rozyczka37 27.10.06, 08:04 czy mogę tu zamieścić swoje opowiadanie i poprosić o ocenę? Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
rozyczka37 Re: Nieśmiało spytam: 27.10.06, 11:26 Dziękuje. Już wkleiłam na "Wydawnictwa i ich obyczaje" Tu też możecie się nad nim pastwić :-) -------------------------------- I Choć była już połowa kwietnia, tego dnia pogoda nie była najładniejsza. Padało od rana i gdy o wpół do dziewiątej Alicja wychodziła z domu to szron pokrywał jeszcze trawniki i dachy domów. Alicja wsiadła do tramwaju, usiadła za motorniczym i już po chwili zapadła w odrętwienie. Wpatrując się w zmatowiałą szybę, dostrzegła i rozpacz i strach i jakąś nie określoną tęsknotę. - Jak zwykle - powiedziała na głos. A tramwaj huczał, dzwonił i kołysał ją aż do chwili gdy zeń wysiadła i weszła w pustą jeszcze uliczkę. II Biuro mieściło się w zniszczonym, poniemieckim domu z oknami zupełnie zarośniętymi przez bluszcz. Furtka skrzypiała przeraźliwie i Alicja mocowała się z nią przez dłuższą chwilę. Kobieta, która jej otworzyła drzwi, miała około pięćdziesięciu lat, rude, spięte w kok włosy i bardzo zwartą budowę. - Witaj, moje dziecko!- przywitała ją - Wejdź, proszę. Ostrożnie, jakby z ociąganiem, Alicja weszła do wyłożonego zielonymi płytkami przedpokoju. Zdjęła płaszcz, odwiesiła go na stojący nieopodal wieszak i przywitała z właścicielką. Po chwili znalazła się w dużym pokoju, zawalonym po brzegi książkami, starymi rocznikami czasopism i najrozmaitszymi fotografiami. - Jak w teatrze - pomyślała rozglądając się. I odczuła coś, co można było nazwać rozczarowaniem, gdyż zupełnie inaczej wyobrażała sobie owo miejsce. - Usiądź tutaj, gołąbeczko - usłyszała. Alicja odstawiła torbę i usiadła na brzegu obitego zielonym pluszem fotela. - Ja w tym czasie zaparzę kawy - powiedziała pani Zofia i podreptała do kuchni, skąd dobiegał ż głos awanturującego się już czajnika. Alicja rozejrzała się po pokoju. Był ciemny z niewielkim oknem wychodzącym na ogród. Pełen kwiatów, starych płyt i obrazów, trochę ją przytłaczał. By skrócić oczekiwanie, zapaliła papierosa. Usiadła wygodniej, oparła głowę o oparcie fotela i przymknęła oczy. Nie wiadomo dlaczego w tym – z pozoru - przyjaznym domu czuła się dziwnie i obco. Zupełnie nie na miejscu. Ocierający się o jej nogi kot wyczuł jej niepokój. Wskoczył na kolana i kręcąs się w kółko próbował się na nich ułozyć. Alicja znisła to wszytsko bez słowa protestu. - O, widzę, że Syriusz już się z tobą zaprzyjaźnił - powiedziała pani Zofia, wnosząc na tacy dwie filiżanki kawy oraz upieczone przez siebie ciasteczka. Alicja zgasiła papirosa i pogłaskała kota. - To dobry znak - dodała pani Zofia uśmiechając się i do kota i do Alicji. Robiąc dużo hałasu odstawiła naczynia na przykryty kolorowym batikiem stolik i wzięła do ręki karty. Alicja zdziwiła się jeszcze bardziej. - Zazwyczaj tego nie robię – rzekła wyjaśniającym tonem pani Zofia - ale dla ciebie zrobię wyjątek. Alicja nawet nie zaprotestowała i z wielką uwagą i nie mniejszym niedowierzaniem przysłuchiwała się temu, co mówiły karty. Po jakichś dziesięciu minutach pani Zofia przestała mówić. Odłożyła karty i podniosła filiżankę z kawą. Była z cieniutkiej porcelany, pełna wyblakłych róż. Prześliczna. - Widzisz, moje dziecko, tylko tyle zostało mi z dawnego życia – powiedziała - Kilka filiżanek, książek. Tamten gramofon, co stoi na szafce, no i wiele wspomnień. Gorzkich jak migdały. Ze smutnym uśmiechem odłożyła filiżankę, przysunęła w stronę gościa talerzyk z ciasteczkami i zapytała. - Ale pomówmy o tobie. Co cię, do mnie, moje dziecko, sprowadza? Alicja poprawiła się w fotelu. Kot zeskoczył z kolan i odszedł w kierunku kuchni. Starając się ukryć zmieszanie, dziewczyna pochyliła się nad stolikiem i wzięła do ręki filiżankę. Przybliżyła ją do twarzy. Szary dym unosił się i rozprzestrzeniał. Omywał jej twarz i ręce. Łagodził rysy i stres. Alicja ostrożnie podniosła filiżankę do ust i spróbowała napoju. Był wyśmienity. - To specjalna mieszanka – usłyszała - bardzo stara recepta - wyjaśniająco dodała pani Zofia - ot, wspomnienie dawnych lat. Alicja wypiła jeszcze jeden łyk. Spojrzała na panią Zofię, która uśmiechała się najsympatyczniejszym uśmiechem starej, znającej życie ciotki. Szybko odstawiła filiżankę i nerwowo skubać frędzle szala, odpowiedziała. - To proste. Prowadzi pani biuro. A ja czuję się samotna. Zresztą, odkąd tylko pamiętam. Tu wzięła głęboki oddech, jak ktoś kto za chwilę na długo ma wejść w wodę i dodała: - Owszem, mam znajomych, ale to nie jest nic szczególnego. Ja, wie pani, szybko się nudzę. Do tej pory nie miałam wiele szczęścia. Jeszcze raz spojrzała na gospodynię, odsunęła filiżankę i nie patrząc już na nic, zakończyła: - A interesują mnie zarówno mężczyźni jak i kobiety. Pani Zofia, ciągle uśmiechnięta, dopiła kawę, odstawiła filiżankę na brzeg stolika i wolno powiedziała: - Tak! Mam duże doświadczenie. Biuro prowadzę od piętnastu lat. Chodź, dziecko. Pokażę ci katalogi i wyjaśnię jak działam. I z saloniku przeszły do przylegającego doń pokoju, z kartoteką niczym w bibliotece. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: EWa Re: Nieśmiało spytam: IP: *.CNet.Gawex.PL 27.10.06, 15:03 Korekta rzeczywiście niezbędna. To już całe opowiadanie? Odpowiedz Link Zgłoś
rozyczka37 Re: Nieśmiało spytam: 27.10.06, 15:28 Nie, to tylko początkowy fragment. Dziękuję za uwagi. Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: daria13 Re: więcej IP: *.crowley.pl 27.10.06, 16:07 A dużo jeszcze tego jest, bo mnie zaciekawiłaś:) Dawaj więcej! P:) Odpowiedz Link Zgłoś
rozyczka37 Re: więcej 27.10.06, 16:33 OK. Wklejam dalszy ciąg. ----------------------- III Hotelowy hol wydał się jej dużo większy niż kiedykolwiek. Nudząc się bezgranicznie, paliła jednego papierosa za drugim. To było już czwarte spotkanie z klientem pani Zofii. Poprzedni także się jej nie spodobali. Najpierw czterdziestoletni biznesmen. Owszem, przystojny, wyciszony, ale nie tego oczekiwała. Potem smutna bibliotekarka którą nawet polubiła i w której opowieściach znalazła fragment swego życia. Jakiś sportowiec w nieokreślonym wieku. A teraz ten! - Jak pani Zofia mogła aż tak się pomylić? - pytała zdumiona. - To chyba jakiś koszmar - pomyślała patrząc na niego. Krzysiek, bo tak się jej przedstawił, wydał się jej wprost odrażający. - Świat pełen jest idiotów - myślała, patrząc jak tamten, zadowolony z siebie, ciągle o czymś jej opowiadał. A gdy rozmowa, a właściwie bezładny monolog nie pozwalał jej spokojnie oddychać, po prostu wstała i wyszła bez słowa. Wychodząc, zdążyła zauważyć bezgraniczne zdumienie, rysujące się na tamtej twarzy. Zapomniała o tym spotkaniu natychmiast. - Ciekawe w jaki sposób pani Zofia ich dobiera? - zapytała jeszcze otwierając drzwi i wchodząc do domu. - Chyba zrezygnuję z tych spotkań - dodała. Rozebrała się i weszła pod prysznic. Telefon zadzwonił około dwudziestej. - Wiem, gołąbeczko, że ci przeszkadzam - usłyszała znajomy głos - ale trafił mi się ktoś całkiem wyjątkowy. Alicja odłożyła słuchawkę. Po minucie telefon zadzwonił ponownie. - Będziemy u ciebie za godzinę - zdążyła usłyszeć. Tym razem telefon przefrunął przez pokój i osiadł na jednej z półek. Ale po trzydziestu minutach w wypełnionym Allegro vivace mieszkaniu, ubrana w najlepszą sukienkę, siedziała w fotelu i czekała na dzwonek u drzwi. Nie czekała zbyt długo. Pani Zofia była bardzo punktualna. IV Mężczyzna miał około czterdziestu lat. Wysoki, dobrze utrzymany, miał nienaganne maniery i tylko dwa wymagania. Alicja, z początku niepewna i rozdrażniona, już po kilku minutach przyglądała mu się z zainteresowaniem. Po krótkiej rozmowie, dowiedziała się, że do Polski przyjechał po raz pierwszy. Ot, na kilka dni. Wierząc, że pani Zofia zadba o wszystko i jak należy przygotuje. Pani Zofia - pełniąc honory gospodyni - podekscytowana niczym nastolatka, zaprosiła wszystkich do chińskiej restauracji w pobliżu rynku. Alicja przyjęła zaproszenie. Poszli tam spacerkiem. Restauracja była prawie pusta. Po kilkunastu minutach, pani Zofia dyskretnie wymówiła się obowiązkami i zostawiła ich samych. Rozmowa rwała się jak wyprany sweter. Wszędzie pełno było dziur i niejasności ale Alicja była już zdecydowana. - To jedyna możliwość - mówiła sobie, starając się zachować spokój. Niemiec był bardzo konkretny. Już na początku opowiedział o sobie i przedstawił swą propozycję. - Das ist einfach - mówił. Oczywiście, zrozumiała wszystko. Nawet się nie zdziwiła. Frederick, bo tak miał na imię, miał duży dom na przedmieściach Bremy i od lat szukał wyrozumiałej żony oraz kamienia filozoficznego. To właśnie z tym ostatnim związane były niezwykłe wymagania w stosunku do kandydatki. Po pierwsze: każdego ranka, między siódmą trzydzieści a ósmą piętnaście, przyszła żona ma obowiązek rozmawiać z ptakiem, kupionym na bazarze w Souse. Ptak ów - zgodnie z zapewnieniem swego poprzedniego właściciela - posiadł cudowną moc i któregoś dnia przekazać miał niezwykłą informację. Niezbędną do rozwiązania alchemicznej reguły. Po drugie: mocz oddawać będzie do specjalnej, kobaltowej butelki. To była ta część rutułu, której - jak dotąd - nie poddała się żadna z kandydatek. Dla ALicji było to bardziej niezwykłe niż kręmpujące ale zgodziła sie także i na to. Zaufała przyszłemu mężowi i przyjęła warunki. Po dwóch miesiącach odbył się ślub i kilka dni potem - jako pani Moelber - zamieszkała razem z ptakiem i Frederickiem w domu o granitowych podłogach i niezwykle wysokich pokojach. --------------------- To jeszcze nie koniec :-) No i co? Chciecie dalszą część? Odpowiedz Link Zgłoś