ja i mój impotent...

20.03.10, 19:59
Wcześniej na kobiecie pisałam; teraz myślę, że może od razu tu... Czy ktoś ma
doświadczenia z partnerem, który mimo problemów z erekcją nie bardzo chciał
się leczyć? Chętnie posłucham porad i historii... Bo już nie wiem za bardzo co
robić...
    • sisi_kecz Re: ja i mój impotent... 20.03.10, 23:37
      diana, nie chce Cie zmartwic, ale tu chyba rzadko problem impotencji
      jest na tapecie.

      nazwa forum, jak dla mnie powinna brzmieć: Brak równowagi potrzeb
      seksualnych w małżeństwie.

      ale ja tu jestem krótko i mogę sie mylić, obyś znalazła porady i
      wsparcie!

      duze pozdro!!!
      • mariszkka Re: ja i mój impotent... 20.03.10, 23:53
        hej! fakt, nie mam wielkiego doświadczenia w temacie i też mało o Tobie wiem,
        ale tak sobie kombinuję - jeśli ktoś Cię nie zaspakaja i nie chce nic z tym
        zrobić, to znaczy, że chyba aż tak mu na Tobie nie zależy i naprawdę nie warto
        się takim człowiekiem zajmować. wiem, że Wasza historia może być skomplikowana,
        ale cóż... taka moja rada...
        • urquhart Re: ja i mój impotent... 21.03.10, 12:25
          mariszkka napisała:
          > ale tak sobie kombinuję - jeśli ktoś Cię nie zaspakaja i nie chce nic z tym
          > zrobić, to znaczy, że chyba aż tak mu na Tobie nie zależy i naprawdę nie warto
          > się takim człowiekiem zajmować

          Wypisz wymaluj problemy większości mężczyzn z ich partnerkami bez chęci na seks
          po urodzeniu dziecka :)
          Niektórzy dokładnie tak to widzą jak sobie wykombinowałaś i się od razu
          przestają zajmować.
    • drobinka11 Re: ja i mój impotent... 21.03.10, 10:50

      Diano, ja problem nieleczonej impotencji (wynikającej z wys.poziomu
      prolaktyny) znam aż za dobrze, zmagam się z nim psychicznie i
      fiz.już prawie 11 lat (jak mi wyszło z ostatnich obliczeń). Poszukaj
      mojego wątku "rekord wytrwania", tam się wiele mądrych osób
      wypowiedziało.

      Jak już gdzieś pisałam, po niezliczonych rozmowach, prośbach,
      groźbach, obietnicach, "natchniona" też radami z Forum, w końcu (!)
      zrozumiałam, że mój - kochający mnie - mąż leczyć się nie ma zamiaru
      wcale, bo do takiego bezpłciowego związku przywykł i jest mu w nim
      całkiem dobrze.

      Jeśli, tak jak ja, próbowałaś wszystkiego i Twój partner dalej nie
      wykazuje inicjatywy, to obawiam się,że szanse na spełnienie
      seksualne (oraz ewent.macierzyństwo) w tym związku masz mizerne.
      Pozostaje więc:
      1.pogodzić się z tym
      2.poszukać spełnienia gdzie indziej (co jest z wielu względów trudne)
      3.odejść.

      Pozdrawiam!
      • baba.ryba Re: ja i mój impotent... 21.03.10, 12:55
        to nie zawsze jest kwestia złej woli - większość kolesi się po prostu wstydzi i
        nie potrafi przełamać stereotypu, że każdy facet musi być ogierem inaczej jest
        nic nie warty. może spróbuj jakoś złagodzić jego stanowisko, odwołać się, nie
        wiem, do jego poczucia humoru, myślenia...
        • diana.arbuz Re: ja i mój impotent... 21.03.10, 13:16
          Hm... no tak, już mi polecano w innym wątku terapię Raczkowskim. Np;
          pokazywarka.pl/nkez1v/. Mnie to śmieszy, ale jego pewnie średnio, bo on
          raczej z tych z dystansem... Macie rację, chyba będę musiała przemyśleć w ogóle
          czy ma sens to ciągnąć... Z drugiej strony tak strasznie się boję być sama :(
          • baba.ryba Re: ja i mój impotent... 21.03.10, 13:21
            a to już jest inna sprawa. musisz rozważyć wszystkie za i przeciw. no chyba, żę
            na jakąś terapię go namówisz wspólną albo coś takiego? musisz wybadać co jest
            możliwe, a co już stracone, no niestety :(
            a rysunek dodaję do wątku "humor" :)
          • nubba Re: ja i mój impotent... 28.03.10, 22:07
            Mężczyźni się potwornie wstydzą i za żadne skarby nie udadzą się do lekarza z
            takim problemem. Możesz z nim próboewać rozmawiać, ale obawiam się, że to może
            przynieść skutki odwrotne od zamierzonych. proponuję raczej pod pozorem brania
            witaminek, podtykać mu jakieś ziołowe tabletki na wzmocnienie i potencję typu
            falumax, jeśli to nie podziała po 2-3 tygodniach, faktycznie musisz zacząć się
            zastanawiać jakie mogą być psychiczne motywy jego problemów. I nie bój się być
            sama, to tylko na początku strasznie wygląda, ale może przynieść bardzo dużo
            satysfakcji :)
    • jtb Problem leży w głowie 22.03.10, 09:32
      Jeżeli mężczyzna jest na ogół zdrowy to problem z erekcją często
      leży w jego głowie. Za dużo myśli o tym czy mu stanie. A jak jeszcze
      na pertnerce mu zależy to tym bardziej ma problemy. Te kłopoty mogą
      też mieć swoje żródło z młodości i wychowania. Jak był młody to za
      długo leciał na "ręcznym" a po każdym takim seansie zamiast o tym
      zapomnieć to miał wyrzuty sumienia, ze żle robi, że to grzech i
      więcej już nie będzie. To się w głowie odkładało i stąd te
      zaburzenia. Seks nie jest od myślenia. potrzebny jest spokój i
      wyrozumiała partnerka i dużo czasu i wszystko wróci do normy.
    • gosiak_00 Re: ja i mój impotent... 01.04.10, 16:19
      Faktycznie tak jak wiekszosc pisze - ten problem siedzi w glowie u naszych
      mezczyzn. Takze trzeba starac sie rozwiac go poprzez szczera rozmowe, wiekszy
      relaksik, bo powodem moze byc stresujace zycie. A jesli chodzi o preparaty to
      mozna sie wspomoc niedrogim preparatem ziolowym - falumax. Przynajmniej oprocz
      wspierania strefy intymnej wzmacnia on rowniez odpornosc naszych panow :). A jak
      to nie pomoze to chyba czas na wizyte u lekarza.
      • fafulutka Re: ja i mój impotent... 12.04.10, 21:36
        My z partnerem, podobnie, jak wspomniałaś, w takich sytuacjach posiłkujemy się
        suplementami. Moim osobistym zdaniem to lepsze niż "jednorazowa" pomoc ;)
        Stosowaliśmy też niedawno falumax, o którym piszesz. Z tego, co się orientuję,
        mąż nadal go zażywa.
    • pedzlowy Re: ja i mój impotent... 02.04.10, 13:44
      niestety, tutaj trzeba przekonac partnera, ze seksuolog to lekarz jak kazdy inny
      , ma doswiadczenie w takich przypadkach i na pewno pomoze. poza tym zaburzenia
      erekcji moga byc spowodowane chorobami ogolnoustrojowymi wiec tym bardziej
      nalezaloby pojsc do lekarza. ale pamietaj, rozmawiajac z partnerem, nei ma w tej
      sytuacji miejsca na stres, krzyki, czy klotnie...tylko spokoj was uratuje,.
      spokoj i ozsadek.
      • kampai Re: ja i mój impotent... 03.04.10, 11:50
        No, ostatnio o tym głośno, co to za lekarze ;-))) Wprowadzi taki faceta
        w hipnotyczny stan, potem wymaca. Nie, dziękuję.
        • pedzlowy Re: ja i mój impotent... 06.04.10, 17:34
          nie znam tej przygody, o ktorej piszesz;)...a nawet jesli..to jak ci dentystka
          wyrwie zdrowego zeba to juz nigdy nie pojawisz sie u dentysty ??:)
        • songo3000 Re: ja i mój impotent... 07.04.10, 17:11
          Ba, a jak mu jeszcze od tego macania stanie? sodomia i gomoria.... :P
    • nie_poskromiona Re: ja i mój impotent... 07.04.10, 17:07
      U mojego impotencja skończyła się jak wyszliśmy z długów.
      • marry_o Re: ja i mój impotent... 21.04.10, 20:43
        o tak, wyjście ze stresowej sytuacji rzeczywiście bardzo pomaga w takich
        sprawach. no dobrze, drobna pomoc ze strony Vizarsinu też wchodzi u nas czasem w
        grę :) ale przede wszystkim to nie stresować się, jest to prawda... nerwy
        zabijają seks, u obu stron.
        • batalistfatalist Re: ja i mój impotent... 30.04.10, 13:16
          zdecydowanie wizyta u seksuologa sie klania, inne sposoby o d... potluc!
Inne wątki na temat:
Pełna wersja