czarrrnamanka
26.10.10, 14:58
Witam
W zasadzie mój problem nie dotyczy stricte braku seksu, aczkolwiek pewnych seksualnych problemów, łączących się raczej z bliskością w związku, dychotomią czułości/namiętności i tym podobnych dylematów.
Otóż.
Jestem z moim partnerem od roku. Mam 27 lat, on jest starszy o 15. Jestem przeciętnie doświadczona- trzy długie związki, kilka parotygodniowych przygód, kilka tych jednonocnych. Można o mnie powiedzieć- tyle że nie wiem, czy to zakrawa na jakieś patolo, czy jest po prostu moją preferencją, że niesamowicie kręcą mnie sytuacje, kiedy jestem, lub gdy wyobrażam sobie, że uprawiam seks bez miłości, że jestem przypadkową partnerką, tudzież ladacznicą...coś a la role- play z nutą dominacji partnera lub mojej.
Nasz związek zaczął się od d... strony, mianowicie parę godzin po poznaniu wylądowaliśmy w łóżku. Później spotykaliśmy się bez zobowiązań przez parę tygodni (nie tylko w łóziu, ale na regularnych randkach) aż mojego partnera strzeliło i wyznał że chce ze mną być, bo się zakochał. Mnie takowoż strzeliło, ale podchodziłam do tego ostrożnie przez pierwsze pół roku, gdyż wiedziałam, że chłopak mój jest po długim związku/ konkubinacie, którego przyczyną rozpadu był m.in brak dupcenia (niechęć partnerki i całkowity zanik kontaktu fizycznego przez ostatnie kilka lat relacji. tak, to jest możliwe, chociaż dla mnie dość trudne do wyobrażenia).
Z czasem zaangażowałam się bardziej, sprawa bolesnej rany po byłej przyschła, zaczęłam naprawdę przyjmować to uczucie i je odwzajemniać. Czułam i nadal czuję, że jestem dla mojego chłopaka namber łan. I vice versa.
Jakkolwiek nasz seks jest udany, może nie bzykamy się 3 razy dziennie, jest to raczej regularna sinusoida- bywa i tydzień bez (a spotykamy się codziennie, teraz zamieszkaliśmy chwilowo razem), pozniej tydzień cowieczorno- corannych seansów na ostro, i tak jakoś leci.
Musiałam przywyknąć do trochę odmiennej fizjologii starszego faceta- do tej pory sypiałam z rówieśnikami, m.in. do tego, że proces jego dochodzenia do orgazmu jest znacznie wydłużony, trwa nieraz kilka podejść na różne sposoby (jakkolwiek owocuje to moją wielokrotną przyjemnością). Mój partner przywykł również do seansów z Renatą Rączkowską, co zapewne osłabiło jego podatność na bodźce, chociaż z czasem - jest lepiej.
Ja z kolei odkryłam niepokojącą prawidłowość, że jestem w stanie dojść tylko z udziałem tego przeklętego role play ( w ktorych moj partner do tej pory ochoczo uczestniczył ). Mam potworny problem z normalnym aktem, gdzie się kochamy, gdzie jest bliskość, czułość i te wszystkie niuńkowate pitu pitu. Ostatnio chłop wyznał mi, że tego potwornie mu w naszym seksie brakuje. Na codzień jesteśmy dla siebie czuli, dużo się przytulamy i całujemy, nawet nie zdawałam sobie sprawy, że tego tak bardzo mi brakowało. W poprzednich związkach dominował u mnie seks, nie czułam potrzeby czułości, miałam jakąś okropną barierę na to. Partnerzy pociągali mnie mniej lub bardziej, jakkolwiek czułość z trudem inicjowałam.
Mój ostatni- poprzedni partner robił mi dość paskudne rzeczy jeśli chodzi o emocje, szantażował mnie seksem, odsuwaniem i przyciąganiem, co jeszcze bardziej wewnętrznie mnie utwierdziło w przekonaniu, że bycie sobą w seksie jest be.
Właśnie, bycie sobą- mam wrażenie że w łóżku przeistaczam się w kogoś kompletnie innego, jestem jakimś zwierzakiem, odszczepionym od reszty mojej osobowości. Mój chłopak twierdzi, że to go cholernie pociąga, że nie mam hamulców, że mam w głowie przełącznik "seks". Czuje się przy tym swobodnie, dużo sobie w łóżku opowiadamy o naszych fantazjach, trójkątach, konfiguracjach i sytuacjach- i to jest dla niego jedno z tych "odkryć po 40stce" z których się śmiejemy;) Jakkolwiek on ma potrzebę wyrażania czułości w seksie, ja mam mniejszą...o ile w ogóle. Dla mnie seks jest seks, czułość jest czułość. Mogę być dla niego czuła na codzień, w łóżku zaś jestem zdzirą i samicą bez hamulców. Która w dodatku po wszystkim odwraca się i zasypia.
I tak jak sobie czytam to forum, to myślę że niejeden chłop byłby zadowolony, i że to chyba raczej normalna/pożądana sytuacja, vide dama w salonie, dziwka w sypialni. Jakkolwiek trochę mi z tym dziwnie i zastanawiam się czy nie są to echa jakichś moich neuroz i lęku przed bliskością. Dodatkowo ta sytuacja- świadomość mojego partnera, że występuje u mnie taki rozdział seksu i miłości potęguje jego zazdrość, nieraz kompletnie absurdalną. Dodam, że zazdrość jest jedynie na tle seksualnym- że na przyklad z tym, czy z tamtym, czy wręcz z tamtą mogłabym szybko w łóżku wylądować.
Jako że ja z normalnością do tej pory nie miałam za dużo do czynienia- nie wiem czy to jest normalne, czy nie...tak więc będę wdzięczna za Wasze wypowiedzi.
Pozdrawiam!