakoś głębiej poznać, cieszyć się nimi... eee,
                wszystko to o kant d... potłuc :-(
                Howgh.
                • staua Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 05:25
                  Ale jak to? Nie podoba jej sie ZADNA ksiazka, jakiej bys nie podsunela? Moze zaproponuj teatr, czy
                  cos... ja bym sie nie poddawala. Z kilkoma osobami mi sie tak udalo...
                  • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 09:40
                    Teatru, szczerze mówiąc, sama nie lubię. Ma dla mnie za mało środków wyrazu i
                    narzuca interpretację, a ja wolę czytając sama sobie interpretować.
                    Nie tyle nie podoba jej się, po prostu nie jestem w stanie namówić jej do
                    czegokolwiek. Nadmieniam, że nie jest tak, że koleżanka nie czyta nic. Czyta:
                    Harry'ego Pottera, Grocholę, Samotność w sieci i jeszcze jakies tam. Czyta w
                    małych ilościach, ale jednak.
                    W tym miejscu muszę zadeklarować jasno i wyraźnie: ja sama lubię Harry'ego
                    Pottera. Nigdy nie wyrosłam z bajek. A to jest ciekawa bajka, literacko rzecz
                    jasna nie dorównująca Andersenowi, ale niezwykle wciągająca. W zasadzie nie
                    widzę nic złego także w czytaniu Grocholi i jakiejś Samotności, gdziekolwiek by
                    ona nie była, chociaż mnie od tych książek odrzuca jak od spoconego sportowca w
                    ciasnym autobusie. Chodzi mi o to, że nie jestem w stanie zachęcić tej
                    dziewczyny do zażycia jakiejś lepszej lektury. Jeżeli chodzi o muzykę, jest
                    wobec mnie tolerancyjna, za co wdzięczna jestem jej dozgonnie, i często pozwala
                    mi włączać muzykę zgodną z moimi upodobaniami, ale sama nie znajduje w niej
                    przyjemności. A mnie chodzi przeciez o to, żeby odnalazła radość i przyjemność,
                    a nie żeby słuchała, bo tak wypada...
                    • Gość: daria13 Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.medical / 80.51.246.* 17.06.05, 10:12
                      Szczerze mówiąc nie do końca Cię rozumiem Eeelu. Koleżanka czyta, słucha
                      muzyki, pewnie ogląda telewizję, a to znaczy, że nie jest takim kompletnym
                      warzywem intelektualnym, jak to wcześniej sugerowałaś. Problem polega jedynie
                      na tym, że nie zachwyca się tym samym co Ty. I w tym sensie Twoje pretensje do
                      niej sprowadzają się jednak, jak to określił Braineater w Twoim wątku, do tego
                      faszyzmu intelektualnego.
                      Napisałaś, że nie lubisz teatru. Nie pomyślałaś, że zagorzały miłośnik sztuk
                      teatralnych mógłby pomyśleć o Tobie dokładnie to samo, co Ty myślisz o swojej
                      koleżance? Wierz mi, że istnieją inscenizacje teatralne, które zmuszają widza
                      do własnej interpretacji, poruszają jego wyobraźnię i intelekt z pewnością nie
                      mniej niż niejedna książka. Podejrzewam, że być może nie miałaś okazji
                      uczestniczyć w takim wydarzeniu, bo niektóre spektakle są prawdziwymi
                      wydarzeniami i może stąd Twój stosunek do teatru, ale musisz mieć świadomość,
                      że Twoje stwierdzenie może spotkać się z krytyką, do jakiej tak bardzo rościsz
                      sobie prawo i bardzo bym chciała wiedzieć, czy choć przez krótką chwilę nie
                      poczułabyś się taka krytyką nieco urażona. Z pewnością nie przyznasz się do
                      tego publicznie, ale spróbuj się nad tym zastanowić.
                      Myślę, że gust czy to literacki, czy muzyczny możemy starać się kształtować u
                      dzieci i osób bardzo młodych. I do tego mamy prawo, ale dorosłe osobniki,
                      owszem można zachęcać, ale na kształtowanie to chyba już trochę za późno.
                      Zresztą zastanawia mnie cel takiego kształtowania. Zrozumiałabym gdyby Twój
                      mąż, czy partner życiowy tak bardzo różnił się z Tobą w upodobaniach, bo
                      rzeczywiście słuchanie disco polo w domu, lub niemożność podyskutowania o
                      ulubionych książkach mogłaby być deprymująca, ale koleżanka z pracy? Nigdy bym
                      nie wpadła na to, że aż tak można się angażować w misję nawracania
                      intelektualnego tak w sumie postronnej osoby.
                      Zresztą nawet jeśli partner nie podziela Twoich fascynacji literackich, to
                      zawsze zostaje Forum Książki:))))
                      • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 10:17
                        Khem, no, mam nadzieję, że nie ma tu zbyt wielu osób, które urażę tym
                        stwierdzeniem, ale czytanie "Samotności w sieci" i "Mężczyźni są z Plutona a
                        kobiety z Merkurego" (czy jakoś tam ;-P )nie jest aktem wybawiającym od bycia
                        warzywem intelektualnym :-PPP
                        Poza tym ja zaczęłam od mówienia o uczuciach i emocjach, a nie od rodzaju
                        lektur. Mówiłam o różnicy w intensywności i różnorodności uczuć.
          • Gość: miumiu Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.dip.t-dialin.net 16.06.05, 21:26
            Dobrze rozumiem eeele. Rozumiem, ze glupota czy wyjatkowo nieskomplikowani
            ludzie moga draznic tych bardziej uczonych. Rolnik dogada sie lepiej z
            rolnikiem niz z wykladowca filozofii. Ja to wszystko rozumiem. Sama tez nie
            jestem idealem pod tym wzgledem. Chyba jakos automatycznie staramy sie szukac
            wsrod "swoich". Marzy mi sie tylko troche aby wlasnie ci oczytani nie zamykali
            sie w swoich kregach, gardzac cala reszta ulomnego spoleczenstwa (wiem,
            przedstawilam to zbyt przejaskrawiajac) ale aby otwierali sie do ludzi,
            szczegolnie tych mlodych i swoja postawa propagowali rozwoj, edukacje, pasje,
            milosc do ksiazek.
            Jeszcze dodam, ze krytykowanie innych to czesc naszej natury przeciez. Mnie
            tylko razi czasem krytykowanie pewnych zachowan czy zjawisk, bez zerkniecia
            glebiej. I naprawde nie o post Eeeli mi chodzi, bo czytam tu od paru miesiecy i
            widzialam wiecej bardzo nieprzychylnych postow namierzonych na osoby czytajace
            mniej lub majace male pojecie o literaturze.
            Jeszcze raz dziekuje za tyle cieplych slow. Dawno tyle milych rzeczy nie
            uslyszalam. Pozostaje mi tylko miec nadzieje, ze to nie litosc przez Was
            przemawia i, ze nie sa to puste slowa. ;)
      • hrabalek Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 20:57
        Hej! miumiu zostaw już tą przeszłość za sobą , przestań się nabijać ze
        zgorzkniałych snobów!...
        hm...gdybym miała wybierać czy być miumiu- młodą studentką z głową otwartą na
        to co przed nią, a 90 letnim hrabalkiem z ilomaśtam książkami w głowie,
        stanowczo wybieram to pierwsze!
        ach! uważam pisze się przez ż, pierwszą skuchę masz już za sobą, teraz masz już
        prawo poprawiać innych na tym forum.
        A teraz będzie coraz trudniej, bo powinnaś coś napisać o książkach, które
        przeczytasz! do roboty!
        ;)))))))
        • Gość: miumiu Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.dip.t-dialin.net 16.06.05, 21:34
          Fakt, fatalne przejezyczenie! W pierwszym poscie doszukalam sie wlasciwie dwoch
          bledow w slowach: uwazam i transcendentalny.
          No.. chrzest i skruche mam za soba :))))
          A na razie to ja sobie tu bede na to forum wchodzic, czytac i zapisywac w
          notesiku Wasze propozycje. No, moze czasem cos skrobne :)
      • jafima dr.krisk!!! 16.06.05, 20:59
        To co napisał(a) dr.krisk to straszne: żadne dziecko nie poszło do szkoły
        średniej? nie ma biblioteki ani księgarni? O tym trzeba chyba zrobić reportaż!
        • eeela Re: dr.krisk!!! 16.06.05, 21:25
          Ale dlaczego księgarnia splajtowała? Dlaczego nie zamawia się nowych rzeczy do
          biblioteki publicznej? To jak wiekopomna kwestia jajka i kury. Nie wiem,
          zupełnie nie wiem co należy zrobić, żeby stworzyć ten popyt i żeby zaopatrywanie
          księgarni i biblioteki stało się przedsięwzięciem sensownym.
          No ale jakiś sposób musi być??? Są chyba kraje, gdzie literatura zadomowiła się
          także pod strzechami? Gdzie nie jest zbytkowną elitarną rozrywką mieszczuchów?
          • monikate eeela! 16.06.05, 23:13
            Moja przyjaciółka prowadziła parę lat księgarnię na osiedlu dużego miasta.
            Splajtowała jakiś czas temu. Zamknęły się bądź splajtowały inne księgarnie.
            Dużo księgarni! Na ich miejscu powstają na ogół knajpy. Nie mnie omawiać
            ekonomiczną przyczynę zjawiska, lecz ocena przyjaciółki była taka, że ludzie,
            którzy chcieliby kupić książki, nie kupują ich, bowiem nie mają kasy. A ci, co
            ją mają, wolą inwestować w furę, skórę... do knajpy pójść, imprezę zrobić. Mają
            inne zainteresowania. Opinia zapewne uproszczona, lecz coś na rzeczy jest.
            W moim, wcale sporym polskim mieście istnieją obecnie dwa empiki i parę
            księgarń w samym centrum. Reszta wyparowała. Dlaczego? Dobre pytanie...
            • monikate Re: eeela! 16.06.05, 23:15
              Aha, w mojej bibliotece kupują mało nowości z powodu niemania funduszy. Odgórne
              czynniki kasę na zakup książek przydzielają nader skąpo.
              • Gość: jafima Re: eeela! IP: *.radioalfa.com.pl / *.radioalfa.pl 16.06.05, 23:30
                Coś może zrobić można. Pole do popisu dla nauczycielek i przedszkolanek. Dzieci
                na dywanik po turecku i niech panie czytają. Zawsze znajdzie się coś
                interesującego. Tylko trzeba chcieć. A akcja "Cała polska czyta dzieciom"?
                Niech przyjadą znani ludzie, niech zrobią ciekawe spotkanie z czytaniem. Ktoś
                musi pokazać dzieciom, że czytanie może być przyjemne. Tylko trzeba chcieć.
                Pracowałam kiedyś w gimnazjum w dużym kulturalnym mieście Krakowie gdzie
                bibliotekarka okazywała jawną niechęć jak przyniosłam jej podarki książkowe
                bo... musiała je "wprowadzić na stan" a to przecież nie lada wysiłek.
      • Gość: ~yusta Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 23.06.05, 11:06
        Brawo, brawo, brawo, brawo! Za całokształt.
    • iwka_j Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 20:48
      miumiu,

      a ja chcialam przeslac Tobie serdeczne pozdrowienia i zyczyc abys juz po
      przeczytaniu wszystkich tych ksiazek, ktore sa jeszcze przed Toba,pozostala
      SOBA!!! bo wrazliwy i dobry z ciebie czlowiek:-)

      Trzymaj sie!!!!! (swojego celu i marzen:-) )
    • sto100 Re: Namietnosc moja: ksiazki... 16.06.05, 22:45
      Oczywiście,żadna litośc,sympatia i chyba jednak w wielu z nas potrzeba takiej
      czystej reakcji.Trzymaj się, czytaj,pisz,dobrej nocy.
    • Gość: światowiec Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 02:44
      Co za brednie z tym odnajdywaniem się w towarzystwie. Ludzie tzw. oczytani to
      najczęściej gołodupcy, a na dodatek nieuki - na nic im te wszystkie powieści i
      wierdzyki się nie przydają, zero wiedzy praktycznej. Mój ojciec był profesorem,
      moja matka pracowała w różnych wydawnictwach jako redaktorka, a stanowili parę
      najbardziej ponurych i pod pewnymi względami ograniczonych ludzi, jakich
      znałem. Cieszę się, że nie poszedłem w ich ślady. Wyrwałem się z tego
      środowiska i za nic w świecie bym nie wrócił. Szkoda życia na pożółkłe papiery,
      cuchnące farbą drukarską nowinki i całą resztę tego badziewia. Lepiej zająć się
      czymś przyjemniejszym i bardziej pożytecznym:)
      • dr.krisk No prosze, mamy i swiatowca... 17.06.05, 03:04
        Co za brednie z tym odnajdywaniem się w towarzystwie. Ludzie tzw. oczytani to
        > najczęściej gołodupcy, a na dodatek nieuki - na nic im te wszystkie powieści
        i
        > wierdzyki się nie przydają, zero wiedzy praktycznej.
        A jaka "wiedze praktyczna" swiatowiec reprezentuje? Jak sadze po elegancji
        wypowiedzi: sprzedaz obnosna. Specjalizacja - monidla.

        >Cieszę się, że nie poszedłem w ich ślady
        My tez sie cieszymy. Jeszcze bys tu przylazil i opowiadal te swoje farmazony.
        Wracaj przed telewizor, bo ci sie piwo zgrzeje.
        KrisK

        • dr.krisk Oto co pisze "swiatowiec".... 17.06.05, 03:10
          Wrzucilem do wyszukiwarki , i voila'"

          ******************************************
          >Zamiast tylki bydgoskie rozgami siekac nalezaloby sie nieco
          >bardziej postarac, wytlumaczyc ze Torun to Pany a ta, jak jej tam?
          >aha, bydloszcz,- to Chamy.
          >U nas w byle angielskim pubie kazdy zna swoje wlasciwe miejsce- taki zdrowy
          >instynk klasowy ci Anglicy maja. Lepsi Panstwo wchodza wejsciem paradnym i
          >siadaja w tzw LOUNGE. Holota czyli tzw hoi-polloi idzie bocznym wejsciem do
          >BARu
          >i tam
          >gra w strzalki, piwsko hektolitrami chleje itp. I tam wlasnie widze Szwederowo
          >i
          >ogolnie Bydgoszcz.
          *******************************************

          Co za paluba slomiana. Swiatowiec :)
          • Gość: światowiec Re: Oto co pisze "swiatowiec".... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:15
            Detektyw od siedmiu boleści. Ilu to ja takich nudziarzy w młodości spotkałem...
        • Gość: światowiec Re: No prosze, mamy i swiatowca... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:13
          Nie pijam piwa i brzydzę się alkoholikami, których w środowisku "oczytanych"
          kręcą się o dziwo tabuny. Jakie potworne świństwa potrafią oni czasem wyżłopać.
          Pełno tam takich Himilsbachów, byle że głupszych, bo on przynajmniej na
          kamieniarstwie się znał;)
          • dr.krisk A jaka to "wiedze praktyczna" swiatowiec.. 17.06.05, 03:19
            .. reprezentuje? Bo bardzo mnie interesuje, w czym czytanie ksiazek moze
            przeszkadzac?
            Rozumiem, ze swiatowiec slowa drukowanego nie bierze do reki - no chyba ze w
            postaci biletow platniczych...
            • Gość: światowiec Re: A jaka to "wiedze praktyczna" swiatowiec.. IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:24
              Słowo drukowane czasem biorę do ręki, ale się do tego w towarzystwie nie
              przyznaję. Nie chcę być kojarzony z niedomytymi nudziarzami, którzy ilość
              przeczytanych książek traktują jak coś w rodzaju szlachectwa;)
              • dr.krisk No dobrze, ale co z ta "wiedza praktyczna"... 17.06.05, 03:28
                .. co to w jej zdobyciu ksiazki przeszkadzaja????
                Przepraszam, ze tak nalegam, ale moze cos mnie w zyciu ominelo?
                KrisK Zaciekawiony Naukowo
                • Gość: światowiec Re: No dobrze, ale co z ta "wiedza praktyczna"... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:35
                  Prawdę mówiąc nie mam pojęcia. Może i ci ludzie wiedzę praktyczną mają, ale
                  ukryta jest ona pod pokładami bibliotecznych mądrości i przez to niezdatna do
                  użytku. Faktem jest, że najczęściej są to typy roszczeniowe, pracujące na
                  państwowych posadach i wciąż narzekające na swoją sytuację materialną. Takie
                  typowe komunistyczne obiboki, z przerostem ambicji i niedoborem gotówki. Na
                  dodatek nierzadko źle wychowane - lubiące obrażać ludzi "nieoczytanych", co
                  wyczytać można w poście inicjującym ten wątek.
                  • dr.krisk Tak tez sadzilem... 17.06.05, 03:42
                    Gość portalu: światowiec napisał(a):

                    > Prawdę mówiąc nie mam pojęcia.
                    Powiem ci chlopie szczerze, bo my, niedomyci alkoholicy szczerzy jestesmy: cos
                    cienko sie tlumaczysz. Te twoje teorie to takie raczej na poczekaniu wymyslone -
                    nalogowe czytelnictwo jako spadek po komunizmie?
                    Daj ty sobie spokoj z konfabulowaniem. Lepiej napisz juz cos o Bydgoszczy :)
                    I dlaczego sadzisz, ze nie potrafimy zarabaic na zycie? Zdziwilbys sie...
                    • Gość: światowiec Re: Tak tez sadzilem... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:51
                      Niczemu się nie dziwię, bo znam to środowisko od podszewki. W PRL-u na przykład
                      zbijało ono kokosy na tworzeniu wzajemnie popierających się klik. Oczywiście
                      pieniądze szły z państwowej kasy. Po 1989 większość tego towarzystwa narzekała,
                      jak to się źle i niekulturalnie porobiło - nikt finansować nie chce
                      niezaprzeczalnych wiekopomnych dokonań. Teraz nauczyli się wyłudzać granty i
                      dotacje z Unii Europejskiej. Wszystko na koszt podatnika. Oczywiście piszę o
                      wierchuszce, bo szara masa "oczytanych" była biedna zarówno za komuny jak i
                      dzisiaj. Choć to może tylko moje konfabulacje, w końcu późno już...
                      • dr.krisk Masz racje.... 17.06.05, 03:56
                        Gość portalu: światowiec napisał(a):

                        >Choć to może tylko moje konfabulacje, w końcu późno już...
                        Dobranoc. Przespij sie troche i nie strasz ludzi.
                        Ja teraz ide sie jeszcze bardziej wyswinic i uchlac. Noblesse oblige!
                        KrisK
                        • Gość: światowiec Re: Masz racje.... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:59
                          Tak, szlachectwo zobowiązuje do konsumpcji. Pomiętaj tylko szlachetny, że
                          szlachcic winem się raczy a nie wódką, która chamskim jest trunkiem wielce
                          niegodnym;)
                          • dr.krisk Zgadza sie... 17.06.05, 04:03
                            Dlatego tez pijamy tutaj wina glownie.
                            Ulubione marki: Malinka i Wisniowe. A jak troche smak stechly, to denaturatem
                            zaprawiamy.
                            I rzucamy sie do lektury. Na twoj koszt, nasz ty dobroczynco-przedsiebiorco
                            swiatowy.......
                            • Gość: światowa dama Re: Zgadza sie... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 04:06
                              Tak tak. Idę spać. Całuski, mój ty przemądrutki misiu;)
                              • dr.krisk Az tak pijany to nie jestem... 17.06.05, 04:10
                                Gość portalu: światowa dama napisał(a):

                                > Tak tak. Idę spać. Całuski, mój ty przemądrutki misiu;)
                                Przed chwila to byl mezczyzna, teraz jakas kobita?
                                Jak on/ona/ono zarabia na utrzymanie... az strach pomyslec......
                                I co to za "wiedza praktyczna" moze byc...

                                • Gość: światowa dama Re: Az tak pijany to nie jestem... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 04:14
                                  Wulgarne. Zapewne jakiś kolejny pogrobowiec "kaskaderów literatury" daje popisy
                                  pieprznego erudycyjnego dowcipu. Zawiodłam się:(
                                  Teraz to już naprawdę idę spać. Podtrzymuję jednak życzenia słodkiego snu, mój
                                  ty zabawny profesorku. Cóż, księciem trzeba się jednak po prostu urodzić...
                                  • dr.krisk Dobranoc! 17.06.05, 04:23
                                    Gość portalu: światowa dama napisał(a):

                                    > Wulgarne. Zapewne jakiś kolejny pogrobowiec "kaskaderów literatury" daje
                                    popisy
                                    >
                                    > pieprznego erudycyjnego dowcipu. Zawiodłam się:(
                                    Mowi sie trudno. Nie lubie internetowych transwestytow.


                                    > Teraz to już naprawdę idę spać. Podtrzymuję jednak życzenia słodkiego snu,
                                    mój
                                    > ty zabawny profesorku. Cóż, księciem trzeba się jednak po prostu urodzić...
                                    Fakt. No ale mozna miec pecha i urodzic sie ksieciem Karolem, na przyklad.
                                    Niech ci przysni sie Angielski pub, jak siedzisz w lounge razem z Panstwem i
                                    rozprawiasz o wyzszosci ogladactwa nad czytelnictwem. A z boku KrisK z plebsem
                                    piwo obciaga galonami i w strzalki gra....

                                    • staua Chyba swiatowcy 17.06.05, 05:32
                                      imprezuja podsmiewajac sie z oczytanych glupoli z Internetu :-)
                                      A ja mam pytanie: co z tymi oczytanymi, ktorzy wiedze praktyczna zdobyli czy zdobywaja po '89 (jak
                                      mysle autorka watku, studentka), w klikach nie byli i zarobkami uczciwa praca dzieki wykorzystaniu
                                      prawdziwej wiedzy moga sie poszczycic?
                                      Czy to tylko majaki?
                                      • braineater Re: Chyba swiatowcy 17.06.05, 08:13
                                        To akurat jest przecież proste - nas nie ma.
                                        Brak ludzi którzy czytają ksiązki i nie wychowywali się pod komunistycznym
                                        zaborem. Przecież Wszyscy tu jesteśmy sfrustrowanymi 50 latkami, którzy tak
                                        tylko na potrzeby internetu sie odmładzają.
                                        Pozdrowienia:)
                                        • eeela Re: Chyba swiatowcy 17.06.05, 09:25
                                          Super!!! To znaczy że mam o wiele mniej do emerytury niż mi się wydawało!!! :-DDD
                                          [Wy wszyscy wiecie, do czego służy człowiekowi emerytura ;-))) ]
                                        • staua Re: Chyba swiatowcy 17.06.05, 16:32
                                          I naszym niespelnionym marzeniem jest zostac profesorami...Zatem upijajac sie w samotnosci przed
                                          ekranem komputera, z ksiazka na kolanach, zazdroscimy swiatowcom, ktorzy doswiadczyli
                                          profesorskich odrazajacych zachowan w rodzinie i dzieki temu nie zeszli na manowce.
                • Gość: światowiec A moja wiedza praktyczna... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:37
                  ... pozwala mi prowadzić własną firmę. Z mojej działalności utrzymywany jest
                  niejeden oczytany obibok;)
                  • dr.krisk Re: A moja wiedza praktyczna... 17.06.05, 03:43
                    Gość portalu: światowiec napisał(a):

                    > ... pozwala mi prowadzić własną firmę. Z mojej działalności utrzymywany jest
                    > niejeden oczytany obibok;)
                    Wiec jednak sprzedaz obnosna? Bo cos mi sie jakos tak kojarzysz: taki troche
                    bezczelny i niewyksztalcony prostak.
                    • Gość: światowiec Re: A moja wiedza praktyczna... IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 03:54
                      No tak, Ty jesteś wykształcony i zapewne nie prostak. Gratuluję.
                      Golnij sobie jeszcze, to poczujesz się księciem krwi;)
                      • dr.krisk Gdybys troche wiecej czytal.... 17.06.05, 04:00
                        Gość portalu: światowiec napisał(a):

                        > No tak, Ty jesteś wykształcony i zapewne nie prostak. Gratuluję.
                        > Golnij sobie jeszcze, to poczujesz się księciem krwi;)
                        ... tobys wiedzial, ze to akurat nas nie kreci (moze ciebie tak - ta opowiesc o
                        Panstwie w angielskim klubie, co to w lounge zasiada i ambrozje spija....).
                        My tu pijemy (oraz wstrzymujemy sie od mycia) ot tak - aby podtrzymac mit
                        niedomytego i zapitego w 4D wielbiciela literatury :)
                        W koncu musisz w cos wierzyc, prawda?
                        • Gość: światowiec Jasne. IP: *.acn.waw.pl 17.06.05, 04:04
                          Spij słodki książę. Niech się Tobie przyśni, że zostałeś profesorem i wreszcie
                          czujesz jak to jest być bogiem;)
                          Oczywiście to wszystko tylko zabawna konwencja, ale ja także mogę prowadzić
                          swoją grę w roli światowego prostaka, więc jesteśmy kwita:)
                          • dr.krisk Juz dawno to wiem... 17.06.05, 04:11
                            Gość portalu: światowiec napisał(a):

                            >wreszcie
                            > czujesz jak to jest być bogiem;)
                            Juz dawno to wiem - nie masz urlopu, i caly czas ktos z dolu cos od ciebie chce.
                            Nic ciekawego.

                            • staua :-) 17.06.05, 05:34
                              kolejny wniosek po Waszej wymianie zdan (zabawny mi sie wydal): profesorowie nie pisza na forum
                              Ksiazki...to w glowie swiatowca na pewno niemozliwe.
      • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 09:51
        Lepiej zająć się
        >
        > czymś przyjemniejszym i bardziej pożytecznym:)

        Nie wiem, co rozumiesz przez określenie "bardziej przyjemne".
        Czytanie jest jeszcze jednym sposobem na sprawienie sobie przyjemności. W końcu
        życie jest po to, żeby czerpać z niego jak najwięcej. Nie czytając, jesteś
        uboższy o tę przyjemność. Myślisz, że wzamian dysponujesz innymi odczuciami
        radości, których my jesteśmy pozbawieni? A jakimiż to? Imprezy? Opalanie się na
        plaży? Podryw? Praca? Myślisz, że ludzie maniacko pochłaniający książki nie mają
        czasu na takie rzeczy? To w błędzie jesteś, bo mają. Ponadto, czytanie książek
        sprawia, że człowiek staje się bardziej chłonny i ciekawy świata, co powoduje,
        że jest otwarty na szereg różnych innych przyjemności, jest ich ciekaw,
        eksperymentuje ze sobą, światem i uczuciem przyjemności.
        Wniosek: nie czytając, tracisz liczne przyjemne rzeczy.
        Teza: to, co umożliwia uzyskanie przyjemności, jest pożyteczne.
        Wniosek II: nie czytając, tracisz rzecz bardzo pożyteczną.
        C.b.d.o.
    • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 10:01
      I tak w wątku zaczynającym się pięknie i w duchu wszechobecnej tolerancji
      doszedł do głosu ów wytykany mi faszym intelektualny :-P A nikt nie chciał się
      przyznać. Czy to takie rzadkie, formułować samemu przed sobą trzeźwy osąd o
      sobie i swoich poglądach? Bez ubarwiania i fałszowania?
      Tolerancja jest bardzo modna. Ale trudno mi uwierzyć, że większość z was się
      niącharakteryzuje. Och, oczywiście, jesteśmy wyrozumiali dla homoseksualistów,
      transseksualistów, ekologów, Irlandzkiej Armii Republikańskiej, dla wolnych
      związków i dla Młodzieży Wszechpolskiej. Ale podejrzewam, że niewielu z was nie
      ma uczucia silnej irytacji, rozmawiając z kimś ograniczonym. Nie wierzę,
      żebyście szukali towarzystwa ludzi, którzy nie czytają. Wielu jest takich,
      którym - jak mnie - zaczynają dygotać ręce, kiedy słyszą disco-polo. Et cetera.
      No i co? Nie potraficie, wy, inteligentni, odpowiednio zanalizować tych uczuć?
      Irytacja, gniew, zniecierpliwienie, dygocące dłonie - to dla was tolerancja?
      Brak krytycyzmu? Uznanie "tych drugich" za równych sobie?
      Szkoda, że nawet inteligentni ludzie nie potrafią nie oszukiwać siebie :-/
      • braineater Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 10:25
        Jesu dziewczyno, zycie to ty masz pełne problemów. Cos Cię wnerwia, coś
        denerwuje i ty zaraz masz pomysł, żeby to zmienić.
        A nie prościej po prostu olać temat, dac innym słuchać, co lubią, czytać, co
        chcą, rozmawiac o czym chća i jesli mnie to nie interesuje to po prostu tego
        nie słuchać, nie angażować się, nie krytykować?
        No chyba, że masz misje urabiania swiata na 'obraz i podobieństwo'...To wtedy
        mogę tylko współczuć zawału przed 40 i permanentnego rozstroju nerwowego.
        Daj ludziom zyc jak chcą, proszę.
        Pozdrowienia:)
        • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 11:23
          > Jesu dziewczyno, zycie to ty masz pełne problemów. Cos Cię wnerwia, coś
          > denerwuje i ty zaraz masz pomysł, żeby to zmienić.

          Nie mam od razu pomysłów, żeby zmieniać. Problem mojej chęci zmieniania dotyczy
          tylko jednej dziewczyny. Obcy ludzie mnie nie obchodzą.

          > A nie prościej po prostu olać temat, dac innym słuchać, co lubią, czytać, co
          > chcą, rozmawiac o czym chća i jesli mnie to nie interesuje to po prostu tego
          > nie słuchać, nie angażować się, nie krytykować?

          Nie da się odciąć zupełnie od świata. Niestety. Nie mogę nie rozmawiać, nie
          słuchać, nie widzieć, bo okoliczności mnie do tego zmuszają. A kontakt z brzydką
          rzeczywistością jest bardzo nieprzyjemny.

          > No chyba, że masz misje urabiania swiata na 'obraz i podobieństwo'...To wtedy
          > mogę tylko współczuć zawału przed 40 i permanentnego rozstroju nerwowego.
          > Daj ludziom zyc jak chcą, proszę.

          Nie mam żadnej misji. Kiedyś miałam i zrezygnowałam, uznając jej kompletną
          bezcelowość i bezsensowność. Daję ludziom żyć jak chcą, ale odnoszę się do ich
          życia krytycznie. Bez zbytnich emocji, o ile tylko ich życie za bardzo się nie
          styka z moim.
          Pozdrawiam również :)
          • braineater Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 11:58
            eeela napisała:

            > Nie mam od razu pomysłów, żeby zmieniać. Problem mojej chęci zmieniania
            dotyczy
            > tylko jednej dziewczyny. Obcy ludzie mnie nie obchodzą.

            Przenosząc się w rejony abstrakcji: a jak ty byś się czuła, gdybys musiała
            (tryb warunkowy to naprawdę fajny wynalazek po polsku, nie?:) pracowac w biurze
            opanowanym przez dziewczęta o cudnych plastikowych tipsach, utlenionych włosach
            i odzianych w różowe dessousy , które naraz wpadły by na pomysł, że jedynym co
            może Cie w zyciu uszczęsliwić i sprawić byś została pełnowartosciowym członkiem
            społeczeństwa, to 15 minutowa dawka solarki przynajmniej raz na dwa dni. I tak
            długo truły by ci, tak skutecznie marudziły, że co? Poddałabyś się? Zmieniła
            pracę? Próbowała wytłumaczyć się albinizmem i fotofobią? Tak więc, powtarzam
            postulat - wyluzuj z wpływaniem na ludzi, z wmawianiem im czegoś dla
            ich 'własnego dobra'. Nie chcą to nie - i tyle.

            > Nie da się odciąć zupełnie od świata. Niestety. Nie mogę nie rozmawiać, nie
            > słuchać, nie widzieć, bo okoliczności mnie do tego zmuszają. A kontakt z
            brzydk
            > ą
            > rzeczywistością jest bardzo nieprzyjemny.

            Rzeczywistośc jest brzydka bo ją sobie robisz brzydką. Zaprojektowałaś sobie
            jakiś wyidealizowany swiat ludzi miłych, uprzejmych i oczytanych oraz
            osłuchanych, a tu bęc, jakis burok ma czelnośc słuchac disko-polo a w dodatku
            nie wiedzieć kto zacz Marquez. Toż to podludź, zmienić go trzeba (albo - krok
            dalszy: wyeliminować), żeby wizji swiata nie psuł.
            Na szczęscie są ludzie którzy słuchają czegoś innego, oglądają inne filmy i nie
            czytają ksiązek - bo inaczej cały świat wygladałby jak to forum, czyli byłby w
            dużej dawce do zerzygania nudny, po prostu. Sami nudziarze co to ani wdzianka
            Maryli Rodowicz w Opolskim amfiteatrze nie skomentują, bo 'nie wypada', nie
            powiedza głośno 'ku.., ja pie..', bo to nietakt, czy też nie podają ręki
            drugiemu człowiekowi, bo ten ma czelnośc lubić Cohello. 1984 wersja ultra -
            snobistyczna, tyle, że bardzo prymitywnym snobizmem podszyta.

            >
            > Nie mam żadnej misji. Kiedyś miałam i zrezygnowałam, uznając jej kompletną
            > bezcelowość i bezsensowność. Daję ludziom żyć jak chcą, ale odnoszę się do ich
            > życia krytycznie.

            No własnie - zamiast odnosić sie krytycznie, najlepiej jest po prostu
            nieodnosić się wcale. Po co masz kogoś krytykować, skoro ani on/a się nie
            zmieni, ani tobie to nie wpłynie na poprawę ogólnego samopoczucia. Ja rozumiem,
            że "wywieranie wpływu na ludzi" to jest modna dziedzina działalności, tyle, że
            w 99% przypadków odnosi skutki odwrotnieproporcjonalne do zamierzonych.

            Nadal pozdrawiam:)
            • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 12:32
              Ej no, ja piszę że nie zajmuję się zmienianiem ludzi, a ty mi mówisz, żebym
              przestała bawic się w zmienianie ludzi... Mam jedną koleżankę, którą próbowałam
              zarazic swoim entuzjazmem do kilku rzeczy. Nie wyszło, przykro mi, bo dziewczyna
              sympatyczna i zal trochę, że nie może doświadczyc wielu miłych wrażeń.

              > Rzeczywistośc jest brzydka bo ją sobie robisz brzydką. Zaprojektowałaś sobie
              > jakiś wyidealizowany swiat ludzi miłych, uprzejmych i oczytanych oraz
              > osłuchanych, a tu bęc, jakis burok ma czelnośc słuchac disko-polo a w dodatku
              > nie wiedzieć kto zacz Marquez. Toż to podludź, zmienić go trzeba (albo - krok
              > dalszy: wyeliminować), żeby wizji swiata nie psuł.

              Nie zaprojektowałam sobie żadnego wyidealizowanego świata i nie rozumiem, skąd
              takie psychodomorosłe wnioski :-/ Rzeczywistość jest brzydka i ładna. Kocham tę
              ładną, nie cierpię brzydkiej, co w tym u licha ciężkiego dziwnego??? Spoczywa na
              mnie obowiązek "keep smiling"???

              Zrozum, napiszę raz jeszcze, bo jeden nie wystarczył ;-P Nie mam żadnej misji.
              Nie chcę zmieniać świata. "Dla własnego dobra" wmawiam jedynie siostrze młodszej
              o lat 12. Jestem wyluzowana. Rzeczywistość ma swoje bardzo brzydkie aspekty,
              więc na nią narzekam. Jak rozmawiam o jej pięknych aspektach, zachwycam się. Czy
              coś jest w tym nienormalnego?
              Pozdrawiam także :-)
              • staua Czy istnieje piekno absolutne? 17.06.05, 22:20
                Mnie sie wydaje, ze (w przeciwienstwie do dobra na przyklad) piekno jest wzgledne...
                • staua Eeela 17.06.05, 22:37
                  a propos, gdzie sie podzial Twoj watek? Skasowany?
      • nienietoperz Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 11:20
        Eeeech
        eeeela...

        Proponuje troche przelozyc akcenty. Nie tyle wypatrywac miernoty, wysluchiwac
        disco polo, szukac tego, co wydaje Ci sie kiepskie, marne, slabe, a potem
        napawac sie idea bylejakosci swiata i kolezanek, wspolczuc utalentowanej i
        oczytanej sobie. Szczesliwie, przynajmniej w moim przypadku, zawsze udawalo mi
        sie znalezc wokol siebie (czasem blizej, czasem dalej) ludzi bystrzejszych,
        wiedzacych wiecej, mowiacych/piszacych lepiej. Zgaduje, ze z Twoja checia do
        porownywania, przygladajac sie im tez masz swiadomosc, ze
        "Uznanie "tych drugich" za równych sobie"
        bylo by nieuczciwe. Tyle, ze tym razem ta swiadomosc daje, a przynajmniej
        powinna Ci dawac kopa w gore, kazac zaciskac zeby, czytac jeszcze raz to, czego
        wczesniej nie zrozumialas, zaczac chodzic do teatru, uczyc sie kolejnego jezyka,
        spedzac wiecej czasu rozmawiajac ze swoimi dziecmi, czy cos jeszcze innego.
        Zamiast utyskiwania nad tym, jak to inni nie czytaja, proponuje poutyskiwac nad
        soba, jak to masa dobrych madrych ksiazek mnie omija - to ma przynajmniej szanse
        przyniesc jakies efekty. I dlatego w kwestii perspektyw rozwojowych lepiej wroze
        miumiu - ona ma niewatpliwie motywacje.
        A po raz kolejny odwolujac sie do przykladu z niwy naukowej, 90% nowych pomyslow
        bierze sie z pozytywnej zazdrosci, ze 'on/ona zrobil/a to tak dobrze... ja tez
        bym tak chcial, musze, musze sprobowac...'

        Rozsadna opcje druga := wyluzowac, satysfakcjonujaco opisuje nizej mozgojad.
        Pozdrowienia,
        nntpz
        • eeela Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 11:32
          > A po raz kolejny odwolujac sie do przykladu z niwy naukowej, 90% nowych pomyslo
          > w
          > bierze sie z pozytywnej zazdrosci, ze 'on/ona zrobil/a to tak dobrze... ja tez
          > bym tak chcial, musze, musze sprobowac...'

          Zazdrość pozytywną odczuwam często, ale głośno przyznaje się do niej rzadko ;-)
          Jest to rzeczywiście bardzo motywujące zjawisko, chociaż czasem jest także
          przyczyną stanów chandrycznych oraz melancholii... Zgodnie jednak ze swą
          zarozumiałą naturą rzadko o tym mówię :-D
      • staua Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 22:18
        Eeela,
        ja Cie naprawde rozumiem, ale mam w domu przyklad osoby, ktora ma wysztalcenie takie jak ja,
        osiagniecia nawet wieksze, humanistyczne zainteresowania, czyta (czesto lubi inne ksiazki niz ja,
        porownujemy opinie po przeczytaniu, ale czesto podobne) ale lubi muzyke analogiczna do disco polo,
        lubi rechotac przy programach telewizyjnych typu "Candid Camera" (co dla mnie jest zupelnie
        niepojete) i w filmach ceni poczucie humoru zupelnie inne niz ja (wedlug mnie gorsze, tzn. woli Jackie
        Chana na dzikim Zachodzie od Monty Pythona). Jakos to zwiekszylo moja tolerancje, przedtem bylo tak
        jak u Ciebie, teraz staram sie najpierw zakladac, ze pobieznie poznana w pracy znajoma moze miec
        wyrafinowane zainteresowania, ktorych ja po prostu nie mam okazji zauwazyc.
    • sto100 Re: Namietnosc moja: ksiazki... 17.06.05, 21:58
      No i po co nam to było,tak serdecznie się zaczęło a potem tyle frustracji,
      jakiegoś nie zrozumiałego żalu, pogardy a nawet próby ironizowania.My---Wy,ja---
      on czy ona.Dlaczego koniecznie mówić tylko dlatego,że umie sie usta
      otwierać.Nie spodziewałam sie tego tutaj chociaż,kiedy niedawno dopiero
      zaczęłam zaglądać i ośmieliłam się powiedzieć o sprzedawcach książek,bo
      przecież bardzo ich dużo,obok księgarzy to zaraz jakaś osoba mnie mocno
      zrugała,jak się osmielam tak mówić,skąd się takie osoby ,tzn ja, biorą.Ano z
      życia,realnego,rzeczywistego,który jest i nie wali kazdego, no bo frustracja,ta
      zdradliwa siostra go dopadła.Cześć księgarki,zwłaszcza ta jedna,która
      powiedziała, że przecież sprzedawcy też są.Pora się pożegnać.
      • Gość: FOXIE77 Re: Namietnosc moja: ksiazki... IP: 170.134.133.* 17.06.05, 23:12

        Troche ciezko mi zrozumiec, dlaczego ktos musi lubic
        to co ja .Czy nie masz innych kolezanek?
        poszukaj sobie towarzystwa ktore lubi to co Ty i nie mysl
        o "przeobrazaniu tej biednej dziewczyny z pracy.

        pozdrawiam
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka