Dodaj do ulubionych

Dr KrisK na dachu, czyli rzecz o prowokatorach!

05.10.03, 23:48
Nawet piramidy egipskie nie oparły się niszczycielskiej sile upływu czasu, a
co dopiero orynnowanie domku dra KrisKa! Tak więc w pięknie jesienne
przedpołudnie wspiął się na połać dachową uzbrojony w lutownicę oraz inne
niezbędne w pracach lutowniczych utensylia, jak też niewielkie radio douszne
w celu pozostawania w kontakcie z resztą świata.
I choć wysokość wyniesienia dra KrisKa (około 5 metrów) ponad poziom
ziemskiej powłoki nie była zbyt imponująca, nasz doktor doznał niezwykłego
uczucia pozostawania na styku dwóch tak przeciwstawnych żywiołów: powietrza i
ziemi. Pięć metrów poniżej okoliczni mieszkańcy powracali do domów niosąc w
plastykowych torbach rozmaite wykwintne produkty spożywcze: parówki
marynarskie, szyneczkę babuni, masełko dziadunia oraz butlę szampana Dorato,
bo wieczorem znajomi przyjdą, żeby obejrzeć zdjęcia z wakacji w Tunezji, nich
zazdroszczą, mało to chwalili się sylwestrem w Paryżu? Buraki!
Tak uskrzydlony i uwnioślony dr KrisK sprawnie kończył naprawę, gdy nagle
radio służalczo doniosło mu, że w Słupsku odwołano wystawę arystki
Nieznalskiej. Oficjalny powód - organizatorzy wystraszyli się reakcji
Obrażalskich, siostry klaryski też dzwoniły no i sprawa się rypła.
Nagle lut przestał się topić, spoina zaczęła się lepić do grota lutownicy -
niedobrze! Zamyślił się KrisK, dyskomfort psychiczny poczuł jakby robaczywe
jabłko nadkąsił. Bo z jednej strony bardzo nie lubił rozmaitych prowokacji
artystycznych, uważając je za przejaw braku szacunku artystów do
widzów/słuchaczy/czytelników, ale z drugiej zaś strony wierzył szczerze w
wolność wypowiedzi (nawet głupiej). Od razu przypominiał sobie też laureata
nagrody Nobla - włoskiego barda, i kuglarza ("giullare" to będzie po polski
chyba kuglarz?) Dario Fo. Wszystko to co robił Dario Fo było jedną wielką
prowokacją, kpił ze wszystkiego i z wszystkich, miał idiotyczne poglądy
polityczne, durne wystąpienia publiczne, ale jak on opowiadał.... W
biblioteczne miał dr KrisK książkę Dario Fo "Johan Pagan odkrywa Amerykę" ,
wydaną w wersji dwujęzycznej: po polsku i po północnowłosku (choć nawet
mieszkańcy okolic Sant' Ambreus' w Mediolanie tak nie mówią!). Dario Fo oraz
towarzysząca mu w życiu Franca Rame zapłacili zresztą wysoką cenę za te
prowokacje - niektorzy Włosi pozbawieni są zupełnie poczucia humoru...
Zastanowił się dr KrisK nad fenomenem tej niezwykłej delikatności uczuć
niektórych ludzi, którym widok kutasika umieszczonego na krzyżu spędza sen z
powiek. Osobiście dr KrisK jako osobnik całkowicie i definitywnie
nihilistycznie niewierzący nie miał takich problemów z prowokacjami
arystycznymi (najwyżej go nudziły lub śmieszyły), boleśnie natomiast
przeżywał rozliczne tok-szoły telewizyjne w których poczciwi jego
współobywatele bez żadnego skrępowania opowiadali o najintymniejszych
sprawach, robili z siebie idiotów, żeby tylko wygrać worek ryżu (dar sponsora
Ryżpol), auto lub wrotki. Oto ojciec rodziny wykonuje striptease, aby córce
coś tam zafundować...... Oto inny ojciec rodziny jeździ na jednokołowym
rowerku - jak się rymsnie, to żegnajcie marzenia o lepszym życiu, luksusowym
aucie skoda oraz sokowirówce!
Dr KrisK oglądając z masochistyczną przyjemnościa owe programy odczuwał
głębokie zażenowanie owym bezmyślnym bezwstydem uczestników. Marzyło mu się,
aby ktoś po wygraniu głównej nagrody zawrzasnął "A wsadźcie sobie tego
gruchota w dupe!" i wyszedł ze studia trzaskając drzwiami...
Dlaczego nikt nie protestuje przeciwko takim prowokacjom, dlaczego pikiety
nie pikują na aroganckich prowadzących, zwracających się do wszystkich po
imieniu, i traktujących owych nieszczęśników jako medialny kanonenfutter?
Dlaczego...
Tu dr KrisK o mało co nie spadłby z drabiny, toteż uspokoił się, dokończył
pracę i rozsiadł się pod kominem patrząc na chmury. A dzień był prowokacyjnie
przepiękny. Słońce chowało sie i wyglądało zza ciemnych chmur, wiał ciepły
wiatr, w kieszeni roboczej kurtki znalazła się piersióweczka (chociaż kieszeń
była boczna!) z jaegermeistrem, przyroda wyglądala dwuznacznie i prowokowała
do ekscesów....
Szanujmy prowokatorów.
No.
KrisK

Obserwuj wątek
    • moony7 wszyscy do telewizji! 06.10.03, 21:27
      I co? Nikt nie podnosi takiego uroczego wątku? Rozmarzyłam się widząc oczyma
      wyobraźni mojego ulubionego Dottore, siedzącego na dachu (a propos - rynna już
      naprawiona?) i spoglądającego w chmury. Furda Nieznalska i Szanowny Noblista!
      DrKrisK na dachu (daszku?) niczym skrzypek jakowyś jesienną oczarowany przyrodą
      i każący wsadzić sobie w dupę trójkołowy rowerek wszystkim uczestnikom talk-
      showów... (Tu głębokie westchnienie następuje i odnośna refleksja ogólniejszej
      natury: żeby tylko rowerek...).
      • dr.krisk Dekarstwo artystystyczne.. 07.10.03, 01:25
        moony7 napisała:

        > I co? Nikt nie podnosi takiego uroczego wątku? Rozmarzyłam się widząc oczyma
        > wyobraźni mojego ulubionego Dottore, siedzącego na dachu (a propos - rynna
        już
        > naprawiona?)
        Oczywista! Z rozpędu nawet chciałem pomalować obłażący z farby komin, ale sie
        powstrzymałem: solidny łyk jaegermeistra spowodował nadmiernie optymistyczną
        ocenę moich talentów linoskoczka. Co groziło upadkiem z owych 5 metrów.
        Zdecydowałem się pozostać jeszcze czas jakiś w pozycji rozpłaszczonej,
        pokontemplować przyrodę oraz zawartość komórek u sąsiadów, a następnie zejśc na
        padół.

        i spoglądającego w chmury. Furda Nieznalska i Szanowny Noblista!
        > DrKrisK na dachu (daszku?) niczym skrzypek jakowyś jesienną oczarowany
        przyrodą
        >
        > i każący wsadzić sobie w dupę trójkołowy rowerek wszystkim uczestnikom talk-
        > showów... (Tu głębokie westchnienie następuje i odnośna refleksja
        ogólniejszej
        > natury: żeby tylko rowerek...).
        Oj tak. Chciałbym zobaczyć osłupiałą japę Pana Prowadzącego, jak zostaje
        samotnie na scenie wraz z kontenerem kisielu, zestawem kina domowego, spreżarką
        śrubową oraz pytonem królewskim! Ech, marzenia...
        Pozdrawiam znad wypukłych wykresów :)
        KrisK
        • ryza_malpa1 Re: Dekarstwo artystystyczne.. 07.10.03, 13:21
          Wypukłe wykresy? Daj boże...mi brakuje takich wklęsłych :(((((
          Pozdrawiam znam Corela. I nikt mnie teraz nie wyrzuci siła ani kiłą na żaden
          dach, zimno, za zimno nawet na prowokoacje :(
          • dr.krisk Zapasy wykresów.. 08.10.03, 00:12
            ryza_malpa1 napisała:

            > Wypukłe wykresy? Daj boże...mi brakuje takich wklęsłych :(((((
            Ja zawsze robię sobie wykresy na zapas - zawsze do czegoś się przydadzą. Na
            przykład taki dramatyczny: najpierw ostro do góry, a potem wiuuu na dół. Albo
            taki z gwiazdkami i odnośnikami.
            Moje hasło : "Dajcie mi wykres, a ja już do niego dopasuję teorię!".
            Aktualnie we wklęsłych też mam niedobory, to się nie podzielę...


            > Pozdrawiam znam Corela. I nikt mnie teraz nie wyrzuci siła ani kiłą na żaden
            > dach, zimno, za zimno nawet na prowokoacje :(
            >
            No to się ciepło ubrać i wdrapać! A nie spać nad Corelem!
            KrisK
    • Gość: fan? Re: Dr KrisK na dachu, czyli rzecz o prowokatorac IP: *.internetdsl.tpnet.pl 07.10.03, 14:06
      Miło sie czytało pańskie wynurzenia drKrisKu i sam tez chetnie bym zobaczył
      osłupiałą minę prowadzącego program po tak wystrzałowej w formie ,rezygnazji z
      nagrody jak hasło a wsadcie se w .... :-)
      Obawiam sie jednak że poczciwcy biorący udział w tego typu programach tak
      łakną tej nagrody ,że nigdy takowej rezygnacji nie usłyszymy, a choćby i nawet
      taki prowokator w szeregi spragnionych nagród sie wdarł i tak zostanie w
      montażu wyciety by ludziskom oglądającym w głowach nie mieszać.
      Natomiast przyznam że pewna satysfakcję sprawiło mi obejrzane zdjęcie
      zawodowej prowokatorki która chciała sie dać poznac jak mniemam wszystkim na
      świecie a minimum w Europie,pani Nieznalskiej.Fakt że z takim nazwiskiem moze
      i trudno było sie jej przebić dlategoż musiał sprowokować z grubej rury.Ba,ale
      po takiej prowokacji trzeba sie liczyć z pewnymi konsekwencjami.Rzeczone
      zdjęcie przedstawia panią Nieznalską a raczej juz chyba Znalską z minką wielce
      zasmuconą po tym jak sie dowiedziała że odwołano jej wystawę.Mina urażonego
      dziecięcia a przeciez wystawa miała sie juz tykać innych tematów niz
      profanum,a dokładnie kwesti wolności wypowiedzi.Pani Znalska powinna sie moim
      zdaniem cieszyc nie smucić! Przecież dzięki odwałaniu tej wystawy wzniosła sie
      na wyżyny skuteczności,znowu o niej głosno.Śmiem twierdzić że gdyby wystawy
      nie odwołano przeszła by bez echa i sprawa wolności wypowiedzi nie została by
      skutecznie nagłosniona.A tak znów skandal,zwolennicy wolności i prowokacji
      mogą pomstować na klerykalnych oszołomów,artyści płakać że ich sztuka nie
      dociera do spragnionego odbiorcy .Zadowoleni są również urażeni wierzący bo
      zarażliwe dzieła skryto przed oczyma niewiniątek.
      Życzę pani Nieznalskiej wielu wystaw,na każdy temat jaki sobie tylko
      wyobrazi.Również takich które będą prowokowac buddystów,muzułmanów,krishnowców
      itd.Ba nawet niech prowokuje gejów,pedofilów czy wielbicieli gumy do
      żucia.Tematów przeciez wiele.Z jednym tylko zastrzeżeniem ,niech te wystawy
      nie będą sponsorowane z publicznych pieniędzy i niech przed wejściem widniej
      ostrzeżenie że to prowokacja tak zeby sie nikt nie wtajemniczony nie poczuł
      urażony.
      Pozdrawiam i chyle czoła przed pańska zdolnościa ubrania w słowa swych myśli.
      • dr.krisk O prowokatorach. 08.10.03, 00:27
        Zgadzam się - też ich nie bardzo lubię, tych prowokatorów. Okropnie bowiem nie
        znoszę, jak ktos mnie traktuje przedmiotowo, a oni tak właśnie robią. I dlatego
        właśnie denerwują mnie wszelkie akcje w rodzaju zakazów, pikiet , itp. - bo
        przecież o to właśnie im chodzi! Najstraszniejsze co może spotkać rasowego
        prowokatora, to pozostanie niezauważonym. Obywatel artysta lepiący z własnej
        kupy krucyfiks, pragnie zostać zlinczowany przez krzepkie babiny z jakiegoś
        kółka różańcowego. Niezauważenie jego wonnego dzieła, ba - wręcz wyśmianie,
        jest stokroć boleśniejsze niż tęgie razy gromnicami!
        Z drugiej strony musimy pozostawić artystom pewien margines swobody na łamanie
        zasad, obrażanie itp. Co oczywiście nie odbiera nam prawa do zdecydowanego
        przeciwstawiania się wszelkim hochsztaplerom.
        Jak już pisałem w głównym wątku, daleko bardziej szkodliwe i niestosowne są
        rzeczy, które z ludziskami wyprawiaja media. Tutaj obraża się wszelkie uczucia
        przyzwoitości, i Nieznalska przy owych gładkich cwaniaczkach jest niewinna jak
        młody króliczek na wiosnę! Ja sam, człowiek w latach, co to sporo już widział,
        odczuwam często aż bolesne zażenowanie, patrząc na popisy telewizyjne moich
        współrodaków....
        Ale chyba zaczynam marudzić.
        No to przestaję - dziękuję na miły list i pozdrawiam.
        KrisK
    • hania55 Re: Dr KrisK na dachu, czyli rzecz o prowokatorac 07.10.03, 14:37
      No i jak to jesienne słońce, spojrzenie na świat z wysokości 5 metrów i
      jaegermeister może refleksyjnie człowieka usposobić. A podobno w TVN jeden
      pan, który przedtem milionerów prowadził, i którego ktoś nazwał Wolandem
      massmediów, czy jakoś równie pompatycznie, teraz prowadzi program, w którym
      jedna osoba musi przełamać strach przed zrobieniem czegoś, żeby drugiej osobie
      Woland massmediów spełnił jakieś życzenie. Nie oglądałam, nie wiem - tylko od
      wczoraj w głowę zachodzę, co jeszcze za trójkołowy rowerek i zestaw kina
      domowego, ludzie są w stanie zrobić?
      • dr.krisk Woland medialny... 08.10.03, 00:37
        hania55 napisała:

        > No i jak to jesienne słońce, spojrzenie na świat z wysokości 5 metrów i
        > jaegermeister może refleksyjnie człowieka usposobić. A podobno w TVN jeden
        > pan, który przedtem milionerów prowadził, i którego ktoś nazwał Wolandem
        > massmediów, czy jakoś równie pompatycznie, teraz prowadzi program, w którym
        > jedna osoba musi przełamać strach przed zrobieniem czegoś, żeby drugiej
        osobie
        > Woland massmediów spełnił jakieś życzenie. Nie oglądałam, nie wiem - tylko od
        > wczoraj w głowę zachodzę, co jeszcze za trójkołowy rowerek i zestaw kina
        > domowego, ludzie są w stanie zrobić?
        Z tym Wolandem od teleturniejów to mnie pani zastrzeliła... Raczej gość wygląda
        i zachowuje się jak domokrążny sprzedawca odkurzaczy Rainbow (kiedyś taki jeden
        wdarł mi się do domu, i usiłował wcisnąc odkurzacz w cenie małego samochodu
        osobowego. Dopiero jak wykazałem na przykładach, że sprzątanie traktuję lekko,
        firanek nie posiadam, zaś odkurzania poduszek nie traktuję jako sprawy o
        fundamentalnym znaczeniu, to sobie poszedł won).
        A z tymi medialnymi wygłupami poczciwych naszych współobywateli, to sprawa dość
        koszmarna. Od publicznego prania brudów rodzinnych aż do idiotycznych wygłupów
        w celu zdobycia samojazdu oraz sterty innych niepotrzebnych rzeczy...
        Ciekaw jestem, czy to może dopaśc każdego? A może tylko tych, co trzeźwi chodzą
        spać???
        Pozdrawiam.
        KrisK
        • hania55 Re: Woland medialny... 08.10.03, 11:52
          dr.krisk napisał:

          > A z tymi medialnymi wygłupami poczciwych naszych współobywateli, to sprawa
          dość
          >
          > koszmarna. Od publicznego prania brudów rodzinnych aż do idiotycznych
          wygłupów
          > w celu zdobycia samojazdu oraz sterty innych niepotrzebnych rzeczy...
          > Ciekaw jestem, czy to może dopaśc każdego? A może tylko tych, co trzeźwi
          chodzą
          >
          > spać???
          > Pozdrawiam.
          > KrisK

          A może? Dodam tylko, że telewizja bratniego kraju za oceanem pokazuje
          (pokazywała) program "Online Divorce" czy "TV Divorce" gdzie przychodziły
          skłócone małżeństwa (on z fryzurą na czeskiego piłkarza, w kowbojkach i z
          wielkim brzuchem; ona - 120 kg żywej wagi, trwała, mocny makijaż i jaskrawe
          ciuchy) i obrzucały się wzajemnie wyzwiskami oraz wywlekały wszystkie brudy
          jakie były do wywleczenia. Publiczność raz to klaskała, raz gwizdała, raz
          wyła, a pani ubrana w cuś a la toga co chwilę wołała "Order! Order!". To było
          STRASZNE!!!!

          PS. Z tym Wolandem naprawdę nie żartuję. Samą mnie to swojego czasu
          zastrzeliło.
      • Gość: ryża małpa Re: Dr KrisK na dachu, czyli rzecz o prowokatorac IP: *.lublin.mm.pl 08.10.03, 09:39
        Nie patrzcie na mnie!!!

        Mnie sie nie chce, ja zmęczona jestem, nie będe szła do żadnej
        telewizji,jechała na trzykołowym rowerku i trzaskała źwiami. O nie, wole sie
        jak człowiek kawy napić .

        A tak od rzeczy: to kto ukradł ciśnienie??????
    • nahod Re: Dr KrisK na dachu, czyli rzecz o prowokatorac 08.10.03, 12:50
      Brawo, brawo możemy pogratulować ( zamiast ich olać ) Panom Prezesom Wszelkich
      Telewizji, tym którzy mają smykałkę aby łajdacko wykorzystywać nędzę ludzkich
      skłonności. Tak sobie myslę, że lada chwila zacznnie się gra "W debila"
    • Gość: vin Prowokacje, czyli moja osobista podróż IP: *.w80-15.abo.wanadoo.fr 08.10.03, 20:32
      Prowokacje, czyli moja osobista podróż Eurolokomotywy .
      Stoi w Europie, lokomotywa,
      Ciężka, ogromna, i euro z niej spływa,
      jakosci francusko, niemieckiej " oliwa " .
      "Leje" wciąż Chirac, i Schroder też "leje" :
      - " Bez konstytucji, nic Wam nie wleję !"

      Wagony do niej, podoczepiali
      Wielkie i ciężkie, z za Odry brali !
      I pełno ludzi, w każdym wagonie,
      Jedni z napisem - " W Samoobronie ",
      Drudzy tez nasi, to eSeLD'asy,
      Siedzą i jedzą, zachodnie kiełbasy,
      A jeden wagon, pełen bananów,
      to dla zachęty, reszty baranów,
      A w trzecim siedzi, ekipa Rywina
      i na Rokitę, dupę wypina,
      W czwartym rakieta - o! jaka wielka!
      Toć to Roland'a -dziwi się , Belka!
      W piątym atrapa, niuautostrady,
      To do Brukseli, na pokazy !
      W szóstym ksiądz Rydzyk, i Glemp dla parady,
      W siódmym tuczone, dietami świnie,
      zaspane niczym, w sejmowym "kinie".
      A w ósmym wódzia, i skrzynka piwa,
      lud robotniczy, się z lekka kiwa.
      Nas razem milony, no ze czterdzieści !
      Sam nie wiem ilu, się tutaj pomieści.
      Lecz choćby tysiąc, Niemieckich atletów,
      Pożarło tysiąc, francuskich kotletów,
      I każdy nie wiem, jak się wytężał,
      To nie udźwigną, taki to ciężar.
      Stoją więc !
      Stoi i Miller, choć dyszy i dmucha,
      Gdy Jakubowska, mu szepce do ucha:
      Uch - jak gorąco!
      Puff - jak gorąco!
      Uff - jak gorąco!

      Nagle - gwizd!
      Nagle - świst!
      Para - buch!
      Koła - w ruch!
      I wtedy właśnie, "pod sms'a"
      krzyknęli razem, bez kretesa ! :
      - " Hujom precz ! "
      Jedziem wstecz !

      Najpierw
      • Gość: vin niedooliwiona ta lokomotywa, IP: *.w81-49.abo.wanadoo.fr 08.10.03, 23:29
        sa momenty, ze zgrzyta, a niech zgrzyta ! , taka to juz jest, ta w pospiechu
        lokomotywa,

        zgrzytajacy vin
      • Gość: vin z lekka naoliwiona IP: *.w81-49.abo.wanadoo.fr 08.10.03, 23:50
        Prowokacje, czyli moja osobista podróż Eurolokomotywy .

        Stoi w Europie, lokomotywa,
        Ciężka, ogromna, i euro z niej spływa,
        jakosci francusko, niemieckiej " oliwa " .
        "Leje" wciąż Chirac, i Schroder też "leje" :
        - " Bez konstytucji, nic Wam nie wleję !"

        Wagony do niej, podoczepiali
        Wielkie i ciężkie, z za Odry brali !
        I pełno ludzi, w każdym wagonie,
        Jedni z napisem - " W Samoobronie ",
        Drudzy tez nasi, to eSeLD'asy,
        Siedzą i jedzą, zachodnie kiełbasy,
        A jeden wagon, pełen bananów,
        to dla zachęty, reszty baranów,
        A w trzecim siedzi, ekipa Rywina
        i na Rokitę, dupę wypina,
        W czwartym rakieta - o! jaka wielka!
        Toć to Roland'a -dziwi się , Belka!
        W piątym atrapa, niuautostrady,
        W szóstym ksiądz Rydzyk, i Glemp dla parady,
        W siódmym tuczone, dietami świnie,
        zaspane niczym, w sejmowym "kinie".
        A w ósmym wódzia, i skrzynka piwa,
        lud robotniczy, się z lekka kiwa.

        Nas razem milony, no ze czterdzieści !
        Sam nie wiem ilu, się tutaj pomieści.
        Lecz choćby tysiąc, niemieckich atletów,
        Pożarło tysiąc, francuskich kotletów,
        I każdy nie wiem, jak się wytężał,
        To nie udźwigną, taki to ciężar.

        Stoją więc !

        Stoi i Miller, choć dyszy i dmucha,
        Gdy Jakubowska, mu szepce do ucha:
        Uch - jak gorąco!
        Puff - jak gorąco!
        Uff - jak gorąco!

        Nagle - gwizd!
        Nagle - świst!
        Para - buch!
        Koła - w ruch!

        I wtedy właśnie, "pod sms'a"
        krzyknęli razem, bez kretesa ! :
        - " Hujom precz ! "
        Jedziem wstecz !

        Najpierw
        • dr.krisk Re: z lekka naoliwiona 16.10.03, 00:48
          A może przeróbki innych evergreenów? Np. "Biega, krzyczy pan Hilary, kiepsko
          stoją dziś dolary!"?
          Czekamy!
          Pozdrawiam.
          KrisK
          • Gość: vin nie było MOJEGO LASU! IP: 213.56.66.* 16.10.03, 02:45
            zanim ulegne kolejnej prowokacji - "evergreenow" :), chcialem sie podzielic z
            Toba, jak i pozostalymi wielbicielami Twoich postow, ponizszym fragmentem
            tekstu Jacka Zachary :

            "Każdy z nas ma jakiś fragment przyrody, miejsca, które w sposób szczególny
            nosi w pamięci, bo wydarzyło się tam wiele ważnych dla niego spraw. Często
            wracam do wydarzenia z dzieciństwa, które ukształtowało moją postawę na całe
            życie. Moim pierwszym miejscem zamieszkania był dom na skraju miasta. Za domem
            rosły brzozy - samosiejki, było ich chyba kilkanaście. Dla mnie to był jednak
            olbrzymi las. Choć z dzisiejszej perspektywy, gdy poznałem wiele wspaniałych
            naturalnych lasów górskich, niepowtarzalną Puszczę Białowieską, wiem, że tamte
            drzewa to tylko zwykłe badyle, to jednak ich widok zapamiętany z dzieciństwa
            noszę w sobie jako coś najważniejszego. Z tym "lasem" związane było moje
            pierwsze traumatyczne doświadczenie. Do brzóz za domem często przychodziłem,
            szczególnie wtedy, gdy spotkała mnie jakaś przykrość. Był to dla mnie cały
            świat, w którym czułem się bezpiecznie. To tutaj po raz pierwszy widziałem
            dzikie zwierzęta - zająca, sarnę i wiele ptaków, których nazw nie pamiętam. Od
            lata do jesieni zbierałem grzyby i budowałem szałasy, w których się kryłem,
            czasem zapraszając innych kolegów. Ale to się pewnego dnia skończyło.

            Wracałem wtedy ze szkoły, a że byłem żywym dzieckiem, często sprawiałem sobie
            kłopoty. Tego dnia wracałem późno, bo próbowałem "ustalić" hierarchię w klasie
            w walce na pięści z jednym konkurentem.... Trudno powiedzieć kto zwyciężył, bo
            zarówno ja, jak i on byliśmy bardzo poobijani. Jak zwykle w takich sytuacjach
            biegłem do mojego "lasu", do mojego powiernika tajemnic, ale wtedy wydarzyło
            się coś strasznego - nie było MOJEGO LASU! Tylko kupki spalonego na popiół
            drzewa dymiły smutno. Było jeszcze dużo żaru, kilka kłód MOICH BRZÓZ kończyło
            swój żywot. Biegałem od jednej sterty żaru do drugiej krzycząc i płacząc. Mój
            cały świat już nie istniał. Nie istniałem wtedy i ja. Tylko moje ciało było
            świadkiem na tym cmentarzysku. Później powstały tam ogródki działkowe..."

            Jacek Zachara
            free.ngo.pl/olszowka/biorbior.htm
            serdecznie pozdrawiam
            vin
          • Gość: vin Z cyklu evergreen'y czyli sen o Zielonych ... IP: *.w81-48.abo.wanadoo.fr 17.10.03, 20:31
            Z cyklu evergreen'y, czyli sen o Zielonych sprowokowany postem drKriska.

            "Sen o Zielonych"

            Mam tak samo jak Ty
            Konto moje - na nim
            Najpiękniejszy mój świat
            Najpiękniejsze dni
            Zostawiłem tam dolarowe sny

            Kiedyś zatrzymam czas
            I na skrzydłach jak ptak
            Będę leciał co sił
            Tam, gdzie moje sny
            I zielone, dolarowe dni

            Gdybyś ujrzeć chciał Jamrożego świt
            Już dziś wyruszaj ze mną tam
            Zobaczysz jak przywita pięknie nas
            Zielony dzień

            Mam tak samo jak Ty
            Konto moje - na nim
            Najpiękniejszy mój świat
            Najpiękniejsze dni
            Zostawiłem tam dolarowe sny

            Gdybyś ujrzeć chciał..

            pozdrawiam
            vin
    • Gość: vin Z cyklu evergreen'y czyli sen o Zielonych IP: *.w81-48.abo.wanadoo.fr 17.10.03, 20:33
      Z cyklu evergreen'y czyli sen o Zielonych sprowokowany postem drKriska;

      "Sen o Zielonych"

      Mam tak samo jak Ty
      Konto moje - na nim
      Najpiękniejszy mój świat
      Najpiękniejsze dni
      Zostawiłem tam dolarowe sny

      Kiedyś zatrzymam czas
      I na skrzydłach jak ptak
      Będę leciał co sił
      Tam, gdzie moje sny
      I zielone, dolarowe dni

      Gdybyś ujrzeć chciał Jamrożego świt
      Już dziś wyruszaj ze mną tam
      Zobaczysz jak przywita pięknie nas
      Zielony dzień

      Mam tak samo jak Ty
      Konto moje - na nim
      Najpiękniejszy mój świat
      Najpiękniejsze dni
      Zostawiłem tam dolarowe sny

      Gdybyś ujrzeć chciał..
      pozdrawiam
      vin
    • Gość: vin ewergrin IP: 213.56.66.* 27.10.03, 03:26
      Ewergrin, czyli zielona lapowka.

      Aferami jesien sie zaczyna,
      Ustawa, choc krucha, lecz mila.
      To ty, Rywin, jestes ta chlopczyna,
      Ktora do mnie z lapowka przychodzila.

      Od twoich milionow pachnialo w biurze,
      Gdym wracal zdyszany z Juraty,
      A po ulicach w lekkiej wichurze
      Fruwaly za mna zielone dukaty.

      Aferami upadlosc przypomina
      Niesmiertelny czerwony - pazdziernik.
      To ty, to ty, moj jedyny,
      Przyszedles Jakubowskiej powiernik.

      Z przerazenia, z zapomnienia wierny,
      W sejmie jakalem szeptanymi slowy.
      Millerek z chmurek przeswitywal niezmienny,
      Do wziecia lapowki - gotowy.

      Ach, czulymi, przemilymi obietnicami
      Zasypialem z nim gasnacym o poranku,
      W snach niewydanymi bawiac sie dolarami,
      Jak ta zlota, jak ta droga poprawka...

      pozdrawiam
      vin



      • Gość: vin Wersja ostateczna, po wyeliminowaniu IP: 213.56.66.* 27.10.03, 04:48
        Wersja ostateczna, po wyeliminowaniu kolejnej prowokacji :

        Zielona Jesien

        Aferami jesien sie zaczyna,
        Ustawa, choc krucha, lecz mila.
        To ty, Rywin, jestes ta chlopczyna,
        Ktora do mnie po lapowka przychodzila.

        Od tych milionow pachnialo w biurze,
        Gdym wracal zdyszany z Juraty,
        A po ulicach w lekkiej wichurze
        Fruwaly za mna zielone dukaty.

        Aferami upadlosc przypomina
        Niesmiertelny czerwony - pazdziernik.
        To ty, to ty, moj jedyny,
        Przyszedles Jakubowskiej powiernik.

        Z przerazenia, z zapomnienia wierny,
        W sejmie jakalem szeptanymi slowy.
        Millerek z chmurek przeswitywal niezmienny,
        Do wziecia lapowki - gotowy.

        Ach, czulymi, przemilymi obietnicami
        Zasypialem z nim gasnacym o poranku,
        W snach niewydanymi bawiac sie dolarami,
        Jak ta kolejna, jak ta droga poprawka...


        pozdrawiam
        vin


Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka