Gość: Julia Kania
IP: *.opole.cvx.ppp.tpnet.pl
03.03.03, 14:11
Chciałabym krzyczeć:Rodzice kochajcie swoje dzieci!Bądźcie dla
nich ostoją, ufajcie im, słuchajcie ich. Jestem już dorosłą
kobietą, założyłam swoją rodzinę, mam dwie córki 15-sto i 6-
letnią, wspaniałego męża i...wciąż borykam się z problemami
mojego dzieciństwa. Mój ojciec od kiedy pamiętam pił i to z
biegiem czasu coraz więcej. Matka, którą kochałam ponad życie
nie potrafiła nic w naszej sytuacji zmienić. Ojciec molestował
nas psychicznie i fizycznie. Nie mogłam znieść kiedy bił i
wyzywał moją śliczną i kochaną mamę. Matka płacząc po każdej
takiej awanturze...dalej nie robiła nic. Działo się coraz
gorzej, ja dorastałam i dorastał mój bunt przeciwko tej
sytuacji. Moja wrażliwość na krzywdę ludzką, niesprawiedliwość
nie pozwalała mi funkcjonować w tym "układzie" - ojciec tyran,
matka ofiara. Próbowałam walczyć o zmianę sytuacji i usłyszałam
całą prawdę, że to dla mnie mama próbuje uratować rodzinę i
poświęca się i cierpi, a ja jestem coraz bardziej podobna do
ojca; niedobra, nieczuła...Ojciec nigdy ze mną nie rozmawiał,
nie interesował się moimi problemami. On był biedny i musiał
pić. Powoli traciłam poczucie co jest dobre, a co złe. Nie byłam
kochana, czułam to coraz bardziej. Rodzice byli zajęci swoją
walką. Ominęło mnie szczęście, poczucie bezpieczeństwa, miłość,
radość z bycia razem. Teraz jako 37-letnia kobieta próbuję
tworzyć zupełnie inny model rodziny. Kochamy się wszyscy,
uwielbiamy spędzać ze sobą czas, celebrujemy wspólne kolacje, z
obiadami jest różnie. Tylko nade mną czasem gromadzą się chmury,
z byle powodu tracę poczucie własnej wartości, mam wrażenie ,że
znowu jestem tą odrzuconą dziewczynką, dopada mnie znajome
niedobre samopoczucie, że jestem do niczego i to odbija się na
kondycji całej rodziny. Otrząsam się z tego i znowu jest dobrze,
ale tylko ja wiem ile to wymaga wysiłku i energii. Moja rodzina
byłaby szczęśliwsza, gdybym ja wyrosła w szczęśliwej rodzinie. I
tak to się toczy. Dzieci są bardzo wrażliwe, tak łatwo zranić
ich uczucia. Jestem lekarzem i tyle razy jestem świadkiem jak
słowami można skrzywdzić dziecko, bo nie jest takie jak byśmy
chcieli żeby było. A dzieci oddają nam to co my im dajemy przez
całe dzieciństwo. Kochamy je to i one nas kochają. Jak miło jest
słyszeć, kiedy idę dać buzi na dobranoc "Mamo kocham cię, jesteś
taka delikatna, mięciutka" i widzieć uśmiech na zasypiającej
twarzyczce. I jestem szczęśliwa, w takich momentach rozwiewają
się moje chmury. JK.