Dodaj do ulubionych

Najlepsze wydanie Tolkiena

27.08.06, 13:22
Do specjalistow-Tolkienologow...
Ktore wydanie trylogii uwazacie za najlepsze?
Obserwuj wątek
    • eciepecie8 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 27.08.06, 13:45
      To znaczy? Najlepsze pod względem jakości papieru i druku?
      • rysio_pysio Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 27.08.06, 18:24
        Przedewszystkim tlumaczenie (pytam o wydania polskie). Jak rozumiem, najlepsze
        jest M. Skibniewwskiej, ale bylo ono poprawiane. Nawet chyba po
        wydaniu "kanonicznym" w "kanonie na koniec wieku" jakies poprawki wprowadzal M.
        Gumkowski. Czy bedzie to wydanie Muzy z 2002? czy pozniejsze wydania byly
        zmieniane?
        Istotna jest dla mnie rowniez jakosc publikacji (tzn. ksiazka szyta, na dobrym
        papierze, w twardej oprawie).
        Jak z wydaniami ilustrowanymi? Te z fotkami z filmu mnie nie interesuja, gdyz
        dla mnie film niestety nie oddaje ducha ksiazki.
        Moze Pani Eciepecie8 to wystarczy? Prosze o fachowa porade...
        • tumnus2 Wg mnie Wydawnictwo Amber. 29.08.06, 14:55
          Według mnie najlepsze są wydania wydawnictwa Amber, uznane zresztą przez
          wydawnictwa z wielu państw Europy. Twarda oprawa, dobry papier i ładne
          ilustracyje.
      • rysio_pysio Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 28.08.06, 14:23
        Bibliofile, pomozcie!
        Czy tutaj nikt nie interesuje sie Tolkienem?
        Z gory dziekuje za sugestie...
        • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 28.08.06, 14:34
          zajrzyj tu:
          forum.gazeta.pl/forum/72,2.html?f=151&w=10071394&v=2&s=0
          czyli: Skibniewska tak, Łoziński nie... :-)
          • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 28.08.06, 14:48
            a teraz doczytałam, że pytasz o Skibniewską właśnie.
            Przed laty miałam Władcę w 3 tomach, czarna okładka, Skibniewskiej. Wydawnictwa
            za cholerę nie mogę sobie przypomnieć, a na allegro tej wersji teraz akurat nie
            ma.

            Obecnie mam wydanie Muzy z 2002 r, Skibniewskie, red. merytoryczna wspomnianego
            Gumkowskiego.

            Starego wydania nie mam (ktoś pożyczył na wieczne nieoddanie), więc słowo po
            słowie sprawdzić nie mogę. Ale jest dobrze, a edytorski też nie narzekam...

            Za to Hobbita mam w wersji Iskier z 1985 r. w twardej oprawie, z zielonkawą
            obwolutą. W tej wersji też był WP, wydany w 1981 r...
          • titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 13:31
            Kwestja przyzwyczajenia. Ja najpierw przeczytalam Lozinskiego (zanim cokolwiek
            o tolkienologi sie dowiedzialam) potem orginal, potem Skibniewska...no i zgodze
            sie zLozinskim. Nie wszedzie oczywiscie (za duzo przetlumaczyl ;) ale np.
            Krasnoludy to wg. mnie pomylka jezykowa...
            Ps.
            Najlepsze wg. mnie jest brytyjskie wydanie jednotomowe, poprawione.
            • Gość: braat1 Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.chello.pl 29.08.06, 13:56
              Jak nie krasnoludy to co? Krasnale?? Skrzaty??
              • Gość: titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 14:00
                Krzaty. Tu podpisuje sie pod pomyslem Lozinskiego dwoma rekami.
                To slowo ma cos w sobie z zakapturzonego brodacza;)
                • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 14:08
                  > Krzaty. Tu podpisuje sie pod pomyslem Lozinskiego dwoma rekami
                  rzecz gustu, krasnoludy to duże krasnoludki, a krasnoludki w naszej tradycji są
                  zadomowione, czego o krzatach nie można powiedzieć. Dla mnie te krzaty to takie
                  niedorobione skrzaty... :-)
                  • Gość: titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 14:15
                    To wszystko zalezy co sie w dziecinstwie czytalo;) Krasnoludek to dla mnie
                    wymysl komunistycznej unifikacji jezyka, pomijajac juz ze jest czerwony ;) Na
                    wsi w stodole i pod progiem mieszkaly skrzaty (albo krzaty) albo niebozenta.
                    Nie byly czerwone.
                    Jezyk polski mial wiele odmian, wiele mozliwosci wymowy. Krzat o ile sie nie
                    myle (ale moge sie mylic) byl galicyjski.
                    • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 14:27
                      > To wszystko zalezy co sie w dziecinstwie czytalo;) Krasnoludek to dla mnie
                      > wymysl komunistycznej unifikacji jezyka, pomijajac juz ze jest czerwony ;)
                      No zobacz, jeszcze o komunie nikomu się nie śniło, a już krasnale istniały i
                      wcale nie byy czerwone :-)

                      (...)
                      Głównym punktem sporu jest problem, jak w języku polskim powinno określać się
                      rasę, której nazwa w języku angielskim brzmi „dwarves”. Moim
                      zdaniem „krasnoludowie” lepiej pasuje do określenia tej mężnej, pełnej werwy
                      rasy niż „krzaty”. Przedrostek „krasny” wcale nie musi
                      oznaczać „czerwony”. „Słownik wyrazów bliskoznacznych” pod redakcją pana
                      Stanisława Skorupki podaje, że „krasny” = „zdobiący”, „zdobiony”
                      lub „wielokolorowy”. A krasnoludy jakby nie patrzeć kochały się w pięknie,
                      zdobiły swe zbroje, miecze i hełmy, wytwarzały rzeczy cudowne, nie mające
                      równych wśród wyrobów innych ras. Ponadto, ale jakby nie patrzeć przede
                      wszystkim, w języku starosłowiańskim krasny oznaczał „dzielny”. Bez komentarza.

                      Ponadto „krasnoludki” były zakorzenione w świadomości ogółu na długo przed
                      rozpoczęciem prac przez panią Marię Skibiniewską. Już w wieku XIX (dokładnie w
                      1896 roku) Maria Konopnicka w baśni „O krasnoludkach i sierotce Marysi” opisała
                      barwnych, pracowitych pradziadków tolkienowskich krasnali. Co prawda byli oni
                      mali, mieli czerwone czapeczki, barwne ubiory i parały się pracą w ogródku, a
                      nie wojaczką. Jeszcze bliższy dzisiejszym krasnoludom ich obraz znajdujemy
                      w „Królewnie Śnieżce”, gdzie oprócz cech opisanych wyżej jest jeszcze jedna, z
                      goła nic nie wnosząca zależność. Mianowicie krasnoludki pracowały w kopalni.
                      Tolkien przedstawił ich w ten sam sposób. Jako lubiących podziemia, ciemność i
                      mrok.

                      za:
                      parmadili.skf.org.pl/sn/gan01.htm
                      oczywiście, tak naprawdę taka licytyacja nie ma sensu, to sprawa upodobań. Ja
                      wolę krasnoludy, Ty krzaty. Każdy ma prawo do własnych upodobań :-)

                      skrzaty lubię, niebożęta jak dla mnie po wsiach mieszkały, szczególnie tych
                      kresowych, a krzaty to dla mnie niedorobieńce jakieś :-)
                      pozdrawiam
                      • Gość: titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 14:59
                        Sniezki bym nie mieszala bo tam sa "gnoms" czyli ...krasnoludki. I tu wlasnie
                        istnieje dla mnie roznica. Krasnoludki to male zlosliwe stworki, taka
                        skarlala wersja skandynawskich troli lesnych (ktore tez maja czerwone stroje i
                        w prostej lini wywodzi sie od nich Mikolaj a la Coca-cola ;).
                        Konopnicka to o ile sie nie myle czerpala z tradycji Polesia, Suwalszczyzny
                        (moze tez Mazowsza) wiec tak dla scislosci nie rozciagala bym tego na cala
                        Polske ;) (Ja osobiscie np. identyfikuje sie z Galicja). Zgodze sie, ze
                        pierwotna nazwa krasnoludek chyba nie miala nic wspolnego z czerwonym (a wrecz
                        smie twierdzic ze jest to nalecialosc skandynawska, gdzie badz co badz spozycie
                        muchomora bylo wieksze;). Oczywiscie kazdy moze miec swoje pogaldy i "czucie"
                        takze przy tlumaczeniu. Ale dla mnie osobiscie:
                        krasnoludek = gnom (wlasnie za sprawa Sniezki, choc jest to sprawa wtorna)
                        Dwarv = z braku laku dobry...Krzat.
                        Ps. Czy jest jakies dobre opracowanie systematyki i taksonomi stworzen
                        basniowych Europy (poza smokami)?
                        • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 15:11
                          > Ps. Czy jest jakies dobre opracowanie systematyki i taksonomi stworzen
                          > basniowych Europy (poza smokami)?
                          spotkałam się z książką Skrzaty - autorstwo Will Huygen i Rien Poortvliet :
                          www.allegro.pl/item123186803_skrzaty_poortvliet_huygen_unikat_.html
                          www.allegro.pl/item116417490_huygen_poortvliet_skrzaty_unikat_ideal_wyd_1.html
                          ale w rękach jej nie miałam i nie wiem co w środku opisano, jednak to ponoć
                          dobra encyklopedia krasnali...
                          • Gość: titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 15:23
                            Tez mi to do glowy przyszlo po wyslaniu posta. Widzialam ja jednak tylo w
                            szwedzkim tlumaczeniu. Zainteresuje sie polskim jak bede miec wiecej czasu (za
                            rok? ;)
                            Dzieki.
                            • Gość: titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 15:25
                              szweckim - oczywiscie. W ogole sorry za ortografie. Nie jest to moja mocna
                              strona :)
                              • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 15:27
                                jednak chyba szwedzkim... :-)
                                • Gość: titta Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 15:43
                                  No moze...jak od Szwedow a nie od Szwecji ;)

                                  Swoja droga to i tak polska ortografia w porownaniu z szwedzka to pikus...
                                  • nchyb Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 15:47
                                    nie znam języka szwedzkiego, więc na tematjego ortografii wypowiadać się nie
                                    mogę, ale mnie zaciekawiłaś. Możesz odrobinę więcej, co takiego jest w tej ich
                                    ortografii?
                                    Pozdrawiam
                          • fla Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 02.09.06, 22:03
                            ojej :) dawno temu czytalam te ksiazke, dzis pamietam z niej tylko tyle, ze
                            wdzięków skrzacich pań nie rujnuje grawitacja
                        • paszczakowna1 krasnoludy/krzaty - a czemu nie karły? 29.08.06, 22:28
                          Z dwojga złego, lepsze krasnoludy. Krasnoludki przynajmniej mieszkały pod ziemią
                          (u Konopnickiej, a w końcu to z nią się głównie kojarzą polskiemu czytelnikowi).
                          Skrzaty to raczej stworzenia domowe. Poza tym, zgrubienie
                          krasnoludki-->krasnoludy lepiej oddane tolkienowskie dwarfs-->dwarves niż
                          przeinaczenie skrzaty-->krzaty (acz samo słowo, przyznaję, ma swój wdzięk). No i
                          krasnoludy Skibniewskiej zasiedziały sie już w polskiej fantasy (Sapkowski, RPG,
                          tłumaczenia), co też ma swoje znaczenie.

                          Ale osobiscie, dziwię się, dlaczego tłumacze zaparli się na te przekręcenia. Nie
                          lepiej to było użyć słowa "karzeł" (jak tłumacz "Narnii")? Jest to dobre
                          tłumaczenie "dwarf", i jak sobie człowiek uświadomi prawdopodobną etymologię (od
                          Karola Młota - słowa: król i karzeł mają byc może to samo źródło), odpowiednio
                          poważne. Chyba najlepsze tłumaczenie staronorweskiego dverg.

                          Czy ktoś wie, jak sobie z tym radzili tłumacze sag i np Edd?
                          • Gość: Ryslaw Re: krasnoludy/krzaty - a czemu nie karły? IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.06, 09:52
                            W sagach były karły. Podobnież w Nibelungach Wagnera. Ale na przykład w takim
                            Thorgalu (czerpiącym sporo z mitologii nordyckiej) pojawiły się krasnale. Acz
                            nie wiem, jak wyglądało to we francuskim oryginale.

                            Osobiście jestem za krasnoludami. Słowo dobrze brzmiące, zakorzenione,
                            jednoznacznie kojarzące się z niskimi, brodatymi osobnikami, ryjącymi w ziemi i
                            kochającymi złoto.
                            • abstrakt2003 kurduple!!!!!!!!!!!!!! 30.08.06, 18:39
                              O rany, ależ macie problem!
                              Krasnoludy to świetny pomysł zaakceptowany przez 90% społeczności milośników
                              fantazy!
                              Krzaty to neologizm może i poprawny pod względem językowym ale sie nie przyjął
                              ŹLE BRZMI!
        • Gość: muntu Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.146.21.80.adsl.gvt.net.br 29.08.06, 01:58
          NIestety nie jestem w kraju, przy moim regale z ulubionymi ksiązkami, wiec nie
          podam dokładnie roku, tłumacza itp., ale za najlepsze uważam to stare (czytałem
          w 92 lub 93)-czarna oprawa, z tyłu pierścień z napisami, gdzie jeszce były
          nietłumaczone imiona bohaterów. Szkoda że po około 3 czytaniach rozpadało sie w
          rekach
          • profes79 Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 02:22
            No niestety to jest problem z ksiazkami klejonymi.
          • le_szek Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena 30.08.06, 21:33
            Gość portalu: muntu napisał(a):

            > NIestety nie jestem w kraju, przy moim regale z ulubionymi ksiązkami, wiec nie
            > podam dokładnie roku, tłumacza itp., ale za najlepsze uważam to stare (czytałem
            >
            > w 92 lub 93)-czarna oprawa, z tyłu pierścień z napisami,

            Takie w małym formacie? Czytelnik Cia-Books/SVARO, 1990 rok, Maria Skibniewska.
            Mój pierwszy komplet "Władcy". Co ciekawe, numeracja stron jest umieszczona od
            środka, a nie od brzegu książki.
        • Gość: dzuljet Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: 195.116.7.* 29.08.06, 07:45
          bezapelacyjnie Skibniewska - ja akurat posiadam to wydanie w tardej pluciennej
          oprawie,szyte, w obwolucie..posiada urok sarej ksiegi, nie wypadaja kartki choc
          jest juz mocno wiekowe-odziedziczone po rodzicach. probowalam czytac inne
          tlumaczenia -niestety bez powodzenia-moim zdaniem nie dorastaja M.do piet.
          pozdrawiam.
          • Gość: janka Re: Pomozcie prosze - Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 13:02
            Zgadzam się w pełni. Pamiętam to bogactwo języka i nastrój który pozwolił mi
            pokochać Śródziemię. Ostatnio przerwałam czytanie nowego tłumaczenia zaraz po
            "Strider" to Łazik. Uff tego było mi juz za dużo.
            Podobno to tłumaczenie jest wierniejsze oryginałowi, ale szczerze mowiąc wolę to
            piękniejsze.
    • Gość: dsa definitywnie Łoziński IP: *.multicon.pl / *.multicon.pl 29.08.06, 04:20
      najlepsze tlumaczenie. kazdy potwierdzi kto czytal oryginal po angielsku.
      • Gość: ret Re: definitywnie Łoziński IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 07:12
        :) to był żart, oczywiście
        • titta Re: definitywnie Łoziński 29.08.06, 13:33
          To nie byl zart. To naprawde najlepiej oddajace orginal tlumaczenie.
          • Gość: titta Ps. IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 13:58
            Chodzi mi o klimat (a jako kobieta jestam na to wrazliwa;) a nie czesc
            leksykalna ;)
            • Gość: Ryslaw Re: Ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 15:02
              To moze z goblinow zrobmy gobusie, a z orkow - orczatki, a z hobbitow - hobaski?

              No bo przeciez brzmi delikatniej...

              Kszaty to zalosny neologizm pokazujacy jedynie indolencje leksykalna
              lozinskiego, ktory wszystko chcial na sile zmieniac, nie myslac chyba za bardzo
              o tym co robi.
              • Gość: titta Re: Ps. IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 15:27
                Teraz to ty popisales sie indolencja leksykalna.
                Nikt nie mowil o brzmieniu bardziej delikatnym.
                • Gość: Ryslaw Re: Ps. IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:51
                  Sama pisalas o tym ze kszaty "maja wiecej wdzieku"...

                  Z mojej strony EOT. Jak ci sie podoba tlumaczenie Lozinskiego, to twoja sprawa.
                  Krucjaty rozpoczynac nie bede. Moge jedynie wspolczuc.
              • Gość: gab Re: Ps. IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 09:22
                > To moze z goblinow zrobmy gobusie, a z orkow - orczatki, a z hobbitow - hobaski
                > ?
                >
                > No bo przeciez brzmi delikatniej...
                >
                > Kszaty to zalosny neologizm pokazujacy jedynie indolencje leksykalna
                > lozinskiego, ktory wszystko chcial na sile zmieniac, nie myslac chyba za bardzo
                > o tym co robi.

                dokladnie tak i pewnie wiekszosc tolkienologow sie z nami zgodzi.
          • Gość: Janka Re: definitywnie Łoziński IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 13:14
            Już to gzieś pisałam i co z tego? Przecież najważniejsza jest literatura
            (najlepiej postudiować po tłumaczeniach Szekspira). A w tłumaczeniu
            Skibniewskiej ta książka jest po prostu piękniejsza.
          • le_szek Re: definitywnie Łoziński 30.08.06, 21:30
            titta napisała:

            > To nie byl zart. To naprawde najlepiej oddajace orginal tlumaczenie.

            Taaaak. Zwłaszcza, jeżeli chodzi o tłumaczenie napisu na Pierścieniu. I samego
            opisu pierścieni. A co lepiej brzmi: "buty na modłę krosnoludzką" czy "krzatowe
            kalosze"?
            • Gość: jood Re: definitywnie Łoziński IP: *.internetdsl.tpnet.pl 02.09.06, 14:28
              Łoziński niepotrzebnie wszedł w staropolszczyznę, brzmi sztucznie. Dodatkowo,
              według mnie w języku polskim trzeba bardzo uważać z tłumaczeniem nazw i
              nazwisk, bo często można się wyłożyć. Na przykład "Bilbo Bagosz" brzmi żenująco
              głupio. Symptomatyczny jest fakt, że w zainteresowanych kręgach mówi się o
              łozizmach, natomiast o skibniewszczyźnie jakoś nie.

              Tłumaczenie według mnie nie musi być wierne - musi byc natomiast dobre. Jeżeli
              ktoś chce wiernego tłumaczenia, może wrzucić oryginał do translatora - będzie
              przetlumaczone wiernie słowo w słowo.
      • Gość: zazel Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 07:23
        Ja nie potwierdzam :-)
        Czytałem Władcę po polsku kilkanascie razy, po angielsku z pięć. Dwa z kilkunastu to był Łoziński.
        Proszę więc, szanowny przedmówco, o podanie przykładów, (nie musi być wiele) w których Łoziński jest lepszy.
        Nie twierdzę, że Skiebniewska jest bez wad, ale Łoziński (przy całym szacunku dla jego założeń tłumaczenia) myli się w wielu momentach - nie miał widać doradców co do całości Legendarium i się, kolokwialnie mówiac, kopnął kilka razy. Poza tym nie ma specjalnego usprawiedliwienia dla przekręcania nazw elfickich - rady Tolkiena co do tłumaczenia nazw dotyczyły głownie jęz. Hobbitów i Westronu.
        • oranvag Re: Łoziński - przykłady proszę 29.08.06, 08:42
          Szacunku dla tłumaczenia Łozińskiego?! No, nie żartuj! Jakbyś znał historię jego
          tłumaczeń (poszukaj w Internecie o jego "Diunie"), to wiedziałbyś, że nie można
          mieć do nich szacunku. Ten facet to najprawdopodobniej amator, który wziął się
          za tłumaczenia i to w dodatku amator o bardzo wąskich horyzontach. Jak inaczej
          wytłumaczysz, że "Orange Bible" przetłumaczył jako "Pomarańczowa Biblia"?
          • Gość: zazel Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 08:54
            Pisałem o szacunku dla założeń, które wykłada zdaje się na początku 'Dwóch Wież', w których odwołuje się do wskazówek Tolkiena co do tłumaczeń (tu też można się spierać, bo te wskazówki są niespójne porównując różne teksty i wypowiedzi JRR).

            Natomiast jeżeli chodzi o Jerzego Łozińskiego to jest doktorem filozofii UW, aktywnym wykładowcą i dość prominentnym specjalistą w dziedzinie tłumaczeń tekstów filozoficznych (Kanta i Hegla przekładał na przykład). To zapewne te względy spowodowały jego angaż do tłumaczeń Diuny czy Władcy. Nie staram się bronić tego pana, ale kompetencji, przynajmniej formalnych, nie można mu odmówić.
            • Gość: Guayar Re: Łoziński - przykłady proszę IP: 82.177.11.* 29.08.06, 09:08
              Fakt, jeśli idzi o komptencje w tłumaczeniu nie można mu nic zarzucić. Jednakże
              tylko w tłumaczeniu tekstów filozoficznych. Był moim wykładowca, stąd wiem, że
              ma bardzo szerokie zainteresowania, horyzonty i dobre podejście do człowieka.
              Nic jednakże mnie nie przekona do jego tłumaczenia Tolkiena bo po prostu jest
              złe. Nie tłumaczy się z założenia nazwiski, ani miejsc, a zmiana zakorzenionych
              juz w fantastyce terminów typu: krasnolud jest zdecydowanie nie na miejscu.
              Pewne terminy sie utarłuy i takie powinny pozostać mimo iż krasnolud nic z
              czerwonym nie ma wspólnego - kto czytał wyjasnienia J.Ł. ten wie o co chodzi. Ja
              kupiłem raz książke Tolkiena w jego tłumaczeniu i po przeczytaniu wstępu i
              częsci pierwszego rozdziału zostałem zmuszony do zwrotu tego jako bubla (kłopoty
              z tym związane to inna historia, ale w końcu przyjęli mi tę książke i zwrócili
              kasę). Uważam przez to za jedyne słuszne tłumaczenie M.Skibniewskiej, dopóki
              ktoś nie przetłumaczy lepiej tego dzieła.
              • titta Re: Łoziński - przykłady proszę 29.08.06, 13:42
                Widzisz -problem lezy w twojej glowie. Przeciwko Lozinskiemu przemawia zasada,
                ze nazw nie nalezy tlumaczyc - chyba ze maja znaczenie. Problem w przypadku
                Tolkiena jest taki, ze wiekszasc nazw ma znaczenie jedynie w orginalnym
                brzmieniu (bo maja podtekst nadajacy charakter caloci). Jako filozof powinien
                sobie zdawac sprawe, ze wiekszasc nazw i imion Elfickich jest zaczerpnieta z
                bibli i ich ich fleksja albo spolszczenie zaciera ich charakter). O
                nieszczesnej Gorzawinie milosiernie nie bede sie rozwodzic.
                Ale WIELKI punkt za Kszaty! Krasnoludy sa wielkie, glupie i pokraczne. Kszaty
                maja w sobie wiele wdzieku. No i pisac umie lepiej niz inni tlumacze, a to tez
                wazne.
                • Gość: grundol1 Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 14:50
                  Po pierwsze w poprawionym tłumaczeniu Łozińskiego przywrócono nazwy orginalne.
                  Po drugie to co mają nazwy i imiona Elfickie do biblii ??? Jakiej biblii?
                  Po trzecie to chyba krzaty, a nie kszaty?
                  Po czwarte to punkt dla Łozińskiego za Łazika.
                  • Gość: Dev Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 29.08.06, 15:01
                    Punkt z Łazika? Moim zdaniem to chyba najwieksza tragedia tego tlumaczenia...
                    • Gość: grundol1 Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:15
                      Dla mnie Obieżyświat to najwieksza pomyłka Skibniewskiej. Nie dosyć, że
                      idiotycznie brzmi to jeszcze zmienia znaczenie orginału.
                      • Gość: gab Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 09:27
                        a łazik nie brzmi dla ciebie jak pojazd do rajdów po kraterach marsa? no bez
                        jaj. obieżyświat brzmi dla mnie super. w ogóle tłum. skibniewskiej ma dla mnie
                        tę przewagę, że jest trochę archaiczne w słownictwie, co genialnie pasuje do
                        klimatu książki.
                  • Gość: titta Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 15:40
                    Jakiej Bibli? Chmm, jest tylko jedna. Tak wiem, ze jest to szokujace dla wielu
                    milosnikow fantastyki ale Tolkien jako lingwista nie czerpal jedynie z jezykow
                    skandynawskich (np. islandzkiego) ale takze wlasnie z jezykow orginalnych
                    Starego Testamentu, ktory smiem twierdzic bardzo dobrze znal. (Stary Testament,
                    nie wiemczy znal Hebrajski :). Byl chrzescijaninem, wierzacym chrzescijaninem
                    (podobnie jak jego przyjaciel C.S Luis) i w jego kosmologi przewija sie wiele
                    watkow zwiazanych z chrzescijanska moralnoscia i swiatopogladem. Przyklady? Nie
                    mam wtej chwili pod reka ani Bibli ani Tolkiena ale jak sie czyta to wiele nazw
                    rzuca sie w oczy.
                    • Gość: MM Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.216.41.6.conversent.net 29.08.06, 16:04
                      Ahem, Tolkien wiecej czerpal z finskiego, byl zafascynowany Kalevala, zwlaszcza
                      w wersji jednego z lokalnych finskich dialektow. Jezyki elfow, zwlaszcza Quenya,
                      maja typowy rytm i brzmienie jezyka finskiego.
                      Poza tym, duzo czerpal on z jezyka staroangielskiego (zarowno Old English jak i
                      Middle English). Trzeba pamietac, ze specjalizowal sie on wlasnie w tym jezyku i
                      przetlumaczyl wiele tekstow na wspolczesny angielski - m.in. "Sir Gawain and the
                      Green Knight." Dlatego widac w jego tworczosci wiele elementow staroangielskich
                      eposow. Duzo wiecej, niz u Lewisa, w ktorego tworczosci przewija sie duzo wiecej
                      watkow chrzescijanskich.
                    • Gość: grundol1 Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:09
                      Oj, mylisz się. Jeśli chodzi o języki elfickie to quenya pochodzi od fińskiego,
                      a sindarin od walijskiego. Z Biblią moze kojarzyć się tylko jedna nazwa (nie
                      pamietam dokładnie która), ale Tolkien chyba w 'Listach' dementuje ten związek.
                      Owszem, mitologia tolkienowska jest głeboko chrześcijańska, zwłaszcza ta z
                      ostatniego okresu (po napisaniu Władcy), ale nazwenictwo nie ma nic wspólnego z
                      Biblią.
                      • paszczakowna1 Re: Łoziński - przykłady proszę 29.08.06, 22:31
                        > Z Biblią moze kojarzyć się tylko jedna nazwa (nie
                        > pamietam dokładnie która), ale Tolkien chyba w 'Listach' dementuje ten związek.

                        Moria. Komuś się skojarzyło z krainą Moriah w Biblii (nie wiem jak to po polsku,
                        nie chce mi się grzebać). Tolkien tłumaczył, że nazwa pochodzi od 'Soria Moria'
                        w jakiejś sadze.
                    • Gość: zazel Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:13
                      Zgadzam się w całej rozciągłości, że Tolkien był głęboko wierzącym chrześcijaninem i, co za tym idzie, znał dobrze Biblię.

                      Był katolikiem nawet, co w Anglii nieco rzadkie. C.S. Lewis (nie Luis) był jego przyjacielem i Tolkien odegrał dużą rolę w jego ponownym przyjęciu wiary (choć przyjął anglikański protestantyzm, co Tolkiena irytowało).

                      Zgadzam się, że da się zauważyć podobieństwa między Legendarium a Biblią, choć bardziej nawiązują one do chrześcijańskiej filozofii niż bezpośrednio do Biblii.

                      Ale z całym szacunkiem, NIE czerpał z języków oryginalnych Starego Testamentu. W ogóle jeżeli czerpał, to głównie zasady gramatyczne (z łaciny, hiszpańskiego, staroagielskiego), ale nie fonetykę, która jest unikalna.
                      • titta Re: Łoziński - przykłady proszę 29.08.06, 21:43
                        Ok, ok. Moze macie racje. Mnie tylko zucilo sie w oczy wiele nazw miejsc i
                        imion znanych z ksiag histotycznych S.T. Moze to tylko przypadek, nie czytalam
                        opracowan.
                      • paszczakowna1 Re: Łoziński - przykłady proszę 29.08.06, 21:48
                        > Ale z całym szacunkiem, NIE czerpał z języków oryginalnych Starego Testamentu.

                        Z całym szacunkiem ;-) czerpał, czerpał.Ale nie tam, gdzie titta to widzi.
                        Khuzdul i Adunaic (czyli numenoranski) mają typową strukturę (i elementy
                        gramatyczne) języków semickich. Nie Quenya czy Sindarin, oczywiście.

                        Zresztą, Tolkien znał starohebrajski, tłumaczył księgę Jonasza dla Biblii
                        Jerozolimskiej.
                        • Gość: zazel Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 21:58
                          Przepraszam, zapędziłem się. Dzięki za sprostowanie :-)
                  • paszczakowna1 Re: Łoziński - przykłady proszę 29.08.06, 22:16
                    Czy w poprawionym wydaniu Łozińskiego poprawiono też kwiatki w stylu "Mordoru,
                    którego moc zwycięży, niechciana" czy nieszczęsny kamień w Pierścieniu? Tu już
                    nie chodzi o odmienną (błędną IMHO, ale niechta) koncepcję tłumaczenia nazw, czy
                    nieobeznanie w pozostałej części legendarium Tolkiena (a to juz poważniejsza
                    sprawa, Skibniewska tej możliwości nie miała, ale Łoziński miał, i nie
                    skorzystał), ale bardzo poważne przeinaczenia prostego tekstu.

                    Serio, nie rozumiem jak można twierdzić że "To najlepiej oddajace oryginal
                    tlumaczenie."
                • Gość: Dev Re: Łoziński - przykłady proszę IP: *.ipartners.pl / *.ipartners.pl 29.08.06, 14:57
                  Oczywiście wszystko jest kwestią gustu. Ja osobiście uważam, że najlepszym
                  tłumaczeniem jest wersja Skibniewskiej. Łoźiński odpada - kompletnie
                  nie "trzyma" klimatu oryginalu. I nie sa to tylko moje zdanie - mam znajomego
                  tlumacza - jednego z najbardziej cenionych specjalistow w dziedzinie tlumaczen
                  gospodarczych i politycznych, ale majacego bardzo dobrego "nosa", a przede
                  wszystkim bezblednie znajacego ten jezyk. On takze uwaza, ze tlumaczenie to,
                  oprocz wielu (!) bledow jezykowych, kompletnie rozmywa cala magie ksiazki w
                  oryginale. Nazwy faktycznie sa jednym z najwazniejszych elementow budujacych;
                  prawda jest takze to, ze w wersji angielskiej czesto sa one zabawna gra slow,
                  tyle ze aby jes przetlumaczyc, takze trzeba wykazac sporo inwencji i ogromnych
                  umijetnosci jezykowych. Tego wszystkiego jednak zabraklo panu Lozinskiemu. Nie
                  odbieram mu dobrych checi, ale moim zdaniem jego tlumaczenie jest naprawde
                  slabe. Wydaje mi sie, ze jesli czegos nie da sie przetlumaczyc dobrze (tzn. tak
                  zeby bylo poprawnie jezykowo, oddawalo klimat oraz checi autora oryginalnego),
                  to lepiej zostawic to tak jak bylo. I tak jest w przypadku Tolkiena.

                  Podsumowujac - jesli nie oryginal, to tylko Skibniewska.
      • Gość: zazel A, i wydanie IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 07:26
        Co do polecanego wydania:
        Jeżeli chodzi o stronę merytoryczną, to poprawiona Muza, bezapelacyjnie.
        Można się kłócić o jakość kilku tłumaczeń wierszy, ale to szczegóły.
        Najwygodniej się czyta starego Czytelnika, ale to też szczegóły :)
      • grundol1 który Łoźiński? 29.08.06, 09:10
        Ale które tłumaczenie Łoźińskiego? Bo pomimo, że jego tłumaczenie ma tylko kilka
        lat, to już było ze trzy razy poprawiane. W pierwszym, pomijając już tłumaczenie
        nazw (bo to rzecz gustu), błędy merytoryczne pojawiały się co kilka stron. I to
        nie drobne, niektóre wypaczały sens wypowiedzi.

        Ale w jednym punkcie Łoźiński jest lepszy - jego tłumaczenie przezwiska Aragorna
        'Strider' na 'Łazik' jest o niebo lepsze od 'Obieżyświata' Skibniewskiej,
        którego nie trawie.
        • titta Z ciekawosci, a co myslicie o... 29.08.06, 13:52
          "Lazik" dziwnie brzmi w kontekscie przyjecia go jako imie rodowe i
          towarzyszacemu temu zbulwersowaniu (ale i tak jest lepsze niz Obiezyswiat). W
          j. polskim jest piekne slowo przyjete juz jako odpowiednik slowa "strider":
          jest nim "wluczykij". Czy nie pasowalo by lepiej? Czy nie lepiej by brzmialo "a
          moi potomkowie zwani beda Wluczykijami" zamiast "Lazikami"?

          Druga zecz, to chyba nikt nie wybrnal zgrabnie z problemu "mortal man". A
          wystarczylo by uzyc slowa "maz"...
          Jezyk Tolkiena staje sie bardzo patetyczny i anachroniczny w trzeciej czesci.
          Nikt chyba nie poszedl tym tropem przy tlumaczeniu (ale moge sie mylic, gdyz do
          polskiego nie zagladalam wiele lat).
        • wkurzon Re: który Łoźiński? 29.08.06, 14:17
          > Ale w jednym punkcie Łoźiński jest lepszy - jego tłumaczenie przezwiska
          Aragorn
          > a
          > 'Strider' na 'Łazik' jest o niebo lepsze od 'Obieżyświata' Skibniewskiej,
          > którego nie trawie.

          Łazik to mi się kojarzy z pojazdem księżycowym, a nie wędrowcem. Tłumaczenie
          pani Skibniewskiej, ma swój urok i rytm, może to dlatego, że powstało
          kilkadziesiąt lat temu, ma pewne archaizmy w leksyce i konstrukcji składni.
          A koledze, który gloryfikuje krzaty, odpowiem, że małe ludki w polskiej
          literaturze spotykała już sierotka Marysia, nazywały się krasnoludki. A te u
          Tolkiena, jako więszke - krasnoludy :)
      • Gość: Nathell Re: definitywnie Łoziński IP: *.sentivision.com 29.08.06, 10:03
        Yhym. Polecam www.republika.pl/tlumok/lozins1.htm
        • Gość: MM Jezus Maria! IP: *.216.41.6.conversent.net 29.08.06, 15:46
          Przyznaje uczciwie, ze nie czytalem nigdy "Wladcy Pierscieni" po polsku. Po
          angielsku wielokrotnie - jak Christopher Lee, od dziesiatek lat niemal co roku :o)

          Obejrzalem sobie porownanie niektorych fragmentow tlumaczenia Skibniewskiej i
          Lozinskiego i musze przyznac, ze upieranie sie Lozinskiego na tlumaczeniu
          wszystkich nazw w moim przekonaniu (a jestem tlumaczem) jest tragiczne. Zabija
          ducha powiesci, robi z niej jakas przekrecona Stara Basn.

          Trzeba wziac pod uwage, ze powiesc ta jest gleboko zakorzeniona w tradycji
          anglosaskiej, jest reakcja profesora Tolkiena na zmiany dziejace sie wokol
          niego. Dlatego nie widze powodu, dla ktorego ktos upiera sie na tlumaczeniu
          doslownie kazdej nazwy. To jakby wyjmuje tekst z oryginalnego kontekstu. Owszem,
          jesli nazwa ta ma jakies wazne znaczenie dla tresci utworu, to nalezy ja
          wdziecznie przetlumaczyc, i tak zdaje sie zrobila Skibniewska. Ale jaki jest
          sens tlumaczenia np. nazwy Rivendell na 'Tajar'? Czy tlumaczenie zyskalo
          cokolwiek na tym? Nie sadze. Lepiej bylo te nazwe zostawic, zachowujac przy tym
          cos z charakteru oryginalu.
          • Gość: zazel Re: Jezus Maria! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:25
            Po pierwsze: nie bronię Łozińskiego. Nie lubię jego tłumaczenia, ale:

            Za przetłumaczeniem nazwy Rivendell stoją te same argumenty, co za przetłumaczeniem innych nazw w Westronie. Bowiem Rivendell to nie nazwa elficka (którą jest Imladris). A nieszczęsne 'Tajar' miałoby znaczyć coś w rodzaju 'Tajny jar' jak sądzę... :P
            • Gość: MM Re: Jezus Maria! IP: *.216.41.6.conversent.net 29.08.06, 16:43
              Ale co to ma do rzeczy, czy nazwa pochodzi z jezyka elfow czy ludzi. Tak jak
              wspomnialem, nie czytalem zadnego z polskich tlumaczen, wiec trudno mi tu
              podawac przyklady, ale nie widze sensu tlumaczenia akurat tej nazwy. Bo jesli
              tak sie upierac przy tlumaczeniu kazdej nazwy, to az sie boje pytac jak
              przetlumaczono nazwe 'Bree'. :o)

              Tajar zupelnie nie oddaje nie tylko znaczenia doslownego nazwy Rivendell (dell
              lepiej przetlumaczyc jako doline lub kotline a nie 'jar'), ale tez i poetyki
              nazwy tego miejsca. Mnie osobiscie kojarzy sie bardziej z hutorem kozackim czy
              osada Tatarow niz z dolina, ktora zamieszkuja elfy. To tak jakby ktos
              przetlumaczyl nazwe miejsca w ktorym sam mieszkam z River Vale na "Nadrzecze". ;o)
          • Gość: grundol1 Re: Jezus Maria! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 16:30
            Najciekawiej to wygląda, gdy czyta się 'Listy' Tolkiena, które niestety w
            polskim tłumaczeniu ukazały się z łozińskimi nazwami. Jest tam np list, w którym
            Tolkien, opisuje na konkretnych przykładach nazw dlaczego nie należy ich
            tłumaczyć, przy czym w polskim wydaniu zostały one właśnie przetłumaczone.
            Paranoja :)
      • Gość: Ryslaw Re: definitywnie Łoziński IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 10:41
        Tlumaczenie (o ile mozna to nazwac tlumaczeniem) Lozinskiego to zenada, wstyd i
        sromota. Na kazdej stronie mozna znalezc srednio 2 byki, a co rusz zdarza sie
        taki, ktory pokazuje, ze Lozinski zna jezyk na poziomie srednio zdolnego ucznia
        gimnazjum.
        • Gość: `tins Re: definitywnie Łoziński IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 14:32
          podpisuje sie dwiema ekami i nogą, że Loziński to chała i chałtura. Pamiętam
          szczególnie dobrze jego konstrukcje pt "Mogilne Kopce" zamiast "Mrocznych
          Kurhanów", hłe, hłe, hłe. Książek nie tłumaczy sie jak leci, klimat jest nie
          mniej istotny niż wierność orginałowi. Tłumacz potrafi i spieprzyć i poprawić
          ksiązkę. Skibniewska przetłumczayła Tolkiena świetnie.
    • toolkien Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 07:42
      Skibniewska, wydanie Muza 2002. Najlepsze i najpiękniejsze tłumaczenie,
      najładniejsza i najporządniejsza edycja - szyty blok książki, twarda,
      lakierowana oprawa POLECAM :)
      Pozdrowionka cieplutkie :)
      • Gość: Dradi Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.szczecinek.lasy.gov.pl 29.08.06, 11:38
        Ja posiadam limitowane wydanie wydane bodajże w 92 przez wydawnictwo Atlantis.
        Ogromna czarna kniga z tłoczonym runicznym symbolem na okładce. Tłumaczenie w
        przekładzie oczywiście pani Skibniewskiej. Do tego dochodzą ilustracje Alana
        Lee, czyli pana na którego wizji plastycznej Śródziemia opierał się Peter
        Jackson kręcąc adaptację "Władcy". W bonusie do książki załączone są mapy
        Śródziemia, trzeba przyznać, że dość szczegółowe.
        Szczerze polecam te wydanie. nie dość, ze tłumaczenie doskonałe, to do tego
        piękne ilustracje.. no i jak to się czyta :) Co prawda, w podróż ciężko takiej
        wielkości książke zabrać, ale do czytania przy kominku nadaje się wpsaniale ;)
        • Gość: konishiko Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: 134.76.70.* 29.08.06, 17:44
          Tez mam to limitowane wydanie (ech, te czasy, zamowienie odbieralo sie w jkiejsc
          tajemniczej ksiergni spod lady...). Rzeczywisccie, ilustracje ma piekne, a
          okladke piekna, czarna i tloczona, ale nie polecam jej n aco dzien. Czyta sie
          okrutnie ciezko, oprawa graficzna poza ilustracjami jest lekko kiczowata, a
          tlumaczenie Skibniewskiej jest chyba sprzed etapu pozniejszach poprawek. Lepiej
          chyba kupic sobei Muze i osobny album lana Lee do poogladania :)

          Z drugiej strony, ciekawe ile to jest teraz warte?
          • paszczakowna1 Muza 29.08.06, 22:04
            Jako posiadaczka obu (limitowanego wydania Amberu i Muzy z 2002 roku), popieram.
            To pierwsze, niestety, do normalnego użytku się nie nadaje z powodu wielkości i
            ciężaru. Wydanie Muzy b. dobre, ładna okładka, druk duży i kontrastowy,
            sympatyczny format, wszystkie dodatki przetłumaczone, drobne lapsusy
            Skibniewskiej usunięte.

            Bez poprawek na 50-lecie (a czy jest juz polskie wydanie z?), ale one nie są
            takie istotne (z wyjątkiem może jednej - nie 'lowlands of the dwarf kingdom',
            tylko 'lowlands to the dwarf kingdom', no ale ja mam obsesje na punkcie
            krasnoludów).
    • Gość: Kajtek Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 09:24
      Niezłe jest tłumaczenie Frąca dla Amberu. I też ładnie wydane.
    • Gość: lukk Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 09:44
      czytalem tlumaczenie Skibniewskiej, a teraz kupielm sobie piekne wydanie z Amberu - duzy format, piekne ilustracje, ktorych autorem jest bodajze facet poproszony przez Jacksona o pomoc przy tworzeniu scenografii do filmu, twarda okladka i co najwazniejsze - dobre tlumaczenie. Mam juz z tej serii cala trylogie, Hobbita, Silmariliion, Niedokonczone opowiesci i zamierzam dalej kupowac :)

      pozdrawiam i mam nadzieje, ze pomoglem
      Lukk
    • the_cause Skibniewska z okładkami Stasysa! 29.08.06, 09:54
      Wspominając stare wydanie Skibniewskiej (z początku lat 80-tych bodajże), nikt
      nie wspomniał, że była to książka b. uboga w ilustracje (i b. dobrze moim
      zdaniem, bo większość obrazków z wypasionych wydań to jakieś infantylne kicze).
      Natomiast okładki każdego z trzech tomów tego wydania to genialne dzieła Stasysa
      Eidrigeviciusa
      • Gość: Lady Re: Skibniewska z okładkami Stasysa! IP: *.acn.waw.pl 29.08.06, 11:38
        Popieram, te okładki to dzieła sztuki i do tego tworzą po złożeniu jeden spójny obraz.. niestety bezskutecznie posukuję tego wydania ;(
        Może jeszcze kiedyś jakieś wydawnictwo sie pokusi o ich użycie-bo napewno WP będzie wydawane jeszcze nie raz
        • toolkien Re: Skibniewska z okładkami Stasysa! 29.08.06, 12:35
          mozesz poszukać na Allegro, niestety osiąga tam ceny kosmiczne :(.
          Pozdrawiam cieplutko, miłego i dobrego dnia :)
        • Gość: mai Re: Skibniewska z okładkami Stasysa! IP: *.icpnet.pl 29.08.06, 19:39
          Hmm... Mam to wydanie w 2 kompletach, trzykrotnie przeczytane, całe w sensie
          spójności książek, z widocznymi śladami zaczytania. Możemy ponegocjować.
          Pozdrawiam
          • Gość: gab Re: Skibniewska z okładkami Stasysa! IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 09:43
            tez jestem szczesliwa posiadaczka tego wydania, ale po 8krotnym przeczytaniu
            przeze mnie i co najmniej 10krotnym wczesniej przez starszego brata, ksiazka
            jest w strasznym stanie :((((((((
      • Gość: titta Czy o te wydanie chodzi? IP: *.botany.gu.se 29.08.06, 14:10
        Czyba komus zareklamuje aukcje ale czy o te wydanie chodzi?
        www.allegro.pl/item122805122_tolkien_wladca_pierscieni_skibniewska_1981.html
      • Gość: willy Tak! To jest super wydanie! IP: *.pools.arcor-ip.net 29.08.06, 19:15
        Jaki klimat - jeszcze zanim zacznie sie czytac!
    • blanka.g1 tolkien wydanie limitowane 29.08.06, 10:48
      nie pamietam niestety kto był tłumaczem ani wydawnictwa ale było wydanie
      limitowane w "Fantastyce" do zamówienia duży format piekne ilustracje złocone
      litery certyfikat unikalności.........nie wiem czy najlepsze ale ładne pod
      kątem wizualnym osobiście czytałam trzytomówkę chyba wydawnictwa AMBER na
      papierze klasy VIII ;(
      • Gość: Kajtek Re: tolkien wydanie limitowane IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 10:53
        blanka.g1 napisała:

        > nie pamietam niestety kto był tłumaczem ani wydawnictwa ale było wydanie
        > limitowane w "Fantastyce"

        Tłumaczenie chyba Braiterowej
        • Gość: grundol1 Re: tolkien wydanie limitowane IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 11:20
          Są tylko trzy tłumaczenia Władcy: Skibniewskiej, Łoźińskiego oraz Marii i
          Cezarego Frąców. Dwa pierwsze w kilku wersjach. Braiter tłumaczyła Hobbita.
          • Gość: jood Re: tolkien wydanie limitowane IP: *.internetdsl.tpnet.pl 04.09.06, 22:06
            Łozińskiego, a nie "Łoźińskiego". Twojej wersji nawet nie da się wymówić.
    • omnipotent1 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 29.08.06, 11:50
      A czemużby nie w oryginale -
      www.empik.com/search.jsp?query=tolkien¤tCategory=1000000&wyszukajW=2&searchForeign=on&searchLanguage=&pageNumber=1
    • Gość: dragonfly Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.centrala.kbsa / *.kredytbank.com.pl 29.08.06, 12:47
      tł. Maria i Cezary Frącowie
      Amber, Warszawa 2001-2002 (z il. Alana Lee)
      W twardej oprawie z obwolutą, szyte. Trzy tomy.
      Ja posiadam to wydanie i w spokoju ducha polecić mogę! :)

      p.s. "Władca..." nie jest trylogią, o czym sam autor nawet wspomina we wstępie!
    • Gość: ja Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.215.219.81.static.kielce.msk.pl 29.08.06, 13:12
      najlepsze było wydanie Jerzego Łozińskiego.
      • Gość: grundol1 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 13:33
        Nie prowokuj. Zresztą spójrz parę postów w góre.
    • Gość: MArta Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 15:38
      te stare w prezkladzie Skibniewskiej
    • Gość: garnek Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.u.mcnet.pl 29.08.06, 17:05
      Generalnie każde dobre byleby w tłumaczeniu marii skibieniewskiej. Pozdrawiam C.
    • the_cause Skibniewska jest momentami lepsza od Tolkiena! 29.08.06, 17:20
      Oczywiście trochę żartuję, ale... Po pierwszej lekturze WP w tłumaczeniu
      Skibniewskiej byłem oszołomiony zdaniem z Powrotu Króla, o końcu Nazguli, które
      wpadły w ogień Barad-Dur (darujta, jeżeli coś przeinaczam):

      "I w to serce nawałnicy z krzykiem, który wzbijał się ponad cały ten zgiełk,
      rozdzierając skrzydłami chmury wtargnęły jak ogniste pociski Nazgule, aż porwane
      w wir walących się gór i rozszalałego nieba one także rozprysły się, spopieliły,
      zginęły."

      Jak przeczytałem to zdanie w oryginale to doznałem rozczarowania. Polskie
      tłumaczenie jest po prostu powalające!
      • Gość: Andrzej Re: Skibniewska jest momentami lepsza od Tolkiena IP: *.e-wro.net.pl 30.08.06, 10:10
        Własnie w tym może tkwi część problemu. Uważam, że tłumaczenie Skibniewskiej ma
        jednak trochę inny charakter niż oryginał. Jest *bardziej* epickie. Lektura
        Łozińskiego po uprzednim zapoznaniu się z tłumaczeniem Skibniewksiej mocno
        rozczarowuje wg mnie własnie ze względu na inny klimat, choć chyba bliższy
        oryginałowi (pomimo tysięcy lapsusów).
    • Gość: dsa tylko tlumaczenie Łozińskiego IP: *.multicon.pl 29.08.06, 17:26
      Najlepiej czytac oczywiscie w oryginale, ale powiadam wam Łoziński znacznie bardziej przypadl mi do gustu. Podobne zdanie maja angielscy studenci studiujacy filologie w Polsce (sa tacy) - oni rowniez popieraja Łozińskiego.
      • Gość: Ryslaw Re: tylko tlumaczenie Łozińskiego IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.08.06, 18:00
        Tylko nie tlumaczenie Lozinskiego. Jak mozna polecac twor tak pelny bledow?
        Jestem anglista z wyksztalcenia i uwazam, ze tlumaczenie Lozinskiego to kpina.
        Nieporadna jezykowo, pisana fatalna polszczyzna kpina.
      • pacal2 pss i o czym to niby świadczy? 29.08.06, 18:01
        też mi autorytety znalazłeś.

        Angielscy studenci, nawet po kilku latach pobytu w Polsce, nie są w stanie znać
        perfekcyjnie języka polskiego, więc nie są w stanie ocenić stylu, delikatnych
        różnic odcieni znaczeniowych, gry słów itp.

        Tak naprawdę, kompetentnie wypowiedzieć w tej sprawie mogłaby się jedynie osoba
        wychowana od niemowlęctwa w domu, w którym używano zarówno języka polskiego,
        jak i British English i utrzymująca cały czas żywotny kontakt z obydwoma językami.
    • Gość: tolkien Oby nie Lozinski tylko !!! IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 29.08.06, 20:47
      Ja mam Skibniewskiej wydawnictwo Muza.nowe fajne wydanie
    • Gość: gośc Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.lodz.mm.pl 29.08.06, 22:52
      Najlepsza jest wersja angielska.
      • Gość: janka Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 13:07
        Przeczytałam w oryginale, i... Skibniewska jest "lepsza". Serdecznie polecam.
    • Gość: Melkor Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: 62.233.164.* 29.08.06, 23:24
      Najlepsze wydanie Tolkiena to wydanie Czytelnika chyba z 1981 r.
      Ma swój klimat, tłumaczenie Skibniewskiej i te rysunki Stasysa są naprawdę
      intrygujące.
      Ja czytałem to wydanie Tolkiena w odległych czasach stanu wojenego, kiedy
      rozjaśniało mi ono mroki szarzyzny sawiata doczesnego.
      No i to czekanie kiedy w bibliotece zwolni się kolejny tom wyporzyczony przez
      innych czytających (zdążyłem przeczytać pierwszy tom 2 razy zamin udało mi się
      zdobyć kolejne).
      BTW. wolę pierwotne tłumaczenie Skibniewskiej niż te późniejsze zabawy ze
      zmienianiem jakichś drobiazgów co niby lepiej pasują. A Łoziński to dla mnie
      jakieś zupełne nieporozumienie.
      • Gość: gab Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 09:49
        ja tez jestem przyzwyczajona do "pierwszej" skibniewskiej i tez troszke smiesza
        mnie te poprawki co niby lepiej pasuja. ale tak naprawde kazdy jest chyba
        przyzwyczajony do tej ksiazki, ktora przeczytal jako pierwsza.
      • Gość: grundol1 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.06, 10:31
        Bez przesady. Te 'zabawy' to właściwie zmiana kilku nazw i dopasowanie
        tłumaczenia do nowej wersji orginału, bo on też był poprawiany. Zmiany jak
        najbardziej uzasadnione - dzisiaj po wydaniu 12 tomów historii Śródziemia wiele
        nazw można przetłumaczyć lepiej i trafniej, niż mogła to zrobić Skibniewska.
    • Gość: gość Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: 194.146.251.* 30.08.06, 11:59
      Gdyby autorką WP był duet Tolkien/Skibniewska, książka byłaby uważana dzisiaj
      za wybitną literaturę. Tolkien nie był bowiem pisarzem, był językoznawcą,
      filologiem, nie potrafił pisać, to do czego przywiązywał największą wagę, czyli
      język, jest na bardzo niskim poziomie i nie zasługuje na miano literatury. I w
      tym ujęciu wartość WP lepiej oddał Łoziński, gdyż Skibniewska utwór
      uszlachetniła, podniosła na wyższy poziom, zrobiła z niego literaturę. Tolkien
      poniósł na tym polu spektakularną klęskę, jego rozwlekły, a przy tym prosty i
      monotonny styl nie mógł nikogo zachwycić, w przeciwieństwie do dziecinnie
      naiwnej fabuły, która stanowi zręczną i pomysłową kompilację najbardziej
      ogranych i najpopularniejszych motywów rozmaitych mitologii, od greckiej po
      celtycką (w kategoriach postmodernistycznych to jest wartościowe dokonanie).
      Nagły wzrost popularności książki, który nastąpił dopiero w kilkanaście lat po
      jej publikacji, skonsternował Tolkiena, który nie chciał być postrzegany jako
      prostoduszny bajarz. Nie zdążył już jednak tego zmienić, zaś w późniejszych
      latach, jego syn dołożył starań, by legenda JRR-bajarza trwała i rozrastała
      się, przynosząc spore dochody. Tym niemniej autorstwo większości tekstów
      wydanych już po śmierci JRR lecz jemu przypisywanych jest dzisiaj powszechnie
      kwestionowane przez tolkienistów, gdyż - jak się wydaje - zostały napisane
      przez Christophera w oparciu o notatki, uwagi i brudnopisy JRR powstałe w
      czasach tworzenia WP i z tym wyłącznie dziełem związane, nie zaś jako
      autonomiczne teksty i pomysły do kolejnych utorów.
      • Gość: Janka Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.wawel.org.pl 30.08.06, 13:12
        Dlatego jak ktoś lubi czytać "literaturę" to czyta Skibniewską, jak by Anglicy
        znali polski to też by ja wybrali. Poza tym to sie czasem zdarza że tłumaczenie
        jest wybitniejsze niż oryginał. To przecież tak naprawdę napisanie ksiażki na
        nowo w nowym świecie językowym, a jak tłumacz wybitny i ma natchnienie wychodzą
        wspaniałe rezultaty.
      • Gość: grundol1 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.06, 13:12
        Większość tego co napisałeś to oczywiste bzdury, powtarzasz stare argumenty
        tolkienofobów

        1."Tolkien poniósł na tym polu spektakularną klęskę, jego rozwlekły, a przy tym
        prosty i monotonny styl nie mógł nikogo zachwycić"
        Jak nie mógł zachwycić, to skąd te miliony czytelników i tysiace fanów?

        2."stanowi zręczną i pomysłową kompilację najbardziej ogranych i
        najpopularniejszych motywów rozmaitych mitologii, od greckiej po celtycką".
        Mitologia Śródziemia nie powstała w oparciu o mitologie grecką ani celtycką.
        Sam Tolkien w jednym listów wyśmiewa recenzenta który w Silmarilionie wydział
        wpływy celtyckie. A na mitologii to Tolien akurat sie znał.

        3."Nagły wzrost popularności książki, który nastąpił dopiero w kilkanaście lat
        po jej publikacji, skonsternował Tolkiena"
        I Hobbit, I Władca osiągnęły natychmiastowy sukces zaraz po opublikowaniu.
        Tolkien absolutnie nie był tym skonsternowany, żałował jedynie, że przyszedł on
        pod koniec życia (Tolkien miał 62 lata w momencie wydania Władcy).

        4."Tym niemniej autorstwo większości tekstów wydanych już po śmierci JRR lecz
        jemu przypisywanych jest dzisiaj powszechnie kwestionowane przez tolkienistów"
        To już kompletna bzdura. Po śmierci Tolkiena zostały wydane Silmarilion i
        12.tomowa Historia Śródziemia, przy czym tylko Silmarlion to autonomiczny utwór.
        Historia Śródziemia to właśnie zbiór notatek, uwag i brudnopisów JRR z
        komentarzem Christophera, więc nie trzeba kwestionować autorstwa bo jest znane
        (notatki JRR, komentarz Christopher).
      • Gość: paszczakowna1 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.iim.pl 30.08.06, 14:01
        Takiego nagromadzenia nonsensów nt Tolkiena dawno nie czytałam. I gdyby nie
        kombinacja ignorancji i napuszonego stylu wypowiadającego się, nawet bym nie
        odpowiadała...

        > Tolkien nie był bowiem pisarzem, był językoznawcą,
        > filologiem,

        A Conrad nie był pisarzem, tylko marynarzem, a Czechow nie był pisarzem, tylko
        lekarzem, a Prus dziennikarzem, a ... Kto to jest "pisarz"?

        > język, jest na bardzo niskim poziomie i nie zasługuje na miano literatury.

        Twierdzi kto? Dziwny trafem, język tej nie-literatury jest tematem setek prac
        naukowych. (Polecam analiza T.A. Shippeya, był tłumaczony na polski)

        > jego rozwlekły, a przy tym prosty i
        > monotonny styl nie mógł nikogo zachwycić,

        Jeszcze dziwniejszym trafem, sporo ludzi (my humble self included) właśnie
        językiem się zachwyca. Tobie sie nie podoba - OK, ale nie twierdź, że nikomu.
        Mam zresztą nieodparte wrażenie, że WP w oryginale nie czytałeś jeśli styl
        Tolkiena określasz jako "monotonny".

        > Tym niemniej autorstwo większości tekstów
        > wydanych już po śmierci JRR lecz jemu przypisywanych jest dzisiaj powszechnie
        > kwestionowane przez tolkienistów, gdyż - jak się wydaje - zostały napisane
        > przez Christophera w oparciu o notatki, uwagi i brudnopisy JRR powstałe w
        > czasach tworzenia WP i z tym wyłącznie dziełem związane, nie zaś jako
        > autonomiczne teksty i pomysły do kolejnych utorów.

        Mam także wrażenie, że ani w środowisku tolkienistów się nie obracasz
        ("powszechnie kwestionowane przez tolkienistów" to jawny nonsens), ani History
        of Middle Earth czy Unfinished Tales nie czytałeś. Z wyjątkiem jednego
        Silmarillionu (gdzie faktycznie, większość jednego rozdziału jest autorstwa C.
        Tolkiena, czego zresztą Christopher wcale nie ukrywa), książki te są zbiorem
        oderwanych tekstów J.R.R. Tolkiena z redakcyjnymi i krytycznymi -komentarzami-
        jego syna (i tylko w tym sensie są "napisane przez Christophera").

        > notatki, uwagi i brudnopisy JRR powstałe w
        > czasach tworzenia WP i z tym wyłącznie dziełem związane, nie zaś jako
        > autonomiczne teksty i pomysły do kolejnych utorów.

        Człowieku, Tolkien swoje legendarium tworzył od 1917 roku (WP od 1937) do
        śmierci (1973). Pierwszą wersję Silmarillionu chciał publikować w kilka lat
        przed rozpoczęciem pisania WP. I czym jest np "Debata Finroda i Andreth"
        (napisana po WP), jeśli nie "autonomicznym tekstem"?
    • kiper29 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 30.08.06, 12:11
      Jeśli chodzi o tłumaczenie, to tylko Skibniewska.
      • Gość: cav Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.neoplus.adsl.tpnet.pl 30.08.06, 13:15
        Trzeba też pamętać o fragmantach poetyckich w "Władcy"- przełożył je w wersji
        Skibniewskiej ktoś inny, nie pamiętam niestety nazwiska, i zrobił to świetnie.
        To kawałki dobrej, polskiej poezji. Wiersze w przekładzie Łozińskiego to
        niestety kicz.
    • Gość: Ewa Re: Najlepsze wydanie Tolkiena IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.08.06, 15:19
      Zdecydowanie Skibiniewska. A jesli lubisz ładnie wydane książki - skuś się na
      to w twardej oprawie. Zaleta: dość trwałe, a parę lat temu nawet niedrogie
      (teraz?????)
      • jersey.girl Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 30.08.06, 18:17
        Warto pokusic sie o przeczytanie w oryginale - polecam wydawnictwa Del Ray.
        Mozna niezle podszkolic angielski, osoba na sredniozaawansowanym poziomie +
        slownik powinna dac rade. Mam tez wydanie polskie - Lozinskiego, odpadlam po
        50 stronach. Szegolnie denerwowaly mnie tlumaczenia nazw wlasnych, "Hobbitowo"
        jest juz przegieciem.
    • iothe Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 30.08.06, 19:23
      Dla mnie jedyne, kultowe i z wielkim trudem zdobyte w antykwariacie jest wydanie Czytelnika z 1981 roku w tłum. Marii Skibniejwskiej. Twarda oprawa z obwolutą, szyte strony, duży format, duży druk i (tylko w tym wydaniu sie z tym spotkałam) tekst niewyjustowany po prawej stronie.
      • profes79 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 30.08.06, 21:42
        Tlumaczenie Lozinskiego to calkowita porazka. Ktos wyzej sie nim zachwycal -
        polecam wiec przeczytanie Diuny Herberta - w oryginale, w pierwotnym
        tlumaczeniu (niestety nie pamietam tlumacza)i w tlumaczeniu Lozinskiego. Jak po
        raz pierwszy ujrzalem "piaskale" i "wolanie" to cos mnie tknelo i spojrzalem na
        nazwisko tlumacza... Mam nadzieje, ze juz nigdy i nic z fantastyki ten facet
        nie przetlumaczy. Poki co snia mi sie koszmary, w ktorych bierze sie za
        tlumaczenie Swiata Dysku Prattcheta... :)
        • witch.abroad Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 01.09.06, 10:19
          > Poki co snia mi sie koszmary, w ktorych bierze sie za
          > tlumaczenie Swiata Dysku Prattcheta... :)
          Auuu! to rzeczywiscie bylby horror! Choc jak zaczelam czytac tlumaczenie The
          Wee Free Man w wykonaniu niejakiej pani Malinowskiej-Grupinskiej, gdzie
          bohaterka zamiast Tiffany Aching nazywa sie, nie wiedziec czemu, Akwila
          Dokuczliwa, to krew mnie zalala i po dwoch rodzialach rzucilam tym w kat.
          Rownie udany przeklad jak wszelkie "dziela" lozinskiego!!!
    • elenna18 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 01.09.06, 23:30
      Zdecydowanie w tłumaczeniu Skibniewskiej.(wiersze Tadeusz A, Olszański i
      Włodzimierz Lewik). Obecnie nie dostaniesz już raczej porządnych, starych
      wydań. Ja mam nowe - z Muzy. W sumie nie narzekam, chociaż mapki są
      zdecydowanie za małe.
    • op.1 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 03.09.06, 13:26
      W języku polskim najlepsze jest wydanie Łozińskiego. Aż się łezka w oku kręci
      jak się patrzy na dzisiejszy prymitywny i okrojony język polski. Jak się
      wstydzimy polskiego to może najlepiej przejść na angielski - po co się wysilać.
      Na początku odmiany - hobbitów czy Łazik (Aragorn) mogą trochę drażnić, ale
      bogactwa językowego opisów nie da się porównać do Skibniewskiej.
      • profes79 Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 03.09.06, 21:30
        Przepraszam, jakiego bogactwa jezykowego? Czy ty na pewno czytales ta
        ksiazke? :) Wierz mi, ze po przeczytaniu oryginalu w tlumaczeniu Skibniewskiej
        takze zauwazam niescislosci (nie jest ich bynajmniej malo) jednak tlumaczenie
        Skibniewskiej wierniej oddaje ducha orginalu, podczas gdy Lozinski wierniej
        oddal tresc. Lepiej? Gorzej? Dla mnie zdecydowanie gorzej. Przetlumaczyc
        doslownie kazdy pajac ze slownikiem w reku bedzie potrafil. Przetlumaczyc
        trzymajac "ducha" ksiazki juz nie jest tak latwo.
        Podam przyklady: Piers Anthony - "Xanth"; Cook Glen - "Czarna Kompania";
        Hebert - "Diuna" - ta ostatnia mozna znalezc w tlumaczeniu Lozinskiego -
        koszmar. Jak ktos zna dwie z pierwszych ksiazek, niech chwile sie zastanowi
        jakby wygladaly w tlumaczeniu Lozinskiego? Ja mu nie odmawiam ogolenj wiedzy
        teoretycznej, ja mu odmawiam jakielkolwiek wiedzy o literaturze fantasy. Jak
        sie tacy tlumacze biora do tlumaczenia, to potem wychodza kwiatki typu "mine
        (ang) - mina(pl). W kwestii wyjasnienia - chodzi o kopalnie :) Poza tym polecam
        zajrzenie na prywatne forum tolkienowskie (adres mam w wizytowce) i poszukanie
        watku zwiazanego z praca doktorska z filologii angielskiej porownujaca
        tlumaczenia Tolkiena w wydaniu Skibniewskiej i Fracow. Godne uwagi, acz nie
        udalo mi sie jeszcze przez calosc przebrnac. POnizej zamieszczam link -
        niestety nie aktywny bo nie wiem jak go zrobic :P.

        losiaki.neostrada.pl/ma/TolkienThesis.pdf
    • dok_wynedzy Re: Najlepsze wydanie Tolkiena 04.09.06, 23:39
      Jako tłumacz Skibniewska najlepsza jest i będzie; wydawnictwo amber pięknie
      prezentuje się na półce (ilustracje Alana Lee można sobie pooglądać) w trakcie
      czytania rozpada się i niezbedną staje się taśma mocnoklejąca. Prezent PIĘKNY
      aczkolwiek NIEPRZYDATNY dla człowieka który co czas jakiś odczuwa mus
      wewnętrzny by się wgłębić i znów zatracić.
      P.S. Chwila słabości i nick straszny przepraszam jakem blusława

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka