Dodaj do ulubionych

brudne sekrety

30.11.11, 14:27
Witam,

Moj problem moze nie dotyczy seksu bezposrednio, ale widze ze na seks sie przeklada i stopniowo zatruwa caly zwiazek.

Jestem ze swoim partnerem 2 lata, oboje mamy 36 lat i oboje mamy za soba toksyczne nieudane zwiazki.
W ten oboje wchodzilismy z duza doza ostroznosci, rezerwy i bardzo duzego wyczulenia na to, by nie powtorzyc bledow z przeszlosci.

Ja mam za soba zwiazek, w ktorym brak seksu oraz ciagle wahania partnera (chce byc z toba/nie chce byc z toba) powaznie zachwialy poczucie mojej wartosci, pewnosc siebie, poczucie atrakcyjnosci dla partnera, pewnosc trwalosci jego uczuc itp itp.
Przeszlam przez dosc gleboka depresje, przeszlam terapie, stanelam na wlasne nogi.
Moge chyba powiedziec ze w ten nowy zwiazek wchodzilam wiec o wiele silniejsza, wiedzac dokladnie czego chce.
Choc oczywiscie echa przeszlosci ciagle sa gdzies tam obecne i mam ich swiadomosc.

Moj partner to mezczyzna atrakcyjny, z dobra praca, nie alkoholik, nie narkoman, nie obciazany alimentami na dzieci, problemami seksualnymi, emocjonalnymi.
Mozna powiedziec normalny facet, smakowity kasek i doskonaly material na partnera do powaznego zwiazku.
Nawet seks z nim jest cudowny, i to wszystko jest dla mnie tak rozne od tego z czym zmagalam sie w ciagu ostatnich kilku lat.
Jego ex partnerka byla chorobliwie zazdrosna, kontrolujaca i to byla glowna przyczyna ich rozstania.
Wiem, ze przez jej zazdrosc stracil kontakt z przyjaciolmi na wiele lat i to jedna z rzeczy ktorej bardzo zaluje.

Moj partner jest osoba bardzo otwarta, przyjacielska i towarzyska. Ma mnostwo znajomych, przyjaciol. I przyjaciolek.
I tu docieramy do sedna. Z wieloma z tych przyjaciolek ma dosc bliskie wiezi. On lubi kobiety i kobiety lubia jego.
Lubia z nim gadac, zwierzac sie ze swoich problemow. Podejrzewam ze on chyba lubi to ze wlasnie tak sie wokol niego kreca.
Przyjaciolki te to nie jakeis brzydkie zaniedbane "kaszaloty".
Te kilka z ktorymi jest najblizej to oczywiscie sliczne, zgrabne singielki, ktore czesto u niego szukaja pocieszenia w swoich klopotach z mezczyznami.

Gdy zaczelismy sie spotykac on nigdy nie kryl, ze je ma i nie kryl kiedy i gdzie sie z nimi spotyka a nawet dazyl abym je poznala.
Relacje miedzy mna a nimi sa mile, uprzejme i cywilizowane, czasem spotykamy sie wszyscy razem, czasem on spotyka sie z nimi beze mnie, ale zawsze mnie zaprasza.
Nigdy nie robi z tego sekretu a ja stalam sie mistrzem gry pozorow, gdzie te spotkania traktuje jak cos najnormalniejszego w swiecie.
Bo przeciez sa tylko przyjaciolmi. Bo przeciez wiem, ze zostawil swa byla kobiete bo zabraniala mu spotkan z przyjaciolmi i ciagle podejrzewala go o zdrady.

A w srodku?
W srodku zzera mnie.
Sa dni, gdy jestem pewna jego uczuc i wiem, ze te kobiety nie sa dla mnie zadnym zagrozeniem.
Ale tez sa dni, kiedy nie potrafie kontrolowac swojego strachu i zazdrosci. Widze jak one na niego patrza, jak dopominaja sie spotkania na kawe, widze jak rzednie im mina gdy ja pojawiam sie na spotkaniu a mial byc tylko on.
Coraz bardziej drazni mnie to i przeszkadza.
Staram sie zachowywac jak najbardziej normalnie, ale czuje jak zbiera sie we mnie ogromna gula, ktora w pewnym momencie wybuchnie.
Wiem, ze mnie nie zdradza, ale przeszkadza mi ten intymny swiatek, jaki ma z innymi kobietami.

I zaczynam robic cos, czego sie brzydze.
Zaczynam go sprawdzac.
Stad wiem, ze mnie nie zdradza.
Stad wiem, ze wiele z moich obaw to tylko wytwory mojej wlasnej niepewnosci.
Zaczelam sprawdzac jego telefon, jego maile. Nie znalazlam nic.
Brzydze sie soba bo on jest taki ufny, zostawia zalogowany komputer, zostawia telefon, tak latwo tam zajrzec.
Gdyby mnie przylapal to chyba zapadlabym sie pod ziemie.
Ale to jest silniejsze ode mnie.

Brzydze sie soba, bo w poprzednich zwiazkach nigdy czegos takiego nie robilam, nigdy nie czulam tak irracjonalnej zazdrosci.
Sama mam dwoch bardzo bliskich meskich przyjaciol i sama tez kiedys odeszlam ze zwiazku, gdzie partner zabranial mi kontaktow z przyjacielem.

Ostatnio w czasie gdy sie kochalismy on dostal smsa. Zignorowal telefon, ale mnie to totalnie wybilo z nastroju.
Kontynuowalismy, ale ja nie moglam sie kompletnie skupic. Myslalam tylko o tym smesie.
Od kogo jest, kiedy bede mogla dorwac sie do jego telefonu, zeby sprawdzic.
Oczywiscie potem okazalo sie, ze sms byl od siostry.

Jakis czas temu, gdy poszedl sam na spotkanie z kolezanka, ja dostawalam atakow paniki na kilka dni przed, a po spotkaniu nie mialam ochoty sie nawet z nim calowac.

Obsesja? Tak.

Co z tym zrobic? Nie wiem.
Obserwuj wątek
    • bosa_stokrotka Re: brudne sekrety 30.11.11, 16:40
      Rany keipska sprawa może zacznij się częściej umawiać ze swoimi przyjacielami na wypady aby była jakaś taka równowaga w spotkaniach (?)
    • zyg_zyg_zyg Re: brudne sekrety 30.11.11, 16:45
      Problem jest w rozdźwięku między Twoim rozumowym i emocjonalnym podejściem do sprawy. Nawet żadnego rozsądnego argumentu za tym, że możesz być spokojna, nie można podać, bo sama wszystkie podałaś. Twój mężczyzna chyba też nie może pomóc Ci w żaden sposób.

      Nowa terapia i ostateczne rozprawienie się z echami przeszłości (np. z niskim poczuciem własnej wartości zostawionym w spadku przez poprzedniego partnera)? Chyba jedyne wyjście.
    • elsa33 Re: brudne sekrety 30.11.11, 17:33
      wcale się nie dziwię, że jesteś zazdrosna, spróbowałam sobie wyobrazić, że mój m. chadza na spotkania z przyjaciółkami, też nie czułabym się komfortowo. Powiem ci że jedyni moi męscy znajomi, którzy mieli liczne przyjaciółki to geje.
      Ciężka sytuacja, normalnie doradzalabym rozmowe, ale facet pewnie jest przeczulony na punkcie zazdrosci. A ile tych przyjaciółek jest? Znasz je wszystkie? A te ich rozczrowane spojrzenia jak widza ciebie z nim, zapytaj go czy tez to zuwazyl Czy te przyjaciółki to temat tabu
      • i_dood Re: brudne sekrety 30.11.11, 17:57
        elsa33 napisała:

        > jedyni moi męscy znajomi, którzy mieli liczne przyjaciółki to geje.

        To będzie oftopik ale to pytanie dręczy mnie już od dawna a jako ze nie obracam się w tych kręgach, trudno o odpowiedź.
        Dlaczego homoseksualiści nie szukają przyjaźni w świecie męskim tylko akurat na tej płaszczyźnie mają dziwną skłonność do kobiet?
        • be_3 Re: brudne sekrety 30.11.11, 18:07

          > Dlaczego homoseksualiści nie szukają przyjaźni w świecie męskim tylko akurat na
          > tej płaszczyźnie mają dziwną skłonność do kobiet?
          Sądzę, że z uwagi na swoje zainteresowania, raczej trudno byłoby znaleźć gejowi, przyjaciela w osobie heteroseksualnego mężczyzny. także z uwagi na dość specyficzne, "homofobiczne" podejście hetersoeksaulistów ( facetów) do gejów. Choć zapewne zdarzają się wyjątki. Ja jednak takich nie znam.
      • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 30.11.11, 18:52
        no wlasnie to jest bardzo cienka linia.. czuje, ze jakiekolwiek ruszenie tematu wywola w nim panike, ze znow bedzie mial powtorke z rozrywki.

        tymbardziej ze, i tu musze mu oddac sprawiedliwosc,
        - ilosc tych spotkan i czestotliwosc bardzo sie ograniczyly odkad nie jest juz singlem i jest ze mna
        - on nie inicjuje tych kontaktow, prawie zawsze to one do niego dzwonia, zapraszaja, wyciagaja na imprezy
        - informuje mnie o tych spotkaniach i na nie zaprasza, jak moge to ide, jak ja nie moge to idzie sam
        - jesli spotkania koliduja z naszymi planami to nasze plany sa priorytetem

        wiec biorac to wszystko pod uwage czuje sie jeszcze bardziej podle, bo w sumie nie moge mu nic zarzucic

        Elsa, kiedys bylo ich chyba z 5-6, teraz jest ze 3.
        W tym jedna ktora zawsze zaprasza na drinki, obiady TYLKO jego (a potem on zaprasza/zabiera mnie) i jedna ktora potrafi dzwonic czy prosic o rozmowy w porach, hm powiedzmy conajmniej dziwnych.

        Tak, znam je wszystkie.

        Nie sadze aby on widzial te rozczarowane spojrzenia. On nawet nie zastanawia sie zbytnio dlaczego to one zawsze go zapraszaja, dlaczego nalegaja na spotkania, nawet gdy im nie odpisuje, odwleka, odmowi.
        Dlaczego, gdy impreza na 20 osob zaczyna sie o 19 a my sie nie pojawilismy to on o godzinie 19.30 ma 7 nieodebranych polaczen od kolezanki i smsy w stylu "gdzie jestes, o ktorej bedziesz"
        Mysle ze to akurat jest cos co jako kobieta bardziej wychwycam. Mozliwe, ze dopatruje sie wiecej niz jest. Mozliwe, ze moja intuicja mnie myli, ale mysle, ze kobieta potrafi dostrzec gdy inne kobiety interesuja sie jej chlopem.
        On z kolei do tego podchodzi bardzo pragmatycznie: kolezanka zaprasza na impreze, biore swoja kobiete i idziemy. Kolezanka ma dola, pojde z nia na kawe i jej pomoge.
        I mozliwe ze z jego strony jest tylko dokladnie tyle.

        Czy przyjaciolki to temat tabu?
        I tak i nie.
        Nie, poniewaz bardzo na to uwazam, pomna jego przeszlosci. Staram sie reagowac bardzo poprawnie, czyli swobodnie, przyjacielsko, jakby nigdy nic. Nie chce wlasnie aby temat stal sie problemem i aby przestal mi mowic o tych spotkaniach w obawie o moja reakcje. Wole wiedziec. Udaje wiec, ze nie jest to dla mnie zaden problem.

        No moze oprocz tej panny, ktora wydzwaniala i absorbowala go dosc przesadnie swoimi problemami. O niej rozmawialismy i o czestotliwosci oraz porze jej telefonow tez.
        Co prawda nie powiedzial jej wprost, zeby przestala (nie chcial jej zranic), ale przestal odbierac kazdy jej telefon i reagowac na kazde wezwanie. Troche poskutkowalo.

        I tak, jest to temat tabu, a raczej to jak ja sie w tym czuje. Bo czuje ze odgrywam jakas gre. Bo musze caly czas tak strasznie uwazac aby ani mysla, ani uczynkiem ani zachowaniem nie dac mu odczuc jak bardzo nie chce wokol nas tych wszystkich kobiet.

        Nie pomaga mi, ze moj wlasny przyjaciel jest tez wlasnie takim kolekcjonerem damskich przyjaciolek. Znam go od 15 lat, znam jego juz-byla-zone i wiele widzialam od tej drugiej strony.

        Czuje, ze im bardziej to wszystko w sobie tlumie to tym bardziej to sie rozrasta i zaraza moje szczescie w tym zwiazku.

    • be_3 Re: brudne sekrety 30.11.11, 17:48
      Sytuacja nie do pozazdroszczenia. Wierzę, że jest wyczerpująca emocjonalnie i pożerająca energię. Myślę, że całkiem dobrym sposobem byłoby spotykanie się z (przystojnymi) kolegami jak już ktoś zauważył. Sądzę, że z czasem poczuje się tak jak Ty teraz ;) Nutę zazdrości i niepewności. Sama również bywaj na jego spotkaniach z przyjaciółkami. Z jednej strony potrafię zrozumieC Ciebie, ale także Twojego faceta, bo ja sama musiałam zrezygnowac z moich (męskich) przyjaciół, gdyż mąż był/jest zazdrosny. To bardzo smutne i rodzi żal do partnera. P.s. Może spróbuj znaleźć/zaproponować jakiś sposob na spędzanie czasu, który będzie Wam obojgu odpowiadał i jednocześnie wypełniał wolne chwile. Może jakiś sport, etc. Z pewnościa zbliży to Was do siebie i przy okazji czas dla przyjaciółek zostanie ograniczony. Pozdrawiam!
      • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 30.11.11, 19:00
        be, troche juz tak jest i taka wlasnie taktyke zastosowalam. mysle, ze to sila rzeczy te kontakty ograniczylo i kilka pan sie z ukladu wykruszylo.
        duzo czasu spedzamy robiac cos razem, wychodzac, wyjezdzajac razem, mamy wspolne hobby, uprawiamy wspolnie sport.
        ale do niektorych jakos jakby to nie dociera i wciaz probuja go gdzies wyciagac samego..
    • i_dood Re: brudne sekrety 30.11.11, 18:00
      "zostawia zalogowany komputer, zostawia telefon, tak latwo tam zajrzec".

      Być może skrupulatnie zaciera za sobą ślady, dzięki czemu może wykazywać tak ostentacyjną otwartość.
      • kutuzow gdy "normalność" jest opacznie rozumiana 30.11.11, 18:34
        i_dood napisał:

        > "zostawia zalogowany komputer, zostawia telefon, tak latwo tam zajrzec".
        >
        > Być może skrupulatnie zaciera za sobą ślady, dzięki czemu może wykazywać tak os
        > tentacyjną otwartość.

        Chciałem tylko nieśmiało zauważyć, że w normalnym związku NIE GRZEBIE się partnerowi w komórce, listach niezależnie od tego czy to listy tradycyjne, czy poczta elektroniczna i w komputerze. Nie chce mi się nawet komentować działań autorki, pomyślałem tylko że warto jednak podkreślić co jest zachowaniem normalnym, a co jest naruszeniem prywatności, zanim inni podchwycą ten chory oskarżycielski ton.
        • triss_merigold6 Re: gdy "normalność" jest opacznie rozumiana 30.11.11, 18:41
          Kontrola podstawą zaufania. Sądzę, że nie trzepałaby mu kompa i telefonu, gdyby pan ograniczył swoje "przyjaźnie". Ma kobieta racjonalne powody, żeby podejrzewać i tyle.
          • i_dood Re: gdy "normalność" jest opacznie rozumiana 30.11.11, 18:47
            Podążając dalej w duchu tej mentalności mężczyzna ów ma prawo rwać obcęgami paznokcie założycielce wątku, pytając stanowczo co zdążyła dostrzec.
        • iwona_z_radomia Re: gdy "normalność" jest opacznie rozumiana 30.11.11, 18:57
          kutuzow, nie musisz podkreslac,
          doskonale sobie zdaje sprawy z nagannosci moich dzialan.
          nigdzie nie napisalam, ze jest to normalne, nigdzie nie napisalam, ze czuje sie usprawiedliwiona ani ze mi takie kontrolowanie odpowiada.
          za kazdym razem czuje moralnego kaca, wstyd, brak lojalnosci wobec niego itd.
          nigdzie tez nie przerzucam na niego odpowiedzialnosci za moje czyny.
      • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 30.11.11, 19:12
        oczywiscie ze jest taka mozliwosc.
      • belli_sima Re: brudne sekrety 16.01.12, 16:37
        nie pomagasz autorce wątku takimi uwagami

        Iwono: na Twoim miejscu miałabym dokładnie te same mysli i obawy, to jest ludzkie i zrozumiałe...
    • triss_merigold6 Re: brudne sekrety 30.11.11, 18:39
      I nadal sądzisz, że jego eks była chorobliwie zazdrosna czy po prostu dochodziła do ściany, tak jak Ty?
      Nie wyobrażam sobie takiego układu, bez względu na to czy facet fizycznie by zdradzał czy nie. Nie wyobrażam sobie żadnych "przyjaciółek", zwierzeń, intymnych związków emocjonalnych faceta z którym żyję z innymi kobietami. Kategoria: po moim trupie.
      Nie łudź się, nie ma takiej opcji, żeby trzydziestoparoletnie atrakcyjne samotne kobiety przyjaźniły się bezinteresownie z atrakcyjnym, ustawionym mężczyzną bez zobowiązań.
      • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 30.11.11, 19:09
        triss, dokladnie to...
        czesto mnie to zastanawia, jak to rzeczywiscie bylo z ta "chorobliwa zazdroscia" .
        coz, ona mi nie powie, od niego ciezko mi cos wyciagnac.

        kiedys rzucilam niby od niechcenia, niby z ciekawosci pytanie czy miedzy nim a jedna z tych przyjaciolek cos bylo. strasznie sie obruszyl, podobno takimi pytaniami o kazda kolezanke testowala go ex.

        aczkolwiek jej taktyka, czyli awantury, zabranianie, sceny zazdrosci, sie nie sprawdzila, tylko wlasnie odepchnela go w platoniczne objecia innych pan.

        poki co stosuje metode wypelniania mu/nam czasu, uczestniczenia w tych spotkaniach, zakolegowania sie z przyjacioleczkami.
        ale chwilami wlasnie tak jest, ze po prostu dochodze do sciany i z tej bezsilnosci oraz wyczerpania ciagla gra pozorow biore jego telefon...
        • aandzia43 Re: brudne sekrety 30.11.11, 20:04
          Kiedyś dziewczyna na forum miała taką cudną sygnaturkę: "Jeśli twój aktualny skarży ci się, że jego była usiłowała przejechać go samochodem, możesz być pewna, że niedługo będziesz żałować, że jej się to nei udało" ;-)
          Warto być wyczulonym na wiadomości o eksach i eksiach naszych świeżych partnerów.
          • triss_merigold6 Re: brudne sekrety 30.11.11, 20:49
            To z książki "Mądre kobiety to wiedzą", jedna z moich ulubionych lektur. ;)
            Obstawiam, że jednak jego eks nie była paranoiczką cierpiącą na zespół Otella tylko krew ją zalewała, bo pan dziwnie świetnie czuł się przy tak natrętnej adoracji ze strony "przyjaciółek".
            Ja jestem niewyrozumiałą zołzą i za cholerę nie wyobrażam sobie takiego układu.
            • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 30.11.11, 20:55
              triss_merigold6 napisała:

              > To z książki "Mądre kobiety to wiedzą", jedna z moich ulubionych lektur. ;)
              > Obstawiam, że jednak jego eks nie była paranoiczką cierpiącą na zespół Otella t
              > ylko krew ją zalewała, bo pan dziwnie świetnie czuł się przy tak natrętnej ador
              > acji ze strony "przyjaciółek".
              > Ja jestem niewyrozumiałą zołzą i za cholerę nie wyobrażam sobie takiego układu.

              Zgadzam się. Generalnie jak przeczytałam to pomyślałam że to jakieś jaja. Ciężko aż uwierzyć jak można się ustawić kosztem drugiej osoby.:) Ta pani niedługo będzie miała nerwicę natręctw bo nie potrafi postawić granic. No i do czego doszła taka zakochana? Niedługo będzie wąhała jego brudne slipy?;)
              • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 30.11.11, 21:01
                Jeszcze polecam autorko, tą książkę sobie kupić i przyswoić nie zawadzi ,nie wiem czy to ten przypadek ale zawsze lepiej czytać niż szperać chłopu po kieszeniach. Uszy do góry:)
                www.proszynski.pl/Mezczyzni__ktorzy_nie_potrafia_kochac__Jak_rozpoznac_mezczyzne_z_fobia_przed_zwiazaniem_sie__zanim_on_zlamie_Ci_serce-p-1686-.html
                aha jeszcze było cuś o mizoginistach,

                www.dobreksiazki.pl/b3496-dlaczego-on-nie-kocha-a-ona-za-nim-szaleje.htm
                nie wiem, tak mi się wydaje no bo jaki facet byłby obojętny na kobietę w takim stanie... Ślepy jest czy jak?
              • i_dood Re: brudne sekrety 30.11.11, 21:08
                that.bitch.is.sick napisała:

                > Niedługo będzie wąhała jego brudne slipy?

                Swego czasu Lew-Starowicz pisał że pewna ilość kobiet znajduje w tym upodobanie a proceder był (bo teraz to już zawód wymarły) szczególnie popularny wśród praczek.
                Gwoli ścisłości mowa była nie tyle o wąchaniu co o (zapamiętałem to oryginalne słowo) "przepatrywaniu męskiej bielizny".
                • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 30.11.11, 21:12
                  i_dood napisał:

                  > Swego czasu Lew-Starowicz pisał że pewna ilość kobiet znajduje w tym upodobanie
                  > a proceder był (bo teraz to już zawód wymarły) szczególnie popularny wśród pra
                  > czek.
                  > Gwoli ścisłości mowa była nie tyle o wąchaniu co o (zapamiętałem to oryginalne
                  > słowo) "przepatrywaniu męskiej bielizny".

                  Ty też liczysz, że będziemy cię adorowały?:) no tak, a tam pewnie żona płacze i slipy wącha..;)
                  • i_dood Re: brudne sekrety 30.11.11, 21:19
                    that.bitch.is.sick napisała:

                    > Ty też liczysz, że będziemy cię adorowały?

                    Tak na odległość? Ja nie Kaszpirowski.
              • aandzia43 Re: brudne sekrety 30.11.11, 21:13
                Ja z tych łagodniejszych zołz, więc mogę sobie wyobrazić kumplostwo męża ze starą koleżanką. Kumplostwo oparte na wspólnej pasji, sportowej przeszłosci, na zaitneresowaniach. Zdarzało mi się tolerować takie nienachalnie czasochłonne i nierozbuchane znajomości swojego chłopa. Nie wyszłam jak Zabłocki na mydle - zdrad, niesnasek i nadużyć nie było. Sympatie nieplatoniczne małża z innej parafii się wywodziły ;-) Na kumpli płci obojga nie leciał i nie leci*.
                Ale takie "przyjaciółki od serca", zwierzanie się sobie, ćwierkanie po kawiarniach i w nocnych telefonicznych rozmowach - niezdrowe to jakieś. To nie jest kumplostwo, tylko podszyta seksem pseudo-przyjaźń. Grubymi nićmi podszyta.

                *W środowiskach pasjonatów, żeglarzy, wspinaczy, brydżystów, szachistów, zbieraczy znaczków i innych opętańców ludzie często nie traktują się w kategoriach kobieta-mężczyzna. Poza tym spotykają się wtedy na gruncie tego konkretnego zainteresowania i ono zajmuje przestrzeń ich relacji całkowicie, albo prawie całkowicie.
                • dreemcatcher Re: brudne sekrety 01.12.11, 10:17
                  popieram przedmówczynię :) osobiście nie wierzę w taką przyjaźń między kobietą i mężczyzną.
                  A Ty dziewczyno niedługo zwariujesz z tej zazdrości bo facet po kłótni pójdzie do przyjaciółki zgrabnej ładnej a ta go pocieszy przytuli... facet lubi się obracać w kręgu atrakcyjnych kobiet i Ty masz to zaakceptować, przynajmniej tak on sobie to wyobraża.
                • mujer_bonita Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:00
                  aandzia43 napisała:
                  > Ja z tych łagodniejszych zołz, więc mogę sobie wyobrazić kumplostwo męża ze sta
                  > rą koleżanką. Kumplostwo oparte na wspólnej pasji, sportowej przeszłosci, na za
                  > itneresowaniach. Zdarzało mi się tolerować takie nienachalnie czasochłonne i ni
                  > erozbuchane znajomości swojego chłopa. Nie wyszłam jak Zabłocki na mydle - zdra
                  > d, niesnasek i nadużyć nie było. Sympatie nieplatoniczne małża z innej parafii
                  > się wywodziły ;-) Na kumpli płci obojga nie leciał i nie leci*.
                  > Ale takie "przyjaciółki od serca", zwierzanie się sobie, ćwierkanie po kawiarni
                  > ach i w nocnych telefonicznych rozmowach - niezdrowe to jakieś. To nie jest kum
                  > plostwo, tylko podszyta seksem pseudo-przyjaźń. Grubymi nićmi podszyta.

                  Mój osobisty przyjaźni się ze swoją ex. Po starych czasach zostały im wspólne zainteresowania, które ja średnio podzielam. Jestem więc nawet wdzięczna, że dzięki niej nie muszę podzielać bardziej :P

                  Różnica polega na tym, że zarówno ona (obecnie zamężna) jak i on sami z siebie przyjęli zasady pełnej jawności. Nigdy nie zdarzyło mi się, że nie zostałam zaproszona na jakieś spotkanie, poza wypadami sportowymi a tutaj jak przyjdę to jestem zawsze mile widziana. Nie ma kawek za plecami. Zdarza się owszem, że spotykają się sami, lub w różnych innych konfiguracjach uwzględniających inne osoby, kiedy ja nie mam czasu albo mam inne zajęcia, natomiast zawsze o tym wiem. Dziś z kolei to ja mam popołudniowy wypad z nią, w zastępstwie TŻ-ta, który jest w delegacji :)

                  Także - brak przejrzystości postępowania przyjaciółki partnera autorki wątku jest dla mnie zastanawiający. Owszem - to nie ona jest w związku tylko on i to on ma się pilnować ale chyba najwyraźniej niczego nie zauważa.
              • zyg_zyg_zyg Re: brudne sekrety 30.11.11, 21:53
                Triss:
                > Ja jestem niewyrozumiałą zołzą i za cholerę nie wyobrażam sobie takiego układu.
                Bitch:
                > Zgadzam się. Generalnie jak przeczytałam to pomyślałam że to jakieś jaja. Ciężk
                > o aż uwierzyć jak można się ustawić kosztem drugiej osoby.:)


                Rozumiem dziewczyny, że niepojęte i niemożliwe do zrozumienia jest dla Was również i to:

                >Sama mam dwoch bardzo bliskich meskich przyjaciol i sama tez kiedys odeszlam ze zwiazku,
                >gdzie partner zabranial mi kontaktow z przyjacielem.
                • aandzia43 Re: brudne sekrety 30.11.11, 22:19
                  To niech się dziewucha zdecyduje na modus vivendi w całej rozciągłości (czyli na siebie rozciągnięty też). Zyska spokój ducha i jasne wytyczne dla siebie, chłopa i ich związku. Ja mam zdanie z grubsza wyrobione na temat przyjaciół płci odmiennej: kumpelki tak, przyjaciółeczki nie. U mnie się to sprawdza.
                • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 30.11.11, 22:23
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > Rozumiem dziewczyny, że niepojęte i niemożliwe do zrozumienia jest dla Was równ
                  > ież i to:
                  >
                  > >Sama mam dwoch bardzo bliskich meskich przyjaciol i sama tez kiedys odeszl
                  > am ze zwiazku,
                  > >gdzie partner zabranial mi kontaktow z przyjacielem.

                  Zyg jest różnica pomiędzy przyjacielem a ewidentnymi wielbicielkami które ślinią się na Twój widok i merdają ogonem, cytat:
                  "Widze jak one na niego patrza, jak dopominaja sie spotkania na kawe, widze jak rze
                  > dnie im mina gdy ja pojawiam sie na spotkaniu a mial byc tylko on.
                  > Coraz bardziej drazni mnie to i przeszkadza."

                • kutuzow to działa w jedną stronę 30.11.11, 22:24
                  zyg_zyg_zyg napisała:

                  > Rozumiem dziewczyny, że niepojęte i niemożliwe do zrozumienia jest dla Was równ
                  > ież i to:
                  >
                  > >Sama mam dwoch bardzo bliskich meskich przyjaciol i sama tez kiedys odeszl
                  > am ze zwiazku,
                  > >gdzie partner zabranial mi kontaktow z przyjacielem.

                  zyg_zyg_zyg ---> Jak widzisz z wypowiedzi Triss, Andzi to działa tylko w jedną stronę. Oczywiście kobieta ma prawo "kontrolować" (jak ładnie nazywamy tutaj naruszenie prywatności) faceta, ale gdyby facet to samo robił którejś z autorek mogę się założyć że zaraz okazałoby się że to przecież cham i prostak (ja śmie grzebać w komórce swej kobiety).

                  Nie chce mi sie tutaj na forum tego nawet komentować za mocno i edukować w tej kwestii. Wychodzę z założenia, że jeśli facet pozwala sobie na takie akcje jest po prostu naiwny i tyle.
                  Trzeba być czujnym, żeby nie skończyć jak ta przywoływana już przeze mnie żaba, która się ugotowała bo nie widziała powolnej zmiany temperatury.
                  • aandzia43 Re: to działa w jedną stronę 30.11.11, 22:37
                    Spokojnie, nie dmij w trąby, bo nie ma powodu. Ja nie napisałam, że uważam grzebanie ludziom w komórach za zachowanie OK, tylko, że nei dziwi mnie histeria wątkotórczyni w jej przedziwnej dla mnie sytuacji związkowej. Traci kobita kontrolę nad sobą, stara się ją przejąć nad chłopem, a przyczyną niezdrowej atmosfery są niezdrowe założenia dotyczące relacji z płciami przeciwnymi w ich układzie. Miota się baba i głupoty robi. Rozumiesz?
                    Poza tym mój facet nie ma powodu grzebać mi w komórce i skrzynce mejlowej, bo ja nie mam dwuznacznych, czasochłonnych, niepokojących go znajomości ze stadem panów. On też nie ma takich obskakujących go pań, wysyłających ch...j wie po co kupę esemesów o każdej porze doby. Ordnung mus sein! I ordnung ów obowiązuje również mnie.
                    • triss_merigold6 Re: to działa w jedną stronę 30.11.11, 22:40
                      O toto. Zasada działa w obie strony. Jakoś nie mam męskich przyjaciół błagających bym pomogła im rozwiązywać problemy związkowe, koniecznie wieczorem i przy butelce wina.
                  • that.bitch.is.sick skoro nie dociera wyjaśnię różnicę 30.11.11, 22:39
                    Też bym mogła mieć adoratorów (singli) co za problem?, z którymi bym się spotykała w foyer hotelu Marriott i serdecznie obściskiwała, grzejąc się w cieple ich uwielbienia przesyłąjąc beztrosko seksualne sygnały. Czemu tego nie robię? Ponieważ jestem w związku i mojemu facetowi sprawiałoby to przykrość. Ponieważ jestem w związku, mam kilku przyjaciół rodzaju męskiego, którzy jednak mają partnerki i staram się spotykać z nimi wspólnie bez dzielenia intymnych sekretów.
                    Kutuzow masz problem z niuansami najwyraźniej.
                    • triss_merigold6 Re: skoro nie dociera wyjaśnię różnicę 30.11.11, 22:41
                      Kutuzow ma jedyną słuszną wizję i będzie się jej trzymał. Nihil novi sub sole. P
                      • kutuzow Re: skoro nie dociera wyjaśnię różnicę 01.12.11, 09:23
                        triss_merigold6 napisała:

                        > Kutuzow ma jedyną słuszną wizję i będzie się jej trzymał. Nihil novi sub sole.
                        > P

                        kutuzow dostrzega obie strony medalu. Skoro autorka napisała, że kiedyś sama wybrała przyjaźń zamiast związku gdzie miała się podporządkować widzimisię partnera:

                        "Sama mam dwoch bardzo bliskich meskich przyjaciol i sama tez kiedys odeszlam ze zwiazku, gdzie partner zabranial mi kontaktow z przyjacielem. "

                        to nie rozumiem czemu teraz zmienia podejście.
                        Jak dla mnie jedynym wytłumaczeniem jest "Kalizm" - jak ja miałam przyjaciół to dobrze (bo to moi przyjaciele i jestem pewna swych intencji), ale jak partner ma przyjaciół to źle (bo na pewno skorzysta z okazji).
                        Jak widać jej podejście niczym nie różni się od podejścia jej poprzedniego faceta który zabraniał jej na te znajomości (on także nie był pewien czy to nie przerodzi się w coś więcej).
        • sea.sea Re: brudne sekrety 01.12.11, 00:20
          Ale tak na zdrowy rozsądek z drugiej strony to są przyjaciółeczki, które się nie pojawiły wczoraj. Gdyby widział w którejś z nich potencjalną partnerkę, to by był z przyjaciółeczką, a nie z jakąś dziewczyną spoza grona. A tak samo mógłby przecież, nie korzystając z powodzenia, bzykać przyjaciółeczki na zmianę, nie ograniczając się wchodzeniem w stały związek. Z opisu nie wynika, żeby je zachęcał, po prostu nie umie/nie chce zniechęcać, może mu robi bycie obiektem stałej damskiej adoracji.

          Znam ze dwie osoby, którym - gdyby ich faceci grzecznie zasugerowali, że nie mogą się spotykać z kimś, kto je adoruje - by zostały ze dwa numery w telefonie, bo mają sporo znajomych ze środowiska homo/bi, więc i większość ich koleżanek płci żeńskiej jest "niebezpieczna"...
          • kutuzow "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 09:18
            sea.sea ---> brawo za głos rozsądku.
            Chciałem tutaj dodać, że z punktu widzenia gościa pewnie wszystko jest OK i "transparentne".
            "... czasem spotykamy sie wszyscy razem, czasem on spotyka sie z nimi beze mnie, ale zawsze mnie zaprasza.
            Nigdy nie robi z tego sekretu... "

            To trochę jak z łowieniem ryb, to że partnerka nie lubi spędzać całego dnia w ciszy nad wodą, nie znaczy od razu że i partner ma mieć to zabronione (to tylko przykład). Jeśli autorce tak źle, to czemu nie chodzi na każde z tych spotkań? Jest zapraszana -nie widzę problemu. Jasno "zaznaczy teren" przed przyjaciółkami swego partnera i będzie mogła kontrolować sytuację. Gdyby któraś z "przyjaciółek" chciała przekroczyć granicę jakimś flirtem, będzie mogła rzeczowo to pokazać swemu partnerowi (konkrety, czyli argumenty i przykłady a nie emocje w czasie rozmowy z facetem). Jak dla mnie nie są to jakieś tajemnicze "schadzki".

            Druga kwestia to fakt, że autorka sama ma identyczne znajomości -też z płcią przeciwną -może tylko jest ich mniej. To że przyjaciółki jej faceta są bardziej skore do zwierzania się wynika raczej z tego, że są kobietami (ach to rozmawianie o problemach), gdy męscy przyjaciele autorki nauczeni są pewnie samodzielnego rozwiązywania swoich problemów jak sądzę.

            "Sama mam dwoch bardzo bliskich meskich przyjaciol i sama tez kiedys odeszlam ze zwiazku, gdzie partner zabranial mi kontaktow z przyjacielem. "

            Jak widać kiedyś partnerka rozumiała co to jest prawo do własnej przestrzeni w związku, teraz "zapomniała".

            Dla autorki dedykuje (kolejny raz na tym forum) starą piosenkę Hej, ze szczególnym akcentem na jej słowa:

            "Gdybym mogła schowałabym
            Twoje oczy w mojej kieszeni
            Żebyś nie mógł oglądać tych
            Które są dla nas zagrożeniem
            Do pracy
            Nie mogę puścić Cię nie nie
            Tam tyle kobiet
            Każda w myślach gwałci Cię
            Złotą klatkę sprawię Ci
            Będę karmić owocami
            A do nogi przymocuję
            Złotą kulę z diamentami"

            www.youtube.com/watch?v=fTUa3qP76wk
            • iwona_z_radomia Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 12:30
              kutuzow napisał:

              > sea.sea ---> brawo za głos rozsądku.
              > Chciałem tutaj dodać, że z punktu widzenia gościa pewnie wszystko jest OK i "tr
              > ansparentne".
              > "... czasem spotykamy sie wszyscy razem, czasem on spotyka sie z nimi beze mnie
              > , ale zawsze mnie zaprasza.
              > Nigdy nie robi z tego sekretu... "
              >
              > To trochę jak z łowieniem ryb, to że partnerka nie lubi spędzać całego dnia w c
              > iszy nad wodą, nie znaczy od razu że i partner ma mieć to zabronione (to tylko
              > przykład). Jeśli autorce tak źle, to czemu nie chodzi na każde z tych spotkań?
              > Jest zapraszana -nie widzę problemu. Jasno "zaznaczy teren" przed przyjaciółkam
              > i swego partnera i będzie mogła kontrolować sytuację. Gdyby któraś z "przyjació
              > łek" chciała przekroczyć granicę jakimś flirtem, będzie mogła rzeczowo to pokaz
              > ać swemu partnerowi (konkrety, czyli argumenty i przykłady a nie emocje w czasi
              > e rozmowy z facetem). Jak dla mnie nie są to jakieś tajemnicze "schadzki".


              troche nie ten koniec kijka zlapales.
              tu nie chodzi o "chodzenie na ryby" lecz o dosc dwuznaczne kontakty, bliskie intymne relacje z pogranicza flirtu z innymi wolnymi kobietami.

              na wszystkie spotkania nie chodze i nie mam zamiaru chodzic.
              po pierwsze czesto nie ma takiej mozliwosci, bo tez mam swoje zajecia, swoje plany, swoje sprawy.
              po drugie nie mam ochoty byc przylepiona do mojego faceta jak papuzka nierozlaczka, jestesmy dorosli, jestesmy niezaleznymi jednostkami i mamy prawo do czasu tylko dla siebie. tak samo on jak i ja.
              po trzecie, wbrew temu co odzczytales nie jestem control freak, ktory faceta na kazdym kroku chce kontrolowac.
              po czwarte wreszcie, bywa, ze kiedy na takim spotkaniu sie pojawie (np przyjde troche pozniej po pracy) to wlasnie widze jak glowka sie odsuwa, pannie minka rzednie i te rozczarowane spojrzenie w stylu "a co ona tutaj robi!"
              nie jest to dla mnie komfortowe i nie chce funkcjonowac w tym zwiazku na pozycji stroza, ktory za chlopem chodzi i pilnuje.


              >
              > Druga kwestia to fakt, że autorka sama ma identyczne znajomości -też z płcią pr
              > zeciwną -może tylko jest ich mniej. To że przyjaciółki jej faceta są bardziej s
              > kore do zwierzania się wynika raczej z tego, że są kobietami (ach to rozmawiani
              > e o problemach), gdy męscy przyjaciele autorki nauczeni są pewnie samodzielnego
              > rozwiązywania swoich problemów jak sądzę.

              no wlasnie nie.
              ja do mojego przyjaciela nie dzwonie o polnocy na pogaduchy, gdy wiem, ze jest w lozku ze swoja nowa partnerka. szanuje jego zwiazek i nie chce swoimi dzialaniami stwarzac sytuacji w ktorej kobieta mojego kumpla moze czuc sie niekomfortowo.

              przyjaciolka mojego pana potrafi w dlugi weekend zadzwonic do niego o 8 rano z propozycja
              wpadniecia na sniadanie (jego do niej, mieszkaja w tym samym bloku) mimo iz wie doskonale, ze weekend to dla nas jedyny czas gdy mozemy i uwielbiamy sobie celebrowac wylegiwanie sie w lozku, niepospieszny seks. Wie o tym, bo miala to powiedziane przez niego, a mimo to uwaza, ze moze nam sie w te intymnosc wpieprzac.

              tu nie chodzi o kontakty kutuzow, tylko o to JAKIE te kontakty sa.


              • fuzzystone Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 12:39
                "przyjaciolka mojego pana potrafi w dlugi weekend zadzwonic do niego o 8 rano z propozycja
                wpadniecia na sniadanie (jego do niej, mieszkaja w tym samym bloku) mimo iz wie doskonale, ze weekend to dla nas jedyny czas gdy mozemy i uwielbiamy sobie celebrowac wylegiwanie sie w lozku, niepospieszny seks. Wie o tym, bo miala to powiedziane przez niego, a mimo to uwaza, ze moze nam sie w te intymnosc wpieprzac. "

                Iwona, chyba masz święte prawo strzelić pięścią w stół. Po tym, co napisałaś, zaczynam wątpić w to, czy Twój pan w ogóle jądra posiada...
                • ckm1 Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 14:24
                  No właśnie, bo też warto by było wytłumaczyć panu, że "przyjaciółka" nawet nie tyle , że rywalizuje z Iwoną, ale testuje pana i jego relację z Iwoną. Można założyć, że pan nawet nie bierze takiej ewentualności pod uwagę.
              • kutuzow "...jestesmy niezaleznymi jednostkami" 01.12.11, 13:24
                iwona_z_radomia napisała:

                > jestesmy dorosli, jestesmy niezaleznymi jednostkami i mamy prawo do czasu
                > tylko dla siebie. tak samo on jak i ja.

                Mam wrażenie że to co pisałaś o swoich fobiach i swoim zachowaniu jakoś koliduje z tym co tutaj deklarujesz. Chyba że prawo "dla siebie" Twojego faceta widzisz tak że siedzi w "złotej klatce" (tej z piosenki Hey-a którą linkowałem) i wtedy czujesz się bezpieczna. Bo jak pójdzie między ludzi, to przeciez zawsze może się znaleźć jakaś kolejna kobieta ktorej się spodoba -czyż nie?

                > nie jest to dla mnie komfortowe i nie chce funkcjonowac w tym zwiazku na pozycj
                > i stroza, ktory za chlopem chodzi i pilnuje.

                Zauważ że Ty chodzisz o odstraszasz. On pilnować to się sam pilnuje i albo mu ufasz i nie masz się czego bać, albo mu nie ufasz i wtedy albo pracujesz nad swoimi fobiami, albo mówisz Panu "do widzenia".

                P.S. Jak to z tą zdradą było której temat poruszyłaś wcześniej? Była na prawdę czy to było hipotetycznie powiedziane?
                • ckm1 Re: "...jestesmy niezaleznymi jednostkami" 01.12.11, 14:36
                  On pilnować to się sam pilnuje i albo mu u
                  > fasz i nie masz się czego bać, albo mu nie ufasz i wtedy albo pracujesz nad sw
                  > oimi fobiami, albo mówisz Panu "do widzenia".

                  Wszystko to prawda, jest jedno" ale", zaufanie samo z siebie się nie bierze, ono nie rośnie sobie na drzewie, na zaufanie się pracuje dłuższy czas i nie słowami ale gestem, żeby móc zaufać trzeba też widzieć lojalność drugiej strony.
              • ckm1 Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 14:14
                Tak czytam sobie twoje wpisy i muszę przyznać, że rzadko się zdarza aby kobieta tak do bólu konkretnie ( łopatologicznie )przedstawiła o co jej chodzi i zabawne jest to, że w tym wątku to panowie doszukują się na siłę drugiego dna.
                Jedno jest pewne, wszyscy którzy zabrali głos włącznie z tobą uznali, że "paranoiczne stróżowanie" nie jest żadnym rozwiązaniem i z dużym prawdopodobieństwem można przyjąć, że dla przyszłości związku nie wróży to dobrze. Rozwiązania jakie ja widzę to, albo rozstanie albo seria rozmów z partnerem o swoich odczuciach dokładnie w taki sposób jak to tutaj przedstawiłaś. Z doświadczenia wiem, że jedna rozmowa ogólnikowa nie wystarczy i niestety trzeba rzucać konkretami i przyjąć męski tok myślenia i jeśli partner ma w sobie dużo empatii to po własnych przemyśleniach zrozumie jaki popełnia błąd i jakie wynikają z tego błędu skutki.
              • bigbadpig Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 16:16
                podsumowując:

                nie wiesz nic o tym aby Cię zdradzał
                całe fantazjowanie Twoje i innych piszących na temat tego po co mu te dziewczyny są więcej mówi o każdym fantazjującym z osobna niż o rzeczywistej sytuacji. może kocha się znimi z każdą osobno, może ze wszystkimi na raz, a może są ustawione w kolejce do następnych związków po tym jak skończy z Tobą. nic na ten temat nie wiadomo

                wiadomo, natomiast, że Ty: oszukujesz jego, zawodzisz jego zaufanie ale jak to zwykle bywa dopóki się on o tym nie dowie - robisz to bez konsekwencji

                strofowana na forum piszesz:
                "nigdzie nie napisalam, ze jest to normalne, nigdzie nie napisalam, ze czuje sie usprawiedliwiona ani ze mi takie kontrolowanie odpowiada.
                za kazdym razem czuje moralnego kaca, wstyd"

                i:

                "kwestie grzebania po telefonie juz wyjasnilam, nie usprawiedliwiam siebie, nie uwazam ze mam do tego jakiekolwiek prawo. Tak, robie zle, robie pewnie bardzo zle. Wiem, ze nie tylko robie swinstwo jemu ale tez podwazam zaufanie w zwiazku, fundamenty na ktorym stoi oraz obnizam swoj wlasny szacunek do siebie. No coz, nie jestem idealem, taka wlasnie mam slabosc, taki blad POPEŁNIAM."

                no i wszystko jasne, jeśli przyłapiesz go wreszcie na tej wymarzonej zdradzie to, chyba wszystko będzie ok jeśli on za każdym razem będzie czuł moralnego kaca, ponadto jeśli będzie miał świadomość, że to jego słabość i, że planując następną zdradę popełnia taki błąd?

                jesteś jedyną osobą w tym związku co do której da się stwierdzić, że łamie regułę szczerości i zaufania. w kontekście Twojego braku pewności przypomina mi się kawał:

                Przychodzi pacjent do psychologa i mówi - mam kompleks niższości.
                Lekarz rozmawia chwilę, pyta o to i tamto, w końcu stwierdza - och proszę się nie martwić, to nie żaden kompleks. Pan jest po prostu gorszy,
                • iwona_z_radomia kto jest nieuczciwy 02.12.11, 10:37
                  bigbadpig napisał:

                  > jesteś jedyną osobą w tym związku co do której da się stwierdzić, że łamie regu
                  > łę szczerości i zaufania.

                  hm, naprawde?

                  Przykład z ostatniego weekendu:
                  Niedziela przedpołudnie, właśnie zakończyliśmy długi namiętny seks. Wylegujemy sie w łóżku, przytulamy, gadamy, jemy sniadanie.
                  Przychodzi do niego sms.
                  Przeczytał i mówi do mnie:

                  - Oh, to A. Jest w okolicy, chce sie spotkać na kawę i spacer. Jezu jak mi sie nie chce dziś nigdzie wylazic i znow wsłuchiwać jej problemów emocjonalnych. Mam ochote na leniwa niedzielę, nic-nie-robienie i kochanie sie z tobą cały dzień.

                  Do niej odpisuje:
                  - "kurcze, szkoda! Dziś musimy z Iwona pojechać/załatwić/zrobić (tu dluga lista kompletnie zmyslonych rzeczy) Nie jest łatwo, wiesz."

                  No kur*a mac! "NIE JEST łATWO" !?!?
                  To Jest uczciwe?

                  I żeby nie było, tego typu kręcenie (ze znajomymi, z rodzina) zaczęłam dostrzegać dlugo zanim pierwszy raz zajrzałam w jego telefon.

                  I zeby nie bylo, wcale nie uwazam, ze skoro on jest nieuczciwy to ja tez moge.
                  Pisze to tylko dlatego, ze Twoje oceny, kto jest jedyna nieuczciwa osoba w tym zwiazku sa mocno pomylone.
                  • zyg_zyg_zyg Re: kto jest nieuczciwy 02.12.11, 10:53
                    > No kur*a mac! "NIE JEST łATWO" !?!?
                    > To Jest uczciwe?

                    No, uczciwe nie.

                    Ale czy jest łamaniem reguły szczerości i zaufania w związku???
                    • mujer_bonita Re: kto jest nieuczciwy 02.12.11, 11:08
                      zyg_zyg_zyg napisała:
                      > Ale czy jest łamaniem reguły szczerości i zaufania w związku???

                      Owszem jest. Na początku każdego związku dostajemy kredyt zaufania. Na prawdziwe zaufanie trzeba sobie zapracować choćby szczerością i uczciwością. Pan niestety się na tym polu nie wykazuje. Co innego mówi jej co innego 'przyjaciółce' (gdzie tu szczerość?). Będąc w związku trzyma na emocjonalnej smyczy inną kobietę (gdzie tu miejsce zaufanie)?
                    • iwona_z_radomia Re: kto jest nieuczciwy 02.12.11, 11:27
                      zyg_zyg_zyg napisała:

                      > > No kur*a mac! "NIE JEST łATWO" !?!?
                      > > To Jest uczciwe?
                      >
                      > No, uczciwe nie.
                      >
                      > Ale czy jest łamaniem reguły szczerości i zaufania w związku???

                      jak dla mnie to jest.
                      gdyby byl szczery to by napisal pannie, ze jest zajety, ze ma inne plany, bez wymyslania jakis niestworzonych historii o koniecznej pilnie, niezwlocznej wyprawie do Ikei, bez zbednego przydlugiego tlumaczenia sie.

                      a tak, kreci, manipuluje, buduje jakis dziwny front z panna, gdzie ja jestem przeszkoda w niedzielnych spacerach.
                      gdy widze jak podobne taktyki stosuje do innych ludzi, bliskich, rodziny, to w sumie jaka mam pewnosc ze nie stosuje ich do mnie?
                      Takie zachowanie podwaza moje zaufanie do niego oraz pewnosc ze jest ze mna szczery.
                      • kutuzow "mamy inne plany na ten weekend" 02.12.11, 11:35
                        iwona_z_radomia napisała:

                        > jak dla mnie to jest.
                        > gdyby byl szczery to by napisal pannie, ze jest zajety, ze ma inne plany, bez w
                        > ymyslania jakis niestworzonych historii o koniecznej pilnie, niezwlocznej wypra
                        > wie do Ikei, bez zbednego przydlugiego tlumaczenia sie.
                        >

                        Iwona --> z jednej strony jak zrozumiałem Twój partner informuje Cię oficjalnie co odpisał ten dziewczynie -czy tak?
                        Nie rozumiem tutaj zarzutu o nieuczciwość wobec Ciebie -ty masz pełnie informacji.

                        Z drugiej strony czy NIGDY nie zdarzyło Ci się wymigać od jakiegoś spotkania albo imprezy rodzinnej jakimś niewinnym kłamstwem zamiast mówić wprost "nie mam ochoty siedzieć z Wami przy stole po raz kolejny" -mimo że taki przekaz byłby najbliższy Twemu odczuciu? Czy zawsze na propozycję swoich znajomych odpowiadasz szczerze, czy może czasami też mówisz "sorry ale nie mam czasu" mimo że tak na prawdę to nie masz ochoty (a czas by się znalazł).
                        • iwona_z_radomia Re: "mamy inne plany na ten weekend" 02.12.11, 11:54
                          kutuzow napisał:


                          > Iwona --> z jednej strony jak zrozumiałem Twój partner informuje Cię oficja
                          > lnie co odpisał ten dziewczynie -czy tak?
                          > Nie rozumiem tutaj zarzutu o nieuczciwość wobec Ciebie -ty masz pełnie informac
                          > ji.
                          >

                          nie, nie nie, to co odpisal jej dowiedzialam sie oczywiscie ze swojego brzydkiego szpiegowania.
                          wiec ja mam jedna wersje (chce zostac ze mna w domu)
                          ona ma inna wersje, o ktorej ja nie wiem, a w ktorej to ja jestem ta zla przeszkoda.

                          poki co, wciaz jeszcze wierze, ze wersja ktora przedstawia mi to jest ta prawdziwa.
                          wierze, ze rzeczywiscie nie mial ochoty na to spotkanie i wymyslil takie wymowki.
                          nie rozumiem po co tylko to przesadne tlumaczenie, zaslanianie sie mna.
                          zeby sie bron boze dziewcze za bardzo nie zniechecilo?




                          > Z drugiej strony czy NIGDY nie zdarzyło Ci się wymigać od jakiegoś spotkania al
                          > bo imprezy rodzinnej jakimś niewinnym kłamstwem zamiast mówić wprost "nie mam o
                          > choty siedzieć z Wami przy stole po raz kolejny" -mimo że taki przekaz byłby na
                          > jbliższy Twemu odczuciu? Czy zawsze na propozycję swoich znajomych odpowiadasz
                          > szczerze, czy może czasami też mówisz "sorry ale nie mam czasu" mimo że tak na
                          > prawdę to nie masz ochoty (a czas by się znalazł).

                          tak, tak tak, oczywiscie, pewnie nie raz mi sie zdarzylo.

                          aczkolwiek, i tu znow wchodzimy w sfere subtelnosci,
                          - inaczej odmawia sie znajomym ktorych generalnie sie lubi i na ktorych relacji nam zalezy
                          - inaczej odmawia sie znajomym ktorzy sa, bo sa, ale na ktorych szczegolnie nam nie zalezy, no ale znajomych trzeba miec bo inaczej jakos glupio (to jego slowa i on ma sporo takich znajomych, ktorzy zapraszaja a on i tak nigdy nie idze, bo ich nie lubi, ale mu milo ze ciagle go zapraszaja)
                          - inaczej sie odmawia kobiecie/mezczyznie z ktorym mamy/mielismy/chcielibysmy miec male romantyczne cos i tego mostu nie chcemy spalic, bo nigdy nie wiadomo...
                      • sea.sea Re: kto jest nieuczciwy 02.12.11, 12:59
                        Masz trzy możliwości:
                        1. Albo ignorować i męczyć się dalej, starannie usiłując nie być podobna do eksi.
                        2. Albo porozmawiać wprost i wywalić, co masz na wątrobie.
                        3. Albo - jeśli się panicznie boisz rozwiązania nr 2 - zwyczajnie chłopem pomanipulować i zobaczyć, co ugrasz. Np wymóc ściszanie/wyłączanie telefonu w weekendy/Wasze wieczory. W stylu "kochanie, ściszmy telefony, żeby nikt nam nie przeszkadzał, bo ja nie mogę spokojnie się bzykać/jeść śniadania kiedy ciągle ktoś do Ciebie dzwoni." "Ktoś" - bez definiowania, że akurat koleżanka. Wszystko jedno, kto: matka, kumpel od ryb: nie lubisz jak ktoś dzwoni w weekendy rano i tyle, zwłaszcza, że "kochanie, przecież i tak nie masz ochoty wychodzić, to po co masz odbierać te telefony i się wykręcać". Lub bardziej wprost, rozwiązanie z pogranicza 2 i 3 - "kochanie, może po prostu powiedz wprost Zuzie i Basi żeby nie wydzwaniały do Ciebie w weekendy, bo jesteś zajęty i i tak się z nimi nie spotkasz - bo ja się nie mogę skupić na seksie i śniadaniu kiedy wiem, że w każdej chwili ktoś nam zaraz może przerwać telefonem".
              • sea.sea Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 18:47
                Za telefony w wolny weekend o 8mej rano bym objechała dzwoniącą osobę z góry na dół, niezależnie od tego, czy to koleżanka, własny facet czy królowa angielska. Nikomu nie wolno dzwonić do mnie o tej porze, chyba żeby ktoś umarł. Jeżeli Twój nie zjechał tej laski do siódmego pokolenia, to faktycznie chyba nie ma jaj.
                • triss_merigold6 Re: "...gdybym mogła schowałabym, Twoje oczy..." 01.12.11, 18:53
                  Przyjaciółkę należałoby jednak zjebać bardziej zamiast tłumaczyć się tak jak autorka cytowała "że poszedłby ale Iwonka, teraz nie ma czasu, bo z Iwonką i ona coś tam coś tam", co wyraźnie sugeruje, że przeszkodą jest nie brak chęci tylko Iwonka. Należy odczytywać: jak Iwonka zniknie z horyzontu, to tak i owszem chętnie.
          • mujer_bonita Re: brudne sekrety 01.12.11, 09:53
            sea.sea napisała:
            > Ale tak na zdrowy rozsądek z drugiej strony to są przyjaciółeczki, które się ni
            > e pojawiły wczoraj. Gdyby widział w którejś z nich potencjalną partnerkę, to by
            > był z przyjaciółeczką, a nie z jakąś dziewczyną spoza grona. A tak samo mógłby
            > przecież, nie korzystając z powodzenia, bzykać przyjaciółeczki na zmianę, nie
            > ograniczając się wchodzeniem w stały związek. Z opisu nie wynika, żeby je zachę
            > cał, po prostu nie umie/nie chce zniechęcać, może mu robi bycie obiektem stałej
            > damskiej adoracji.

            Pudło ;) Sama jestem z człowiekiem, z którym przyjaźniłam się lata zanim zostaliśmy parą. Także argument 'gdyby coś miało być toby już było' jest niestety nietrafiony. Zgadzam się, że nie ma oznak, żeby on tę panią zachęcał, jednak jej zachowanie jest dość niepokojące.
      • majaa Re: brudne sekrety 01.12.11, 13:24
        O, to to, z ust mi to wyjęłaś, Triss:)
    • bigbadpig Re: brudne sekrety 30.11.11, 19:58
      Włosy stanęły mi dęba na głowie.
      To będzie moja prywatna opinia ponieważ, wiem, że są związki które działają na zasadzie wzajemnej lub jednostronnej kontroli i jakoś to hula

      Dla mnie sam fakt, że przeglądasz jego prywatną korespondencję świadczy, że masz się o co bać gdyż samo to zachowanie sprawia, że obniża się w mojej ocenie Twoja wartość jako partnera do prawdziwego związku. Po pierwsze jesteś nieuczciwa i już w tym momencie Ty zawodzisz jego zaufanie, to jest na razie jedyny fakt materialny. Po drugie Twój strach i nieufność w jego kierunku, możne mieć pewnie różne przyczyny, a pomiędzy nimi niskie poczucie wartości, co nie jest ulubioną cechą kobiet wg. mężczyzn. Może być oczywiście tak, że słusznie wyczuwasz w nim typ 'rozpustnika lub słusznie wątpisz w waszą relację. Ale oba te przypadki zasługują na lepsze rozwiązania, niż szpiegowanie cichaczem.

      Fakt, że Twój partner po prostu spotyka się z kimkolwiek nie uprawnia Cię do niczego dopóki nie będziesz miała w miarę sensownych podstaw do obaw, że zdradza Cię (a nie, obaw że może zdradzić) To co robisz teraz to żenujące naruszenie prawa drugiego człowieka do prywatności. Prawo stanowione chroni prywatność nawet w wypadku małżonków (przynajmniej w teorii), nie mówiąc, że powinna je chronić przyzwoitość osoby z którą się jest w związku. Szpiegujesz dorosłego człowieka, i mimo, że zdajesz sobie sprawę z tego jak niecne jest Twoje zachowanie kontynuujesz je. Najlepiej byłoby gdybyś mu chociaż o tym powiedziała, aby mógł zdecydować czy chce się wiązać z Twoją paranoją, ale rozumiem, że to nie możliwe. Jeśli wierzyć jego opisowi poprzedniego związku to ma facet pecha.

      Jeśli jesteś fajną kobietą, Twój facet będzie chciał być z Tobą i tego nie stracić; jeśli sam nie jest głupi nie będzie ryzykował czegoś co jest cenne. Jeśli się boisz, to albo Ty nie jesteś tyle warta aby on nie ryzykował; albo on nie jest taki wspaniały jak piszesz. Zaś fakt, że dorosły człowiek chce się towarzysko spotykać z innymi dorosłymi ludźmi, bez swojego partnera jest naturalny. To, że akurat w jego przypadku to głównie kobiety nie ma nic do rzeczy w tym sensie, że ma do tego takie samo prawo jak do kolegów.

      Więc podsumowując, masz kilka opcji:
      a) czujesz się niepewnie bo on robi coś co wg. Ciebie przekracza granice dla Ciebie nie do przełknięcia - będziesz uczciwa i razem zdecydujecie co dalej
      b) uważasz, że tak nie można, że on przegina i tak nie powinien powiedz mu to :P
      c) spróbuj to przeskoczyć i zaczekaj z reakcjami histerycznymi, do momentu w którym będziesz miała ku nim jakieś przesłanki

      to wszystko tylko w wypadku gdybyś chciała być w związku opartym na uczciwości, z drugiej strony nie jesteś jakimś ewenementem - kojarzę kilka związków z otoczenia gdzie jedno z partnerów dopuszcza się podobnych działań, co więcej jest ich chyba większość, więc może akurat wam też się uda i będziecie żyli i szpiegowali się długo i szczęśliwie.
      • kutuzow Brawo za mądry tekst 30.11.11, 22:32
        ...w całej rozciągłości.

        > Fakt, że Twój partner po prostu spotyka się z kimkolwiek nie uprawnia Cię do ni
        > czego dopóki nie będziesz miała w miarę sensownych podstaw do obaw, że zdradza
        > Cię (a nie, obaw że może zdradzić)

        Wyznaję dokładnie taką samą zasadę - na początku związku pełne zaufanie. Jeśli nie ma podstaw do obaw (jakieś ewidentnie podejrzane sygnały), to pełen luz. Nawet jeśli są podstawy, do podejrzeń, to i tak stosowałbym ogólnodostępne metody, bez naruszania tajemnicy korespondencji (sam nie grzebie i nie toleruje cudzego grzebania). Czasami wystarczy czasami analiza i połączenie faktów. Dla mnie naruszenie ew. tajemnicy korespondencji jest możliwe tylko przy ew. szukaniu dowodów na potrzeby rozprawy rozwodowej (i to także jedynie w przypadku gdy nie ma szans na uzyskanie zdjęć i nagrań z ew. "spotkań" z kochanką).
      • aandzia43 Re: brudne sekrety 30.11.11, 22:51
        > Jeśli jesteś fajną kobietą, Twój facet będzie chciał być z Tobą i tego nie stra
        > cić; jeśli sam nie jest głupi nie będzie ryzykował czegoś co jest cenne. Jeśli
        > się boisz, to albo Ty nie jesteś tyle warta aby on nie ryzykował; albo on nie j
        > est taki wspaniały jak piszesz.

        No właśnie, jeśli, jeśli... Może przyzwyczajenie tego pana do dwuznacznych znajomości z wieloma paniami jest tak silne, że na stałe partnerki będzie sobie wybierał kobiety niepewne siebie. Takie, co nie wyjaśnią u zarania związku, że duża ilość koleżanek i mocno zażyłe układy tychże z jej chłopem powodują, że związek uważają za niemożliwy. I takie, co męczyć sie będą latami niepewnością, strachem, obrzydzeniem do siebie samej za szpiegowskie praktyki. I takie, co zmamić się dadzą opowieściami o brzydkich eksiach, co biedaka szpiegowały i ograniczały w jego przyjaźniach ;-P
    • that.bitch.is.sick niektórzy ludzie swingują 30.11.11, 22:52
      Czasem ludzie swingują i nie ma problemu, jeśli obojgu sprawia to radość i wszyscy to akceptują. Jeśli jednak ktoś jest na granicy choroby nerwowej aby ambitnie związek miał charakter supertolerancyjny to ewidentnie za wysokie progi na lisie nogi. Skoro nikt tu nie jest parą sadysta plus masochista to być może nie warto się w to bawić. Jednak ja bym się trzymała wizji że ktoś tu usiłuje kogoś omotać.
      • aandzia43 Re: niektórzy ludzie swingują 30.11.11, 23:05
        Ach Bitch, jakżesz się z tobą skrupulatnie zgadzam ;-) Wydarzenie bez precedensu.
    • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 01:26
      1.Sprawdzanie cudzej korespondencji jest niewybaczalne i poniżające dla Ciebie samej (co sama wiesz - i dlatego się tego wstydzisz) ale jednocześnie stanowi poważny sygnał ostrzegawczy: czy aby na pewno ten idealny związek jest tak idealny jak byś tego chciała? W idealnym związku czułabyś się bezpieczna i nic by Cię nie zżerało. Być może Twoja pozycja nie jest aż tak silna, jakby się to mogło na pierwszy rzut oka wydawać, może facet gdzieś tam w środku nie do końca jest przekonany co do wyjątkowości Waszej relacji... Przez cały czas boisz się wyjść na tę zołzę, która postawi się panu i władcy i walnie mu wprost, jak raniące jest jego zachowanie. Boisz się, że po takim zagraniu on Cię zostawi? Jeśli to zrobi, to jasne będzie na jak kruchych postawach była zbudowana Wasza relacja i ile wart był ten ponoć super facet.
      2. Nie zawsze zgadzam się z Triss_merigold ale powinnaś nauczyć się na pamięć wszystkich (lub większości) jej wypowiedzi w tym wątku i powtarzać je jak mantrę.
      3. Czym innym jest spotkanie się z przyjacielem raz na kilka miesięcy na kawie i pogadanie o życiu, a czym innym wspólne imprezowanie, wypłakiwanie się w rękaw, smsowanie, słodzenie na FB, miauczenie, wieszanie się na szyi etc. To nie jest liceum, nie ma bata, żadna z tych panienek nie robi tego bezinteresownie.
      4. Facet wcale nie musi z nimi sypiać - wierzę, że Ciebie nie okłamuje
    • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 01:33
      cholera, wysłało mi się za wcześnie. Kontynuując:
      4. Facet wcale nie musi z nimi sypiać - wierzę, że Ciebie nie okłamuje ALE z jakiejś przyczyny imponuje mu i pochlebia zachwyt tych panien. Być może w głębi duszy jest zakompleksiały i bezustannie musi potwierdzać swoją wartość - najwyrazniej Ty mu do tego nie wystarczasz. Coś mi się wydaje, że jego ex wcale nie była psychopatką - zauważ, że Ty już zaczynasz wpadać w tę samą obsesję co ona. Przypadek? Wątpię.
      5. Może zamiast ładować się w kolejny związek lepiej zadbaj o swój rozwój - może jakieś hobby - nie z myślą o spotkaniu mężczyzny, ale ot tak, dla siebie samej.

      A odnośnie tych hobbystycznych męsko-damskich, ponoć aseksualnych przyjaźni: właśnie na coś takiego się patrzę dwa razy w tygodniu (hobby natury sportowej) i wielbiące panienki gdyby mogły, toby się na macie z nogami szeroko rozłożonymi położyły. A facetowi w to graj, bo ma kompleksy i mu to imponuje.
      • i_dood Re: brudne sekrety 01.12.11, 08:57
        Jakie znowu kompleksy? Bycie obiektem adoracji jest zwyczajnie miłe.
        Apoteoza zakompleksienia: www.youtube.com/watch?v=9N6jHsAU63g
        Na tym forum jest stanowczo zbyt dużo psychologów, którzy bohatersko walczą ze straszliwymi smokami przypadłości ludzkich, które wynajdują na pęczki, sprytnie napędzając sobie koniunkturę.
        • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 10:03
          Owszem, kompleksy, strach przed upływającym czasem, ględzenie o starzeniu się, starości, przeciwutleniaczach, strachu przed śmiercią.... a młode dupy, które jedna przez drugą piszczą, wieszają się na szyi i wstawiają serduszka na FB zawsze trochę te strachy uleczą.
          • i_dood Re: brudne sekrety 01.12.11, 10:14
            fuzzystone napisała:

            > Owszem, kompleksy, strach przed upływającym czasem, ględzenie o starzeniu się,
            > starości, przeciwutleniaczach, strachu przed śmiercią....

            Ale takie nastroje to chyba już w wieku w którym seks kompletnie wywietrzał z głów?
            • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 10:22
              W wieku w którym zdecydowanie nadal uprawia się go aż iskry lecą.
              • i_dood Re: brudne sekrety 01.12.11, 10:34
                fuzzystone napisała:

                > W wieku w którym zdecydowanie nadal uprawia się go aż iskry lecą.

                Niesamowite. Nie spotkałem się z takim zjawiskiem w moim otoczeniu.
                Nie służysz przypadkiem na misji w Afganistanie?
                • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 10:35
                  Nie, bywałam i bywam na różnych misjach w mieście stołecznym. Od 8 lat, średnio od 2 do 5 razy w tygodniu.
                  • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:00
                    taa....

                    kilka wypowiedzi trafia w sendo, kilka jednak to dosc luzna interpretacja i troche potepianie bez przeczytania ze zrozumieniem

                    - rozumiem koncept kumpeli i prawo chlopa do posiadania takiej, tak samo jak i ja mam prawo do posiadania kumpla. O takim kumplu wlasnie mowilam gdy pisalam, ze odeszlam ze zwiazku. wiec to nie jest tak, ze sama domagam sie praw dla swojej przyjazni a jemu zabraniam. On swoja kumpele tez ma, i do niej nic nie mam.
                    - tu jednak nie mowimy o kumpeli tylko o stadku wolnych, atrakcyjnych adoratorek orbitujacych wokol mojego pana, z ktorymi ma dosc dwuznaczne relacje i o tym, ze jemu ta adoracja jakos tam odpowiada
                    - moje relacje z meskimi przyjaciolmi nie sa absolutnie identyczne gdyz nie ma w nich takiego wlasnie pierwiastka zauroczenia, balansowania na granicy flirtu, zabiegania o kontakty tylko we dwojke. A to jest duza roznica moim zdaniem
                    - oczywiscie, ze facet ma prawo spotykac sie z kim chce, ma prawo do grona znajomych i niekoniecznie zawsze musi chciec bym ja w tym brala udzial. Szanuje to i nie to mnie boli i nie o to tu chodzi.
                    - kwestie grzebania po telefonie juz wyjasnilam, nie usprawiedliwiam siebie, nie uwazam ze mam do tego jakiekolwiek prawo. Tak, robie zle, robie pewnie bardzo zle. Wiem, ze nie tylko robie swinstwo jemu ale tez podwazam zaufanie w zwiazku, fundamenty na ktorym stoi oraz obnizam swoj wlasny szacunek do siebie. No coz, nie jestem idealem, taka wlasnie mam slabosc, taki blad popelniam.

                    Oczywiscie ze moglabym sie wygodnie ustawic na stanowisku, ze mam prawo go sprawdzac bo mam do tego powody: te wszystkie panny wokol niego, wiem, ze zdradzal w poprzednim zwiazku. I zwalic wine za moj dyskomfort na niego. Ale ci, ktorzy przeczytali ze zrozumieniem zauwaza, ze wcale tego nie robie i nie o tym jest ten watek.

                    To co robie to szukam zadowalajacego obie strony rozwiazania sytuacji. Bo wcale mi sie nie usmiecha ani grzebanie w jego telefonie przez nastepne lata, ani zycie w ciaglej niepewnosci i przygladaniu sie temu stadku adoratorek wokol niego.
                    Mam wlasnie dziwne przeczucie, ze moj partner moze wlasnie lubic/chciec posiadac taki wianuszek wokol siebie, wcale nie koniecznie po to aby zdradzac. Ale po to, zeby sobie moc od czasu do czasu polechtac wlasne ego. A jedna stala i ciagle ta sama kobieta, ktorej jest sie pewnym, nie robi tego tak dobrze jak kilka innych nieskonsumowanych, z ktorymi jest ta ekscytujaca niepewnosc "co by bylo/jakby bylo".
                    Moze to tez byc taktyka, gdzie nie zamyka sie do konca drzwi z innymi kobietami, bo nigdy nie wiadomo, jak z ta nie wyjdzie to zawsze w poblizu jest cos innego.
                    Tak naprawde nie interesuje mnie motywacja tych kobiet, tylko motywacja jego, ze te relacje podtrzymuje i mu na nich zalezy.

                    Fakty sa takie ze
                    - moj pan ma wlasnie takie kontakty, mial je przede mna jak byl singlem, mial je ze swa poprzednia pania, czyli zalozmy- taki wlasnie jest
                    - te kontakty budza we mnie stan niepokoju, niepewnosci, bo jak szpila docieraja dokladnie do bolesnych doswiadczen z przeszlosci i wywlekaja je na wierzch - taka jestem ja
                    - przez ostatnie 2 lata udaje, ze mi to nie przeszkadza, tlumie i dusze to w sobie, uzywajac roznych taktyk aby te kontakty ograniczyc, aby "zaznaczyc teren", pokazac tym pannom, ze chlop jest zajety (wypelnianie czasu, przychodzenie z nim na kawki, drinki, obiadki) To jest meczace dla mnie. Nie wiem czy na dluzsza mete tak chce i dam rade.
                    - napiecie i niepewnosc czasem jest tak silne, ze nie wyrabiam i siegam po jego telefon. Cos jak obsesja, nalog. Nie chce szpiegowania w zwiazku. Chce zaufania, pewnosci. Ale w tym momencie czuje, ze strasznie sie naginam do niego i jego potrzeb kontaktow z innymi kobietami. Toleruje je ponad wlasne mozliwosci. Biore pod uwage jego przeszlosc i nawet nie ruszam tematu ewentualnego ograniczenia przyjaciolek/adoratorek. Czy on bierze pod uwage moja przeszlosc oraz to jak ja sie moge czuc z tym wianuszkiem wokol niego? Nie sadze, ze zdaje sobie z tego sprawe, bo przeciez nic mu nie mowie.
                    I tak bledne kolo sie zamyka.
                    • mujer_bonita Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:04
                      iwona_z_radomia napisała:
                      > Oczywiscie ze moglabym sie wygodnie ustawic na stanowisku, ze mam prawo go spra
                      > wdzac bo mam do tego powody: te wszystkie panny wokol niego, wiem, ze zdradzal
                      > w poprzednim zwiazku.

                      Uuuuu.... to w takim razie zachowanie jego eks nie było do końca bezpodstawne?
                      • triss_merigold6 Otwartym tekstem 01.12.11, 11:31
                        Oczywiście, że zachowania eks nie były bezpodstawne! Eks pytała o to samo, o co teraz ośmieliła się zapytać autorka wątku (czy pana łączyło coś z którąś z adoratorek) i pan dostał piany, traktując to jako skrajną podejrzliwość.

                        Otwartym tekstem napiszę: pan trzyma sobie te laski w odwodzie. Nie jest ślepy, głuchy ani upośledzony umysłowo, jako mężczyzna z doświadczeniem męsko-damskim potrafi odczytywać sygnały. Nie wierzę w jego rzekomą dobroduszną naiwność, natomiast wierzę, że z nimi aktualnie nie sypia. Nie sypia, ale może sypiać, wystarczy przyzwolenie z jego strony.
                        To jest taka gra, podnieca, zaspokaja potrzebę bycia adorowanym i w centrum uwagi + daje margines bezpieczeństwa, w razie gdyby w związku coś się sypało.
                        • fuzzystone Re: Otwartym tekstem 01.12.11, 11:39
                          I to jest chyba najlepsze podsumowanie tej dyskusji.
                    • zyg_zyg_zyg Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:27
                      Brak pewności siebie i swojej pozycji w tym związku, niskie poczucie własnej wartości, schizy z przeszłości nie tylko powodują, że panikujesz, gdy on jest na spotkaniu z przyjaciółką. Nie tylko pchają Cię do grzebania mu w rzeczach osobistych. Przede wszystkim nie pozwalają Ci jasno komunikować tego, co Ci się nie podoba. Nie masz do końca jasności, do czego masz prawo, a do czego już nie. Co jest naturalnym i normalnym stawianiem granic w związku, a co już przegięciem, próbą kontroli i ograniczania partnera.

                      Mam wrażenie, że nie do końca rozliczyłaś się z przeszłością i nie do końca wyniosłaś trupa z szafy. Coś ciągle z niej podśmierduje i rzutuje na teraźniejszość. Oczekiwanie, że partner coś zmieni, żeby Tobie było w końcu dobrze jest niemądre. On poszedł już na pewne "ustępstwa" - ale wtedy, gdy normalnie z nim o tym rozmawiałaś. Wtedy, gdy czułaś prawo do komunikatu "coś jest nie tak, chciaąbym, żeby to się zmieniło".

                      Zajmij się przede wszystkim wzmocnieniem siebie.
                    • sea.sea Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:30
                      >Tak naprawde nie interesuje mnie motywacja tych kobiet, tylko motywacja jego, ze te relacje > podtrzymuje i mu na nich zalezy.
                      Facet wg opisu zachowuje się jak najbardziej fair, jedyne czego nie robi, to nie mówi wprost adoratorkom "odwalcie się ode mnie". Czemu nie mówi? Pisałaś wcześniej, że przez eksię stracił na wiele lat kontakt z przyjaciółmi. Przypuszczalnie obawia się replayu. Ja tu nie widzę sensownego rozwiązania, bo najwyraźniej związałaś się z atrakcyjnym towarem, a atrakcyjne towary mają to do siebie, że się podobają. Jak spławisz jakimś cudem oficjalne przyjaciółeczki to i tak nie będziesz miała pewności, czy np nie wpadł w oko jakiejś babie w pracy czy gdzieś...

                      Do mnie ogólnie nie przemawia idea pilnowania partnera, żeby nie zdradził, bo to wpędza w paranoję, poza tym - czy my naprawdę chcemy być z kimś, kogo posądzamy o to, że jak tylko go nie upilnujemy to sobie zamoczy w jakiejś innej? Eee...

                      A komu on dał po rogach, eksi, czy komuś wcześniej? Jak eksi, to trochę mnie to nie dziwi, na zasadzie "skoro ona widzi we mnie wielbłąda niezależnie od tego, co bym zrobił, to niech ja coś z tego chociaż mam".
                      • triss_merigold6 Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:38
                        Są podejrzenia i podejrzenia. Autorka widzi wianuszek adoratorek chętnych do łóżka i do związku. Mój pierwszy mąż zrobił mi kiedyś awanturę o telefon od pana - dzwonił w sprawie obrony pracy mój ówczesny promotor, 70++ letni staruszek. Dostrzegasz różnicę?

                        Facet nie zachowuje się do końca fair, bo karmi te adoratorki nadzieją, podtrzymuje kontakty, odpowiada etc. Mogę ze szczegółami wytłumaczyć na czym to polega, sama się tak bawiłam. To są niuanse w zachowaniu, spojrzenia, przyzwalające gesty, a jednocześnie trzymanie pewnego dystansu, niedużego zresztą. Tak, żeby podtrzymywać zainteresowanie, a niczego nie obiecywać.
                        Gwarantuję Ci, że jednoznaczne zachowanie, bez żadnych nieuprzejmości czy chamstwa, zczyszcza adoratorów/ki błyskawicznie. Nie trzeba wprost mówić "odwalcie się ode mnie".
                        • zyg_zyg_zyg Re: brudne sekrety 01.12.11, 12:56
                          > Mogę ze szczegółami wytłumaczyć na czym to polega
                          > sama się tak bawiłam.

                          A może dlatego właśnie wykluczasz całkowicie czystość intencji opisywnego pana?

                          Ludzie są różni. Byłam kiedyś z gościem, który na początku znajomości radośnie oświadczył mi, że jego świeżo była dziewczyna aktualnie szuka mieszkania i dlatego ciągle jeszcze pomieszkuje u niego. A ponieważ metraż ma niewielki, więc śpią w jednym łóżku. Cóż - pomijając to, że informowanie mnie o tym wydało mi się co najmniej niestosowne - nie miałam (i nie mam) żadnych wątpliwości, że nikt się tam do nikogo nie dobierał. Pan zresztą później okazał więcej przejawów upośledzenia pod względem zdolności do odczuwania empatii, zaskakującej naiwności i nierozgarnięcia w pewnych kwestiach męsko-damskich, natomiast był bezsprzecznie uczciwy.

                          Tak czy inaczej intencje pana z wątku wydają mi się mniej istotne niż intencje Iwony. To jej przede wszystkim powinna dotyczyć zmiana dotychczasowego zachowania i (nie)działania. I dopiero ta zmiana może pociągnąć zmianę zachowania partnera.
                          • i_dood Re: brudne sekrety 01.12.11, 13:03
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            "okazał zaskakującą naiwność i nierozgarnięcie w pewnych kwestiach męsko-damskich"

                            Mogłabyś napisać w jakich kwestiach damsko-męskich można okazać nierozgarnięcie?
                            Interesuje mnie to bardziej niż soft-porno.
                            • zyg_zyg_zyg Re: brudne sekrety 01.12.11, 22:01
                              > Mogłabyś napisać w jakich kwestiach damsko-męskich można okazać nierozgarnięcie?

                              Może użyłam niewłaściwego słowa na zwykłe buractwo
                          • kutuzow mierzenie działania innych własną miarką 01.12.11, 13:35
                            zyg_zyg_zyg napisała:

                            > > Mogę ze szczegółami wytłumaczyć na czym to polega
                            > > sama się tak bawiłam.
                            >
                            > A może dlatego właśnie wykluczasz całkowicie czystość intencji opisywnego pana?

                            zyg ---> też mi się tak tutaj nasunęło, że ogólnie Panie jako bieglejsze w sztuce subtelnego flirtu i sygnałów bardziej się doszukują wszelkich przejawów złej woli. Z drugiej strony faceci na prawdę potrafią być dość "ślepi" na te sygnały (sam wiem coś na ten temat).

                            Sam byłem kiedyś niejako w roli partnera autorki. Permanentnie zazdrosna partnerka wbrew moim jasnym zasadom dotyczącym prywatności, grzebała mi w komórce. Ponieważ nie miałem nic do ukrycia -miała łatwe zadanie niczym autorka (może stąd też moje zrozumienia dla jej partnera i "wczucie się" w jego sytuację.
                            W moim przypadku po pierwszym takim epizodzie ostrzegłem partnerkę, że nie będę tolerował takiego działania i doprowadzi to do zerwania. Ciekawość okazała się silniejsza i do grzebania w komórce doszło jeszcze przegrzebanie kompa. Rozstaliśmy się.

                            Co ciekawe w tej historii, potem po pewnym czasie dowiedziałem się, że byłem zdradzany przez tą partnerkę, która miała takiego świra na punkcie kontroli. Nic tutaj nie sugeruje w stosunku do autorki -chciałem pokazać, że często mierzymy innych swoją miarką (jak widać moje zrozumienie dla partnera autorki sam nie jestem tutaj wyjątkiem).
                    • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:36
                      Iwona, sytuacja którą opisujesz bardzo przypomina mi coś, co miałam obserwować jakiś czas temu wśród moich znajomych. Pan był fajny (tutaj wpisać stosowne określenia fajności), miał panią (bardzo atrakcyjną), miał wcześniej inną panią (także atrakcyjną) i wcześniej miał też inne panie. NIE ZDRADZAŁ. Do tego miał tłum wielbicielek/adoratorek z którymi Boże broń nie sypiał ALE także kijem ich nie odganiał. Doszło do sytuacji w której jego oficjalna pani także bardzo widocznie zaznaczała terytorium (w pewnym momencie było to wręcz rozpaczliwe). I niezależnie od jej zaangażowania pan znalazł sobie kolejną panią (nie była adoratorką) i zaangażował się tak mocno, że z poprzednią zerwał a adoratorki zaczął trzymać na dystans i o ile mi wiadomo trzyma je w stosownej odległości nadal. Wniosek nasuwa się sam.

                      Zadaj sobie pytanie, ile jeszcze wytrzymasz i czy ten idealny związek to docelowo jest to, czego od życia chcesz?? Skoro od 2 lat zżera Cię niepokój, skoro przez 2 lata nie udało Ci się zwiększyć dystansu pomiędzy nim a wianuszkiem dziewcząt a on sam skutecznie udaje idiotę to może czas dać sobie siana?

                      A jeśli chodzi o to przyjaźnie damsko-męskie:
                      mam przyjaciela faceta (on ma żonę) ALE nie wypisuje mu smsów ze zwierzeniami, nie wiszę na nim i nie przekraczam pewnych granic. Nie flirtujemy, nie podpuszczamy się, nie ma żadnych podtekstów a kontaktujemy się raz na kilka miesięcy. Pewnie gdybym zachowywała się tak jak przyjaciółki Twojego Pana z żony mojego kolegi też wyszłaby (i słusznie) ta zazdrosna i zaborcza jędza...
                    • kutuzow Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:39
                      Iwono ---> to, że wg Ciebie te panny "lecą" na Twego faceta, nie oznacza wcale że on tak to postrzega. Zauważ, że w wielu przypadkach kobiety i mężczyźni zupełnie inaczej odbierają te same sygnały. To że facet jest miły i doradza wielu kobietom nie oznacza od razu, że jest nimi zainteresowany. Z doświadczenia wiem, że niektóre obawy kobiet ocierają się o paranoje. Czasami wystarczyło, że byłem miły i szarmancki wobec koleżanek mojej partnerki, aby:
                      a) one odbierały to jako przejaw zainteresowania z mojej strony
                      b) ona zaczęła patrzeć na to podejrzliwie.
                      mówię to o zwykłych przejawach grzeczności przy stole w stylu wsunięcie krzesła, podanie płaszcza, wstanie gdy kobieta podchodzi do stolika -czyli "standard". Nagle te działania były błędnie interpretowane.


                      Odpowiedz sobie sama na pytanie, czy ufasz swemu partnerowi, na tyle że nawet gdy inne panny wg Ciebie starają mu się nadskakiwać, to jesteś pewna jego wierności? Bo to że wkurzają Cię inne kobiety w otoczeniu Twego faceta to jedno (im nie musisz ufać - możesz zakładać jak najgorsze intencje z ich strony -wolno Ci). Pytanie tylko jak oceniasz działanie swego faceta? Uważasz, że tylko twoja kontrola i nadzór zapewniają Ci to że jest wierny? Czy może jest wierny z natury, a Twoja fobia tylko psuje tą relację?

                      Pamiętaj, że taka chorobliwa zazdrość to przejaw kompleksów osoby zazdrosnej. Gdy jesteśmy pewni siebie i swoich zalet istotnych dla partnera, to nie obawiamy się każdej osoby w jego otoczeniu. To po Twojej stronie leży problem i sama musisz sobie z nim poradzić. Wg mnie możesz:

                      a) wybrać łatwiejszą drogę -czyli "kontroling" swojego partnera, próby ograniczenia mu kontaktów z przyjaciółkami jawnie lub podstępem itp. Pytanie tylko czy jesteś w stanie kontrolować go 24/7/365? Czy nie pojawi się jakieś nowe zagrożenie?
                      b) porozmawiać z nim szczerze o SWOICH odczuciach. Powiedzieć mu o tym że na razie czujesz się niepewna jego uczuć/planów co do związku i poprosić go o to, żeby unikał spotkań sam na sam. Zaproponuj mu że będziesz uczestniczyła w tych spotkaniach. To powinno rozwiać Twoje wątpliwości.

                      Poza tym nie patrz na to jak zachowuję się te dziewczyny -patrz na to jak zachowuje się Twój facet.


                      • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:44
                        Kutuzow, masz rację ALE przeczytaj dokładniej to, co ona pisze. Tu chyba chodzi o coś więcej niż banalne odsuwanie krzeseł.
                      • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 01.12.11, 15:10

                        kutuzow napisał:

                        > Iwono ---> to, że wg Ciebie te panny "lecą" na Twego faceta, nie oznacza wc
                        > ale że on tak to postrzega. Zauważ, że w wielu przypadkach kobiety i mężczyźni
                        > zupełnie inaczej odbierają te same sygnały. To że facet jest miły i doradza wie
                        > lu kobietom nie oznacza od razu, że jest nimi zainteresowany. Z doświadczenia w
                        > iem, że niektóre obawy kobiet ocierają się o paranoje. Czasami wystarczyło, że
                        > byłem miły i szarmancki wobec koleżanek mojej partnerki, aby:
                        > a) one odbierały to jako przejaw zainteresowania z mojej strony


                        Kutuzow, prawda to, prawda.
                        On moze nawet wcale nie jest nimi zainteresowany. On moze nawet wcale nie dostrzega.
                        Ale raczej nie mam watpliwosci co do tego jak one to odbieraja. A czasem tez odnosze wrazenie, ze on te iluzje zainteresowania podtrzymuje, utrzymuje jakas tam nadzieje (swiadomie lub nie)
                        I moze ich wytrwalosc stad sie bierze wlasnie. Ze moze warto wciaz zabiegac, byc w poblizu, bo jest jakas szansa.
                        Tak jak ktos juz napisal, gdyby jasno i wyraznie widzialy, ze szans na nic nie ma, to nie wisialyby w okolicy.

                        Przypomina mi sie tu pewna korespondencja ktora widzialam. Umawial sie z przyjaciolka na kawe od kilku tygodni, ciagle przekladal, odkladal, nie mogl, a ona ciagle niestrudzenie proponowala nowe terminy.
                        A jak odmawial? No wlasnie to jak odmawial dalo mi duzo do myslenia. "Ze bardzo chcialby ale teraz nie moze bo Iwonka to, Iwonka tamto..". "Ze jasne oczywiscie chce sie spotkac, ale teraz to z Iwonka idziemy tam czy siam".
                        W jakis dziwny sposob wygladalo to troche tak, ze nie jest w stanie odmowic, dosc przesadnie sie tlumaczy i usprawiedliwia i wykreca sie mna jako przeszkoda w spotkaniu...


                        > Pamiętaj, że taka chorobliwa zazdrość to przejaw kompleksów osoby zazdrosnej. Gdy >jesteśmy pewni siebie i swoich zalet istotnych dla partnera, to nie obawiamy się każdej >osoby w jego otoczeniu. To po Twojej stronie leży problem i sama musisz sobie z nim >poradzić.

                        Oczywiscie, mam tego swiadomosci i juz na poczatku podkreslilam ze spory udzial w tym wszystkim mam ja, moje schizy z przeszlosci.
                        Tak, mam kompleksy, jak kazdy normalny czlowiek. I on jakos z tymi kompleksami musi zyc, tak jak ja musze zyc z jego kompleksami. No oczywiscie nikt nie musi, zawsze mozna pojsc swoja droga.
                        Z cala swiadomoscia jednak biore odpowiedzialnosc za swoj "wklad" w sytuacje.

                        Ale chyba znow przeginasz w jedna strone i polaryzujesz sytuacje, by udowodnic swoja teze o mojej chorobliwej zazdrosci.
                        Nie chodzi mi o obawianie sie kazdej osoby plci zenskiej w jego otoczeniu.

                        Chodzi o dwuznaczne relacje jakie utrzymuje z kilkoma konkretnymi kobietami. Chodzi o jego (byc moze) potrzebe adoracji, dreszczyczyku, ktora zaspokaja w tych relacjach.

                        Problem grzebania w telefonie oczywiscie lezy po mojej stronie i to ja musze sie z tym uporac.

                        Aczkolwiek sytuacja gdy jestesmy tak zajebiscie pewni siebie i swoich zalet, ze niczego ani nikogo sie nie obawiamy i posiadamy totalna ufnosc w partnera jest chyba.. hmm.. rzadkoscia jesli nie naiwnoscia. Jak mialam 18 lat to wierzylam w milosc i wiernosc po grob. Teraz patrze troche bardziej realistycznie i wiem, ze nawet najbardziej zajebiste zwiazki nie sa uodpornione na zazdrosc, pokusy itp.

                        > Wg mnie możesz:
                        > a) wybrać łatwiejszą drogę -czyli "kontroling" swojego partnera, próby ograniczenia mu
                        > kontaktów z przyjaciółkami jawnie lub podstępem itp. Pytanie tylko czy jesteś w stanie
                        > kontrolować go 24/7/365? Czy nie pojawi się jakieś nowe zagrożenie?
                        >b) porozmawiać z nim szczerze o SWOICH odczuciach. Powiedzieć mu o tym że na razie
                        > czujesz się niepewna jego uczuć/planów co do związku i poprosić go o to, żeby unikał >spotkań sam na sam. Zaproponuj mu że będziesz uczestniczyła w tych spotkaniach. To >powinno rozwiać Twoje wątpliwości.

                        >Poza tym nie patrz na to jak zachowuję się te dziewczyny -patrz na to jak zachowuje się >Twój facet.

                        Tak wlasnie robie i to tez juz napisalam. Nie interesuje mnie co robia ONE.
                        Interesuje mnie to jak on na to reaguje i to chyba jest zrodlem mojego niepokoju. Bo czasem mam wrazenie ze on jest w tej sytuacji biernie akceptujacy.
                        Czyli nie robi nic, co moznaby mu zarzucic. Ale akceptuje relacje z paniami takie jakie byly gdy byl jeszcze singlem. I oczekuje ze ja musze to tolerowac.

                        • kutuzow Czego od niego oczekujesz? 01.12.11, 15:36
                          iwona_z_radomia napisała:

                          > Nie interesuje mnie co robia ONE.
                          > Interesuje mnie to jak on na to reaguje i to chyba jest zrodlem mojego niepokoj
                          > u. Bo czasem mam wrazenie ze on jest w tej sytuacji biernie akceptujacy.
                          > Czyli nie robi nic, co moznaby mu zarzucic. Ale akceptuje relacje z paniami tak
                          > ie jakie byly gdy byl jeszcze singlem. I oczekuje ze ja musze to tolerowac.


                          Napisz proszę czego od niego oczekujesz. Jakie KONKRETNIE jego działania uspokoiłyby Cię?
                          Co powinien zrobić gdy otrzymuje zaproszenie od swej przyjaciółki na kawę?
                          • iwona_z_radomia Re: Czego od niego oczekujesz? 02.12.11, 01:13
                            kutuzow napisał:

                            > iwona_z_radomia napisała:
                            >
                            >
                            > Napisz proszę czego od niego oczekujesz. Jakie KONKRETNIE jego działania uspoko
                            > iłyby Cię?

                            czego oczekuje?
                            - dostrzezenia i nie zbywania tego, ze jego bliskie i dwuznaczne relacje z innymi kobietami mi przeszkadzaja i sa problemem dla naszego zwiazku. i ze nie jest to oznaka chorobliwej zazdrosci.

                            - dostrzezenia, ze nawet jesli on nie jest nimi zainteresowany, to sygnaly jakie wysyla sa przez te kobiety odczytywane inaczej

                            - wprowadzenia wiekszego dystansu z przyjaciolkami, zakonczenia atmosfery bliskich intymnych spotkan tylko we dwoje, calonocnych "rozmow o zyciu"

                            - zastrzezenia pewnej granicy naszej intymnosci, naszego czasu, naszej prywatnosci, do ktorej przyjaciolki nie maja dostepu (na nasz pierwszy wspolny wyjazd weekendowy chcial wlasnie zabrac taka jedna, ktora aktualnie potrzebowala pocieszenia)

                            - zrozumienia, ze te kobiety maja swoje rodziny, innych przyjaciol i on nie ma obowiazku rzucac wszystkiego i leciec im na pomoc za kazdym razem jak im sie zepsuje pralka albo pokloca sie z chlopakiem.

                            > Co powinien zrobić gdy otrzymuje zaproszenie od swej przyjaciółki na kawę?

                            - zasygnalizowanie, ze ja tez moge sie pojawic, jesli bede miala czas/ochote (zabawne ile spotkan zostalo nagle przelozonych przez pewna pania, bo okazalo sie, ze ja tez bede)
                            - zmniejszenia entuzjazmu ze spotkania jesli zamierza odmowic ("jasne! oczywiscie! tak, koniecznie musimy!")
                            - nie zaslanianie sie mna jako przeszkoda do spotkania
                            - jesli nie ma ochoty na spotkanie (twierdzi ze czesto tez tak jest) to po prostu nie umawianie sie.
                            Zamiast tego slysze: "musze wreszcie pojsc z K. na tego obiecanego drinka, juz od miesiaca mnie sciga"
                            Albo: "eh, juz od kilku tygodni przekladam te kawe z E. a ona koniecznie chciala ze mna porozmawiac, musze sie w koncu z nia umowic"
                            - jesli ma ochote na spotkanie to nieodstawianie calej tej szopki pt. nie chcem ale muszem.

                            Nie wiem czy to dosc konkretnie jak dla mezczyzny, znow sie rozpisalam!
                            • kutuzow Twoje oczekiwania sama sie nie spełnią! 02.12.11, 11:46
                              iwona_z_radomia napisała:

                              czego oczekuje?
                              > - dostrzezenia i nie zbywania tego, ze jego bliskie i dwuznaczne relacje z inny
                              > mi kobietami mi przeszkadzaja i sa problemem dla naszego zwiazku. i ze nie jest
                              > to oznaka chorobliwej zazdrosci.
                              >
                              > - dostrzezenia, ze nawet jesli on nie jest nimi zainteresowany, to sygnaly jaki
                              > e wysyla sa przez te kobiety odczytywane inaczej
                              >

                              Iwona, on sam tego nie dostrzeże -niby jak. Skoro udajesz przed nim że wszystko jest OK -to skąd ma się domyśleć że "ze jego bliskie i dwuznaczne relacje z inny
                              > mi kobietami mi przeszkadzaja". Ty możesz mu to zakomunikować. Samo sie nie zrobi.


                              > - wprowadzenia wiekszego dystansu z przyjaciolkami, zakonczenia atmosfery blisk
                              > ich intymnych spotkan tylko we dwoje, calonocnych "rozmow o zyciu"
                              >

                              Rozsądny postulat -zakomunikuj mu to jak sie czujesz i że chciałabyś zeby ochłodził te znajomości (podpowiem żebyś podkreśliła że chodzi o ochłodzenie a nie ich kategoryczne zerwania).


                              > - zastrzezenia pewnej granicy naszej intymnosci, naszego czasu, naszej prywatno
                              > sci, do ktorej przyjaciolki nie maja dostepu (na nasz pierwszy wspolny wyjazd w
                              > eekendowy chcial wlasnie zabrac taka jedna, ktora aktualnie potrzebowala pocies
                              > zenia)
                              >

                              Jak wyżej. Musisz mu to sama zakomunikować co czujesz gdy proponuje takie pomysły.


                              > - zrozumienia, ze te kobiety maja swoje rodziny, innych przyjaciol i on nie ma
                              > obowiazku rzucac wszystkiego i leciec im na pomoc za kazdym razem jak im sie ze
                              > psuje pralka albo pokloca sie z chlopakiem.
                              >

                              Zawsze wydawało mi się że tym sie własnie różnią przyjaciele od dobrych znajomych, że na tych pierwszych możemy liczyć w potrzebie. Widocznie ja "starej daty jestem" z takimi przekonaniami. Przypomnij sobie przysłowie o przyjaciołach co to ich poznajemy w biedzie.


                              Na resztę dotyczącą formy odmawiania znajomym odpisałem w tym wątku:

                              forum.gazeta.pl/forum/w,15128,131148680,131204598,_mamy_inne_plany_na_ten_weekend_.html
                        • sea.sea Re: brudne sekrety 01.12.11, 18:54
                          A jak jest u niego z odmawianiem komukolwiek innemu czegokolwiek innego? Tobie, matce, kumplowi, szefowi? Też jest taki mało asertywny?
                          • triss_merigold6 Re: brudne sekrety 01.12.11, 18:59
                            To nie jest żaden brak asertywności tylko takie odmawianie, które zostawia nadzieję i niedopowiedzenie.
                            • sea.sea Re: brudne sekrety 01.12.11, 19:14
                              No ale może on ogólnie jest słaby w odmawianiu i jak chce się wywinąć matce czy komukolwiek to też zwala na Iwonkę - to by trochę zmieniało postać rzeczy jednak. IMO :)
                    • kutuzow czy zdradził? 01.12.11, 11:48
                      iwona_z_radomia napisała:

                      > Oczywiscie ze moglabym sie wygodnie ustawic na stanowisku, ze mam prawo go spra
                      > wdzac bo mam do tego powody: te wszystkie panny wokol niego, wiem, ze zdradzal
                      > w poprzednim zwiazku. I zwalic wine za moj dyskomfort na niego. Ale ci, ktorzy
                      > przeczytali ze zrozumieniem zauwaza, ze wcale tego nie robie i nie o tym jest t
                      > en watek.

                      Wyjaśnij proszę ten urywek, bo jak widać kilka osób potraktowało to jako deklarację iż zdradził, bez tego elementu warunkowego "Oczywiscie ze moglabym sie wygodnie ustawic..."

                      Napisz więc coś więcej, czy ta zdrada była, czy tylko jest to forma przykładowej wypowiedzi?
                  • i_dood Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:04
                    Ach, jesteś kobietą. Wisielcze nastroje wśród nawet młodych kobiet to codzienność.
                    • fuzzystone Re: brudne sekrety 01.12.11, 11:17
                      Co mają sztuki walki (lub ogólnie rozumiany trening) do nastrojów wisielczych? Kompleksy u faceta to kompleksy, nieważne czy koleś pracuje na budowie, jest wykładowcą czy ma 3 dan
    • vitek_1 Re: brudne sekrety 01.12.11, 14:06
      > Te kilka z ktorymi jest najblizej to oczywiscie sliczne, zgrabne singielki

      to takie istnieją w ogóle? Ja od lat na żadną śliczną zgrabną singielkę nie natrafiłem :(

      teraz już wiem dlaczego. Te kilka które są w tym kraju, wszystkie spotykają się z twoim partnerem
    • majaa Re: brudne sekrety 01.12.11, 14:23
      Nie jestem wróżką, więc pominę milczeniem kwestię Twojego faceta, czy zdradza czy nie, jak nie, to czy zdradzi, co czuje do Ciebie, a co do przyjaciółek... Skupmy się na Tobie - układ Ci nie pasuje, ale chronisz dobre samopoczucie partnera kosztem siebie i swojej psychiki. Ile jeszcze czasu zamierzasz się tak męczyć, dręczyć i zastanawiać? I w imię czego, na co liczysz? Na trwałość i szczęście? To ślepa uliczka...
      Nie jestem w stanie sobie wyobrazić życia w związku, jaki tu zarysowałaś, nie na takich zasadach. Zupełnie się nie dziwię jego byłej, dla mnie nie była chorobliwie zazdrosna, tylko po prostu wiedziała czego chce i czego oczekuje od związku, nie zamierzała się poświęcać jednostronnie.
    • bellavia Re: brudne sekrety 01.12.11, 15:13
      iwona_z_radomia napisała:
      >przyjaciolka mojego pana potrafi w dlugi weekend zadzwonic do niego o 8 rano z propozycja
      >wpadniecia na sniadanie (jego do niej, mieszkaja w tym samym bloku) mimo iz wie doskonale, >ze weekend to dla nas jedyny czas gdy mozemy i uwielbiamy sobie celebrowac wylegiwanie sie >w lozku, niepospieszny seks. Wie o tym, bo miala to powiedziane przez niego, a mimo to >uwaza, ze moze nam sie w te intymnosc wpieprzac.

      Przecież cały ten układ to jakaś totalna patologia, nie trzeba nawet doczytywać wątku do powyższego fragmentu!!!
      Te kobiety robią to, na co im Twój partner pozwala, widocznie to mu pasuje, on tego potrzebuje itp. A Ty wpadłaś w jakiś rodzaj pułapki, tkwisz w jakiejś paranoi, a nie umiesz tego dostrzec, ten facet wyprał Ci w tym aspekcie mózg!
      Czy Wy macie naprawdę 36 lat i przykre doświadczenia życiowe za sobą?!
      Współczuję Ci i życzę jednego - obudź się!

    • iwona_z_radomia zdrada 01.12.11, 15:49
      wspomnialam o tym i kilka osob sie do tego odnioslo, wiec rozwine.

      nie mam zbyt duzo danych na ten temat poniewaz on BARDZO niechetnie o tym mowi i zbywa temat (sic!)

      Z tego co udalo mi sie wyciagnac i pozbierac ze szczatkow informacji to w trakcie jego poprzedniego zwiazku pojawila sie taka kolezanka, byli soba mocno zauroczeni, zafascynowani. Zaczeli sie spotykac (oczywiscie tylko jako przyjaciele na drinka, na kawke).
      Byla cos wyczaila i zaczela sie awanturowac, panikowac, szpiegowac, zabraniac i wogole zrobila sie afera nie z tej ziemi. On stwierdzil, ze nie da sie tak manipulowac i z kolezanka spotykac sie nie przestanie. No i tak sie rozstali.

      Potem zeznania troche sie placza i nie wiem do konca tak naprawde co i w jakiej kolejnosci sie wydarzylo. Nie wiem dokladnie w ktorym momencie skonsumowanie kolezenstwa nastapilo. On unika jednoznacznej odpowiedzi, co z kolei mojego zaufania nie wzbudza. Twiedzi ze tamtem zwiazek i tak chylil sie juz ku upadkowi, wiec tamta historia nie ma znaczenia i to czy i kiedy seks sie odbyl tez nie.

      Cos co chyba dla mnie jest istotne w tej historii, to ze on, swiadomy obustronnego zauroczenia z nowa kolezanka, znajomosc kontynuje.
      Byla wpada na trop i dostaje nalepke chorobliwej zazdrosnicy. A on oczywiscie jest jak najbardziej w porzadku, bo nikt mu znajomych nie bedzie zabranial.
      Wiec taka to byla historia.

      A ze byla byla zazdrosna nie raz i nie tylko o te jedna kolezanke, to mozliwe ze podobnych historii bylo wiecej.
      • bi_chetny Re: zdrada 01.12.11, 16:50
        Znam to trochę z drugiej strony, mam sporo koleżanek, które nieraz faktycznie wysyłają sygnały, chociaż ja ich nie dostrzegam. Jestem takim typem i moja żona, mimo że miałem kiedyś romans i ma prawo być zazdrosna, nie szpieguje mnie i nie rozlicza. Ja za to staram się nie dawać powodów do zazdrości.
        Mimo to, nie mógłbym ścierpieć sprawdzania mnie, mojej poczty czy telefonu. To jest odbieranie wolności osobistej, i to mnie krępuje.
        Myślę, że powinnaś zastanowić się czy faktycznie chcesz być w takim związku i tolerować jego znajomości, czy nie. Jeśli nie, to lepiej to zakończyć i znaleźć mniej atrakcyjnego i towarzyskiego faceta. Jeśli tak, idź do psychologa i spróbuj to poukładać.
        Najczęściej szpiegowanie i taka zazdrość pcha prędzej czy później w ramiona kochanki, jako samospełniająca się przepowiednia. Danie pewnej wolności, powoduje że takie osoby starają się nie przekraczać pewnych granic.
      • efi-efi Re: zdrada 01.12.11, 17:08
        triss_merigold6 napisała:

        >>Nie wyobrażam sobie takiego układu, bez względu na to czy facet fizycznie by zdradzał czy >>nie. Nie wyobrażam sobie żadnych "przyjaciółek", zwierzeń, intymnych związków >>emocjonalnych faceta z którym żyję z innymi kobietami. Kategoria: po moim trupie.
        >>Nie łudź się, nie ma takiej opcji, żeby trzydziestoparoletnie atrakcyjne samotne kobiety >>przyjaźniły się bezinteresownie z atrakcyjnym, ustawionym mężczyzną bez zobowiązań.

        - Też sobie nie wyobrażam. Dla mnie zasady obowiązujące w związku są proste i czytelne - żonaty/zajęty facet NIE MA przyjaciólek. Poza tym IMO rasowy facet przyjaciółek nie potrzebuje, potrzebuje kumpli lub przyjaciół i z takimi obcuje.

        A teraz do tych, którzy jedynie co doczytali w tym wątku to to, że autorka przeszukuje telefon i kompa partnera . Jakiś czas temu na którymś z forów 'leciał' wątek o tym, że babka odnalazła pamiętnik swojego męża na strychu i dowiedziała się z niego, że ją zdradzał wiele lat wcześniej. Zastanawiała się co ma zrobić. Oczywiście dla większości piszących najważniejsza była kwestia jakim prawem przeczytała cudzy pamiętnik.
        Tu też dla wielu osób etykieta jest ważniejsza od etyki.
        • triss_merigold6 Zgadza się 01.12.11, 17:43
          Zgadza się. Moim zdaniem dorosły, dojrzały mężczyzna w stabilnym, udanym związku, nie potrzebuje przyjaciółek do zaspokajania jakichś emocjonalnych i towarzyskich deficytów.

          Mój chłop ma ze dwóch wieloletnich przyjaciół, ma kolegów z którymi się widuje beze mnie i średnio raz w roku spotyka się z ludźmi z dawnego towarzystwa, kiedy przyjeżdżają do Polski i są to pary. Mamy też od lat wspólnych znajomych, różne konfiguracje łóżkowe były wcześniej grane, teraz prawie wszyscy obrośli w dzieci i widujemy się w parach. Nie sam na sam.
          Wizja "przyjaciółki" dzwoniącej o 8 rano w weekend z zaproszeniem na śniadanie jest, qrwa, kuriozalna. Ja bym zrobiła piekło na ziemi za taki numer, a naprawdę nie czuję się niepewnie. Oczekuję natomiast, że facet, który ze mną żyje, likwiduje swój harem.
          • kag73 Re: Zgadza się 01.12.11, 17:52
            Dokladnie tak to wiedze jak efi i triss.
            Ostatecznie, autorko, to Twoj zwiazek i Ty musisz czy powinnas byc w nim szczesliwa. Jezeli Ci taka opcja nie odpowiada, powinnas to zakomunikowac. Jasne jak ktos jest tolerancyjny i mu nie przeszkadza, spoko, Ty zdaje sie nie jestes.
            Co facet z tym zrobi, to juz inna kwestia. Ewntualnie zakonczycie ten zwiazek. Kto wie, moze z pozytkiem dla Ciebie. Facetow na swiecie na peczki.
            Ja tez nie akceptowalabym, ze moj facet pelni role przyjaciolki jakichs kobiet.

          • kutuzow Re: Zgadza się 01.12.11, 18:00
            triss_merigold6 napisała:

            > Zgadza się. Moim zdaniem dorosły, dojrzały mężczyzna w stabilnym, udanym związk
            > u, nie potrzebuje przyjaciółek do zaspokajania jakichś emocjonalnych i towarzys
            > kich deficytów.

            Triss, znam wielu kolegów których partnerki uważają że "dorosły dojrzały mężczyzna" nie potrzebuje także:
            - spotkań z kolegami (lepiej gdyby ten czas przeznaczył na "związek" lub rodzinę)
            - posiadania własnego hobby
            - własnego zdania (fajnie gdy się pyta o zgodę nawet w przypadku pierdół).

            Żeby nie było jakakolwiek ingerencja i "wyznaczanie" znajomych -kto moze być a z kim należy zerwać kontakt jest dla mnie niedopuszczalna niezależnie czy takie ciągoty ma kobieta czy facet. Z moich obserwacji wynika że znacznie częściej jednak to kobiety próbują "pacyfikować" swych partnerów. Mieliśmy tu zresztą już dyskusję w tej kwestii.

            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,123980899,123980899,Przestrzen_w_zwiazku_dla_Ja_vs_Symbioza_art.html
            • kag73 Re: Zgadza się 01.12.11, 18:07
              Coz tutaj raczej chodzi o wizje zwiazku obojga. On mysli, ze spoko moze ciagnac swoje znajomosci, bo partnerka to akceptuje. Ona tymczasem udaje, ze jej to nie rusza a tak naprawde zaczyna mu nie ufac i go kontrolowac. Nie tedy droga.
              Ja bym konkretnie powiedziala co i jak a co on zrobi to juz jego problem. Zwiazki to czesto kompromisy. Zdarzaja sie zwiazki bardzo dopasowane, gdie kompromisow szukac nie trzeba, bo ludzie maja podobne odczucia, potrzeby i tyle. Czasem lepiej poczekac na swojego czy swoja.
              Rozne rzeczy sa dopuszczalne pod warunkiem, ze oboje to akceptuja i sa z tym szczesliwi.
              • kutuzow Re: Zgadza się 01.12.11, 18:15
                kag73 napisała:

                Ona tymczasem udaje, ze jej to ni
                > e rusza a tak naprawde zaczyna mu nie ufac i go kontrolowac. Nie tedy droga.
                > Ja bym konkretnie powiedziala co i jak a co on zrobi to juz jego problem

                Kag ---> dokładnie tak samo to widzę.
                Może gościu zaakceptuje sytuację, a może dojdzie do wniosku że trafił na kolejną kobietę chcącą mu dyktować z kim się może spotykać a z kim nie. Na pewno nie ma sensu ciągnięcie tego co mają teraz.
            • triss_merigold6 Re: Zgadza się 01.12.11, 18:33
              W zasadzie to wali mnie serdecznie, co uważają inni mężczyźni w tym zakresie i na co się skarżą. To ich problem, taka jest cena za związek. Gdybym uznała, że koledzy, hobby czy "własne zdanie" (cokolwiek to znaczy) partnera robi mi i dzieciom gorzej z jakichś powodów, to nie ukrywałabym dobitnej dezaprobaty.
              Na marginesie: zależy co rozumiemy pod tymi pojęciami. Godzinę u kumpla raz w tygodniu akceptuję lekkim twistem, dwóch wieczorów w tygodniu przeciągających się do później nocy nie akceptowałbym absolutnie. Hobby - luz, byle bez naruszania domowego budżetu i żeby i co czasu j.w. Własne zdanie? Proszszsz, byleby nie były to pomysły z gatunku "sprzedać mieszkanie, kupić chatkę w Bieszczadach i pasać owce" czy "pragnę na 2 miesiące jechać na Syberię polować na wilki".
              Mnóstwo rzeczy Kutuzow, jest dla Ciebie w związku niedopuszczalne, a jednak jakoś ludzie z własnej woli dokonują samoograniczeń. Ja swój harem dobiegaczy-mających-nadzieję-i-fucking friendów zlikwidowałam, bo znam granice tolerancji mojego partnera. On moje też.
        • kutuzow gdzie jest granica? 01.12.11, 17:47
          efi-efi napisała:

          Jakiś czas temu na którymś z forów 'leciał'
          > wątek o tym, że babka odnalazła pamiętnik swojego męża na strychu i dowiedziała
          > się z niego, że ją zdradzał wiele lat wcześniej. Zastanawiała się co ma zrobić
          > . Oczywiście dla większości piszących najważniejsza była kwestia jakim prawem p
          > rzeczytała cudzy pamiętnik.
          > Tu też dla wielu osób etykieta jest ważniejsza od etyki.

          efi-efi --> jak oceniłabyś przytoczoną opowieść gdyby w pamiętniku były tylko zapewnienia miłości wobec żony. Czy sytuacja taka jest inna pod katem etyki/naruszenia prywatności?
          Nasza autorka przeczytała wiadomości z komórki i nic nie znalazła -czy gdyby coś znalazła to by neutralizowało jej występek? Tak to odbierasz?

          Jak daleko zatem wg Ciebie można się posunąć? Swego czasu w Newsweeku lub Wprost był art o tym jak obecnie Polacy szpiegują swoich partnerów/partnerki. Czy wg Ciebie podsłuch jest OK, skoro jak widzę przyzwalasz (co najmniej jeśli nie popierasz) grzebanie w komórce, to tak na prawdę tutaj jest to samo -tylko zamiast słowa pisanego jest słowo mówione.
          Idźmy dalej. Czy nadajnik GPS pod samochodem jest OK? Przecież jeśli nie ma nic do ukrycia, to monitorowana osoba nie powinna się wkurzać?

          Idźmy jeszcze dalej - może opisywany w art. proszek, który sypie się na bieliznę partnerki wracającej z delegacji.podróży i ten zmienia ew kolor w zetknięciu z pozostałościami plemników w wydzielinie partnerki. Tutaj nawet nie ma tajemnicy korespondencji która jest w przypadku listów i e-maili. Więc chyba nie masz nic przeciw?


          • triss_merigold6 Re: gdzie jest granica? 01.12.11, 18:41
            To już zbliża się do zespołu Otella.
            A wystarczyłoby, żeby pan jednym płynnym ruchem odsunął swoje wielbicielki i przyjaciółki na bezpieczny dystans, taki, który nie powoduje niepokoju u pani. To jest proste, wykonalne i da się zrobić uprzejmie acz stanowczo.
            Wiesz, Kutuzow, w pracy mam dziesiątki mężczyzn, w tym bardzo fizycznie atrakcyjnych, część jest też atrakcyjna ze względu na swoją pozycję społeczną. I mój chłop nie jest zazdrosny, bo nigdy nie przekroczyłam bariery koleżeństwa niewychodzącego poza pracę czy czysto zawodowej uprzejmości. Mogłabym lekkim twistem, ale po co.
            • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 01.12.11, 22:58
              > To jest proste, wykonalne i da się zrobić uprzejmie acz stanowczo.

              No tak, da się - pytanie tylko czemu ma odsuwać swoje znajome na tym etapie? Ponieważ, że jego partnerkę przeraża to w cichości serca? bo zaczęła mu przeglądać komórkę? Myślałem, że wątek dotyczy dorosłych ludzi, a tacy komunikują sobie potrzeby; dalej idąc jeśli komunikacja trafia na ścianę, rozwiązują problemy tak czy inaczej i dopóki jedno nie występuje otwarcie lub skrycie przeciw drugiemu, rozwiązują te spory uczciwie.

              Sugerowałem, żeby autorka skonfrontowała z partnerem swoje obawy, lub ewentualnie jeśli czuje, że nie powinna, bo są one objawem paranoi zawalczyła z nimi. Jej to oczywiście nie pasuje, bo mogłaby usłyszeć, że jemu bardziej spasuje wtedy zmiana partnerki niż zwyczajów. A ona nie chce ryzykować, bo przecież:

              > Moj partner to mezczyzna atrakcyjny, z dobra praca, nie alkoholik,
              > nie narkoman, nie obciazany alimentami na dzieci, problemami
              > seksualnymi, emocjonalnymi. Mozna powiedziec normalny facet,
              > smakowity kasek i doskonaly material na partnera do powaznego zwiazku.

              Więc bawi się w szpiega i żali na forum. Autorka zamiast skonfrontować swoje potrzeby z potrzebami partnera i wspólnie ustalić na jakie są gotowi ustępstwa lub nie, woli dawać pożywkę na forum swoim lękom, partnera po cichu okradać z prywatności i czytać wizje forumowiczów na temat tego co kryje się za jego prywatnymi znajomościami.
              • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 08:39
                bigbadpig napisał:
                > > To jest proste, wykonalne i da się zrobić uprzejmie acz stanowczo.
                > No tak, da się - pytanie tylko czemu ma odsuwać swoje znajome na tym etapie?

                Na TYM etapie? Uważasz, że porzucenie singielskiego życia po dwóch latach związku za coś dziwnego?? Na którym 'etapie' zostaje się w związku we dwoje?

                Ja jestem bardzo ciekawa, czy tak broniący tutaj jak niepodległości partnera autorki panowie (ach ta solidarność jaj!) tolerowali by takie same zachowania u swojej partnerki? Utrzymywanie haremiku przystojnych, samotnych kolegów, dwuznaczne flirty, intymne zwierzenia, spotkania sam na sam, bycie na każde ich wezwanie itp. Nieustanne życie w wielokącie?

                > Sugerowałem, żeby autorka skonfrontowała z partnerem swoje obawy, lub ewentualn
                > ie jeśli czuje, że nie powinna, bo są one objawem paranoi zawalczyła z nimi.

                Taaaa... czy Wam się śpiewka nie zmienia? Absolutnie każda kobieta mająca podejrzenia co do faceta cierpi na paranoję. Poprzednia (zdradzana) partnerka tego pana również była o to oskarżana. I co?
                • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 11:09
                  Nie zrozumiałaś mojego sformułowania o etapie, być może niejednoznacznie się wyraziłem - nie mam na myśli etapu związku ale etap konfliktu oczekiwań partnerów. A ten etap jak na razie to: "boję się o tym mówić, ale trzymam rękę na pulsie szpiegując prywatną korespondencję"

                  To jest etap na którym nie widzę potrzeby reagować, a to z dwóch powodów, przy założeniu, że gość wszedł do związku już z takim a nie innym zwyczajem
                  - nie czyta w myślach partnerki której z czasem to coraz bardziej przeszkadza, choć boi się powiedzieć
                  - nie wie zapewne, że jest inwigilowany

                  Naprodukowane tu jest pełno określeń typu dwuznaczne kontakty, erotyczne sygnały. Dwuznaczność czegokolwiek to tylko opinia, erotycznych sygnałów nie wychwyciłem z opisu autorki. Jedyne co wiadomo na pewno to, że ona zamiast z nim porozmawiać woli go szpiegować. Choć powtarzam sugestię o rozmowie jak mantrę, jest to całkowicie pomijane przez autorkę i wspierające ją osoby. Chyba w każdym tu swoim poście powtarzam autorce , żeby zamiast skupiać się nad roztrząsaniem na forum wszelkich możliwych wariantów i ocen jego zachowania, wzięła jak dorosły człowiek sprawy w swoje ręce i zaczęła od rzeczowej komunikacji; na co ona również z konsekwencją godną Katona Starszego; odnosi się do rozgrzeszania bądź nie dla jej szpiegowania, do kwestii jego dalszych poczynań i ani słowa na temat esencja wypowiedzi sugerujących - wyraź słowami to co masz w głowie, zaryzykujesz ale życie na tym polega. Jest znamienne jak autorka i wielu forumowiczów pomija zupełnie temat poszukiwania pokojowego rozwiązania, woląc skupić się na roztrząsaniu tematów zastępczych typu: jakie zachowania są właściwe dla danego etapu związku choć to przecież dyskusja jałowa bo wszystko zależy od związku.

                  Domyślam się, że dla forumowiczów propozycja jakiejkolwiek praktycznej próby rozwiązania nie jest tak ciekawa jak światopoglądowa dyskusja i konfrontacja ocen. Nie domyślam się co powoduje autorką, która zamiast budować swoją opinię z pomocą forum powinna konstruktywnie zadziałać.
                  • zyg_zyg_zyg Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 11:21
                    choćbym trzy dni siedziała przed kompem, lepiej bym tego nie ujęła
                  • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 11:28
                    bigbadpig napisał:
                    > Naprodukowane tu jest pełno określeń typu dwuznaczne kontakty, erotyczne sygnały.
                    > Dwuznaczność czegokolwiek to tylko opinia, erotycznych sygnałów nie
                    > wychwyciłem z opisu autorki.

                    Cudowna jest ta solidarność jaj :) Cokolwiek facet nie zrobi - będzie OK. Flirtuje? OK. Kłamie? OK. Zdradzał? OK. No przecież nic się z opisu autorki wątku 'wyczytać' nie da. Facet - facetowi usprawiedliwi absolutnie wszytko :)

                    Oczywiście nie odniosłeś się do pytania o tolerancję tego typu zachowań swojej partnerki. Czy też wszystkie sygnały byś bagatelizował i żył spokojnie w wielokącie? A może też byś niczego nie dostrzegał?
                    • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:01
                      Napisałem, że JA nie wyczytałem o sygnałach erotycznych bo JA nie wyczytałem o sygnałach erotycznych. Jeśli się nie zgadzasz odnieś się do konkretu, nie pisz jak zachwyca Cię solidarność jaj bo niczego nie wnosisz do dyskusji w ten sposób (przynajmniej nic rzeczowego)

                      Napisałem, że dwuznaczność wszelkich sytuacji to tylko opinia, jeśli się nie zgadzasz napisz jakiś konkret który każe mi to stwierdzenie jeszcze raz przemyśleć.

                      "Cokolwiek zrobi facet będzie ok"? Ja to napisałem? Mogę prosić cytat, czy dyskutujesz sama ze sobą?

                      Nie wiem dlaczego interesuje Cię tak akurat moja opinia na temat takiej sytuacji. Nie przetransponuję jej na swój związek, bo po pierwsze nie znam faktów, więc z konieczności dosztukowywałbym fantazjami. Po drugie jak się w niej znajdę to wtedy będę wiedział. Po trzecie - o czym pisałem powyżej - nie interesują mnie oceny.

                      Wiem jedno, walę żonie prosto z mostu i jak na razie to działa. Jak mi się jej kolega z pracy nie spodobał (za co ostatecznie ją przeprosiłem po jej wyjaśnieniach) to... no właśnie - pogadaliśmy o tym. Moje rojenia zaczęły się od półgodzinnych regularnych rozmów na gg, do którego archiwum o zgrozo w swojej naiwności nie zajrzałem. Na które nie mam zwyczaju nawet spojrzeć przez ramię. DO tego stopnia, że problem dostrzegałem dopiero słysząc od żony po raz n-ty "Piotrek mi pisze właśnie (tu wstaw coś zajebiście błyskotliwego i dowcipnego)"

                      Tak więc trudno wyobrazić mi sobie sytuację, gdzie przyglądam się z boku, zgrzytam zębami, szpieguję, żalę się na forum itd. Wybacz.

                      Interesuje mnie:
                      - materialne naruszenie zasad ochrony prywatności która jest zasadą prawną i wewnątrz związku z konieczności musi być naruszana wg. przyjętych reguł a nie na dziko
                      - interesuje mnie dlaczego autorka ignoruje (bo dlaczego forumowicze - domyślam się) jakiekolwiek sugestie typu "wyraź to o co Ci chodzi do partnera zamiast forumowiczów"
                      • sisi_kecz Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:19
                        Wiem jedno, walę żonie prosto z mostu i jak na razie to działa. Jak mi się jej
                        > kolega z pracy nie spodobał (za co ostatecznie ją przeprosiłem po jej wyjaśnien
                        > iach) to... no właśnie - pogadaliśmy o tym. Moje rojenia zaczęły się od półgodz
                        > innych regularnych rozmów na gg, '

                        No dobra
                        , i teraz skończyły sie twoje rojenia?
                        • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:45
                          Te tak, inne może nie. Z definicji: nie mnie oceniać moje bieżące rojenia. Podałem przykład mniejszy kalibrem, z podobnej kategorii. Żona nie zmieniła swoich przyzwyczajeń, ja przyjąłem do wiadomości, że nadmiarowo doszukuję się drugiego dna. wystarczyło kilka szlugów, balkon i jedna rozmowa. Wycofałem oskarżenia. No ale ja nie byłem ustawiony od początku związku :P

                          Co zagadnienie moich dalszych rojeń, wnosi do dyskusji o (nomen omen) braku dyskusji?
                          • sisi_kecz Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:48
                            Co wnosi?

                            Mianowicie to, moim daniem,ze w związku gdzie strony sobie ufają,
                            rojeń nie ma, bo zostają natychmiast zakwalifikowane do śmiecia, który sie wykluł, gdy rozum spał.

                            I eliminowane, gdy sie obudził.

                            pozdro!
                            • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:59
                              No to wg. Twoich słów wychodzi na to, że ja nie jestem w związku gdzie strony sobie ufają, ale nadal nie rozumiem co to ma wspólnego z wątkiem w którym właśnie piszemy
                              • sisi_kecz Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:05
                                Nie.
                                Jak już to jedna strona nie ufa ;)

                                A poważnie, to jesteś w związku z zaufaniem i zabijasz rojenia,
                                ale nie za pomocą odwołania się wewnętrznie do zaufania jakie masz do partnerki,
                                tylko tak, że wypalasz szluga i idziesz wylać małżonce, to co masz na wątrobie w związku z jej zachwycaniem sie kolegą.

                                Co to ma do wątku?
                                A jaki był cel, że przytoczyłeś tu anegdotkę ze swojego małżycia ?

                                pozdro!
                                • sisi_kecz Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:07
                                  Cholera,
                                  ale to na logikę wyłazi jednak,
                                  że nie masz do niej zaufania...

                                  czy sie mylę?

                                  ;)
                                  • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:32
                                    Być może nie dość, być może powinienem zaufać więcej, albo może odbycie rozmowy na temat relacji z kimś i zakończenie jej fajką pokoju dowodzi czegoś innego. czy naprawdę musimy roztrząsać mój związek tutaj? Wiem, że nie muszę, ale chcę zadość uczynić Twojemu zainteresowaniu, tylko może załóż wątek pt. "czy mr pig ufa swojej żonie wystarczająco?"

                                    kilka koncepcji mi przychodzi do głowy, dlaczego tak drążysz: być może, jeśli ustalimy, że nie ufam wystarczająco to mam się tu w tym wątku nie odzywać, ewentualnie nie sugerować przeprowadzenia wyłuszczenia swoich uczuć przez autorkę, czy wreszcie może nie powinienem się spinać z mujer z tego tytułu?
                                    Trafiłem?
                                    • sisi_kecz Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:42
                                      hmmm, w mojej gonitwie mysli, trudno mi sie określić co mnie wiedzie do zajmowania sie twoją historyjką,
                                      naprawdę, mam trudność z koncentraję, wrrrr, wszystko jest lunymi skojarzeniami i dano już popdziło setki kilometów na zachód...

                                      po pierwsze filozofia mojego mena, vide twoja
                                      potem twoja scenka z podejrzliwością vide doradztwo Autorce
                                      potem to ze miałam wczoraj podobną scenkę na chacie, w sensie że gadałam z kimś i mąz odstawiał kabarety żeby mnie od tego odciagnąć
                                      potem zagadnienie, ze pytanie o kolegę jest bezsensem jesli sie ufa i sensem jeśli sie zachowujemy jak ludzie, nie jak anioły,
                                      wiec znowu filozofia mojego mena i pytanie sie moje siebie, czy żyje z aniołem?
                                      potem konkluzja, ze ty jestes taki rozsadny, modelowy, a prosze, tez słabość i ukłucie, więc może jego to też ukłuło tylko inaczej manifestował?

                                      itd itd

                                      W każdym razie mnie ten fragment twojej wypowiedzi wzniecił emocjonalnie do własnych obmyśleń,
                                      nic osobistego do ciebie.

                                      duze pozdro!
                      • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:20
                        bigbadpig napisał:
                        > Nie wiem dlaczego interesuje Cię tak akurat moja opinia na temat takiej sytuacji.

                        Nie interesuje mnie ocena tylko właśnie jej brak. Jak facet ocenia zachowanie faceta to wszystko jest nagle taaaaakie niejednoznaczne. Nic nagle nie da się określić, wszystko da się 'inaczej' wytłumaczyć. Wszystko potencjalnie niekorzystne dla faceta jest 'doszukiwaniem się fantazji'.

                        > - interesuje mnie dlaczego autorka ignoruje (bo dlaczego forumowicze - domyślam
                        > się) jakiekolwiek sugestie typu "wyraź to o co Ci chodzi do partnera zamiast
                        > forumowiczów"

                        To akurat Twoja fantazja bo autorka wyraźnie określiła, że chce znaleźć sposób na rozmowę co powtórnie TOBIE KONKRETNIE zacytowała. Ale lepiej dalej trzymać się swojej 'oponi' zamiast faktów, kiedy niewygodne :D

                        Nie załapałeś, że problem z tą rozmową jest taki, że partner autorki na początku związku postawił kwestię swoich 'przyjaźni' poza obszarem dyskusji. Bo 'chorobliwa zazdrość' rozwaliła jego poprzedni związek. Tak twierdzi.

                        Ty natomiast zachęcasz autorkę wątku nie do szczerej rozmowy tylko do rozmowy z pozycji kajania się. Bo przecież to ona jest ta zła - to ona złamała jego prywatność. Bezpodstawnie (bo cokolwiek facet robi podstaw obaw nie ma przecież). To nie ma być rozmowa - to ma być wyznanie win autorki, przyznanie się do paranoi i najlepiej samoodesłanie do psychiatry.

                        Jednocześnie zarzucasz innym forumowiczom, że zamiast zachęcać do rozmowy pogłębiają udręczanie się Iwony. Otóż nie - inni forumowicze po prostu dostrzegają, że zachowanie jej partnera NIE JEST OK, więc rozmowa nie powinna być prowadzona z pozycji klęczek ale jasnego ustalenia zasad funkcjonowania tego związku. To nie jest rozmowa paranoiczka kontra aniołek tylko zaniepokojona kobieta kontra nieprzejrzyście zachowujący się facet.
                        • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:33
                          Nie interesuje Cię moja opinia tyko jej brak, czyli gdybym ją z siebie wyprodukował to by CIe nie interesowała, więc w czym CI przeszkadza brak? Napisałem dlaczego jej brak.

                          Ja napisałem w którymś momencie
                          ? Wszystko jest niejednnoznaczne. Nic nagle nie da się ok
                          > reślić, wszystko da się 'inaczej' wytłumaczyć. Wszystko potencjalnie niekorzyst
                          > ne dla faceta jest 'doszukiwaniem się fantazji'.

                          Możesz mi przypomnieć gdzie pisałem o wszystkim? Pewnie nie możesz prośby o odniesienie się do mich konkretnych słów a nie twoich reinterpretacji jak na razie bez odzewu pozostają :P

                          Napisałem gdzieś, że ma "to ma być wyznanie win autorki, przyznanie się do parano
                          i i najlepiej samoodesłanie do psychiatry."? Możesz mi przypomnieć gdzie?
                          • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:47
                            bigbadpig napisał:
                            > Możesz mi przypomnieć gdzie pisałem o wszystkim? Pewnie nie możesz prośby o odn
                            > iesienie się do mich konkretnych słów a nie twoich reinterpretacji jak na razie
                            > bez odzewu pozostają :P

                            Oczywiście. Opisując sytuację każdą wypowiedź rozpoczynasz słowami 'ja tu nie widzę dwuznaczności', 'ja nie wyczytałem o sygnałach', 'dwuznaczność to tylko opinia'. Nie napisałeś ani jednego jednoznacznego określenia postępowania partnera autorki. Ją jednak oceniasz bardzo dosadnie i konkretnie. Jej postępowanie jest dla Ciebie jednoznacznie złe. Kategorycznie piszesz o niej 'jesteś jedyną osobą w tym związku co do której da się stwierdzić, że łamie regułę szczerości i zaufania.'. Co do jej postępowania nie masz żadnych wątpliwości - jego zachowanie jakoś nie da się w Twoich słowach ocenić, bo nic nie wiadomo.

                            > Napisałem gdzieś, że ma "to ma być wyznanie win autorki, przyznanie się do para
                            > paranoi i najlepiej samoodesłanie do psychiatry."? Możesz mi przypomnieć gdzie?

                            Sposób na 'rozmowę' który proponujesz poprzedzony jednoznacznym zrównaniem jej z ziemią przy jednoczesnym określeniu, że on nic złego nie robi właśnie tak wygląda. Ty piszesz, że jedyną winną jest ona - to ona robi źle on nie. Ona 'pielęgnuje strach' itp. 'Sugerowałem, żeby autorka skonfrontowała z partnerem swoje obawy, lub ewentualnie jeśli czuje, że nie powinna, bo są one objawem paranoi zawalczyła z nimi'.

                            Ona nie ma paranoi - ona po prostu nie jest ślepa.
                            • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:26
                              Napisałaś "Nic nagle nie da się określić, wszystko da się 'inaczej' wytłumaczyć. Wszystko potencjalnie niekorzystne dla faceta jest 'doszukiwaniem się fantazji'."
                              Ponieważ adresujesz te słowa w odpowiedzi do mojego posta prosiłem Cie o przypomnienie mi gdzie pisałem o 'wszystkim'
                              Ty odpowiadasz 'oczywiście' i... nie podajesz gdzie napisałem o wszystkim.

                              Ja widzę złamanie reguł poszanowania prywatności przez autorkę i to jest moim zdaniem fakt, ona to przyznaje, nikt nie kwestionuje, że jest to zasada która powinna być stosowana w relacjach szczególnie z bliskimi, co więcej autorka pisała określenia w stylu 'brzydzę się tym, itp."

                              Z drugiej strony widzę też zgłaszanie przez autorkę złamanie reguł dot. dozwolonych relacji jej partnera ze znajomymi. I to dla mnie jest tylko jej opinią, co do której się nie zgadzam, ponieważ takiej reguły ona nie mogła/nie chciała nigdy wyartykułować z siebie, a w przeciwieństwie do poprzedniej takie relacje poza związkiem nie są określane ani prawnie, anie nawet jak widać nie ma co do nich zgodności tutaj.


                              No więc jej zachowanie jest jednoznaczne, i sama o tym pisała, chyba, że gdzieś się wycofała później i przeoczyłem (?) Skoro autorka mówi,"tak nie wolno, taki popełniam bład, brzydzę się tym" no to chyba nie msimy wbrew niej dyskutować i bronić tego zachowania.

                              CO do jej partnera wiadomo, że się spotyka. Moja żona spotyka się w miarę regularnie z trzema kolegami z pracy (w tym wspominany już wcześniej) Na pewno rzadziej niż partner autorki - no ale czy w takim razie tes potkania są dwuznaczne mniej? Jeden z nich dzwoni do niej jak ma ochotę pogadać, spotyka się z nią pogadać jak ma kłopot z dziewczyną. Czy to jest dwuznaczne? Tylko proporcjonalnie mniej? Gdzie jest granica? tam gdzie ją wyznaczymy. Ja z żoną, a nie badawcze jedynej prawdy na forach internetowych. Jaką granicę ustaliła autorka? Żadnej prawda?

                              Pytałem czy napisałem gdzieś, że ma "to ma być wyznanie win autorki, przyznanie się do rzyznanie się do paranoi i najlepiej samoodesłanie do psychiatry." jak mi sugerujesz, a Ty, że obarczam ją winą i równam z ziemią. To Twoje zdanie czy to było równanie z ziemią, dla mnie to określenie zbyt abstrakcyjne aby dyskutować jego zgodność z prawdą :P Ale co z tym psychiatrą? Co z przyznaniem się w rozmowie do paranoi? Jakie winy ma moim zdaniem wyznać? Nie będę prosił o cytat po raz kolejny, rozumiem, że mimo, że nic takiego nie napisałem tak czujesz :P Naprawdę Mujer, dyskutujesz z jakimś wyimaginowanym rozmówcą.
                              • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:46
                                bigbadpig napisał:
                                > Z drugiej strony widzę też zgłaszanie przez autorkę złamanie reguł dot. dozwolo
                                > nych relacji jej partnera ze znajomymi. I to dla mnie jest tylko jej opinią, co
                                > do której się nie zgadzam, ponieważ takiej reguły ona nie mogła/nie chciała ni
                                > gdy wyartykułować z siebie, a w przeciwieństwie do poprzedniej takie relacje po
                                > za związkiem nie są określane ani prawnie, anie nawet jak widać nie ma co do ni
                                > ch zgodności tutaj.

                                Ano widzisz i o to mniej więcej chodzi. 'Jasno' widzisz tylko postępowanie autorki. Postępowanie partnera to już tylko 'opinia, z którą się nie zgadzasz'.

                                Co ciekawe - kolejny kwiatek - kiedy trzeba w związku 'wyartykułować' albo określić 'prawnie', że są w nim DWIE osoby a nie harem? Bo mnie się zawsze wydawało, że jak się człowiek na związek decyduje to automatycznie rezygnuje z intymnych relacji z innymi osobami o ile nie umówi się inaczej. Ale jak widać niektórzy uważają, że to trzeba ustalić taką 'regułę'. Dżisaaaas!
                                • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 15:13
                                  a partner autorki utrzymuje z tymi koleżankami 'intymne relacje'? sorry nie doczytałem
                                  • sea.sea Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 15:33
                                    Pół forum definiuje tego typu relacje damsko-męskie jako intymne, włącznie z autorką - choćby we wczorajszym poście pisanym o 12:30.
                                  • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 15:46
                                    bigbadpig napisał:
                                    > a partner autorki utrzymuje z tymi koleżankami 'intymne relacje'? sorry nie doc
                                    > zytałem

                                    Nie zauważyłeś, nie doczytałeś, nie zrozumiałeś. Jedyne co udało Ci się zobaczyć to działania Iwony godzące w prywatność jej partnera. Reszty się nie dało.
                                    • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 16:06
                                      Pk, nie będę dalej brnął, tym bardziej, że mujer błyskotliwie podsumowała moje sążniste wypociny w jednym zdaniu. Powinnaś pisać streszczenia lektur dla gimnazjalistów :P
                                  • kag73 Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 18:07
                                    bigbadpig napisał:

                                    > a partner autorki utrzymuje z tymi koleżankami 'intymne relacje'? sorry nie doc
                                    > zytałem.

                                    Przepraszam, ze sie wtrace, ale dla mnie przegadanie calej nocy z kolezanka jest dosc "intymna relacja". To zalezy jak kto interpretuje "intymnosc".



                                    • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 04.12.11, 01:19
                                      I tu masz rację, przyznam, że w pierwszym odruchu takie rozumienie intymności nie przyszło mi do głowy; przyznaję to pod Twoim postem, choć wciągnięty byłem głównie w dyskusję z mujer. Jednak ta jak się okazuje, za podsumowanie moich wypowiedzi ma 'Nie zauważyłeś, nie doczytałeś, nie zrozumiałeś.' na co nie mam merytorycznej odpowiedzi osadzonej w jakichkolwiek argumentach, więc przyznaję, ok można tak nazwać te relacje, nie ciągnę już dyskusji którą na tym słowie się wyłożyła, bo jestem znudzony jej bezproduktywną formułą

                                      To tak gwoli wytłumaczenia, żeby nie było, że się obraziłem Mujer :P
                        • zyg_zyg_zyg Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:42
                          > Ty natomiast zachęcasz autorkę wątku nie do szczerej rozmowy tylko do rozmowy z
                          > pozycji kajania się. Bo przecież to ona jest ta zła - to ona złamała jego pryw
                          > atność.

                          A mnie się zdaje, że Biga nie interesuje wcale to, co interesuje Ciebie - mianowicie kwesta "kto jest winny?". Podstawą podjętej rozmowy ma być problem w związku, a nie rozstrząsanie, przez kogo powstał.

                          Iwona chyba też nie bardzo skupia się na owym problemie i sposobie jego rozwiązania, tylko na tym, kto ma więcej za uszami i dlaczego ona wcale nie tak dużo. No chyba, że wpisuje sobie do kajecika konkretne propozycje, które padły (między innymi ze strony Kutuzowa, choc nie tylko) by rozważać je w ciszy i skupieniu. Natomiast nie odnosi się do nich w postach.
                          • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:53
                            zyg_zyg_zyg napisała:
                            > A mnie się zdaje, że Biga nie interesuje wcale to, co interesuje Ciebie - miano
                            > wicie kwesta "kto jest winny?". Podstawą podjętej rozmowy ma być problem w zwią
                            > zku, a nie rozstrząsanie, przez kogo powstał.

                            Ale to nie jest kwestia 'winy' tylko równowagi. Problemem Iwony jest jak przeprowadzić rozmowę, żeby nie zostać zepchniętym a automatu do pozycji paranoicznej zazdrośnicy. A pierwszym do tego krokiem jest ustalenie czy to co się czuje jest wytłumaczalne obiektywnie czy nie.

                            Ja po pierwszym poście skłonna byłam przychylić się do paranoi ale po podaniu konkretnych przykładów już tak nie uważam. IMO obawy Iwony mają racjonalne podstawy.
                            • zyg_zyg_zyg Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:10
                              mujer_bonita napisała:

                              > Problemem Iwony jest jak przepr
                              > owadzić rozmowę, żeby nie zostać zepchniętym a automatu do pozycji paranoicznej
                              > zazdrośnicy. A pierwszym do tego krokiem jest ustalenie czy to co się czuje je
                              > st wytłumaczalne obiektywnie czy nie.

                              No to ja zupełnie inaczej to widzę. Mogę powiedzieć mężczyźnie o swoich odczuciach, zupełnie nie zajmując się kwestią ich racjonalności, czy nieracjonalności. Ich wytłumaczalność lub stwierdzenie, że z rzeczywistością nie mają nic wspólnego, może być jedym z efektów takiej rozmowy.

                              Myślisz, że Iwona osiągnie równowagę i będzie czuła się mocniejsza podejmując temat przyjaciółek, jeśli forumowicze przekonają ją, że on nie postępuje fair? Tu upatrujesz źródeł mocy, równowagi i siły przebicia? Bo ja zupełnie gdzie indziej.
                              • mujer_bonita Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 13:49
                                zyg_zyg_zyg napisała:
                                > Myślisz, że Iwona osiągnie równowagę i będzie czuła się mocniejsza podejmując t
                                > emat przyjaciółek, jeśli forumowicze przekonają ją, że on nie postępuje fair? T
                                > u upatrujesz źródeł mocy, równowagi i siły przebicia?

                                Owszem. Wydaje mi się, że wsparcie w przekonaniu, że się nie ma paranoi lub potwierdzenie, że się ją ma jest bardzo pomocne.
                                • zyg_zyg_zyg Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 15:59
                                  Moim zdaniem zamiast szukania potwierdzenia, że "on jest nie w porządku" (nawet jeśli jest), więcej korzyści przyniosłoby Iwonie przekuwanie " ja jestem nie w porządku" na "jestem w porządku" - w porządku ze wszystkimi swoimi obawami, obiekcjami, sprzeciwem.

                                  Ale grzebanie w telefonie, uśmiech fałszywej akceptacji, hodowanie lęku przed postawieniem pod jedną ścianą z byłą prowadzą w zupełnie przeciwnym kierunku.
                                  • eudajmonika Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 16:21
                                    Moim zdaniem zamiast szukania potwierdzenia, że "on jest nie w porządku" (nawet jeśli jest), więcej korzyści przyniosłoby Iwonie przekuwanie " ja jestem nie w porządku" na "jestem w porządku" - w porządku ze wszystkimi swoimi obawami, obiekcjami, sprzeciwem.

                                    Ale grzebanie w telefonie, uśmiech fałszywej akceptacji, hodowanie lęku przed postawieniem pod jedną ścianą z byłą prowadzą w zupełnie przeciwnym kierunku.
                                    ---
                                    Iwona, to jest chyba to, czego potrzebowałaś. Od tego zacznij!
                                    W ten sposób przerwiesz Waszą grę i dasz sobie (i jemu też, jeśli tylko będzie chciał) szansę na zbudowanie uczciwej relacji.
                                    Piszesz, że pierwszy krok niełatwy, ano niełatwy.
                                    Ale to nieprawda, że jeśli w związku coś się raz ustaliło, to będzie to obowiązywać do grobowej deski. Nieprawda. W związku jest tyle zmian, że na przetrwanie mają szansę tylko takie pary które umieją się znaleźć w tej zmienności. Tak bym zaczęła rozmowę - kochanie, próbowałam, ale przeliczyłam się. Czuję się tak i tak. Uważam, że CZAS NA ZMIANĘ. Co o tym sądzisz?
                                    Poprosiłabym, aby przemyślał sprawę dzień, dwa. I wróciłabym do rozmowy.
                                    • triss_merigold6 Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 16:50
                                      Cały czas jednak nie podoba mi się pomysł obchodzenia się z panem jak ze śmierdzącym jajem - delikatnie, subtelnie, broń-boże-roszczeniowo, negocjacyjnie i w ogóle bułkę przez bibułkę.
                                      Nie tyle Iwona "nie dała rady", co facet postawił ją od początku w bardzo niekomfortowej sytuacji. O ile na początku mógł się asekurować (bo nie wiadomo czy związek się rozwinie), o tyle, po 2 latach taki układ jest nie do zaakceptowania.
                                      • sea.sea Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 17:07
                                        Tyle, że jak Iwona mu nagle zrobi dżihad to przypuszczalnie skończy się rozstaniem. Negocjacyjnie natomiast jest w stanie coś ugrać. Owszem, pan powinien wiedzieć sam z siebie, że będąc w związku tak się nie bawimy - ale najwyraźniej nie wie i sam z siebie się nie poczuwa. Zakładając, że Iwonie zależy na tym osobniku, rozstawać się nie chce i poza tym zasadniczo jest on wg niej bez większych wad - pożądany efekt prędzej osiągnie "wychowując" go sobie - niż włażąc mu na stare odciski poprzez stawianie ultimatum.
                  • iwona_z_radomia Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 11:34
                    bigbadpig napisał:

                    >
                    > Choć powtarzam sugestię o rozmowie jak mantrę, jest t
                    > o całkowicie pomijane przez autorkę i wspierające ją osoby.

                    iwona_z_radomia napisała:

                    > Cos czego szukalam chyba na tym forum to porady jak to zrobic, jak rozpoczac di
                    > alog, jak znalezc kompromis.
                    • bigbadpig Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 12:18
                      > > Cos czego szukalam chyba na tym forum to porady jak to zrobic, jak rozpoc
                      > zac di
                      > > alog, jak znalezc kompromis.

                      Na przykład, mówiąc mu o co Ci chodzi?

                      Mnożysz tu trudności, tłumaczysz dlaczego jest ciężko, dlaczego szpiegujesz i dlaczego tego nie zmieniasz, bierzesz udział w jałowych dyskusjach o tym, jak karygodne jest postępowanie człowieka który zapewne nawet nie wie, że jego zachowanie na tej płaszczyźnie podlega właśnie gruntownej ocenie moralnej, zamiast usiąść z nim wieczorem i powiedzieć co czujesz, czego oczekujesz i ewentualnie w jakim zakresie możesz ustąpić.
                      Czego oczekujesz po forum? konkretnych słów jak mu to powiedzieć bo może ktoś go zna lepiej od Ciebie?
                      Dostajesz jałowe oceny moralne, choć wszelkie wasze działanie póki nie są jednoznacznie nieżyczliwe i nieuczciwe, powinny być oceniane na podstawie waszych wyrażonych w ten sposób czy inny oczekiwań i zastrzeżeń. No ale skoro rok czy dwa nie możesz wydusić z siebie, że coś było ok ale przestało, o chociaż tutaj na forum znajdujesz chętnych do strzelania na wiwat ocenami zgodnymi z Twoimi skrytymi odczuciami.

                      Gdybyś naprawdę szukała rozwiązania pytając "co mam zrobić, nie wiem" to po tej jakże wyrafinowanej sugestii aby porozmawiać, porozmawiałabyś. Pojawiła się jednak trudność - nie chcesz być jak jego była. No to może np. zerwij z nim, bo z taką komunikacją z Twojej strony i tak daleko nie zajedziecie.
                      • iwona_z_radomia Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 14:05
                        troche w sumie nie czaje czego sie tak wsciekasz, jakbym to conajmniej Tobie po telefonie grzebala.

                        zdaje sobie sprawe z koniecznosci rozmowy i moze wlasnie tak sie do niej zabieram: piszac na forum, bo co jak co, ale zobaczenie tego napisanego czarno na bialym z pewnoscia pomoglo mi mysli ulozyc bardziej sensownie.

                        > Gdybyś naprawdę szukała rozwiązania pytając "co mam zrobić, nie wiem" to po tej
                        > jakże wyrafinowanej sugestii aby porozmawiać, porozmawiałabyś. Pojawiła się je
                        > dnak trudność - nie chcesz być jak jego była. No to może np. zerwij z nim, bo
                        > z taką komunikacją z Twojej strony i tak daleko nie zajedziecie.

                        oh jejku jejku, zerwij z nim bo i tak daleko nie zajedziecie, troche malo konstruktywne rozwiazanie.

                        tak, jest to dla mnie trudnosc, ze nie chce byc jak byla, ktora przez dlugi czas okreslal jako rozemocjonowana histeryczke. I ja to kupilam. Mam prawo do takiej trudnosci? No chyba mam.
                        Moze wlasnie zaczynam przegladac na oczy, ze eks moze wcale nie konecznie byla taka, jaka on chce zebym ja sobie wyobrazala. Moze on w tamtym zwiazku wcale nie byl bez winy i usiluje to wlasnie w taki sposob zamaskowac.

                        Co z kolei nie oznacza, ze przez nastepne dwa lata bede sie ta trudnoscia zaslaniac.
                        Ale to, ze nie zadzialalam w przeciagu 24 godzin od napisania posta dla Ciebie juz jest potwierdzeniem, ze chce sobie tylko pomarudzic.

                        Poza tym, tez pisalam o tym, to nie jest tak, ze on biedny nic nie wie o granicach bo ja mu nic nie mowie.
                        Napisalam, ze po histori z kolezanka zapraszajaca na sniadanie o 8 rano dosc jasno i wyraznie zakomunikowalam swoj sprzeciw. Zgodzil sie, przyznal mi racje, nie odbiera telefonow o glupich porannych porach.

                        Po tym jak wpadl na pomysl zabrania na nasz pierwszy wyjazd swojej przyjaciolki powiedzialam mu jasno, ze sie na to nie zgadzam i chce miec w zwiazku przestrzen, ktora bedzie tylko dla nas. Zgodzil sie, przyznal mi racje i byl nawet bardzo zadowolony z wyjazu tylko we dwoje (duuuzo seksu bez przyzwoitki)

                        Po ktorejs nocnej rozmowie z przyjaciolka byla dluga rozmowa o tym i powiedzialam mu wtedy jasno, ze nie wyobrazam sobie zwiazku z mezczyzna, ktory ma na sobie emocjonalnie uwieszona przyjaciolke, ktora bez konsultacji z nim nie potrafi podjac prostych zyciowych decyzji. No to juz bylo trudniejsze, i tu juz zaczely sie nerwowe reakcje, oskarzanie mnie o przesade, chorobliwa zazdrosc i podejrzliwosc bez nawet proby uslyszenia moich argumentow.

                        I o ile na poczatku zwiazku byl bardziej otwarty na tego typu rozmowy to teraz coraz czesciej rozmowa ucinana jest duzo, duzo wczesniej, metoda odparcia ataku, czyli jakimis absurdalnymi "a bo ty to bys chciala zebym sie z nikim nie spotykal!"
                        • sea.sea Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 14:31
                          Z opisu wynika, że on nie szuka specjalnie kontaktu z przyjaciółkami, tylko łaskawie czasem daje się gdzieś zaprosić albo odbierze telefon, ale też często się wywija i nie ma ochoty. Pisałaś także, że on ogólnie do wszystkich stosuje jakieś takie dziwne wymówki, żeby nie odmawiać wprost. Ja to widzę tak, że one mu są potrzebne dla zasady, a nie same w sobie. To bardziej one nim sobie zaspokajają potrzebę intymnych relacji, niż on nimi. Wydaje mi się, że sytuacja jest swobodnie do rozegrania na Twoją korzyść, pod warunkiem, że nie wdepniesz mu na emocjonalny odcisk, czyli potrzebę "wolności". Zwłaszcza, że jak widzisz, na uzasadnione uwagi i sugestie reaguje jak pies na jeża, ale z tego co obserwuję chyba jednak nie dlatego, że mu zależy akurat na tej Basi i Zuzie, a dlatego, że mu zależy na poczuciu "wolności".

                          Dlatego IMO bardziej satysfakcjonujący efekt mogłaby dać choćby egzekucja wyciszenia telefonu na czas, gdy jesteście razem - pod pozorem "kochanie, to nasz czas, nie chcę żeby nam ktokolwiek przeszkadzał" - niż jechanie, choćby i uzasadnione, po przyjaciółkach i deklaracje, że Ci przeszkadza kiedy ktoś się na nim emocjonalnie uwiesza. Jak się facet - który, przypomnijmy, nie umie odmawiać - zrobi mniej dostępny o każdej porze dnia i nocy, to może się jedna z drugą nieco zniechęci do wydzwaniania nie w porę. Jest to działanie nieco od dupy strony, ale skoro nie możesz wygarnąć obiekcji wprost, bo to grozi awanturą i rozstaniem, to chyba niewiele innych możliwości Ci pozostaje.





                          • triss_merigold6 Re: gdzie jest granica? 02.12.11, 17:09
                            On te kontakty karmi. Szukać nie musi, bo są dostępne, na wyciągnięcie ręki, gotowe i z inicjatywą.
                            Ona ma prosić o ściszenie telefonu w niedzielę rano, bo istnieje prawdopodobieństwo, że do pana zadzwoni przyjaciółka z zaproszeniem na śniadanie?! Jeso, ja sobie naprawdę nie wyobrażam takiej sytuacji... zastanawiam się co by zrobił mój stary, gdyby analogicznie do mnie zadzwonił mieszkający w tym samym bloku "przyjaciel" z zaproszeniem na śniadanie. Pewnie by tam poszedł w gaciach i szlafroku i wytłumaczył raz na zawsze, że "przyjaciel" ma się odpierdolić.
                        • ruda_owca Re: gdzie jest granica? 07.12.11, 11:35
                          > Po ktorejs nocnej rozmowie z przyjaciolka byla dluga rozmowa o tym i powiedzial
                          > am mu wtedy jasno, ze nie wyobrazam sobie zwiazku z mezczyzna, ktory ma na sobi
                          > e emocjonalnie uwieszona przyjaciolke, ktora bez konsultacji z nim nie potrafi
                          > podjac prostych zyciowych decyzji. No to juz bylo trudniejsze, i tu juz zaczely
                          > sie nerwowe reakcje, oskarzanie mnie o przesade, chorobliwa zazdrosc i podejrz
                          > liwosc bez nawet proby uslyszenia moich argumentow.

                          Przeciez przez caly czas od tamtej rozmowy az do teraz udowadniasz mu wlasnie, ze sobie wyobrazasz, ba, jestes w takim zwiazku.
                          W pewnych kwestiach nie ma miejsca na kompromisy, nie ma tez znaczenie ktora racja jest bardziej mojsza. Jakie znaczenie maja jakiekolwiek argumenty poza "nie zycze sobie tego i tyle". Wystarczy troche przejaskrawic sytuacje i wszystko staje sie jasne. Wyobraz sobie, ze twojemu partnerowi nie jest potrzebna do szczescia wylacznosc na tle seksualnym. Bedziesz z nim dyskutowac na ten temat, ze moze jednak sie ograniczy do jednej kobiety spoza zwiazku na rok, czy po prostu powiesz, ze z wami koniec jak sie pojawi chociaz jedna?
                          Tak masz i tyle, trzeba tylko spojrzec prawdzie w oczy i odpowiedziec samemu sobie czy dana sytuacja uniemozliwia trwanie zwiazku, czy tylko (az?) go utrudnia. Zwlaszcza, ze predzej czy pozniej okaze sie to "samo", od ciebie zalezy czy i jak dlugo bedziesz sie meczyc.
          • mujer_bonita Nie załapałeś 01.12.11, 19:42
            kutuzow napisał:
            > efi-efi --> jak oceniłabyś przytoczoną opowieść gdyby w pamiętniku były tyl
            > ko zapewnienia miłości wobec żony. Czy sytuacja taka jest inna pod katem etyki/
            > naruszenia prywatności?
            > Nasza autorka przeczytała wiadomości z komórki i nic nie znalazła -czy gdyby co
            > ś znalazła to by neutralizowało jej występek? Tak to odbierasz?

            Nie chodzi o to, że przeszukiwanie cudzych rzeczy nie jest złe - JEST. Chodzi o przypadek, gdzie w wyniku jednego złego działania wychodzi na jaw drugie. W efekcie mamy DWA złe działania, z których potępiane jest jedno.
            • bigbadpig Re: Nie załapałeś 02.12.11, 11:13
              Spotykanie się z koleżankami, z którymi spotykał się od początku związku przy braku komunikacji autorki, że przestało jej się to podobać nie jest działaniem złym. On akurat tak robi, co więcej tak robił a ona milczy bo się boi wyjść na taką czy inną. Niech pielęgnuje swój strach albo wyraża oczekiwania do niego zamiast do forum. To co wolno w Twoim związku niekoniecznie pokrywa się z tym co wolno w moim, a wolno to co się ustali lub jest jawne i nikt nie zgłasza zastrzeżeń.
        • mujer_bonita Re: zdrada 01.12.11, 19:35
          efi-efi napisała:
          > Jakiś czas temu na którymś z forów 'leciał'
          > wątek o tym, że babka odnalazła pamiętnik swojego męża na strychu i dowiedziała
          > się z niego, że ją zdradzał wiele lat wcześniej. Zastanawiała się co ma zrobić.
          > Oczywiście dla większości piszących najważniejsza była kwestia jakim prawem
          > przeczytała cudzy pamiętnik.
          > Tu też dla wielu osób etykieta jest ważniejsza od etyki.

          No ba! To jeszcze dobrze, że nie zwalili winy na nią, bo przecież jakby nie przeczytała toby nie wiedziała czyli wszystko byłoby ok!
      • mujer_bonita Re: zdrada 01.12.11, 19:33
        iwona_z_radomia napisała:
        > Potem zeznania troche sie placza i nie wiem do konca tak naprawde co i w jakiej
        > kolejnosci sie wydarzylo. Nie wiem dokladnie w ktorym momencie skonsumowanie k
        > olezenstwa nastapilo. On unika jednoznacznej odpowiedzi, co z kolei mojego zauf
        > ania nie wzbudza. Twiedzi ze tamtem zwiazek i tak chylil sie juz ku upadkowi, w
        > iec tamta historia nie ma znaczenia i to czy i kiedy seks sie odbyl tez nie.
        >
        > Cos co chyba dla mnie jest istotne w tej historii, to ze on, swiadomy obustronn
        > ego zauroczenia z nowa kolezanka, znajomosc kontynuje.
        > Byla wpada na trop i dostaje nalepke chorobliwej zazdrosnicy. A on oczywiscie j
        > est jak najbardziej w porzadku, bo nikt mu znajomych nie bedzie zabranial.
        > Wiec taka to byla historia.
        >
        > A ze byla byla zazdrosna nie raz i nie tylko o te jedna kolezanke, to mozliwe z
        > e podobnych historii bylo wiecej.

        U la la! Nieeeeeźle :D Tak oczywiście - to 'chorobliwa' zazdrość eksi rozwaliła związek a jego 'zauroczenie' inną kobietą (lub kobietami) nie miało z tym nic wspólnego! Śpiewki stare jak świat :D

        Po lekturze pierwszego posta chciałam doradzać terapię ale teraz bardziej przychylam się do cytatu, z posta Andzi: '"Jeśli twój aktualny skarży ci się, że jego była usiłowała przejechać go samochodem, możesz być pewna, że niedługo będziesz żałować, że jej się to nie udało" ;-)'!
    • efi-efi Re: brudne sekrety 01.12.11, 21:49
      wspinającej się w mini na drabinę.
      kutuzow napisał:

      >> jak oceniłabyś przytoczoną opowieść gdyby w pamiętniku były tylko zapewnienia miłości >>wobec żony.

      - Wiesz co, pamiętnik jest taką rzeczą, która w większości osób wzbudza ciekawość. I nie ma tu nic do rzeczy chęć kontrolowania czy szpiegowania kogokolwiek, a raczej zwykła , ludzka ciekawośc. Taka sama ciekawość jak ta, która każe facetom spojrzeć w krocze dziewczyny




      >>Nasza autorka przeczytała wiadomości z komórki i nic nie znalazła -czy gdyby coś znalazła >>to by neutralizowało jej występek? Tak to odbierasz?

      - Ja jej nie potępiam, a to , że czyta smsy faceta , z którym chce spędzić życie (chyba) to co z tego? W tym wypadku facet sam się o to prosi.
      Kredyt zaufania ma pewne ograniczenia . Gość wysyła cały czas sygnały erotyczne do innych samic , a od swojej partnerki wymaga żeby jej się to podobało.

      >>Jak daleko zatem wg Ciebie można się posunąć?

      - Jak w innych kwestiach , nie ma jednej odpowiedzi. W moim małżeństwie od zawsze mieliśmy wspólną kasę, czytaliśmy swoje listy, wyciągi z banku, smsy, maile i podpisywaliśmy się za siebie na dokumentach. I nie wynikało to z chęci kontroli lecz bliskości jaka nas łączy.
      Autorkę postu rozgrzeszam zupełnie bo facet, z którym żyje daje jej powody do zazdrości.

      >>Czy nadajnik GPS pod samochodem jest OK?

      - Zależy kiedy. W tym przypadku nie.
      • efi-efi Re: brudne sekrety 01.12.11, 21:52
        wysyłam jeszcze raz po coś się popieprzyło

        kutuzow napisał:

        >> jak oceniłabyś przytoczoną opowieść gdyby w pamiętniku były tylko zapewnienia miłości >>wobec żony.

        - Wiesz co, pamiętnik jest taką rzeczą, która w większości osób wzbudza ciekawość. I nie ma tu nic do rzeczy chęć kontrolowania czy szpiegowania kogokolwiek, a raczej zwykła , ludzka ciekawośc. Taka sama ciekawość jak ta, która każe facetom spojrzeć w krocze dziewczyny
        wspinającej się w mini na drabinę.



        >>Nasza autorka przeczytała wiadomości z komórki i nic nie znalazła -czy gdyby coś znalazła >>to by neutralizowało jej występek? Tak to odbierasz?

        - Ja jej nie potępiam, a to , że czyta smsy faceta , z którym chce spędzić życie (chyba) to co z tego? W tym wypadku facet sam się o to prosi.
        Kredyt zaufania ma pewne ograniczenia . Gość wysyła cały czas sygnały erotyczne do innych samic , a od swojej partnerki wymaga żeby jej się to podobało.

        >>Jak daleko zatem wg Ciebie można się posunąć?

        - Jak w innych kwestiach , nie ma jednej odpowiedzi. W moim małżeństwie od zawsze mieliśmy wspólną kasę, czytaliśmy swoje listy, wyciągi z banku, smsy, maile i podpisywaliśmy się za siebie na dokumentach. I nie wynikało to z chęci kontroli lecz bliskości jaka nas łączy.
        Autorkę postu rozgrzeszam zupełnie bo facet, z którym żyje daje jej powody do zazdrości.

        >>Czy nadajnik GPS pod samochodem jest OK?

        - Zależy kiedy. W tym przypadku nie.
        • bigbadpig Re: brudne sekrety 02.12.11, 01:35
          a które to te sygnały erotyczne, bo mi umknęło
    • iwona_z_radomia Re: brudne sekrety 02.12.11, 00:18
      lol, przeczytalam wszystkie wypowiedzi, niestety z braku czasu oraz rozgalezien dyskusji trudno mi odpowiedziec na wszystko.

      odniose sie do bigbadpig, bo coz, moze mam i swoje paranoje, ale nie lubie jak mi sie wmawia co mysle, co wiem, co czuje itp.

      wydajesz sie dosc rozczarowany, ze za moje szpiegowanie nie spotkaly mnie zadne konsekwencje (skad to wiesz?), ze strofowana nie kajam sie przed forumowiczami i ze w sumie to jakby moim zdaniem wszystko jest ok, bo mam wyrzuty sumienia, przyznaje sie do bledu itp.

      powodem dla ktorego wogole napisalam ten watek nie jest, jak znow sobie zalozyles chec pomarudzenia na forum, znalezienia potwierdzenia swoich obaw i jazda dalej do przodu.
      napisalam poniewaz nie chce funkcjonowac w zwiazku w ktorym brak zaufania i czuje sie tak zapedzona pod sciane ze grzebie w korespondencji partnera.
      sprawa sprawdzania telefonu jest dla mnie jednoznaczna moralnie i nie widze sensu sie nad tym rozwodzic, samobiczowac. wiem, ze musze przestac, ale na tym etapie nie jestem w stanie, i obawiam sie ze opierdalanie przez forumowiczow tego poki co nie zmieni.

      bledne jest tez Twoje zalozenie, ze to podejrzenia zdrady i paranoje przed tym co on moze z tymi kolezankami wyprawiac jest zrodlem problemu.
      problemem dla mnie jest to co juz JEST TERAZ, a nie do co sobie domniemuje i co podejrzewam.
      A to co jest teraz i to co jest faktem, to ze moj pan ma wokol siebie (jak to ladnie triss okreslila) maly haremik wpatrzonych w niego kobiet. I mi to nie odpowiada.
      Te kobiety, i to tez jest fakt, sa na tyle blisko jego, nas, naszego zwiazku, ze mnie to drazni juz samo w sobie, bez koniecznosci zastanawiania sie czy juz mnie zdradzil czy jeszcze nie i z ktora.
      Czy ma prawo mnie to draznic i czy pan ma prawo do haremiku to juz nieco inna sprawa.

      Sugerujesz rozmowe, uczciwe postawienie sprawy, konfrontacje. Nawet zalozyles sobie, ze wiesz dokladnie dlaczego ja tej konfrontacji nie chce.

      Tymczasem nie wszystko jest tak cudownie czarno biale i jak ciekawie zauwazylo juz pare osob, byc moze to, ze historia z "chorobliwie zazdrosnymi partnerkami" smutno sie mojemu chlopu powtarza to wcale nie jest przypadek.

      Co dla mnie jest istotne w tej calej dyskusji to uswiadomienie sobie, ze do tej pory funkcjonowalam usilujac "nie byc taka jak jego eks". Co czesto w praktyce oznaczalo tolerowanie zachowan, ktorych wcale tolerowac nie chcialam.
      Pewnie troche po to by utrzymac zwiazek, pewnie troche tlumaczac sobie, ze oprocz tego jednego problemu to uklada nam sie swietnie, a etap czekania na Mr Perfekt troche juz mam za soba ( = pewne wady partnera zaakceptowac musze)

      Poza tym troche trudno, po 2 latach ochoczego akceptowania, wyskoczyc nagle i powiedziec, "wiesz kochanie, tak naprawde to wkur*ia mnie jak to robisz".

      Cos czego szukalam chyba na tym forum to porady jak to zrobic, jak rozpoczac dialog, jak znalezc kompromis.
      • fuzzystone Re: brudne sekrety 02.12.11, 00:28
        A dlaczego nie możesz nagle po 2 latach z tym wyskoczyć?? Dlaczego nie możesz od A do Z facetowi powiedzieć o co biega? Dlaczego przez cały czas masz się dostosowywać i cierpieć w milczeniu - bo przecież cierpisz, Twoje wypowiedzi jasno tego dowodzą. Jeśli on nie okaże nawet minimum chęci zrozumienia, wczucia się w Twoją sytuację i znów wyjedzie z argumentem że ex miała syndrom Otella to być może będzie to oznaczać że czas odejść (nie, żebym uważała że odejście jest zawsze najlepszym wyjściem, ale czasami tak trzeba).
        • triss_merigold6 A powiem dlaczego 02.12.11, 09:16
          Dlaczego autorka nie może tak od A do Z wyłuszczyć facetowi o co chodzi, jakie ma zastrzeżenia i co jej konkretnie przeszkadza?
          Ponieważ - jak wiele innych kobiet - została od razu, na samym początku relacji - ustawiona przez partnera w narożniku. Początek relacji nie jest dobrym momentem na eskalację wymagań i roszczeń, na stawianie ultimatum etc. a poza tym zwykle wtedy bierzemy opowieści partnera za dobrą monetę i staramy się wyjść naprzeciwko jego oczekiwaniom. Biedna Iwona łyknęła story o zaborczej i paranoidalnej eks, uznała - co zrozumiałe - że dorośli ludzie mają prawo do własnych przyjaciół i niezależnych kontaktów towarzyskich. Tyle, że w praktyce okazało się czym są owe kontakty towarzyskie.
          Teraz każda uwaga, foch, próba zmiany układu, zostanie odebrana przez jej faceta jako niekonsekwencja Iwony + zamach na jego autonomię + "bycie kopią eks przez którą rozpadł się związek".
          To bardzo sprytna taktyka.
          • aandzia43 Re: A powiem dlaczego 02.12.11, 15:23
            > Ponieważ - jak wiele innych kobiet - została od razu, na samym początku relacji
            > - ustawiona przez partnera w narożniku.
            [.....]
            > Teraz każda uwaga, foch, próba zmiany układu, zostanie odebrana przez jej facet
            > a jako niekonsekwencja Iwony + zamach na jego autonomię + "bycie kopią eks prze
            > z którą rozpadł się związek".
            > To bardzo sprytna taktyka.

            Zgadzam się. Odkręcenie ustaleń z początku związku łatwe nie jest. Czasem wręcz niemożliwe. Z tego powodu Iwona nie odbędzie zwyczajnej rozmowy lajtowej i prostej pt. "kochanie, ten nowy dezodorant ma nieprzyjemny zapach, kup sobie, proszę, nowy". Dobrze, że przynajmniej już przechodzi jej postrzeganie siebie wyłącznie w kategorii paranoiczki i histeryczki. W przypadku, gdy rozmowa rozpoczęta byłaby przez nią w takim stanie ducha, zakończyłaby się potworną, niczego nie wnoszącą awanturą i ponownym ustawiniem jej w narożniku. Albo zerwaniem związku. Pan odszedłby w siną dal (no, nie taką dal, stado koleżanek jest całkiem blisko) przekonany o kolejnej paranoiczce i wredne babie na jego drodze życiowej. Jesli Iwona podejmie próbę dialogu wzmocniona i spokojna, pewna swoich potrzeb, to mają szanse dogadać się. W tę czy w inną stronę.
            • that.bitch.is.sick Re: A powiem dlaczego 02.12.11, 15:40
              aandzia43 napisała:
              W przypadku, gdy rozmowa rozpoczęta
              > byłaby przez nią w takim stanie ducha, zakończyłaby się potworną, niczego nie
              > wnoszącą awanturą i ponownym ustawiniem jej w narożniku. Albo zerwaniem związku
              > . Pan odszedłby w siną dal (no, nie taką dal, stado koleżanek jest całkiem blis
              > ko) przekonany o kolejnej paranoiczce i wredne babie na jego drodze życiowej. J
              > esli Iwona podejmie próbę dialogu wzmocniona i spokojna, pewna swoich potrzeb,
              > to mają szanse dogadać się. W tę czy w inną stronę.

              Ale moim zdaniem rozmowa to nic a nic nie daje. W takich wypadkach stawiane granic nie polega na deklaracjach słownych tylko zmianie swojego zachowania. Nie ma innego wyjścia moim zdaniem tylko autorka musi znaleźć sobie inne hobby niż rozczulanie się nad swoim cudownym, ach jakże atrakcyjnym, nieposłusznym misiem. Im bardziej będzie się zachowywać jakby go wielbiła, tym dłużej będzie wrzucana do worka z wielbicielkami. Może lepiej niż analizować jego zachowania, lepiej przeanalizować czemu poprzedni partner Iwony nie mógł się zdecydować czy z nią być czy nie. Może ma tendencję do zbyt wielkiego skupiania się na związku z mężczyzną jednak..bo z tego co pisze i jak drobiazgowo analizuje każdą sytuację, to jest aktualnie jednak główny problem wydaje mi się. Chyba ta obsesja zaszła zbyt daleko..
              >
              >
              • aandzia43 Re: A powiem dlaczego 02.12.11, 16:20

                > Ale moim zdaniem rozmowa to nic a nic nie daje. W takich wypadkach stawiane gra
                > nic nie polega na deklaracjach słownych tylko zmianie swojego zachowania.

                No mniej wiecej o to mnie chodziło. Zmiana w niej, niech poczuje dziewczyna, że moc jest z nią, potem jakaś konkretna artykulacja problemu.
                • triss_merigold6 Żeby przestała czuć się winna 02.12.11, 16:45
                  Żeby przestała czuć się winna za swój odbiór zachowań partnera i swoją chęć zmiany w układzie.
                  Z powodów oczywistych znam sporo kobiet w stałych związkach - małżeństwach i konkubinatach, jak również paru panów w tychże. W żadnym nie występują w roli pierwszoplanowej przyjaciółki panów czy przyjaciele pań. Wszystkie znane mi kobiety po akcji z "przyjaciółką" zrobiłyby facetom dżihad więc Iwona naprawdę stara się być cierpliwa, wyrozumiała i tolerancyjna, szkoda tylko, że kosztem swojego zdrowia i komfortu psychicznego.
        • mreck zaraz zaraz 02.12.11, 09:22
          Kobieta lubi być adorowana, i chce, aby dla swojego mężczyzny była kimś wyjatkowym, a nie jeszcze jedną kumpelą, z którą prócz przyjaźni uprawia się jeszcze seks.
          Ma do tego prawo.
          Jak zamówię ulubione danie w restauracji, to nie mam ochoty, by nad karkiem wisiało mi kilku wielbicieli tego dania i komentowało sosik, czekając na okazję wylizania talerza. Przyjaźń przyjaźnią, ale te wielbicielki nie mają taktu, poczucia przyzwoitości i nie traktują swojego "przyjaciela" poważnie.
          Jest taki moment, gdzie kończy się zażyłość, a niekoniecznie przyjaźń. Mam przyjaciela, z którym widuję się raz na kilka lat. Założyłem rodzinę, mam dzieci, żonę, przyjaciel ma swoją rodzinę, swoje sprawy i jest całkiem naturalne, że stawiamy sprawy swoich rodzin na pierwszym miejscu. Gdybym miał przyjaciółkę ( koniecznie atrakcyjną, takie lubię) a traktuje swój zwiazek z zona powaznie, to nie dopusciłbym, by zakłócała mi życie rodzinne. Sory, ale samopoczucie żony jest ważniejsze, niz przyjaciela, przyjaciółki itp.
          W twojej sytuacji musisz postawić granice.
          Moja obecna żona, jest zazdrosna o moje kontakty z córkami (juz dorosłe). Więc poprosiłem je, żeby wtedy, gdy chcą mnie zaprosić, zapraszały najpierw moją żonę, reasumując nas, a nie mnie. I one to zrozumiały. Im też na mnie zależy.
          Przyjaciółka twojego faceta ma ciebie najwyraźniej w ... (nie napiszę, zbyt wulgarne) więc potrząśnij swoim facetem żeby przestał być Piotrusiem Panem. Niech wydorośleje.
          • aandzia43 Re: zaraz zaraz 02.12.11, 15:39
            No, dorosły to ten pan nie jest. Jeśli ma przyjaciółki, które, jak piszesz, mają w dupie naszą bohaterkę, i jeśli broni jak lew swojego prawa do takich kontaktów, to chyba sam też ma ją w głębokim poważaniu. A w każym razie jest coś bardzo nei w porządku w jego stosunku do stałej partnerki. Dla mnie, która wykazuje duży luz i tolerancję w relacjach moich i małża z płcią przeciwną, układ związkowy Iwony jest jakimś kuriozum.
        • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 02.12.11, 09:47
          Ciekawi mnie czy w tym wątku rzeczy oczywiste będą wałkowane jeszcze przez następne 200 postów:).
          • sisi_kecz Re: brudne sekrety 02.12.11, 11:11
            that.bitch.is.sick napisała:

            > Ciekawi mnie czy w tym wątku rzeczy oczywiste będą wałkowane jeszcze przez nast
            > ępne 200 postów:).'

            A mogłabyś po starej znajomości, zrobić mi resume tych oczywistości?

            pozdro!
            • bigbadpig Re: brudne sekrety 02.12.11, 11:17
              To nie załapałaś, że wszystko co tu napisano jest oczywiste?
              Oczywistość to stan ducha a nie stan faktyczny
              Nie szukając daleko - wszystkie moje tezy są oczywiste :P
              • sisi_kecz Re: brudne sekrety 02.12.11, 11:37
                Dobrze prawisz, bo tutaj każdy ma swoją prawdę,
                no i rację najmojszą ;)

                Namieszane mam w glowie od tylu sprzecznych, acz posiadających przekonujące argumenty opinii.
                Ciężka sprawa, wieloaspektowa, na którą można spojrzeć z wielu perspektyw itd.
                Jedna kwestia to grzebanie w korespondencji partnera,
                druga to relacje partnera z innymi kobietami
                a trzecia kwestia o fakt, ze trzeba te dwie kwestie jakoś roztrzygnąć, bo zachodzą w jednym zwiazku.
                Nie wiem, mam za głupi łeb na to :(

                Ale akurat w związku z tymi artykułami w tygodniku, o których kutuzow napomknął, zagadałam mojego męża, który jest madrzejszy ode moi.
                Co z tym szpiegowaniem?
                czy to jest takie złe, jeśli może okazać się, że przez x lat partner nas robi w ciula?

                Tak, jest złe- odpowiedział.

                No to poszłam na sposób i stworzyłam wersję, że to ja jego zdradzam i udaje niewiniątko, jakby sie czuł ,gdyby to wyszlo, czy nie żałowałby, ze bezgranicznie ufał i nie sprawdzał nawet ewidentnych sygnałów?

                Nie- odpowiedział.

                Tyle w tej sprawie wyjaśnił mi mąż i tego się będę trzymać.
                I oczywiście popieram opcję rozmowy biga i opcję wzmocnienia siebie zyg.

                pozdro!
            • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 02.12.11, 14:12
              sisi_kecz napisała:


              > A mogłabyś po starej znajomości, zrobić mi resume tych oczywistości?
              >

              ŁO matko mam dla ciebie pracować palcami? Ledwo żyję tak się składa:)
              no dobra..
              kobieta nie potrafi postawić granic facetowi bo sama nie wie gdzie one się znajdują. Chociaż jej własne emocje podpowiadają jej właściwą drogę ona woli zmuszać swój organizm do przystosowywania się do wyobrażeń na temat związku jej faceta, który dla większości ludzi o normalnej wrażliwości (poza Kutuzowem który jak zwykle rozpętał piekło bo naczytał się w Wysokich obcasach że nowoczesny rodzaj związku to bycie dwoma niezależnymi singlami co śpią ze sobą(bo i tak resztę czasu spędzają w robocie jako czarnuchy:)) - czyli w stylu gazety)
              jest kuriozalny. Kobieta neguje i usiłuje stłumić w sobie normalne reakcje emocjonalne dla ukochanego co jest wśród kobiet dość normalną i typową dewiacją, nadmienię iż to jest i tak postęp od czasów krępowania nóg dziewczynkom w chinach aby usatysfakcjonować przyszłego męża. To tłumienie zdrowych emocji jednak zaowocowało nerwicą natręctw w postaci potajemnej inwigilacji partnera. W sumie ciekawy przypadek ale kręcimy się w kółko.
              Generalnie jak zwykle zarobią na tym różnej maści macherzy od losu: psychiatrzy, seksuolodzy, psycholodzy albo wróżka Aida w zależności od tego do kogo autorka się uda z wizytą.
              • aandzia43 Re: brudne sekrety 02.12.11, 15:26
                Pozwolisz, że się podpiszę pod twoim postem :-)

                A tu upatrywałabym sedna problemu wątkotwórczyni:
                > To tłumienie zdrowych emocji jednak zao
                > wocowało nerwicą natręctw w postaci potajemnej inwigilacji partnera.
              • sisi_kecz Re: brudne sekrety 02.12.11, 15:35
                Uhaahaahaahahaa :))))

                Kocham Cie niezmiennie !!!

                Dostajesz Puchar Zwycięzcy w konkurencji "Brudne sek(s)rety"
                Jest w Twoim ulubionym kształcie, smaku i zapachu.

                Odpoczywaj Kochanie :)

                duze pozdro!
                • sisi_kecz Re: brudne sekrety 02.12.11, 15:40
                  Oczywiście puchar wędruje do Bitch Village w Nadleśnictwie Uszczypliwe Suczyska.


                  ;)
                  • that.bitch.is.sick Re: brudne sekrety 02.12.11, 15:51
                    sisi_kecz napisała:

                    > Oczywiście puchar wędruje do Bitch Village w Nadleśnictwie Uszczypliwe Suczyska
                    ;)

                    Jak wróciła nasza urocza pin up Sisi :), to ja z ulgą oddalę się w te niedostępne zapadłe uroczyska. Potworze czas wrócić na bagna.
                    Mistrzu twórz!
              • m-kow Re: brudne sekrety 02.12.11, 19:12
                "Miszczowski" konspekt :-)
                10/10


                "Statek coraz bardziej przecieka, pasażerowie jeszcze nie wiedzą, ale pierwszy oficer wie i po cichu ubiera kamizelkę ratunkową. Żeby pasażerowie nie zauważyli nalewającej się wody, to przelewa ją z sali balowej do maszynowni (czyli środki z OFE do ZUSu)." K. Rybiński
      • ert3 Re: brudne sekrety 03.12.11, 17:28
        zacznij umawiać się z kolegami na kawę i pogawędki o życiu... może twój chłopina coś zajarzy
    • esteraj Re: brudne sekrety 02.12.11, 15:30
      Według mnie Wasz związek to jest trochę taka walka na argumenty. Kto ma silniejsze, ten przyznaje rację.
      Zachowanie ex żony zostało nazwane chorobliwą zazdrością i wychodzi, że to ona była winna rozpadowi małżeństwa.
      Jeżeli tą samą sytuację nazwiemy brakiem szacunku i przekraczaniem granic wynikających z bycia w związku, wówczas wina przechodzi na faceta.

      Iwonko, Ty dobrze wiesz, że nie kierujesz się zazdrością, ale to co Ciebie uwiera to jest właśnie brak SZACUNKU. Trzeba w końcu nazwać to po imieniu.
      Twój facet najprawdopodobniej nie zdaje sobie z tego sprawy, bo przecież jest po tej drugiej stronie, on tego tak nie odbiera. Patrzy ze swojej perspektywy. Ten brak szacunku nie jest okazywany przez niego wprost, bo to jego koleżanki nic sobie z Ciebie nie robią, nie biorą Cię pod uwagę, ale on swoim zachowaniem zdaje się na to pozwalać.
      To jest to, co Ciebie boli.
      Mało tego, jest to facet, który nie potrafi brać na siebie odpowiedzialności. Zasłania się innymi, a przede wszystkim Tobą, stawiając Ciebie w nie najlepszym świetle.
      On jest cacy, a Ty ta zła.

      Daj mu jasno do zrozumienia, że nie jesteś żadną przeszkodą i niech Ciebie w to nie wplątuje.
      Niech znajdzie sobie inną wymówkę, a najlepiej jak sam weźmie na siebie odpowiedzialność za niechęć do spotkania np.: nie może, bo się źle czuje, bo musi coś zrobić, bo nie ma czasu... itp. Jest przecież dorosłym człowiekiem.

      W gruncie rzeczy myślę, że nie ma jakiś niecnych zamiarów i pobudek, tylko on sam nie wie jak powinien się zachować w kluczowych momentach.
      Jest to jednak wybaczalne, bo zdarza się nam nie wiedzieć jak i co i dlaczego.
    • kutuzow wracając do "bo kobieta wie lepiej z definicji" 02.12.11, 19:04
      Przez cały ten wątek przewija się wersja Pań które uważają że "w związku to tak nie wypada". Przypomina mi to identycznie podejście w przypadku dzieci i rodziny i kwitowanie działania które jest nieakceptowalne przez kobietę tekstem o "niedojrzałym mężczyźnie" -czyli takim który nie robi tak jak chce tego kobieta.

      Drogie Panie KTO wam powiedział jak ma wyglądać wzorcowy związek?
      Wg mnie ile par tyle rodzajów związków. Jedni żyją w czystości do ślubu, inni bzykają ile wlezie od 1 randki. Jedni wyznają zasadę monogamii, inni bawią się w swing i są szczęśliwi. itp itd.
      To że WAM coś się wydaje OCZYWISTE wcale takie być nie musi. Przykład relacji małżonki bigbadpig-a z jej przyjaciółmi oraz moje relacje w związkach pokazują, że nie zawsze należy uciąć wszelkie kontakty z osobami płci przeciwnej gdy się jest w związku. Wyobraźcie sobie, że granice tego co dozwolone są tam gdzie się je ustali - tutaj nie ma jakiegoś wzorca metra z Sevres.

      "Moja żona spotyka się w miarę regularnie z trzema kolegami z pracy (w tym wspominany już wcześniej) Na pewno rzadziej niż partner autorki - no ale czy w takim razie tes potkania są dwuznaczne mniej? Jeden z nich dzwoni do niej jak ma ochotę pogadać, spotyka się z nią pogadać jak ma kłopot z dziewczyną. Czy to jest dwuznaczne? Tylko proporcjonalnie mniej? Gdzie jest granica? tam gdzie ją wyznaczymy. Ja z żoną, a nie badawcze jedynej prawdy na forach internetowych. "
      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,131148680,131207889,Re_gdzie_jest_granica_.html
      Kolejna kwestia która tu pada, to przeświadczenie, że o niektórych rzeczach autorka nie mogła powiedzieć od razu na początku związku. To nic innego jak pokutujące w kobietach przekonanie że z czasem to go jakoś "urobię". Od dawna otwarcie wspominałem na tym forum o swoich żelaznych zasadach, których nie ukrywam i które przedstawiam na jednych z pierwszych randek. Owszem to odstrasza, ale tylko te kobiety które i tak nie pasowałyby do mojego systemu wartości. Także da się mówić o czymś od początku -pod warunkiem że nie liczymy że z czasem ugramy więcej walką partyzancką. Gdyby Iwona powiedziała wprost na jednej z pierwszych randek -"Sorry ale nie toleruje kobiet w otoczeniu mojego faceta" to oboje by sobie zaoszczędzili niezdrowych emocji. Teraz zaś zdziwienie że facet się "buntuje" przy próbie ustalania mu z kim może a z kim nie może się spotykać.

      Ostatnia sprawa, wiele kobiet tutaj pisze jaki to gościu jest okropny i jak tak może robić. Okazuje się że gdy autorka przedstawiła swemu partnerowi rozsądne argumenty ZMIENIŁ on swoje działanie. To że nie zmienił się w 100% po mysli autorki -to sorry, ale niektórzy naprawde cenią sobie "wolność" jak to określiła Iwona -czytaj: nie są pantoflami którymi to partnerka/żona wybiera znajomych i przyjaciół.
      Przykłady cytaty Iwony:


      "Napisalam, ze po histori z kolezanka zapraszajaca na sniadanie o 8 rano dosc jasno i wyraznie zakomunikowalam swoj sprzeciw. Zgodzil sie, przyznal mi racje, nie odbiera telefonow o glupich porannych porach.

      Po tym jak wpadl na pomysl zabrania na nasz pierwszy wyjazd swojej przyjaciolki powiedzialam mu jasno, ze sie na to nie zgadzam i chce miec w zwiazku przestrzen, ktora bedzie tylko dla nas. Zgodzil sie, przyznal mi racje i byl nawet bardzo zadowolony z wyjazu tylko we dwoje (duuuzo seksu bez przyzwoitki)"

      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,131148680,131209094,Re_gdzie_jest_granica_.html
      • mujer_bonita Mężczyźni NIE potrafią czytać (studium przypadku) 02.12.11, 21:03
        Cóż za ułańska fantazja :) Ciekawym jest jak solidarność jaj wpływa na umiejętność czytania. Bigbadpig utracił zdolności przyswajania opisów. Kutuzow doznaje nagłej amnezji dotyczącej postów autorki, będących odpowiedzią na jego własne pytania! Otóż zapytał Iwonę czego oczekuje i z takiej wypowiedzi:
        forum.gazeta.pl/forum/w,15128,131148680,131197445,Re_Czego_od_niego_oczekujesz_.html?wv.x=2
        wywnioskował:
        > Gdyby Iwona powiedziała wprost na jednej z pierwszych
        > randek -"Sorry ale nie toleruje kobiet w otoczeniu mojego faceta" to oboje by s
        > obie zaoszczędzili niezdrowych emocji. Teraz zaś zdziwienie że facet się "buntu
        > je" przy próbie ustalania mu z kim może a z kim nie może się spotykać.

        Tylko w męskim umyśle oczekiwanie jasnego określenie zasad z kim się jest w związku z z kim się człowiek przyjaźni może urosnąć do miana 'nie tolerowania kobiet w otoczeniu'.

        Tylko kto ma tutaj paranoję? ;)
        • kutuzow Nie dyskutuję z Tobą 02.12.11, 21:21
          ...więc nie będę odpisywał na żadne Twoje posty skierowane do mnie


          to tak tytułem przypomnienia.
          • mujer_bonita Och foch :D 02.12.11, 21:32
            kutuzow napisał:
            > ...więc nie będę odpisywał na żadne Twoje posty skierowane do mnie

            Ależ ja nie potrzebuję Twoich odpowiedzi. Po raz kolejny z resztą to piszę. Chyba masz jakieś poważne problemy z czytaniem :D
            • that.bitch.is.sick Re: Och foch :D 02.12.11, 23:07
              mujer_bonita napisała:


              > Ależ ja nie potrzebuję Twoich odpowiedzi. Po raz kolejny z resztą to piszę. Chy
              > ba masz jakieś poważne problemy z czytaniem :D
              >
              Ja generalnie z ciekawością obserwuję Kutuzowa od jakiegoś czasu i muszę się przyznać, że nagłówki tylko czytam bo zwykle krew mnie zalewa. Natomiast jak przeczytam piąte przez dziesiąte czasem, to jestem przekonana że on niczego nie czyta innych osób tylko smaruje równo od góry do dołu to co ma w głowie już od czasów socjalizacji rodzinnej i środowiskowej:)
              • mujer_bonita Re: Och foch :D 03.12.11, 11:52
                that.bitch.is.sick napisała:
                > Natomiast jak przeczytam
                > piąte przez dziesiąte czasem, to jestem przekonana że on niczego nie czytz
                > innych osób tylko smaruje równo od góry do dołu to co ma w głowie już od
                > czasów socjalizacji rodzinnej i środowiskowej:)

                Dokładnie tak :) Co ciekawe - osoby najbardziej jadące schematem kreują się na najbardziej obiektywnych i guru forum :) A śpiewka ciągle ta sama - niezależnie od tematu. Projekcja własnych fobii.
                • urquhart Re: Och foch :D 04.12.11, 08:13
                  mujer_bonita napisała:
                  > Dokładnie tak :) Co ciekawe - osoby najbardziej jadące schematem kreują się na
                  > najbardziej obiektywnych i guru forum :) A śpiewka ciągle ta sama - niezależnie
                  > od tematu. Projekcja własnych fobii.

                  No, no, no, nie spodziewałem się po Tobie tyle samokrytyki
                  :)
                  • mujer_bonita Re: Och foch :D 04.12.11, 14:30
                    urquhart napisał:
                    > No, no, no, nie spodziewałem się po Tobie tyle samokrytyki
                    > :)

                    Uderz w stół jak to mówią :D
      • mujer_bonita PS. 02.12.11, 21:06
        kutuzow napisał:
        > Drogie Panie KTO wam powiedział jak ma wyglądać wzorcowy związek?

        Na to już była odpowiedź w wątku:
        that.bitch.is.sick napisała:
        > (poza Kutuzowem który jak zwykle rozpętał
        > piekło bo naczytał się w Wysokich obcasach że nowoczesny rodzaj
        > związku to bycie dwoma niezależnymi singlami co śpią ze sobą
        > (bo i tak resztę czasu spędzają w robocie jako czarnuchy:)
      • esteraj Re: wracając do "bo kobieta wie lepiej z definicj 02.12.11, 23:57
        kutuzow napisał:

        > Wg mnie ile par tyle rodzajów związków. Jedni żyją w czystości do ślubu, inni b
        > zykają ile wlezie od 1 randki. Jedni wyznają zasadę monogamii, inni bawią się w
        > swing i są szczęśliwi. itp itd.

        W pełni zgadzam się z tym stwierdzeniem.

        > Kolejna kwestia która tu pada, to przeświadczenie, że o niektórych rzeczach aut
        > orka nie mogła powiedzieć od razu na początku związku. To nic innego jak pokutu
        > jące w kobietach przekonanie że z czasem to go jakoś "urobię". Od dawna otwarc
        > ie wspominałem na tym forum o swoich żelaznych zasadach, których nie ukrywam i
        > które przedstawiam na jednych z pierwszych randek. Owszem to odstrasza, ale tyl
        > ko te kobiety które i tak nie pasowałyby do mojego systemu wartości. Także da s
        > ię mówić o czymś od początku -pod warunkiem że nie liczymy że z czasem ugramy w
        > ięcej walką partyzancką. Gdyby Iwona powiedziała wprost na jednej z pierwszych
        > randek -"Sorry ale nie toleruje kobiet w otoczeniu mojego faceta" to oboje by s
        > obie zaoszczędzili niezdrowych emocji. Teraz zaś zdziwienie że facet się "buntu
        > je" przy próbie ustalania mu z kim może a z kim nie może się spotykać.

        To również jest ważne, by śmiało mówić o swoich oczekiwaniach i wyznawanych wartościach.

        Jednak Kutuzow troszkę przerysowałeś sytuację, bo Iwona nie do końca wiedziała jak wyglądają relacje przyjacielskie jej faceta. Ta intensywność wyszła troszkę później. Na początku okazała tolerancję i brak zazdrości, a żeby być osobą konsekwentną to dalej utrzymywała tę pozycję. Niestety jej granice tolerancji i rozumianego szacunku zostały przekroczone.
        Teraz należałoby uczciwie przyjrzeć się związkowi i na nowo ustalić zasady. Jeśli dojdą do kompromisu to ok., jeśli nie, to widać, że im troszkę nie po drodze.
        • kutuzow Re: wracając do "bo kobieta wie lepiej z definicj 03.12.11, 00:10
          esteraj napisała:
          "Jednak Kutuzow troszkę przerysowałeś sytuację, bo Iwona nie do końca wiedziała jak wyglądają relacje przyjacielskie jej faceta. Ta intensywność wyszła troszkę później. Na początku okazała tolerancję i brak zazdrości, a żeby być osobą konsekwentną to dalej utrzymywała tę pozycję. Niestety jej granice tolerancji i rozumianego szacunku zostały przekroczone."

          Uważasz, że potrzeba aż dwóch lat na to, żeby autorka poznała relacje swego partnera z przyjaciółmi?
          Moim zdaniem autorka wcześniej miała albo nadzieję że on sam sie zmieni (klasyka), albo liczyła że go odpowiednio "urobi". Gość pewne rzeczy zmienił, ale nie dał sobie wyznaczać z kim się ma przyjaźnić a z kim nie (tu go rozumiem bo sam na takie próby w przeszłości reagowałem równie stanowczo) i teraz nastąpił pewien pat. Dalsze urabianie nie działa, a otwartej rozmowy autorka się boi.


          • esteraj Re: wracając do "bo kobieta wie lepiej z definicj 03.12.11, 09:29

            kutuzow napisał:

            "Uważasz, że potrzeba aż dwóch lat na to, żeby autorka poznała relacje swego partnera z przyjaciółmi?
            Moim zdaniem autorka wcześniej miała albo nadzieję że on sam sie zmieni (klasyka), albo liczyła że go odpowiednio "urobi". Gość pewne rzeczy zmienił, ale nie dał sobie wyznaczać z kim się ma przyjaźnić a z kim nie (tu go rozumiem bo sam na takie próby w przeszłości reagowałem równie stanowczo) i teraz nastąpił pewien pat. Dalsze urabianie nie działa, a otwartej rozmowy autorka się boi."

            No dobrze, przyznaję rację. Niemniej na początku Iwona mogła nie wiedzieć, jak to wygląda, a później zaangażowała się emocjonalnie. To nie jest takie proste powiedzieć "wypisuję się z tego związku, bo mi coś tam nie odpowiada". Normalne jest dla mnie to, że próbuje się znaleźć jakiś kompromis i wyznacza się nowe zasady, warunki i granice.
            Kurcze, nigdy nie jest tak, że znajdzie się osobę idealnie pasującą do nas, a biorąc pod uwagę zmienność człowieka, to graniczy to z cudem. Dlatego ciągle trzeba szukać nowych kompromisów.
            Człowiek egoistyczny i pozbawiony uczuć może powiedzieć: "żegnaj Gienia, świat się zmienia", ale to co piękne jest w człowieku to właśnie uczucia i emocje.
            • mujer_bonita Re: wracając do "bo kobieta wie lepiej z definicj 03.12.11, 12:40
              esteraj napisała:
              > Kurcze, nigdy nie jest tak, że znajdzie się osobę idealnie pasującą do nas, a b
              > iorąc pod uwagę zmienność człowieka, to graniczy to z cudem. Dlatego ciągle trz
              > eba szukać nowych kompromisów.

              Daj spokój - tylko u Kutuzowa wzajemne docieranie się to 'urabianie'. Masz rację w tym co napisałaś wcześniej. Najprawdopodobniej Iwona (sama po przejściach) uwierzyła w historię o chorobliwie zazdrosnej eks i nie zdawała sobie sprawy jak jego kontakty wyglądają w rzeczywistości wyglądają. I nie - zapewne nie potrzebowała 'aż dwóch lat' tylko przekonywała się o tym stopniowo. Nie sądzę, żeby od początku miała nastawienie jak w rojeniach Kutuzowa 'nie toleruję kobiet w otoczeniu mojego faceta'.

              Z drugiej strony czasem jest tak, że pewne cechy/nawyki partnera, które na początku wydają się być ok - po pewnym czasie i w konkretnym natężeniu potrafią nieźle dać w kość. Oczywiście - każdy ma prawo na początku związku określić co jest dla niego ważne i tego się trzymać ale może też spróbować iść na kompromis.
    • kobieta_z_polnocy Re: brudne sekrety 02.12.11, 20:31
      Autorko, jestem w stanie wyobrazić sobie twoje emocje i dlatego rozumiem, zdaje mi się, doskonale twoją sytuację.

      To czego nie rozumiem to, dlaczego świadomie (bo świadoma jesteś wszystkich mechanizmów i pobudek) decydujesz się na taką a nie inną pozycję w związku. Całe twoje zachowanie (histeryczny lęk, by nie być taka jak eks, itd.) jest nakierunkowane na przypodobanie się partnerowi.

      Boisz się, że uzna cię za klona eks i odejdzie, zrażony twoją "zaborczością"?
      Czy ten mężczyzna jest rzeczywiście wart takiego zachodu?

      W istocie nie różnisz się zbytnio od tych jego koleżanek. Wszystkie się o niego bijecie, nie tylko o dostęp do jego łóżka, lecz również o jego uwagę, atencję...

      Naprawdę nie ma potrzeby rozważania JEGO zachowania. Jego pobudki, to czy flirtuje świadomie czy nie nie mają absolutnie żadnego znaczenia. To TY powinnaś decydować o kształcie swojego życia. Zamiast tego nie robisz absolutnie nic i czekasz na "poprawę" z jego strony. Nic dobrego z tego nie wyjdzie.
      • zamyslonaona Re: brudne sekrety 03.12.11, 16:12
        Moim zdaniem twoje odczucia są naturalne, nie bez powodu mówi się, że przyjaźń między kobietą, a mężczyzną nie istnieje. Dopóki wasza więź jest silna, twój facet może traktowac takie spotkania z koleżankami jako nic nie zagrażającego waszemu związkowi i jego intencje mogą byc w zupełności czyste. Ale nie zawsze jest tak kolorowo, czasem pojawiają się kryzysy w związku, gorsze dni, a ta bezinteresowna znajomosc może właśnie w takich momentach dostarczac mu silniejszych emocji niż np. wieczór z ukochaną. Myślę że nie bez powodu twój ukochany podkreślał to że w poprzednim związku czuł się osaczony przez zazdrośc kobiety i że stracił przez nią znajomych. Teraz przy każdej chwili zazdrości czujesz wyrzuty sumienia, przypominasz sobie te słowa i nie chcesz byc taka jak jego była. Trzeba by się zastanowic ile kobiet byłaby zadowolona w momencie gdy ich partner idzie na kawę z koleżanką. Zaufanie jest bardzo ważne w związku, ale nie powinno go sie wystawiac na próbę. Jesli powiesz mu o swoich obawach możesz wzudzic w nim niepokój że nastąpi powtórka z rozrywki, myśle że powinnaś zacząc umawiac sie z kolegami na kawe, bądz ze znajomymi na jakieś wspólne wyjścia by mógł poczuc to co ty i byś mogła przekonac się czy potrafi też ufac ci bezgranicznie. Nawet jeśli nie masz kolegów to warto byłoby postarac się o kilku :) oczywiście bez podtekstów w gre wchodzą tylko rozmowy. Pozdrawiam.
        • kuzynka_bietka Re: brudne sekrety 03.12.11, 17:22
          Ależ jesteś głupia. Dałaś się wkręcić w stawiane przez faceta warunki, i w dodatku w poczucie winy, że jesteś nie w porządku, czując wewnęrzny głos sprzeciwu. A jest to głos ze wszech miar słuszny!
          Taaa... Bo to takie obciachowe, być zaborczą partnerką. Przecież to "tylko znajome"
          Bo to takie niebezpieczne, stać się podobną do eks i zranić go zazdrością "podobnie jak ona"
          Bo on uważa, żeby nie zranić przyjaciółeczki (a Twoich uczuć to nie mógłby wziąć pod uwagę? Ciebie się ranić, czy tylko niepokoić, nie obawia?)
          Bo to takie nie w porządku, sprawdzać korespondencję... Taaa.

          Kobieto! Otrząśnij się i zaufaj głosowi rozsądku, który masz i który w Tobie dźwięczy.
          To nie jest normalne, żeby facet miał grono przyjaciółeczek. Ich telefony (zarówno 7 smsów, jak telefony w dziwnych porach, podobnie zaproszenia jego samego na obiad) nie są normalne.
          Zupełnie natomiast zrozumiałe są Twoje odczucia. Masz rację! każda normalna kobieta czułaby się tak, jak Ty. Zazdrosna chorobliwie byłabyś, gdybyś miała za złe dzień dobry rzucone z uśmiechem sąsiadce. Stosunki takie, jak opisujesz, plasują Twoje odczucia w samym środku normy.

          Uważaj, bo jesteś słaba. Jesteś psychologicznie miłą dziewczyną. Nie umiesz bronić swoich granic. Dajesz sobą manipulować.
          Między upierdliwą zazdrośnicą a miętką, miłą dziewczyną jest to, co musisz odnaleźć. Bo inaczej zostaniesz upierdliwą zazdrośnicą - on Cię w tę rolę wtłoczy i wmówi Ci ją, aż w nią uwierzysz. I znowu terapia.

          Twoja stanowczość nie zniszczy Twojego związku. Jeśli jest fajny, rozwinie się i będziecie szczęśliwi. On będzie Cię szanować i chronić, jeśli nie dasz się zdegradować do roli słabej kobitki, z którą akurat sypia, bo resztę realizuje gdzie indziej. Zacznie respektować Twoje granice i zabiegać o Twoje uczucia. Bądź atrakcyjna i ciepła, ale oprócz tego - nie zawsze dostępna, nie zawsze wyrozumiała. Niech zobaczy i uzna T w o j e warunki. Stawiaj się na pierwszym planie, teraz Ty wypełniasz jego myśli i uczucia. Jeśli koniecznie chce, może z kumplem, nawet płci żeńskiej, dyskutować o modelarstwie albo typach karabinków, ale w żadnym razie robić to, co z Tobą, czyli gadać o życiu, wspierać, wysłuchiwać, kawkować, jadać obiadki.
          • efi-efi Re: brudne sekrety 04.12.11, 19:45
            Panowie jak zwykle bronią "przyjaźni" i specyficznie pojmowanej wolności.
            Dla mnie słowo przyjaźń ma odmienne znaczenie od tego co przyjaźnią nazywa partner autorki. Wygląd moich przyjaciół jest mi zupełnie obojętny, tu aby zasłużyć na miano przyjaciółki należy być seksowną, atrakcyjną kobietą. Przypuszczam, że ów pan prawdziwych przyjaciół płci męskiej nie posiada bo w tym wszystkim nie o przyjaźń chodzi.

            A abstrahując od wątku głównego, zastanawiają mnie zawsze takie "przyjaciółeczki" - odpowiednik męski nazywany jest przydupasem. Co za przyjemność można mieć siedząc na ławce rezerwowych i karmiąc się resztkami z pańskiego stołu.
            • iwona_z_radomia odciski po weekendzie 07.12.11, 00:04
              Dziękuję wszystkim za wypowiedzi, niektóre z nich trafiają w sedno, inne mniej. Mimo wszystko dały mi dużo do myślenia.

              Przez weekend odbyliśmy kilka rozmow w temacie. Przez weekend pojawiło się kolejne zaproszenie od przyjaciółki skierowane tylko do niego. Na trzecią z kolei imprezę, gdzie ja nie jestem zaliczana do gości. Co temat niejako wyciągnęlo na tapetę.

              Nie jestem z rozmów zadowolona, gdyż on przyjął postawę, jak to ktoś fajnie napisał, i reaguje jak pies na jeża.
              Zupełnie nie widzi jak zapraszanie na imprezy tylko jego, przez tę samą osobę, trzy raz z rzędu jest problemem. "Przecież ja cię zapraszam, przecież ona wie że jesteśmy razem i oczywiście wie że przyjdę z tobą."

              Odniosłam wrażenie, że wywołanie tematu zabiło u niego w jakieś dzwonki alarmowe. Uwaga, ktoś chce wkraść się na teren zabroniony i on wyciąga od razu ciężką amunicję.

              Trochę chłopa swojego znam i z kilku takich akcji wiem, że stawianiem ultimatum, jasnym i twardym zastrzeżeniem co wolno a co nie wolno, co toleruję a co nie- nic nie uzyskam.
              Jedyne co uzyskuję w takich sytuacjach to, że on się zamyka, uzbraja i nagle staje się oporny jak ściana na wszelkie rozmowy i argumenty. Włączając w to zdolność usłyszenia jak ja się czuję. Zamach na wolność sprawa święta i bronić będziemy do upadłego.

              On sam zresztą trochę pół żartem trochę serio powiedział mi kiedyś, że stawianiem go pod ścianą nic się nie uzyska. A jak się wie jak go podejść to zgodzi się na wszystko potulnie jak baranek ;)

              Dużo racji ma sea.sea. Tu nie chodzi szczególnie o przyjaźń z Basią czy Marysią, bo w sumie częściej zaproszenia ignoruje lub odmawia. Często zwyczajnie nie ma ochoty na łażenie z innymi babami i woli czas spędzać ze mną. To akurat dość jasno widać. Więc jestem spokojna że nie o chęć zdrady tu chodzi.

              Obawiam się, że chodzi o to, że jemu potrzebne jest, że te zaproszenia wogóle są. Że interesują się nim atrakcyjne kobiety, że dążą do kontaktów z nim.

              Cóż, zazdrość to objaw moich kompleksów, potrzeba bycia adorowanym to lek na jego kompleksy.
              Wyznał mi kiedyś, że bardzo długo nie uważał się za specjalnie atrakcyjnego dla kobiet i zabieganie o nie nigdy nie było dla niego łatwe. Wygląda na to, że teraz, to że kobiety do niego lgną, w jakiś miły sposób łechce mu ego i tak łatwo z tego nie zamierza rezygnować.

              Co z tym dalej zrobić? Trochę klasyczny pat, gdzie on nie widzi problemu, bo przecież to wszystko takie nieszkodliwe jest. On nie ma sobie nic do zarzucenia, bo przecież on nic nie robi złego. A ja się męczę i odnoszę wrażenie, że on nie wie (nie chce wiedzieć) o co mi chodzi i robi ze mnie zaborczą zazdrośnicę.

              Czy chcę być w związku gdzie facet potrzebuje karmić się zachwytem innych kobiet.
              Czy chcę być w związku, gdzie on będzie ślepo egzekwował swoje prawo do wolności, nie biorąc pod uwagę moich uczuć.
              Czy pasuje mi bycie z osobą, która nie potrafi wprost odmówić gdy czegoś nie chce.
              Czy jestem w stanie to tolerować bo poza tym aspektem związek jest udany.
              Teraz jest udany, wciąż jesteśmy w fazie zauroczenia, miodowego miesiąca. Co będzie gdy wkradnie się rutyna, kłopoty. Czy chętne koleżanki nie będą wówczas miłą alternatywą.
              To pytania które kołaczą się w mojej głowie od kilku dni i na które muszę sobie odpowiedzieć.

              Mam też świadomość pewnej ślepoty, szczególnie co do postów tres. Podświadomie czuję, że uderzają bardzo blisko, ale tego chyba właśnie nie chcę w nim widzieć, nie chcę o kimś kogo kocham myśleć źle. Co oczywiście nie zmienia rzeczywistości.

              I jeszcze, głównie do that.bitch, długość postów oraz rozpisywanie się w temacie to, muszę Cię rozczarować, po prostu zboczenie zawodowe. Mieszanie tu mojego byłego partnera trochę śmieszne.
              Mój były nie mógł sie zdecydować co do związku bo cierpiał na cieżką kliniczną depresję i nie potrafił się zdecydować na podjęcia leczenia. Więc czasem podejmował próby i chciał być ze mną, a czasem sie zapadał w sobie, wszystko niszczył i chciał być sam. Święty by nie wyrobił psychicznie.

              Co do znalezienia sobie hobby, kolegi na kawe, okazywania zbytniego uwielbienia i tym podobnych rad...
              Kolegą na kawę mój chłop się szczególnie nie przejął, więc pudło.
              Uwielbianie oraz okazywanie uwielbiania uważam za dość niezbędny składnik w kochającym związku (na szczęście mój chłop również)
              Więc kolega na kawę, stosowanie metody zimnych dni "wcale się tobą nie interesuję mam swoje sprawy" to moim zdaniem uprawianie jakiś beznajdziejnych gierek w związku.

              Hobby mam, ja swoje, on swoje, oboje mamy też dość pochłaniające prace, więc nie, nie żyjemy tylko swoim związkiem. Więc znów pudło.
              Tymbardziej więc, w natłoku zajęć, czas jaki mamy tylko dla siebie jest dla nas (dla mnie?) cenny. Gdy mamy jeden w tygodniu cichy wieczór tylko dla siebie to ostatnią rzeczą jakiej chcę są godzinne telefony na zwierzenia od jego przyjaciółek.
              On chyba niekoniecznie tak to widzi.

              Często wyczuwam w nim pewien paradoks: tak bardzo jak widzę, że on pragnie "ustatkowania się", założenia rodziny... tak samo pragnie podtrzymywania wśród dawnych znajomych wizerunku siebie jako dzikiego, skorego do imprez i szaleństw singla.
              • elsa33 Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 08:40
                histerycznie łapie uciekającą młodość.....nie zmienisz go Iwona, niestety
              • rubarom Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 09:19
                Rzeczywiście sytuacja totalnie patowa. Jednak trudno było się spodziewać, że ktoś, kto przez tak długi czas robił swoje, choć otrzymywał od partnerki tyle sygnałów, nagle dostrzeże jej racje.
                Niestety, wszystko wskazuje na to, że ten facet "łechtanie ego" przedkłada nad związek.
              • that.bitch.is.sick Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 11:50
                Weź Iwonka wybacz, nikt nie życzy ci źle ale nadal nic nie rozumiesz. Upierasz się że nie masz ze sobą problemu oraz z tym facetem i że twojej podejście jest zdrowe. Nie jest. Zamykasz oczy na problemy i na oczywistości: że ludzie się nie zmieniają i że wszyscy kłamią.
                Twierdzisz że "gierki" w związku są głupie, a sama stosujesz gierki i obmyślasz techniki postępowania. Nie myślisz, mam wrażenie że jesteś zaślepiona i nie potrzebnie tu się wszyscy nagimnastykowali z tymi postami.
                • mujer_bonita Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 12:11
                  that.bitch.is.sick napisała:
                  > Weź Iwonka wybacz, nikt nie życzy ci źle ale nadal nic nie rozumiesz. Upierasz
                  > się że nie masz ze sobą problemu oraz z tym facetem i że twojej podejście jest
                  > zdrowe. Nie jest. Zamykasz oczy na problemy i na oczywistości: że ludzie się n
                  > ie zmieniają i że wszyscy kłamią.
                  > Twierdzisz że "gierki" w związku są głupie, a sama stosujesz gierki i obmyślasz
                  > techniki postępowania. Nie myślisz, mam wrażenie że jesteś zaślepiona i nie po
                  > trzebnie tu się wszyscy nagimnastykowali z tymi postami.

                  No cóż - to jest akurat Twoje zdanie. Wydaje mi się jednak, że zdecydowana większość forum ma odmienne. Nie wypowiadaj się może w imieniu 'wszystkich' :)
                  • that.bitch.is.sick Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 12:33
                    mujer_bonita napisała:



                    > No cóż - to jest akurat Twoje zdanie. Wydaje mi się jednak, że zdecydowana więk
                    > szość forum ma odmienne. Nie wypowiadaj się może w imieniu 'wszystkich' :)
                    >
                    A ty to masz akurat jakąś paranoję. Nie wypowiadam się w imieniu twoim i innych. Uważam, żep. Iwona nie wyciągnęła wniosków z postów wszystkich. Taka jest moja opinia.
                    Za wszystkich to się wypowiadałam że jej źle nie życzą. Chyba że ty jej źle życzysz to wtedy sorry:)
                    • kag73 Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 13:04
                      Iwona, mysmy wszyscu sie tutaj nawypisywali w temacie, w ostatecznosci to Ty musisz podjac decyzje. On jest jaki jest, Ty masz z tym problem.
                      Ja bym to podciagnela pod zdanie "nie pasujemy do siebie" i po prostu zakonczyla ten zwiazek. To ja, bo jestem osoba zdroworozsadkowa, sama milosc nie wystarczy. Bo, warto pomyslec o przyszlosci, on sie nie zmieni, Ty bedziesz sie miotac tak jak i teraz.
                      Druga opcja, bardzo czesto praktykowana "on jest taki, siaki i owaki, ale...ja go kocham". Wtedy sie z takim zostaje i miota przez cale nastepne lata.
                      Jezeli bys sie z nim rozstala, na pewno nastepnej partnerce opowiadalby, ze jego ex(Ty) byla chorobliwie zazdrosna. Pewnie ten czlowiek bedzie mial ciezkie przebudzenie, nie latwo bedzie mu znalezc partnerke, ktora zaakceptuje jego zachowanie, ale niewykluczone, ze takowa znajdzie. Wtedy bedzie szczesliwy. A Ty na pewno znajdziesz kogos kto bedzie chcial wlasnie tak jak Ty i bedziecie zyli dlugo, spokojnie i szczesliwie. Oczywiscie cale zycie to rozwiazywanie pojawiajacych sie problemow, wiadomo, ale w Twoim zwiazku teraz zostajac z nim swiadomie sie w te problemy pakujesz.
                    • mujer_bonita Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 13:30
                      that.bitch.is.sick napisała:
                      > Nie wypowiadam się w imieniu twoim i innych.
                      > Uważam, żep. Iwona nie wyciągnęła wniosków z postów wszystkich.
                      > Taka jest moja opinia.

                      Napisałaś:
                      > Nie myślisz, mam wrażenie że jesteś zaślepiona i nie
                      > potrzebnie tu się wszyscy nagimnastykowali z tymi postami.

                      Tak więc to jest Twoja opinia. To że, Twoje wypociny nie zostały tutaj przyjęte oklaskami nie uprawnia Cię do określania, że niepotrzebnie 'wszyscy' się gimnastykowali.
                      • zyg_zyg_zyg Re: odciski po weekendzie 07.12.11, 13:44

                        that.bitch.is.sick napisała:
                        > mam wrażenie że jesteś zaślepiona i nie
                        > potrzebnie tu się wszyscy nagimnastykowali z tymi postami.

                        mujer_bonita napisała:
                        > No cóż - to jest akurat Twoje zdanie. Wydaje mi się jednak, że zdecydowana więk
                        > szość forum ma odmienne.

                        "Mieć wrażenie" i "wydawać się" to chyba synonimy? To znaczy, że Ty, Bonitka, możesz wyrażać swioją opinię, a Bitch już nie? ;-)
    • lonely.stoner Re: brudne sekrety 07.12.11, 13:17
      rozstan sie z nim i poszukaj kogos kto jest normalny i kto bedzie dbal przede wszystkim o twoje dobro i poczucie bezpieczenstwa.
      Ta sytuacja jest nie do przyjecia. Zmarnowalas 2 lata i nabawilas sie fobii.
    • sonnchen Re: brudne sekrety 07.12.11, 13:20
      Bez zaufania nie stworzy się trwałej więzi z drugą osobą i to niekoniecznie musi być związek, to może być również przyjaźń. A Ty mu nie ufasz, w przeciwnym razie nie miałabyś wątpliwości, nie sprawdzałabyś go. To Ciebie dręczy i może się obrócić przeciwko Tobie i to Ty będziesz uznawana za winną, a on pozostanie "czysty".

      Jego wyjaśnienia są pokrętne. Ktoś, kto ma szczere zamiary, nie musi się tłumaczyć, nie musi trzymać specjalnie włączonego komputera, a przede wszystkim nie zrzuca całej winy za nieudany związek na drugą osobę.

      On daje Ci do zrozumienia, że jeśli będziesz zazdrosna, on odejdzie. Dał Ci ultimatum i nie traktuje Ciebie jako równorzędnego partnera, tylko popychadło.

      • bi_chetny Re: brudne sekrety 07.12.11, 13:25
        facet jest zupełnie normalny, taki po prostu chce być. To Iwona musi zdecydować czy chce być dalej w takim związku. Porozmawiaj z nim i zobacz, czy dla ciebie postara się to zmienić czy nie. Jeśli nie, a ty nie potrafisz w takim związku być, odejdź.
    • happy_123 Re: brudne sekrety 08.12.11, 11:36
      porozmawiajmy na www.psychowsparcie.pl/forum/index.php
    • pani_frig Re: Brudne aż niegrzeczne. 16.12.11, 13:42
      Spamerom mówimy stanowcze raczej Nie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka