Dodaj do ulubionych

Kompromis prowadzacy do win-win

07.10.15, 18:31
W temacie postulowanego przez Urqu kompromisu prowadzacego do sytuacji win win przypadek wspolpracy zony z kochanka. Oczywiscie, ze mam ambiwalentne uczucia. Z jednej strony rozumiem mezczyzn, a z drugiej nie jestem w stanie im tego dac, tego ani wielu innych rzeczy na bazie kompromisu.

"Do dziś mam kontakt z parą i wiem, że plan się ziścił: żona, kochanka i mąż mieszkają razem z trójką dzieci. Dwójkę mężczyzna ma z żoną, trzecie zaś z kochanką. Oczywiście zdarzają się kłótnie między kobietami, ale wiedzą, że muszą szukać kompromisów, ponieważ żadna nie jest w stanie zrezygnować z bliskiej relacji z tym mężczyzną."

www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,139991,18979442,przypadek-ktorego-nie-zapomne-zona-polubila-kochanke.html?utm_source=agora&utm_medium=nlt&utm_campaign=obcasy-specjalny
Obserwuj wątek
    • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 18:47
      Tylko dlaczego mieszkają razem? To jest b. dziwne i wymagające w tej historii. Są Arabkami lub biseksualistkami?:) Dlaczego panie mieszkają razem? Profesor nie wyjaśnił.
      • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 18:51
        loppe napisał:

        > Tylko dlaczego mieszkają razem?
        ---------------------------------------------
        Potrzebują bliskości i zwyczajnie się lubią. Taka sympatia i chęć integracji dużej rodziny jest silniejsza niż zazdrość i potrzeba rywalizacji. To rzadki przypadek, ale widocznie siw zdarza. Poza tym sprawy ekonomiczne - oszczędność na kosztach mieszkania.
        • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 18:56
          marek.zak1 napisał:

          > loppe napisał:
          >
          > > Tylko dlaczego mieszkają razem?
          > ---------------------------------------------
          > Potrzebują bliskości i zwyczajnie się lubią. Taka sympatia i chęć integracji du
          > żej rodziny jest silniejsza niż zazdrość i potrzeba rywalizacji. To rzadki przy
          > padek, ale widocznie siw zdarza. Poza tym sprawy ekonomiczne - oszczędność na k
          > osztach mieszkania.


          Nie dodałeś jeszcze że wygodniej jest sprzątać, gotować, czy co tam jeszcze co drugi dzień zamiast codziennie:))
          • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 18:59
            loppe napisał:


            > Nie dodałeś jeszcze że wygodniej jest sprzątać, gotować, czy co tam jeszcze co drugi dzień zamiast codziennie:))
            -----------------------------------------------------------
            Organizacja życia, opieka nad dziećmi i w ogóle logistyka są za. Poza tym urozmaicenie seksu, we dwójkę, w trójkę. Jak się ludzie lubią to nawet trudne sprawy mogą rozwiązać. to, jak Kitty pisze: full win - win
            • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 19:08
              marek.zak1 napisał:

              > loppe napisał:
              >
              >
              > > Nie dodałeś jeszcze że wygodniej jest sprzątać, gotować, czy co tam jeszc
              > ze co drugi dzień zamiast codziennie:))
              > -----------------------------------------------------------
              > Organizacja życia, opieka nad dziećmi i w ogóle logistyka są za. Poza tym urozm
              > aicenie seksu, we dwójkę, w trójkę. Jak się ludzie lubią to nawet trudne sprawy
              > mogą rozwiązać.
              to, jak Kitty pisze: full win - win

              Może to w ogóle początek tendencji? Gwałtownie przybywa w dobie internetu, jak słusznie zawsze podkreślasz, mężczyzn-masturbatorów z których kobiety nie mają pożytku, a z drugiej strony korzyści w organizacji pracy etc. są duże.
              • prosty_facet Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 19:17
                loppe napisał:

                > Może to w ogóle początek tendencji?

                Rodziny paczworkowe czy jak to się tam pisze ....
              • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 19:24
                loppe napisał:

                > Może to w ogóle początek tendencji? Gwałtownie przybywa w dobie internetu, jak słusznie zawsze podkreślasz, mężczyzn-masturbatorów z których kobiety nie mają pożytku, a z drugiej strony korzyści w organizacji pracy etc. są duże.
                -------------------------------------------------------------------------------
                Ci mężczyźni - masturbatorzy są przykładami wyznawanej przez Kitty, niechęci do kompromisów z realnymi kobietami. Szukają ideału, odpowiadającego im w 100% a w międzyczasie się masturbują. Wypadają jednocześnie w rynku, a ci mniej bezkompromisowi musza tę lukę zapełnić i są z dwiema kobietami.
              • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 19:31
                loppe napisał:

                > Może to w ogóle początek tendencji? Gwałtownie przybywa w dobie internetu, jak słusznie zawsze podkreślasz, mężczyzn-masturbatorów z których kobiety nie mają pożytku, a z drugiej strony korzyści w organizacji pracy etc. są duże.
                ----------------------------------------------------------------
                Ten artykuł ukazał się w dziale: ,,Tylko zdrowie", co może świadczyć o nieznanym, ale prawdopodobnym prozdrowotnym efekcie takiego rozwiązania.
    • sid_15 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 19:54
      > przypadek wspolpracy zony z kochanka

      O ile powyższe brzmi niestandardowo, acz może nawet rozsądnie, jeśli każdemu pasuje (btw. bodajże Tilda Swinton żyje z dwoma facetami).

      > żona, kochanka i mąż mieszkają razem z trójką dzieci. Dwójkę mężczyzna ma z
      > żoną, trzecie zaś z kochanką.

      O tyle to sprawia, że jeśli postawię się na miejscu tej kochanki bądź żony, to mam ochotę uciekać na Alaskę, a zimna nie lubię.
    • ninek04 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 19:59
      Podobnie było w przypadku M.Wisłockiej-żyła w trójkącie z mężem i swoją przyjaciółką w jednym mieszkaniu,i też obie miały z nim dzieci, nawet w podobnym wieku, przy czym okazało się, że ten mąż nie był im jednak wierny,bo oprócz tych dwóch stałych "żon"miał inne liczne kochanki.
      Choć nie potępiam, to aż na taki kompromis ja bym jednak nie poszła,by mieszkać z żoną kochanka pod jednym dachem,i wspólnie żyć.
      • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 20:18
        ninek04 napisała:

        > Podobnie było w przypadku M.Wisłockiej-żyła w trójkącie z mężem i swoją przyjac
        > iółką w jednym mieszkaniu,i też obie miały z nim dzieci, nawet w podobnym wieku
        > , przy czym okazało się, że ten mąż nie był im jednak wierny,bo oprócz tych dwó
        > ch stałych "żon"miał inne liczne kochanki.
        > Choć nie potępiam, to aż na taki kompromis ja bym jednak nie poszła,by mieszka
        > ć z żoną kochanka pod jednym dachem,i wspólnie żyć.

        To niesamowite. Nie wiedziałem nic. Z mężem rozstała się po 10 latach trójkąta, w którym dziecko kochanki zostało zarejestrowane jako dziecko Michaliny (!), bliźniak, bo obie urodziły w tym samym roku. Miała wielu kochanków: "Żyję tylko wtedy, gdy kocham, reszta to tylko kalendarz".
      • hello-kitty2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 20:18
        ninek04 napisała:

        > Choć nie potępiam, to aż na taki kompromis ja bym jednak nie poszła,by mieszka
        > ć z żoną kochanka pod jednym dachem,i wspólnie żyć.

        Wiadomo tu akurat przypadek ekstremalny ale mnie ciekawi jakich kompromisow mezczyzni oczekuja od kobiet, konkretnie, przykladowo. Wiemy np, ze Kutuzow oczekuje od partnerki rezygnacji z macierzynstwa. To juz jest jakis konkret. Druginudziarz niestety nie rozwinal: ''chcemy seksu, władzy i pieniędzy, tylko tyle ;) I trzeba budować iluzję, że się to właśnie daje, a nie zabierać wszystkie zabawki." Co to znaczy: 'budowac iluzje"?
        • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 20:26
          hello-kitty2 napisała:

          . Druginudziarz niestety nie rozwinal: ''chcemy seksu, władzy i pieniędzy, tylko tyle ;)
          > I trzeba budować iluzję, że się to właśnie daje, a nie zabierać wszystkie zabawki." Co to znaczy: 'budowac iluzje"?
          ---------------------------------------------------------------------------
          To jest mało zrozumiałe. Przytoczę rozmowę Małego księcia z wężem w tym klimacie:
          - You speak in riddles - MK
          - I solve them all - W

          Tak wiec tylko Dn może to rozwiązać.
        • druginudziarz Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 08:29
          hello-kitty2 napisała:

          > ninek04 napisała:
          >
          > > Choć nie potępiam, to aż na taki kompromis ja bym jednak nie poszła,by m
          > ieszka
          > > ć z żoną kochanka pod jednym dachem,i wspólnie żyć.
          >
          > Wiadomo tu akurat przypadek ekstremalny ale mnie ciekawi jakich kompromisow mez
          > czyzni oczekuja od kobiet, konkretnie, przykladowo. Wiemy np, ze Kutuzow oczeku
          > je od partnerki rezygnacji z macierzynstwa. To juz jest jakis konkret. Druginud
          > ziarz niestety nie rozwinal: ''chcemy seksu, władzy i pieniędzy, tylko tyle ;)
          > I trzeba budować iluzję, że się to właśnie daje, a nie zabierać wszystkie zabaw
          > ki." Co to znaczy: 'budowac iluzje"?

          Ależ Cię to męczy :)
          Wiesz czym zajmują się psycholodzy sportowi? Albo jeszcze inaczej, zauważyłaś może że teraz w sporcie nie ma sukcesu bez psychologa? Po co im ten psycholog? jak to działa?
          Z tym "zabieraniem zabawek" to było odniesienie to relacji rodzic-dziecko. Dziecku bardzo na czymś zależy, ale słyszy od rodzica "nie" i nie dostaje nic w zamian. Zdarzała Ci się taka sytuacja w dzieciństwie? pamiętasz swoje emocje??
      • triss_merigold6 Nie było podobnie 08.10.15, 10:27
        Nie było podobnie. Pan mąż był czystym socjopatą i zniszczył psychicznie obie kobiety, a dzieci wyszły z tego potrzaskane emocjonalnie w makabryczny sposób - wyszły wspomnienia córki Wisłockiej.
        Koszt tego "kompromisu" poniosły dzieci.
    • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 21:45
      hello-kitty2 napisała:

      > "Do dziś mam kontakt z parą i wiem, że plan się ziścił: żona, kochanka i mąż mi
      > eszkają razem z trójką dzieci. Dwójkę mężczyzna ma z żoną, trzecie zaś z kochan
      > ką. Oczywiście zdarzają się kłótnie między kobietami, ale wiedzą, że muszą szuk
      > ać kompromisów, ponieważ żadna nie jest w stanie zrezygnować z bliskiej relacji
      > z tym mężczyzną."

      To jakis mega samiec alfa musl byc ;)
      Pewnikiem milioner ;P
      Bo jakos nie wyobrazam sobie, zeby kobiety szly na tak nietypowy kompromis dla zwyklego Zenka operatora wozka widlowego w hurtowni.
      Procz tego obstawiam, ze panie sa bardziej zainteresowane soba i wzajemna erotyczna relacja, niz tym facetem. Jest on jednak im potrzebny do zapewniania zasobow i stwarzania dzieciom iluzji tzw. prawdziwej rodziny, bo jak rozumiem rzecz sie dzieje w Polsce. Gdyby w centrum ich zainteresowania byl tylko i wylacznie ow szczesliwiec, panie zapewne cala swoja energie skierowalyby na darcie kotow miedzy soba i wyszarpywanie sobie samca na swoj wlasny, wylaczny uzytek ;)
      Natura ludzka jest jaka jest, a standardowa kobieca zazdrosc i sklonnosc do walki o samca i jego zasoby ma wiele tysiecy lat tradycji. Musza wiec tu zachodzic jakies naprawde nadzwyczajne okolicznosci, skoro tak sobie to wszystko polubownie poukladali.
      • hello-kitty2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 21:53
        glamourous napisała:

        > To jakis mega samiec alfa musl byc ;)
        > Pewnikiem milioner ;P
        > Bo jakos nie wyobrazam sobie, zeby kobiety szly na tak nietypowy kompromis dla
        > zwyklego Zenka operatora wozka widlowego w hurtowni.

        Glam ja tylko tak z ciekawosci zupelnie z boczku zapytam: ten Zenek operator wozka widlowego to Ci sie tak przypadkowo w wywod wstawil? ;-)

        Calosc wywodu przekonywujaca.

        Wrzuc cos (jak liznelas temat) o oczekiwanych od kobiet kompromisach.
        • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 07.10.15, 22:15
          hello-kitty2 napisała:

          > Glam ja tylko tak z ciekawosci zupelnie z boczku zapytam: ten Zenek operator wo
          > zka widlowego to Ci sie tak przypadkowo w wywod wstawil? ;-)

          To nie o mnie, przecież nie mam na imię Zenon.
        • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 05:59
          Świetnie Glam to opisała.

          Co do tych kompromisów Kitty, to imho tylko nie takie duże, a więc takie które subiektywnie nie powodują silnego cierpienia. Na tym polega dobry dobór partnerów, że nie muszą dużo cierpieć żeby być ze sobą. Dochodzi pytanie etyczne, na ile wolno nam nalegać na zmienienie się drugiego człowieka, zmieniać go, odbierać mu tożsamość. Przecież każdy ma prawo śpiewać swoją własną piosenkę. Niech sam się zmieni jak chce, albo znajdzie odpowiedniego dla siebie partnera/kę.

          www.youtube.com/watch?v=uMxeJ_48I9I
          • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 09:11
            Za różne zalety różni ludzie cenią bardziej niż za inne i tak samo jest z wadami. Właściwie niektóre zalety i wady są bardzo subiektywne, statystycznie czy nawet obiektywnie nimi wcale nie będąc. Ktoś np. jest małomówny i to się nie spodoba jednemu partnerowi, a drugiego zachwyci: "Jak ty mało mówisz! Moja poprzednia partnerka..."
            • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 09:39
              Albo jakiś mężczyzna może lubi być zdominowany, no to niech się dobiorą z dominą i nie zawracają - oboje - głowy reszcie populacji:)
              • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 10:12
                W sensie musimy być ze sobą. Bo przenikanie - w postaci relacji osób nie pasujących do siebie jest zarówno nieuniknione, jak i cenne.
        • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 08:09
          > Glam ja tylko tak z ciekawosci zupelnie z boczku zapytam: ten Zenek operator wozka widlowego to Ci sie
          > tak przypadkowo w wywod wstawil? ;-)

          www.youtube.com/watch?v=zyep-lN0qPY

          > Wrzuc cos (jak liznelas temat) o oczekiwanych od kobiet kompromisach.

          Tematu specjalnie nie lizalam, ale jakbym napisala, jakich na przyklad kompromisow oczekiwal ode mnie moj byly/niebyly, to by wszyscy tutaj z krzesel pospadali. To by byla chyba zbyt duza komedia, nawet jak na to forum ;)
          • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 08:55
            Tylko jakim cudem operator wozka widkowego skojarzyl Ci sie ze zlodziejem? Przykladowo profesja bankowca jest temu zdecydowanie blizsza o czym moge zaswiadczyc osobiscie, albowiem w obu fachach mam praktyke ;)
            • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:40
              sabat777 napisał:

              > Tylko jakim cudem operator wozka widkowego skojarzyl Ci sie ze zlodziejem? Przy
              > kladowo profesja bankowca jest temu zdecydowanie blizsza o czym moge zaswiadczy
              > c osobiscie, albowiem w obu fachach mam praktyke ;)

              Zenek zlodziej czy pogromca wozkow to archetyp anty-alfy : nieprestizowe imie, nieprestizowe IQ i profesja, nieprestizowe zasoby ;) Facet przynoszacy do domu w kieszeni garsc czeresni jako trofeum i utrzymujacy w ten sposob maly haremik, slodkie ;)

              Samice raczej nie ida na tak daleko idace kompromisy jak dzielenie sie chlopem z inna laska w malym M3 w blokowisku. Koles z przykladu Starowicza musi miec jakiegos poteznego asa w rekawie - albo to one nie sa klasycznymi samicami, tylko na przyklad dzieciatymi Les, ktorym w polskich warunkach potrzeba przykrywki oraz dodatkowego finansowego zasilania.
              • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:25
                Lubie czytac takie posty jak Twoj, Glam. Rzecz w tym, ze na forum z luboscia pietnuje sie takie argumenty gdy padaja z meskich ust. Kiedy pisze to facet, to jest to odbierane jako atak na kobiecosc. Tymczasem kiedy kobiety troche wypuscic, to same z luboscia przyznaja, ze dla nich decydujacy argument w ogolnej ocenie mezczyzny to jego forsa i pozycja. I nie ma manewru, bo jak pisze to Urqu, Sabat albo Kutuzow, to babkom na forum wlacza sie tryb pt. "Sfrustrowany mizogin bredzi, a my to programowo potepiamy i zaprzeczamy faktom". Brawo i dziekuje :)
                • mabelle2000 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:31
                  sabat777 napisał:

                  > Lubie czytac takie posty jak Twoj, Glam. Rzecz w tym, ze na forum z luboscia pi
                  > etnuje sie takie argumenty gdy padaja z meskich ust. Kiedy pisze to facet, to j
                  > est to odbierane jako atak na kobiecosc. Tymczasem kiedy kobiety troche wypusci
                  > c, to same z luboscia przyznaja, ze dla nich decydujacy argument w ogolnej ocen
                  > ie mezczyzny to jego forsa i pozycja.

                  Cos mi tu nie gra. Czy to nie czasem Glam pogardzila forsa surfera ? :-)
                  • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:43
                    Niekoniecznie. Matematyka zna pojecie warunku koniecznego, ale niewystarczajacego. W tym duchu pozwolilem sobie nazwac forse i pozycje warunkiem decydujacym, ale przeciez nie musi on byc on warunkiem ostatecznym. Przeciez mezczyzna moze np. byc skapcem, czyli nie chciec dopuscic kobiety do swoich zasobow. Wtedy nie moglaby nic na tym ukladzie zyskac i taki partner nie moglby byc uznany za atrakcyjnego.
                    • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:03
                      sabat777 napisał:

                      > Niekoniecznie. Matematyka zna pojecie warunku koniecznego, ale nie wystarczającego.
                      ---------------------------------------------------------------------------------------
                      Do czego? Romansu, seksu, związku? Poza tym ,,forsa". Jakieś wskazówki kwantyfikujące. Zarobki miesięczne w zależności od wieku, miejsca zamieszkania.
                      • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:08
                        Wskazowka w kategorii rzadkosci ekonomicznej. Gdyby wszyscy mezczyzni na swiecie mieli rowno milion dolarow to by byli w oczach kobiet biedni. Pieniadze sa symbolicznym przedstawieniem wladzy i hierarchii w grupie, a to o nia chodzi a nie glupi papierek, ktory ja symbolizuje.
                        • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:18
                          sabat777 napisał:

                          > Wskazowka w kategorii rzadkosci ekonomicznej. Gdyby wszyscy mezczyzni na swiecie mieli rowno milion dolarow to by byli w oczach kobiet biedni. Pieniadze sa symbolicznym przedstawieniem wladzy i hierarchii w grupie, a to o nia chodzi a nie glupi papierek, ktory ja symbolizuje.
                          --------------------------------------------------------------------------------
                          No moment, cały czas piszesz o forsie, a teraz twierdzisz, że to nie o to chodzi, a pozycjonowanie faceta wśród innych. Pozycjonować się możesz wieloma innymi rzeczami, a forsa jest jedną z nich.
                          • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:28
                            marek.zak1 napisał:

                            > sabat777 napisał:
                            >
                            > > Wskazowka w kategorii rzadkosci ekonomicznej. Gdyby wszyscy mezczyzni na
                            > swiecie mieli rowno milion dolarow to by byli w oczach kobiet biedni. Pieniadze
                            > sa symbolicznym przedstawieniem wladzy i hierarchii w grupie, a to o nia chodz
                            > i a nie glupi papierek, ktory ja symbolizuje.
                            > -------------------------------------------------------------------------------
                            > -
                            > No moment, cały czas piszesz o forsie, a teraz twierdzisz, że to nie o to chodz
                            > i, a pozycjonowanie faceta wśród innych. Pozycjonować się możesz wieloma innymi
                            > rzeczami, a forsa jest jedną z nich.

                            Z 1mln każdy byliby nie tyle biedni co równi finansowo, a proces oceniania ich relatywnej atrakcyjności przez panie ignorowałby od tej chwili finanse, a uwydatnił pozostałe kryteria, np. piękno duszy
                            • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:33
                              Albo - jak chce Sabat - już bez elementu finansowego oceniana byłaby POWER samca w grupie
                              • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:38
                                Dokladnie, uprzedziles mnie jak pisalem. Przypuszczam, ze tak bylo we wspolnotach pierwotnych.
                            • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:36
                              Nie. Zawsze liczy sie wladza i hierarchia, a w stadzie zawsze jakas jest. Po prostu pieniadz przestalby reprezentowac wladze.
                              • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:40
                                sabat777 napisał:

                                > Nie. Zawsze liczy sie wladza i hierarchia, a w stadzie zawsze jakas jest. Po prostu pieniadz przestalby reprezentowac wladze.
                                ---------------------------------------------------------------------------------------------
                                Widzisz, ale w wieku, w jakim babki wybierają swoich facetów, a więc generalnie 20 + o jakiej władzy, czy hierarchii my mówimy? Facet ma być fajny, miły, inteligentny i jakoś wyglądać. Liczą się też rokowania, błysk w oku, ale nie żadna WŁADZA ANI KASA.
                                • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:52
                                  Wzajemna atrakcyjnosc plci towarzyszy nam cale zycie. Co z tego, ze zauroczy sie w Tobie dwudziestolatka, jesli za kilkanascie lat bedzie uwazac Cie za ciezkiego idiote i nieudacznika. Poza tym zdaje sie, ze ten model wybierania sobie za mlodu faceta na cale zycie powoli zaczyna odchodzic do lamusa.
                                  Wracajac - hierarchia istnieje zawsze. I zauwaz ze najpopularniejsi chlopcy w grupach rowiesniczych sa jedniczesnie najatrakcyjniejsi - decyduje status, od mlodzienczych lat.
                                  • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:00
                                    sabat777 napisał:

                                    > Wzajemna atrakcyjnosc plci towarzyszy nam cale zycie. Co z tego, ze zauroczy si
                                    > e w Tobie dwudziestolatka, jesli za kilkanascie lat bedzie uwazac Cie za ciezki
                                    > ego idiote i nieudacznika. Poza tym zdaje sie, ze ten model wybierania sobie za
                                    > mlodu faceta na cale zycie powoli zaczyna odchodzic do lamusa.
                                    > Wracajac - hierarchia istnieje zawsze. I zauwaz ze najpopularniejsi chlopcy w g
                                    > rupach rowiesniczych sa jedniczesnie najatrakcyjniejsi - decyduje status, od ml
                                    > odzienczych lat.

                                    Jak mam to zauważyć, kiedy właśnie wcale tak nie jest?:) Atrakcyjność w grupie męskiej nie przekłada się tak prosto na atrakcyjność wśród dziewczyn, jest pewna wyraźna różnica, bo dochodzą pewne elementy (a przynajmniej do cholery są wyżej punktowane wśród dziewczyn jak przystojność, Sabat...)
                                    • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:06
                                      Przystojnosc bez atrakcyjnosci seksualnej jest przez kobiety okreslana jako "ladnosc", natomiast atrakcyjnosc seksualna mezczyzny, ktory nie jest przystojny jest okreslana jako "meskosc". To wskazuje, ze kategorie obiektywnej urody i atrakcyjnosci seksualnej rozmijaja sie, a czynnikiem rozgraniczajacym jest posiadany (lub nie) status i wladza/sila.
                                      • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:11
                                        W każdym razie zapewniam Cię, żeby nie komplikować, że rówieśnicy nie dadzą Ci ani punktu za dobre sprawowanie w sypialni, a kobieta owszem i to sporo
                                      • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:15
                                        Taki brzydki kurdupel może być przewodniczącym samorządu studenckiego, ale w konkurach do kobiet nie da rady po prostu być nr 1, może być tylko ponad swoją prezencję, ale nigdy w ścisłej czołówce chłopie. Ilu ja widziałem kurdupli na stanowiskach z dziwnie wręcz nieatrakcyjnymi żonami
                                        • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:19
                                          loppe napisał:

                                          > Taki brzydki kurdupel może być przewodniczącym samorządu studenckiego, ale w konkurach do kobiet nie da rady po prostu być nr 1, może być tylko ponad swoją prezencję, ale nigdy w ścisłej czołówce chłopie. Ilu ja widziałem kurdupli na stanowiskach z dziwnie wręcz nieatrakcyjnymi żonami.
                                          ------------------------------------------------------------------------------------
                                          To wszystko nie jest takie proste. Moja pozycja w grupie była zupełnie przeciętna, a wybrała mnie najładniejsza dziewczyna. Nie chce mi powiedzieć dlaczego.
                                          • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:22
                                            marek.zak1 napisał:

                                            > loppe napisał:
                                            >
                                            > > Taki brzydki kurdupel może być przewodniczącym samorządu studenckiego, al
                                            > e w konkurach do kobiet nie da rady po prostu być nr 1, może być tylko ponad sw
                                            > oją prezencję, ale nigdy w ścisłej czołówce chłopie. Ilu ja widziałem kurdupli
                                            > na stanowiskach z dziwnie wręcz nieatrakcyjnymi żonami.
                                            > -------------------------------------------------------------------------------
                                            > -----
                                            > To wszystko nie jest takie proste. Moja pozycja w grupie była zupełnie przecięt
                                            > na, a wybrała mnie najładniejsza dziewczyna. Nie chce mi powiedzieć dlaczego.

                                            Mnie to mówisz, Sabatowi to powiedz:)
                                        • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:25
                                          Samorzad studencki? A co to za splendor i pozycja? W tym wieku to raczej vocal dobrego zespolu rockowego, aktor i takie tam. Jest tez fajny przyklad dostepu do zasobow samca w wieku studenckim - dziewczyny ruchajace sie z dilerami narkotykow. Dilerzy ktorych znalem ruchali jak przyslowiowe gwiazdy rocka, a w zamian ich dziewczyny (liczne) zawsze mialy dostep do zielonego lub bialego, w zaleznosci od preferencji. Niektorzy byli brzydcy jak kupa. A przepraszam, kupa nie jest az taka brzydka.
                                      • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 00:09
                                        sabat777 napisał:

                                        > Przystojnosc bez atrakcyjnosci seksualnej jest przez kobiety okreslana jako "la
                                        > dnosc", natomiast atrakcyjnosc seksualna mezczyzny, ktory nie jest przystojny j
                                        > est okreslana jako "meskosc". To wskazuje, ze kategorie obiektywnej urody i atr
                                        > akcyjnosci seksualnej rozmijaja sie, a czynnikiem rozgraniczajacym jest posiada
                                        > ny (lub nie) status i wladza/sila.

                                        Odpowiedz jest prosta: albo facet sie podoba / pociaga, albo nie. Dlaczego? Rzecz indywidualna. Bo dziala chemia? Byc moze. Nie wiem co ma tutaj do rzeczy staus i wladza/sila?
                                        Chyba, ze chodzi Ci o to, ze sa kabiety, ktore na pierwszym miejscu stawiaja status czy pieniadze, ale to nie musi miec nic wspolnego i czesto nie ma nic wspolnego z pociagiem czy atrakcyjnoscia fizyczna. W dodatku zdarza sie, ze facet dostanie szanse, zeby go polubic/blizej poznac, bo ma cos do zaoferowania, ale znow tutaj w zaleznosci od kobiety, dla jednej absolutnie fizycznosc na pierwszym miejscu(jak facet nie pociaga nic sie nie da zrobic, bo nie bedzie nawet randki), dla innej moze niekoniecznie, bo np. akurat jest dobry moment, facet sie dobrze stara i rozwija sie z tego cos wiecej.
                                  • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:16
                                    sabat777 napisał:

                                    > Wzajemna atrakcyjnosc plci towarzyszy nam cale zycie. Co z tego, ze zauroczy sie w Tobie dwudziestolatka, jesli za kilkanascie lat bedzie uwazac Cie za ciezkiego idiote i nieudacznika. Poza tym zdaje sie, ze ten model wybierania sobie za mlodu faceta na cale zycie powoli zaczyna odchodzic do lamusa.
                                    > Wracajac - hierarchia istnieje zawsze. I zauwaz ze najpopularniejsi chlopcy w grupach rowiesniczych sa jedniczesnie najatrakcyjniejsi - decyduje status, od mlodzienczych lat.
                                    -----------------------------------------------------------------------------------------------
                                    Tak, ale to nie jest dane na zawsze. Kobiety uważają faceta za ,,interesującego", albo nie, a my tak naprawdę nie wiemy, co za tym idzie. Jak okresśić miejsce w hierarchii w grupie na studiach?
                                    • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:27
                                      Jak nie wiadomo o co chodzi, to zwykle chodzi o pieniadze :D
                                    • sea.sea Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:28
                                      Charyzma, psze kolegi. Naturalne przywództwo w grupie wynikające z osobowości, zachowania, a nie ilości hajsów. Docelowo bardzo możliwe, że prowadzi także do hajsów :>
                          • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:33
                            No przeciez ewolucja trwa cale eony, a pieniadz to wymysl ostatnich tysiecy lat. W rozumieniu historii gatunku to mgnienie oka. Zauwaz Marek, ze w dzisiejszych czasach nawet najbiedniejsi maja dostep do dobr i pozywienia o jakich nie sniloby sie nawet krezusom z czasow epoki kamiennej. I oczywiscie chodzi o pozycjonowanie w odniesieniu do innych mezczyzn. Ale w dzisiejszych czasach tym co nas pozycjonuje w grupie jest czesto forsa.
                • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 00:30
                  sabat777 napisał:

                  > Lubie czytac takie posty jak Twoj, Glam. Rzecz w tym, ze na forum z luboscia pi
                  > etnuje sie takie argumenty gdy padaja z meskich ust. Kiedy pisze to facet, to j
                  > est to odbierane jako atak na kobiecosc. Tymczasem kiedy kobiety troche wypusci
                  > c, to same z luboscia przyznaja, ze dla nich decydujacy argument w ogolnej ocen
                  > ie mezczyzny to jego forsa i pozycja. I nie ma manewru, bo jak pisze to Urqu, S
                  > abat albo Kutuzow, to babkom na forum wlacza sie tryb pt. "Sfrustrowany mizogin
                  > bredzi, a my to programowo potepiamy i zaprzeczamy faktom". Brawo i dziekuje :
                  > )
                  A mnie sie wydaje, ze to jest roznica czy chodzi tutaj o ocene/wybor partnera w "normalnych" warunkach czy o konstelacje: zona i kochanka. Bo przypuszczam, ze ktoras byla pierwsza, czyli zona, moze w dodatku juz z dzieckiem/dziecmi, moze ze wspolnym domem i w dodatku emocjonalnie uzalezniona od meza, kochajaca i na tyle glupia, przekonana, ze bez pana zyc nie moze a pan z kochanki zrezygnowac nie chce i kochanka z niego rowniez nie. Moze sie jeszcze jej wlaczyc "to ja jestem zona, nalezy mi sie, jest moj, na pewno sie nie wycofam". Kochanka mysli podobnie, pan ma je w garsci obie i...sie dzieje.
                  • ninek04 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 08:13
                    kag73 napisała:

                    > A mnie sie wydaje, ze to jest roznica czy chodzi tutaj o ocene/wybor partnera w
                    > "normalnych" warunkach czy o konstelacje: zona i kochanka. Bo przypuszczam, ze
                    > ktoras byla pierwsza, czyli zona, moze w dodatku juz z dzieckiem/dziecmi, moze
                    > ze wspolnym domem i w dodatku emocjonalnie uzalezniona od meza, kochajaca i na
                    > tyle glupia, przekonana, ze bez pana zyc nie moze a pan z kochanki zrezygnowac
                    > nie chce i kochanka z niego rowniez nie. Moze sie jeszcze jej wlaczyc "to ja j
                    > estem zona, nalezy mi sie, jest moj, na pewno sie nie wycofam". Kochanka mysli
                    > podobnie, pan ma je w garsci obie i...sie dzieje.

                    Ale to, że obie go chcą, nie oznacza, że się zgodzą na życie pod wspólnym dachem.Juz widze tę zdradzoną, wściekłą,czy załamaną żonę ,która godzi sie na taką propozycję w imię miłości do wiarołomnego męża , przeciez to nierealne.Żona stawia ultimatum i pan najczęściej zostaje z nią, bo ma zbyt dużo stracenia, by wybrać tę drugą.Z kolei kochanka, jeśli będzie chciała zawłaszczyć pana i przeć do zwiazku,to też znajdzie swoje sposoby, by żonę spuścić po brzytwie bez większych skrupułów,ale nie za cenę życia w trójkącie, bo takie cuda to się raczej nie zdarzają.Także to nie on ma je w garści i jest rozgrywającym, tylko, jesli już ,to one .
                    >
                    • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 10:07
                      ninek04 napisała:
                      > Ale to, że obie go chcą, nie oznacza, że się zgodzą na życie pod wspólnym dache
                      > m.Juz widze tę zdradzoną, wściekłą,czy załamaną żonę ,która godzi sie na taką p
                      > ropozycję w imię miłości do wiarołomnego męża , przeciez to nierealne.Żona staw
                      > ia ultimatum i pan najczęściej zostaje z nią, bo ma zbyt dużo stracenia, by wyb
                      > rać tę drugą
                      Z kolei kochanka, jeśli będzie chciała zawłaszczyć pana i przeć d
                      > o zwiazku,to też znajdzie swoje sposoby, by żonę spuścić po brzytwie bez większ
                      > ych skrupułów,ale nie za cenę życia w trójkącie, bo takie cuda to się raczej
                      > nie zdarzają.Także to nie on ma je w garści i jest rozgrywającym, tylko, jesli
                      > już ,to one.

                      Czyli to one byly zainteresowane takim ukladem, bo lubia mieszy soba, lubia trojkaoty, rowniez w lozku? Chca obie doic kolesia?
                      Moze zona nie postawila ultimatum, bo nie miala warunkow. Zadziwiajace tylko jest, ze obie z nim sypiaja.
                      Znam przypadek, ze facet sprowadzil do domu kochanke i co ma zrobic zona(+dwojka dzieci)? Na ten dom harowala razem z nim, moze nawet jeszcze nie splacony w calosci, dokad ma isc albo czy w ogole chce, w koncu dom jest rowniez jej. Roznica: ona z nim nie sypia. Tyle w temacie ultimatum. Co mnie dziwi: postawa kochanki.
                      A dzieci: nie wiem, moze ja przedstawil: to ciocia Marysia, bedzie teraz u nas mieszkac.


                      > >
                    • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 10:26
                      ninek04 napisała:
                      > Ale to, że obie go chcą, nie oznacza, że się zgodzą na życie pod wspólnym dache
                      > m.Juz widze tę zdradzoną, wściekłą,czy załamaną żonę ,która godzi sie na taką p
                      > ropozycję w imię miłości do wiarołomnego męża , przeciez to nierealne.Żona staw
                      > ia ultimatum i pan najczęściej zostaje z nią, bo ma zbyt dużo stracenia, by wyb
                      > rać tę drugą.Z kolei kochanka, jeśli będzie chciała zawłaszczyć pana i przeć d
                      > o zwiazku,to też znajdzie swoje sposoby, by żonę spuścić po brzytwie bez większ
                      > ych skrupułów,ale nie za cenę życia w trójkącie, bo takie cuda to się raczej
                      > nie zdarzają.Także to nie on ma je w garści i jest rozgrywającym, tylko, jesli
                      > już ,to one .

                      Zreszta odpowiedz jest w artykule:
                      "Najważniejsze jest to, że zarówno kochanka, jak i żona nie chciały wcale "zniszczyć" swojego ukochanego, tylko wręcz przeciwnie, planowały, jak doprowadzić do tego, by obie mogły z nim mieszkać. Stwierdziły, że nie warto toczyć wyniszczającej walki, której skutkiem może być depresja."

                      • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 10:28
                        kag73 napisała:
                        > Zreszta odpowiedz jest w artykule:
                        > "Najważniejsze jest to, że zarówno kochanka, jak i żona nie chciały wcale "znis
                        > zczyć" swojego ukochanego, tylko wręcz przeciwnie, planowały, jak doprowadzić d
                        > o tego, by obie mogły z nim mieszkać. Stwierdziły, że nie warto toczyć wyniszcz
                        > ającej walki, której skutkiem może być depresja."

                        Inna kwestia to czy te kobiety lubia w lozku trojkaty, czy tez lubia seks ze soba, itd. Na ten temat nic nie powiedziano, bo celem pana seskuologa bylo pomoc parze i utrzymac zwiazek. Cel osiagniety ;)
              • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 13:22
                O zimnym chowie we Francji, gdzie priorytetem jest interes dorosłych a nie dziecka (Glam pisała wcześniej o tym)

                "Gdy dziecko ma temperaturę 37,8 C i katar, normalnie idzie do żłobka."

                www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,18335513,miec-dziecko-we-francji.html#BoxLSLink
                • bgz0702 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 10:43
                  loppe napisał:

                  > "Gdy dziecko ma temperaturę 37,8 C i katar, normalnie idzie do żłobka."
                  >
                  > www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,18335513,miec-dziecko-we-francji.html#BoxLSLink

                  w naszym kraju też temperatura "zaczyna się" od 38, nic niezwykłego ale ilu z nas dorosłych jeśli ma wybór idzie do pracy z temp 37.8, a jak już idzie BO MUSI tam być to jak się czuje i gdzie wolałby być wtedy? No i wszyscy wiemy, że podwyższona temp świadczy o chorobie, a wysyłanie chorego dziecka do żłobka czy przedszkola, gdzie rówieśnicy mają raczej niską odpornosć spowoduje lawinę chorób wśrod innych dzieci. To też prawo francuskich matek- zakażać chorobą inne dzieci? Nie jestem pewna czy to do końca normalne choć oczywiście bardzo wygodne

                  • druginudziarz Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 10:57
                    bgz0702 napisała:

                    > loppe napisał:
                    >
                    > > "Gdy dziecko ma temperaturę 37,8 C i katar, normalnie idzie do żłobka."
                    > >
                    > > www.edziecko.pl/rodzice/1,79361,18335513,miec-dziecko-we-francji.html#BoxLSLink
                    >
                    > w naszym kraju też temperatura "zaczyna się" od 38, nic niezwykłego ale ilu z n
                    > as dorosłych jeśli ma wybór idzie do pracy z temp 37.8, a jak już idzie BO MUSI
                    > tam być to jak się czuje i gdzie wolałby być wtedy? No i wszyscy wiemy, że po
                    > dwyższona temp świadczy o chorobie, a wysyłanie chorego dziecka do żłobka czy
                    > przedszkola, gdzie rówieśnicy mają raczej niską odpornosć spowoduje lawinę chor
                    > ób wśrod innych dzieci. To też prawo francuskich matek- zakażać chorobą inne dz
                    > ieci? Nie jestem pewna czy to do końca normalne choć oczywiście bardzo wygodne

                    To wprawdzie offtop, ale przeziębienie dziecka a przeziębienie dorosłego to są zupełnie inne sytuacje.
                    Dziecko by nabrać odporności musi "odchorować". Taka jest biologia układu immumologicznego, który wyrabia się tylko i wyłącznie przez ekspozycje.
                    • bgz0702 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 11:20
                      druginudziarz napisał:

                      > To wprawdzie offtop, ale przeziębienie dziecka a przeziębienie dorosłego to są
                      > zupełnie inne sytuacje.
                      > Dziecko by nabrać odporności musi "odchorować". Taka jest biologia układu immum
                      > ologicznego, który wyrabia się tylko i wyłącznie przez ekspozycje.

                      "odchorować" nie oznacza eksponowania na atak wszystkich wirusów, bo korzyści z takiej ekspozycji są mniejsze niż straty po przyjętej farmokologii. Nie rób jaj;) wiem na czym polega budowanie odporności ale dzięki ze mi chciałeś powiedzieć;))
                      • bgz0702 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 11:22
                        bgz0702 napisała:

                        > druginudziarz napisał:
                        >
                        > > To wprawdzie offtop, ale przeziębienie dziecka a przeziębienie dorosłego
                        > to są
                        > > zupełnie inne sytuacje.
                        > > Dziecko by nabrać odporności musi "odchorować". Taka jest biologia układu
                        > immum
                        > > ologicznego, który wyrabia się tylko i wyłącznie przez ekspozycje.
                        >
                        > "odchorować" nie oznacza eksponowania na atak wszystkich wirusów, bo korzyści z
                        > takiej ekspozycji są mniejsze niż straty po przyjętej farmokologii. Nie rób ja
                        > j;) wiem na czym polega budowanie odporności ale dzięki ze mi chciałeś powiedzi
                        > eć;))

                        farmakologii chciałąm napisać- i oczywiście mam na myśli CHEMIĘ
                      • druginudziarz Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 11:29
                        bgz0702 napisała:

                        > druginudziarz napisał:
                        >
                        > > To wprawdzie offtop, ale przeziębienie dziecka a przeziębienie dorosłego
                        > to są
                        > > zupełnie inne sytuacje.
                        > > Dziecko by nabrać odporności musi "odchorować". Taka jest biologia układu
                        > immum
                        > > ologicznego, który wyrabia się tylko i wyłącznie przez ekspozycje.
                        >
                        > "odchorować" nie oznacza eksponowania na atak wszystkich wirusów, bo korzyści z
                        > takiej ekspozycji są mniejsze niż straty po przyjętej farmokologii.

                        Wyrzucić więc farmakologię w takich przypadkach, bardziej ona pomaga mamom na psychikę niż dziecku. Moja druga córka chowana jest w 100% bez antybiotyków, owszem, trochę w przedszkolu chorowała, ale w podstawówce na świadectwach miała 100% obecności.
                        Sory, ale mam ugruntowaną wiedzą na temat tego jak działa ten przemysł i jak bardzo wkręcili się w niego nawet poczciwi lekarze, tak bardzo, że juz nie mają poczucia, że coż jest nie tak.
                        Katarek? aa, to damy antybiocik.

                        > Nie rób ja
                        > j;) wiem na czym polega budowanie odporności ale dzięki ze mi chciałeś powiedzi
                        > eć;))

                        To było raczej ogólnie adresowane niż specjalnie do Ciebie.
                        W dzisiejszych czasach kultu farmakologii, a zwłaszcza antybiotyków łatwo zagubić umiar.
                        • bgz0702 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 11:38
                          druginudziarz napisał:

                          > Wyrzucić więc farmakologię w takich przypadkach, bardziej ona pomaga mamom na p
                          > sychikę niż dziecku. Moja druga córka chowana jest w 100% bez antybiotyków, ows
                          > zem, trochę w przedszkolu chorowała, ale w podstawówce na świadectwach miała 10
                          > 0% obecności.
                          > Sory, ale mam ugruntowaną wiedzą na temat tego jak działa ten przemysł i jak ba
                          > rdzo wkręcili się w niego nawet poczciwi lekarze, tak bardzo, że juz nie mają p
                          > oczucia, że coż jest nie tak.
                          > Katarek? aa, to damy antybiocik.
                          >
                          o żeż ty!;))) uwielbiam cię, dzięki ze mnie oświecasz;)
                          • bgz0702 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 11:41
                            druginudziarz napisał:
                            >
                            > > Wyrzucić więc farmakologię w takich przypadkach, bardziej ona pomaga mamo
                            > m na p
                            > > sychikę niż dziecku. Moja druga córka chowana jest w 100% bez antybiotykó
                            > w, ows
                            > > zem, trochę w przedszkolu chorowała, ale w podstawówce na świadectwach mi
                            > ała 10
                            > > 0% obecności.
                            > > Sory, ale mam ugruntowaną wiedzą na temat tego jak działa ten przemysł i
                            > jak ba
                            > > rdzo wkręcili się w niego nawet poczciwi lekarze, tak bardzo, że juz nie
                            > mają p
                            > > oczucia, że coż jest nie tak.
                            > > Katarek? aa, to damy antybiocik.
                            > >
                            ja mam wrazenie że my zawsze rozmawiamy tutaj o skrajnościach;) moje dzieci też nie chorują, geny po matce, ale dwa razy w roku mogą nie iść do szkoły w wybrany przez siebie dzień w którym nie ma sprawdzianu, kartkówek itp o czym informuje mnie dziennik elektroniczny. Pozwalam im na to, mam nadzieję że to się nie zemci w przyszłości. Antybiotyki mi niestraszne, nie mam z nimi wcale do czynienia
                        • ninek04 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 12:06

                          >Wyrzucić więc farmakologię w takich przypadkach, bardziej ona pomaga mamom na psychikę niż dziecku. Moja druga córka chowana jest w 100% bez antybiotyków, owszem, trochę w przedszkolu chorowała, ale w podstawówce na świadectwach miała 100% obecności.
                          Sory, ale mam ugruntowaną wiedzą na temat tego jak działa ten przemysł i jak bardzo wkręcili się w niego nawet poczciwi lekarze, tak bardzo, że juz nie mają poczucia, że coż jest nie tak.
                          Katarek? aa, to damy antybiocik. <

                          Antybiocik,którego wypisanie wymusza nierzadko mamusia,tak na wszelki wypadek,jako panaceum również w przypadku zwykłego katarku,czy bólu gardełka,i żeby infekcja nie zeszła na oskrzela-to jest tak silny strach przed tym "zejściem na oskrzela",że antybiotyk się należy i już.A świadomość, jakie on szkody powoduje-żadna,bo najważniejsze, żeby nie było katarku.
                          • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 12:57
                            ninek04 napisała
                            > Antybiocik,którego wypisanie wymusza nierzadko mamusia,tak na wszelki wypadek,j
                            > ako panaceum również w przypadku zwykłego katarku,czy bólu gardełka,i żeby infe
                            > kcja nie zeszła na oskrzela-to jest tak silny strach przed tym "zejściem na osk
                            > rzela",że antybiotyk się należy i już.A świadomość, jakie on szkody powoduje-ża
                            > dna,bo najważniejsze, żeby nie było katarku.

                            Tak, wlasnie strach matek, ze bedzie z tego potem zapalenie pluc i wyladuja z dzicekiem w szpitalu. W Niemczech pediatrzy w ogole nie wspominaja o oskrzelach. Jak szlam z dzieciakiem, pediatra osluchiwala i mowila "pluca sa czyste". To juz potem nie chodzilam, sama dawalam herbatki z cytryna i duzo do picia. Ale dodam, ze zdarzylo mi sie, ze dzieciak moj malutki mial zapalenie oskrzeli w Polsce. W gadce z lekarzem dowiedzialam sie, ze sa roznice, bo w takim Monachium masz sobie wyjsc z dzieckiem na swieze powietrze i dawac duzo pic, natomiast w Polsce(w tej malej miescowosci) powietrze tak zasyfione(wylotami z kominow), ze nie da sie na swieze powietrze i ono jeszcze zaszkodzi, dlatego inne leczenie. Tak twierdzil ten lekarz.
          • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 10:59
            > Tematu specjalnie nie lizalam, ale jakbym napisala, jakich na przyklad kompromi
            > sow oczekiwal ode mnie moj byly/niebyly, to by wszyscy tutaj z krzesel pospadal
            > i. To by byla chyba zbyt duza komedia, nawet jak na to forum ;)
            >
            Glam, napisz ! Zawsze ze zdziwieniem warto poczytac o dziwach tego swiata ;)
          • rekreativa Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:44
            Czytam, czytam, robi sie ciekawie, a tu glam nabiera wody w usta...
            Uchyliłabyś jednak rąbka tej tajemnicy, co?
            • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 16:26
              No dobra, a wiec trzymajcie sie krzesel :

              Otoz pod koniec zwiazku (dlatego sie w koncu z wielkim hukiem zmylam, bo ta relacja zaczynala ocierac sie o absurd) oczekiwal od mnie kompromisu w postaci bratersko-siostrzanego ukladu z glaskaniem po glowie oraz wiecznym terapeutyzowaniem go (rozmowy wylacznie o jego problemach, lacznie z tym ze, zafrapowany zyciowymi pierepalkami jakichs jego kolezanek, pytal mnie jak je pocieszac (sic) i jakich ich rad im udzielac ;). Oczekiwal bezwarunkowego pogodzenia sie przeze mnie z losem wysokolibidowki zyjacej w prawie totalnym bezseksiu, jednoczesnie wymagajac mojej bezwarunkowej wiernosci w mysli, mowie i czynie ;) Wymagal tez niezbywalnego prawa do swietego spokoju, czyli nie zglaszania przeze mnie obiekcji co do bezseksia :) I nie zaprzatania mu glowy jakimis moimi zyczeniami czy potrzebami ("kochanie nie zawracaj mi gitary, JA teraz chce juz isc spac") Jesli chodzi o finanse, oczekiwal placenia za wszystko po polowie, pomimo 2 razy wyzszych dochodow. Od siebie byl sklonny dawac tylko swoja afrodyzyjska obecnosc, blogoslawienstwo rozmowy o jego sprawach i zyciodajny przywilej drapania go po pleckach. Oraz swoje mile bratersko-kumpelskie towarzystwo na urlopowe wyjazdy, placone oczywiscie fifty-fifty. No, a jak.

              Zeby nie bylo, mialam z tego zwiazku pewne doceniane przeze mnie bonusy (poza tym ze zakochanie trzymalo mnie dlugo, plus efekt zaby gotowanej na wolnym ogniu), ale pod koniec niestety negatywy sie bardzo nieprzyjemnie zamplifikowaly, wiec szala ciezkosci przewazyla na korzysc ostatecznej wyprowadzki.
              • rekreativa Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 16:45
                A ten osobnik to żadnych własnych potrzeb w wiadomym zakresie nie posiadał?
                • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 18:11
                  Mial, ale radzil sobie z nimi we wlasnym zakresie, tak wolal. To byl ten klasyczny przytaczany chyba przez Marka typ masturbatora.
                  • rekreativa Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 18:14
                    No to faktycznie "skarb" Ci się trafił, że klękajcie narody :)
                    • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:08
                      > No to faktycznie "skarb" Ci się trafił, że klękajcie narody

                      No wiem, jackpot jak ta lala ;)
                  • loppe Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 18:16
                    glamourous napisała:

                    > Mial, ale radzil sobie z nimi we wlasnym zakresie, tak wolal. To byl ten klasyc
                    > zny przytaczany chyba przez Marka typ masturbatora.
                    >

                    Nie wiem czy do końca a propos' - Diabelli Variations, zupełnie nie podobała mi się ta kompozycja dopóki nie usłyszałem jej w wykonaniu Sokołowa. Takie nagrania, game changers, cenię szczególnie Marku.
                    • marek.zak1 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 18:31
                      loppe napisał:

                      > glamourous napisała:
                      >
                      > > Mial, ale radzil sobie z nimi we wlasnym zakresie, tak wolal. To byl ten klasyczny przytaczany chyba przez Marka typ masturbatora.
                      -------------------------------------------------------
                      Bardzo trafne rozróżnienie. Masturbator świadomie preferuje seks ze sobą, bo wtedy nie jest uzależniony od kobiety, jej kaprysów, preferencji, wymagań. Manifestuje w ten sposób swoja niezależność. To podgatunek człowieka. W Japonii podobno sięga 50% populacji.
                      ------------------------------------------------------------------------------------------>
                      > Nie wiem czy do końca a propos' - Diabelli Variations, zupełnie nie podobała mi
                      > się ta kompozycja dopóki nie usłyszałem jej w wykonaniu Sokołowa. Takie nagrana, game changers, cenię szczególnie Marku.
                      -------------------------------------------------------------------------------
                      Słabo znam ten utwór, ale przy okazji na pewno go wysłucham. Z LB bardzo lubię wszystkie 5 koncertów fortepianowych i koncert skrzypcowy.
              • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:28
                A podcierania pupki nie oczekiwal?
      • urquhart Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 07:48
        > To jakis mega samiec alfa musl byc ;)
        > Pewnikiem milioner ;P
        > Bo jakos nie wyobrazam sobie, zeby kobiety szly na tak nietypowy kompromis dla
        > zwyklego Zenka operatora wozka widlowego w hurtowni.

        Z tymi waszymi przykładami kompromisów to jak z anegdotą o Żydzie co przyszedł do rabina i lamentuje że żona go zdradza i ma kochanka.
        Rabin na to: Ty się dobrze zastanów czego ty właściwie chcesz?
        Czy ty byś chciał na wyłączność mieć kiepski interes, czy jednak byś wolał pewny spory udział w ale za to świetnie prosperującym interesie?
        • hello-kitty2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 12:31
          urquhart napisał:

          > Z tymi waszymi przykładami kompromisów to jak (...)

          A mozesz podac swoje?
    • triss_merigold6 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 10:31
      To jest sytuacja w której wygrywa pan, a panie, zaciskając zęby "wiedzą, że muszą szukać kompromisów".
      Całej trójce powinno się odebrać prawa rodzicielskie, bo dzieciom robią przemakabryczną sieczkę w głowie, udając że taki układ jest w porządku.
    • triismegistos Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 12:29
      Jeśli obie panie poszły na "kompromis" i się dostosowały, to im szczerze współczuję. Niekoniecznie jednak musiało tak być. Znam laskę, która mieszka z dwoma facetami i tworzą raczej zgodne stadło. To się poliamoria nazywa.
      • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 12:33
        triismegistos napisała:
        > Jeśli obie panie poszły na "kompromis" i się dostosowały, to im szczerze współc
        > zuję. Niekoniecznie jednak musiało tak być. Znam laskę, która mieszka z dwoma f
        > acetami i tworzą raczej zgodne stadło. To się poliamoria nazywa.

        No wlasnie o to chodzi czy to jest kompromis czy ludzie chca, bo pomysl im sie podoba a nie, bo nie chce "stracic" drugiej osoby.
      • wont2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 13:08
        triismegistos napisała:

        > Jeśli obie panie poszły na "kompromis" i się dostosowały, to im szczerze współc
        > zuję. Niekoniecznie jednak musiało tak być. Znam laskę, która mieszka z dwoma f
        > acetami i tworzą raczej zgodne stadło. To się poliamoria nazywa.
        ------------
        Jeżeli jest im dobrze to super. Niestety, ludzie pochodzą od szympansów z północnego dorzecza Kongo i umiejętność zgodnego współżycia nie-na-wyłączność jest takim ewenementem. Chociaż z drugiej strony w islamie niby jest wielożeństwo - ale tam kobiety są de facto podległe mężowi, więc to nie jest stosunek równości ale prawnej i ekonomicznej zależności.
        • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 14:44
          > Jeżeli jest im dobrze to super. Niestety, ludzie pochodzą od szympansów z półno
          > cnego dorzecza Kongo i umiejętność zgodnego współżycia nie-na-wyłączność jest t
          > akim ewenementem. Chociaż z drugiej strony w islamie niby jest wielożeństwo - a
          > le tam kobiety są de facto podległe mężowi, więc to nie jest stosunek równości
          > ale prawnej i ekonomicznej zależności.

          No wlasnie, nas chyba interesuje badanie okolicznosci gdzie ludzie wypracowali sobie satysfakcjonujacy modus vivendi bycia ze soba z dobrej i nieprzymuszonej woli. A nie "kompromisow" do ktorych ludzie sa zdolni w sytuacji zaleznosci czy spolecznego musu (jak u islamistow), bo zaleznosci kompromisem nazwac nijak nie mozna.

          Podobnie jak w przytoczonej na poczatku idylli dwoch pan i pana. Tam musi byc jakis duuuuzy haczyk, ktory nasz ulubiony Starowicz taktownie przemilczal ;)

          W naszych cywilizacyjnych warunkach, gdzie kobiety sa rownouprawnione i niezalezne zawodowo/finansowo, nie ma opcji, zeby koegzystowaly ze soba dwie zdrowe heteroseksualne samice i zgodnie dzielily miedzy siebie samca. No nie ma takiej opcji. Z tymi szympansami (serio?) to chyba dosc kontrowersyjna teoria, a rywalizacja i zagarnianie pod siebie to jeden z podstawowych odruchow u homo sapiens. Proponuje poczytanie "Samolubnego Genu" Richarda Dawkinsa.
          Jak by nie bylo, komunizm tez przeciez pozostal utopia, hehe ;) Ludzie nie sa stworzeni do dzielenia sie zasobami ;)
          • wont2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 14:50
            Z tymi szympansami to nie mam pojęcia. Ale szkoda, że model społeczeństwa i relacji męsko-damskich jest u ludzi zbliżony do modelu występującego u szympansów zwyczajnych z północnego dorzecza rzeki Kongo (no wiesz - samiec alfa, walka o władzę, samice etc) a nie zbliżony do szympansów z południowego dorzecza Kongo - bonobo.
            • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:17
              > a nie zbliżony do szympansów z południowego dorzecza Kongo
              > - bonobo.
              >

              Czyli? ;)
              • wont2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:30
                Nie no, bez jaj. O bonobo nie słyszałaś? Zajebiste, szczęśliwe małpki, które mają bardzo luźne i bardzo zdrowe podejście do seksu. Minusem jest matriarchat i długość, a raczej krótkość, stosunku seksualnego - 13 sekund. Poza tym, żyć nie umierać (a raczej - rzyć he he).

                nauka.newsweek.pl/seks-wedlug-bonobo-szympansy-newsweek-pl,artykuly,343585,1.html
                Ciekawostki (za ww. artykułem):
                - częstotliwość stosunków płciowych jest u bonobo wielokrotnie większa niż u innych małp
                - bonobo nie mają stałych partnerów i uprawiają seks bez zobowiązań
                - bonobo uprawiają seks na różne sposoby - co ciekawe także na misjonarza, nawet robią blowjob i handjob i jako jedyne w świecie zwierząt mają technikę całowania zbliżoną do ludzkiej
                - bonobo przed wspólnym jedzeniem w stadzie, żeby ostudzić ewentualną agresję i kłótnie o bardziej łakome kąski, robią krótką, 10-minutową orgietkę, wyluzowują się i spokojnie zasiadają wspólnie do posiłku
                - bonobo są wysoce empatyczne – podchodzą do ofiar bójek i pocieszają poprzez seks
                - samce bonobo, po sprzeczce, masturbują się nawzajem aby rozładować nerwową atmosferę
                - mimo, że są poziom agresji bonobo jest bardzo niski, to i u nich zdarzają się ataki zazdrości – szczególnie kiedy jeden samiec zobaczy drugiego samca kopulującego z samicą. Tyle, że zamiast się bić, to zazdrośnik odciąga kopulującego z samicą samca i sam zaczyna z nim kopulować. Doprowadzają siebie nawzajem do orgazmu i zapominają o przyczynie kłótni, samicy.
                • lybbla Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:47
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,155597639,155597639,Szympansy_i_bonobo_Czy_ludzie_wybrali_zle_.html
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,156534523,156534523,Seks_strategie_naczelnych_szympanse_kontra_bonobo.html

                • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:59
                  > - mimo, że są poziom agresji bonobo jest bardzo niski, to i u nich zdarzają się
                  > ataki zazdrości – szczególnie kiedy jeden samiec zobaczy drugiego samca
                  > kopulującego z samicą. Tyle, że zamiast się bić, to zazdrośnik odciąga kopulują
                  > cego z samicą samca i sam zaczyna z nim kopulować. Doprowadzają siebie nawzajem
                  > do orgazmu i zapominają o przyczynie kłótni, samicy.


                  Ciekawe - ataki zazdrosci sa wylacznie domena samcow, samice cicho siedza i nie zglaszaja obiekcji ;)

                  U homo sapiens tez byly proby wcielenia w zycie seksualnej komuny : kazdy z kazdym, hetero & homo, nieozobowiazujace orgietki, "wspolne" dzieci, itp. Przypominam ruch hippisowski. Tyle, ze bylo to chyba wspomagane spozyciem jakichs miekkich dragow ;) Tak na trzezwo chyba sie nie da - zeby zdezaktywowac w czlowieku potrzebe osiadania na wylacznosc, musza byc wyprane mozgi : narkotykami, alkoholem, ew. indoktrynacja jakiejs sekty.

                  Ostatnio wlasnie rozmawialam z pewnym kolega na temat trojkatow. Konkluzja byla taka, ze dwom facetom chyba latwiej przychodzi dzielenie sie w lozku jedna partnerka niz dwom kobietom, bo potrafia zrelatywizowac. W trojkacie 2KM jednym czynnikiem lagodzacym zazdrosc samic, czy obawe przed priorytetyzowaniem przez faceta jednej z kobiet, jest ich biseksualizm - kiedy obie sa skoncentrowane na sobie, a facet jest jedynie wisienka na torcie, milym urozmaiceniem na doczepke ;)
                  • wont2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 16:16
                    Jasne, że u ludzi to nie zda egzaminu, takie luźne podejście. Przeczytałem sobie dyskusję, którą lybbla był tak miły i zalinkował i ktoś tam napisał coś, z czym się w 100% zgadzam. Że nawet jeśli u ludzi były takie społeczności, zbliżone do bonobo, to zostały wyparte przez ludzi takich jak my, bo agresja jest niestety skuteczniejsza niż brak agresji. Zresztą bonobo miały w ogóle szansę wyewoluować i zaistnieć dzięki temu, że od swoich agresywnych kuzynów rozdzieliła ich rzeka. Jakby nie było tej naturalnej bariery, to tam też panowałyby szympansy zwyczajne.

                    I jeszcze na marginesie twojej stopki, to słyszałem kiedyś od laski takie powiedzenie, że seks jest jak pizza. Że na początku to ludzie eksperymentują - pizza taka, śmaka, owaka, z tyloma składnikami, otwarta, zawijana et cetera, et cetera. A później, jak już popróbują wszystkiego, to im się to już nudzi i kupują najprostszą i najlepszą pizzę - margheritę :)
                    • lybbla Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 18:05
                      wont2 napisał:

                      > Jasne, że u ludzi to nie zda egzaminu, takie luźne podejście. Przeczytałem sobi
                      > e dyskusję, którą lybbla był tak miły i zalinkował i ktoś tam napisał coś, z cz
                      > ym się w 100% zgadzam. Że nawet jeśli u ludzi były takie społeczności, zbliżone
                      > do bonobo, to zostały wyparte przez ludzi takich jak my, bo agresja jest niest
                      > ety skuteczniejsza niż brak agresji. Zresztą bonobo miały w ogóle szansę wyewol
                      > uować i zaistnieć dzięki temu, że od swoich agresywnych kuzynów rozdzieliła ich
                      > rzeka. Jakby nie było tej naturalnej bariery, to tam też panowałyby szympansy
                      > zwyczajne.

                      Zalecam powtórkę z Men in black. Po seansie podróż środkami komunikacji miejskiej. Bez problemu odróżnisz bonobo od szympansów. No chyba, ze jesteś szympansem wtedy musisz się nawalić jakimiś psychotropami jak sugeruje
                      Glam. To, że czegoś nie widzisz, nie znaczy, że tego nie ma. Może ktoś dba o to byś nie widział. Szympansie samce można łatwo rozbroić, to szympansich samic
                      należy się obawiać.
                  • triss_merigold6 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 17:12
                    O ile dobrze pamiętam z wywiadów, reportaży i akt sądowych, funkcjonowanie w takiej seksualnej komunie prędzej czy później prowadziło do dramatycznych nadużyć, gwałtów i prostytucji, a dobrowolne stosunki seksualne zamieniały się w relacje oparte na władzy. O wykorzystywaniu dzieci pisać?

                    W każdym razie potomstwo ludzi z hippisowskich komun wyrosło na pokolenie reaganowskich i thacherowskich konserwatystów.
                  • triismegistos Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 17:19
                    Zabawne są takie dyskusje teoretyków.
                  • triismegistos Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 17:19
                    Zabawne są takie dyskusje teoretyków.
                    • wont2 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 18:16
                      Hi hi hi ale teoretyków od czego? Od proskumityzmu? Obawiam się, że jesteś jedynym tutaj jego teoretykiem i praktykiem. Zresztą nie tylko tutaj :)
                      • zyg_zyg_zyg Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:21
                        > Hi hi hi ale teoretyków od czego? Od proskumityzmu? Obawiam się, że jesteś jedy
                        > nym tutaj jego teoretykiem i praktykiem. Zresztą nie tylko tutaj :)

                        Google wypluwa cztery wyniki - nie wszystkie Triis :-)
          • proteinowy Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:40
            > Proponuje poczytanie "Samolubnego Genu" Richarda Dawkinsa.

            Ktory dokładnie rozdział wyklucza poligamię?
            • glamourous Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 21:28
              proteinowy napisał(a):

              > > Proponuje poczytanie "Samolubnego Genu" Richarda Dawkinsa.
              >
              > Ktory dokładnie rozdział wyklucza poligamię?

              ??? Toz to podrecznikowy przyklad zdania wyjetego z kontekstu. Nie pisalam o poligamii. Calosc, przypominam, brzmiala : "...a rywalizacja i zagarnianie pod siebie to jeden z podstawowych odruchow u homo sapiens. Proponuje poczytanie "Samolubnego Genu" Richarda Dawkinsa." Przeciez jedno nie wyklucza drugiego. Poligamia tez jest forma zgarniania calej (genetycznej i przyjemnosciowej) puli dla siebie. Ludzie sa poligamiczni, ale jednoczesnie ich zywiolem jest egoistyczna rywalizacja "chce dla siebie jak najwiecej, a drugiemu nie dam". Sam wiesz jak to w kontekscie samolubnego genu wyglada. Facet sobie poligamicznie bzyka zone i kochanke (bo chce dla siebie jak najwiecej, chce zgarnac cala pule), ale jak przychodzi co do czego czyli do przecieku informacji, to zona i kochanka skacza sobie do oczu, bo kazda chce przechwycic samca i jego zasoby na wylacznosc (znow zgarnianie calej puli dla siebie). A facet robi wszystko, zeby utrzymac przy sobie obie (zgarnac pule). Albo macochy, ktore maja odruch zagryzania mlodych z poprzedniego czy paralelnego zwiazku, bo urodzily wlasnie panu poligamiscie potomka.

              • proteinowy Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 22:03
                > ??? Toz to podrecznikowy przyklad zdania wyjetego z kontekstu. Nie pisalam o po
                > ligamii. Calosc, przypominam, brzmiala : "...a rywalizacja i zagarnianie pod si
                > ebie to jeden z podstawowych odruchow u homo sapiens. Proponuje poczytanie "Sam
                > olubnego Genu" Richarda Dawkinsa." Przeciez jedno nie wyklucza drugiego.

                Źle zrozumiałem Twoją poprzednią wypowiedź. Skorygowany, przyznaje racje.

                Uwaga na boku: Dawkins czesto podkreśla, ze darwinowskie mechanizmy tłumacza nasze naturalne emocje ale jest zwolennikiem racjonalnej warstwy nałożonej przez kulturę. W skrócie: mozna z pewnym nakładem wysiłku i umowy społecznej oszukać wynik dyktowany teoria gier. Pewnie dlatego sie tak jeży na islamistów: wdrażają w zycie strategie, ktore nie sa moze ładne, ale moga sie okazać skuteczniejsze.
        • sabat777 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:18
          Mala uwaga - ludzie najprawdopodobniej nie pochodza od szympansow, tylko mieli z nimi wspolnego przodka.
          • rekreativa Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 19:51
            To "najprawdopodobniej" to możesz opuścić. Oczywiście , że ludzie nie pochodzą od szympansów.
          • lybbla Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 20:31
            sabat777 napisał:

            > Mala uwaga - ludzie najprawdopodobniej nie pochodza od szympansow, tylko mieli
            > z nimi wspolnego przodka.

            Jedynie mówimy, że niewolnikom się wmawia od tysiącleci, że ludzkość podążyła drogą szympansów, a aberracje to najarani hippisi albo łatwopalne czarownice.
    • rekreativa Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 15:53
      A ja się zastanawiam, jak te kobiety się dogadują na polu terytorium - znaczy obejścia domowego.
      Bo juz tam mniejsza o samca, ale jakby mi obca baba miała się kręcić po MOICH pokojach, gmerać w MOICH szafkach i mieszać w MOICH garach, albo, nie daj boziu, coś by poprzestawiała po swojemu, to by mnie chyba krew zalała.
      • lybbla Re: Kompromis prowadzacy do win-win 08.10.15, 17:48
        rekreativa napisała:

        > A ja się zastanawiam, jak te kobiety się dogadują na polu terytorium - znaczy o
        > bejścia domowego.
        > Bo juz tam mniejsza o samca, ale jakby mi obca baba miała się kręcić po MOICH p
        > okojach, gmerać w MOICH szafkach i mieszać w MOICH garach, albo, nie daj boziu,
        > coś by poprzestawiała po swojemu, to by mnie chyba krew zalała.

        www.youtube.com/watch?v=ox0_P9lrToU
        Mają osobne szafki, gary domy :)
    • triismegistos Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 17:30
      Miesza się wam totalna rozwiązłość i proskumityzm ze związkami poliamorycznymi. Te ostatnie nie muszą mieć nic wspólnego z tym, co opisują triss i glamouros, przewążnie z resztą nie mają. To poligamiczne związki, ale dość często zakładajace wyłączność seksualną w obrębie "stada". Nie mają wiele wspólnego z haslem "każdy z każdym".
      • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 18:14
        triismegistos napisała:

        > Miesza się wam totalna rozwiązłość i proskumityzm ze związkami poliamorycznymi.
        > Te ostatnie nie muszą mieć nic wspólnego z tym, co opisują triss i glamouros,
        > przewążnie z resztą nie mają. To poligamiczne związki, ale dość często zakładaj
        > ace wyłączność seksualną w obrębie "stada". Nie mają wiele wspólnego z
        haslem "
        > każdy z każdym".

        To ``w obrębie stada'' jest tu kluczowe. Stado może fluktuować, ważne jest by
        nie dopuszczać do niego osobników, które istnieniu stada mogą zaszkodzić.
        Szympanse a w szczególności szympansice trzymamy od stada w bezpiecznej odległości.
        • glamourous Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 18:43
          > To ``w obrębie stada'' jest tu kluczowe. Stado może fluktuować, ważne jest by
          > nie dopuszczać do niego osobników, które istnieniu stada mogą zaszkodzić.
          > Szympanse a w szczególności szympansice trzymamy od stada w bezpiecznej odległo
          > ści.

          Wystarczy sobie przypomniec "Chlopow" Reymonta. Fajne studium ludzkiego stada. Tam tez niby jedna rodzina, ale wszyscy ze soba totalnie skloceni, walka samcow o jedna samice, walka samic o jednego samca, walka o zasoby (mezczyzni o morgi, kobiety o paciorki z kufra nieboszczki starej Borynowej ;), kipiaca zazdrosc, rekoczyny.... Jednak u homo sapiens akceptowalni czlonkowie stada to czlonkowie tej naprawde podstawowej komorki spolecznej. Juz nawet macocha jest intruzem, a co dopiero konfiguracja pt. dwie kobiety i jeden facet.
          No coz, homo sapiens to na pewno nie derywat bonobo ;)
          • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 20:01
            glamourous napisała:

            > Wystarczy sobie przypomniec "Chlopow" Reymonta. Fajne studium ludzkiego stada.
            > Tam tez niby jedna rodzina, ale wszyscy ze soba totalnie skloceni, walka samcow
            > o jedna samice, walka samic o jednego samca, walka o zasoby (mezczyzni o morgi
            > , kobiety o paciorki z kufra nieboszczki starej Borynowej ;), kipiaca zazdrosc,
            > rekoczyny.... Jednak u homo sapiens akceptowalni czlonkowie stada to czlonkowi
            > e tej naprawde podstawowej komorki spolecznej.

            Z Reymontem mam dyskutować?

            > Juz nawet macocha jest intruzem,
            > a co dopiero konfiguracja pt. dwie kobiety i jeden facet.

            > No coz, homo sapiens to na pewno nie derywat bonobo ;)

            I tę pewność będę w Tobie podtrzymywał. You rule the world.
            Inni bawią się w najlepsze.
        • triismegistos Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 19:25
          lybbla napisał:
          >
          > To ``w obrębie stada'' jest tu kluczowe. Stado może fluktuować, ważne jest by
          > nie dopuszczać do niego osobników, które istnieniu stada mogą zaszkodzić.

          To zupełnie inaczej niż w dwuosobowych związkach, nieprawdaż? ;)
          • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 20:16
            triismegistos napisała:

            > lybbla napisał:
            > >
            > > To ``w obrębie stada'' jest tu kluczowe. Stado może fluktuować, ważne jes
            > t by
            > > nie dopuszczać do niego osobników, które istnieniu stada mogą zaszkodzić.
            >
            > To zupełnie inaczej niż w dwuosobowych związkach, nieprawdaż? ;)

            Zupełnie inaczej. Bo może fluktuować. Bo poczucie własności nie jest tak silne.
            Bo small-talki są zastępowane robieniem sobie dobrze, na okrągło i latami.
            • triismegistos Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 21:44
              A skad wzięłaś pomysł, ze w takich związkach small talki są zastępowane robieniem sobie dobrze?
              • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 22:54
                triismegistos napisała:

                > A skad wzięłaś pomysł, ze w takich związkach small talki są zastępowane robieni
                > em sobie dobrze?

                Trochę mnie poniosło, tak to jest u bonobo. U nas raczej prawie równorzędnie, czyli, że nie zastępowane tylko small talki w drugiej kolejności. Z autopsji.
                • triismegistos Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 22:56
                  No litości, a jakież to small talki mogą urządzać sobie bonobo. To małpy przecież.
                  • sabat777 Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 22:59
                    triismegistos napisała:

                    > No litości, a jakież to small talki mogą urządzać sobie bonobo. To małpy przeci
                    > eż.

                    A skąd ta pewność, że "U-uuu-u-u-u-u-uu-u" nie oznacza: "Przepraszam, nie uważa pani, że pogoda wyprawia wyjątkowe figle tego lata?"
                    • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 23:23
                      sabat777 napisał:

                      > triismegistos napisała:
                      >
                      > > No litości, a jakież to small talki mogą urządzać sobie bonobo. To małpy
                      > przecież.

                      Polecam najpierw obserwację oposów australijskich. Podglądanie bonobo
                      może zbyt gwałtownie zmienić Ci światopogląd.

                      > A skąd ta pewność, że "U-uuu-u-u-u-u-uu-u" nie oznacza: "Przepraszam, nie uważa pani, że pogoda wyprawia wyjątkowe figle tego lata?"

                      A pani bonobo zadowolona:
                      ``A goryle zapowiadają ostrą zimę.''
                • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 22:56

                  > triismegistos napisała:
                  >
                  > A skad wzięłaś pomysł, ze w takich związkach small talki są zastępowane
                  > robieniem sobie dobrze?

                  Zaraz, wróć, jakie związki?
                  • triismegistos Re: Trochę mylicie pojęcia. 08.10.15, 23:33
                    Zadziwiasz mnie. Dyskutujemy związkach poliamorycznych, zapomniałaś?
                    • lybbla Re: Trochę mylicie pojęcia. 09.10.15, 00:03
                      triismegistos napisała:

                      > Zadziwiasz mnie. Dyskutujemy związkach poliamorycznych, zapomniałaś?

                      Ja piszę o stadzie, nie zauważyłeś? Stadach w społeczności ludzkich.
                      • triismegistos Re: Trochę mylicie pojęcia. 09.10.15, 11:02
                        Już chciałam się zdziwić po co w takim razie podpinasz się pod moją wypowiedź o związkach poli, ale w sumie faktycznie, użyłam słowa "stado", więc rozumiem skąd pomyłka.
    • zombi135 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 00:57
      U nas było małżeństwo do chyba 3 dzieci wynajęli opiekunkę, po jakimś czasie wprowadziła się do nich ze swoimi dziećmi, po wsi poszły plotki. Ogólnie ta opiekunka to tak lekko p... ale miała na tą rodzinę dziwny wpływ. Po kilku latach, w szkole zaczęły pojawiać się dziwne sygnały. Że dzieci tego małżeństwa są zaniedbane itd. Teraz sytuacja wygląda tak że dwoje dzieci mieszka z ojcem, najmłodszy jest w rodzinie zastępczej, a matka i opiekunka i jej dzieci mieszkają 40 km stąd.
      Może taki związek lezbijski nie jest niczym nadzwyczajnym, ale w tym wypadku wydaje się ze tak opiekuna przejęła władzę jakoś nad tą rodziną do tego stopnia że najbardziej ucierpiały ich dziec, jej dzieci ponoć mają się bardzo dobrze za pieniądze które zarabia żona. A najśmieszniej jest to że ta para poznała się w organizacji kościelne... strasznie pobożni byli;)
      To jest dopiero dziwny przypadek.
      • ninek04 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 08:37
        zombi135 napisał:

        > U nas było małżeństwo do chyba 3 dzieci wynajęli opiekunkę, po jakimś czasie wp
        > rowadziła się do nich ze swoimi dziećmi, po wsi poszły plotki. Ogólnie ta opiek
        > unka to tak lekko p... ale miała na tą rodzinę dziwny wpływ. Po kilku latach, w
        > szkole zaczęły pojawiać się dziwne sygnały. Że dzieci tego małżeństwa są zanie
        > dbane itd. Teraz sytuacja wygląda tak że dwoje dzieci mieszka z ojcem, najmłods
        > zy jest w rodzinie zastępczej, a matka i opiekunka i jej dzieci mieszkają 40 km
        > stąd.
        > Może taki związek lezbijski nie jest niczym nadzwyczajnym, ale w tym wypadku wy
        > daje się ze tak opiekuna przejęła władzę jakoś nad tą rodziną do tego stopnia ż
        > e najbardziej ucierpiały ich dziec, jej dzieci ponoć mają się bardzo dobrze za
        > pieniądze które zarabia żona. A najśmieszniej jest to że ta para poznała się w
        > organizacji kościelne... strasznie pobożni byli;)
        > To jest dopiero dziwny przypadek.

        Ooo, takie plotki szybko się rozchodza,ale przynajmniej cała wieś miała o czym gadać, że takie rzeczy niepojęte sie u nich dzieją, dwie baby ze soba ten tego.., z czego jedna to tak lekko p..
        A co do reszty, to nie wiem za bardzo co chciałes przekazać, opisując ten dziwny przypadek.
        • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 10:12
          ninek04 napisała:
          > Ooo, takie plotki szybko się rozchodza,ale przynajmniej cała wieś miała o czym
          > gadać, że takie rzeczy niepojęte sie u nich dzieją, dwie baby ze soba ten tego.
          > ., z czego jedna to tak lekko p..
          > A co do reszty, to nie wiem za bardzo co chciałes przekazać, opisując ten dziwn
          > y przypadek.

          Przypadek jest ciekawy. Tutaj kompromis sie nie udal, bo panie sie wyprowadzily razem od pana, albo on sie wyprowadzil od nich.
          • zombi135 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 11:26
            kag73 napisała:
            > Przypadek jest ciekawy. Tutaj kompromis sie nie udal, bo panie sie wyprowadzily
            > razem od pana, albo on sie wyprowadzil od nich.

            Plotki po wiosce szły takie że przez kilka lat trójkąt się tam utrzymywał ile w tym prawdy nie wiem. Dla mnie najdziwniejsze w tym wszystkim jest właśnie ta opiekunka, wiem że ma stwierdzoną chorobę psychiczną i faktycznie jest taką osobą z którą rozmawiać się nie da. Jednak udało się jej przejąć kontrolę nad dwójką dorosłych wykształconych ludzi, do tego stopnia że zaniedbali swoje dzieci i odebrali im prawa rodzicielskie do najmłodszego. Dla mnie atrakcyjność obu tych Pań jest równa zeru więc nie wiem czy jest to związek oparty na seksie.
            • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 11:56
              zombi135 napisał:
              > Plotki po wiosce szły takie że przez kilka lat trójkąt się tam utrzymywał ile w
              > tym prawdy nie wiem. Dla mnie najdziwniejsze w tym wszystkim jest właśnie ta o
              > piekunka, wiem że ma stwierdzoną chorobę psychiczną i faktycznie jest taką osob
              > ą z którą rozmawiać się nie da. Jednak udało się jej przejąć kontrolę nad dwójk
              > ą dorosłych wykształconych ludzi, do tego stopnia że zaniedbali swoje dzieci i
              > odebrali im prawa rodzicielskie do najmłodszego. Dla mnie atrakcyjność obu tych
              > Pań jest równa zeru więc nie wiem czy jest to związek oparty na seksie.

              Wlasnie tutaj bym stawiala na seks, mozna byc komus seksualnie (niewolniczo) uleglym, znaczy ktos ma kogos w garsi wlasnie przez seks/dzieki niemu.
              Nie powiedziane tez, ze tylko atrakcyjni fizycznie maja super seks. Tak samo jak nie powiedziane, ze jak ktos super wyglada to lubi seks i jest dobry w lozku ;)

              • zombi135 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 13:15
                kag73 napisała:
                > Wlasnie tutaj bym stawiala na seks, mozna byc komus seksualnie (niewolniczo) ul
                > eglym, znaczy ktos ma kogos w garsi wlasnie przez seks/dzieki niemu.
                > Nie powiedziane tez, ze tylko atrakcyjni fizycznie maja super seks. Tak samo ja
                > k nie powiedziane, ze jak ktos super wyglada to lubi seks i jest dobry w lozku
                > ;)

                Jasne, choć mi to sobie trudno wyobrazić bo ani ładne ani zgrabne. A opiekunka odpychała swoim mało racjonalnym zachowaniem. Śmieszne w tej całej sytuacji jest to że oni faktycznie byli bardzo pobożni: poznali się w organizacji kościelnej, wyjazdy na pielgrzymki, często do kościoła a tu nagle taki zonk. Głupia spraw dla dzieci bo inne dzieci bywają mało tolerancyjne tak jak ich rodzice, więc łatwej sytuacji w szkole nie miały. Najmłodszy ponoć był kiedyś fajnym dzieckiem a teraz trafił do rodziny zastępczej bo nawet babcia nie dawała sobie z nim rady jak odebrali go rodzicom. I jeśli to wszystko faktycznie przez seks to my ludzie nie różnimy się niczym od zwierząt, jak jest chuć to nic nie jest jej w stanie zatrzymać.
    • g0d_h1mself Re: Kompromis prowadzacy do win-win 09.10.15, 15:30
      Wiecej kompromisow prowadzi do wodki niz do win
      • bgz0702 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 11:51
        g0d_h1mself napisał(a):

        > Wiecej kompromisow prowadzi do wodki niz do win
        >

        ;))
    • urquhart Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 00:18
      hello-kitty2 napisała:

      > W temacie postulowanego przez Urqu kompromisu prowadzacego do sytuacji win win
      > przypadek wspolpracy zony z kochanka. Oczywiscie, ze mam ambiwalentne uczucia.
      > Z jednej strony rozumiem mezczyzn, a z drugiej nie jestem w stanie im tego dac,
      > tego ani wielu innych rzeczy na bazie kompromisu

      Myślę że na początku związku zakochanie nie powinno się wiązać z kompromisem, a z przekonaniem spotkania drugiej połówki, ale w skali długoletniego związku , kiedy chemia, ludzie się zmieniają z czasem, trudno bez niego.
      Oczywiście i ja staram sie na tym forum zrozumieć druga stronę barykady, wtedy łatwiej mi także i mnie kosztują bo życie i związek pełne jest sprzecznych wymagań i konfliktów wymagających kompromisów, od różnej chemii gratyfikacji mężczyzn i kobiet (intymność oksytocyna vs namietność dopamina) do sprzecznych potrzeb rodzicielstwa i erotyki (stabilizacja i bezpieczeństwo vs odkrywanie, niepewność, przygoda).
      Wracając do tematu że niewielkiej grupie jednak się udaje długoterminowa relacja miłości i satysfakcji seksualnej, wzajemnej gratyfikacji, jestem przekonany że warto do tego dążyć i poznawać co ten stan długoterminowej satysfakcji charakteryzuje, z różnych przybliżeń, od rynkowego podejścia Gottman, po neuropsychologię Fischer i Wojcieszke jest oparta różnicach miedzy płciami kompromisie i wypośrodkowaniu jakiegoś optimum. Czy wreszcie Perel która mówi wręcz o kompromisach monigamii , ożywianiu długoletnich "nieumarłych" monogamicznych małżeństw zombi przez niewierność czy swingi.
      • urquhart Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 00:36
        Można brzydzić się kompromisem i dumnie postawić na krótkotrwałą monogamię seryjną opartą na bezkompromisowej chemii zakochania jak postulujesz ale to stan po pierwsze nieoptymalny dla wychowania swoich dzieci, a po drugie bez kompromisów i inwestowania tymczasowość się zemści, zostanie się z ręką w nocniku trafi drugiemu przydarzy się wypadek albo ciężka choroba.
        • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 00:46
          urquhart napisał:

          > Można brzydzić się kompromisem i dumnie postawić na krótkotrwałą monogamię sery
          > jną opartą na bezkompromisowej chemii zakochania jak postulujesz ale to stan po
          > pierwsze nieoptymalny dla wychowania swoich dzieci, a po drugie bez kompromisó
          > w i inwestowania tymczasowość się zemści, zostanie się z ręką w nocniku trafi d
          > rugiemu przydarzy się wypadek albo ciężka choroba.

          Jakie dzieci? A kto tu mowi o dzieciach i kto chce dzieci? ;)
          • urquhart Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 09:02
            Odpowiadasz na:

            kag73 napisała:

            > urquhart napisał:
            >
            > > Można brzydzić się kompromisem i dumnie postawić na krótkotrwałą monogami
            > ę sery
            > > jną opartą na bezkompromisowej chemii zakochania jak postulujesz ale to s
            > tan po
            > > pierwsze nieoptymalny dla wychowania swoich dzieci, a po drugie bez komp
            > romisó
            > > w i inwestowania tymczasowość się zemści, zostanie się z ręką w nocniku t
            > rafi d
            > > rugiemu przydarzy się wypadek albo ciężka choroba.
            >
            > Jakie dzieci? A kto tu mowi o dzieciach i kto chce dzieci? ;)

            Przypomnę moje zdanie w dyskucji z zawle rozczarowanej mężczyznami ojcami
            forum.gazeta.pl/forum/w,15128,150402090,,Mezczyzna_w_zwiazku_.html?v=2
      • kag73 Re: Kompromis prowadzacy do win-win 11.10.15, 00:37
        Zaslyszane dzis w jakims filmie: "Tajemnica dobrego malzenstwa jest...tajemnica" ;))
    • urquhart Miasto 44 11.10.15, 10:53
      To teraz bardziej emocjonalnie o kompromisie w związku i miłości tak z myślą o Kitty.
      Ostatnio oglądałem kolejny raz film Miasto 44, Tak się składa że losy moich dziadków zdeterminowane przez Powstanie Warszawskie układały się bardzo bardzo podobnie jak w tym filmie, on przystojny dowódca drużyny za którym uganiały się dziewczyny uwikłąny w liczne romanse, ona łączniczka i sanitariuszka z tego samego oddziału, walczyli razem na Mokotowie, Powiślu, on ciężko ranny , szpital nazaretanek, babcia wlekła go kanałami po kolejnych szpitalach, w którym przeżył na końcu eksterminację jako jedyny ranny bo ssman lekarz wojskowy zainteresował się zawodowo dlaczego przeżył z tak ciężką raną.
      To co jest inne, to że byli towarzyszami broni przyjaółmi ale nie parą, ona była zakochana kimś innym przedarła się do Polski z amerykańskiej strefy okupacyjnej wyzwolonego obozu po wojnie żeby dowiedzieć się że sowieci wywieźli go na syberię, a dziadek jak się pojawił u swojej narzeczonej z jedną nogą o kulach i cały w bliznach to ta powiedziała że nie w takim się zakochała i nie wyobraża sobie żeby byli razem. No i nieliczni przyjaciele z oddziału co przeżyli zeswatali razem ich jako życiowych rozbitków.
      Ci dziadkowie mnie wychowali i , do końca oddani sobie ale bardzo zgodni lojalni, serdeczni, przyjacielscy, dziadek do końca był społecznikiem i prawnikiem pomagającym bardziej poszkodowanym kombatantom niż on, ale jak się potem dowiedziałem nigdy nie byli w sobie tak prawdziwie zakochani.
      W efekcie Niestety trzech synów których mieli, dziadek nie był wcale uczuciowo zaangażowany, a babcia wręcz nadopiekuncza kompensowała sobie na nicj , żaden nie ułożył sobie ani związku małżeństwa , ani życia porządnie i dla nich jakoś nie byli wzorem, myślę że dlatego że ich związek za bardzo był oparty na przyjaźni i kompromisie a nie na miłości.
      • marek.zak1 Re: Miasto 44 11.10.15, 11:05
        urquhart napisał:

        żaden nie ułożył sobie ani związku małżeństwa , ani życia porządnie i dla nich jakoś nie byli wzorem, myślę że dlatego że ich związek za bardzo był oparty na przyjaźni i kompromisie a nie na miłości.
        ----------------------------------------------------------------------
        Bardzo ciekawy i pouczający przykład.
        Dzieci nie słuchają dorosłych tylko ich bacznie obserwują. Umieją przy tym wychwycić wiele sprzeczności między tym, co dorośli mówią, a co robią. Obok była dyskusja o roli ojca. Dla syna ojciec jest własnie tym wzorcem, do którego się przyrównuje, rywalizuje z nim i w jakimś stopniu upodabnia. U Twojego dziadka synowie nie dostrzegli miłości i takowej w sobie nie odkryli, czy nie wytworzyli.
      • zombi135 Re: Miasto 44 13.10.15, 13:08
        urquhart napisał:
        > Ostatnio oglądałem kolejny raz film Miasto 44, Tak się składa że losy moich dz
        > iadków zdeterminowane przez Powstanie Warszawskie

        Moja babcia w wieku 16 lat została wywieziona do Niemiec, wyszła do kościoła i już nie wróciła, pradziadek próbował załatwić by nie jechała bo brali od 18 roku życia, ale nikt mu nie uwierzył, albo po prostu mieli to gdzieś. Babcia zamarła jak miałem 11 lat, ulubioną zabawą 5 wnuków było proszenie jej by opowiedział o wojnie, jak o filmie sensacyjnym. Jak dorosłem kiedyś mnie to kopnęło co ona musiała przejść a dla nas była to tania sensacja... Szkoda że nie miałem okazji porozmawiać z nią jak była starsza.
        To że twój dziadek nie miał kontaktu z synami wcale nie znaczy o braku miłości, czasem ciężko się odleźć w roli ojca a jak piszesz miał on inne zajęcia i *misję*. Myślę też że takie przeżycia zostawią sporą rysę na charakterze... wtedy nikt ich nie leczył, nikt nie zastanawiał się nad stresem pourazowym.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka