harda_kokarda
28.09.09, 16:02
Witam wszystkich. Pozwolę sobie podzielić się z Wami pewną rozterką.
Mawia się czasem, że seks im dłuższy, tym lepszy, że prawdziwe spełnienie to
kochanie się przez całą noc. Bzdury. Mój chłopak ma problem z orgazmem -
bardzo długo "balansuje na krawędzi", zanim wreszcie dotrze do finału. Na
początku jest doskonale, ale mija godzina, druga - i przyjemność zmienia się w
fizyczne zmęczenie. Widzę, że niemożność skończenia budzi w moim partnerze
fizyczny ból. Ja denerwuję się zawsze, gdy się kochamy - czy tym razem uda
się, czy nie? Marzę o szybkiej i sprawnej, spontanicznej akcji.
Na razie jest ok, jesteśmy cierpliwi, ale zaczynam się obawiać, że coś może
się posypać, że nie wytrzymam. Mamy za sobą długi etap uczenia się naszych
ciał i potrzeb - ja mam MRKH, jestem po operacji, więc nie ma mowy o
długotrwałym naturalnym nawilżeniu, długi stosunek równa się bardzo bolesnemu
rozciągnięciu tkanki i otarciom; mój partner jest z kolei wyjątkowo hojnie
obdarzony przez naturę, przez co musieliśmy opracować sobie taki repertuar, w
którym nam obojgu będzie dobrze. Nie brak nam odwagi i fantazji (bardzo długie
są stosunki i klasyczne, i francuskie), podobamy się sobie wzajemnie, czujemy
do siebie ogromny pociąg, ale co się dzieje, do diabła? Przecież nie da się
tak długo. Boję się, że łóżko zacznie kojarzyć się nam z salą tortur. Będę
wdzięczna za wszelkie rady.