Dodaj do ulubionych

Lewis a chrześcijaństwo

16.01.06, 16:12
Widziałam film, jestem zachwycona, ale dopiero post factum usłyszałam, że
Aslan nawiązuje do Chrystusa itp. Logiczne, owszem, aż wstyd, że sama na to
nie wpadłam, jest przecież ofiara, odkupienie win, jest śmierć,
zmartwychwstanie... Jakie inne konkretne wydarzenia książki wyrażają Waszym
zdaniem przesłanie religijne? Jeśli wyrażają? Czy to wszystko może
przesadzono, co o tym sądzicie?
Obserwuj wątek
    • yiviel Re: Lewis a chrześcijaństwo 16.01.06, 22:11
      są nawiązania; miejscami bardzo oczywiste do chrześcijaństwa jednak ja
      osobiście wolę patrzeć na Narnię nie jako na swego rodzaju "ewangelię" dla
      dzieci(gdzieś słyszałam takie stwierdzenie) gdzie za większością postaci i
      zdarzeń kryją się symbole które należy odczytać w jeden jedyny dopuszczalny
      chrześcijański sposób. Aslan pozostaje dla mnie Aslanem a nie zwierzęcym
      wcieleniem Chrystusa. Pozostaje przedstawieniem Dobra, Symbolem który można
      rozpatrywać na wiele sposobów. tak wolę Go widzieć. nie odnosic do żadnej
      religii. niech będzie wartością samą w sobie.
      ale niech każdy patrzy tak jak chce...interpretacje mogą być różne:)
      • supervixen Re: Lewis a chrześcijaństwo 16.01.06, 22:25
        pewnie, że można różnie interpretować, nikt nikomu nie zabroni:) ale... jak dla
        mnie to są w Opowieściach takie fragmenty, których inaczej się nie da
        zrozumieć. Raczej nie w pierwszej części, ale dalej: Aslan jako jagnię, tekst
        Łucji o stajni, w której było coś większego niż cały świat, no i jedno z
        ostatnich zdań ostatniego tomu: o tym, że Aslan przestał wyglądać jak lew.
        Jeśli odrzucimy przesłanie chrześcijańskie, pozostanie nam nierozwiązana
        zagadka: skoro przestał wyglądać jak lew, to wyglądał jak kto?:) Dopiero po
        użyciu chrześcijańskiego klucza wszystkie niedopowiedzenia w książkach stają
        się 'dopowiedziane' właśnie...

        w dzieciństwie czytałam Narnię jak bajkę, teraz nie potrafię już jej inaczej
        rozumieć niż 'po chrześcijańsku'... a za każdym razem znajduję coś nowego,
        jakieś nowe odniesienie.

        i jeszcze jedno:) w kontekście książki i tego, co jest w niej napisane, to
        Aslan i tak jest wartością samą w sobie (chodzi mi konkretnie o historię Emeta,
        Aslana i Tasza w Ostatniej Bitwie)
        • rilian Re: Lewis a chrześcijaństwo 18.01.06, 21:10
          całkowita zgoda. cieszę się, że ktoś jeszcze myśli o tym jak ja...
          • direta Re: Lewis a chrześcijaństwo 18.01.06, 22:31
            rilian napisał:

            > całkowita zgoda. cieszę się, że ktoś jeszcze myśli o tym jak ja...
            >
            Też zgadzam sie z supervixen (słuchajcie jej, słuchajcie! Nie można było tego
            lepiej ując!)
            Od siebie dodam tylko, że nawet jeśli ktoś będzie to interpretował "po swojemu"
            to zawsze jeszcze pozostanie "licentia poetica" czy w tym
            przypadku "prozaica" ;)
            Czyli to, o czym chciał opowiedzieć autor. I trudno wmawiać autorowi, że chciał
            przekazać cos innego niż chciał. :)
            • tut_ets Re: Lewis a chrześcijaństwo 23.01.06, 16:11
              Polecam lekture:

              pl.wikipedia.org/wiki/Opowie%C5%9Bci_z_Narnii
              i dla angielskojezycznych:

              en.wikipedia.org/wiki/The_Chronicles_of_Narnia
              Pozdrawiam
        • ariana1 Re: Lewis a chrześcijaństwo 26.07.14, 16:01
          supervixen napisała:

          > pewnie, że można różnie interpretować, nikt nikomu nie zabroni:) ale... jak dla
          >
          > mnie to są w Opowieściach takie fragmenty, których inaczej się nie da
          > zrozumieć. Raczej nie w pierwszej części,

          Alez jak najbardziej juz w I części! A śmierć ( a raczej zabicie) Aslana a następnie jego ożycie.


      • 0golone_jajka Re: Lewis a chrześcijaństwo 31.08.10, 18:53
        Dokładnie tak samo myślę. Obejrzałem Narnię i bardzo mi się podobała. Dopiero potem dowiedziałem się, że to niby promocja chrześcijaństwa była. Sam nic takiego nie zauważyłem. W końcu nie w tej jednej jedynej bajce ktoś ginie w obronie innych by potem jednak ożyć (lub okazuje się, że wcale do końca nie zginął). Ja rozumiem, że tak też było z Jezusem, ale czy wszystko trzeba dopasowywać zaraz do tego konkretnego boga? Wystarczy przesłanie, że dobro zwycięża.
    • jewoczka Re: Lewis a chrześcijaństwo 05.02.06, 15:50
      Trudno dyskutować o tym co autor chciał przekazać, ale to, co przekazał, według
      mnie odbiega od chrześcijańskiego przesłania. W sferze symboliki duzo jest
      odwołań do Pisma Świętego, ale Asłan , pomijając scenę ofiary, zwalcza swych
      wrogów raczej swą mocą, niż słabością, w strugach krwi na polach bitew.
      Bardziej przypomina mi to niektóre niechlubne momenty w historii Kościoła, niż
      ewangeliczne przykazania. Na pewno inaczej odbiera się treść opowieści będąc
      dzieckiem, ale teraz denerwuje mnie to, że wszystko jest tak niemożliwie i
      chyba dość obłudnie czarnobiałe. Co dzieje się po zwycięstwie Asłana ze
      stworzeniami, które przyłączyły się do Czarownicy? Czemu panuje jakaś
      odpowiedzialnośc zbiorowa - jeszcze na etapie szerzenia zła - np. wszystkie
      wilki znalazly się po stronie złej władczyni - żadnych indywidualnych wyborów,
      w które obfituje pismo święte. Głównym przewinieniem chłopca, który wkracza do
      Narni jest na początek zjedzenie deseru - brakuje tu biblijnego zakazu, którego
      złamanie może być uznane za grzech - Edmund miał takie same podstawy, by ufać
      czarownicy jak Lucy by ufać faunowi. I tak dalej i tak dalej...
      Jako pełna fantazji opowieść dla dzieci Kroniki Narnii są piękne, ale mówienie
      o ich chrześcijańskim przesłaniu to nadużycie, niezależnie od intencji autora.
      Myślę że takie przdstawianie świata bez niuansów może nawet trochę szkodzić.
      Utwierdza w wierze, że dobro zawsze zwycięża - nie moralnie, lecz czysto
      fizycznie i w ogóle.
      • robmar Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 00:26
        [...]
        > Co dzieje się po zwycięstwie Asłana ze
        > stworzeniami, które przyłączyły się do Czarownicy? Czemu panuje jakaś
        > odpowiedzialnośc zbiorowa - jeszcze na etapie szerzenia zła - np. wszystkie
        > wilki znalazly się po stronie złej władczyni - żadnych indywidualnych wyborów,
        [...]

        Przeczytaj Ostatnią Bitwę. Tam są już takie subtelności.

        Trochę - myślę - Lewis musiał tworzyć świat Narnii i jej przekaz stopniowo, nie
        komasując wszystkiego w jednym. Oczywiście może takie podejście mimo wszystko
        razić (np. miłośnika anime Mononoke Hime)...

        Pozdrawiam!
        • jewoczka Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 00:39
          Dobrze, przeczytam. Bo właśnie czytam sobie Narnię - wszystkie historie po
          kolei. W dzieciństwie jakoś mnie ominęła. A szkoda może, wtedy nie dzieliłam
          włosa na czworo :-).
          Większość opowieści mam już za sobą, teraz jestem przy"Srebrnym krześle", potem
          już tylk właśnie "Ostatnia bitwa".
          Jeszcze przypomniało mi się coś drażniącego. Kwestia mówiących zwierząt. A
          właściwie problem zwierząt, które nie mówią (przynajmniej ludzkim głosem), i na
          które wobec tego można polować, wsuwać z cebulką itp. Nie jestem wegetarianką,
          ale w świecie Narni to dla mnie jakiś dysonans. I bardziej przypomina
          mi "Folwark zwierzęcy" z równymi i równiejszymi, niż ideały chrześcijańskie.
          Aha, i jeszcze ten panujący w Narnii feudalizm :-), i arystokratyzm... Miło, że
          wszyscy się tam jednak kochają, no ale mimo wszystko.
      • supervixen Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 01:24
        Asłan , pomijając scenę ofiary, zwalcza swych
        > wrogów raczej swą mocą, niż słabością, w strugach krwi na polach bitew.

        Aslan swą najważniejszą bitwę wygrał słabością (skoro tak chcesz to nazwać),
        jak dla mnie to ona przesądziła dalsze zwycięstwa. A dalej to już zresztą
        raczej ludzie i zwierzęta się tłuką;) choć faktycznie mi też przeszkadzają
        rozlewy krwi.

        Na pewno inaczej odbiera się treść opowieści będąc
        > dzieckiem, ale teraz denerwuje mnie to, że wszystko jest tak niemożliwie i
        > chyba dość obłudnie czarnobiałe.

        czemu obłudnie? czemu czarno-biale? Aslan jest biały, Jadis czarna, to jasne, a
        reszta? Edmund? Zuzanna? Digory, ktory uderzył w dzwon? Julia, która
        lekceważyła znaki? dumny koń Bri? Arawis, która wrobiła służacą?

        Co dzieje się po zwycięstwie Asłana ze
        > stworzeniami, które przyłączyły się do Czarownicy? Czemu panuje jakaś
        > odpowiedzialnośc zbiorowa - jeszcze na etapie szerzenia zła - np. wszystkie
        > wilki znalazly się po stronie złej władczyni - żadnych indywidualnych
        wyborów,
        > w które obfituje pismo święte.

        hm, no nie wiem, a gdzie jest powiedziane, że to odpowiedzialność zbiorowa?
        czemu nie można założyć, że każdy z wilków podjął decyzję indywidualnie?

        Głównym przewinieniem chłopca, który wkracza do
        > Narni jest na początek zjedzenie deseru - brakuje tu biblijnego zakazu,
        którego
        >
        > złamanie może być uznane za grzech - Edmund miał takie same podstawy, by ufać
        > czarownicy jak Lucy by ufać faunowi. I tak dalej i tak dalej...

        ależ skąd, czemu uważasz, że to zjedzenie deseru jest przewinieniem?
        przewinieniem była zdrada. a Edmund kierował się złością i rozgniewaniem,
        skusiła go obietnica Jadis, że on zostanie królem, a reszta rodzeństwa bedzie
        jego poddanymi. czy taka propozycja stawia ją na równi z faunem?


        > Myślę że takie przdstawianie świata bez niuansów może nawet trochę szkodzić.
        > Utwierdza w wierze, że dobro zawsze zwycięża - nie moralnie, lecz czysto
        > fizycznie i w ogóle.

        Ależ Narnia jest pełna niuansów:) i jak może szkodzić przekonanie, że dobro
        zwycięża?! przecież właśnie o to chodzi! dobro zwycięża... ostatecznie. zauważ,
        że przez sto lat panowania Jadis jakoś nie zwyciężyło, dopiero po tak długim
        czasie. nie do końca rozumiem, o co chodzi z czysto fizycznym wygrywaniem.
        chodzi o to, o czym pisałaś na początku?

        poza tym pamiętajmy o tym, że przesłanie chrześcijanskie (dla mnie jest tam ono
        bezdyskusyjnie;)) jest w Opowieściach oczywiście uproszczone. To książki pełne
        mądrości, dobroci, miłości, pełne odniesień biblijnych. Ale Lewis nie chcial
        przecież stworzyć drugiej Biblii.

        piszesz też, że nie podoba Ci się podział na zwierzęta mówiące i niemówiące. no
        coż, taka Lewis przyjął konwencję, że mówiące zwierzęta spełniają w pewnym
        sensie rolę ludzi, których nie ma w książkach aż tak wielu. przecież one nie są
        zwierzętami takimi jak Twój kot czy pies i to jest dokładnie napisane;) w
        Srebrnym krześle chyba.

        Arystokratyzm też mi nie przeszkadza - to służy 'bajkowości' - ci królowie i
        lordowie;) to chyba bardziej 'romantyczne' niż demokratyczny system
        proporcjonalny;) (no i Lewis był Brytyjczykiem!) a zresztą my mamy demokrację i
        popatrz co z tego wychodzi;) już bym wolała jakiegoś króla Kaspiana:D nawiasem
        mówiąc, czemu ustrój Narni miałby w jakikolwiek sposób wpływać na jej odbiór?
        Narnia nie musi mieć idealnego ustroju, bo nie jest krainą idealną, jest taką
        samą krainą jak Ziemia i Charn, jedną z wielu, wielu krain, do których prowdzą
        sadzawki w lesie między światami.

        to się rozpisałam:D
        • jewoczka Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 02:29
          Hm... musze się zgodzic z dużą częścią tego, o czym napisałaś, supervixen.
          Ale postaram się zastanowić nad poszczególnymi punktami jeszcze raz, po kolei.

          Właściwie w swoim wpisie wyraziłam się kilka razy co najmniej nieprecyzyjnie,
          no i wyszły skróty myślowe gdzieniegdzie wypaczające sens.
          Na początek powinnam chyba podkreślić, że sama narnia właściwie wcale mnie nie
          denerwujwe, tylko to wynoszenie jej na ideologiczne sztandary, przez
          dzisiejszych komentatorów, nie przez autora.

          > Aslan swą najważniejszą bitwę wygrał słabością (skoro tak chcesz to nazwać),
          > jak dla mnie to ona przesądziła dalsze zwycięstwa. A dalej to już zresztą
          > raczej ludzie i zwierzęta się tłuką;) choć faktycznie mi też przeszkadzają
          > rozlewy krwi.

          No nie wiem, przesądziła czy nie... W każdym razie tę słabość okazał przed
          bitwą, co nie zmienia faktu, że walka i tak trwała na całego, jeszcze zdążył
          skoczyć po posiłki :-).

          >Digory, ktory uderzył w dzwon?

          Zlekceważył ostrzeżenie o niebezpieczeństwie i z ciekawosci zadzwonił
          dzwonkiem. Dotąd nie trafia do mnie, że zrobił coś złego. Jakoś trudno nadawać
          etyczny wymiar używaniu dzwonka. A to, że sprowadził kłopoty, to fakt. Z resztą
          niuansów - powiedzmy, że są, ok.

          > hm, no nie wiem, a gdzie jest powiedziane, że to odpowiedzialność zbiorowa?
          > czemu nie można założyć, że każdy z wilków podjął decyzję indywidualnie?

          Jasne, można przyjąć takie założenie.


          > ależ skąd, czemu uważasz, że to zjedzenie deseru jest przewinieniem?
          > przewinieniem była zdrada. a Edmund kierował się złością i rozgniewaniem,
          > skusiła go obietnica Jadis, że on zostanie królem, a reszta rodzeństwa bedzie
          > jego poddanymi. czy taka propozycja stawia ją na równi z faunem?
          >

          Tu wyraziłam się nieprecyzyjnie. Chodziło mi jednak właśnie o fragment
          dotyczący tego feralnego poczęstunku. Kolejność zdarzeń jest taka, że
          czarownica dziwi się spotykając chłopca na drodze, wypytuje go kim jest i skąd
          (jeszcze bez żadnych obietnic), pyta czy nie jest głodny i daje ten deser. I
          jest tu fragmencik, mówiący, że czarownica wiedziała o czymś, o czym nie
          wiedział Edmund, że było to zaczarowane Turkish Delight i że każdy kto raz go
          spróbował bedzie chciał więcej i więcej za wszelką cenę. Ja to zrozumiałam
          trochę tak, że go jednak złapała na te zaczarowane słodycze i potem juz był pod
          jej wpływem. Oczywiście nie zmywa to z niego całkowicie odpowiedzialności, a
          jednak.

          > Ależ Narnia jest pełna niuansów:) i jak może szkodzić przekonanie, że dobro
          > zwycięża?! przecież właśnie o to chodzi! dobro zwycięża... ostatecznie.
          zauważ,
          >

          A według mnie - jeśli to chce być chrześcijańskie - nie powinno chodzić o to,
          że dobro zwycięża, bo dobrzy lepiej się biją :-). Podoba mi się to, jak dobro
          zwycięża w ludziach - przemiana jakiej ulegają Edmunda albo Eustace - ok. No
          ale z drugiej strony te jatki... Według mnie nie jest to zarzut przeciwko samej
          opowieści. Tylko przeciw utożsamiania jej z chrześcijańskim sensem. Według mnie
          jeśli coś jest częściowo chrześcijańskie, to już takie nie jest.

          >i jak może szkodzić przekonanie, że dobro
          > zwycięża?! przecież właśnie o to chodzi! dobro zwycięża... ostatecznie.
          >zauważ,

          Przekonanie, że dobro zwycięża, absolutnie nie może szkodzić. Szkodzić może
          podglądanie, jak ono tu zwycięża. W przypadku dobra slowa o celu uświęcającym
          środki dla mnie nie wchodzą w grę. No i takie sceny mi się nie podobają, jak w
          opowieści o księciu Kaspianie, kiedy w szeregach wykluwa się spisek i kiedy
          dochodzi do starcia podczas rady i wszystko znów kończy się jatką. Ale nic to,
          trzeba tylko posprzątać po sobie i dalej dobro górą.

          nie do końca rozumiem, o co chodzi z czysto fizycznym wygrywaniem.
          > chodzi o to, o czym pisałaś na początku?

          Tak, o to, o to. Rzeczywiście dopuściłam się przekłamania, jeśli napisałam o
          czysto fizycznym. Jest fizyczno-moralne. Ale zwycięstwo dobra w chrześcijańskim
          ujęciu jest czysto moralne. Na tym polega różnica.

          > poza tym pamiętajmy o tym, że przesłanie chrześcijanskie (dla mnie jest tam
          >ono
          >
          > bezdyskusyjnie;)) jest w Opowieściach oczywiście uproszczone. To książki
          >pełne
          > mądrości, dobroci, miłości, pełne odniesień biblijnych. Ale Lewis nie chcial
          > przecież stworzyć drugiej Biblii.

          Właśnie, to prawda. To cecha wielu opowieści i baśni - dobro zwycięza, zło
          zostaje ukarane, wiele w nich piękna i nikt nie tworzy z nich drugiej
          (trzeciej, dziesiątej) biblii. Daltego zarzuty (chyba po raz trzeci się
          powtarzam) nie dotyczą baśni, historii, świata narni - tylko tych zabiegów
          wokół, próbujących zrobić z niej jednak coś takiego.
          Aha, jeszcze jedna ważna kwestia - jestem zdania, że nie powinno się upraszczać
          przesłania Biblii. Można mówić o dobru i pięknie w baśniach, innym językiem,
          ale nie powinno się upraszczać prawd ewangelicznych, bo bardzo łatwo o
          przekłamania. Ewangelia więcej mówi o służbie ubogim, nastawianiu drugiego
          policzka, modlitwie za wrogów niż o zwycięstwie dobra rozumianym tak jak w
          Narnii i baśniach.

          >piszesz też, że nie podoba Ci się podział na zwierzęta mówiące i niemówiące.
          >no
          > coż, taka Lewis przyjął konwencję, że mówiące zwierzęta spełniają w pewnym
          > sensie rolę ludzi, których nie ma w książkach aż tak wielu. przecież one nie
          >są
          > zwierzętami takimi jak Twój kot czy pies i to jest dokładnie napisane;) w
          > Srebrnym krześle chyba.

          W sumie racja, zresztą to akurat nie razi mnie pod względem logiki czy
          konstrukcji świata Narnii - po prostu źle działa na moją wyobraźnię i
          towarzyszy lekture pod postacią natrętnej myśli, że z gadającymi końmi
          bohaterowie się przyjaźnili, a milczące mogły potencjalnie być uznane za
          materiał na kabanosy. Albo skrzaty i borsuki częstujące bekonem Brrr


          >Arystokratyzm też mi nie przeszkadza - to służy 'bajkowości'

          W 100%, nie służy tylko specjalnie chrześcijańskiemu przesłaniu, tylko w tym
          kontekście się lekko czepiam, ale to żaden tam zarzut. Bynajmniej nie domagam
          się przekształcenia tego świata w Narnijską Republikę Demokratyczną :).

          > czemu ustrój Narni miałby w jakikolwiek sposób wpływać na jej odbiór?

          Więc, na koniec znowu refren - na jej odbiór nie, tylko na jej chrześcijańską
          wymowę (wszyscy ludzie są braćmi, ostatni będą pierwszymi, a nie - wszyscy
          ludzie są królami... własnie, jeszcze coś sobie przypomniałam.. te gadające
          zwierzęta mają dziwny status... z jednej strony są niby-ludźmi, a z drugiej w
          ich własnym otrzymanym od Aslana świecie władcami mogą być tylko Synowie Adama
          i córki Ewy - jest gdzieś taka wzmianka)

          > to się rozpisałam:D


          Dziękuję za ciekawą dyskusję... będę tu jeszcze zaglądać - może ktoś coś
          dorzuci.
          Pozdrawiam
          • supervixen Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 12:47
            > Zlekceważył ostrzeżenie o niebezpieczeństwie i z ciekawosci zadzwonił
            > dzwonkiem. Dotąd nie trafia do mnie, że zrobił coś złego. Jakoś trudno
            nadawać
            > etyczny wymiar używaniu dzwonka. A to, że sprowadził kłopoty, to fakt.

            no właśnie, zlekceważył ostrzeżenie, choć znajdowal się w obcym świecie,
            naraził i siebie, i Polę. I jeszcze próbował Poli wcisnąć, że był pod
            działaniem czaru;)


            Ja to zrozumiałam
            > trochę tak, że go jednak złapała na te zaczarowane słodycze i potem juz był
            pod
            >
            > jej wpływem.

            na pierwszy rzut oka tak to wygląda. ale nie sądzę, żeby wszystko w
            Opowieściach należało odczytywać wprost. Dla mnie to po prostu metafora
            oddziaływania zła, jak potrafi nas i nasze słabości wykorzystać. Racja, tu nie
            było żadnego zakazu, bo jeśli już coś miałoby przedstawiać zakaz złamany przez
            Ewę, to nie Edmund i ptasie mleczko, a Digory i dzwon właśnie (nie było zakazu,
            ale było ostrzeżenie - o niedosłowności piszę niżej). Edmund - to osoba, która
            poddała się swoim słabościom, nosił w sobie jakieś zło, w każdym razie jakieś
            negatywne uczucia i Jadis to wykorzystała.

            Podobnie staram się odczytywać wszelkie bitwy i rozlewy krwi. Choć za nimi nie
            przepadam, widzę w nich raczej metaforę walki w ogóle - walki moralnej, o
            której mówisz. Dla dzieci chyba jest to bardziej czytelne niż gdyby to były
            tylko wewnętrzne zmagania bohaterów. To też taka konwencja: Narnia to ta kraina
            królów, smoków, olbrzymów. Miecze i łuki aż się proszą, aby się pojawić w
            książce:)

            Co do ustroju, to jednak nie mogę się z Tobą zgodzić. W chrześcijaństwie
            wszyscy są równi, oczywiście. Ale czemu uważasz, że w Narni nie? bo są królami
            i lordami? Czy Piotr i Kaspian uważali się za lepszych niż ich poddani? Każdy
            ustrój jest dobry, jeśli osoby sprawujące władzę są uczciwe i dobre. To nie sam
            fakt monarchii źle wpływał na Narnię, jak już to osoby 'na górze' (np wuj
            Kaspiana) No a poza tym, skoro ma być odwołanie do chrześcijanstwa, to...
            musimy przyjąć, że wszyscy muszą być równi wobec Aslana, a nie wobec władz
            narnijskich! a kraina Aslana to nie Narnia (no nie chcę tu za dużo pisać, bo
            Ostatnia Bitwa wciąż przed Tobą:))

            co do mówiących zwierząt, to cóż, faktycznie może się to wydawać niesmaczne. Ja
            to po prostu przyjmuję jako literacki zabieg i przymykam na to oko. Kojarzy mi
            się taki fragment w Szóstej klepce Musierowicz, kiedy mały Bobcio się dziwi, że
            ta ryba, którą on zjada nazywa się tak samo jak ta, która sobie pływa (a może
            to była kura?:))


            jeszcze muszę wytłumaczyć swój skrót myślowy;) mówiąc o uproszczeniu
            przesłania, chodziło mi raczej o uproszczenie samej biblijnej historii niż jej
            przesłania. nie należy się dopatrywać w Narni każdego szczegółu z Biblii, tej
            samej chronologii itd. Ja w każym razie staram się nie dopasowywać wszystkiego
            na siłę;) przesłanie owszem, same historie - nie dosłownie.

            i ja dziekuję za dyskusję;)
            • jewoczka Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 13:13
              >nie należy się dopatrywać w Narni każdego szczegółu z Biblii, tej
              > samej chronologii itd. Ja w każym razie staram się nie dopasowywać
              >wszystkiego
              > na siłę;) przesłanie owszem, same historie - nie dosłownie.


              Właśnie - zgadzam się, i jak dlamnie konkluzja wygląda tak - znów sobie
              powtórzę - że w końcu opowieści o Narnii są baśnią, większość baśni ma dobre i
              umoralniające przesłanie, i jednocześnie rządzący się swoimi prawami świat, do
              którego nie mozna przykładać do końca naszej logiki i zasad. Trudno stawiać
              baśni zarzut, że jest baśnią. Byle nie próbować robić z Narnii drugiej
              Ewangelii. (Ale ten zarzut nie dotyczy ani Lewisa, ani jego czytelników, raczej
              tych krytyków i komentatorów, którzy kładą w swoich recenzjach nacisk na
              ideologię, a nie na piękno opowieści, i czasem, wbrew swym intencjom mogą do
              niej zniechęcić). Myślę, w tym miejscu kończy się dyskusja o Narnii w tym
              kontekście - mogłaby zacząć się dyskusja o interpretujących narnię - ale to juz
              nie jest takie ciekawe. Szkoda czasu. Lepiej sobie poczytać - zaczęłam historię
              o srebrnym krześle.
              • karolina_29 Re: Lewis a chrześcijaństwo 06.02.06, 17:28
                CYTAT:
                Tak, o to, o to. Rzeczywiście dopuściłam się przekłamania, jeśli napisałam o
                czysto fizycznym. Jest fizyczno-moralne. Ale zwycięstwo dobra w chrześcijańskim
                ujęciu jest czysto moralne. Na tym polega różnica.

                (KONIEC CYTATU)
                No, nie mogę się oprzeć, żeby nie dorzucić swoich trzech groszy :-)
                Myślę, że dobro na razie w naszym świecie jest słabsze - wielokrotnie - od zła
                (w sensie fizycznym). Natomiast wierzę i mam nadzieję na FIZYCZNE zwycięstwo
                dobra w perspektywie Końca Świata.
                Oczywiście Opowieści z Narni to nie Ewangelie i wcale takimi nie miały być. Ja
                w nich widzę raczej chrześcijańskie baśnie. Chrześcijańskie nie w sensie
                dosłownego przekazywania prawd wiary, ale w sensie budowania klimatu
                sprzyjającego przyjmowaniu wiary. Jestem wdzięczna, że mogłam przeczytać te
                książki w dzieciństwie, nie wiedząc o całej tej otoczce (gdzieś w okolicy
                piątej klasy podstawówki zorientowałam się w podtekstach i byłam nimi
                zachwycona). Widzę, że ludzie zabierający się do lektury po przeczytaniu iks
                recenzji i artykułów są czasem rozczarowani albo wręcz rozgniewani, bo
                spodziewali się czegoś innego. Dlatego jestem zwolenniczką czytania recenzji PO.
                • karolina_29 Jeszcze fragment z tego, co Lewis pisał o Narni 06.02.06, 17:33
                  The "Lion" all began with a picture of a faun carrying an umbrella and parcels
                  in a snowy wood. This picture had been in my head since I was about sixteen.
                  (...)
                  At first I had very little idea how the story would go.. But then suddenly
                  Aslan came bounding into it. I think I had been having a good many dreams of
                  lions about that time. Apart from that, I don't know where the Lion came from
                  or why he came. But once He was there He pulled the whole story together.
                • croyance Re: Lewis a chrześcijaństwo 28.11.07, 17:14
                  Myślę, że dobro na razie w naszym świecie jest słabsze -
                  wielokrotnie - od zła
                  > (w sensie fizycznym).

                  Czytalam w ostatnim numerze New Scientist ciekawy artykul. Otoz,
                  wiadomo, ze altruizm ma role ewolucyjna, ze ludzie pomagaja swoim
                  bliskim, bo zwieksza to prawdopodobienstwo przekazania
                  dalej/zachowania ich genow etc. Naukowcy zastanawiali sie nad
                  roznymi przypadkami, gdy czlowiek postepowal niezgodnie z instynktem
                  samozachowawczym, rozne byly pomysly.

                  Ale, teraz badania pokazuja cos nowego; okazuje sie, ze instynkt
                  samozachowawczy nie tyle obejmuje czlowieka, ale grupe. Czyli,
                  chronimy raczej grupe, niz samego siebie - wiec te nie pasujace do
                  schematu zachowania zaczynaja miec sens. Okazuje sie, ze grupy, w
                  ktorych czlonkowie pomagaja sobie nawzajem, sa dla siebie mili, maja
                  wieksze szanse przetrwania. Nadal utrzymuje sie model 'survival of
                  the fittest' (przetrwanie najsilniejszych, najbardziej sprawnych),
                  ale artykul podaje hipoteze 'survival of the nicest', gdzie najmilsi
                  ludzie, o umiejetnosciach spolecznych, maja wieksze szanse
                  przetrwania, bo sa bardziej LUBIANI.

                  Tacy ludzie moga tez czesciej prosic o pomoc, albo pomocy udzielac,
                  wiklajac innych w relacje wymiany ze soba, co tez zwieksza szanse
                  przetrwania (wiem, ze sie powtarzam, ale chce szybko przekazac
                  idee :-)

                  Przytoczony jest przyklad, kiedy w sytuacji zmniejszenia zasobow,
                  slabsze osobniki glodza sie (czesto na smierc), zeby jak najdluzej
                  utrzymac przy zyciu silnych liderow grupy, tym samym zwiekszajac
                  szanse na przetrwanie GRUPY.

                  Jest to wszystko bardzo ciekawe, i chociaz oczywiscie to duze
                  uproszczenie, pokazuje jednak, ze 'dobro' - tak jak my je widzimy -
                  jest wpisane w ewolucje fizyczna, co wiecej tozsame jest z zyciem.
                  Czyli, bez wspolpracy, wszyscy zginiemy :-) Nie powiem, bardzo mnie
                  to pocieszylo :-)
    • ewa_anna2 Re: Lewis a chrześcijaństwo 22.11.07, 23:30
      Też podniosę...
      Wątki chrze scijańskie w "OzN" są dla mnie wyraźne - choć
      indoktrynować nikogo nie zamierzam.
      Ale w Tolkienie miałabym trudności, żeby owe wątki chrześcijańskie
      znaleźć...
      • wisiaaa Re: Lewis a chrześcijaństwo 26.11.07, 16:41
        Rzeczywiście warto podnieść, ciekawy wątek.:)
        A co do Tolkiena, to polecam książkę:
        Kurt Bruner Jim Ware "Znaleźć Boga we Władcy Pierścieni"
        wyd. WAM Kraków 2003

        Może uda Ci się znaleźć:)
    • ewa_anna2 Re: Lewis a chrześcijaństwo 19.12.09, 22:57
      Podniosę...
      • jasmina_a Re: Lewis a chrześcijaństwo 03.01.13, 03:22
        Przede wszystkim ,,Opowieści z Narnii", to baśniowa powieść. Pełna baśniowych stworzeń, mówiących zwierząt, wszystkiego co Lewisa w przeróżnych mitologiach zawsze fascynowało i pociągało- co było inspiracją do stworzenia świata Narnii. Jednak nie da się zaprzeczyć że Lewis był chrześcijaninem i pisał książki chrześcijańskie. Dlatego przesłanie ,,Opowieści..." takie jest- czy chcemy, czy nie. Nie porównywałabym ich do Ewangelii (życie i nauka Jezusa), ale raczej do samego chrześcijaństwa(jego podstawowych prawd i ich praktycznego wymiaru). Niezbędna ofiara Jezusa. Lub choćby scena, gdy Eustachy przestaje być smokiem- jest niezwykle głęboką ilustracją etapów w życiu człowieka wierzącego- lub raczej tego, który rodzi się właśnie na nowo. I musi zrozumieć że nie jest w stanie sam ,,zdrapać" z siebie ,,starej natury"- lecz że musi się poddać Aslanowi i temu, w jaki bolesny sposób On to robi.
        Jako chrześcijanka za każdym razem znajduję coś nowego, jakieś subtelne nawiązania do chrześcijańskiego życia. I myślę, że nie naciągam do własnej interpretacji, bo znam już prawie wszystkie książki Lewisa i to takie w których bardzo wprost mówi o tym, co w Narnii przekazuje obrazami.
        No właśnie, mamy do czynienia z obrazami. To tylko symbole. Trzeba traktować więc poszczególne obrazy, postacie, sceny jak przypowieści. Wyciągnąć prawdę ogólną, ale nie szukać spójności z całą resztą świata Narnii. Czy mądre panny z przypowieści Jezusa były szlachetne w momencie gdy nie chciały się podzielić oliwą z głupimi? Oczywiście, że nie. Chrześcijanin nawet ma oddać więcej niż to, o co go poproszą. Ale sens przypowieści pozostaje- główna myśl, jaką Jezus chciał przekazać. Tak też trzeba odczytywać inne symboliczne opowieści. Nie doszukiwać się niekonsekwencji. Im bardziej dokładna symbolika, tym mniej może zawierać piękna. A Opowieści miały być również po prostu piękną opowieścią.
        Poza tym... Obrazy mają pomagać, nie przeszkadzać w zrozumieniu prawdy. Narnia nie ma i nigdy nie miała zastępować Biblii (czy też coś do niej dodawać), ale ja osobiście mogę powiedzieć, że pomogła mi ,,emocjonalnie", namacalnie zrozumieć to, co w Biblii wyczytałam. Choćby konieczność zmartwychwstania. Na potwierdzenie dwa cytaty z przedmowy Lewisa do ,,Błądzenia pielgrzyma":
        ,,Wszystkie dobre alegorie istnieją nie po to, by rzecz ukrywać, lecz raczej ją odsłaniać- by świat wewnętrzny uczynić bardziej zrozumiałym przez obdarzenie go (wyobrażonym) konkretnym ciałem."
        ,,Doskonała alegoria zbliża się bowiem do mitu, który może być zrozumiany jedynie za pomocą wyobraźni, nigdy zaś intelektu."
        • meduza7 Re: Lewis a chrześcijaństwo 11.01.13, 18:07
          A ja właśnie sobie coś uświadomiłam - coś, czego nie zauważyłam, czytając Opowieści w tę i wewtę ładnych kilka(naście) razy.
          Narnijczycy nie uprawiają żadnych form kultu religijnego. Nie mają świątyń, obrzędów ani kapłanów. Owszem, wzywają Aslana, przysięgają na niego, ale nie oddają mu czci jak istocie boskiej. Wydaje się, że jest on dla nich raczej przewodnikiem i opiekunem, niż bóstwem. Pierwsza forma jakichś obrzędów quasi-religijnych pojawia się, gdy małpa prezentuje fałszywego Aslana, a jedyne bóstwo wymienione z imienia i posiadające swoje świątynie i obrzędy to kalormeński Tasz - a jak wiemy, jest on okrutnym demonem. Interesujące.
          • a.nancy Re: Lewis a chrześcijaństwo 22.01.13, 09:36
            > Narnijczycy nie uprawiają żadnych form kultu religijnego.

            ja mam wrażenie, że chodziło o to, żeby pokazać Aslana jako bóstwo realne, żywe, nie potrzebujące przykrywki kultu (który łatwo może zniekształcić przekaz). a może: Aslan uosabia Chrystusa, a ten nigdy nie żądał, by stawiać mu świątynie i składać ofiary. od tego specem jest starotestamentowy Jahwe :)
            interesująca jest w tym kontekście jedna sprawa: Jezus często wspomina o swoim Ojcu, nie neguje tradycyjnego kultu, bywa w świątyni, modli się...
    • mabingo Re: Lewis a chrześcijaństwo 15.11.13, 20:49
      Przecież sam Lewis był chrześcijaninem, to wyjaśnia wszystko.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka