Dodaj do ulubionych

"Stonka i Bronka" Brzechwy - ktoś ma???

13.06.06, 01:08
Niezapomniany utowrek z ilustracjami Sznacera, o tym, ajk Amerykanie zrzucali
staonkę z samolotów.
Fragment:;)
"Wyjdą znów szkodniki znane / niszczyć pola ziemniaczane, a i wróg jest zawsze
gotów / zrzucać stonki z samolotów"

Czy ktoś to ma? I skan mógłby zrobić?
Obserwuj wątek
    • nekomimi Re: "Stonka i Bronka" Brzechwy - ktoś ma??? 13.06.06, 11:24
      Było we wcześniejszych wydaniach "Brzechwa dzieciom", potem wycięli.
      Jest tam duża ilustracja z pionierami i opryskiwaczami na polu. Stonki mają
      burżuazyjne kapelusze, meloniki, muchy pod szyją, jedna nawet cylinder z
      amerykańską flagą:)))))))))I mama stonka z dzieckiem jest i parasolką.

      "Nie ma chwili do stracenia,
      Bo się stonka rozprzestrzenia -
      O tym wiedzą nawet dzieci;
      Toteż Bronka szybko leci
      Wprost do rady narodowej.
      Wnet meldunek jest gotowy.
      Kierownicy, kontrolerzy
      Robią wszystko co należy;
      W telefonach dzwonią dzwonki:
      - W polu jest ognisko stonki!"

      Niestety nie mam skanera.:(
      • daimona Nekomimi - dzięki za przypomnienie 13.06.06, 13:47
        Nekomimi - dzięki za przypomnienie kolejnego fragmentu :))

        Ja byłam ongiś w posiadaniu oddzielnie wydanej książeczki pod tym tytułem, z
        ilustracjami Szancera. Cóć, jako płoche pacholę wyniosłam do przedszkola i chyba
        pani przedszkolanka się na to połasiła (nie dziw;), bo już wróciłam bez. Do tej
        pory mi to w domu wypominają :DDD
        Wiem, że chyba w wydaniu z 1953 r. "Brzechwa dzieciom" ten wierszyk tez był -
        niestety, nie udało mi się upolować tego wydania.

        A czy chciałoby Ci się może - byłabym również baardzo wdzięczna - przepisać cały
        wiersz? Wiem, że to troszkę jest, ale może tak w chwili czasu? :)))
        Dziękuję - niezależnie od tego czy się uda, czy nie :))
        • nekomimi Re: Nekomimi - dzięki za przypomnienie 13.06.06, 19:20
          Bronka i stonka


          Po robocie każdy siada
          I przy stole obiad zjada.
          A więc jeden je ze smakiem -
          Dajmy na to - barszcz z ziemniakiem,
          Inny - placki kartoflane.
          Jeśli lubi kto odmianę,
          Je ziemniaki podsmażane,
          Bowiem w każdym domu one-
          O czym wiecie bez wątpienia -
          Są podstawą pożywienia.

          Ślinka płynie, oko skrzy się,
          Gdy ziemniaki dymią w misie,
          Bo to już tradycja taka:
          Trudno żyć jest bez ziemniaka!
          Lecz istnieje szkodnik wielki,
          Który niszczy kartofelki.

          W maju więc, pewnego dzionka,
          Gdy przygrzeje promień słonka,
          Z ziemii wprost wyłazi - stonka:
          Więc małżonek i małżonka,
          Brat i siostra i szwagierek,
          Ciotek, wujów długi szereg,
          Cała liczna ich rodzina.

          Tak historia się zaczyna.

          Gdzie ziemniaki w polu rosną,
          Zielenieją liście wiosną.
          Stonka widzi świeże liście,
          Do nich zdąża oczywiście
          I rodzinę całą woła:
          - Prędzej! Stawać dookoła!
          Po kolei! Do ogonka!

          Tak na żer wyrusza stonka;
          Więc małżonek i małżonka,
          Brat i siostra i szwagierek,
          Ciotek, wujów długi szereg,
          Pożerają na wyścigi
          Świeże liście i łodygi.
          Nic nasycić ich ni zdoła,
          Więc żarłoczna stonka woła:
          - Skoro krzak już objedzony,
          W różne się rozejdźmy strony:
          Wy na lewo, my na prawo!
          Podążają tedy żwawo,
          Pożerając - krzak po krzaku -
          Każdy liść i pęd ziemniaków.
          Nagie krzaczki płaczą wszędzie:
          - Już z kartofli nic nie będzie,
          Zginą bulwy i korzonki,
          Któż ocali nas od stonki?!

          Stonka jest już najedzona,
          Spójrzcie tylko - oto ona:
          Jest pół żółta, pół czerwona
          I ma dziesięć czarnych pasków,
          Jak to widać na obrazku;
          Pod pokrywką - skrzydła z błony,
          Po trzy nogi z każdej strony,
          Czarne plamki ma na czółku,
          Z czółka sterczy para czułków,
          Na przedpleczu ma znamionka -
          Oto jak wygląda stonka.

          Idzie stonka, brzuch wypina,
          Obok cała jej rodzina,
          Najedzeni bracia stonki,
          Najedzone ich małżonki,
          Brzuchy im krępują ruchy,
          Idą tłumnie pasibrzuchy,
          NIszczyciele i żarłoki,
          Drobią szybko małe kroki...

          Dość pławiły się w łakomstwie,
          Czas pomyśleć o potomstwie:
          Stonka chce mieć dużo dzieci,
          Zanim jeszcze maj przeleci.
          Słonko dobrze ją nastraja,
          Można zacząć składać jaja.

          Gdzie są jeszcze całe liście,
          Tam już stonka zamaszyście
          Mknie w kuzynek licznym gronie
          I na liści dolnej stronie
          W kupki gładkie jaja zlepia,
          Równiusieńko je przyczepia
          Po dwadzieścia, po trzydzieści,
          Ile ich się tylko zmieści.
          Wkrótce wiszą jaj tysiące -
          Tego własnie trzeba stonce.
          Pracowity dzień skończony,
          Można lecieć w różne strony,
          Zeby niszczyć na odmianę
          Inne pola kartoflane.
          To dla stonki rzecz niewielka;
          Leci stonka - niszczycielka,
          Za nią siostry, ciotki, kumy
          I kuzynek całe tłumy.

          A po ośmiu dniach tymczasem,
          Na liściasty pokarm łase,
          Z gładkich jaj wyłażą larwy;
          Larwy są wiśniowej barwy,
          Wyglądają dość mięsiście
          I rzucają się na liście,
          Chciwie żrąc je bez ustanku
          Od poranku do poranku.

          Tak na krzaczkach tkwiąc wygodnie,
          Larwy z górą trzy tygodnie
          Obgryzają je żarłocznie,
          Przy czym żadna z nich nie spocznie,
          Póki jeden liść zielony
          Został jeszcze nie zjedzony.

          Gdy się już nasycą w końcu,
          Chwilę grzeją się na słońcu,
          Jedna ziewnie, druga ziewnie,
          Chciałyby się przespać pewnie,
          Więc chowają się pod ziemią
          I tam dwa tygodnie drzemią.
          Wkrótce zaś któregos dzionka
          Z każdej larwy będzie stonka
          I żarłoczne głodomory
          Powyłażą ze swej nory.

          Wyjdą znów szkodniki znane
          NIszczyć pola ziemniaczane;
          A i wróg jest także gotów
          Zrzucać stonki z samolotów.

          Nagie krzaczki płaczą wszędzie:
          - Już z kartofli nic nie będzie,
          Zginą bulwy i korzonki,
          Któż ocali nas od stonki?!

          Właśnie szła przez pole Bronka,
          Nagle patrzy - co to? Stonka!
          Ziemniaczany wróg! To ona -
          Jest pół żółta, pół czerwona
          I ma dziesięć czarnych pasków,
          Tak jak w książce na obrazku.

          Nie ma chwili do stracenia,
          Bo się stonka rozprzestrzenia -
          O tym wiedzą nawet dzieci;
          Toteż Bronka szybko leci
          Wprost do rady narodowej.
          Wnet meldunek jest gotowy.
          Kierownicy, kontrolerzy
          Robią wszystko co należy;
          W telefonach dzwonią dzwonki:
          - W polu jest ognisko stonki!

          Nie minęło pół godziny,
          Jak zebrały się drużyny
          I ruszyły w pole żwawo,
          Przeglądając krzaki z wprawą
          Bardzo pilnie i dokładnie:
          Bo gdy stonka z liścia spadnie,
          Może ujść niepostrzeżona,
          A wszak musi być zniszczona!

          W jednej z drużyn jest i Bronka.
          Ona wie, co znaczy stonka;
          Wlała nafty do butelki,
          W nafcie topi niszczycielki.
          A liść każdy się uśmiecha:
          - Z tej dziewczyny jest pociecha!

          Bierzcie wszyscy przykład z Bronki:
          Trzeba niszczyć larwy stonki,
          Przeszukiwać krzaczków gąszcze,
          Z liści, z ziemii zbierać chrząszcze
          Bardzo pilnie, bardzo skrzętnie,
          Żeby zniszczyć je doszczętnie.
          Trzeba też z opryskiwaczy
          Ciecz rozpylać, bo inaczej
          W ciągu lata do jesieni
          Stonka znowu się rozpleni;
          Nadto zaś każdego roku
          Całe pole mieć na oku.

          Wtedy nam ziemniaków liście
          Będą rosły rozłożyście
          I przekażą ciepłe słonko
          Swoim bulwom i korzonkom.
          Zbiory będą znakomite
          I ziemniaki smakowite
          Jeść będziemy z apetytem!

          To z II wydania z 1955, nie wiem dokładnie kiedy usuneli ten wiersz.
          Można znaleźć "Brzechwa Dzieciom" w antykwariatach, jeżeli jesteś z
          Warszawy, to nie powinno byc problemu:) Na stronie www.szancer.pl
          w dziale galeria//ilustracje jest skan okładki tego wydania i
          oddzielnego wydania "Bronki..."
          • braineater Re: Nekomimi - dzięki za przypomnienie 13.06.06, 19:35
            dzięki:)
            Własnie ocaliles tego poema na wieki przed zapomnieniem:)

            P:)
          • daimona U ARE GREAT! :))) 14.06.06, 00:30
            Dziękuję bardzo, Nekomimi!! :))

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka