songo3000
30.01.11, 14:09
Kolejny wątek ponadwymiarowej babeczki opisującej zdechły seks i kolejny zalew żali kretynek wysuwających 'argumenty' w temacie stawania fiuta na zawołanie bo:
- jest w związku,
- jak kocha to ma obowiązek mu stawać
- mają dzieci (to IMHO najlepsze :)
- bo MI nie przeszkadza jego brzucho to obcemu JEMU też nie ma prawa przeszkadzać
...
czyli jak zwykle kretynizm goni debilizm a teza o ciemnym ludzie na tym globie cały czas świetnie się broni, hehe.
Ludzi podniecają konkretne rzeczy i zachowania i dokładnie w takim samym stopniu mężczyzn jak i kobiety wbrew piekleniu się 'romantycznych' zacofańców. Jeżeli tych bodźców braknie to i podniecanie się opada ale to nie jest jeszcze tragedia.
Ludzi odrzucają od seksu konkretne rzeczy. Jeżeli takie sygnały się pojawiają wtedy nie ma siły aby pojawiło się podniecenie. O ile babeczka ze szkodą dla swojej psychiki 'rozłoży nogi' to facetowi po prostu nie stanie.
Pozytywnym i negatywnym bodźcem może być wszystko, nie tylko cielsko: łysina, strata masy mięśniowej, zmiana zapachu ciała, kolor włosów, sposób poruszania się czy chociażby umiejętność tańca (i taki przypadek widziałem). Warto przypomnieć, że (przynajmniej w tej strefie kulturowej) grubymi kobietami podniecają się znakomita mniejszość mężczyzn, tak samo jak mniejszość do codziennego seksu (a o takim tu mowa) potrzebuje zabaw S/M, pissingu, fistingu, przebieranek za niemowlaki i innych takich... tak funkcjonują tylko fetyszyści.
I raz jeszcze: jakim bezmózgiem trzeba być aby wymagać od partnera żeby 'na życzenie' stał się fetyszystą to spasieniu sie żonusi/mężusia???
Oczywiście to pytanie nie ma sensu - osoby z powyższą roszczeniowością raczej nie splamią się myślą o innej perspektywie. Jakby byli do tego zdolni, już by to zrobili :)
I jeszcze inne pytanie zazwyczaj tu stawiane jest bez sensu - "jak mam schudnąć", "przestać podjadać", "wziąć się za siebie"...
Nie zauważyłem żeby ktoś odniósł sukces w leczeniu kataru poprzez zatykanie nosa plasteliną a jakoś żadna z zainteresowanych osób nie zastanawia się DLACZEGO MUSI TYĆ
Choroby zaburzające przemianę materii to jedna, dosyć jasna sprawa. Jesteś chory - wylecz się. Co do reszty... tyjesz bo jesz więcej niż potrzebujesz. DLACZEGO jesz więcej? bo to wywołuje endorfiny. DLACZEGO musisz uszczęśliwiać się właśnie w ten sposób? Boooo... najwyraźniej innego w Twoim życiu nie ma a bez tego jesteś nieszczęśliwy.
Takie, kurwa banalne rozumowanie a jakoś śladu po nim w wywodach nie ma (nie licząc bzdurnego 'zaakceptuj siebie'). Recepta jest jedna - NAPRAW swoje życie a żarło nie będzie potrzebne. Tylko tyle i aż tyle.