Gość: Max IP: *.acn.waw.pl 30.06.03, 18:43 Co sądzicie o tej prozie ,poezji ,baśni trochę trudno to klasyfikować... Odpowiedz Link Zgłoś Obserwuj wątek Podgląd Opublikuj
Gość: vin To co sadzi o tej ksiazce IP: *.w80-15.abo.wanadoo.fr 30.06.03, 19:11 pan Karol Maliszewski : Czytając nową książkę Bogdana Loebla pt. „Złota trąbka”, odnosi się wrażenie, że mamy do czynienia z czymś w rodzaju osobistego dokumentu, w którym artystyczna kreacja utrzymywana jest w ryzach pamięci, w strukturze przeżyć sprzed wielu lat. Smak prozy wyrastającej na podglebiu własnych, intensywnych przeżyć jest wyjątkowy i właściwie nie do podrobienia. Autor w rozmowie z czytelnikami na spotkaniu w wałbrzyskiej bibliotece potwierdził wyraźną autobiograficzność swej książki, która wzięła się z chęci odtworzenia dzieciństwa spędzanego na pograniczu polsko-ukraińskim. Odpowiadając na moje pytania, oznajmił, że powieściowemu Jasieniowi i kilku sąsiednim miejscowościom nawet nie zmienił nazwy. Tak nazywające się wioski nadal tam istnieją. Wspomniał, że niedaleko Jasienia urodził się i spędził dzieciństwo Julian Stryjkowski. Pierwsze czytanie wskazuje na te właśnie tropy – historyczne, korzenne, rodzinne. „To moja mama, to mój tata, a Józio to ja sam” – mówił autor. Mamy więc relację świadka, cenne znalezisko, istotny przyczynek do wielkiej opowieści o duchu pogranicza i tradycji sąsiedztwa. Jest dla mnie sporym zaskoczeniem, że tego typu proza wyszła spod pióra Bogdana Loebla, autora tekstów śpiewanych kiedyś przez Stana Borysa i Brekautów. Cieszę się, że zdążył z tą swoją opowieścią, że w ogóle odważył się ją z siebie wyrzucić. Umierają ostatni świadkowie tego wspólnego bytowania wielu narodowości w przestrzeni pomówień, żalu i wrogości, a więc każdy głos biorący się z autentycznego przeżycia staje się ważny i jest na wagę złota. W atmosferze podminowania i napięcia toczyło się codzienne życie, a dzieci bawiły się wspólnie, mieszając języki i obyczaje. W Jasieniu Polacy byli w zdecydowanej mniejszości. Jednak pozycja ojca Józia, pana leśniczego, wydawała się mocna. Odnosi się wrażenie, że polskość tam dominowała. Inaczej jednak dzieje się w wyobraźni i wrażliwości Józia, którego osaczają wizje mówiące o czymś przeciwnym, o poczuciu zagubienia, o wyczuwanej podświadomej niechęci ze strony uśmiechających się grzecznie Ukraińców. Józio przeżywa to wszystko w dwójnasób, odbierając wszystkie przeczucia raz jako „Lach”, syn Polaka, to znowu jako „prawosławny”, syn Ukrainki. Józio jest więc rozdwojony i niepewny. Często jednak staje po stronie matki, konspiruje przeciwko ojcu, boi się jego surowości. Ciepło, łagodność i zrozumienie napływają od matki. Gdy obydwoje mają jakieś tajemnice, mówią po ukraińsku. Józio nie wyraża tego wprost, ale wiele scen z powieści sygnalizuje rozdarcie, wahanie się między polskością a ukraińskością. Wydawać się może, że to, co ciemne i irracjonalne, strzępy mieszających się ze sobą bajd i legend, staje się synonimem tego, co ludowe, ukraińskie. Pańskie, czyli polskie, jest jakieś oschłe i racjonalne, niesie porządek i organizację, poprzez osobę ojca, piłsudczyka, kojarzy się z wojskiem i karnością. Zdaje się jednak, że w ostateczności górę w powieści bierze polskość, bo przecież symboliczna złota trąbka, widziana w rękach polskiego harcerza, ma swym czystym głosem zbudzić zaklętych rycerzy w Tatrach. Ich przebudzenie rozstrzygnie wszelkie dylematy i wraz z nim powróci jakiś prastary ład. W to gorąco wierzy Józio. Ten chłopiec w ogóle wierzy we wszystko, co zasłyszy. Jak gąbka wchłania w siebie bajki i zabobony, które zaczynają wypełniać jego wewnętrzny świat i doprowadzają do zatarcia się granicy między prawdą a zmyśleniem, jawą a snem. Świadomość Józia balansuje na granicy światów. Nie do końca można mu wierzyć. Ale narrator zawierza mu całkowicie. Wyraźnie jest po jego stronie. Niezwykłość stylu bierze się z charakterystycznie skrzywionej optyki narracji określanej przez dziecięcą nadwrażliwość, skłonność do mieszania porządków rzeczywistości i uciekania w fantazjowanie, a co jeszcze dodatkowo pogłębia gorączka, często trawiąca głównego bohatera. W ten sposób ginie nam z oczu pierwszy plan odczytywania i zamiast dokumentu z pogranicza otrzymujemy studium nadwrażliwości, ciekawą egzemplifikację przypadku dobrze znanego psychologom dziecięcym. Józio słyszy to, czego nikt nie słyszy i widzi to, czego nikt nie widzi. Ojciec nie może znieść jego „mazgajstwa” i poetyckości, dla matki staje się to przyczyną wielu wzruszeń, ale i niepokoju, dodatkowej troski. Ważnym elementem tego „widzenia” i „słyszenia” jest udzielająca się również narratorowi predylekcja do metaforyzowania opisu. Chwilami niezbyt dokładnie wiadomo, co jest wymysłem chłopca, a co chwytem stylistycznym zręcznie użytym przez narratora. Być może w ten sposób, w tych dziecięcych epifaniach, stają się oni jedną osobą. Na pewno nie jest to epicki fresk międzywojnia ani też rodzinna saga, a raczej intymna i kameralna opowieść liryczna o własnym dojrzewaniu w kulturowym i językowym spięciu, w rodzinnym zapętleniu o freudowskim posmaku, w świecie załamującym się i gwałtownie uciekającym spod stóp Józia, jego rodziny i wszystkich uciekających przed wrześniowym kataklizmem Polaków. Loebl zachowuje się tu raczej jak poeta niźli dokumentalista. Pisze poemat i gęstym, zmetaforyzowanym językiem oddaje cześć nadwrażliwości zdziwionej surowym porządkiem niedocieczonego świata, przerażonej zdradą i niepewnością czającą się za węgłem ludzkiego losu. www.tin.pl/article.php/1229 pozdrawiam vin Odpowiedz Link Zgłoś
Gość: fazz Re: 'Złota trąbka' Bogdana Loebla IP: *.acn.waw.pl 09.07.03, 14:55 To jest świetna książka,warto... Odpowiedz Link Zgłoś