Dodaj do ulubionych

Monogamia nudna jest do wyrzygania?

14.08.11, 02:29
Natchnięta wątkiem o jednym partnerze na całe życie. Tak się zastanawiam jak to jest u normalnych ludzi w dłuższych związkach... Przy założeniu, że partner nie przytył 30 kilo, daje. Macie czasami kryzys "ciągle z tym samym do końca życia"? Po jakim czasie się coś takiego pierwszy raz pojawiło? Jak sobie z tym radzicie? Z wiekiem narasta czy przechodzi?
Obserwuj wątek
    • kwiatek2-1 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 07:08
      Ja zawsze chciałam mieć jednego partnera; taką miałam wizje małżeństwa, rodziny. Cóż, mój mąż znudził się monogamią. Ja walczyłam, by - mimo wszystko - był tym jedynym; walczyłam aż za bardzo, aż siebie gdzieś w tym pogubiłam. Nadal wolałabym być całe życie z jednym, ale cóż - nie tylko ja o tym decyduję. Ale znudzona monogamią nie byłam nigdy. W przeciwieństwie do kochanek męża.
      • elsa33 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 09:57
        kukulska śpiewa "wierność jest nudna"...

        Żeby monogamia nie była nudna dla obu stron, trzeba być niezłym szczęściarzem. Wierzę że może nie być. To niestety nie mój przypadek, bo my akurat mamy pod górkę, chociaż mam nadzieję, że wyjdziemy z kryzysu. Do tego niestety trzeba ogromnego zaangażowania obu stron, lecz w tym cały jest ambaras, żeby dwoje chciało naraz.
        • janznepomuka Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.09.11, 13:36
          >>>> Do tego niestety trzeba ogromnego zaangażowania obu stron

          No i masz odpowiedź
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 10:59
        Czyli Ty problemu z tym nie miałaś, Twój mąż miał...
        Tak się zastanawiam dlaczego jedni ludzi to mają a inni nie? Od czego to zależy?
        Naturalnych predyspozycji czy partner ma na to jakiś wpływ?
        • sea.sea Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 13:07
          Predyspozycje + wpływ partnera + obecność pokus.
          Jeżeli nie napotykasz odpowiednio atrakcyjnych osobników płci odmiennej, to nawet jeśli Ci przemknie przez głowę myśl, że miło by było - to jednak nie tworzy to jakiegoś namacalnego dramatu.
        • gomory Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 18:36
          > czy partner ma na to jakiś wpływ?

          Urquhart w ktoryms watku przytoczyl procenty wskazujace na to, ze ludzie oceniajacy wysoko jakosc swojego pozycia seksualnego statystycznie rzadziej zdradzaja. Wypada w to wierzyc :). Mimo tego, ze osobiscie znam ludzi ktorzy sie pod te prawde nie kwalifikuja. Tacy ktorzy nie zamawiaja w restauracji pewnego, smakowitego ulubionego dania poniewaz wola probowac kolejne.
          Wiec jesli nie masz za partnera osoby o awanturniczej, zadnej przygod osobowosci wystarczy dogladac wysokiej jakosci wspolzycia. Czyli dopingowac sie i rozbudzac w sobie chec gdy sie juz troche nie chce ;).
          • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 12:31
            > Urquhart w ktoryms watku przytoczyl procenty wskazujace na to, ze ludzie ocenia
            > jacy wysoko jakosc swojego pozycia seksualnego statystycznie rzadziej zdradzaja
            > . Wypada w to wierzyc :).

            Ja w to nie wierze i piałam o tym wiele razy. Mężczyźni wszystko opisują przez pryzmat seksu, nawet jeśli problemy są gdzieś indziej to i tak odpowiedzialność spada na seks...
            Myśle, zę to raczej w chwilach kryzysu partnera/pasrtnerkę i seks odbiera się negatywniej.
        • kwiatek2-1 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 19:42
          zakletawmarmur napisała:

          > Czyli Ty problemu z tym nie miałaś, Twój mąż miał...
          > Tak się zastanawiam dlaczego jedni ludzi to mają a inni nie? Od czego to zależy
          > ?
          > Naturalnych predyspozycji czy partner ma na to jakiś wpływ?
          >

          U mnie to wynikało z zalożeń i zasad, z którymi sie utożsamiałam; wierność była dla mnie oczywistością. Okazji do zdrady mialam, pokusy też bywały, ale nawet takiej możliwości nie brałam pod uwagę. Może to też "naturalne predyspozycje". Partner mógł mieć wpływ negatywny: w okresie jego "działalności" w łózku było bardzo nieciekawie. Co ciekawe, po wykryciu zdrad pokazal mnie - jak wcześniej kochankom- co potrafi i bardzo mnie rozbudził. Było niesamowicie; będzie mi tego brakować.

          Jeszcze a'propos zasad: przez większą część małżeństwa, oboje byliśmy idealistami i nie brałam pod uwagę, że mężowi może to minąć.
          • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 12:47
            Mam bardzo silną blokadę przeciw zdradzie. Nie wierze, że to mogłoby mi się przydarzyć a nawet jeśli, to byłby to koniec związku, nie mogłabym facetowi spojrzeć w oczy. Zresztą zdrada jakoś mnie nie kręci. Mam taką potrzebę "przynależności do jednego samca" (chyba, że ten samiec miałby potrzebę "zdrady kontrolowanej"). W moim domu rodzinnym była zdrada i to też wpłyneło na moje zdanie na ten temat...

            Poza tym uważam, że zdrada jest takim udawaniem. Na tej samej zasadzie mogę sobie bezpiecznie pofantazjować;-)
            • kwiatek2-1 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 12:56
              zakletawmarmur napisała:


              > Poza tym uważam, że zdrada jest takim udawaniem. Na tej samej zasadzie mogę sob
              > ie bezpiecznie pofantazjować;-)
              >
              Jak to rozumiesz?
              • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 13:15
                Zdrada jest udawaniem miłości na takiej samej zasadzie na jakiej złodziejstwo jest udawaniem, że ma się pracę:-) Niektórych cieszą pieniądze, inni mają satysfakcje z dobrze wykonanego planu, jeszcze inni lubią ten dreszczyk emocji ale to nie to samo co stała praca za godziwe pieniądze oczywiśce:-)
                • kwiatek2-1 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 13:26
                  zakletawmarmur napisała:

                  > Zdrada jest udawaniem miłości na takiej samej zasadzie na jakiej złodziejstwo j
                  > est udawaniem, że ma się pracę:-) Niektórych cieszą pieniądze, inni mają satysf
                  > akcje z dobrze wykonanego planu, jeszcze inni lubią ten dreszczyk emocji ale to
                  > nie to samo co stała praca za godziwe pieniądze oczywiśce:-)
                  >
                  Udawanie bardziej wobec żony czy wobec kochanki?
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 10:59
        Czyli Ty problemu z tym nie miałaś, Twój mąż miał...
        Tak się zastanawiam dlaczego jedni ludzi to mają a inni nie? Od czego to zależy?
        Naturalnych predyspozycji czy partner ma na to jakiś wpływ?
    • gomory Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 10:57
      Najlepiej by bylo gdyby odpowiedzi na Twoje pytania udzielal ktos o zblizonych do Ciebie przezyciach i potencjale. Pisze to z wlasnego doswiadczenia. Usilowalem konfrontowac podobne przemyslenia ze znajomymi i moge skonstatowac to tylko tak: ludzie sa rozni.
      Swiadomosc uprawiania seksu tylko z jedna kobieta do konca zycia byla dla mnie kiedys wizja lancuchow, niewolnictwa, Sing-sing, Alcatraz i Shawshenk w jednym. Nawet na te okolicznosc zlozylem zonie przedmalzenska deklaracje, ze kiedys zakombinujemy jakas kontrolowana "zdrade", bo na pewno nie dam rady z ta erotyczna wylacznoscia;). Ja mam akurat tak, ze moja chec seksualnej ofensywy z czasem maleje. Ale to sie pewnie nijak ma do Ciebie. Wszak kobietom czestokroc te checi sie kumuluja i zwiekszaja. Wiec mijajacy czas tylko podkopuje fundamenty monogamii.
      Zazdrosc budzily we mnie zwiazki ktore wydawaly mi sie wolne od takich rozterek. Malzenstw bawiacych sie w szczesliwe swingowanie czy tez sprawiajacych wrazenie absolutnej wzajemnej fascynacji.
      Z drugiej strony zupelnie nie umialem nawiazac nici porozumienia z ludzmi ktorych w ryzach wiernosci trzymaja strachy i brak mozliwosci realizacji skrytych pragnien. Gdzies w srodku przyjmowalem wyzszosciowa postawe "biedaku/daczko". Moze to i niskie ale coz... Gdy cementem lojalnosci okazal sie brak stowy na dziwki, lek przed kara, czy nieatrakcyjnosc to jakos ten zwiazek tracil na wartosci w moich oczach. Zadnego punktu odniesienia dla mnie.
      Zreszta pogadaj z kolezankami. Pewnie szybko zauwazysz, ze o ile wiekszosc gdzies tam wewnetrzna tesknote do romantycznych uniesien i owszem ma, ale gleboko skrywa ja codzienna prozaiczna walka z np. terrorem niemowlaka, wykluczajacym takie niemonogamiczne rozterki. Nadajecie na innych falach, to jest akurat inny moment zycia, inne potrzeby [a moze nie ;) ?].
      Pisalem to w tamtym watku, i powtorze: spoleczenstwo pompuje w Ciebie sklonnosci do ulegania pokusom. I bedzie sie to nasilalo. Dlatego wlasnie w przyszlosci monogamia bedzie oznaczala wiernosc w kolejnych zwiazkach, a nie jednego partnera seksualnego przez cale zycie.
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 13:03
        > Swiadomosc uprawiania seksu tylko z jedna kobieta do konca zycia byla dla mnie
        > kiedys wizja lancuchow, niewolnictwa, Sing-sing, Alcatraz i Shawshenk w jednym.

        Skąd ja to znam:-)

        > Pisalem to w tamtym watku, i powtorze: spoleczenstwo pompuje w Ciebie sklonnosc
        > i do ulegania pokusom.

        Ale jednak też "trwaj w związku". Niedawno pokłóciłam się z facetem i nie odzywaliśmy się do siebie przez jakieś 6 tygodni. Znajomi, rodzina byli przerażeni (choć to nie była pierwsza taka kłótnia, średnio raz do roku tak mamy:-) Wina była po jego stronie a koleżanki, znajomi mnie namawiali, żebym to ja do niego dzwoniła i próbowała się z nim pogodzić. Ja uważam, że skoro on namieszał, on powinien to odkręcić!

        Z drugiej strony, gdybym miała ochotę na skok w bok to myśle, że wcale by mnie tak od tego pomysłu nie odciągali...

        Mam takie wrażenie, że w naszym społeczeństwie to zdrada cieszy się większą sympatią niż dopuszczenie do rozstania...
        • sea.sea Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 13:25
          > Mam takie wrażenie, że w naszym społeczeństwie to zdrada cieszy się większą sympatią niż
          > dopuszczenie do rozstania...
          I tu masz odpowiedź, dlaczego ludzie często wolą zdradzić niż się rozstać (plus czynnik kredytów i dzieci) - i że niekoniecznie zawsze to wynika z tego, że są zadowoleni z małżeństwa, bądź, powtarzając za Tobą "nie ożenili się z byle kim" :)

          A powyższą obserwację w zasadzie podzielam. Jeżeli się do niej dołoży, że mniej się potępia (pomijając ortodoksyjnych prolajfowców) te, które wyabortowały, niż te, które urodziły i oddały - wynika jasno, że w opinii ogólnej lepiej zrobić coś brzydkiego, ale pod kocem, niż mniej brzydkiego, ale jawnie.

          • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 13:46
            > I tu masz odpowiedź, dlaczego ludzie często wolą zdradzić niż się rozstać (plus
            > czynnik kredytów i dzieci) - i że niekoniecznie zawsze to wynika z tego, że są
            > zadowoleni z małżeństwa, bądź, powtarzając za Tobą "nie ożenili się z byle kim
            > " :)

            Do czasu aż znajdzie się ktoś, dla kogo warto jest odejść od rodziny:-)
            Znałam wielu facetów, którzy zdradzali żony i nie odchodzili do nich... "Dla dobra dzieci".
            Aż nagle trafiła się atrakcyjniejsza (nie tylko wizualnie) partnerka. I nagle Ci sami panowie też "dla dobra dzieci" się rozstawali:-)

            > A powyższą obserwację w zasadzie podzielam. Jeżeli się do niej dołoży, że mniej
            > się potępia (pomijając ortodoksyjnych prolajfowców) te, które wyabortowały, ni
            > ż te, które urodziły i oddały

            Tu się nie zgodze. Aborcja przez niektóre kręgi, w PL popularne, jest uważana za większe zło niż oddanie dziecka do adopcji:-) Tym kobietą się raczej współczuje.
            Poza tym aborcje łatwiej jest ukryć, nie masz brzucha, robisz to potajemnie i mówisz o tym tylko ludziom, którym chcesz a możesz zachować to tylko dla siebie. Jeśli postanawiasz urodzić dziecko to przecież tego nie ukryjesz...
            • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 13:50
              > a większe zło niż oddanie dziecka do adopcji:-) Tym kobietą

              kobietOM:-)
              • nxp Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 16:37
                Jak świat światem odwrotnością oma był siemens.

                Cholerne feministki!
            • sea.sea Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 16:23
              Toteż przecież piszę, że z pominięciem ortodoksyjnych prolajferów.

              Ze zdradą jest to samo, zasadniczo można ją ukryć, a o rozstaniu wszyscy wiedzą: sąsiadki mają używanie, rodzice się martwią, wspólni znajomi nagle zauważają, że mają problem: po czyjej stronie stanąć lub jak to zrobić, żeby nie stanąć w ogóle. A gdy się rozstaniesz = jesteś singlem = rujnujesz wszystkim życie towarzyskie, bo nie zaprosić na imprezę to głupio, ale jak zaproszą to możesz którejś ukraść męża. Armageddon :)

              Żeby nie było, powyższe jest pisane z przymrużeniem oka, ale nie do końca.
        • janznepomuka Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 17.08.11, 13:04
          Sympatią może nie, ale nasza rodzima hipokryzja zdradę akceptuje zdecydowanie łatwiej niż rozstanie....
    • triss_merigold6 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 14:10
      Nigdy, przenigdy nie zakładałam, że będę miała jednego faceta w życiu. Po pierwszym dłuższym związku był lot "so many men, so little time".
      Teraz bliżej mi do 40-tki niż do 30-tki, od dobrych ponad 4 lat z tym samym facetem i nie mam pokus tzn. nie kusi mnie skok w bok. Albowiem już przetestowałam co miałam przetestować. Czyli z wiekiem i nabyciem doświadczeń różnych mi przeszło.
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 12:23
        Skok w bok kompletnie mnie nie rusza...
    • fomica Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 15:03
      To zależy od jakości partnera. Inaczej patrzysz na męża który po 20-tu latach dobrze się trzyma, dba o wygląd, dba o zarobki i dba o ciebie, a inaczej na takiego który preferuje tylko kanapę, telewizor i piwo. Jesli masz tego pierwszego którego znasz na wylot, ufasz, podoba ci sie to po co ci drugi? Co można znaleźć w tym nowym czego nie ma stary? No, oczywiście dreszcz emocji, cos nieznanego, niepewnego, cała ta otoczka flirtu. Dla mnie subiektywnie taka przygoda, z niepewną przyszłością na horyzoncie - bo nie wiadomo jak nowa znajomośc sie potoczy, można za miesiąc uznać że to jakis totalny bałwan - nie jest warta zaufania i tego co było wspólnie budowane przez naście czy dziesiąt lat. Jestem w związku 13 lat i nie spotkalam jeszcze faceta, dla którego byłabym gotowa zaryzykować utratę tego co mam, bo to jest zbyt cenne.
      • natalia999 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 15:31
        Monogamia jest nudna. Nie od dziś wiadomo, że ludzie nie są stworzeni do monogami. Nie wyobrażam sobie spędzic całego życia z jednym facetem, w łożku czułabym jakbym uprawiała seks z własnym bratem. Może być jeden ale na boku inny.
    • salma75 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.08.11, 15:44
      Monogamia nudna jest wtedy gdy wiążesz się z nudnym człowiekiem.
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 12:21
        Co nie co można by mojemu facetowi zarzucić ale na pewno nie to, że jest nudny:-)

        A nie przyszło Ci do głowy, że może to MY się różnimy, może Ty jesteś jedną z tych osób, które lepiej sobie radzą w stałych związkach? Mam świadomość, że problem jest we mnie. Stały związek to nie jest moje naturalne środowisko życia. Ja raczej staram się w tym środowisku jakoś zaadaptować, mam kilka swoich sposobów, czasami jednak przychodzą takie kryzysy, kiedy mam ochotę wszystko rzucić i poczuć tą wolność:-)
    • kelbalrai Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.08.11, 20:34
      Jestem od prawie 20 lat z jedną kobietą. Ani trochę mi się nie znudziła. Wiadomo, że przez ten czas związek przechodził różne chwile, ale nawet na samym dnie (które nigdy nie było jakoś wyjątkowo głębokie), nie było tak źle, abym myślał o skoku na bok. Uczony doświadczeniem wiedziałem, że prędzej czy później będzie lepiej, a godzić się będziemy w łóżku, bo żadne z nas długo bez drugiego nie wytrzyma. I patrząc z perspektywy czasu warto było. Moja kobieta obecnie pociąga mnie jeszcze bardziej niż kiedyś. Wciąż piękna, zgrabna, z klasą i świadoma swojej kobiecości sto razy bardziej niż dwa razy młodsze od niej smarkule. Cieszę się, że mogę się w niej rozsmakowywać.
      • sisi_kecz Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 17.08.11, 12:48
        kelbalrai napisał:

        > Jestem od prawie 20 lat z jedną kobietą. Ani trochę mi się nie znudziła. Wiadom
        > o, że przez ten czas związek przechodził różne chwile, ale nawet na samym dnie
        > (które nigdy nie było jakoś wyjątkowo głębokie), nie było tak źle, abym myślał
        > o skoku na bok.
        (...) Cieszę się, że mogę się w niej rozsmakowywać. '

        Ciekawy głos męski o monogamii.

        Jak sądzisz, czy i jaki wpływ na Twoją długoletnią, monogamiczną postawę miały:

        - Twoja osobowość, światopogląd i działania prozwiązkowe
        - jej uczucia do Ciebie, jej postawa w kryzysach i w tworzeniu więzi
        - brak okoliczności do łatwej, dostępnej i nietworzącej przykrych konsekwencji zdrady.

        ?


        pozdro:)
        • kelbalrai Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 17.08.11, 14:21
          > - Twoja osobowość, światopogląd i działania prozwiązkowe

          Osobowość i światopogląd otwarte. Nie jestem katolikiem, nie wierzę w Boga więc, do trwania w związku nie obliguje mnie religia.

          > - jej uczucia do Ciebie, jej postawa w kryzysach i w tworzeniu więzi

          O jej uczuciach do mnie, nie mnie się wypowiadać. Ale wydaje mi się, że są podobne do moich :) Jej postawa w kryzysach zmieniała się mocno na przestrzeni związku. Gdy się poznaliśmy... musiałem się mocno napracować, bo bardzo łatwo i o wszystko się obrażała. Teraz jest zupełnie inaczej. Potrafiła popracować nad sobą, w pełni zaufać i obecnie w kryzysach w naprawianiu związku udzielamy się wspólnie i z podobną intensywnością i zaangażowaniem.

          > - brak okoliczności do łatwej, dostępnej i nietworzącej przykrych konsekwencji
          > zdrady.

          Jak bym szukał, to by się coś znalazło. Nie szukam, bo nie potrzebuję.

          Podsumowując, trafiłem na właściwą osobę. Nie wiem jak to jest, ale zawsze jak oglądamy nasze stare zdjęcia, to patrzę na nią i wydaje mi się, że w obecnej chwili jest piękniejsza niż 5, 10 czy 15 lat temu. Gdy połączymy to z charakterem, który zmienił się na plus, to naprawdę nie ma na co narzekać. Zakochałem się w niej w takiej jaka była 20 lat temu, a teraz jest pod każdym względem lepsza. Nie mogę więc kochać mniej :)
          • sisi_kecz Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 17.08.11, 14:55
            Podsumowując, trafiłem na właściwą osobę. (...) Zakochałem się
            > w niej w takiej jaka była 20 lat temu, a teraz jest pod każdym względem lepsza.
            > Nie mogę więc kochać mniej :)'

            :)

            Ona też trafiła na właściwą osobę.
    • kalina81 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 18.08.11, 21:15
      Milion lat na gazecie nie pisałam, ale dziś muszę!

      Dawno, dawno temu, jeszcze przed moim urodzeniem, a nawet i przed urodzeniem się większości z Was była taka cudowna gra między kobietami i mężczyznami, gra pełna spojrzeń spod rzęs, cichych westchnień, zapachu perfum na gubionych przypadkiem chusteczkach, gra która niejednego kosztowała jeśli nie życie, to choć pryszcza na prąciu. To był flirt. Biedny, wyśmiany, spłycony i zapomniany. Sztuka sama w sobie. Orgazm w sali pełnej ludzi. Tylko trzeba mieć partnera, z którym ustala się zasady i granice. Ja mam takiego od siedmiu lat i to pierwszy facet, którego nie zdradzam. I nie muszę na szczęście. I nie wiem, czy bardziej mi się chce, jak ja poflirtuję, czy gdy widzę jak robi to on.
      Porządny flirt to orgazm bez jednego dotknięcia, to gorączka marzeń i fantazji dzielonych z kimś kogo mieć nie będziesz. Bzyknięcie się niszczy flirt, jak zęby mojego psa bańkę mydlaną, więc po kilku idiotycznych próbach to już nawet nie kusi. Flirt to jedyna sztuka dla sztuki, którą uprawiać trzeba i warto!
      • sisi_kecz flirt fajna rzecz- ale co to jest zdrada? 18.08.11, 21:34
        Jeśli ustaliłaś sobie ze swoim menem, że orgazm, który przeżyjesz w głowie dzieki interakcji o podbarwieniu seksualnym z innym mężczyzną, zdradą dla Was nie będzie, no to połowa sukcesu.

        Bo druga rzecz, to znaleźć rasowego flirciarza, który pikantnych opowieści o przyciąganiu i odpychaniu nie uzna za wstęp do konsumpcji Twojego konkretnego ciała.

        Sztuka flirtu jest na wymarciu...

        pozdro!
        • kelbalrai Re: flirt fajna rzecz- ale co to jest zdrada? 18.08.11, 23:54
          Ja tam odniosłem wrażenie, że kalina pisała o flircie pomiędzy partnerami w trwającym związku monogamicznym. Ale może mam już takie zboczenie ;)
          My w każdym razie flirtu nie zaniedbujemy, a przynajmniej staramy się jak umiemy.
          • sea.sea Re: flirt fajna rzecz- ale co to jest zdrada? 19.08.11, 00:02
            Zboczenie masz :) Chodziło wyraźnie o bycie w związku, a flirtowanie na zewnątrz. Inaczej by nie było mowy o "patrzę, jak on flirtuje" tylko o "gdy on ze mną flirtuje" :) I stąd dalsze dywagacje Kaliny o braku konsumpcji - bo przecież z własnym partnerem to chyba się konsumuje raczej :)

            • kelbalrai Re: flirt fajna rzecz- ale co to jest zdrada? 19.08.11, 00:08
              sea.sea napisała:

              > Zboczenie masz :)

              Dopiszę się w takim razie w wątku o zboczeniach ;)
          • urquhart flirt w długoletnim związku??? 19.08.11, 08:23
            kelbalrai napisał:

            > Ja tam odniosłem wrażenie, że kalina pisała o flircie pomiędzy partnerami w trw
            > ającym związku monogamicznym. Ale może mam już takie zboczenie ;)
            > My w każdym razie flirtu nie zaniedbujemy, a przynajmniej staramy się jak umiem
            > y.

            Napisz proszę jak może wyglądać flirt w wieloletnim małżeństwie w którym partnerzy znają się jak łyse konie?
            Najczęściej widzę że "flirt" polega że on namawia a ona odmawia :)
            • sisi_kecz Re: flirt w długoletnim związku??? 19.08.11, 10:33
              Napisz proszę jak może wyglądać flirt w wieloletnim małżeństwie w którym partne
              > rzy znają się jak łyse konie?'

              też sie dołączam do petycji.

              Wydaje mi sie że stanu klasycznego flirtu sie nie uzyska ze stałym partnerem, a substytut jest... no tylko substytutem.
              Moim zdaniem w związku to można podsycać pożądanie, odkrywać nowe obszary itp., odgrywać umowne role (prosze pani, czy pani jest zajęta czy też wolna ?)
              flirtowanie jest zarezerwowane dla niezwiązku.

              pozdro!
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 25.08.11, 22:55
        > Dawno, dawno temu, jeszcze przed moim urodzeniem, a nawet i przed urodzeniem si
        > ę większości z Was była taka cudowna gra między kobietami i mężczyznami, gra pe
        > łna spojrzeń spod rzęs, cichych westchnień, zapachu perfum na gubionych przypad
        > kiem chusteczkach, gra która niejednego kosztowała jeśli nie życie, to choć pry
        > szcza na prąciu. To był flirt.

        Jesteśmy z sobą tyle lat, że zapach jego perfum na chusteczce nie zrobiłby na mnie większego wrażenia:-) Co nie oznacza, że ze sobą nie flirtujemy. Jednak mamy na to już bardziej perwersyjne sposoby- nasze potrzeby są już dużo większe...
    • czarny4u Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 18.08.11, 23:20
      Oczywiście że monogamia jest fajna.
      Zakładając, że nie ma patologii i obydwoje dbają zarówno o siebie jak o związek to jest to fajne.
      Fajnie jest, móc iść do pracy i wiedzieć, że jak się wróci będzie super seks bez ryzyka złapania jakiegoś syfu, który zdradzająca kobieta może przynieść np. od listonosza.
      Zdradzić można tylko po co? Moim zdaniem taki seks w ukryciu niczym nie różni się od masturbacji.
      • urquhart Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 19.08.11, 08:24
        czarny4u napisał:
        > Zdradzić można tylko po co? Moim zdaniem taki seks w ukryciu niczym nie różni s
        > ię od masturbacji.

        Też w ukryciu :)
        • czarny4u Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 19.08.11, 10:57
          Tak, też w ukryciu ;)
          • klepatrablue Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 19.08.11, 15:20
            Przeciez na zycie z jednao soba nie sklada sie tylko seks czy dizeci. Mowimy o kawale swojego zycia, dowiadczeniach, wyrzeczeniach, kryzysach, wielu latach razem spedzonych..

            Jestem w związku od 10 prawie lat, związek jeszcze z czasow szkolnych, dziecko 5 letnie. Z ciekaowsci zaczelam knotaktowac sie z innym panem, ale nie warto byloby lda niego tego wszystkiego przkreslac.. Zaufanie ebudowane przez lae zycie jest wazne
      • zakletawmarmur Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 25.08.11, 23:01
        Ależ ja doceniam zalety stałego związku. Nie jestem cierpiętnicą, która trwa w związku za karę:-) Bardzo cenie mojego faceta.
        Pomimo tego co jakiś czas pojawia się taka potrzeba przeżycia czegoś nowego, taka tęsknota za czymś czego się nie ma... I dodam, że go nie zdradzę.
        • sea.sea Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 25.08.11, 23:33
          E, no. To ja w porównaniu jestem totalną świeżynką, monogamia mnie jak na razie zupełnie nie nudzi, przeciwnie, nikt inny mi się w ogóle nie podoba - ale tęsknotkę taką za tą adrenaliną z początków związku też miewam i imo to jest naturalne - bo to strasznie fajny stan i nie do odtworzenia w związku, chyba żeby np jedno wyjechało gdzieś na rok. Ale traktuję to jak nostalgię za piciem pierwszego w życiu piwa w parku na wagarach - bygones :)
    • aandzia43 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 26.08.11, 14:10
      Wystartowałam w życie erotyczne z pozycji "ale frajda, nie będę jej sobie odmawiać!" i monogamia to była jakaś abstrakcja z kosmosu wzięta. Z drugiej strony miałam wdrukowany obraz małżeństwa - związku miłosnego na wyłączność. Logiczne więc, że do małżeństwa nie dążyłam ;-) Jak się już dałam zaobrączkować, to stałam się obyczajowo sierozną matroną, choć ciągnęło chwilami wilka do lasu, oj ciągnęło. Można więc powiedzieć, że monogamia nieco ciążyła. Ale z wiekiem, a tym bardziej z coraz lepszą jakością pożycia, coraz mniej. Stwierdzam u siebie wyraźne i jednoznaczne przełożenie dbałości małżonka o atrakcyjność i o moje potrzeby na brak wyraźnych ciągot do zdrady z mojej strony. Jeszcze tylko czasem, niezależnie od stopnia zadowolenia z seksu małżeńskiego, w duszy (a może w kominie ;-P) coś załka: "i co, i już nigdy więcej z kimś nowym?!" Ale to już tylko echo od szarych komórek się odbijające ;-P
      Podsumowując: ciekawość i potrzebę różnorodności zaspokoiłam w młodości, czyli w okresie największej zawieruchy neuronalnej, a potem uruchomiłam tryb monogamia (ale z założeniem, że nie za wszelką cenę).
    • wen_yinlu Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 31.08.11, 21:41
      Mój mąż jest moim piątym partnerem seksualnym, więc monogamistką jestem raczej seryjną, ale jedno wiem na pewno: w żadnym z tych związków nigdy nie myślałam serio o zdradzie. Co innego w okresie bez stałego partnera - flirtowałam z kilkoma, interesowałam się jeszcze innymi, ale gdy już jestem z kimś to wszystko to się wyłącza jakby automatycznie :) Na szczęście. Wiadomo, że różne rzeczy przychodzą w snach, człowiek fantazjuje, ale u mnie to nie ma związku z żadnymi reakcjami które pchałyby mnie do czynu. Przez wieeeele lat ani razu nie skoczyłam w bok, chociaż okazji zawsze jest mnóstwo. Bywali ludzie zakochani we mnie mocno, wystarczyłby jeden wieczór i "idę do kina z koleżanką, kochanie"...
      Ale tak serio to zobaczymy jak będzie za 10 lat, hormony się na mózg rzucą, czy inne diabelstwo, ale nie chciałabym tego, byłoby to durne i niepotrzebne.
      Aha, zdrady z wibratorem za zdradę nie uznaję :P
    • symmetryisall Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 14.09.11, 14:59
      Oranyboskie, jaka jest nudna. I frustrująca. Doświadczam tego ostatnio wyjątkowo mocno. Jak to było w piosence: "wszędzie dookoła czyha pokusa goła" :) Chodzę sobie po ulicach, wyglądam z samochodu i dosłownie na każdym kroku widzę piękne panie, i tak sobie zgrzytam zębami w myślach "Tyle zajebistych lasek na świecie, a ja przykuty łańcuchem do tego mojego pokemona" :) Przy czym nawet nie o seks jako taki chodzi, bo mi się ostatnio libido przekierowało gdzieś w niebyt, ale o takie znużenie na zasadzie "wiem, co powiesz, wiem, co myślisz, wiem, co zrobisz - i, co gorsza, żadna z tych rzeczy mnie nie ekscytuje". Ta jest ładniejsza, ta się ciekawiej ubiera, ta ma ładniejszy uśmiech, z tą się lepiej dogaduję, a tamta wyraźnie na mnie leci - a tu dupa zbita, nic nie zrobisz, co najwyżej się dyskretnie pooblizuj. Przy czym jestem świadom, że z dowolną z wyżej wymienionych po pewnym czasie doszłoby do tego samego stanu. Albo i nie. Cholera wie, teraz i tak już nie sprawdzę :)
      • hello-kitty2 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.09.11, 16:25
        symmetryisall napisał:

        "Przy czym nawet nie o seks jako taki chodzi, bo mi się ostatnio libido przekierowało gdzieś w niebyt, ale o takie znużenie na zasadzie "wiem, co powiesz, wiem, co myślisz, wiem, co zrobisz - i, co gorsza, żadna z tych rzeczy mnie nie ekscytuje". Przy czym jestem świadom, że z dowolną z wyżej wymienionych po pewnym czasie doszłoby do tego samego stanu. Albo i nie. Cholera wie, teraz i tak już nie sprawdzę :)"

        U mnie doslownie to samo, choc jestem kobieta. Przy czy mysle ze "przekierowane libido w niebyt" to naturalna konsekwencja tego znuzenia, o ktorym piszesz. Dokladnie wiem jak bedzie wygladal sex i juz mi sie to znudzilo, bo nie chce wiedziec, o kazdym ruchu swojego kochanka z gory. A widzisz, ja sprawdzilam i z kazdym nowym, po jakims czasie dochodzilam do takiego samego stanu znudzenia i znuzenia (z miloscia czy bez). Z uplywem czasu w zwiazku zdarzalo mi sie masturbowac obok spiacego partnera, "nuda, nuda do wyrzygania". Zmniejszone libido to tak naprawde: chce sie pieprzyc, chce mi sie bardzo, ale nie z nim, z nim juz nie, bo znam go na wylot i mi sie znudzil.

        Czyli "problem" jest we mnie. Niezwiazkowa jestem zupelnie. Nie nadaje sie na zone. I tu zgadzam sie z autorka watku. To jest we mnie i w wieku 36 lat przestalam sie oklamywac. Ale zdaje sobie sprawe, ze zeby poczuc sie naprawde dobrze i wolno to powinnam przestac oklamywac jeszcze srodowisko dookola mnie.

      • sisi_kecz Symetry 19.09.11, 10:09
        odkąd Cię czytam na forum, to przeżywasz ten istny dramat grecki swojej sytuacji psychicznej bez wyjścia ---> i tak źle i tak niedobrze.

        Jesteś w Czyśccu za życia ;(((
        może to taka karma,
        co zrobiłeś nie tak w poprzednim ?

        ;)
        • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 10:26
          W poprzednim - nie mam pojęcia :) Wiem dobrze, co zrobiłem nie tak w tym i świadomość ta potęguje tragizm mego położenia... :D A ponieważ lubię mówić o sobie, to jesteście skazani na moje mentalne wymioty i gorzkie żale, kiedy mi się zbierze, czyli raz na kilka miesięcy.

          Ale to nie jest tak, że cierpię samotnie - ostatnio tak się jakoś złożyło, że dwaj moi bliscy koledzy mieli jakieś tam małżeńskie tarapaty (w tym jeden, którego dotąd uważałem za wprost idealnie poukładanego męża i ojca), wyszliśmy sobie na męskie piwo, żeby pogadać, jakie to nasze żony są wredne, i się okazało, że mój czyściec to tak naprawdę przedszkole w porównaniu z komplikacjami i problemami, jakie oni mają w swoich związkach. I po tym wyjściu trochę bardziej niż dotąd przestałem wierzyć w Małżeństwa, Które Się Kochają I Się Im Układa Po Grób i trochę bardziej utwierdziłem się w przekonaniu, że związek dłuższy niż X lat (x zależne od danej osoby) z natury swojej przestaje być spełnieniem, a zaczyna być kulą u nogi - tyle że w pewnym momencie koszty wymiksowania się z niego przewyższają koszty pozostania w nim, a odruch psychicznej samoobrony każe ludziom nazywać to 'szczęściem' :)
          • sisi_kecz Re: Symetry 19.09.11, 10:39
            ponieważ lubię mówić o sobie,
            > to jesteście skazani na moje mentalne wymioty i gorzkie żale, kiedy mi się zbi
            > erze, czyli raz na kilka miesięcy.'

            wcale mi to nie przeszkadza, nie ma obowiązku czytania przecież ;)

            Z wiekiem, kiedy widze swoje wpadanie wciąż w niektóre sytuacje, do których obiecałam sobie już nigdy nie doprowadzać, dochodzę do wniosku, ze chyba musze lubic ten rodzaj stresu, że sobie go wciąż funduję.
            Czyli, że jeśli tkwimy w czymś co nas niby uwiera ,ale nic z tym nie robimy, to pretensje do samych siebie albo pogodzenie z faktem, że tak mamy i już.

            Zastanawia mnie (ale tylko z racji ludzkiej ciekawości, bo to Twoja sprawa) to drugie dziecko, kiedy całym sobą dajesz do zrozumienia: nie chcem ale muszem.
            Naprawdę nie musiałeś- wiesz o tym?

            pozdro!
            • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 11:01
              > Z wiekiem, kiedy widze swoje wpadanie wciąż w niektóre sytuacje, do których obi
              > ecałam sobie już nigdy nie doprowadzać, dochodzę do wniosku, ze chyba musze lub
              > ic ten rodzaj stresu, że sobie go wciąż funduję.

              Jestem przekonany, że jest to efekt jakiejś tam głęboko ukrytej chęci samozniszczenia. Zdiagnozowałem to u siebie już dawno, ale ponieważ jestem psychologiem-amatorem, na diagnozie się skończyło.

              > Zastanawia mnie (ale tylko z racji ludzkiej ciekawości, bo to Twoja sprawa) to
              > drugie dziecko, kiedy całym sobą dajesz do zrozumienia: nie chcem ale muszem.
              > Naprawdę nie musiałeś- wiesz o tym?

              Owszem, nie musiałem. Ale moja codzienność wyglądała już tak, że zgodzenie się na dziecko stało się prostsze, niż dalsze niegodzenie się na dziecko - codzienny opar smutku, depresji i beznadziei, który wnosiła żona do domu wracając z pracy, mógłby wykończyć największego twardziela. Nawet sama małżonka to zauważyła i powiedziała mi wprost: "Co ci za różnica, przecież i tak masz przejebane, widzę, jak się z nami męczysz." Co prawda jestem zdania, że nawet przejebanie można stopniować, ale w końcu, żeby się odpieprzyła, powiedziałem "No dobra, chodź tu." I bęc. I faktycznie, póki co jest nieźle, bo faktycznie się odpieprzyła i milutka jest dla mnie taka, że to aż podejrzane i czuję podskórny lęk, że jak przestanie być milutka, to na zasadzie odwrotnej proporcji eksplozja będzie iście apokaliptyczna.

              Skupiam się na pierwszym dziecku, staram się być dla niego jak najlepszym tatą; nawet z pewną ciekawością rozmyślam o drugim, jakim będzie człowiekiem; jestem miły dla żony, bo z natury jestem miły i kulturalny i nie widzę powodu, żeby jej dokuczać; dużo pracuję, dużo czasu poświęcam różnym przyjemnym aktywnościom hobbystycznym - ale tak naprawdę w duchu czuję się już wolny, poza jakimkolwiek związkiem, podświadomie już poluję. Mentalne wyjście z układu "małżeństwo", nawet bez wyjścia rzeczywistego, dało mi OGROMNĄ psychiczną ulgę. Nie jest źle.
              • sisi_kecz Re: Symetry 19.09.11, 11:20
                Owszem, nie musiałem. Ale moja codzienność wyglądała już tak, że zgodzenie się
                > na dziecko stało się prostsze, niż dalsze niegodzenie się na dziecko '

                Łatwiej było sie zgodzić niż sie nie zgadzać.
                Zatem to był Twój wybór: mieć dziecko.
                A teraz łatwiej jest Ci mysleć- to było żądanie żony i nic nie mam z tym wspólnego.
                Nie byłoby w porzadku, gdybyś tak to sobie ułożył w głowie na przyszłość, bo tak nie było.

                Mentalne wyjście z układu "małżeństwo", na
                > wet bez wyjścia rzeczywistego, dało mi OGROMNĄ psychiczną ulgę.'

                Stosujesz cała masę tricków na własnej psychice.
                Zastanów się nad przyczyną jeśli lubisz samoanalizy.

                Samoagresja jest częścią mnie, nawet choruję na chorobę autoimmunologiczną,
                ale toleruję tylko to, co sama robię sobie, nie toleruję pozostawania w układach, w których ktoś mnie wykorzystuje- taki egoistyczny selfmaso ze mnie- nie chciałabym tego zmieniać, bo nie byłabym wtedy sobą.

                Dlatego sądzę, że bardzo fajnie jest pewne rzeczy zrozumieć i zdiagnozować, ale to nic nie da jeśli sie tego albo nie zmieni
                albo nie zaakceptuje :)

                pozdro!
                • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 11:39
                  > Łatwiej było sie zgodzić niż sie nie zgadzać.
                  > Zatem to był Twój wybór: mieć dziecko.
                  > A teraz łatwiej jest Ci mysleć- to było żądanie żony i nic nie mam z tym wspóln
                  > ego.
                  > Nie byłoby w porzadku, gdybyś tak to sobie ułożył w głowie na przyszłość, bo ta
                  > k nie było.

                  Owszem, była to moja decyzja. Ale skutki tej decyzji spadną na trzy osoby: dziecko, żonę i mnie. Dziecko ucierpi najmniej, bo ja robię, co mogę, żeby swoich traum na dzieci nie przenosić i traktować je jak najlepiej. Ja sam - to czas pokaże, jest trochę prawdy w słowach żony, że i tak, i tak mam przejebane, więc co najwyżej będę miał przejebane odrobinę bardziej. Ale też niekoniecznie, bo ów dystans, o którym mówiłem, odarł mnie trochę z potrzeby nadskakiwania żonie i stawiania jej potrzeb ponad moimi, bardziej skupiłem się na tym, czego ja chcę, łatwiej przychodzi mi powiedzieć "Nie i już." Żona - cóż, egoistycznie powiem, że zwisa mi, jak to wpłynie na nią, chciała mieć dziecko, to ma, i niech spróbuje mi miauknąć, że jej z tym źle. Jest dorosła, podjęła decyzję znając wszystkie jej ewentualne skutki.

                  > Stosujesz cała masę tricków na własnej psychice.
                  > Zastanów się nad przyczyną jeśli lubisz samoanalizy.

                  Owszem, jakoś trzeba sobie radzić. Zwłaszcza że ja, można powiedzieć, cierpię podwójnie - ogólnie mam tendencję do okresowych "resetów" swojego życia, ciągną mnie decyzje nagłe i nieodwołalne - zrywanie znajomości, zmiana pracy, takie odcinanie kotwic - a tutaj tego zrobić nie mogę, bo blokuje mnie poczucie odpowiedzialności - głównie za dziecko/dzieci, za miękki jestem, żeby postawić swoje potrzeby ponad ich potrzebami i już się pogodziłem z faktem, że tak zostanie. Dlatego uciekam się do psychologicznych sztuczek.
                  • sisi_kecz Re: Symetry 19.09.11, 11:54
                    Owszem, jakoś trzeba sobie radzić. Zwłaszcza że ja, można powiedzieć, cierpię p
                    > odwójnie - ogólnie mam tendencję do okresowych "resetów" swojego życia, ciągną
                    > mnie decyzje nagłe i nieodwołalne - zrywanie znajomości, zmiana pracy, takie od
                    > cinanie kotwic - a tutaj tego zrobić nie mogę, bo blokuje mnie poczucie odpowie
                    > dzialności - głównie za dziecko/dzieci, za miękki jestem, żeby postawić swoje p
                    > otrzeby ponad ich potrzebami i już się pogodziłem z faktem, że tak zostanie. Dl
                    > atego uciekam się do psychologicznych sztuczek.'

                    trochę sie znamy pisemnie, więc pozwolę sobie powiedzieć nieelegancko ale niezłośliwie:

                    bla, bla, bla

                    Właśnie w tym swoim opisie jaki tu dałeś widać, że samoanalizą nie dojdzie sie do sedna problemu, bo każdy kocha siebie samego i nie rozprawi sie ze sobą do końca.
                    Będziesz sie otaczał miękką kołderką pod, którą bedziesz cierpiał i się miotał, a jak szarpanina zaboli to sie pogłaszczesz kolejnym trikiem.

                    Ale skoro uważasz sie za swojego najlepszego psychologa,
                    to przecież jest to Twoje życie :)

                    duze pozdro!
                    • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 12:06
                      > Właśnie w tym swoim opisie jaki tu dałeś widać, że samoanalizą nie dojdzie sie
                      > do sedna problemu, bo każdy kocha siebie samego i nie rozprawi sie ze sobą do k
                      > ońca.
                      > Będziesz sie otaczał miękką kołderką pod, którą bedziesz cierpiał i się miotał,
                      > a jak szarpanina zaboli to sie pogłaszczesz kolejnym trikiem.

                      Wcale nie przeczę :) Ale wydaje mi się, że to wyjście równie dobre, jak każde inne. Czy jesteś może z tych, co uważają, że jedyne wartościowe rozwiązania to te czarno-białe, albo-albo, rodem z hollywoodzkich filmów obyczajowych, w których bohater tkwi w jaskrawo przerysowanej, toksycznej sytuacji, doznaje objawienia (z reguły poznając kobietę idealną) i dokonuje życiowej rewolucji, po której nikomu nie dzieje się krzywda (za wyjątkiem pierwszej partnerki, którą reżyser przedstawia jako osobę tak sadystycznie jadowitą, że całe kino się cieszy, że dostała po dupie) i wszyscy żyją długo i szczęśliwie ever after, a napisy końcowe wyprzedzają pierwszą rozmowę z cyklu "Uważam, że za mało zarabiasz/Nie podobają mi się twoi koledzy/Mógłbyś czasami pozmywać po sobie naczynia/Zamiast spaceru w letnim deszczu wolałabym, żebyś się zajął chwilę dziećmi, cholerny nierobie"?

                      Ja mam wykształcenie humanistyczne, z dużym naciskiem na klasykę, i bliższa jest mi grecka tragedia, niż hollywoodzki optymizm :D

                      > Ale skoro uważasz sie za swojego najlepszego psychologa,
                      > to przecież jest to Twoje życie :)

                      W żadnym razie się nie uważam, po prostu jak dotąd nikt mnie jeszcze nie przekonał, że ma lepszą propozycję, niż ja sam :) (Te uśmieszki-emotki mają przekonać czytelnika, że wszystko powyższe nie jest rozpaczliwym wołaniem o pomoc, jeśli komuś by się tak mogło wydawać).
                      • sisi_kecz Re: Symetry 19.09.11, 12:20
                        (Te uśmieszki-emotki mają przekonać
                        > czytelnika, że wszystko powyższe nie jest rozpaczliwym wołaniem o pomoc, jeśli
                        > komuś by się tak mogło wydawać).'

                        Ironia to ostatnie stadium rozpaczy.

                        Ja Ci nie pomogę, bo nie mam żadnych kompetencji, ani nie mam ochoty sie z nikim zaprzyjaźniać, poza tym cierpimy na podobne inwalidztwa psychiczne.
                        Jesteś osoba IMO, której dobrze by robił stały kontakt z własnym psychoterapeutą.
                        Własnie taka osoba jak Ty, wydawać by sie mogło zajeinteligentna, zdystansowana i posiadająca dużo wiedzy, nie potrafi sobie pomóc, bo sama sobie przeszkadza.
                        Wiesz o czym piszę.

                        Od kilku dni wiem, o tym, że jedna z moich najbliższych osób jest śmiertelnie chora- bedzie na to umierać we względnym spokoju przez jakieś 30 lat- kiedys to nawet nie nazywano choroba tylko starością.
                        W tym chorzeniu nie ma zadnych objawow, dopóki istnieje w mózgu chociaż 20% niezbędnego minimum pewnej substancji- tak niesamowita jest zdolność adaptacyjna mózgu- potrafi jakoś zrekomensować 80% deficytu !
                        Z psychiką jest podobnie- ci, którzy za dużo zastanawiają sie nad swiatem, kulają sie jakoś za pomocą tricków,racjonalizacji i rekompensat,
                        aż do wielkiego boom...

                        pozdro!
              • hello-kitty2 Re: Symetry 19.09.11, 12:39
                "małżonka to zauważyła i powiedziała mi wprost: "Co ci za różnica, przecież i tak masz przejebane, widzę, jak się z nami męczysz." Co prawda jestem zdania, że nawet przejebanie można stopniować, ale w końcu, żeby się odpieprzyła, powiedziałem "No dobra, chodź tu." I bęc."

                Zawsze twierdzilam, ze instynkt macierzynski oslepia, no dobra ale po pierwszym dziecku mozna sie opanowac/otrzasnac (chyba?), ale powiedz Symmetryisal jaki ona (malzonka) ma w tym calym waszym ukladzie interes? Nie rozumiem o co jej chodzi?
                • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 13:02
                  > Zawsze twierdzilam, ze instynkt macierzynski oslepia, no dobra ale po pierwszym
                  > dziecku mozna sie opanowac/otrzasnac (chyba?), ale powiedz Symmetryisal jaki o
                  > na (malzonka) ma w tym calym waszym ukladzie interes? Nie rozumiem o co jej cho
                  > dzi?

                  Nasze pierwsze dziecko ona uważa za swoją porażkę wychowawczą i chce mieć drugie, które wg niej będzie bardziej udane. Poza tym nie chce być sama, woli być ze mną, chociaż jest mną mocno rozczarowana (co mi powiedziała wprost). Poza tym miała mocno popierdoloną rodzinę (ojciec alkoholik z całym dobrodziejstwem inwentarza) i bardzo chce mieć własną poukładaną, za wszelką cenę, nawet jeśli miałaby udawać. Ot, takie tam jazdy :)
                  • hello-kitty2 Re: Symetry 19.09.11, 13:28
                    Rozumiem, ze o tym, co wiemy na forum od ciebie o twoim "pokemonie", ty jej wprost nie mowisz? I klotni w domu nie ma?
                    (podpytuje, bo sama mam dziecko w zwiazku, w ktorym jestem/ nie jestem, podobna historia)
                    • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 13:35
                      Ten "pokemon" to był taki bardziej żartobliwy i w sumie żałuję, że tak napisałem, bo moja żona - mimo wszystkich tarć między nami - jest naprawdę złotą kobietą i dobrym człowiekiem, i złego słowa nie dam na nią powiedzieć.

                      Natomiast czy mówię - oczywiście, że nie mówię, jestem mistrzem gry aktorskiej w stopniu, który zaskakuje mnie samego, choć domyślam się, że pomaga mi w tym wyparcie z jej strony. Tzn niektóre rzeczy jakoś tam się wynurzyły mniej lub bardziej wprost w toku różnych dyskusji, rozmów i kłótni, ale żeby tak prosto z mostu, między oczy, to raczej nie. Jest duża szansa, że żona kazałaby mi wtedy pospierdalać, a cały tragizm mej sytuacji polega wszak na tym, że ja wolałbym nie :)
                      • hello-kitty2 Re: Symetry 19.09.11, 13:48
                        Mnie "pokemon" to raczej rozbawil, bo widzisz ja tez jestem w zwiazku bez sexu, za to z dzieckiem i jak w koncu zdecydowalam sie na zdrade na zasadzie zakochania i moze rozstania z tym, ktorego nie kocham, po wielu latach to mi sie "miekisz" trafil (jak opisywalam w swoim watku) i mial przescieradlo z pokemonem, doslownie z pokemonem! :)))

                        OK bede sledzic twoje losy i zobaczymy jak to sie wszystko rozwinie.
                  • urquhart Re: Symetry DDA? 19.09.11, 14:29
                    symmetryisall napisał:
                    > miała mocno popierdoloną rodzinę (ojciec alkoholik z całym dobrodziejstwem inwe
                    > ntarza) i bardzo chce mieć własną poukładaną, za wszelką cenę, nawet jeśli miał
                    > aby udawać. Ot, takie tam jazdy :)

                    Jeżeli już kumasz że za problemamy w związku odpowiada jej DDA i destrukcyjne podejcie do mężczyzn, bliskości, seksu czemu nie "rozpiepszysz układu".
                    Przecież to podstawowy destukcyjny schemat z najkrótszej listy:
                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,125143469,125143469,Prewencja_przede_wszystkim_ver2.html
                    Z DDA skrzywdzonej córeczki udało się dojśc do ładu paru moim paru znajomym i o ile kobieta ma ochotę i motywację (musi być na ostrzu noża) pogrzebać w przeszłości i da się naprawić. Czasem duma nie pozwala...
                    Pozdr
                    • symmetryisall Re: Symetry DDA? 19.09.11, 15:43
                      > Jeżeli już kumasz że za problemamy w związku odpowiada jej DDA i destrukcyjne p
                      > odejcie do mężczyzn, bliskości, seksu czemu nie "rozpiepszysz układu".

                      Oj, bo widzisz, tak w największym, telegraficznym skrócie ja już jakiś czas temu straciłem zapał, bo takie rozpieprzenie układu będzie mnie kosztować dużo nerwów, a niewiele może przynieść w rezultacie. U nas problem nie polega na tym, że jesteśmy kochającą się parą, której się coś zesrało po drodze, tylko jesteśmy parą fundamentalnie niekompatybilną i wzajemnie sobą rozczarowaną, która się nigdy nie powinna była zejść, ale przez te parę lat jakoś tam dotarła i wyrobiła sobie może i niezbyt zdrowe, ale jakoś tam funkcjonujące sposoby codziennej koegzystencji. Napisałem, że nie jest źle, że jakoś to działa, i tak jest w istocie. Problem nie leży w tym, że ja bym chciał się znów zakochać w żonie i mieć motylki, tylko że chciałbym w ogóle nigdy się w niej nie zakochiwać, przewinąć swoje życie o 10 lat wstecz i zrobić parę rzeczy diametralnie inaczej. Ale niestety, jak to mówią, nie da się wcisnąć pasty z powrotem do tubki, więc trzeba sobie jakoś radzić z tym, co się ma i robić dobrą minę do złej gry, i zamiast się zadręczać myślami o spierdolonym życiorysie, pograć na kompie albo pójść z kolegami na piwo. Ot i cała filozofia.
                    • aandzia43 Re: Symetry DDA? 19.09.11, 22:39
                      > Jeżeli już kumasz że za problemamy w związku odpowiada jej DDA i destrukcyjne p
                      > odejcie do mężczyzn, bliskości, seksu czemu nie "rozpiepszysz układu".

                      Ach, jakież to przyjemnie proste, prawda? DDA i już wszystko wiemy ;-P Skąd ci przyszło do głowy, że to w ogóle jest podstawowy, wiodący trop? Całe szczęście Symetryczny niegłupi chłopak jest i czai nie tylko złożoność problemu niedogadywania się z żoną, ale i swój wkład w ten problem.

                      > Z DDA skrzywdzonej córeczki udało się dojśc do ładu paru moim paru znajomym i o
                      > ile kobieta ma ochotę i motywację (musi być na ostrzu noża) pogrzebać w przesz
                      > łości i da się naprawić. Czasem duma nie pozwala...

                      O, to niezmiernie podatne na reformy były dziewczyny, bo z większością znanych mi męskich DDA nei udało się dojść do ładu ich piękniejszym połówkom. I ostrze noża nie pomogło.
                      • symmetryisall Re: Symetry DDA? 20.09.11, 11:26
                        @aandzia43

                        > Ach, jakież to przyjemnie proste, prawda? DDA i już wszystko wiemy ;-P Skąd ci
                        > przyszło do głowy, że to w ogóle jest podstawowy, wiodący trop? Całe szczęście
                        > Symetryczny niegłupi chłopak jest i czai nie tylko złożoność problemu niedogady
                        > wania się z żoną, ale i swój wkład w ten problem.

                        DDA ma tu jakieś znaczenie moim zdaniem, ale jest problemem wtórnym. Problem pierwotny jest taki, że nawet po obraniu naszej relacji z DDA żony nie zostaje zbyt wiele. Oboje w pewnym etapie życia trafiliśmy na siebie i w wyniku swoich różnych obaw, kompleksów i lęków postanowiliśmy "mieć z głowy" i się pobrać, zamykając oczy na wszystko, co wprost krzyczało, żeby tego nie robić. Oczywiście jestem taki mądry z perspektywy tych ca 10 lat, wtedy to nie było takie jasne i oczywiste.

                        @sea.sea

                        > To jakie to mogą być rzekomo nieodwracalne błędy wychowawcze, które tak schrzan
                        > iły kilkulatkowi charakter, że lepiej na nim krzyżyk położyć i zrobić sobie now
                        > e, lepsze?

                        Nie chcę tu wchodzić w szczegóły, bo a nuż przypadkiem żona w necie na to trafi i mnie zdemaskuje. Nie o same błędy wychowawcze tu chodzi, mały sam z siebie jest specyficzny na tle innych dzieci. Jedno z drugim się na siebie nakłada i nakręca... Mi też jest z tym niełatwo i prawdę mówiąc też mam taką skrytą nadzieję, że to drugie będzie łatwiejsze do kochania, zarazem wbijając sobie do głowy, żeby pierwsze tego nie odczuło.
                  • sea.sea Re: Symetry 19.09.11, 14:30
                    > Nasze pierwsze dziecko ona uważa za swoją porażkę wychowawczą i chce mieć drugie, które > wg niej będzie bardziej udane.
                    o.O A w domu wszyscy zdrowi?
                    Macie już plan w razie gdyby drugie było niewydarzone? :)
                    • symmetryisall Re: Symetry 19.09.11, 15:34
                      > Macie już plan w razie gdyby drugie było niewydarzone? :)

                      Pierwsze nie jest bynajmniej niewydarzone. Popełniliśmy przy nim ileś tam błędów wychowawczych, które teraz dają o sobie znać, tyle że ja uważam, że trudno, trzeba to jakoś spróbować poodkręcać, a żona - że to już stracona sprawa i lepiej zrobić sobie nowe. Jakkolwiek okrutnie by to brzmiało, ona raczej nie lubi naszego syna. Kocha go, oczywiście, ale nie lubi.

                      Myślę, że z drugim sytuacja się powtórzy, choć może na mniejszą skalę, bo ostatecznie jesteśmy oboje starsi i bardziej doświadczeni. Nawet jej to mówiłem, ale jakoś nie dotarło. Trudno, musi się przekonać na własnej skórze. Moją rolą będzie, żeby zminimalizować uraz małego. Czy małej, cokolwiek tam wyjdzie.
                      • sisi_kecz Re: Symetry 19.09.11, 16:47
                        Popełniliśmy przy nim ileś tam błędó
                        > w wychowawczych, które teraz dają o sobie znać, tyle że ja uważam, że trudno, t
                        > rzeba to jakoś spróbować poodkręcać, a żona - że to już stracona sprawa i lepie
                        > j zrobić sobie nowe. Jakkolwiek okrutnie by to brzmiało, ona raczej nie lubi na
                        > szego syna. Kocha go, oczywiście, ale nie lubi.'

                        Nie przeginaj,
                        nie wierzę:
                        dziecko niewydarzone i stracona sprawa?

                        to nie w naszym klimacie takie coś
                        u nas każdy niepatolorodzic uważa swoje dziecko za ósmy cud swiata.
                        Sam jestem posiadaczką dwóch cudów, pomimo wrodzonego krytycyzmu.
                        W kwestii dzieci krytycyzm mi nie działa,
                        one mają wad,najwyzej :
                        brak niektórych zalet i to tych akurat mniej waznych, co jest z nawiązką rekompensowane poprzez uroki ich wyjątkowej osobowości, zdolnosci i potencjał;)
                        • aandzia43 Re: Symetry 19.09.11, 17:28

                          > to nie w naszym klimacie takie coś
                          > u nas każdy niepatolorodzic uważa swoje dziecko za ósmy cud swiata.

                          No to chyba jestem patolorodzicem, bo nie uważam mojego dziecka za ósmy cud świata ;-) Ale w życiu nei przyszłoby mi do głowy z tego hmm.. rozczarowania, zrobić sobie następne, a na starszym położyć krzyżyk. Wszystkie błędy i natury, i swoje popełnione na dziecięciu mym jedynym naprawiałam uparcie i nawet sporo naprawiłam. Chyba mój instynkt macierzyński wyraża się właśnie w skoncentrowanym poczuciu odpowiedzialności za sprowadzonego na ten paskudny świat człowieczka, wściekle kochanego zresztą. Na pewno nie w potrzebie bisowania dla samego bisowania.
                          • sisi_kecz Re: Symetry 19.09.11, 17:33
                            No to chyba jestem patolorodzicem, bo nie uważam mojego dziecka za ósmy cud świ
                            > ata ;-) Ale w życiu nei przyszłoby mi do głowy z tego hmm.. rozczarowania, zro
                            > bić sobie następne, a na starszym położyć krzyżyk. '

                            na to samo wychodzi, jesteś niepatolo.

                            takie coś, że pierwsze nie wyszło charakterologicznie i go nie lubie,
                            to zróbmy sobie nowe,
                            pierwszy raz słyszę.

                            pozdro!
                            • hello-kitty2 Re: Symetry 19.09.11, 20:42
                              Napisalam wczesniej: "(podpytuje, bo sama mam dziecko w zwiazku, w ktorym jestem/ nie jestem, podobna historia)",

                              ale jednak niepodobna, z uwagi Symetry, na to co piszesz o podejsciu do dziecka: "żona - że to już stracona sprawa i lepiej zrobić sobie nowe. Jakkolwiek okrutnie by to brzmiało, ona raczej nie lubi naszego syna. Kocha go, oczywiście, ale nie lubi."

                              Nie wiem co to znaczy nie lubiec wlasnego dziecka, kochac ale nie lubic? Ale to brzmi niebezpiecznie.

                              U mnie wprost przeciwnie: kochamy swoje dzicko (i lubimy), a poniewaz ja nie kocham partnera i nie mam sexu z nim to mam problem co dalej? I dlatego sledze historie ludzi z dziecmy, jakie rozwiazania sa "najlepsze" z uwagi na dzieci.

                              Z twojej opowiesci wynika, ze niezaleznie od tego, jak wam sie z zona bedzie ukladalo to dzieci i tak maja przechlapane.

                              Sorry, ale tak to wyglada.





                              • aandzia43 Re: Symetry 19.09.11, 22:26
                                Całkiem prawdopodobne, że Symetryczny nieprecyzyjnie się wyraził lub coś ważnego pominął w swoim wywodzie na temat stosunku małżonki do dziecięcia nr 1. A my tu nad niebogą sąd sprawujemy ;-)

                                Nadając zagadnieniu ostrzejszy rys: rozumiem uczucia ludzi, którzy mając pierwsze naprawdę uszkodzone, w ten czy w inny sposób, dziecko, pragną zaznać radości wychowywania dziecka przynajmniej normalnego. Uczciwie byłoby jednak najpierw zrobić co się da w kwestii wyprowadzania na prostą tego wadliwego.
                                • sea.sea Re: Symetry 19.09.11, 22:58
                                  Symmetry pisze, że chciałby się cofnąć 10 lat wstecz, zakładam, że to zepsute dziecię jest kilku, nie kilkunastoletnie - w związku z tym raczej nie zapisało się do sekty, nie zostało 13letnim ojcem, nie ćpa, nie wyrywa torebek staruszkom ani nie ma tuneli w uszach.

                                  To jakie to mogą być rzekomo nieodwracalne błędy wychowawcze, które tak schrzaniły kilkulatkowi charakter, że lepiej na nim krzyżyk położyć i zrobić sobie nowe, lepsze?
                                  • sisi_kecz Re: Symetry 20.09.11, 10:12
                                    To jakie to mogą być rzekomo nieodwracalne błędy wychowawcze, które tak schrzan
                                    > iły kilkulatkowi charakter, że lepiej na nim krzyżyk położyć'

                                    Nie ma takich, wszystkie odkręci Superniania ;)

                                    Wcześniej napisałam, ze nie wierzę w to nielubienie dziecka i lekarstwo w postaci nowej nieskażonej sztuki do obróbki.
                                    Bo to wydaje mi sie nieprawdopodobne psychologicznie u niepatolorodzica.

                                    Są też inne opcje:
                                    jest tak, ze matka nie lubi swojego dziecka- akurat tej sztuki, a nie dzieci w ogóle, tylko że:
                                    nie mówi sie o takim stanie relacji, bo to jakie tabu na pomniku macierzyńskiej miłości bezwarunkowej,
                                    jest tak, ze matka nie lubi swojego dziecka- ale nawet ona, z powodu powyższego tabu, nie dopuszcza do siebie takiego rozumienia sytuacji
                                    i tylko symmetry, jako wnikliwy partner, a trochę spostrzegawczy wróg,
                                    dostrzegł jak sie rzeczy mają i to nazwał.

                                    Nie wiem, nie doswiadczyłam i nie słyszalam o takiej sytuacji wczesniej, ale
                                    są rzeczy na niebie i ziemi o jakich się nie śniło nawet filozofom.

                                    pozdro!
    • pendzacy_krolik Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.09.11, 20:27
      najpierw chcialam wysmiac pytanie,ale po zaglebieniu sie wen - zadumalam sie....
      hę.... u mnie juz bedzie 22 lata i szczerze mowiac, mam juz dosc. moze sa zwiazki wieloletnie,gdzie ludzie przestrzegaja kultury wobec siebie i staraja sie niczym nie urazic,ale u mnie od dawna tak nie jest. i to mi obrzydzilo meza. nie toleruje chodzenia po mieszkaniu w gaciach, pierdzenia,bekania i przeklenstw.a u meza stalo sie to nagminne.wiec, mimo przyciagania fizycznego postanowilam zwiazek zakonczyc.kultura musi byc.
      zakletawmarmur napisała:

      > Natchnięta wątkiem o jednym partnerze na całe życie. Tak się zastanawiam jak to
      > jest u normalnych ludzi w dłuższych związkach... Przy założeniu, że partner ni
      > e przytył 30 kilo, daje. Macie czasami kryzys "ciągle z tym samym do końca życi
      > a"? Po jakim czasie się coś takiego pierwszy raz pojawiło? Jak sobie z tym radz
      > icie? Z wiekiem narasta czy przechodzi?
      >
      • zonaikochanka Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 15.09.11, 20:37
        Czyli po 22 latach mąż nadal pociąga Cię fizycznie? To akurat jest optymistyczny akcent ;)
        • oda100 Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 16.09.11, 00:01
          wlasciwie po 10 latach, bo juz zdazylam odchudzic sie po porodach i widze ze podobam sie facetom, mam wiecej czasu dla siebie, bo potomstwo wybylo do szkoly, bywa nawet - co nie zdarzalo sie przez ostatnie kilka lat, ze siedze sama w domu, mam posprzatane, ugotowane, oko pomalowane i zaczynam zastanawiac sie ze do szczescia brakuje mi motyli w brzuchu, nowej namietnosci, tak chocby jeden raz u mnie w przedpokoju albo w jakims hoteliku, z fajnym tatusiem odprowadzajacym do szkoly syna, nota bene kolegi mojego syna.. i zaczynaja sie fantazje i bezsenne noce. Maz mnie pociaga, ten seks z nim byl zawsze spokojny, ale ogolnie nie jest zle. Chodzi mi tylko o cos nowego, moze bardziej namietnego, bo wydaje mi sie ze majac 40 lat za duzo czasu nie mam..i cos mi umknie. Takie uczucia pojawiaja sie raz na jakis czas, nie wiem - moze pelnia, moze owulacja, dieta, na pewno nuda w pracy, w domu. Nie napisze czy w koncu do czegos kiedys doszlo, ale same mysli o innym bardzo pozytywnie mnie nastrajaja, lubie byc niewierna chocby w marzeniach.
          • bi_chetny Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 19.09.11, 13:41
            Z mojego punktu widzenia zdrada/romans pojawiają się gdy brakuje nam czegoś w związku. To mogą być różne rzeczy, ale prowadzą właśnie do takiej sytuacji. I teraz, jeśli ktoś ma mocny imperatyw, to do tego nie dojdzie - będzie rozstanie albo udana naprawa związku.
            U mnie kiedy zaczęliśmy od nowa budować relacje, okazało się że nie mam jakoś potrzeby romansowania, doceniam wartości wspólnego związku. Owszem, pokusy są, bo jestem osobą wysoko erotyczną, ale staram się takich sytuacji unikać.
          • czarny4u Re: Monogamia nudna jest do wyrzygania? 20.09.11, 13:52
            oda100 napisała:

            > wlasciwie po 10 latach, bo juz zdazylam odchudzic sie po porodach i widze ze po
            > dobam sie facetom, mam wiecej czasu dla siebie, bo potomstwo wybylo do szkoly,
            > bywa nawet - co nie zdarzalo sie przez ostatnie kilka lat, ze siedze sama w do
            > mu, mam posprzatane, ugotowane, oko pomalowane i zaczynam zastanawiac sie ze do
            > szczescia brakuje mi motyli w brzuchu, nowej namietnosci, tak chocby jeden raz
            > u mnie w przedpokoju albo w jakims hoteliku, z fajnym tatusiem odprowadzajacy
            > m do szkoly syna, nota bene kolegi mojego syna.. i zaczynaja sie fantazje i be
            > zsenne noce. Maz mnie pociaga, ten seks z nim byl zawsze spokojny, ale ogolnie
            > nie jest zle. Chodzi mi tylko o cos nowego, moze bardziej namietnego, bo wydaje
            > mi sie ze majac 40 lat za duzo czasu nie mam..i cos mi umknie. Takie uczucia p
            > ojawiaja sie raz na jakis czas, nie wiem - moze pelnia, moze owulacja, dieta, n
            > a pewno nuda w pracy, w domu. Nie napisze czy w koncu do czegos kiedys doszlo,
            > ale same mysli o innym bardzo pozytywnie mnie nastrajaja, lubie byc niewierna c
            > hocby w marzeniach.


            Czytam, Twoją wypowiedź i jakbym czytał o sobie :)
            Wiek podobny, staż w związku bardzo długi. Wątpliwości podobne.
            Różnica tylko taka, że jestem facetem :) i myślę o koleżance odprowadzającej swoje dziecko

            Myślę, że taki seks z nieznajomą, bez zobowiązań jest wspaniały. Nie muszę dbać o to co ona pomyśli, i tak się nie spotkamy więcej.
            Tylko dzikie rżnięcie w pokoju hotelowym.

            Ale zrealizować nie chcę, miałbym wyrzuty, że zdradziłem.
            Dlatego pracuję nad oficjalną wersja, bardziej w kierunku swingu lub zdrady kontrolowanej

Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka