Dodaj do ulubionych

on nie chce, ja chce

17.02.10, 12:13
Forum czytam od jakiegoś czasu, ale nie znalazłam żadnej wskazówki
co powinnam zrobic w swoim własnym przypadku.
Mam 34 lata. Na koncie bardzo wielu partnerów i ponadprzeciętne
libido. Wiem jak co działa, umiem prowokować, umiem podkręcać
atmosfere, jestem ciągle atrakcyjna- WIDZĘ to w oczach innych
facetów. Nie przypuszczałabym nigdy, przenigdy, że moge mieć
problem z seksem, a właściwie z brakiem seksu.
Z moim mężem jesteśmy parą od pięciu lat. Na początku było w
porządku- to nie był najbardziej zachwycający partner, był dość
zachowawczy ale powiedzmy, że był całkiem w porządku. Miał (i ma)
mnóstwo innych zalet więc uznłam, że z seksem 'jakoś to będzie',
może z czasem się rozkręci i będzie bardziej odważny. Dośc szybko
zdecydowaliśmy się na dziecko, potem na drugie- wtedy nasze życie
seksualne zaczęło szwankować, ale nie było to dlla mnie nic
dziwnego, ani uciązliwego. Ciąże, połogi i karmienia piersią były
okresami, kiedy moje libido oklapło. Doszliśmy do tego, że
kochalismy sie raz- na tydzień, czasem dwa. I to wystarczało.
Ale dzieci rosły i stało się cos dla mnie niezrozumiałego- dla mnie
ten raz w tygodniu okazało się stanowczo za mało a dla męza
stanowczo za dużo. W listopadzie 2009 poczułam, że mam dość. Dość
inicjowania seksu i dostawania kosza w 4 przypadkach na pięć prób.
Byłam ciekawa co się stanie, kiedy nie będę zabiegać. I wiecie co-
nic sie nie stało. Na następny seks czekałam prawie trzy miesiące..
Wreszcie sie wystraszyłam, bo o ile wyobrażam sobie seks bez
miłości, to miłośc bez seksu juz nie bardzo. Ponadto razem z seksem
odeszła od nas czułośc. To znaczy odcghodziła powoli już wcześniej,
ale te ostatnie miesiące, to już w ogóle jej nie spotykamy. Pod
koniec stycznia znowu sie kochalismy (zgadnijcie z czyjej
inicjatywy...) - było okropnie, miałam poczucie że mój mąż odbębnia
obowiązek. Dwa nastepne razy były jeszcze gorsze. Wtedy zaczęlismy
rozmawiać.. Rozmowa nie przyniosła nic, z wyjatkiem tego, że mój mąż
zwerbalizował swoją niechęć do seksu oraz podał liste powodów, które
jego zdaniem tę niechęć powoduja (jest zima, on jest przemęczony,
dzieci są małe, niemal całe zycie miał mało seksu, jego libido jest
niedźwiedziem, który zapada w sem zimowy i dlaczego właściwie nie
mogę mieć ofocjalnie zaakceptwoanego kochanka (taki żarcik)). Okopał
się na swoich pozycjach i odmawia jakichkolwiek zbliżeń. Nie mamy
więc żadnego seksu- nawet wymuszonego.
Mąż jest ode mnie dwa lata młodszy i właściwie miał jedną partnerkę
przede mną. Jego druga dziewczyna z którą był 3 lata, zdecydowanie
odmawiała kontaktów seksualnych, i właśnie to stało się przyczyną
rozpadu. Radził sobie wtedy sam i właściwie przez cały czas trwania
naszego związku do tychy naszych maksimum dwóch razy w tygodniu,
musze mu doliczyć raz- dwa, kiedt robił to sam. Ale teraz
rzeczywiściw widzę, że nawet tego zaprzestał.
Aha- nie ma kochanki- jestem tego pewna.
Nie jest też impotentem.
Poza tym jest bardzo fajnym facetem.- super czułym tatą, dla mnie
fajnym kumplem, dobrze się ze soba bawimy- gramy w tenisa, jezdzimy
na nartach, latem pływamy na desce. Wśród znajomych mój mąż błyszczy-
jest dowcipny i przemiły do mnie.
A ja jestem nieszczęśliwa.
Co mam zrobić? Nie chce kochanka. Miłam już kochanków a teraz chcę
mieć dobry, zdrowy związek z moim mężem..
Obserwuj wątek
    • kalam07 Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 13:53
      depresje ma ?

      może wspolna wizyta u lekarza specjalisty seksuologa ?

      a nawet przede wszystkim
    • saluber Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 14:19
      hmmmm, to smutne, ale nie słyszałam jeszcze aby z kiepskiego seksu
      albo jego braku w związku zrobiło się wspaniale. pzdr
    • labadine Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 14:21
      Jezeli on jest w tej najistotniejszej sferzy przeciwko Tobie to dlaczego sobie
      odmowic podobnych reakcji,poprostu wszelkie jego plany i propozycje(np wyjscia
      do kina,spotkania z przyjaciolmi,podroze itd) akceptowac ale w ostatnim momencie
      kategorycznie i definitywnie rezygnowac bez podania przyczyn.
      • symmetryisall Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 15:39
        Może niech od razu przejdą do podkładania sobie pinezek na krzesła.

        Przecież to nie jest tak, że facet to robi z małpiej złośliwości. Jak mówi że
        nie chce, to nie chce, pytanie tylko, dlaczego nie chce i czy da się z tym
        niechceniem coś zrobić.
        • aneta-skarpeta Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 16:34
          kiedys słyszałam wypowiedz Lwa Starowicza

          chodziło o to, ze czym mniej się bzykamy tym mniej nam sie chce

          a czym wiecej sie bzykamy, tym bardziej nam sie chce i wpadamy w
          taka rutyne, ze regulanie musi byc

          czym dłuzej nie bzykamy tym gorzej sie zebrac, zachecic sie..bo sie
          zwyczajnie nie chce, może i by sie chciało, ale nie cisnie w dołku
          to sie nie chce:)
          • kampai Re: on nie chce, ja chce 22.02.10, 22:42
            Coś w tym stwierdzeniu Lwa-Starowicza jest. Cholera, dobijam 40-tki i
            tak mam. Jak nie ma seksu, to coraz mniej mi się chce i żona inicjuje.
        • bi_chetny Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 16:40
          pytanie ile trwało to bezseksie związane z ciążą i macierzyństwem - może facet,
          który pd początku nie był mega libidowy, zszedł teraz do swojego limitu ?
    • urquhart super czuły tata - testosteron (kochanek) do bani 17.02.10, 17:32
      kalina.kallina napisała:
      > Poza tym jest bardzo fajnym facetem.- super czułym tatą

      No, albo czuły tata znaczy prolaktyna hormon rodzicielstwa we krwi wykluczający
      testosteron, albo testosteron znaczy kiepski tata a dobry nakręcony kochanek.
      Egzemplarzy na niestabilnej krawędzi pogranicza jednego i drugiego stanu nie
      wiem czy jest wielu...
      Na podniesienie testosteronu niezawodnie pomaga rozwód :)
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,105198079,105198079,Monogamia_a_libido_nieuchronna_konsekwencja_.html
    • tygrysek_lx Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 19:04
      A może by tak Viagra?
      • aneta-skarpeta Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 20:51
        tygrysek_lx napisał:

        > A może by tak Viagra?

        ale viagra ( z tego co wiem:P) nie pomaga na chęci, tylko pomaga jak
        chęci są, ale instrument nieteges:)
    • efi-efi Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 20:25
      No dobra, pogadałaś z mężem.
      Spytałaś co w takim razie Ty masz zrobić?
      Jak widzi dalej Wasze małżeństwo. Bo jak taki mądry to pewnie zdaje sobie sprawę
      z tego , że kobieta i mężczyzna w związku małżeńskim uprawia również seks, a nie
      tylko gra w tenisa czy pływa razem na desce.
    • stinefraexeter Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 22:02
      Nie wiem, co ci poradzić.
      Piszesz: razem 5 lat. Od początku zachowawczo. W ciągu tych pięciu lat
      zaliczyłaś dwie ciąże, dodajmy do tego połóg, karmienie piersią, opieka nad
      dziećmi. W sumie aż tak dużo tego czasu na beztroskie intensywne bzykanko nie
      było. Trochę to brzmi tak, jakbyś dopiero teraz, kiedy wreszcie masz czas na
      seks, odkryła, że mąż jest jaki jest.
      Trochę późno, nieprawdaż?
    • xyz-71 Re: on nie chce, ja chce 17.02.10, 22:36
      Tak sobie myślę, że jedna rozmowa to stanowczo za mało, żeby
      wyjaśnić, co jest przyczyną takiego właśnie podejścia Twojego męża
      do seksu, zwłaszcza że to bardzo drażliwy temat i niełatwo się o nim
      rozmawia. Trzeba do tego wiele cierpliwości. A na koniec można i tak
      stanąć przed dylematem, czy się chce mieć fajnego kumpla czy dobrego
      kochanka i w związku z tym czy szukać kogoś innego czy zaakceptować
      męża z jego niedoskonałością. I to jest twardy orzech do
      zgryzienia...
    • kalina.kallina Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 07:40
      Dziekuje za wypowiedzi.

      To dość przerażające, że jego stały poziom mógłby być właśnie taki-
      czyli żaden.
      ciążowo- połogowo- karmieniowy okres trwał mnóstwo czasu, ale w
      porównaniu do tego co jest teraz, był okresem z kwitnącym seksem.

      Fakt- w ciągu 60 miesięcy jakie stanowi 5 lat związku, 16 miesięcy
      zajęły moje obydwie ciąże (pierwszego miesiąca nie liczę, bo wtedy
      człowiek nie wie o ciąży) i 16 na karmienie piersią (z czego 3
      miesiące to połogi, czyli własciwie ostry brak seksu). Ale zostaje
      ciągle 28 miesięcy, które nie wydawały się zwiastować, że sprawa
      jest aż takiego kalibru..

      Jasne- pytałam męża co mam zrobić dalej, jak sobie wyobraża dalszy
      ciąg. No więc drugi raz padła propozycja 'oficjalnego kochanka' (
      nie wiem po co to mówi. wie doskonale, że taka opcja jest
      prawdopodobna jeśli dalej będzie nam sie układało jak teraz..
      zabezpiecza się? testuje mnie? bo nie wierze, że rzeczywiście
      chciałby takiego układu). Potem powiedział, że wybierze się do
      seksuologa oraz jeszcze mgliste 'wiem, że coś musze z tym zrobić,
      ale daj mi czas'. Czyli na razie nic.
      A kochanka miec nie chce- ja mam kure...wo we krwi, za soba kupe
      porozwalanych zwiazków z rozwodem włącznie. I wlasnie pierwszy raz
      zaczęło mi się udawać mieć NORMALNY związek (w którym w dodatku są
      dzieci!) i nie mam najmniejszej ochoty tego stracić. A manie
      kochanka tak się właśnie kończy i wiem to ze swojego osobistego
      doświadczenia.

      Nikt nie podjął wątku niezdobytej poprzedniej dziewczyny- a ja
      stworzyłam, sobie na własny użytek taką teorię, że mój mąż kojarzy
      sobie seks z czymś brudnym (bez kontekstu religijnego, bo my
      ateusze) i porównuje platoniczną miłość do Olusi z nieplatonicznym a
      małżeństwem ze mną. Może nie do końca brudnym, ale takim.. no
      nieidealnym. Podejrzewam, że jeśli miał wcześniej jedną dziewczynę +
      naoglądał się pornoli to rzeczywiście seks może mu się kojarzyć nie
      do końca pozytywnie. Ale może sie mylę.

      A może mu za łatwo idzie? Może nie przepada za agresywnymi
      kobietami, które mu same włażą do łóżka bo to on sam musi być
      zdobywcą? Ale przez 3 miesiące nie zauważyłam, żeby mnie zdobywał.

      Viagra nic nie da- on nie ma problemów ze wzwodem tylko z chęcią.
      • evenjo Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 08:09
        Może po raz pierwszy nie możesz mieć, tego, czego CHCESZ, bo do tej
        pory nie było takiej opcji, żebyś, tego czego chcesz nie miała..
      • xyz-71 Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 08:20
        No to ja jeszcze dodam radę, którą sama dostałam w odpowiedzi na mój trochę podobny wątek: przestań żebrać o seks, o czułość i zajmij się sobą!!! Na początku się wściekłam w duchu na takie słowa (no bo ja przecież taka pokrzywdzona jestem), ale potem pomyślałam, że rzeczywiście biadolenie niewiele tu da i jest najgorszym sposobem na zwrócenie uwagi faceta na siebie. Każdą zmianę należy zacząć od siebie - tę prawdę każdy musi odkryć sam na swój użytek, ale jak się już zrozumie, o co w niej chodzi, to jej prostota zachwyca!

        I jeszcze jedno: ja bym radziła szukać pomocy u psychoterapeuty, nie u seksuologa, bo sama piszesz, że problemem jest brak chęci a nie możliwości. Ja mam za sobą znacznie dłuższy staż w związku a okazało się, że przegapiłam "oczywiste oczywistości". Dowiedziałam się np. (a właściwie dotarło do mnie), że przyczyna problemów małżeńskich tkwi przeważnie po obu stronach i to nie tylko mój mąż jest tą szują, której się nie chce, ale i ja (między innymi)swoją postawą sprawiłam, że mu się nie chciało. Jak się dopuści do siebie taką myśl, że może to trochę i moja wina, to już połowa sukcesu.

        Jeśli to jest fajny facet tak w ogóle, to szkoda mu odpuścić :)))
        • kalina.kallina Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 10:22
          Ech... ja już oczywiście zaczęłam doszukiwac się winy w sobie (to
          podobno bardzo typowe dla kobiety). To prawda, że żebranie o seks
          jest najgorszym wyjściem. I niby to wiem, ale potem mi się wydaje,
          że jest niemożliwym, żeby on nie czuł teraz tego co ja- czyli
          wielkiej ochoty i znowu próbuję.. Ale racja- spróbuje skupić się na
          sobie. I odpuszczę tą presję, którą mąż na pewno odczuwa, i która go
          dodatkowo stresuje (tylko jeszcze nie wiem jak to zrobić :-(((
          Wzięłam też pod uwagę, że rzeczywiście może on wolałby taką mocno
          konserwatywną wersję pożycia. Ale mam wrażenie, że te próby po
          ciemku pod kołdrą i z zapalonymi świeczkami były kompletnie nieudane.
          Może rzeczywiście psychoterapeuta.. ale tu będe musiała zawalczyć
          przede wszytskim z sobą. Bo jak sobie pomyślę, że ktoś miałby
          grzebać mi w psyche to mam dreszcze przerażenia. Ble. Jeszcze sie
          tam doszuka czegoś czego wcale nie chce wiedzieć...
          • symmetryisall Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 10:50
            > To prawda, że żebranie o seks
            > jest najgorszym wyjściem.

            No niby tak. Ale masz do wyboru, albo nie żebrać i nie mieć seksu wcale, albo
            pożebrać i mieć kiepski, bo kiepski, ale jakiś.

            Ja wiele razy mówiłem sobie "nie poniżaj się, gościu" i postanawiałem przestać
            namawiać żonę na seks, ale po tygodniu czy dwóch całkowitego braku kontaktów
            fizycznych zaczynałem się zastanawiać, kto tu komu robi na złość, i wychodziło
            mi, że ja sam sobie. No bo żona jest zadowolona z takiego układu, że nikt jej
            nie obmacuje i nie musi się zmuszać, za to ja nie mam seksu i fizycznie czuję,
            że mi, pardon, wkurw podchodzi do gardła. A jak już wymusiłem/wyprosiłem to co
            chciałem, to z jednej strony czułem się podle (znów poległem), a z drugiej
            jednak była ulga i przynajmniej czasowa możliwość normalnego funkcjonowania.
            • urquhart Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 11:53
              symmetryisall napisał:

              > No niby tak. Ale masz do wyboru, albo nie żebrać i nie mieć seksu wcale, albo
              > pożebrać i mieć kiepski, bo kiepski, ale jakiś.

              Pierwszy akord do burdeholizmu.
              Człowiek chce seksu ale bez poniżania się u żony, która zaspokaja przyzwoicie
              pozaseksualne potrzeby. :)
        • katarinabeauty Re: on nie chce, ja chce 22.02.10, 15:35
          Nie zawsze tak jest i nie w każdej sytuacji.
          Problem jest jak zawsze indywidualny to po pierwsze.
          Dlaczego to przeważnie na kobiety wszystko spada?
          I dlaczego niby ja mam np się zająć sobą skoro on też nic nie robi w tej sprawie?
          I znowu spada na babę że to ona temu winna.
          A dlaczego facet nie podejmie żadnych pierwszych kroków, z reguły to kobiety
          widzą że coś nie tak, a ja już zrobimy pierwszy krok to wtedy jest ok tak?
          A co jeśli kobieta na ogól się stara, ubiera seksownie i chce się podobać zwraca
          uwagę innych mężczyzn to i swojego powinno przykuć a tu nic i jeszcze najlepiej
          zacząć pierwszej rozwiazywać problem wyjść z inicjatywą i pomysłem rozwiązania
          problemu a wtedy to i on będzie "coś" robił o ile nie zgani mojego pomysłu.Super
          komfort dla mężczyzny.
          A jeśli nic nie zrobię to i on mógłby tak trwać po wieki.
          Kobieta jeśli za bardzo się stara to zgodzę się, że to jest takie proszenie się
          o seks, ale to nie jest zdrowe z mojej winy tylko wówczas z jego. No coś chyba
          nie tak z panem prawda?
          To zależy od sytuacji.
          Każda jest indywidualna, ale nie zgodzę się z tym że jeżeli kobieta się stara
          chce rozwiązać problem to jeszcze na nią winą nakładać to chore jakieś...
          A babinki z reguły zaraz się winują i nbie trzeba ich specjalnie do tego
          przekonywać że to ich wina bo podejrzewam że wpierwszej kolejności kobieta
          zastanawia się że ona coś robi nie tak.
          pozdrawiam
          • glamourous Re: on nie chce, ja chce 22.02.10, 16:01
            katarinabeauty napisała:

            > A dlaczego facet nie podejmie żadnych pierwszych kroków, z reguły to kobiety
            > widzą że coś nie tak, a ja już zrobimy pierwszy krok to wtedy jest ok tak?


            Robienie pierwszyche krokow lezy zazwyczaj w interesie osoby, ktora ma deficyty
            i ktorej bardziej na tym czyms zalezy. To chyba oczywiste, ze stara sie bardziej
            (i czesciej) ten, kto ma wieksza motywacje. Jezeli facetowi na seksie w ogole
            srednio zalezy to niby z jakiej paki to wlasnie on ma sie starac, zabiegac i
            inicjowac? Bo tak POWINNO BYC? Zasade idealnej symetrii to mozna sobie stosowac
            w zwiazkach gdzie wszystko pieknie gra, a nie w malzenstwach gdzie cos
            ewidentnie kuleje. Taki lajf i nie ma co sie obrazac na taki stan rzeczy. Jezeli
            moj samochod sie zepsul, a na gwalt potrzebuje srodka lokomocji i prosze
            znajomego o pozyczenie jego wlasnej bryki (taki przyklad), to chyba nie on
            powinien za mna latac i zabiegac zebym ten samochod od niego laskawie wziela,
            tylko to wlasnie JA powinnam sie wokol tej pozyczki zakrecic. Bo to MI zalezy,
            nie jemu. Proste.


            > A co jeśli kobieta na ogól się stara, ubiera seksownie i chce się podobać zwraca
            > uwagę innych mężczyzn to i swojego powinno przykuć a tu nic


            Effekt Coolidge'a i opatrzenia na wdzieki zony z definicji dotyczy meza - a nie
            innych, obcych mezczyzn dla ktorych zona jest atrakcyjna juz przez sama swoja
            obcosc. Nie mozna miec pretensji do faceta ze po X latach aparycja zony nie
            dziala juz na niego z taka sila razenia jak na poczatku znajomosci. Na biologie
            tez nie ma sensu sarkac.


            > Kobieta jeśli za bardzo się stara to zgodzę się, że to jest takie proszenie się
            > o seks, ale to nie jest zdrowe z mojej winy tylko wówczas z jego. No coś chyba
            > nie tak z panem prawda?


            No OK, ale COZ kobiecie z tej swiadomosci, ze to z facetem jest cos nie tak, a
            nie z nia? Co to zmienia? Ta wielce satysfakcjonujaca swiadomosc ze "to nie ja
            nawalam" przeciez ich problemu nie rozwiaze, nie sprawi ze nagle panu bardziej
            sie zachce. W takich sytuacjach nie trzeba sie skupiac na rozwazaniach "czyja
            wina" i co kto powinien zrobic, tylko zawiesic dume na kolku i SAMEMU PODJAC
            KONKRETNE DZIALANIA, ktore maja jakis potencjal sprawczy i daja jakas szanse na
            stopniowa poprawe. Jezeli bedziemy podchodzic do problemu biernie i w
            kategoriach wylacznie honorowych, ze "to on powinien!" to nic z tego raczej nie
            wyjdzie.
            • katarinabeauty Re: on nie chce, ja chce 22.02.10, 16:35

              glamourous napisała:
              moj samochod sie zepsul, a na gwalt potrzebuje srodka lokomocji i prosze
              > znajomego o pozyczenie jego wlasnej bryki (taki przyklad), to chyba nie on
              > powinien za mna latac i zabiegac zebym ten samochod od niego laskawie wziela,
              > tylko to wlasnie JA powinnam sie wokol tej pozyczki zakrecic. Bo to MI zalezy,
              > nie jemu. Proste.

              Czyli... rozumiem, że w takim przypadku jemu wcale nie zależy?
              To smutne.

              lamourous napisała:
              Nie mozna miec pretensji do faceta ze po X latach aparycja zony nie
              > dziala juz na niego z taka sila razenia jak na poczatku znajomosci. Na biologie
              > tez nie ma sensu sarkac.
              To dlaczego mi po X latach ciągle świetnie wsjo działa?
              Mnie pociąga mój mąż i jest ok. Tzn że może ze mną coś nie tak?

              glamourous napisała:
              >W takich sytuacjach nie trzeba sie skupiac na rozwazaniach "czyja
              > wina" i co kto powinien zrobic, tylko zawiesic dume na kolku i SAMEMU PODJAC
              > KONKRETNE DZIALANIA, ktore maja jakis potencjal sprawczy i daja jakas szanse na
              > stopniowa poprawe. Jezeli bedziemy podchodzic do problemu biernie i w
              > kategoriach wylacznie honorowych, ze "to on powinien!" to nic z tego raczej nie
              > wyjdzie.
              Ja rozumiem, że nie wyjdzie, ale to jest przykre.
              • songo3000 Skoro tak lubisz generalizować 22.02.10, 21:50
                To jesteś zwykłą, niedojrzałą kobietą strzelającą focha rzeczywistości. Zamiast poszukać przyczyn problemów to popiskujesz "buuuu, to taaakie smutne..." jak smarkula.

                Jak zwykle piszę z przyjaźni i w dobrej wierze - może w końcu zaczniesz nad sobą pracować, poszerzysz horyzonty, otworzysz się na inne, obce tobie koncepcje i wydoroślejesz? Kto wie, kto wie :))
                • katarinabeauty Re: Skoro tak lubisz generalizować 23.02.10, 00:22
                  songo3000 napisał:

                  > To jesteś zwykłą, niedojrzałą kobietą strzelającą focha rzeczywistości. Zamiast
                  > poszukać przyczyn problemów to popiskujesz "buuuu, to taaakie smutne..." jak
                  smarkula.
                  Bardzo ciekawe co napisałeś. Zawsze uważałam się za cholernie rozwiniętą,
                  poważną i dorośniętą że tak ujmę osobą niż mój mąż, ale niestety (albo raczej
                  stety) muszę przyznać, że masz rację. Tak, jestem niedojrzałą kobietą
                  strzelającą focha rzeczywistości - dobrze to ujęte nic dodać nic ująć, ja lepiej
                  bym siebie nie określiła. Jestem na takim etapie akurat że zastanawiam się nad
                  sobą i rozważań na temat co bym chciała realizować w przyszłości i w imię czego,
                  więc te moje nieprzemyślane wywody biorą się z racji lekkiego zagubienia.
                  Frustracja - a okazuję to właśnie fochami i strzelam nie popartymi niczym racjami.
                  Jakie to wszystko dziwne,wiele się człowiek uczy w życiu i non stop. Coraz
                  bardziej zaczynam myśleć nad swoimi poczynaniami i stało się dzisiaj właśnie na
                  tej zasadzie, że po rozmowie z mężem na temat braku seksu, obruszylam się w
                  pierwszej chwili jak powiedział, że z Nim jest Ok, tylko ja powinnam trochę
                  zainicjować sprawę a On już jest na baczności. Szok! Pomyślałam znowu ja muszę
                  odwalać całą robotę. Ale po chwili zrozumiałam, naprawdę faktycznie to jest to
                  mój problem. Cholera! Tak jest jak mówi nie inaczej.
                  Dziś mnie olśniło! Obudziłam się, a wystarczyło chwilę zastanowić się nad sobą i
                  proszę do czegoś się doszło.
                  > Jak zwykle piszę z przyjaźni i w dobrej wierze - może w końcu zaczniesz nad sob
                  > ą pracować, poszerzysz horyzonty, otworzysz się na inne, obce tobie koncepcje i
                  > wydoroślejesz? Kto wie, kto wie :))
                  No właśnie, dzięki za te słowa, to był kubeł zimnej wody, czasami warto
                  przystanąć i przyznać komuś rację że do tej pory było się cholernym głupkiem
                  pozdrawiam
                  • songo3000 Re: Skoro tak lubisz generalizować 23.02.10, 11:32
                    Zawsze wiedziałem, że te moje zimne pomyje się komuś w końcu przydadzą ;)))
              • glamourous Re: on nie chce, ja chce 22.02.10, 23:12
                No smutne, smutne. Ale nikt nigdzie nie powiedzial ze w zyciu wszystko ma byc cacy.

                > To dlaczego mi po X latach ciągle świetnie wsjo działa?
                > Mnie pociąga mój mąż i jest ok. Tzn że może ze mną coś nie tak?


                Mi tez wsjo dziala i moj facet po 7 latach zwiazku nadal mnie niesamowicie
                kreci. Aczkolwiek gdybym zmierzyla to krecenie jakas miarka to pewnie nie
                mialoby ono AZ TAK wysokiego poziomu jak krecenie z poczatku naszego zwiazku,
                kiedy dostawalam skretu macicy na sam jego widok. On ma pewnie tez podobnie, na
                poczatku krecilam go pewnie iles tam procent bardziej niz aktualnie - choc to
                wcale nie znaczy ze nadal go nie krece. Ludzkie zmysly maja to do siebie sie
                przytepiaja na wciaz te same bodzce chocby nie wiem jak atrakcyjne - nic na to
                nie poradzimy. I wydawac by sie moglo, ze wiele zalezy od punktu wyjsciowego -
                czyli im bardziej ktos wydaje nam sie graalowaty i im bardziej nas kreci na
                poczatku tym wieksze szanse mamy, ze to krecenie potrwa przynajmniej pare lat
                ;-) O ile oczywiscie nie zaistnieja jakies niesprzyjajace okolicznosci np.
                drastyczne spasztecenie sie partnera czy obnizenie jego polki :-) A i tak kazdy
                z nas ma na to rozna tolerancje. Wiem, ze to z idealami ma niewiele wspolnego,
                ale nie zyjemy w najlepszym ze swiatow (ze tak sparafrazuje Kandyda Woltera :-).
                Pocieszajace jest jedynie to, ze NIC tak naprawde nie jest regula, a to sa
                rzeczy bardzo indywidualne. Jedni maja tak, drudzy inaczej, jednych pozadanie
                wypala sie szybciej i bardziej potrzebuja nowych stymulacji, u innych jest to
                bardziej rozlozone w czasie. Od biedy mozna sie wiec jakos pod tym katem dobrac
                - i na szczescie istnieja udane dlugoletnie zwiazki.
      • merlotka30 Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 08:34
        A ja odnoszę wrażenie, że jego problemem nie jest jego przeszłość a
        Twoja.
        Zbyt oczywiste ŻALuzje na temat kochanka.
        Domniemuję, że wie cokolwiek o Twoim życiu sprzed Was.
        To co początkowo było ostrą przyprawą, teraz odrzuca.
        Niektórzy faceci też potrafią się nakręcać, zupełnie jak babki.
      • dragon_pit Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 09:41
        myslę, że rozmowa z jakimś terapeuą może pomóc, jak ktos tu juz
        wcześniej wspomniał wina lezy zawsze po obu stronach, może to nie do
        końca wina ale różnica charakterów, temperamentu albo jeszcze czegoś
        innego. Taka rozmowa ze specjalistą pomoze wam sie otworzyć i
        znaleśc jakiś złoty srodek, super ze rozmawiacie o problemach ale
        niestety nic z tego nie wynika, może Twój mąż potrzebuje czegoś a
        nie potrafi Ci tego powiedzieć z różnych powodów (moze boi się
        przyznać do skrytych pragnień seksualnych). Może przyzwyczaił się do
        Ciebie, do sytuacji zyciowej i potrzeba odmiany aby zar znowu był,
        moze oglądnijcie wspólnie jakis film erotyczny i zaczekaj az on
        zacznie inicjować zblizenie, albo zróbcie coś szlonego, a moze on
        chciałby miec troche czasu dla siebie (jakis klub modelarski czy
        coś;)) to o czym on zawsze marzył ale tego nie zrobił bo dzieci bo
        kasa bo co inni powiedzą...ale pamiętaj nic na siłę, powodzenia
        • labadine Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 10:38
          Najlatwiej inicjowac zblizenia gdy sie kocha i chyba w tym wypadku ma to miejsce.
          Niektorzy orzekna ze,do uprawiania seksu uczucie jest zbedne,oczywiscie napewno
          ale przy uprawianiu kartofli napewno.
      • stinefraexeter Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 11:41
        No właśnie wszystko rozbija się o to, jaki jest ten jego mniej lub bardziej
        stały poziom. Z jednej strony seks jakiś tam był (w końcu dwójkę dzieci
        zmajstrowaliście ;)), z drugiej jednak strony z całego twojego wątku wynika, że
        nigdy nie było bajerancko. A teraz jest zupełny brak.
        Dlatego właśnie miałam odczucie, że te wspólne lata przeżyliście dosyć
        intensywnie - dwójka dzieci, itp. i właściwie dopiero teraz dostrzegłaś męża
        takim jakim jest - z niewysokim libido, mniej zakręconym na punkcie seksu niż ty.

        Wspominasz o jego związku nieskonsumowanym i masz rację, to jest ważna
        informacja, choć odczytuję ją trochę inaczej niż ty. Dla mnie dwa lata (jeśli
        dobrze pamiętam) takiego białego związku to wyraźny sygnał, że jego libido nie
        należy do najwyższych. Piszesz o jego wyobrażeniu o seksie jako o czymś brudnym.
        Być może masz rację. W końcu "czystość" tamtej dziewczyny jakoś mu nie
        przeszkadzała, a może i była swoistym wabikiem. Jednak byłabym ostrożna z
        wyciąganiem takiego wniosku już teraz. Dla mnie przede wszystkim to facet,
        którego seks kręci znacznie mniej niż ciebie i nie potrzebuje iluś tam stosunków
        na tydzień, by chodzić nabuzowanym. Wydaje mi się również, że zauważyłabyś to
        już dawno temu, gdyby nie to, że zajmowałaś się czymś innym (ciąże, dzieci).
        Nie wiem, czemu jemu teraz w ogóle się odechciało. Może do niskiego libido
        doszły zabójcze stresy w pracy, permanentne zmęczenie, itp. Wiesz, niemało jest
        ludzi, którzy uważają, że frajda z seksu nie jest wcale warta włożonego
        wysiłku... I to nie musi być twoja wina jako kobiety i kochanki. Po prostu
        fajniej jest pooglądać tv, pograć w grę komp, czy cokolwiek twój mąż lubi robić.

        Inna sprawa również, że dosyć ochoczo szafujesz hasłem "kochanka". Wiesz, jakby
        mi mąż i ojciec dwójki dzieci po trzech miesiącach zagroził skokiem w bok, to
        podziałaloby to na mnie bardzo źle i wcale nie pobudzająco. Rzeczywiście,
        brzmisz trochę (przynajmniej w słowie pisanym), jak osoba, która zawsze dostaje,
        czego chce i teraz nie może znieść tego, że mąż nie funkcjonuje tak jak byś
        chciała. Zrozum mnie dobrze, brak seksu jest problemem i należałoby coś z nim
        zrobić, natomiast posuwanie się do tego typu gróźb i szantażu to najgorsza z
        możliwych dróg. DOmyślam się, że chciałaś nim wstrząsnąć, ale nie rozegrałaś
        tego najlepiej,moim zdaniem.

        Nie wiem, co ci doradzić poza kolejnymi rozmowami. Ale takimi bez wyrzutów, bez
        gróźb! Na zasadzie: martwię się tobą, czy coś się dzieje, czy mogę ci jakoś
        pomóc, wiesz, że masz we mnie wsparcie. Od początku powinnaś była tak rozmawiać,
        zamiast miotać się, robić wyrzuty i grozić.
        • kalina.kallina Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 13:19

          Wydaje mi się również, że zauważyłabyś to
          > już dawno temu, gdyby nie to, że zajmowałaś się czymś innym
          (ciąże, dzieci).
          > Nie wiem, czemu jemu teraz w ogóle się odechciało. Może do
          niskiego libido
          > doszły zabójcze stresy w pracy, permanentne zmęczenie, itp. Wiesz,
          niemało jest
          > ludzi, którzy uważają, że frajda z seksu nie jest wcale warta
          włożonego
          > wysiłku... I to nie musi być twoja wina jako kobiety i kochanki.
          Po prostu
          > fajniej jest pooglądać tv, pograć w grę komp, czy cokolwiek twój
          mąż lubi robić

          Taaaaaaak!!! On sam mówi, że mu sie nie chce gimnastykować!!


          >
          > Inna sprawa również, że dosyć ochoczo szafujesz hasłem "kochanka".
          Wiesz, jakby
          > mi mąż i ojciec dwójki dzieci po trzech miesiącach zagroził
          skokiem w bok, to
          > podziałaloby to na mnie bardzo źle i wcale nie pobudzająco.
          Rzeczywiście,
          > brzmisz trochę (przynajmniej w słowie pisanym), jak osoba, która
          zawsze dostaje
          > czego chce i teraz nie może znieść tego, że mąż nie funkcjonuje
          tak jak byś
          > chciała. Zrozum mnie dobrze, brak seksu jest problemem i
          należałoby coś z nim
          > zrobić, natomiast posuwanie się do tego typu gróźb i szantażu to
          najgorsza z
          > możliwych dróg. DOmyślam się, że chciałaś nim wstrząsnąć, ale nie
          rozegrałaś
          > tego najlepiej,moim zdaniem.

          Jedno sprostowanie: to nie ja rzuciłam hasło kochanka, tylko mój
          mąż.
          Ja bardzo nie chciałabym, żeby sprawa rozwiązała sie w taki sposób.
          Za wiele mam do stracenia. Natomiast mam podstawy podejrzewać, że w
          którymś momencie, nie będę miała motywacji do tego, żeby nie zacząć
          zdradzać. Wyjeżdżam służbowo, bywam na różnych
          imprezach 'integracyjnych'- nie brakuje mi okazji. Mam tez bardzo
          silne postanowienie, że będę trzymac na wodzy swój temperament, ale
          są chwilę, kiedy przestaje mi zależeć. Nie jest to związane tylko i
          wyłącznie z koniecznościa zaspokojenia popędu, ale też z czymś w
          rodzaju udowodnienia sobie, że jednak to zmoim mężem jest coś nie
          tak, że mnie nie chce. Złapałam się ostatnio na takim właśnie
          szukaniu usprawiedliwień.

          No i niestety nie zawsze dostaje czego chcę:-( choc bardzo bardzo
          bym chciała.
      • czarownica77777 Re: on nie chce, ja chce 25.02.10, 22:17
        tak bardzo lubisz seks i tak dlugo sie powstrzymywalas dziwne
    • lilyrush Re: on nie chce, ja chce 18.02.10, 11:17
      Z własnego doświadczenia mogę Ci napisać,ze ja sugerowałam eksowi, żeby sobie
      znalazł kochankę jak chciałam, żeby się ode mnie odczepił- czyli zdecydowanie
      nie miałam ochoty na seks z nim.
      • red.mujer moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 16:35
        albo jest zakochany i dlatego nie moze z Toba. Albo Twoja przeszlosc go odrzuca?
        Dziwne ze tego kochanka proponuje tzn ze albo jest Ciebie absolutnie pewny i to
        tak na odczepnego albo to on o kims innym mysli i chce byc "fair" do Ciebie.
        Nie wiem? Zastanawialas sie nad tym?
        • kag73 Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 18:19
          Mysle, ze jego propozycja z kochankiem byla jak najbardziej na
          serio, wydaje mu sie to idealnym rozwiazaniem. Przestalabys zebrac o
          seks a on mialby swiety spokoj, bo zwyczajenie ma aseksualna faze.
          Zdarza sie. Moze bral jakies leki, ma stresy w pracy a moze po
          prostu jest wiele innych rzeczy, ktorze wypelniaja mu czas. Seks
          stal sie rutynowy, nie che mu sie wysilac.
          Nie mysli o seksie, nie ma ochoty. Skad wiesz, ze sie nie onanizuje?
          Jestem pewna, ze nie czesto, ale to robi, z powodu czystej
          fizjoligii. Tzn, nie siada przed porno i mysli "teraz se zwale
          konia", tylko raczej na szybko zaspokaja potrzebe fizjologiczna,
          zwlaszcza w czasie kiedy nie kochliscie sie 3 miesiace.
          Ostatnia proba zanim zaczniesz powazne rozmowy moze byc zaskoczenie
          go czyms co lubi, np. niby nic masz na sobie seksowny gorsecik,
          szpilki czy kozaczki do poluda, np., bo wlsnie chcialas przymierzyc
          i zobaczyc jak wyglasz, albo poprosic, zeby pomogl Ci zasznurowac.
          Zobaczysz czy "zaskoczy".
          W powaznej rozmowie powinnas odniesc sie do kochanka. Jasne jak
          najbardziej mozesz go sobie poszukac, ale nie wiesz czy to rozwiaze
          problem. Moze tak, bo wreszcie bedziesz zaspokojona a rodzina bedzie
          sobie dalej sprawnie funkcjonowala. Jednak moze sie zdarzyc, ze
          zakochasz sie w kochanku i bedziesz chcialas odejsc, zaczna sie
          problemy. tego nie wie nikt, wydarzyc moze sie wszystko. Tak mu
          musisz powiedziec.
          Jestescie para, jezeli chcecie byc razem, musiscie sprobowac
          wspolnie cos zmienic. "Znalesc" czas na obudzenie sie ochoty,
          wyznaczyc sobie terminy kiedy chcecie sie "zabawic" w lozku,
          chodzcie wczesniej spac. Moze maz ma jakies fantazje, ktore go kreca.
          W zadnym wypadku nie powinnas zebrac o seks i wymagac, bo ma to
          efekt odwrotny. W kazdym razie potrzebne Wam cos co skieruje mysli
          meza na seks(w przypadku mojego meza pomogl pas cnoty dla mezczyzn).
          Jezeli maz nie jest egoista, podejmie proby zmiany sytuacji.
          Wazne, zeby zrozumial, ze jezeli bedzie tak dalej, ucierpia na tym
          Wasze pozostale relacje. To po pierwsze. Po drugie, zapewnij,
          kochanka jak najbardziej mozesz poszukac, ale nie gwarantujesz co
          przyniesie zycie i czy Wasz zwiazek przetrwa. Na dwoje babka
          wrozyla. Jego decyzja.
          To prawada, ze seks nakreca seks, im go mniej, tym trudniej znow
          sie "zebrac", czlowiek sie przyzwyczaja/odzwyczaja.
          Nawet konkretne umawianie sie na seks jest lepsze niz jego brak. Po
          pewnym czasie macie szanse znow wpasc w rytm i seks bedzie czesciej.
          Najwaniejsze, zeby zrobilo "klik" w jego glowie i zrozumial co ma
          dostracenia i o co w tym w tym wszystkim chodzi: o Wasz zwiazek i o
          najlepsze lata, ktore spedzacie w bezseksie.
          • minusten Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 18:34
            Też obstawiam, że od czasu do czasu jedzie na ręcznym ;)
            ditto że daje przyzwolenie na kochanka. Przecież nie powie tego wprost.
            Może się okazać, że to jest najlepsze rozwiązanie dla zdrowia fizycznego i
            psychicznego wszystkich. Gdybyś jednak zdecydowała tak zrobić to nie ma sensu z
            nim juz o tym gadać.
            • kag73 Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 18:49
              Nie wiem czy to najlepsze rozwiazanie. Probowalbym jeszcze dac
              szanse mezowi na zmiane sytuacji. to tylko pozornie najlepsze
              rozwiazanie ale zdarzyc moze sie wszystko, on powinien zdac sobie z
              tego sprawe.
              Wierze w takie aseksualne fazy, sama juz tak mialam, kompletnie nie
              mialam ochoty na seks, potem kiedys maz mial podobnie. Niemniej
              jednak wazne, zeby ta faza nie ciagnela sie w nieskonczonosc, zeby
              probowac ja zmienic, bo warto. Czekac wiecznie nie wrto, ja jestem
              niecierpliwa, zareagowalam po paru miesiacach. Dodam, ze moj maz w
              tej swojej nieochocie, nigdy nie odmowil seksu kiedy ja przejmowalam
              inicjatywe, ale ja juz nie chcialam ciagle podejmowac inicjatywy.
              Powiedzialam jedno zdanie, zupelnie na spokojnie: "Postanowilam, ze
              sprobuje sie od Ciebie emocjonalnie uwolnic". Nie wiem dlaczego
              zrobilo to na nim takie ogromne wrazenie, jak kubel zimnej wody na
              glowe. Byl strasznie przejety i postanowil cos zmienic.Po jakims
              czasie powiedzial "jaka szkoda tych paru miesiecy, moglo byc o tyle
              wiecej seksu".
              • minusten Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 19:05
                kag73 napisała:
                > Wierze w takie aseksualne fazy, sama juz tak mialam, kompletnie nie
                > mialam ochoty na seks, potem kiedys maz mial podobnie.

                A ja nie :( Nie u faceta, i nie w tymczasowe. Oczywiście mogę się mylić.
                I z tego co Kalina pisze, to chyba już wyraźnie to dawała do zrozumienia.
                Powtarzanie tego w kółko chyba nie ma sensu. Zakładam, że facet jest na tyle
                inteligentny, że wie o co chodzi (a sądząc po małżonce to pewnie jest ;)))
                • zamyslonaona A może... 18.02.10, 19:52
                  Może rzeczywiście zapada w sen zimowy...
                • kag73 Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 22:05
                  minusten napisał:

                  > kag73 napisała:
                  > > Wierze w takie aseksualne fazy, sama juz tak mialam, kompletnie
                  nie
                  > > mialam ochoty na seks, potem kiedys maz mial podobnie.
                  >
                  > A ja nie :( Nie u faceta, i nie w tymczasowe. Oczywiście mogę się
                  mylić.
                  > I z tego co Kalina pisze, to chyba już wyraźnie to dawała do
                  zrozumienia.
                  > Powtarzanie tego w kółko chyba nie ma sensu. Zakładam, że facet
                  jest na tyle
                  > inteligentny, że wie o co chodzi (a sądząc po małżonce to pewnie
                  jest ;)))"

                  A ja wierze, bo poznalam na przykladzie wlasnego meza, na 120% nie
                  mial kochanki. Po prostu nie myslal o seksie, byl zajety innymi
                  rzeczami, do tego troche namieszaly mu tabletki, do tego pozne
                  chodzenie spac gdzie czlowiek pada z nog i po kilku latch w zwiazku,
                  gdzie seks ciagle dostepny, zmeczenie bierze gore nad ochota, tym
                  bardziej, ze jutro tez jest dzien.
                  Faceci bywaja rozni, kobiety zreszta tez:))
                • avide Re: moze jednak to on ma kochanke? 19.02.10, 23:38
                  minusten napisał:

                  > kag73 napisała:
                  > > Wierze w takie aseksualne fazy, sama juz tak mialam, kompletnie nie
                  > > mialam ochoty na seks, potem kiedys maz mial podobnie.
                  >
                  > A ja nie :( Nie u faceta, i nie w tymczasowe. Oczywiście mogę się mylić.


                  No to się mylisz.

                  Sam osobiście doświadczyłem ostatnio takiej sytuacji.
                  Między wrześniem a grudniem zmieniłem pracę. Nowe środowisko, ogromny stres, napięcie, natychmiastowa potrzeba dokształcenia się (dzień w pracy, wieczory w książkach) by móc odnaleźć się w nowej sytuacji, permanentne przemęczenie i niewyspanie. To wszystko spowodowało, że libido mi się za-hibernowało.

                  Mój związek nigdy nie był szczególnie namiętny, ale jak się zorientowałem, że seks mnie zupełnie przestał interesować trochę się przestraszyłem. Myślałem przez chwilę, że mnie może jakiś cholerny syndrom MIL dopadł (żona w ciąży). Jednak jak zrobiłem sobie seksualny przegląd mojej osoby za ostatnie 3 m-c wyszło, że oklapło nie tyle zainteresowanie żoną co seksem w ogóle.
                  Nie ciągnęło mnie do porno, prawie się nie onanizowałem, seksu nie inicjowałem, a nawet mijając atrakcyjne kobiety na ulicy myślami byłem bliżej spraw zawodowych niż ich majtek jak to na samca przystało.

                  Minął grudzień, trochę się więcej wyspałem, w pracy odpuściłem, włączyłem kilka dobrych porno i umysł wrócił na dawne erotyczne tory ;-))).
                  • zyg_zyg_zyg Re: moze jednak to on ma kochanke? 20.02.10, 09:09
                    gratulacje, Avide! :-)
        • kalina.kallina Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 20:05
          No dobra- niczego nie można być pewnym na 100%, ale powiedzmy, że na
          99,99% on nie ma kochanki.
          Pomijając wszytsko inne- nie wiem kiedy miałby się z nią spotykać..
          No chyba, że jeździ do niej zamiast piłki i tenisa. W takim razie
          jej zazdroszczę- ma seks 3 razy w tygodniu po 2 godziny a mąż wraca
          od niej kompletnie zajechany;-)
          Zapewne raz na jakiś czas zrobi to sam ze sobą, ale to tak raczej
          mimochodem. Wiem jak było, kiedy rzeczywiście jechał na ręcznym w
          czasie okołoporodowym i potem- wspomagał się gazetami. Zresztą i ja
          i on raczej się nie kryliśmy z 'rękoczynami' (teraz zaczęłam się
          kitrać nie wiem czemu...)

          Pewnie, że się zastanawiałam nad tym dlaczego proponuje tego
          kochanka. I właśnie tego nie rozumiem. Nie sądzę, żeby czuł się za
          pewnie. Wie tak z grubsza co działo się wcześniej (znamy się od
          kilkunastu lat zresztą). Może go odrzuca mnoja przeszłość-
          faktycznie, ale zawsze prezentował bardzo racjonalne i raczej
          pozbawione emocji podejście do moich wyczynów łożkowych z fazy przed
          nim. Może sobie przemyślał.. Jeśli tak jest - to bardzo niedobrze,
          bo ja już nie zmienie nic w tym co było.
          Najprędzej uwierzyłabym w zakochanie się. Choć nie wiem kto to
          miałby być, skąd mój mąż miałby ją wytrzasnąć (pracuje z samymi
          facetami). No chyba, że to jest facet...
          Właśnie sobie uświadomiłam, z jaka ekscytacją mój mąz opowiadał o
          epizodzie, kiedy grali z kumplami w brydża i przegrani mieli się
          całować...
          Może to fałszywy trop, ale na pewno musze to przemysleć.

          Bardzo ciekawe rzeczy piszecie- dziękuję!


          • red.mujer Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 20:51
            Jeszcze przyszlo mi go glowy ze moze np Ty choc chcesz sie z nim kochac to
            jednak wiesz ze swoich poprzednich doswiadczen ze on nie jest "the Best" i on
            wyczuwa twoje mysli w jakis sposob i to go deprymuje?
          • ambx Kalina, napisz do Tulipana! 18.02.10, 20:53
            ... tego z kąta pokoju;-) Myślę że libido wasze jest.. bardziej
            kompatybilne, a waszych współmałżonków to 100% zgodności (Zero i
            drugie zero) Jakie by to były dwie dobrane pary! To taki smutny zart
            pół - serio. Niestety - trzeba się dobierać i pod "tym" względem.
            Absolutnie musicie wiedzieć co z poziomem testosteronu u ślubnego.
            Możę trzeba go podnieść farmakologicznie? "Weź sobie kochanka" to
            nie taki zupełnie głupi pomysł... Najmocniejszym afrodyzjakiem
            znanym ludzkości... jest seks z kimś innym, za wiedzą a nawet.. w
            obecności małżonka/partnera. Na zakodowanym z tyłu mózgu od czasów
            jaskiniowych mechaniźmie podniety, by natycmiast odepchnąć tamtego
            samca, wypompować jego nasienie (żołąź członka ma odpowiedni
            kształt) i zastąpić swoim, zbudowano cały przemysł porno! Tak jak
            tulipan - zamiast "poważnego" romansu używa galerianek, poszukaj
            przez net nabuzowanych smczyków młodszych od ciebie o dychę. Po paru
            wyjściach - podziękuj ślubnemu za podsunięcie świetnego pomysłu. Jak
            zacznie się dopytywać - opowiadaj ze swadą i pikantnymi szczegółami.
            Jak i wtedy się na ciebie nie rzuci z erekcją i brzydkim słowem -
            zaproponuj, że przyprowadzisz takego gostka, a on będzie mógł się
            podłączyć... To naprawdę jazda po bandzie, ale sytuacja wymaga
            drastycznych środków. Poczytaj sobie relacje "z pierwszej ręki" jak
            takie coś działa na faceta ("niezwykłe, bolesne podniecenie") np. na
            forum w portalu o2 forum/seks/fantazje i opowiadania. Jest tam kilka
            długaśnych topików w tym temacie. Good Luck!
          • minusten Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 21:22
            Wiem jak było, kiedy rzeczywiście jechał na ręcznym w
            > czasie okołoporodowym i potem- wspomagał się gazetami.
            PLUS
            No chyba, że to jest facet...
            > Właśnie sobie uświadomiłam, z jaka ekscytacją mój mąz opowiadał o
            > epizodzie, kiedy grali z kumplami w brydża i przegrani mieli się
            > całować...

            long shot, ale...
            gazetami czy internetem? Sprawdź historie przeglądania w kompie i zobacz czy tam
            przypadkiem nie ma jakichś stron pod tym kątem :/
          • kag73 Re: moze jednak to on ma kochanke? 18.02.10, 21:57
            "Zapewne raz na jakiś czas zrobi to sam ze sobą, ale to tak raczej
            mimochodem.

            To nie szkodzi, ze mimochodem. Nie ma ochoty na seks, mimochodem
            zrobi sobie czasem recznie, potrzeba fizjologioczna zaspokojona,a
            zatem nie dazy do zblizen z Toba(nawet nie zdaje sobie z tego
            sprawy, moj tez tak mial).

            Kto wie, moze to nie brak ochoty, tylko ma kochanke. Sama w
            przeszlosci mialam przygode z typem, ktory niby z kumplami na pilke
            a spedzil 3 godziny ze mna w lozku(nie wiedzialam wtedy, ze ma
            dziewczyne).
            Ty to dobrze poobserwuj, wszystko jest mozliwe.
    • kalina.kallina dobry wieczór, uprzejmie donoszę 18.02.10, 22:52
      Że udało mi się sprowokować miłego męża.
      Nowa tu jestem i nie będę opisywac szczegółów, w każdym razie, nie
      uzyskałam satysafakcji, że się tak posłużę językiem dinozaurów
      rocka. I to jest naprawdę dziwne, bo o ile mi pamięć nie nawala, to
      był to piąty taki raz w moim życiu (zazwyczaj jestem szczęśliwą
      posiadaczka wielokrotnego orgazmu, a moze byłam... ostatnie
      doświadczenia temu przeczą)
      Mąż popełnił kilka gaf, które starałam się zignorowac, ale mojemu
      ciału to ignorowanie się nie udało.
      Po wszystkim nie zrobił NIC. Nie próbował innych spoobów, mimo mojej
      bardzo wyraźnej sugestii.
      Ja poszłam ryczeć do łazienki, a on poszedł spać.
      Pewnie powinnam doszukac się plusów, bo udało się go namówić na seks
      i teraz wyciągnąć wnioski, że problem leży we mnie..
      Ale na razie pozwalam sobie na użalanie sie nad sobą, a trzecia
      lampka wina skutecznie wzmaga ten nastrój. Biedna, biedna Kalina..


      • minusten Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 18.02.10, 23:11
        Na wyżyny sie nie wspiełaś bo pewnie napięcie zbyt duże i ta wspinaczka się
        zrobiła bardzo stroma.
        Tzn, co on skończył i Cie olał i poszedł spać? :O
      • kag73 Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 19.02.10, 00:26
        Zdarza sie, nastepnym razem moze bedzie lepiej. moze maz wyszedl z
        wprawy, albo Ty mialas zbyt duze oczekiwania, czasmi tak bywa. To
        nie koniec swiata.
        Moze zignorowal i poszedl spac, bo zmeczony byl, albo chcial, zebys
        sie zniechecila do seksu z nim i sie wiecej nie dopominala.
      • lilyrush Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 19.02.10, 09:59
        kalina.kallina napisała:


        > Pewnie powinnam doszukac się plusów, bo udało się go namówić na seks
        > i teraz wyciągnąć wnioski, że problem leży we mnie..

        Ależ oczywiście ze problem jest w Tobie....Ty w ogóle dziwna jesteś bo seksu
        potrzebujesz. Dziewczyno, zastanów sie!!! Dlaczego kobiety tak łatwo obarczja
        sie wina za ignorancje, głuchotę i lenistwo facetów????
        Moze ja tez powinnam czuć sie winna, ze jak dotad żaden facet nie narzekał na
        seks ze mna, za to takich, którzy mi potrafili zrobic dobrze było bardzo niewielu?
        No fakt, to wszystko moja wina, ja trudnoorgazmowa jestem
        • labadine Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 19.02.10, 11:17
          Na szczescie nie wszystkie sa dziwne te kobiety,winic siebie i upadlac sie przed
          facetem-nigdy.
          • katarinabeauty Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 22.02.10, 16:08
            no właśnie :)
            zgadzam się:)
      • mesmeryzm Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 19.02.10, 14:35
        Jakoś dziwnie mi się to czyta. Nie dostałaś orgazmu, więc się poryczałaś...
        Gratuluję. Teraz facet nie tknie cię przez kolejne trzy miesiące, bo po co ma
        przeżywać kolejne upokorzenie i szloch niezadowolonej księżniczki.
        W ogóle to co robisz to prosta droga do mentalnego wykastrowania twojego męża.
        Naprawdę ten orgazm był potrzebny? Naprawdę nie można było podejść do
        wszystkiego na luzie i pokazać facetowi, że seks może być zabawą, a nie tylko
        stresującym testem przed panią egzaminator?
        • vidmo76 Re: dobry wieczór, uprzejmie donoszę 19.02.10, 15:14
          Tak wiecznie My jesteśmy winni, tylko gorzej jest jak pani ciągle odmawia. A jak
          już łaskawie chce, to raz w tygodniu.
          • songo3000 Oczywiście, że WY jestescie winni 19.02.10, 21:02
            Skoro tkwicie przy źródełku, które z łaski się otwiera raz na ruski rok to znaczy, że jest to WASZ wybór. Pretensje mieć do siebie, frajerzy.
      • glamourous Kalina... 20.02.10, 01:01
        kalina.kallina napisała:

        > Po wszystkim nie zrobił NIC. Nie próbował innych spoobów, mimo mojej
        > bardzo wyraźnej sugestii.
        > Ja poszłam ryczeć do łazienki, a on poszedł spać.


        No i kiepsko to rozegralas. Twoj maz i tak pewnie postrzega Cie jako niewyzyta
        seksualna Gorgone ;-) mimo to dal sie w koncu skusic - a tu zamiast spodziewanej
        nagrody zonk. Jego wysilki, zeby uczynic krok w Twoja strone obrocily sie
        przeciwko niemu w postaci Twojego lazienkowego szlochu. Zamiast go zmotywowac -
        zrazilas go i zniechecilas.
        Nie tedy droga, Kalina. Jezeli cos chcesz jeszcze z mezem w seksie ugrac, to
        musisz uzbroic sie w cierpliwosc - i postawic na metode malych kroczkow. Przede
        wszystkim nie kastrowac meza wymaganiami oraz roszczeniowa postawa ("czekam az
        dasz mi orgazm!"), CHWALIC chlopa za wysilki - zeby stanela mu rowniez jego
        seksualna tozsamosc, a nie tylko przyrodzenie. Seks musi mu sie znow zaczac
        kojarzyc z przyjemnoscia i nagroda - a nie z egzaminem u wymagajacej profesorki
        oraz upokorzeniem. No i nie wyjezdzac mu demostracyjnie ze swoim no
        satisfaction. Bo taki kobiecy placz w lazience po seksie chlopy odbieraja
        wyjatkowo kastrujaco. Jezeli wiec zalezy Ci na jakiejkolwiek poprawie oraz
        utrzymaniu tego zwiazku, to nie urzadzaj mu wiecej takich demonstracji
        niezadowolenia z pozycia - za to CHWAL za drobne osiagniecia, chocby nawet ten
        seks pozostawial wiele do zyczenia. Uswiadom sobie, ze jestescie w fazie
        lozkowego kryzysu, wiec poki co nie oczekuj od niego razu seksualnych kokosow,
        zamiast tego prowokuj tylko stopniowa prierestrojke ;-) No i przede wszystkim
        sama sie tak negatywnie nie nakrecaj. Orla w lozku nie masz i pewnie miala w tym
        konkretnym chlopie nie bedziesz - niemniej facet regularnie pozytywnie
        stymulowany oraz chwalony za swoje lozkowe osiagniecia moze sie naprawde
        baaardzo rozkrecic. Wiem z wlasnego doswiadczenia z mezem jak pozytywnie
        mezczyzni reaguja na chwalenie i zachwyt w oczach partnerki. Coz z tego, ze dla
        dobra sprawy nie zawsze szczery ;-) Ale jak ladnie ten brak szczerosci sie
        przeklada na jego lozkowe dokonania! ;-) Moze sprobuj w ten sposob - jezeli on
        tez zawiedzie, no to sama nie wiem...
        • labadine Re: Kalina... 20.02.10, 08:02
          chwalenie i lizaki w nagrode,dlaczego nie gdy cos to da.
        • minusten Re: Kalina... 20.02.10, 08:43
          Jego wysilki, zeby uczynic krok w Twoja strone obrocily sie
          > przeciwko niemu w postaci Twojego lazienkowego szlochu. Zamiast go zmotywowac -
          > zrazilas go i zniechecilas.

          Z tego co Kalina pisała to nie było żadnych wysiłków. Łaskawie zrobił sobie
          dobrze i poszedł spać. Zachęcać po raz n-ty i chwalić można kogoś kto próbuje,
          stara się tylko mu nie wychodzi. Jak ma w d... to co to da?

          niemniej facet regularnie pozytywnie
          > stymulowany oraz chwalony za swoje lozkowe osiagniecia moze sie naprawde
          > baaardzo rozkrecic. Wiem z wlasnego doswiadczenia z mezem jak pozytywnie
          > mezczyzni reaguja na chwalenie i zachwyt w oczach partnerki. Coz z tego, ze dla
          > dobra sprawy nie zawsze szczery ;-)

          Nie ma nic gorszego jak takie "pochwały" i "zachęty" kiedy widać, że nie są
          szczere. Trzeba być w tym bardzo dobrym :)
          • urquhart Re: Kalina... 20.02.10, 09:24
            minusten napisał:

            > > Wiem z wlasnego doswiadczenia z mezem jak pozytywnie
            > > mezczyzni reaguja na chwalenie i zachwyt w oczach partnerki. Coz z tego,
            > ze dla
            > > dobra sprawy nie zawsze szczery ;-)
            >
            > Nie ma nic gorszego jak takie "pochwały" i "zachęty" kiedy widać, że nie są
            > szczere. Trzeba być w tym bardzo dobrym :)

            Nawet najgorsze i najmniej trafne pochwały mogą być jedynie nieskuteczne z zachęceniu.
            Otwarta rozczeniowość, docinki i rozczeniowe czekanie aż się domyśli są za to stu procentowo skutecznie w zniecheceniu.
          • glamourous Re: Kalina... 20.02.10, 12:29
            minusten napisał:

            > Z tego co Kalina pisała to nie było żadnych wysiłków. Łaskawie zrobił sobie
            > dobrze i poszedł spać. Zachęcać po raz n-ty i chwalić można kogoś kto próbuje,
            > stara się tylko mu nie wychodzi. Jak ma w d... to co to da?


            To nie tak. Facet dozuje kobiecie seks w baaardzo skapych dawkach. Samo wiec
            zaciagniecie go do lozka to juz jest cos, jakas proba z jego strony, jakis
            wysilek i krok do przodu - ktory kobieta moglaby pedagogicznie rozegrac za
            pomoca pracy u podstaw, zamiast oczekiwac od razu cudow, super orgazmow i
            wielkiej lozkowej empatii ze strony meza. Kiedy ma sie roszczeniowe podejscie,
            to chwalenie faktycznie nic nie da - ale wtedy nie nalezy tez oczekiwac ze
            sytuacja sie kiedykolwiek poprawi. Niestety, ludzka psychologia dziala tak a nie
            inaczej - wiec jezeli ktos przedklada szczerosc nade wszystko, to na miejscu
            autorki watku powinien od razu poszukac sobie nowego, swietnego w lozku partnera.

            Jezeli dziecko przynosi matce swoje dzieciece bazgroly, a matka zachwyci sie
            nimi i dziecko odrobine nieszczerze pochwali - wtedy zachecony dzieciak bedzie
            probowal dalej i bedzie mial MOZE szanse kiedys dojsc do lepszych rezultatow w
            rysowaniu. Jezeli jednak matka zrobi zniesmaczona mine, bo chwalic byle
            bazgrolow na wyrost nie potrafi, dziecko zniecheci sie na amen i jest wysoce
            prawdopodobne, ze wziecie kredki do reki bedzie mu sie odtad kojarzylo z
            panszczyzna. A w kazdym razie z niczym przyjemnym.
            Tak to niestety dziala


            > Nie ma nic gorszego jak takie "pochwały" i "zachęty" kiedy widać, że nie są
            > szczere. Trzeba być w tym bardzo dobrym :)


            No coz, jezeli od faceta ktory programowo nie jest orlem w lozku wymaga sie od
            razu gor zlota, to pewnie ze pochwaly i zachety beda nieszczere. Wszysko zalezy
            od podejscia kobiety i do tego czy potrafi przetworzyc swoje oczekiwania
            wzgledem malzenskiego seksu z krotkofalowych (satysfakcja i orgazm tu i teraz
            oraz zaangazowanie malzonka) na dlugofalowe - czyli troszke pracy pedagogicznej
            teraz, ktora MOZE EWENTUALNIE (choc rzeczywiscie bez gwarancji, ale sprobowac
            IMO warto) przyniesc pozytywne efekty w przyszlosci.
            • aandzia43 Re: Kalina... 20.02.10, 15:25
              > Jezeli dziecko przynosi matce swoje dzieciece bazgroly, a matka
              zachwyci sie
              > nimi i dziecko odrobine nieszczerze pochwali - wtedy zachecony
              dzieciak bedzie
              > probowal dalej

              Jeśli dziecko przynosi matce bazgroły, to przynosi coś, co jest
              szczytem jego możliwości. Wysiłek, jaki włożyło w bazgroły, był
              maksymalny. Ten facet nie wysilił się. Chyba kiedys stac go było na
              więcej, nie? I nie chodzi mi tu o fizjologię (że to tylko trzy
              minuty). On z premedytacją rzucił swojej kobiecie ochłap. Dla mnie
              to wybych utajonej agresji.
              Mam porównanie z podchodami, jakie parę lat temu robiliśmy z moim
              usiłując odbudować to, co nam się zawaliło. Miałam przykład
              rzeczywistych starań. Choć było to bardzo zachowawcze, powolne,
              pełne oporów i szwankującej z powodu stresu i odzwyczajenia od
              pewnych poczynań fizjologii, to mogę powiedzieć, że mój facet starał
              się bardzo. I za każdy gest był wynagradzany. Wiem też, niestety,
              jak wygląda rzucanie ochłapów. To całkiem inna bajka.
              • labadine Re: Kalina... 20.02.10, 17:03
                Fakt,czekoladka inaczej smakuje anizeli landrynka
              • glamourous Re: Kalina... 20.02.10, 23:51
                aandzia43 napisała:

                > Jeśli dziecko przynosi matce bazgroły, to przynosi coś, co jest
                > szczytem jego możliwości. Wysiłek, jaki włożyło w bazgroły, był
                > maksymalny.


                No nie wiem, czy ten szczyt mozliwosci zawsze i przy okazji kazdego dzieciecego
                rysunku mozna przyjac jako pewnik. Roznie z tym bywa. Podobnie jak i u
                doroslych, w roznych dziedzinach. Raz sie ludzie bardziej staraja, raz mniej.
                Seks jest jednak dziedzina bardzo delikatna, ambicjonalna, dotykajaca glebokich
                emocji oraz poczucia wartosci kazego z nas. Latwo kogos zrazic, zniechecic czy
                wrecz zranic. Nie kazdy facet ma do seksu wyzwaniowe podejscie w stylu "dobra,
                tym razem dalem plame, ale nastepnym razem juz ja jej pokaze na co mnie stac".
                Takie poczucie challenge'u wlasciwe jest raczej ludziom wysokoerotycznym :-)
                Czesto, zwlaszcza u niskoerotycznych, niskolibidowych, jest wlasnie na odwrot -
                pojawia sie poczucie niesprawdzenia sie (zwlaszcza, jesli kobieta z tych
                doswiadczonych, a facet przeciwnie). A w rezultacie jego dalsze wycofanie.

                > On z premedytacją rzucił swojej kobiecie ochłap. Dla mnie
                > to wybych utajonej agresji.

                Nie mamy takiej pewnosci, ze na pewno z jego punktu widzenia byl to ochlap. Moze
                facet dal cos jednak z siebie, moze niespecjalnie chcialo mu sie tego seksu, a
                mimo to postanowil wyciagnac reke do zony. Ktora potem go zgasila. Nie wiemy co
                on w tamtym pojecie zamierzal. Nie powinnismy opierac naszych osadow wylacznie
                na fakcie, ze nie chcialo mu sie po wytrysku zawalczyc jeszcze o orgazm zony...
                Jak juz wspomnialam, nie kazdy facet jest wysokoerotycznym challengerem :-)
          • katarinabeauty Re: Kalina... 22.02.10, 16:17
            Zgadzam się z wypowiedzią minusten !
            Jego wysilki, zeby uczynic krok w Twoja strone obrocily sie
            > > przeciwko niemu w postaci Twojego lazienkowego szlochu. Zamiast go zmotyw
            > owac -
            > > zrazilas go i zniechecilaś"

            to chyba jakieś chore!!!!
            Zraziłaś i zniechęciłaś , to jest mocne wypowiedzenie.
            Dlaczego to kobiety musza jakąś psychologiczną grę odstawiać z facetami, nie rób
            tego, bo on pomyśli tak, a potem tak.. przecież to męczące.
            A gdzie w tym wszystkim szczerość?
            Mam ochotę to płaczę nie mam to nie .. rozmowa jest po to by wyjaśnić dlaczego
            płaczę, ale z kim? Skoro On łaskawie poszedł spać..
            Kobiety ciągle szukają sposobów na złagodzenie sytuacji i doszukują się winy w
            sobie dlaczego ciągle tak jest?
            A nikt nie zastanowi się dlaczego właściwie ta baba ryczy???

        • kalina.kallina Re: Kalina... 20.02.10, 18:13
          Może powinnam, była pochwalić.
          ALE:
          ja rozumiem, że nie zawsze facet potrafi się powstrzymać i czesm
          dojdzie za szybko mimo szcerych chęci. Tyle, że on ma też inne
          narzędzia na wyposażeniu, nie tylko fujarkę!
          Mnie się zrobiło cholernie przykro, że nie starał się o mnie zadbać.
          Za co ja go miałam pochwalić? On się W OGÓLE nie postarał!

          Może pisząc tu powinnam była już wcześniej sprecyzować o co mi
          chodzi- nie chodzi mi o seks sam w sobie, chodzi mi o seks, który
          będzie miłym wydarzeniem dla nas obojga.

          Ale był dalszy ciąg wczoraj.
          Miałam wolne i pojechałam do niego do biura (bez żadnych zamiarów-
          zawsze ktoś tam jest) a wczoraj nie było nikogo! i całkiem znienacka
          mąż dał się namówić na szybki numerek przy ekspresie do kawy. I było
          fajnie! Było zabawnie, śmiesznie i tak.. pozytywnie! I było
          przyjemnie też:-)

          O tamtym wieczorze nie gadaliśmy, ale zapewne jeszcze pogadamy.
          W każdym razie jestem pełna dobrej mysli- może jeszcze coś z nas
          będzie. Tym bardziej, że od wczoraj atmosfera jest zupełnie inna niż
          była- jest tak bez napięcia między nami.

          No nic- będę pisac co dalej.
          • glamourous Re: Kalina... 21.02.10, 00:16
            kalina.kallina napisała:


            > Mnie się zrobiło cholernie przykro, że nie starał się o mnie zadbać.
            > Za co ja go miałam pochwalić? On się W OGÓLE nie postarał!


            Twoj blad polega jednak chyba na zbytniej roszczeniowosci. Jak to sie "w ogole
            nie postaral"? Przeciez z Twojego postu startowego wynika ze maz ogolnie nie
            pali sie do seksu. No to - jak na moj gust - juz sam fakt, ze on ten seks
            podjal, byl juz z jego strony jakims tam "postaraniem sie". Ale Ty bys chciala
            miec wszystko na raz : i zeby odpowiedzial pozytywnie na twoje zaloty, i zeby
            super przelecial, i zeby dal orgazm, i zeby zadbal o Twoja satysfakcje, kiedy on
            juz mial a Ty nie mialas. Jednym slowem, zeby zmienil sie OD RAZU w kochanka bez
            zarzutu, albo co najmniej bardzo poprawnego. Chcialabys od razu za jednym
            zamachem full wypas, czyli partnera na normalnym poziomie seksualnej empatii,
            ktorym Twoj maz z jakiegos powodu nie jest. I bez Twojej pomocy i wyrozumialosci
            raczej sie nim nie stanie.

            Mi po prostu chodzi o to, ze obrazanie sie i oskarzycielskie placze w momencie
            kiedy chlopu nie wychodzi bycie dobrym kochankiem nie rozwiaza waszego problemu.
            Bo takie zachowania go nie zachecaja do czestszego i lepszego gatunkowo seksu. I
            kolko sie zamyka, bo facet niekoniecznie pewnie z tych ambicjonalnych. Zastanow
            sie wiec, czy odrobina cierpliwosci, wyrozumialosci i tzw. pozytywnym
            wzmacnianiem nie ugralabys z nim wiecej. Ja z moim mezem droga cierpliwosci i
            unikania zachowan kastracyjnych ugralam bardzo duzo, dlatego wlasnie daje tutaj
            takie a nie inne rady.

            PS. Polecam ksiazke pt. "Najpierw wytresuj kurczaka". Tytul smieszno-glupi, ale
            poradnik calkiem pouczajacy do przejrzenia ;-)
            • minusten Re: Kalina... 21.02.10, 00:23
              > Jak to sie "w ogole
              > nie postaral"?

              nie wiem, mi się to wydaje proste - zrobił sobie dobrze, skoncentrował sie tylko
              i wyłącznie na sobie. Skończył, poszedł spać, mając żonę w głębokim poważaniu.

              Kalina pisała wyraźnie, że jej do orgazmu niewiele trzeba. Jej oczekiwania
              według mnie absolutnie nie są roszczeniowe.

              > Mi po prostu chodzi o to, ze obrazanie sie i oskarzycielskie placze w momencie
              > kiedy chlopu nie wychodzi bycie dobrym kochankiem nie rozwiaza waszego problemu

              Nie wychodzi, bo w ogóle nie próbuje.
              • songo3000 Re: Kalina... 21.02.10, 01:07
                Trochę logiki, jakby nie próbował to by w ogóle do żadnego seksu nie doszło.
          • minusten Re: Kalina... 21.02.10, 00:27
            > Miałam wolne i pojechałam do niego do biura (bez żadnych zamiarów-
            > zawsze ktoś tam jest) a wczoraj nie było nikogo! i całkiem znienacka
            > mąż dał się namówić na szybki numerek przy ekspresie do kawy. I było
            > fajnie! Było zabawnie, śmiesznie i tak.. pozytywnie! I było
            > przyjemnie też:-)

            Chyba oboje (on szczególnie) potrzebujecie odmiany i dreszczyka emocji. Może
            warto próbować takich niezwykłych akcji?
            Ale wg mnie na dłuższą metę będzie trudno :(
          • zakletawmarmur Re: Kalina... 21.02.10, 12:46
            > Może powinnam, była pochwalić.
            > ALE:
            > ja rozumiem, że nie zawsze facet potrafi się powstrzymać i czesm
            > dojdzie za szybko mimo szcerych chęci. Tyle, że on ma też inne
            > narzędzia na wyposażeniu, nie tylko fujarkę!
            > Mnie się zrobiło cholernie przykro, że nie starał się o mnie
            zadbać.
            > Za co ja go miałam pochwalić? On się W OGÓLE nie postarał!

            Jeśli chcesz utrzymać związek to powinnaś posłuchać Glam, mądrze
            pisze:-)
            Jeśli chcesz dostać to co Ci się należy to lepiej od razu odejdź i
            nie marnuj sobie i jemu czasu. Tak, masz prawo do seksu, tylko że on
            ma prawo Ci go nie chcieć dać. Twoja wizja związku nie jest ani
            lepsza ani gorsza od jego.

            Spróbuj postawić sie w jego sytuacji. Też na pewno masz listę
            obowiązków, których z różnych powodów nie lubisz. Wyobraź sobie, że
            mąż każe Ci np. gotować, choć wie, że w kręgu Twoich zainteresowań
            to nie leży. Pytanie, czy żeby sprawić mu przyjemność będziesz stać
            przy garach pół niedzieli? Pewnie ograniczysz się do minimum. Twoje
            zachowane może jednak ulegać zmianie jeśli facet to minimum doceni
            lub jeśli skrytykuje i zażąda większego poświęcenia. W pierwszym
            przypadku może spowoduje, że polubisz sprawiać mu w ten sposób
            przyjemność, w drugim, że jeszcze bardziej będziesz się zniechęcisz.

            Seks, dla osoby z zahamowaniami ma prawo być nieprzyjemnym
            obowiązkiem. Seks, to nie tylko ruchy frykcyjne zakończone orgazmem.
            Stoi za nim cała masa emocji. Można przecież mieć orgazm ale seks
            wspominać negatywnie, tylko z tego powodu, że np. facet później źle
            nas potraktował. Jeśli wrażliwy facet ma świadomość, że kobieta nie
            jest z niego w łóżku zadowolona to będzie się coraz to bardziej
            zniechęcał.

            Pierwsze co powinnaś zrobić, to zaakceptować jego seksualność, nie
            patrzeć na nią jak na coś gorszego od Twojej. Po drugie przestać
            wymagać, żeby się dostosował. Zastanowić się co zrobić, żeby to jemu
            się chciało (bez wymagań, że jeśli zrobię to i to, to powinien mi
            dać).

            Jeśli rozmowy nic do tej pory nie dały, to czemu myślisz, że kolejne
            pomogą? O seksie należy oczywiście rozmawiać ale nie w kategoriach
            roszczeniowych podczas poważnych rozmów. Większą moc rażenia mają
            luźne, naturalne pogawędki. Np. oglądacie film, w którym jest jakaś
            erotyczna scena i niewinnie podciągasz temat... No i wytrwałe (ale z
            wyczuciem) dementowanie wszelkich przejawów ograniczeń. Jeśli mąż
            obgaduje sąsiadkę, bo się puszcza, to podciągamy rozmowę i
            wypytujemy się dlaczego uważa, że ona robi coś złego. Warto
            odwoływać się do logicznego myślenia, nawet jeśli nie od razu to
            zadziała. Jeśli przez 20 lat słyszał, że seks jest zły, to będzie
            potrzebował więcej czasu, żeby to odkręcić. Pamiętaj, że
            nawet "kłamstwo powtórzone 100 razy staje się prawdą":-)
            • songo3000 Re: Kalina... 22.02.10, 21:55
              Zaklęta, śledząc cały wątek twierdzę, że szkoda Twojego czasu - nie dotrze. Autorka od dawna okopała się w swojej wizji jedynie słusznej prawdy a zmianami owszem jest zainteresowana ale naokoło a nie w sobie.
            • arronia Re: Kalina... 22.02.10, 22:14
              > Jeśli chcesz utrzymać związek to powinnaś posłuchać Glam, mądrze
              > pisze:-)

              Mądrze - ale wcale nie łatwo. Tzn. jej rozwiązanie może być proste, ale nie łatwe...

              Bo po pierwsze jej "kurczakowe" podejście zakłada, że człowiek będzie w stanie
              zawiesić na kołku potrzebę posiadania racji. Będzie musiał zastanowić się, do
              czego chce doprowadzić, do jakiej zmiany zachowania. I jak najlepiej to
              osiągnąć. Nie oceniać, nie metkować, nie szukać winnych - tylko poszukać
              rozwiązania problemu.

              I tu jest dodatkowy kłopot, bo po drugie: karanie innych jest fajne. Daje
              poczucie, że się robi coś słusznego (mieć rację też jest b. fajnie i fajnie jest
              pouczać innych). Często daje *złudne* poczucie skuteczności działania.

              Życie w związku nie powinno polegać na tresowaniu drugiej strony. Ale nie ma co
              zamykać oczu na proste mechanizmy. Wzmacnianie, wygaszanie...
          • ditchdoc rozwiązanie problemu 07.07.10, 09:58
            zauważ że sex u niego w biurze byl ok, wesolo i bez problemow, troche z
            zaskoczenia. Ten wieczorny jest chujowy o ile wogole jest. Im wiecej o tym mysli
            tym gorzej. Rozwinięcie poniżej.

            Po pierwsze, to tragiczny blad ze znaliscie sie wczesniej i on wie ilu mialas
            kochankow i jak wygladali.
            Moze mowic ze to bez znaczenia ale klamie, inni mezczyzni z jego zona, kobieta
            ktora kocha i z ktora ma dzieci? Zna ich twarz, moze sobie wyobrazic, pewnie z
            nimi rozmawial o seksie z Toba, jaka jestes zajebista i dzika, niezaleznie od
            tego czy to prawda.
            Sama mowisz ze mialas wielu kochankow, masz kurestwo w sobie itd. Jak on,
            mezczyzna, wyglada i czuje sie w zwiazku z powyzszym ze swoja 1 kobieta poza
            Tobą, ktora byla taka sobie. Mowi ze bez znaczenia ale to nie prawda. Na 100%.

            Zaden, zaden mezczyzna, niezaleznie od tego co powie, nie czuje sie komfortowo
            majac kobiete ktora miala kilkadziesiat kochankow a on sam 1. Ba powiem Ci ze to
            najpewniej jest powod tego wszystkiego. To bardzo zle, bardzo. Jego sugerowanie
            "kochanka" na boku to po prostu kompletne i calkowite upodlenie samego siebie.
            On po prostu nie wierzy w najsmielszych snach ze moze Ci dogodzic, byc takim jak
            reszta. Na 100% tez bardzo Cie kocha niestety czuje sie niegodny, nie
            doswiadczony i gorszy od wielku twoich bylych. Nie widzi szansy dorownania i
            kazde zblizenie miedzy Wami traktuje jako porazke bo sam widzi, zreszta Ty tez,
            ze nie wychodzi to dobrze. Nie dziwie sie, z takim bagazem na glowie. To on
            powienien byc jebaką, nie jego ukochana zona.

            Czuje sie niepewnie, zle, gorszy od tamtych, mniej przystojny, z mniejszym
            przyrodzeniem i z wielu innych powodow, niezaleznie od tego czy to prawda.
            Jego "oschlosc" po slabym sexie to proba zachowania twarzy, stara sie byc meski,
            jakby go to nie obchodzilo. Obchodzi.

            Ja widze tylko szanse w terapeucie. Powiedz mu "kocham Cie, nasze dziecko, chce
            byc z Toba do konca zycia. Uwielbiam twojego kutasa ale mamy problem. Umowilam
            nas do terapeuty/sexuologa". Daj buzi, przytul sie i patrz co bedzie.

            • ditchdoc Re: rozwiązanie problemu 07.07.10, 10:03
              ok, dopiero zobaczylem date ostatniego postu Kaliny..

              daj znac jak leci
    • kalina.kallina Przemyslenia 23.02.10, 08:02
      Bardzo mi dały do myslenia Wasze odpowiedzi.

      Ja niestety jakos instynktownie nie potrafię zgodzic sie z Glam.. Z
      tego co piszesz wynika, że seks jest celem. I w staraniach o niego
      można zgodzić sie na nierównowagę w związku, na rozmaite sztuczki,
      dzieki którym faktycznie zapewnię sobie bardziej lub mniej regularny
      seks, ale wcale niebędę się czuła lepiej (tak mi sie przynajmniej na
      razie wydaje, że nie będę się lepiej czuć).
      Mnie sie wydaje, że seks leży raczej po stronie środków do
      osiągniecia harmonijnego związku.
      I brak seksu to dla mnie brak starań o to żeby związek był udany.

      Dostało mi się, za to, że nie doceniłam faktu, że mój mąż zdecydował
      się w końcu (po długotrwałych zabiegach nastrojowo- ręczno-
      oralnych) na to, żeby zafiniszować we mnie. Rany Julek- dla mnie
      czysta uprzejmość wymaga, żeby po czyms takim (oraz zupełnie jasnym
      wskazaniu, że mnie sie nie udało, więc może teraz popracuje inaczej)
      zrobić partnerce dobrze!!
      Ja się poczułam niezadbana i co gorsza w jakiś sposób upokorzona.
      A wedle tego co piszecie, powinnam go utulić, odprowadzić do schodów
      do sypialni i dać buziaka...
      I powinnam to zrobić po to, żeby za tydzień znowu mieć seks.. (nie
      wiadomo jakiej jakości).
      Nie potrafię sie do tego przekonać... nie wiem czy uda mi się to
      zastosować..
      Mam kilka pytań w związku z tym:
      1. czy długo trwa takie wzamacnianie i warunkowanie 'dobrych
      odruchów'? i czy efektem jest poprawa na stałe?
      2. czy nie ma ryzyka, że taki związek będzie nierównoważny? w końcu
      jeden parnter cały czas zabiega, i stosuje zaloty, a drugi łaskawie
      wydziela.
      3. co potem człowiek mysli o samym sobie? czy nie traci do siebie
      szacunku?
      4. czy nie jest tak, że jeżeli problem tkwi w nim, to zmiany powinny
      zajść u niego? Może ja je rzeczywiście powinnam stymulować, ale
      Songo zarzucił mi, że oczekuję zmian dookoła siebie a nie w sobie.
      No i ma rację. W moim odczuciu jest tak: moge pełnić role
      rehabilitanta, ale wydaje mi się, że sama rehabilitacji nie
      potrzebuję.. No chyba, że się mylę.

      Od tego piątkowego, w miarę udanego razu niewiele sie u nas
      zmieniło. Mąż spłoszył się wczoraj, na najpłytszą seksualna aluzję i
      powiedział 'przecież było w piątek!'
      A mnie sie rozkręca ciekawy flirt z kolegą z pracy.. i jakoś nie
      chce mi sie go kończyć..
      • urquhart punkt widzenia nisko i wysoko-libidowców 23.02.10, 09:18
        kalina.kallina napisała:
        > Mnie sie wydaje, że seks leży raczej po stronie środków do
        > osiągniecia harmonijnego związku.

        Dla niskolibidowców jest środkiem do celu i ekstra gratyfikacją, a dla
        wysokolibidowców jest celem.
        Wysokolibidowców jak piszą jest w populacji poniżej 10% ale na tym forum
        proporcje są na pewno inne.
        To determinuje punkt widzenia.
      • minusten Re: Przemyslenia 23.02.10, 09:37
        Kalina, ten temat już jest przewałkowany na wszystkie strony. Na tym forum jest
        jakaś część użytkowników, która uważa, że warto się wysilać i próbować coś z
        tego faceta zrobić.
        Jest też zapewne grupa, mniej wokalna, która uważa że nie warto. I chyba
        wszystko co mozna było powiedzić zostało powiedziane.

        Moim zdaniem nie warto jeśli druga osoba nie chce. Pomaganie komuś kto pomocy
        nie chce jest bez sensu. Zadanie jest przecież bardzo trudne i współpraca jest
        niezbędna. Argument, że przecież się stara, bo ostatnim razem mu, za
        przeproszeniem stanął, jest dla mnie po prostu śmieszny.
        Jeśli on zdaje sobie sprawę z tego jak dla ciebie ta sprawa jest ważna, a mimo
        to nie robi nic, to jaka w ogóle jest więź pomiędzy wami? Co was łączy? Czy to
        małżeństwo działa na zasadach partnerskich, czy to juz tylko byt
        przyzwyczajeniewo-ekonomiczny?

        Wybór oczywiście twój. Można próbować go rozruszać. Droga pewnie jest długa,
        rezultat niepewny.
        Albo można to rozwiązać rozstaniem (np. na początek na próbę?), lub znaleźć
        sobie kogoś na boku. Tylko ostrożnie z romansami pracowymi. Bywają skomplikowane ;)
        • marek_gazeta Jeśli on zdaje sobie sprawę 23.02.10, 12:42
          A czy sobie zdaje?

          Syty nie zrozumie głodnego. Tak to już jest. Dla jednego narty to radość, adrenalina, coś, co nakręca i bez czego nie da się żyć. Dla innego coś, co od czasu do czasu jest ok, ale jak nie ma, zawsze można popływać albo iść do kina.

          Podobnie jest z seksem. Nie wiem, jak to jest akurat w sytuacji Kaliny, ale w wielu wypadkach tak jest. Strona reglamentująca seks może nie zdawać sobie sprawy, JAK BARDZO druga strona tego seksu potrzebuje.
          • minusten Re: Jeśli on zdaje sobie sprawę 23.02.10, 14:04
            Strona reglamentująca seks może nie zdawać sobie spraw
            > y, JAK BARDZO druga strona tego seksu potrzebuje.

            Nie wiem czy czytałeś wcześniejsze wypowiedzi Kaliny, ale wynika z nich, że to
            informacja była przekazywana wielokrotnie i dobitnie.
            ergo małżonek ma swoją małżonkę w głębokim poważaniu...
    • fajnyschatz Re: on nie chce, ja chce 23.02.10, 22:37
      Czy ten niby żarcik, że mogłabyś mieć kochanka jest nie do zaakceptowania ? Moim
      zdaniem daje Ci wolną rękę (no może nie całkiem rękę) i jeśli w miarę dyskretnie
      z tego skorzystasz to po masz się męczyć. Powiem szczerze, że podziwiam gościa,
      bo ja się nie odważyłem czegoś podobnego powiedzieć żonie. Mam na to swoje
      uzasadnienie.
      • niezapominajka333 Re: on nie chce, ja chce 24.02.10, 19:37
        Kalino, w odpowiedzi na żarcik o kochanku powinnaś przygotować takie skrócone
        dossier kilku panów, którzy mają ochotę wyręczyć twojego męża w tym męczącym
        obowiązku.
        Każda oferta w oddzielnej teczce, ze zdjęciem, z krótkim opisem, z podkreśleniem
        wyjątkowości każdego kandydata, dyspozycyjności itp.
        Przed wyjściem z domu powinnaś wręczyć mu te teczki do przejrzenia a propos jego
        wcześniejszej propozycji. I mimochodem dodać( tak jakby to dotyczyło zwykłej
        domowej sprawy)
        - Wiesz mój drogi, co prawda nie zdążyłam ich jeszcze przetestować, ale może byś
        wstępnie rzucił okiem na te oferty. To są właśnie kandydaci na oficjalnie
        zaakceptowanego kochanka, którego proponowałeś mi jakiś czas temu, żeby odrabiał
        za ciebie pańszczyznę.
        • songo3000 Matko, przedstawiam Pierwszego Oficjalneg Kochanka 24.02.10, 20:05
          Swoją drogą instytucja oficjalnego kochanka/kochanki istniała jeszcze całkiem niedawno. Co prawda dotyczyła tylko garstki wybrańców ale... podobno teraz oświeconym społeczeństwom 'wszystko wolno i uchodzi' a jest jak jest czyli hipokryzja.
        • songo3000 Matko, przedstawiam PierwszegoOficjalnegoKochanka 24.02.10, 20:07
          Swoją drogą instytucja oficjalnego kochanka/kochanki istniała jeszcze całkiem niedawno. Co prawda dotyczyła tylko garstki wybrańców ale... podobno teraz oświeconym społeczeństwom 'wszystko wolno i uchodzi' a jest jak jest czyli hipokryzja.
    • triskele Re: on nie chce, ja chce 25.02.10, 22:02
      kalina, mam identyczny problem. czytam te wypowiedzi i czarna rozpacz mnie ogarnia. większość z nich, to jest bełkot. prawie nikt nie daje ci żadnej wskazówki, co robić. niestety wydaje mi się, że sytuacja jest beznadziejna. nie możesz zmienić twojego partnera, jest jaki jest. należy do grona facetów o małym popędzie seksualnym i tyle. ja z mężem próbowałam wszystkiego. terapia u seksuologa pomogła tylko na chwile. w chwili obecnej, po 4 latach walki, poddaję się.
      masz dwa wyjścia: albo rozstać się zmężem i poszukać kogoś o takim samym libido, albo niestety znaleźć kochanka.
      ewentualnie jeszcze mozesz próbować zabić u siebie popęd seksulany. jednak nie za bardzo wiem jak. sama próbowałam i nie wyszło.
      pozdrawiam.
      • primazola2 Re: on nie chce, ja chce 25.02.10, 22:52
        ....a ja tam urządzałam swojemu nocne jazdy. Ponieważ rozmowy nie skutkowały - wywalałam go z domu (słownie)jak za długo nie było seksu, trzaskałam drzwiami, tłukłam talerze (nie tylko), robiłam się straszna, nie spałam ja bo mi się chciało - to i nie spał on. Teraz mamy konsensus aż do bólu. Nawet jeżeli nam nie chce to mamy tak często jak ustaliliśmy. :)
        • songo3000 Re: on nie chce, ja chce 26.02.10, 18:28
          Hehe, tylko sprecyzuj kto dokładnie te 'ustaliliśmy' :)
          • volfi Re: on nie chce, ja chce 05.03.10, 19:17
            Bardzo, bardzo ciekawe wypowiedzi zastałam na tym forum. Ale trochę się
            zmartwiłam, Kalina w ostatnim poście napisała "A mnie sie rozkręca ciekawy flirt
            z kolegą z pracy.. i jakoś nie chce mi sie go kończyć..." Czyżby starania poszły
            na marne? Nie przeczytałam wszystkich postów z równą uwagą i może ktoś to już
            napisał, ale wydaje mi się, że małżonek Kaliny może czuć się przytłoczony jej
            oczekiwaniami i wcześniejszymi łóżkowymi wyczynami. Wiem, wiem- w ciężkich
            czasach posuchy musiała wytrzymać aż 3 miesiące bez seksu, a on i tak nie ruszył
            się z miejsca. Być może zapętlił się w tym strachu, że nie sprosta. A
            sugerowanie/żartowanie o kochanku wydaje mi się wynika z wyrzutów sumienia, że
            Cię nie zaspokaja. Na pewno nie chce byś zdradziła. Ale wspominając o ew.
            zdradzie, chce uświadomić Ci, że wie, że jesteś nieusatysfakcjonowana, ale nie
            ma siły tego zmienić.
            • aniela3232 Re: on nie chce, ja chce 05.07.10, 11:45
              Swojego czaszu zrobiłam sobie urok miłosny u Lilith Black Moon . Skutkuje już pół roku i nie ogląda się za innymi babami . Powiem wam ,że teraz plagą jest cybersex !
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka