kraszan1
15.04.04, 15:33
Witajcie
Miałem ten sam problem. 9 lat małżeństwa, dziecko i... prawie zupełny brak
potrzeb ze strony mojej żony. Męczyłem się z tym strasznie, tkwiąc w
układzie, któy mi zupełnie nie odpowiadał. Myślałem sobie "weź chłopie na
wstrzymanie, bądź odpowiedzialny, nie rozwalaj rodziny". Na prawdę się
starałem na wielu płaszczyznach: starałem się odgadywać jej zachcianki,
wyręczać w obowiązkach, rozpieszczać itp... Zawsze było źle, a to mieszkanie
za małe (zmieniłem), a to praca nie taka (załatwiłem inną) a to znajomi
nieodpowiedni, a t osamochód za stary itd, itp...
Rozmowy także niczego nie dawały, słyszałem tylko, że to mój problem, jestem
nadpobudliwy i myślę tylko "o jednym". A do specjalisty to mogę iść sam, bo
to ja mam problem.
Aż w końcu nie wytrzymałem, spakowałem walizki i wyprowadziłem się prawie z
dnia na dzień z domu. Nawet nie jestem w stanie określić, co było tą kroplą,
która przepełniła czarę. Musiałem coś zrobić, bo czułem, że jestem na granicy
obłędu i jak tak dalej pójdzie mogę sobie lub komuś zrobić krzywdę.
Z perspektywy czasu widzę, w jakie potworne kompleksy się wpędziłem i
zaczynam powoli z nich wychodzić. Pomyślcie, jak się czuje osoba, której
przez ileś lat partner i najbliższa osoba odmawiała zbliżenia. Zaczynasz po
pewnym czasie się zastanawiać "kurcze, co ze mną jest nie tak??". Szukasz,
szukasz, a jeżeli nie znajdziesz zaczynasz sam wymyślać swoje urojone wady. I
co najciekawsze, zupełnie nieświadomie udawałem przed otoczeniam (i chyba
samym sobą) szczęśliwego człowieka.
Potem było jeszcze śmieszniej, jak do mojej Prawie Byłej Żony dotarło, co się
dzieje to zastosowała pełen wachlarz środków; od zmienienia się w demona
seksu, poprzez płacze, błaganie, groźby, histerię aż po szantaż. Przyszła
nawet do mojej mamy, żeby ta "przemówiła mi do rozsądku". Twierdzi przez cały
czas, że nie może mnie zrozumieć, dlaczego to zrobiłem, przecież: "ostatnio
było tak wspaniale". Wmawia mi romans, żeby móc powiedzieć dookoła, że to
wszystko się rozpadło przez tego sk.... i jego dziwki. A ja odszedłem m.in.
dlatego, żeby jej nie zdradzać, bo bylem tego bardzo bliski.
Jeśli mogę coś doradzić ludziom, którzy tkwią w takich związkach, to jak
najszybsze i radyklane przecięcie takiego układu. I nie zważajcie na
chrzanienie w stylu: "dobro dzieci", "tyle razem zbudowaliśmy", i
najlepsze "ale przecież ja cię kocham"...
Żyję sobie teraz bardzo skromnie, bo większość funduszy przeznaczam na
zapewnienie mojemu dziecku odpowiednich warunków i dla mnie na niewiele już
starcza, ale jestem na prawdę szczęśliwy, spokojny i z optymizmem patrzę w
przyszłość.
I co najlepsze, okazało się, że jest wokół mnie wielu życzliwych mi ludzi. Na
prawdę się tego nie spodziewałem. Większość z nich chce mi pomóc, bo ja im
kiedyś pomogłem jak mieli problemy. Po prostu mnie bezinteresownie lubią.
Człowiek nawet nie zauważa takich rzeczy. To strasznie miłe...
Jest na świecie całe mnóstwo ciepłych i mądrych ludzi, którzy zobaczą w Was
wartościowego człowieka.
Oczywiście te moje złote myśli możecie sobie "zwinąć w rulonik i rozważyć
znaczenie słowa czopek". Nie obrażę się.
pzdr
-K
------------------------------
Ja nie jestem hakerem, ta pani przyszla tu z tymi plikami i z nimi wychodzi
P.S. Ostatni cytat (ten o radach) zaczerpnąłem z czyjejś sygnaturki. Autora
nie pamiętam, jeżeli się zgłosi to publicznie go wskażę ;-).