janusz.z.bytomia
11.11.14, 23:36
Taka kwestia: kobiety, które lubią broń, potrzymać w ręku strzelbę, pistolet, popatrzeć na defiladę, mają pociąg do munduru, lubią wojsko, są nieco męskie. Robią sobie zdjęcia z żołnierzami na Bliskim Wschodzie. Rozważały na serio wstąpienie do wojska, nawet jeśli tłumaczyły to sobie potrzebą dyscypliny i czynnika porządkującego w chaotycznym życiu.
Problem jest natury seksualnej i moralnej. Seksualny problem - żeby być z taką kobietą na dłuższą metę, czyż nie trzeba być bardzo męskim mężczyzną w sensie również takim? Oczywiście, teraz jesteśmy razem i jest fajnie. Ale czy na dłuższą metę taka kobieta może być z intelektualistą, humanistą, artystą, prawnikiem, księgowym, finansistą? Czy i JAK takie kobiety potrafią oddzielić swoją fascynację kolesiami w moro i z kałachami od miłości do delikatnego, normalnego mężczyzny? Oczywiście, jak pisze, nie chodzi tu o to, że "za mundurem panny sznurem", tylko chodzi o przypadek kobiety, która sama chętnie by może i z tymi żołnierzami się powoziła, postrzelała. Wydaje się, że prędzej czy później normalnego faceta czeka rola misia do przytulania.
Problem moralny i psychiczny - czy kobiety-żołnierki (ona nie jest żołnierką, ale to skrajność taka dla przykładu) potrafią być czułe i dobre jak inne kobiety? Jak można godzić typowe cechy kobiece z takim właśnie 'zboczeniem' militarystycznym? Trochę nie umiem odczytać takiej osoby. Szczególnie, że w przypadku mojej pani jest to o tyle dziwne, że jest niezwykle delikatną osobowością zakochaną w literaturze, teatrze, sztuce, częstokroć zaskakującą swoją kobiecą 'słabością'...