Gość: miumiu
IP: *.dip.t-dialin.net
16.06.05, 00:03
Jestem mloda osoba, studentka, ktora dopiero teraz nadrabia zaleglosci
ksiazkowe. Pochodze z bardzo prostej ubogiej rodziny. Starymi ksiazkami
babcia palila w piecu. Ksiazek u nas w domu sie nie cenilo. W naszym domu na
polkach staly krysztaly, wazoniki, filizanki - ale nie ksiazki. Mama nigdy
nie czytala, starsza siostra, uczaca sie w zawodowej szkole handlowej czytala
bardzo rzadko. Nauczyciele w szkole traktowali mnie jak nieuka i z racji
rodziny z jakiej pochodze, predko przyklejono mi etykietke dziecka, z ktorego
nic nie wyrosnie. Wierzylam w to przez lata, dopiero od niedawna odzywam i
odnajduje siebie. Czytam to forum od jakiegos czasu i mam takie jedno ciche
marzenie: tez kiedys byc tak oczytana osoba i umiec odnalezc sie w kazdym
towarzystwie. Czasem robi mi sie przykro, kiedy czytam wypowiedzi osob, tak
zaslepionych swoim oczytaniem, ze - co prawda w subtelny sposob - obrazaja
godnosc innych. Moim postem chce wyrazic, ze sa ludzie, ktorzy nie dostali od
zycia wielu szans, by moc docenic Ksiazke. Kiedy pierwszym priorytetem jest
zaspokojenie najwazniejszych potrzeb jak pokarm czy poczucie bezpieczenstwa,
naprawde trudno unosic sie w transendenty. Chyba swietnie ujal to Maslov w
swojej piramidzie. Pamietam, ze wychowalam sie na basniach Andersena. Jeszcze
kilka innych ksiazeczek mialam w swoim kaciku z zabawkami. Pamietam, ze
czytalam je po kilka, kilkanascie razy. Biblioteka byla tak slabo wyposazona,
ze czasem czytalam ale nie znajdowalam wielu ciekawych pozycji dla siebie.
Uwarzam, ze swiat wyrzadzil mi (i wielu innym dzieciom) duzo krzywdy. Dlatego
nie oceniam moich rowiesniczek, ktore zyja bez ksiazek. Mi sie udalo wyrwac z
tego kregu, im nie. Czasem widuje moje dawne rowiesniczki z podworka; maja
dzieci, zyja na niskim poziomie, za soba maja poprawczaki, wiezienia,
nieudane zwiazki, niechciane ciaze.. Ale kiedy spojrze pare lat w stecz, nie
przypominam sobie aby ktos zadbal o wczorajsze dzieci. Jedyna instytucja
odpowiedzialna za przyszlosc swych dzieci byla rodzina. Nie wiem czy teraz
jest lepiej, wole myslec, ze tak. Pamietam paskudnych nauczycieli, ktorzy
faworyzowali uczniow, ktorych rodzice liczyli sie i byli kims. Dla tych
gorszych nie bylo ani wsparcia ani uczucia. Jestem dzis rozbita miedzy dwoma
swiatami. Bo w dwoch swiatach zyjemy. Po jednej stronie sa ci, ktorzy sie
uwazaja za lepszych i nie chca obcowac z gorszymi. Po drugiej te "odpadki"
spoleczenstwa, ktore i tak nie widza powodu aby wyciagac reke do
tych "lepszych". Jasne, ze wolimy isc do przodu, w gore i identyfikowac sie z
osobnikami wyzej w hierarchii ludzkosci ustawionymi. Ale czasem warto
spojrzec w dol i sprobowac zrozumiec. Sama nie znosze chamstwa i glupoty,
jednoczesnie jestem swiadoma, ze dla wielu to ja moge byc takowym elementem,
zalezy z ktorej strony by spojrzec ;)
I choc ten- jak tu ktos pieknie ujal- faszyzm intelektualny drazni i troche
boli, to i tak lubie to miejsce i zagladam tu czesto. Nadrabiam zaleglosci w
szybkim tempie i ogromnie sie ciesze, ze mam szanse i mozliwosc Was czytac. :)