Dodaj do ulubionych

stałam się Zimną RYBĄ....

25.01.10, 10:38
tak tak, poużalam sie nad sobą trochę..zeby nie przedluzac nadmernie pokrótce
streszczę w czym tkwi moja zimnorybiosc ;):
od prawie dwoch lat mam nowgo partnera (wkrotce męza). to naprawdę ciepły,
dobry, czlowiek, niczego nie mogę mu zarzucic, dobrze mi się z nim żyje
(mieszkamy razem)..oprocz jednej wiadomej dziedziny- wszystko gra.a
mianowicie- nie miewam z nim orgazmow (od poczatku wspolzycia bylo to zaledwie
kilka razy..:( w poprzednim zwiazku dlugim i burzliwym (klocilismy się niemal
o wszystko, emocje ciągle na najwyzszych obrotach) bylo na odwrót- na codzien
nieciekawie, konflikty itd, ale w lozku ech...orgazmy za kazdym razem, kazdy
jego dotyk wrecz mnie parzyl, byly prowokacje w ciagu dnia i gorące
noce.ciagle prawie mielismy na siebie ochote.obydwoje bylism otwarci na nowe
zabawy. co z tego skoro nie moglismy dogadac sie w pozostalych kwestiach,
życiowo kompletnie nam nie wychodzilo. ale wtedy czulam, ze "zyję"
seksualnie..mialam spory temperament i ochotę..nasze wzajemne pozadanie bylo
wyczuwalne az fizycznie.rozstalismy sie jednak.nie moglam wytrzymac tgo
nieustającego stresu.łózko nie moglo tego zrekompensowac.

poznalam nowego faceta, zupelnie innego, niekonfliktowego, spokojnego, z
ktorym zareczylam sie.niestety tez mniej "temperamentnego". w seksie od
poczatku bylo inaczej, ale myslalam ze sie rozwiniemy powoli (bylam jego
pierwszą kobietą), ale de facto od poprzednich moich doswiadczen dzielily nas
i dalej dzielą lata swietlne- stosunki są krotkie, nie czuje podniecenia, nie
mam orgazmow.nie ma nastroju, nie ma ognia. on sie stara, nawet bardzo, ale
nic z tego nie wychodzi..moja łechtaczka jest jakby znieczulona...same
zblizenia sa owszem fajne, ale nie ma tej rozkosznej kulminacji :((( dlatego
czuje ze stałam sie zimną rybą, mam coraz mniejszą ochotę na seks, sama
wymyslam jak go unknąc, to teraz dla mnie kolejna czynnosc do wykonania..i
bardzo mi z tym źle, czuję ze ta dziedzina zycia mi juz nie wychodzi....ale
kocham tego faceta, za pol roku bierzemy ślub....i co mam z tym zrobic?
pogodzic sie?...
Obserwuj wątek
    • gizmo-to-ja Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 11:09
      Porozmawiaj z nim i to koniecznie!!!
      Nie pakuj się w małżeństwo zanim sobie w tej kwestii wszystkiego nie wyjaśnicie
      bo skrzywdzisz jego i siebie.
    • minusten Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 11:10
      Jeśli chcesz być stałą czytelniczką tego forum to tak, żeńcie się ;)
      2 lata to wystarczająco długo żeby się dopasować.
      Dodatkowo, jeśli jesteś jego pierwszą kobietą to imho może być tak,
      że za jakiś czas on postanowi poszukać kogoś innego, żeby zobaczyć
      jak to jest z innymi kobietami. No chyba, że jego libido jest na
      tyle niskie, że nie poczuje potrzeby. Ale to też chyba nie jest
      dobra wiadomość dla ciebie.
    • czarownica77777 Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 11:17
      ja jestem w odmiennej sytuacji czyli 25 lat malzenstwa z zimna ryba czyli moim
      mezem swiadomosc ze umieram od srodka byla silniejsza niz ustabilizowane zycie
      znalazlam sobie kochanka o cale niebo lepszego to wulkan seksu uwielbiam go daje
      mi to co mnie nakreca do zycia odmladza i to jest piekne po tych doswiadczeniach
      nie zwiazala bym sie z takim mezczyzna jak twoj przyszly chocby po to by go nie
      ranic potem poznalas dobry zeks niezapomnisz tego nigdy pozdrawiam
    • lilyrush Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 11:31
      Następna...ależ oczywiście, bierzecie ten ślub. Potem poszukasz sobie i
      odkurzysz wpisy "mąż nie che sie ze mna kochac". W następnej kolejności pójdzie
      "jak znaleźć sobie kochanka" A potem moze byc rożnie- typ czarownica, albo
      biedna porzucona, bo się zdrada wydała, ale Natalie bez skrupułów. Szeroki
      wachlarz możliwości....
      Szkoda pisać...
      • possessive Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 26.01.10, 09:04
        lilyrush napisała:

        > Następna...ależ oczywiście, bierzecie ten ślub. Potem poszukasz
        sobie i
        > odkurzysz wpisy "mąż nie che sie ze mna kochac". W następnej
        kolejności pójdzie
        > "jak znaleźć sobie kochanka" A potem moze byc rożnie- typ
        czarownica, albo
        > biedna porzucona, bo się zdrada wydała, ale Natalie bez skrupułów.

        A sędzina podczas rozwodu powie: "Czy pani próbowała się leczyć?":)
    • ferby33 Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 11:58
      Z takim problemem nigdy w życiu nie pchałbym się w obrączki. Teraz opisujesz to
      łagodnie, jesteś wyrozumiała, szukasz pomocy. Ale wiedz o tym i chyba wszyscy w
      zalegalizowanych związkach się tutaj zgodzą, że problemy wychodzą dopiero po
      ślubie. I co wtedy....? Nagle stwierdzisz, że ślub to był błąd? Można i tak, ale
      co dalej? Ja żeniąc się nie miałem zastrzeżeń do żony, wszystko było bajką...a
      teraz po paru latach wcale już tak różowo nie jest.
      pozdrawiam
    • nassty Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 13:11
      czyzby seks byl wazniejszy na dluzszą metę niz wzajemne porozumienie?
      wolelibyscie koszmarek w dzien, ale ekstaze w nocy?tylko przez ten pryzmat mam
      oceniac partnera?
      chcę za niego wyjsc bo dal mi wszystko, czego nie dal mi jego poprzednik..tak to
      fakt szukam pomocy, bo nie wiem czy to tylko moja wina czy tez jego...dlaczego
      zaraz az tak skrajne porady? nie pchaj sie w malżenstwo? przeciez malzenstwo to
      nie tylko seks, choc tez bardzo wazny..liczylam ze poradzicie co moge jeszcze
      zrobic by pomoc nam obojgu..ktos pisal, ze za chwile bede stala czytelniczka
      forum.bo on nie bedzie chcial seksu. on chce, jemu jest dobrze- w sensie
      fizycznym, odczuwa przyjemnosc, ale cierpi, zeja nie moge dojsc. to chyba ze mna
      jest problem..
      • ferby33 Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 13:17
        Na dłuższą metę bez dobrego - czyli satysfakcjonującego seksu - chyba nikt
        zdrowy nie wytrzyma. Poza tym, tak jak pisałem, po ślubie, może po kilku latach
        wszystko wygląda trochę inaczej niż przed nim.
        Gdzies tu na forum jest wątek o tym, że pani ma męża, który dał jej wszystko,
        ale jej nie podnieca... i co? Jest git, wszystko ok, pani znajdzie sobie
        kochanka i małżeństwo dalej będzie wzorcowe. To też jest rozwiązanie. Ale nikt
        mi nie powie, że małżeństwo bez satysfakcjonującego seksu jest szczęśliwe,
        kochające się i bezproblemowe.
      • ciezka_cholera Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 13:52
        nassty napisała:

        > czyzby seks byl wazniejszy na dluzszą metę niz wzajemne porozumienie?
        > wolelibyscie koszmarek w dzien, ale ekstaze w nocy?tylko przez ten pryzmat mam
        > oceniac partnera?

        Dla wiekszosci ludzi lubiacych seks, udany i namietny seks to jeden z kilku
        niezbednych skladnikow udanego pozycia. Podkreslam: nie jedyny, ale niezbedny
        (pozostale nie sa tu omawiane, bo nie sa tematem watku). Byc moze nalezysz do
        mniejszosci, tego tez nie mozemy wykluczyc.
        Twoj obecny mezczyzna i Twoj eks to jedyna alternatywa?

        > chcę za niego wyjsc bo dal mi wszystko, czego nie dal mi jego poprzednik..tak t
        > o
        > fakt szukam pomocy, bo nie wiem czy to tylko moja wina czy tez jego...

        moim zdaniem, to nie jest niczyja wina. Na pierwszy rzut oka wydaje sie, ze
        miksujesz dwie sprawy: pozadanie (lub raczej jego brak) z technika partnera.
        Wydaje sie, ze gdyby Twoj obecny zmienil sie w erotycznego wirtuoza, to i tak
        nie rozpalilby Cie do szalenstwa, bo IMO wyglada na to, ze, mowiac kolokwialnie,
        na niego nie lecisz. Nie mam pojecia jak mialabys to zmienic, moze autosugestia?
        (Nie zartuje, osobiscie uwazam, ze wiele rzeczy mozna sobie wmowic, lacznie z
        tym, ze ktos nam sie podoba i mamy na niego ochote).

        dlaczego
        > zaraz az tak skrajne porady? nie pchaj sie w malżenstwo?

        Ludzie dziela sie z Toba doswiadczeniem. Sama zadecydujesz (a wlasciwie juz
        zdecydowalas) i sama poniesiesz swojej decyzji konsekwencje (no, razem z mezem).
        Ja powtorze za reszta - nie pchalabym sie w formalizowanie tego zwiazku, dopoki
        nie dopracujesz tej kwestii. Ale moje zdanie wynika z przekonania, ze nie
        bylabym dlugoterminowo szczesliwa bez namietnego seksu w zwiazku, jesli nie
        podzielasz tego przekonania, to moja rada nie ma zadnego przelozenia na Twoje zycie.
      • minusten Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 14:46
        ktos pisal, ze za chwile bede stala czytelniczka
        > forum.bo on nie bedzie chcial seksu

        nie, on będzie chciał. to ty będziesz chciała go więcej i inaczej.
        Zresztą już chcesz.
        Oczywiście, że nie znamy wszystkich szczegółów waszego pożycia, ale
        wygląda na to, że powinnaś chyba poszukać jeszcze kogoś innego.
      • lilyrush Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 15:07
        nassty napisała:

        > czyzby seks byl wazniejszy na dluzszą metę niz wzajemne porozumienie?
        > wolelibyscie koszmarek w dzien, ale ekstaze w nocy?

        Zycie pokazuje, że koszmarek w nocy często psuje nawet najlepsza idylle dnia.
        Napisaliśmy to napisaliśmy, bo sama przez ślubem stworzyłaś takiego posta na
        forum. Gdybyś nie miała z tym problemu i seks nie stał wysoko na twojej liście
        priorytetów związkowych to teraz wybierałabyś kieckę i kwiatki a nie sie tu
        wywnętrzała.
      • claudel6 Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 17:39
        tiaaa...kolejna. setki tematow na ten temat i kolejna osoba, ktora laduje sie w
        to samo.

        >przeciez malzenstwo to
        > nie tylko seks,
        a co? przyjazn? zrozumienie? ok, ale za przyjaciela nie trzeba od razu
        wychodzic.. a Ty sobie znalazlas dobrego przyjaciela. ale tylko przyjaciela.
        Twoje cialo nie widzi w nim mezczyzny.
      • avide Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 20:50
        nassty napisała:
        > fakt szukam pomocy, bo nie wiem czy to tylko moja wina czy tez jego

        To ani jego ani Twoja wina.
        Czasami ludzie po prostu do siebie nie pasują w łóżku i tyle. Są ze sobą z
        innych powodów ale w łóżku do siebie nie pasują.
        Często ma to miejsce zwłaszcza w przypadku kobiet. Wasza seksualność jest dużo
        bardziej skomplikowana od męskiej.

        Uschniesz przy tym facecie. Kwestia czasu.
        niestety.
    • stinefraexeter Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 25.01.10, 16:10
      Chyba najważniejsze jest w tej chwili zlokalizowanie problemu. Czy problemem
      jest on? A może ty?
      Problem z nim to brak doświadczenia, nieznajomość techniki, mniejsze
      umiejętności. Piszesz tylko o tym pierwszym. Poza tym nie wiadomo, jakim twój
      facet jest kochankiem, poza tym, że się stara.

      Problem z tobą może być taki, że wybrałaś sobie nie mężczyznę, a schronienie.
      Miałaś jazdy w poprzednim związku, musiałaś znaleźć ukojenie i o to trafił ci
      się on. Jest ci z nim dobrze, bo on działa jak balsam na twoje rany: jest
      spokojny, oddany, wspierający. Tyle tylko, że w TWOICH oczach (mówię o
      subiektywnych odczuciach) jest trochę jak ojciec bądź opiekun, nie jak mężczyzna
      (w przeciwieństwie do przypadku z innego wątku, tak na marginesie ;) ).

      Idąc dalej tym tropem: w pewnym sensie go wykorzystujesz. Jest dla ciebie bardzo
      ważny, ale trochę na zasadzie własnego domu. Nie widzę podstaw by wątpić w twoją
      miłość do niego, ale jest to miłość przede wszystkim do spokoju i dobroci, do
      ciepła rodzinnego ogniska, do babcinej kuchni, gdzie zawsze czujesz się
      bezpiecznie i gdzie można pozostawić troski za drzwiami.

      Nie wiem, jakie on ma nastawienie w łóżku, poza kilkoma zdawkowymi słowami,
      natomiast trochę więcej można powiedzieć o twoim nastawieniu. Tak z ręką na
      sercu: pożądasz go? Nie na zasadzie bycia w nastroju na bzykanko, lecz jako jego
      samego, tego konkretnego faceta? Kolejne pytania: czy starasz się wskrzesić w
      sobie ogień? Czy próbujesz go naprowadzić na swoje ulubione miejsca,
      zrelaksować, upewnić w jego poczuciu męskości? Twoje opowiadanie trochę brzmi
      jak oskarżanie tego faceta o twoje zimno. To byłby problem z nim. Natomiast mogę
      podejrzewać, że problem jest (również) po twojej stronie. To zimno jest w tobie
      i z ciebie wypływa.

      Nie mam pojęcia jaka jesteś, ale na myśl przychodzi mi obrazek dosyć
      zakompleksionej kobiety, która nie potrafi szanować dobrego i spokojnego
      mężczyzny u swojego boku. COś na zasadzie: jestem taka nieidealna, w końcu tak
      się gryźliśmy z eksem. W takim razie z obecnym coś musi być nie tak, skoro jest
      dla mnie taki czuły i dobry. Zresztą wspominasz o tym, że jesteś jego pierwszą
      partnerką... Tak, coś czuję, że nie potrafisz przejść do porządku dziennego nad
      tą "nierównowagą sił".

      Jeżeli mam rację, to radziłabym tobie rozwagę przy podejmowaniu decyzji o
      ślubie. Wbrew temu, co zdajesz się pisać niewprost w tym wątku, to nie ty jesteś
      ofiarą, lecz on. Już teraz obarczasz go poniekąd swoim brakiem satysfakcji w
      łóżku. Już teraz, jako pierwsza partnerka, podcinasz mu skrzydła i odbierasz
      wszelką pewność siebie w tej materii. Niemal siłą wpychasz go w ramy
      dobrodusznego fajtłapy. Mam nadzieję, że nie wie zbyt wiele o twoim poprzednim
      związku..Powtarzam, jeżeli go nie pożądasz już teraz, jeżeli kochasz go jedynie
      z powodu jego miłości do ciebie, to dążenie do ślubu byłoby oszustwem i
      okrucieństwem.

      Nie twierdzę, że jest tak jak napisałam. Taki obraz wyłonił mi się z twojej
      historii. Nie bierz do siebie personalnie moich słów, to tylko subiektywne wrażenia.
      • bi_chetny Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 26.01.10, 11:45
        może czas na trzeciego faceta - żeby wahadło się wyrównało ? Teraz uważasz, że
        ten seks nie jest najważniejszy. Za kilka lat okaże się krytyczny. Facet cię nie
        kręci. Znajdź takiego, na widok którego masz mokro w majtkach, a jednocześnie
        dogadujecie się w innych kwestiach.
    • mujer_bonita Związek 'plasterkowy' 26.01.10, 12:54
      nassty napisała:
      > od prawie dwoch lat mam nowgo partnera (wkrotce męza). to naprawdę ciepły,
      > dobry, czlowiek, niczego nie mogę mu zarzucic, dobrze mi się z nim żyje
      (...)
      > w poprzednim zwiazku dlugim i burzliwym (klocilismy się niemal
      > o wszystko, emocje ciągle na najwyzszych obrotach) bylo na odwrót- na codzien
      > nieciekawie, konflikty itd, ale w lozku ech...orgazmy za kazdym razem, kazdy
      > jego dotyk wrecz mnie parzyl, byly prowokacje w ciagu dnia i gorące
      > noce

      W psychologii istnieje pojęcie związku 'plasterkowego' (konkretna nazwa mi
      umknęła) - kiedy właśnie osoba po burzliwych przejściach szuka sobie partnera
      spokojnego, zrównoważonego który będzie 'plasterkiem' na rany. I tym
      prawdopodobnie jest dla Ciebie narzeczony - ukojeniem nerwów i duszy. Nie
      samcem, nie mężczyzną na którego chciałabyś się rzucić - jest po prostu
      przyjacielem, wsparciem, ramieniem do wypłakiwania. I to raczej nie jest kwestia
      jego czy Twojego temperamentu ale faktu, że chemii brak. Problemem IMO jest
      postrzeganie - wszak stare porzekadło głosi, że przyjaciel to taka osoba, która
      ma w sobie to coś co sprawia... że absolutnie nie masz ochoty się z nim przespać :P

      > czyzby seks byl wazniejszy na dluzszą metę niz wzajemne porozumienie?
      > wolelibyscie koszmarek w dzien, ale ekstaze w nocy?tylko przez ten pryzmat mam
      > oceniac partnera?

      Pozwolę sobie tu przytoczyć porównanie, którego użył kiedyś zdaje się Songo -
      stół na 3 nogach też stoi ale o stabilizację ciężko. Poczytaj sobie wątki na tym
      forum to zrozumiesz. Wzajemne porozumienie jest warunkiem koniecznym ale
      niewystarczającym dobrej relacji kobiet i mężczyzny. Ważne jest również
      dopasowanie w łóżku (na jakimkolwiek ale wspólnym poziomie).

      Już w tej chwili wasz seks jest kiepski - co będzie za parę lat? Już teraz seksu
      unikasz - chcesz zafundować narzeczonemu białe małżeństwo?

      IMO - poważna rozmowa i być może nawet wizyta u seksuologa jest tu konieczna.
      Nie wiem, czy uda Ci się zmienić swoje postrzeganie partnera - duża też jego w
      tym rola - może właśnie jego zachowanie wobec Ciebie powinno się zmienić tak
      abyś zaczęła w nim wiedzieć 'obiekt seksualny' z nie brato-przyjaciela?
      • woman-in-love brak miłości 26.01.10, 14:34
        po prostu - nie kochasz go, ciało nie kłamie. Przestań misternie okłamywać
        siebie i partnera. Seksuolog na brak miłości nie pomoże. Ciało wie, czego nie
        wie umysł.
        • gravedigger1 Re: brak miłości 26.01.10, 15:02
          woman-in-love napisała:

          > po prostu - nie kochasz go, ciało nie kłamie. Przestań misternie
          >okłamywać siebie i partnera. Seksuolog na brak miłości nie pomoże.
          >Ciało wie, czego nie wie umysł.

          To brzmi jak objawienie prawdy absolutnej... a poza tym skąd ten
          podział na ciało i umysł? Przecież człowiek jest jednością: umysł i
          ciało to jedno. Zauważ, że nasz umysł jest z ciałem nierozerwalnie
          związany. Każda myśl to reakcje biochemiczne zachodzące w naszym
          ciele. Miłość między mężczyzną i kobietą jest chyba najlepszym
          przykładem naszej jedności cielesno-umysłowej, bo nasza fizyczność,
          nasze geny i reakcje biochemiczne zachodzące w organizmie (hormony,
          tzw. "chemia") odgrywają ogromną rolę w relacjach damsko-męskich i
          mają bardzo silny wpływ na nasze postępowanie.
        • lilyrush Re: brak miłości 26.01.10, 15:06
          woman-in-love napisała:

          > po prostu - nie kochasz go, ciało nie kłamie. Przestań misternie okłamywać
          > siebie i partnera. Seksuolog na brak miłości nie pomoże. Ciało wie, czego nie
          > wie umysł.

          Czekaj czekaj, bo za chwile zacznę mieć wielką życiową zagwozdkę...skoro jest mi
          z facetem idealnie w łóżku i on ma takie same odczucia to my sie kochamy? Bo
          wiesz, jak mnie kocha to ja chce te kwiatki, czułe SMSy i takie tam ;-)
          • woman-in-love Re: brak miłości 26.01.10, 15:12
            Samo zgranie ciał, to jeszcze nie wszystko, ale jest niezbędną bazą. Bez tego
            ani rusz. często - kiedy robi sie póżno (tak trochę po trzydziestce) zaczynamy
            dopasowywać swoje przekonania do sytuacji: "lepszy wróbel w garści". Umysł
            podszeptuje argumenty "za", chcemy widziec w partnerze materiał na
            współmałżonka. I dobrze! Tylko nie ignorujmy potrzeb ciała, choć status
            mężatki/żonatego jest społecznie wysoko ceniony. Kwestia wyboru.
            jestem z tym forum związana od jehop początku i naczytałam się sporo fraz
            typu:"kochamy sie, tylko nie mamuy na siebie ochoty w łóżku". To ci dopiero miłość!
            • lilyrush Re: brak miłości 26.01.10, 15:20
              Woman- ja akurat na męża obrączkowanego nie poluje, bo już jednego miałam
              ;-)wiec to jakby nie ten problem
              • bi_chetny Re: brak miłości 26.01.10, 15:41
                Zgadzam się z W-I-L. Umysł szuka racjonalnych wytłumaczeń, tymczasem biologia
                podpowiada nam bezbłędnie. Jeśli nie ma pociągania, pożądania, to co to za
                miłość ? Potem może być trochę bardziej letnio, ale jak ciało na ciało nie
                reaguje, to żadne inne cechy nie pomogą.
            • gravedigger1 Re: brak miłości 26.01.10, 15:35
              woman-in-love napisała:

              > Samo zgranie ciał, to jeszcze nie wszystko, ale jest niezbędną >
              bazą.

              Czy mogłabyś wyjaśnić, co rozumiesz przez "zgranie ciał"?
    • efi-efi Re: stałam się Zimną RYBĄ.... 26.01.10, 16:08
      A Ty miałaś tylko tych dwóch facetów?

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka