reptar
05.09.03, 13:35
Jiři Brdečka napisał:
> Lemoniadowy Joe opierał się o szynkwas i popijał lemoniadę Kolakoka. Taki
> już ma zwyczaj. Nagle z trzaskiem otwarły się drzwi i stanęło w nich ośmiu
> zabijaków z coltami w garści. Goście natychmiast zniknęli pod stołami, bo
> wiedzieli, co się święci. Ta ósemka miała z Joem jakieś porachunki. Nie
> zamienili ze sobą ani słowa, tylko od razu wprowadzili do akcji artylerię.
> Kiedy strzelanina ucichła i ludzie wyprostowali grzbiety, nie mogli uwierzyć
> własnym oczom. Lemoniadowy Joe stał przy szynkwasie popijając lemoniadę, a
> przed drzwiami leżało w ślicznej zgodzie ośmiu napastników z przestrzelonymi
> czołami. Joe prawą ręką wsunął pistolet do kabury, w lewej ze zmieszaniem
> obracając szklankę, której górna połowa była odstrzelona. Potem odwrócił
> się do półżywego ze strachu barmana i powiedział: "Proszę jeszcze jedną
> szklankę lemoniady Kolakoka. W tej pewnie jest szkło. Gdybym to wypił,
> mogłoby mi się co stać". Gapili się na niego jak na ducha, ale osłupieli
> dopiero, kiedy się okazało, że zabił tych ośmiu facetów sześcioma
> strzałami. "Nie chciałem marnować kul - powiedział Joe. - Matka wyrobiła we
> mnie zmysł oszczędności, toteż wykorzystałem momenty, kiedy dwaj stali za
> sobą, i dostałem ich na raz".
Książkę wydało Wydawnictwo CIS (Warszawa 1996) w serii "Biblioteczka Ptaka
Dodo", a kupiłem ją w gdańskim EMPiK-u w tym roku, więc pewnie jest do
dostania i w innych.
To parodia. We wstępie napisano, że "humorystyczna, miejscami zgoła absurdalna
fikcja". Nic więc dziwnego, że zacząłem to czytać z obawą, że nie spodoba mi
się humor, jaki w niej zastanę (ale i z nadzieją, że może się jednak spodoba;
w końcu po coś to czytać zaczynałem). Generalnie nie jestem dobrym odbiorcą
książek określanych jako humorystyczne. Parę razy już wypowiadałem się tu na
forum, że raczej nie przemawia do mnie za bardzo (choć w różnym stopniu)
dowcipkowanie Rankina, Mendozy, Viana, Lema czy Pratchetta. Choć z drugiej
strony bardzo mi leży na przykład styl Topora. Zazwyczaj jednak jest tak, że
przeczytać przeczytam, ale do zachwytu to mi daleko. A tu proszę - jest
dowcip, ale jest i wyrafinowanie, nie takie dowcipkowanie na potęgę,
rozbuchane i samo z siebie zadowolone, tylko mimochodem; dyskretnie i
subtelnie. W ogóle jest to bardzo dobre połączenie dowcipu z inteligencją.
Mówię Wam, taka fajna książka! Dopiero ją zacząłem, a już wiem, że tym razem
dobrze trafiłem.