Dodaj do ulubionych

It's me, I'm not back

07.12.15, 21:36
No więc po pierwsze, napierdoliłem tu strasznych głupot. O sobie, o moje żonie, ogólnie o moim pożal się boże niegdysiejszym oglądzie świata. Ani ze mnie taki ogier dla którego ktokolwiek zdejmuje majtki przez głowę, ani ten przygodny seks taki udany - chyba miałem na myśli że udany bo jest - bo ten który kilka lat temu był w moim związku nie odpowiadał ani mnie ani tym bardziej mojej żonie i pewnie stąd unikanie po obu stronach, ale takie ruchanie dla ruchania nie ma za bardzo sensu i nie umywa się do seksu w którym jest bliskość - której się nie zastąpi fikołkami. Bo nie o fikołki chodzi ani o to, że ktoś na pstryknięcie palcami robi czego się zażyczy. Staranie się, uwodzenie, otwartość na partnera i na samego siebie - to chyba jest recepta albo przynajmniej droga do tego, żeby nie siedzieć latami na forum o braku seksu w małżeństwie.

Jeśli chodzi o napierdolenie głupot o mojej żonie to przede wszystkim bzdurą jest praktycznie wszystko, co o niej tu napisałem. Zresztą mam wrażenie że tutaj jest coś w rodzaju narzekalni i usprawiedliwialni: stara nie spełnia swoich obowiązków małżeńskich (jakby miała obowiązek dawania mimo, że nie ma z tego żadnej frajdy bo ma pizdę a nie mężczyznę), to mnie samemu wolno ruchać na boku. Oczywiście nie odmawiam nikomu prawa do takiego postrzegania sprawy bo sam nie jestem bez grzechu, jednak uważam, że to jest coś w rodzaju narracji która tu obowiązuje i mieści się w paczce standardowych tekstów zrutyniałych facetów z brzuszkiem po trzydziestce. Którzy przecież są zajebiści w łóżku tylko ta biedna żona im nie daje a powinna.
Ani moja żona nie ma problemów ze swoim ciałem, ani nie ma problemów z komunikacją, ani nie ma problemów z seksem, oj nie ma. A że ja głupi byłem i tępy to jest zupełnie inna sprawa i proszę mojej żony do tego nie mieszać. A zwłaszcza nie robić z niej matrony ze skrzyżowanymi nogami w stylu Terlikowskiej, którą z całą pewnością nie jest ani nigdy nie była (to sabat do Ciebie, nic nie wiesz poza tym, co ja tu fałszywie nakreśliłem żeby dać sobie usprawiedliwienie do ruchania na boku i nie, to nie moja żona pisała o co ją podejrzewasz). Więcej względu na to, że za nickami po drugiej stronie i ich historiami kryją się żywi ludzie, czego życzę sobie i Wam.

Popocornu nie trzeba wstawiać, dalszych opowieści nie będzie, gównoburzy też nie. Wyjaśniam tylko co tu napierdoliłem i nad czym ubolewam i życzę zmian na lepsze w Waszych życiach (być może rzyciach byłoby tu bardziej adekwatne). Pomyślności.
Obserwuj wątek
    • sabat777 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:12
      Eee tam, to jakiś podszywacz szukający sensacji.
      • losowy_login Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:16
        Nie mam hasła do konta którego używałem kilka lat temu, ale jak tam sobie chcesz.
        • sabat777 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:23
          losowy_login napisał(a):

          > Nie mam hasła do konta którego używałem kilka lat temu, ale jak tam sobie chces
          > z.

          No nie wiem. Jeśli to prawda, to psujesz opinię innym facetom. Potem dziewczyny mówią, że zdradzający faceci to chuje.
        • sea.sea Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:28
          Ma to sens! Tak bez powodu specjalnie sobie zalozyles nowe konto żeby po latach spontanicznie wytłumaczyć kompletnie obcym ludziom, że to co pisałeś kiedyś o jakiejś zupełnie obcej im kobiecie, o której już totalnie zapomnieli, to jednak nie jest prawda, mimo, że ich kompletnie wali to, jaką jest prawda o jakiejś obcej kobiecie omawianej x lat temu. Jaaaaasne.
    • glamourous Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:17
      > Ani moja żona nie ma problemów ze swoim ciałem, ani nie ma problemów z komunika
      > cją, ani nie ma problemów z seksem, oj nie ma. A że ja głupi byłem i tępy to je
      > st zupełnie inna sprawa i proszę mojej żony do tego nie mieszać. A zwłaszcza ni
      > e robić z niej matrony ze skrzyżowanymi nogami w stylu Terlikowskiej

      Ale po co ta spowiedz?
      Zona odkryla nicka, przeczytala litanie narzekan, wsciekla sie i straszy rozwodem, wiec pali Ci sie teraz wokol tylka i trzeba odstawic canones penitentiarum. Wszystko zanegowac, zone ugloryfikowac, zaprzec sie samego siebie - i moze sie upiecze ?
      Tak sie konczy chojrakowanie w necie jak ktos nie ma odwagi przyjac potem tego na klate i bronic swoich racji.
      Sorry, ale jakos zapachnialo pantoflem, mocnym w gebie, dopoki zona nie widzi, nie slyszy, nie czyta. Albo kims kto nie przelogowal sie w pracy z kompa i teraz trzesie portkami, ze kolezenstwo odkryje cala mizerie prywatnego pozycia i bedzie obciach. Wiec trzeba zdemetowac to i owo oraz udac, ze to tak tylko dla jaj bylo, a w ogole to dawno i nieprawda.

      Jezeli sie myle, bo nie sledzilam Twoich postow i w ogole calej dyskusji, to zwracam honor.
      • sea.sea Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:34
        A dosłownie chwile, parę dni temu była tu na gościnnym moralizatorskim wystepie pani która Sabat posadził o bycie żoną losowego. Co za cudna koincydencja.
        • losowy_login Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:38
          Czy aby na pewno pani...
          • sea.sea Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:42
            Nie wiem, chcesz o tym porozmawiać? :D
            • sabat777 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:49
              Nie no, teraz wiadomo że to on sam. Gość wpada mniej więcej co dwa lata na forum i sieje grozę. Z każdą tą wizytą obniża loty... Boję się, że jak za dwa lata wpadnie, to będzie miał już trzymał w zębach surową rybę i mamrotał "my precioussss..."
              • sea.sea Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 22:56
                Nie zycze ludziom źle, ale na innym forum jak ostatnio był klient (ale nie ten sam), co najpierw narzekał na żonę, potem żona sie rzekomo rozkrecila, więc cały dumny chodził i pouczal, jak to należy uwodzić, pracować nad związkiem, wykazywać się zrozumieniem i cierpliwością itd... No cóż. Już nie poucza, bo laska się z nim rozwodzi...
                • sabat777 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:02
                  sea.sea napisała:

                  > Nie zycze ludziom źle, ale na innym forum jak ostatnio był klient (ale nie ten
                  > sam), co najpierw narzekał na żonę, potem żona sie rzekomo rozkrecila, więc cał
                  > y dumny chodził i pouczal, jak to należy uwodzić, pracować nad związkiem, wykaz
                  > ywać się zrozumieniem i cierpliwością itd... No cóż. Już nie poucza, bo laska s
                  > ię z nim rozwodzi...

                  No - to jest logiczne, nie ma w tym sprzeczności. Babka się rozkręciła, bo znalazła sobie kogoś... Albo ktoś znalazł ją ;) Podniósł się jej poziom libido, to i staremu coś z tego skapnęło. Widać wypaliło konkretnie, nowy indor obiecujący - zatem rozwód jest najbardziej rozsądną opcją.
                • glamourous Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:45
                  sea.sea napisała:

                  > Nie zycze ludziom źle, ale na innym forum jak ostatnio był klient (ale nie ten
                  > sam), co najpierw narzekał na żonę, potem żona sie rzekomo rozkrecila, więc cał
                  > y dumny chodził i pouczal, jak to należy uwodzić, pracować nad związkiem, wykaz
                  > ywać się zrozumieniem i cierpliwością itd... No cóż. Już nie poucza, bo laska s
                  > ię z nim rozwodzi...

                  Najmutniejsza rzecza, jaka kiedykolwiek przeczytalam na tym forum byl nie byly niczyje lzawe narzekania na bezseksie, lecz zalozony lata temu przez pewnego bywalca hurraoptymistyczny watek o tym jak to wreszcie po dlugich tygodniach czy tam miesiacach podchodow do zony udalo mu sie wyzebrac seks.
                  Facet po prostu pial ze szczescia, az jakos tak nieprzyjemnie bylo to czytac, bo jedyne co sie nasuwalo to konkluzja typu : jak te baby potrafia ich trzymac zelazna reka, ze oni tak waruja i czekaja na zmilowanie, to sie w glowie nie miesci. Potem taki facet potrafi sie wyprzec samego siebie, sprzedac wlasna matke i popasc w jakis straszny malzenski konformizm, zeby tylko zona zechciala go raz na rok do dupy dopuscic. Tylko, ze to niestety jest bledne kolo. Im bardziej ona wydziela, tym bardziej on, zeby sie przypodobac, robi sie ulegly i spolegliwy. Wtedy ona jeszcze bardziej traci zainteresowanie i jeszcze bardziej reglamentuje. Robi sie prawdziwy handel wymienny : grzecznosc za dostep do koryta raz na ruski miesiac. Kolo sie zamyka. Prawda jest banalna : w seksie wygrywaja najbardziej bezkompromisowi, ktorzy nie liza swojej polowce tylka. Taniec godowy ma swoje granice, a najbardziej sexy jest podniesione czolo i postawa decydenta, rozdajacego karty. Seks jest jak biznes, rzadza nim dokladnie te same prawa, uleglosc nie poplaca.
    • ninek04 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:17
      A świstak siedzi i zawija w te sreberka.. A żona za plecami podpowiada, co ma napisać, to może pozwoli mu wrócić.
      • sabat777 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:27
        ninek04 napisała:

        > A świstak siedzi i zawija w te sreberka.. A żona za plecami podpowiada, co ma n
        > apisać, to może pozwoli mu wrócić.

        O. W tym samym czasie na jego oczach - w ramach kary dla niego - żonę mógłby ruchać od tyłu kochanek :D
        • ninek04 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:39
          sabat 777
          >O. W tym samym czasie na jego oczach - w ramach kary dla niego - żonę mógłby ruchać od tyłu kochanek :D<

          Całkiem prawdopodobne. Żona po "przejściach" z kochanką męża, zmieniła się w chętnie dającą dupy,i ruchającą się na pstryknięcie palca divę :-P.I co warto było?I to jak warto ;)
          • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 07.12.15, 23:57
            No to czekamy tylko na kochanke i mamy komplet ;-)
            Zona to akurat w tym trojkaciku najmniej interesujaca.
            Pan jak donosila kochanka jest psychologiem, tak? Wyrwales swoja pacjentke terapeutyczna mowa? Ona troche tu cierpiala na naszych oczach, nie obchodzi Cie to? Wazniejsze jest to suche sprostowanie dla zony?
            • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 00:10
              Zgadza się, mnie najbardziej żal tej kochanki. Gdyby do niej odszedł, to by był happy end i sprawiedliwość. A tak jest dupa i kamieni kupa.
              • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 00:21
                sabat777 napisał:

                > Zgadza się, mnie najbardziej żal tej kochanki. Gdyby do niej odszedł, to by był
                > happy end i sprawiedliwość. A tak jest dupa i kamieni kupa.

                Nie, nie, nie, nie przekrecaj. Zawle mowila wyraznie, ze chuj nic lepszego drugiej nie da, gdyz na dzien dobry juz chujem jest. Ale skoro sie kaja wzgledem jednej, to i nich sie kaja wzgedem drugiej.
                • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 00:36

                  hello-kitty2napisala
                  >sabat777 napisał:

                  > Zgadza się, mnie najbardziej żal tej kochanki. Gdyby do niej odszedł, to by był
                  > happy end i sprawiedliwość. A tak jest dupa i kamieni kupa.<

                  Sprawiedliwość i happy end?Ciekawe dla kogo? Bo chyba nie dla żony. A kochance musiałoby chyba na mózg paść, gdyby się zdecydowała na bycie z nim.

                  > Ale skoro sie kaja wzgledem jednej, to i nich sie kaja wzgedem drugiej. <

                  Ależ to mu się zwyczajnie nie opłaca,by się kajać przed obiema.On się zwyczajnie pomylił, zbłądził,dupa kochanki wywiodła go na manowce, ale w porę się opamiętał i zawrócił,na pewny,stały grunt.
              • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 12:56
                Dajcie, proszę ładnie, linka do watka kochanki bo chyba przegapilam albo nie pamietam
                • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 12:59
                  sea.sea napisała:

                  > Dajcie, proszę ładnie, linka do watka kochanki bo chyba przegapilam albo nie pa
                  > mietam

                  Proszę bardzo:
                  forum.gazeta.pl/forum/w,15128,156071683,156071683,Warto_jest_wejsc_dwa_razy_do_tej_samej_rzeki_.html
            • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 07:05
              Cierpiała bo przespała się z żonatym facetem kilka razy a ten wrócił do żony? Ach co za rozpacz i rzecz niebywała. Straszliwe cierpienie na Waszych oczach.
              • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 07:23
                Forum czeka teraz w napięciu, czy jak się kiedy może pogodzisz z kochanką, to też potem przyjdziesz założyć wątek, że wstyd ci, że tak zbagatelizowales jej uczucia :D
                • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 07:27
                  No to sobie poczekacie...
                  • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 07:45
                    Rozumiem, wytlumaczyles żonie, że to ta podła sucz i jadowita harpia - kochanka jest głównym winowajca, ze Cię z rozmyslem uwiodla, podstępnie próbując stanąć na drodze waszemu malzenskiemu szczęściu. A żona to kupiła :DDD
                    • urquhart Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 08:02
                      sea.sea napisała:

                      > Rozumiem, wytlumaczyles żonie, że to ta podła sucz i jadowita harpia - kochanka
                      > jest głównym winowajca, ze Cię z rozmyslem uwiodla, podstępnie próbując stanąć
                      > na drodze waszemu malzenskiemu szczęściu. A żona to kupiła :DDD

                      "Mieli do wyboru wojnę lub hańbę, wybrali hańbę, a wojnę będą mieli i tak" W. Churchill 1938
                      • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 08:50
                        Co tam podkulony ogon, ważne żeby chuj stał.
                        • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 10:22
                          Jemu to nie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek stanie, a ogon kuli, bo chroni jaja. Sadzisz ze zona mu wybaczyla i z nim sypia? Chyba snisz! On teraz jest posrany, bo grozi mu rozwod z jego winy i utrata dzieci, a kochanke do ktorej moglby ewentualnie leciec na ratunek zaprzepascil. Czyli jest w sytuacji malego chlopca zagonionego w kozi rog przez zle wilki. Nawet mu troche wspolczuje jesli mam byc szczery.
                          • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 11:33
                            sabat777 napisał:

                            > Jemu to nie wiadomo czy jeszcze kiedykolwiek stanie, a ogon kuli, bo chroni jaj
                            > a. Sadzisz ze zona mu wybaczyla i z nim sypia? Chyba snisz! On teraz jest posra
                            > ny, bo grozi mu rozwod z jego winy i utrata dzieci, a kochanke do ktorej moglby
                            > ewentualnie leciec na ratunek zaprzepascil. Czyli jest w sytuacji malego chlop
                            > ca zagonionego w kozi rog przez zle wilki. Nawet mu troche wspolczuje jesli mam
                            > byc szczery

                            Sypia sabat, jeśli chce mieć męża, to ochoczo daje mu dupy. Kara jest odroczona w czasie. Gdy się zrobi spokojnie, zacznie się rozliczanie...i tak do następnego cyklu. Jest w lepszej sytuacji niż Ci się wydaje, o ile będzie umiał z niej skorzystać.
              • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 07:24
                Btw każdy kolejny post wyraźnie wygląda, jakbyś pisał pod żonę, która podczytuje to forum :D
              • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 11:50
                losowy_login napisał(a):

                > Cierpiała bo przespała się z żonatym facetem kilka razy a ten wrócił do żony? A
                > ch co za rozpacz i rzecz niebywała. Straszliwe cierpienie na Waszych oczach.

                No ja nie mam watpliwosci, ze kochanka to jest dla zonatego mezczyzny NIKT.
                Ale po psychologu bym sie jednak wiecej spodziewala, ze moze moglby nawet potrafic zrozumiec uczucia drugiego czlowieka, ze moglby nawet chciec zrozumiec.
                • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 11:58
                  A dlaczego miałaby być KIMŚ?
                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:19
                    zawle napisała:

                    > A dlaczego miałaby być KIMŚ?

                    A wprowadzilabys sie do kogos, kto jest dla Ciebie nikim?
                    • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:23
                      hello-kitty2 napisała:

                      > zawle napisała:
                      >
                      > > A dlaczego miałaby być KIMŚ?
                      >
                      > A wprowadzilabys sie do kogos, kto jest dla Ciebie nikim?

                      A ruchałybyście się z kimś, kto jest dla Was nikim?
                      • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:48
                        sabat777 napisał:

                        > A ruchałybyście się z kimś, kto jest dla Was nikim?

                        Oczywiscie, ze nie. Tj. ja nie. Gdyby to bylo mozliwe to nie mialabym rocznych przerw.
                    • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:25
                      Kitty, spójrz sama do jakiego stopnia można manipulować, żeby z kilku spotkań zrobić historię z której Tu wyciągasz wniosek, że mieszkaliśmy razem.
                      • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:42
                        losowy_login napisał(a):

                        > Kitty, spójrz sama do jakiego stopnia można manipulować, żeby z kilku spotkań
                        > zrobić historię z której Tu wyciągasz wniosek, że mieszkaliśmy razem.

                        Czytaj pan szybciej (river zalinkowala blog, hello?) i ustalta najwyzej jakas wspolna wersje ;)
                • rekreativa Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 12:24
                  Jeju, koledze sie ruchać chciało, a nie tajniki damskiej duszy zgłębiać. Relacja z dupą na boku z założenia ma być relacją dla przyjemności cielesnych, a nie kolebką dla głębokich uczuć własnych lub cudzych.
                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 12:57
                    rekreativa napisała:

                    > Jeju, koledze sie ruchać chciało, a nie tajniki damskiej duszy zgłębiać. Relacj
                    > a z dupą na boku z założenia ma być relacją dla przyjemności cielesnych, a nie
                    > kolebką dla głębokich uczuć własnych lub cudzych.

                    Tak jak relacja kolegi Mistrza z dupą Małgorzatą? :)
                    Jak się okazuje, to nawet do rzeczy powieść może z tego potem powstać...
                    • rekreativa Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 16:51
                      To weź i pisz. Tyle, co tu słów i płodów swej zajebistej fantazji wylałeś, to już by były ze trzy Miszcze i Małgorzaty :D
                      • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 17:26
                        rekreativa napisała:

                        > To weź i pisz. Tyle, co tu słów i płodów swej zajebistej fantazji wylałeś, to
                        > już by były ze trzy Miszcze i Małgorzaty :D

                        "Mistrza i Malgorzate" napisal Szatan. Probowalem czytac inne ksiazki Bulhakowa i to inny czlowiek pisal. Inny sposob prowadzenia narracji, w porownaniu do "Mistrza..." sa kompletnie pozbawione tej blyskotliwosci, zawadiactwa, dowcipu. Pomijam jezyk, bo to kwestia tlumacza, ale jest w kazdym autorze cos takiego, co nawet po przetlumaczeniu jest jak odciski palcow. To nie on napisal, nie ma takiej opcji.
                        A pisanie jest trudnym procesem, mozolnym, dla mnie meczacym. Trzeba skonstruowac sensowny przebieg akcji, chronologie, antagonizmy miedzy postaciami, przedstawic konflikt, zbudowac wiarygodne dialogi. Wedlug mnie to przypomina bardziej konstruowanie jakiegos projektu, jest to mrowcza, rzemieslnicza praca. Krotko mowiac - krew, pot i lzy. A efekt to czesto tak wymeczony gniot, ze dupa boli i wstydliwie okrywa posladkami swa sromote.
                        • rekreativa Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 17:33
                          Ja celowo nic więcej Bułhakowa nie przeczytałam, bo po prostu wiadomo, że nic nie może być równie dobre jak Mistrz, więc po co się rozczarować.

                          "Wedlug mnie to przypomina bardziej
                          > konstruowanie jakiegos projektu, jest to mrowcza, rzemieslnicza praca. Krotko m
                          > owiac - krew, pot i lzy."

                          Owszem, bywa, ale z drugiej strony stwarzasz świat, czy to nie jest wielka frajda? Wymyślanie postaci, nadawanie im charakteru, imion, wad, historii życiowych, trzymanie w ręku ich losu - temu wypadek, temu kochankę, a temu pogrzeb :) Ja to uwielbiam.
                          • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 17:38
                            E, Zapiski Młodego Lekarza też są bardzo zacne!
                          • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 18:04
                            Podziele sie z Toba Rekre pomyslem na ksiazke. Teraz wiekszosc sag powstaje w oderwaniu od rzeczywistosci. Jest to fajne, ale intryguje mnie mozliwosc polaczenia fantazji z rzeczywistoscia. To sa czesto niezle samograje (narnia, Potter). Ja mam taka wizje, ze facet przelamuje jakas bariere w swiecie astralnym poprzez praktyki OOBE. Robi cos, czego nikt do tej pory nie osiagnal. I spelnia sie niemozliwe - uzyskuje staly most z duchowa strona rzeczywistosci. Pelna predykcja, telekineza, telepatia. Nie wiem czy nie widze go jako Antychrysta. Hyh, wiem ze wtorne, ale wszystko juz bylo.
                            • rekreativa Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 18:16
                              Nic nie rozumiem, ale brzmi fantastycznie :)

                              A że wtórne, to kogo to obchodzi. Chodzi o przyjemność ze składania słów. Powiem Ci, że jak czytam niektóre własne kawałki, to nieraz prawie mi trudno uwierzyć, że to moje :) W sensie że takie zgrabne.
                            • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 23:43
                              sabat 777 napisał
                              >Ja mam taka wizje, ze facet przelamuje jakas bariere w swiecie astralnym poprzez praktyki OOBE. Robi cos, czego nikt do tej pory nie osiagnal. I spelnia sie niemozliwe - uzyskuje staly most z duchowa strona rzeczywistosci. Pelna predykcja, telekineza, telepatia. Nie wiem czy nie widze go jako Antychrysta. Hyh, wiem ze wtorne, ale wszystko juz bylo.<

                              Czyli w dalszym ciągu zgłębiasz temat OOBE,i jak Ci idzie? A pomysł na książkę ciekawy, choć temat dość niszowy.Twój giętki i bardzo sprawny język (nie wiem,czy szorstki też? ;) z pewnością warto wykorzystać również, a może przede wszystkim w celach literackich.Ja na pewno bym przeczytała, jakby co,to daj znać, że książka gotowa ;)
                • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 12:31
                  W tym co piszesz jest przynajmniej jedno fałszywe założenie, takie mianowicie że ta rzewna historia opowiedziana tu przez nią jest oparta na prawdzie i pokazuje pełen obraz. Otóż nie jest oparta na prawdzie i nie pokazuje. Chciała się wykreować na świętą i nawet w oczach niektórych jej się to udało, inni byli czujniejsi i się nie nabrali. Najsłabsze w tym rzewnym wpisie jest selektywne dobór faktów i to biadiolenie nad sobą jako uwertura do furii, której tu nie pokazała. Tekst o pomaganiu w ten sposób małżeństwu powinien być w Sevres pod Paryżem jako wzorzec cynizmu. A może tylko niestabilności emocjonalnej. Dałaś się nabrać Kitty, ja też się kiedyś dałem nabrać, ale nie mieszajmy porządków. Moje kurestwo pozostaje moim kurestwem, jej kurestwo też nim pozostaje. To jednak nie czyni z mojej kochanki bohaterki a z mojej żony idiotki.
                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:08
                    losowy_login napisał(a):

                    > To jednak nie czyni z mojej kochanki bohaterki a z mojej żony idiotki.

                    Nie czyni. W sumie historia jak wiele - obiecałeś jej wspólną przyszłość, kupiłeś sobie seks za jej miłość, ale to się okazało być czekiem bez pokrycia. W praktyce potraktowałeś ją jak prywatną prostytutkę, a ona pozwalała Ci się ruchać aż do bólu jąder, bo Cię kochała. Zrobiłeś sobie z najwyższego uczucia jakie może przeżywać istota ludzka kufajkę do podtarcia brudnej dupy. Niestety - jak mówię - historia jakich wiele. Bohaterstwa tu nie widzę, ale cierpienie człowieka - owszem.
                    • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:12
                      Sabat, jak Ty wszystko wiesz pobierz kilku zdaniach. O mnie, o niej, o tym jak wyglądała ta historia a nawet, czy miała ciąg dalszy i ile w niej było prawdy a ile wyobrażeń.
                      • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:15
                        losowy_login napisał(a):

                        > Sabat, jak Ty wszystko wiesz pobierz kilku zdaniach. O mnie, o niej, o tym jak
                        > wyglądała ta historia a nawet, czy miała ciąg dalszy i ile w niej było prawdy
                        > a ile wyobrażeń.

                        Co tu wiedzieć o Twojej historii? Wystarczy, że wiem czemu kochanki sypiają z żonatymi.
                        • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:18
                          No czemu
                          • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:22
                            losowy_login napisał(a):

                            > No czemu

                            Z miłości.
                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:12
                    losowy_login napisał(a):

                    > W tym co piszesz jest przynajmniej jedno fałszywe założenie, takie mianowicie
                    > że ta rzewna historia opowiedziana tu przez nią jest oparta na prawdzie i pokaz
                    > uje pełen obraz. Otóż nie jest oparta na prawdzie i nie pokazuje. Chciała się w
                    > ykreować na świętą i nawet w oczach niektórych jej się to udało, inni byli czuj
                    > niejsi i się nie nabrali. Najsłabsze w tym rzewnym wpisie jest selektywne dobór
                    > faktów i to biadiolenie nad sobą jako uwertura do furii, której tu nie pokazał
                    > a. Tekst o pomaganiu w ten sposób małżeństwu powinien być w Sevres pod Paryżem
                    > jako wzorzec cynizmu. A może tylko niestabilności emocjonalnej.

                    No ba! Jak sie puszczac to tylko ze stabilnymi, ktore beda wspolpracowac. Tylko, ktora kobieta jest stabilna? W koncu zona tez nagle moze zwariowac:
                    www.wysokieobcasy.pl/wysokie-obcasy/1,127763,19280444,psychiatryk-zamiast-rozwodu-kiedy-mozna-z-zony-zrobic-wariatke.html?utm_source=agora&utm_medium=nlt&utm_campaign=wysokie-obcasy&disableRedirects=true
                    • my.river ... 08.12.15, 13:24
                      mysecretdiary.blogspot.pl

                      • my.river ... 08.12.15, 13:25
                        * mysecretdiary.crazylife.pl
                        • sabat777 Re: ... 08.12.15, 13:37
                          my.river napisała:

                          > * mysecretdiary.crazylife.pl

                          Fajne, fajne, ale taka klasyka rocka, trochę podlane egzaltacją. Przeczytałem trochę tych "sesemesów do dziewczyny"... Powiedz - jarało Cię to wtedy? Nie wolałabyś dostać coś o byciu wyjebaną tego wieczora jak bura suka, aż by Ci się kończyny dolne w iksy zlazły? XD
                  • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:45
                    Ja nie wątpię, że istnieją niezrownowazone emocjonalnie, rabniete kochanki, które sobie rozdmuchuja coś, czego nie ma. Absolutnie nie wątpię. Ale po Twoim ociekajacym empatia wpisie z dzisiaj, z 7:05 to ja jednak jestem bardziej skłonna wierzyć myriver :)
                    • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:51
                      "Panowie żonaci – zakładam, że żadnemu z was po prostu nie chce się zabrać głosu w tej idiotycznej sprawie, ale tak mnie to dziwi że ja poczułam w sobie solidarność plemników. Może z powodu, że mam cudownego żonatego kochanka od czasu do czasu w sobie. Wątek ten, choć jestem kobietą, niesamowicie mnie zirytował. Autorka wątku, w mojej opinii, jest egocentryczną, rozpieszczoną stara panienką, która skupia się na sobie i żyje w świecie mydlanej bańki, którą należy jak najszybciej - dla dobra jej samej - i innych osób, których przez tę bańkę nie dostrzega a na domiar złego w swojej dziwnej furii je krzywdzi – pęknąć.

                      Nie wiem, ile autorka ma lat i nie interesuje mnie to, zakładam że mentalnie to góra 17, a kalendarzowo to i tak bez znaczenia. Sama bywałam i żoną i kochanką w przeróżnych naprawdę konfiguracjach życiowych i niejedno widziałam, ale to już szczyty głupoty i naiwności.

                      Po pierwsze (do autorki) to zmień psychoanalityka, bo ten Ci nabełtał we łbie, po drugie nie jesteś gotowa nażaden związek z drugim człowiekiem, chyba że samej ze sobą, a po trzecie to czego oczekiwałaś od żonatego faceta z ruchliwym fiutem dziewczyno? Że wymaże sobie z pamięci swoje dotychczasowe rozbuchane życie erotyczne, żonę a pewnie i też jakieś dzieci i będzie z Toba pływał łodzią w stronę zachodzącego słońca, wiodąc długie, górnolotne dyskusje o Tobie i Twoich imaginacjach? Facet Cię wziął na kochankę, wiedziałaś, że jest żonaty – miałaś służyć do bzykania i sympatycznego spędzania czasu, jak się nie sprawdziłaś – ulotnił się i co w tym dziwnego? O co się mścisz? Jego wina, że się „Ani z Zielonego Wzgórza” naczytałaś? I po cholerę informujesz żonę, że kiepsko dawałaś jej mężowi i się Tobą znudził? Co ją to na Boga obchodzi? Nie masz żadnych praw, będąc jedynie nieudaczną kochanką, wpieprzać się w życie nieswoje a Twoje ostrzeżenia i dobre rady to nie wiem do kogo są adresowane? Żałosne, nikogo i niczego to nie uczy no poza tym może, że panowie naprawdę powinni uważać na to, gdzie moczą swoje kije, a już szerokim łukiem omijać stare panienki z tykająca bombą zegarową niespełnionego bycia w związku i macierzyństwa.



                      A najbardziej żałosna chyba jest ta „terapeutyczna(?!)” zemsta i podawanie loginu faceta i pewnie gryzienie pięści przed monitorem lub zacieranie rąk, że oto pewnie on to czyta, bo przecież tu przychodzi na to forum, że może odpowie, może pożałuje swoich decyzji, może ktoś go rozpozna i znienawidzi. Jestem przekonana, że jedyny morał jaki dla niego płynie z Twoich rzecznych wynurzeń jest taki, że gdyby wiedział w co się wplącze, spuściłby się pod prysznicem. Rany… Co za dno."
                      • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:03
                        Tia, osoba występująca w Twojej obronie jako nowy nick na forum, stworzony specjalnie na potrzeby wątku, jest faktycznie niesamowicie wiarygodnym wsparciem :D
                        • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:07
                          Z każdym kolejnym postem robi się bardziej żenująco. Przez chwilę wszystkich troje mi było trochę szkoda, ale teraz to nie wiem, czy po prostu nie trafił swój na właściwego.
                          • losowy_login Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:09
                            Zgadzam się jednakowoż musiałem.
                            • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:16
                              Co musiałeś? Nawijać dziewczynie makaron na uszy, bo inaczej by Ci nie dała?
                            • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:16
                              losowy_login napisał(a):

                              > Zgadzam się jednakowoż musiałem.

                              Nie musiałeś wtedy i teraz też nie musisz. Nic nie musisz.
                              • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 14:30
                                sabat777 napisał:

                                > losowy_login napisał(a):
                                >
                                > > Zgadzam się jednakowoż musiałem.
                                >
                                > Nie musiałeś wtedy i teraz też nie musisz. Nic nie musisz.

                                Tez sie zastanawiam po co on do tego wraca? Czy to jakas forma terapii?
                                • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 15:05
                                  hello-kitty2 napisała:
                                  > Tez sie zastanawiam po co on do tego wraca? Czy to jakas forma terapii?

                                  Ludzie chcą dopiąć się do dawnych emocji. Coś tam zostawili.
                      • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 15:00
                        Facet Cię wziął na kochankę, wiedziałaś, że jest żonaty ? miałaś służyć do bzykania i sympatycznego spędzania czasu, jak się nie sprawdziłaś ? ulotnił się i co w tym dziwnego? O co się mścisz? Jego wina, że się ?Ani z Zielonego Wzgórza? naczytałaś? I po cholerę informujesz żonę, że kiepsko dawałaś jej mężowi i się Tobą znudził? Co ją to na Boga obchodzi? Nie masz żadnych praw, będąc jedynie nieudaczną kochanką, wpieprzać się w życie nieswoje a Twoje ostrzeżenia i dobre rady to nie wiem do kogo są adresowane? Żałosne, nikogo i niczego to nie uczy no poza tym może, że panowie naprawdę powinni uważać na to, gdzie moczą swoje kije, a już szerokim łukiem omijać stare panienki z tykająca bombą zegarową niespełnionego bycia w związku i macierzyństwa.



                        A najbardziej żałosna chyba jest ta ?terapeutyczna(?!)? zemsta i podawanie loginu faceta i pewnie gryzienie pięści przed monitorem lub zacieranie rąk, że oto pewnie on to czyta, bo przecież tu przychodzi na to forum, że może odpowie, może pożałuje swoich decyzji, może ktoś go rozpozna i znienawidzi. Jestem przekonana, że jedyny morał jaki dla niego płynie z Twoich rzecznych wynurzeń jest taki, że gdyby wiedział w co się wplącze, spuściłby się pod prysznicem. Rany? Co za dno."

                        Żeby być taką mądrą, trzeba się kurwić na potęgę. A jeśli się już taka mądra urodziła, pewnie się kurwiła w poprzednim życiu.
                        • my.river Następnym razem... 08.12.15, 16:02
                          ..pójdzie do burdelu i zapłaci za seks. Będzie szybko, dyskretnie, żona się nigdy nie dowie.
                          Nastąpi to szybciej niż Wam się wszystkim zdaje i niż zdaje się jemu samemu.

                          Musiałam to usłyszeć na własne uszy. Musiano mi to powiedzieć głośno i wyraźnie, żeby się wbiło do głupiego, naiwnego łba i żeby tam zostało.
                          "Pani była narzędziem w rękach tych ludzi i nadal pani tym narzędziem jest. Była im pani potrzebna, żeby to małżeństwo ratować. Jeśli pani zniknie, to znajdą sobie kogoś innego, kogoś takiego samego jak pani. Jest mi przykro, że dała się w to pani wciągnąć i że dała się pani tak straszliwie poranić."

                          Jak rzecz. Trudno z tym dyskutować i trudno się pogodzić z tym, że zrobił to ktoś, kogo się kochało. Tak, kochało. Zupełnie niepotrzebnie bo to uczucia zarezerwowane dla kogoś bardzo wyjątkowego.
                          Bloga czytają bliscy mi ludzie. Każdego dnia zwiększa się ilość osób, które chcą go zabić, ja mam to z bańki. Po tym co napisałam w styczniu był ciąg dalszy i trwałoby to w nieskończoność bo to człowiek nienasycony jest.
                          15.02.2015 kopnęłam go w dupę.16.02.2016 przestanę pisać bloga.
                          Czy się to komuś podoba czy nie.
                          • zyg_zyg_zyg Re: Następnym razem... 08.12.15, 16:41
                            Żeście się dobrali. Jak w korcu maku. Laska, która zamiast iść na porządną terapię (do kobiety!) kolejny rok brandzluje się wspomnieniami o swoim wykorzystaniu, pod płaszczykiem rozprawiania się z przeszłością, koleś, który zapomniał i wypiera się tego, jak to Jolce wyznawał że z nikim "nigdy aż tak" i żalił, że żona go nie rozumie, że wcale ze sobą nie śpią, bo zeszło mu z oczu bielmo oraz pańcia, która znalazła rewelacyjną receptę na chujowiznę w związku - wylistowała rzeczy, których zdychającym z seksualnego głodu robić nie wolno, żeby było przepięknie.

                            Albo jakiś kiepski literat tak długo zbiera się do napisania dzieła życia o miłosnym trójkącie i wypuszcza kawałki wersji bardzo roboczej...
                            • zawle Re: Następnym razem... 08.12.15, 16:56
                              Życie w czystej postaci :))
                          • ninek04 Re: Następnym razem... 08.12.15, 18:23
                            >Jest mi przykro, że dała się w to pani wciągnąć i że dała się pani tak straszliwie poranić."

                            To lepiej byłoby nie zaczynać tej relacji, poranienie nastąpiło na Twoje własne życzenie.

                            >Jak rzecz. Trudno z tym dyskutować i trudno się pogodzić z tym, że zrobił to ktoś, kogo się kochało. Tak, kochało. Zupełnie niepotrzebnie bo to uczucia zarezerwowane dla kogoś bardzo wyjątkowego.<

                            Jak rzecz..ale on nie był wolny, nawet jeśli Ty go kochałaś,to biorąc się za zajętego nie miałaś prawa oczekiwać, że zrobi dla Ciebie wszystko. Przecież to jest proste,jak drut,a inny sposób myślenia jest w tym wypadku naiwnością.

                            • my.river Re: Następnym razem... 08.12.15, 18:36
                              > Jak rzecz..ale on nie był wolny, nawet jeśli Ty go kochałaś,to biorąc się za za
                              > jętego nie miałaś prawa oczekiwać, że zrobi dla Ciebie wszystko. Przecież to je
                              > st proste,jak drut,a inny sposób myślenia jest w tym wypadku naiwnością.

                              Sentymentalna idiotka. Najgorsze były te rzeczy wywleczone na fejsa a powierzone w największym zaufaniu. To jest straszny człowiek,straszny a ja jestem naiwna do kwadratu, nie zaprzeczam.Tak, jestem głupia, sama już do tego doszłam. I nigdy nie życzyłam im źle.To tylko złość...Mam do niej prawo.
                        • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 17:57
                          zawle napisała
                          >Facet Cię wziął na kochankę, wiedziałaś, że jest żonaty ? miałaś służyć do bzykania i sympatycznego spędzania czasu, jak się nie sprawdziłaś ? ulotnił się i co w tym dziwnego? O co się mścisz? Jego wina, że się ?Ani z Zielonego Wzgórza? naczytałaś? I po cholerę informujesz żonę, że kiepsko dawałaś jej mężowi i się Tobą znudził? Co ją to na Boga obchodzi? Nie masz żadnych praw, będąc jedynie nieudaczną kochanką, wpieprzać się w życie nieswoje a Twoje ostrzeżenia i dobre rady to nie wiem do kogo są adresowane? Żałosne, nikogo i niczego to nie uczy no poza tym może, że panowie naprawdę powinni uważać na to, gdzie moczą swoje kije, a już szerokim łukiem omijać stare panienki z tykająca bombą zegarową niespełnionego bycia w związku i macierzyństwa. <
                          >A najbardziej żałosna chyba jest ta ?terapeutyczna(?!)? zemsta i podawanie loginu faceta i pewnie gryzienie pięści przed monitorem lub zacieranie rąk, że oto pewnie on to czyta, bo przecież tu przychodzi na to forum, że może odpowie, może pożałuje swoich decyzji, może ktoś go rozpozna i znienawidzi. Jestem przekonana, że jedyny morał jaki dla niego płynie z Twoich rzecznych wynurzeń jest taki, że gdyby wiedział w co się wplącze, spuściłby się pod prysznicem. Rany? Co za dno."

                          >Żeby być taką mądrą, trzeba się kurwić na potęgę. A jeśli się już taka mądra urodziła, pewnie się kurwiła w poprzednim życiu.<

                          Nic dodać, nic ująć. Pełna zgoda.Kochanka, która liczy na to,że kochaś utraciwszy jasność myślenia, odejdzie dla niej od żony, zostawi swoje ułożone i toczące się znanym trybem życie,a jeszcze dodatkowo nasłuchawszy się obietnic, że z nikim na świecie nie było mu tak dobrze,naprawdę musi być bardzo naiwna.Nie bronię w tym momencie jego,bo wcześniejsze szkalowanie żony, potem kochanki,a na końcu to oświecenie i nawrócenie, gdzie żona jest wychwalana nagle pod niebiosa, bardzo trąci falszem, ale nieuzasadnione żale kochanki są chyba jeszcze bardziej nie do przyjęcia, są żałosne po prostu.
                          • my.river Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 18:13
                            ale nieuzasadnione żale kochanki są chyba jeszcze bardzie
                            > j nie do przyjęcia, są żałosne po prostu.

                            Nie Tobie oceniać co jest uzasadnione a co nie. Tak się widzisz składa, że nie każdemu daję lizać swoją cipkę i on doskonale o tym wiedział. WIEDZIAŁ. Za lizanie mojej cipki bez zobowiązań nie ponosi się konsekwencji tylko raz.
                            A żałosne to jest to co się wydarzyło później.
                            • gogol77 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:41
                              my.river napisała:

                              > Tak się widzisz składa, że nie każdemu daję lizać swoją cipkę i on doskonale o tym wiedział. WIEDZIAŁ. Za lizanie mojej cipki bez zobowiązań nie ponosi się konsekwencji tylko raz.>

                              Czy dobrze rozumiem, że dawałaś mu lizać tą Twoją cipkę z pobudek charytatywnych??? Albo co gorsza - za jakieś jego zobowiązania???
                              Kurwa, a ja zawsze myślałem, że to właścicielka cipki ma z tego lizania frajdę a liżący to jakby bardziej wykonuje zadanie. Choć ja lubię lizać. Muszę to przedyskutować z Taką Jedną (mimo, że ona to mówi, że ja nie umiem lizać :-(
                              • triss_merigold6 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:33
                                Jeso, mam nadzieję, że to jakiś durny projekt...
                                Ukrzywdzona przez minetę.
                                • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:34
                                  triss_merigold6 napisała:

                                  > Jeso, mam nadzieję, że to jakiś durny projekt...
                                  > Ukrzywdzona przez minetę.

                                  Może gość ma szorstki język?
                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:45
                                    triss_merigold6 napisała:
                                    >sabat 777 napisał
                                    > Jeso, mam nadzieję, że to jakiś durny projekt...
                                    > Ukrzywdzona przez minetę.

                                    >Może gość ma szorstki język?<

                                    Możnaby nowe hasło ukuć "moja cipka jest tego warta","moja cipka zasługuje na więcej "
                                  • sea.sea Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 23:46
                                    Czasami tak mi żal ze tu nie ma lajkow ani plusów :/
                                    • sid.le.niwiec Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 20:02
                                      sea.sea napisała:

                                      > Czasami tak mi żal ze tu nie ma lajkow ani plusów :/

                                      No nie? :)
                          • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 18:13
                            Jesteś na innym etapie życia ninek. Oboje zdradzacie. Nie planujesz żadnego związku. Jak sama napisałaś pan coś przebąkiwał o wspólnym życiu. Ty nie chcesz. Więc naiwnością nazywasz to, czego nawet nie dotknęłaś. To jest naiwność. Że Ty w tym układzie byłabyś mądrzejsza i mniej żałosna.
                            • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 18:52
                              >Jesteś na innym etapie życia ninek. Oboje zdradzacie. Nie planujesz żadnego związku. Jak sama napisałaś pan coś przebąkiwał o wspólnym życiu. Ty nie chcesz. Więc naiwnością nazywasz to, czego nawet nie dotknęłaś. To jest naiwność. Że Ty w tym układzie byłabyś mądrzejsza i mniej żałosna. <

                              Ja tylko nie rozumiem pretensji do żonatego, że nie został z kochanką. Nie rozumiem, bo nawet gdybym była wolna i chciała zbudować związek z kimś, to nie oczekiwalabym, że żonaty będzie w stanie zostawić swoje uporządkowane życie dla kogoś, kogo tylko pieprzy, jeśli nawet mówi, że też kocha, i że nie wyobraża sobie życia. Nie rozumiem, jak można nie brać pod uwagę, że to tylko słowa, które wypowiada się w specyficznych okolicznościach, gdzie mózg jest zalewany chemicznymi narkotykami, których czas działania jest jednak ograniczony.
                              • my.river Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:03
                                Ja nie mam żalu, że wrócił do żony.To ja zakończyłam tę relację bo była dla mnie za trudna. Chodzi o wszystko to co się stało później.
                                Mnie wkurwić jest bardzo trudno ale jak już mnie ktoś...to sama nie chciałabym mieć z wkurwioną mną nic wspólnego.
                                • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:28
                                  my. river napisała J
                                  >Ja nie mam żalu, że wrócił do żony.To ja zakończyłam tę relację bo była dla mnie za trudna. Chodzi o wszystko to co się stało później.
                                  Mnie wkurwić jest bardzo trudno ale jak już mnie ktoś...to sama nie chciałabym mieć z wkurwioną mną nic wspólnego.<

                                  Rozumiem wkurwienie, żal,smutek, to jest naturalne. Sama zresztą będę przeżywać to samo, gdy relacja z kochankiem się zakończy,oczywiście że tak. Ale przyznaję, że ciężko mi zrozumieć akcje z pisaniem listów do żony, czy wywlekaniem swoich żalów na blogu,upublicznianiu swego żalu i robienie z siebie ofiary, nosicielki krzywd wszelakich.Tego nie mogę pojąć, że tego żalu i rozczarowania nie można przeżywać samemu, w swojej duszy, czy wśród przyjaciół , tylko strzykać strumieniami żalu i zemsty na arenie publicznej,nie oszczędzając nikogo.
                                  • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:47
                                    ciężko mi zrozumieć akcje z pisaniem listów do żony, czy wywlekaniem swo
                                    > ich żalów na blogu,upublicznianiu swego żalu i robienie z siebie ofiary,

                                    Akcję z pisaniem listów do żony My.river tłumaczyła wcześniej. To kobieca solidarność nią kierowała...
                                    forum.gazeta.pl/forum/w,15128,156071683,156073667,Re_Warto_jest_wejsc_dwa_razy_do_tej_samej_rzeki_.html
                                    • kutuzow Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:53
                                      zyg_zyg_zyg napisała:
                                      > Akcję z pisaniem listów do żony My.river tłumaczyła wcześniej. To kobieca solid
                                      > arność nią kierowała...

                                      trochę jak walka o pokój na świecie -tak ostro prezentowana przez ZSRR w czasie zimnej wojny ;-)
                                      • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:06
                                        kutuzow napisał:

                                        > trochę jak walka o pokój na świecie -tak ostro prezentowana przez ZSRR w czasie
                                        > zimnej wojny ;-)

                                        Ale Ty bys tak jak on nie postapil, jestes uczciwym facetem.
                                        • kutuzow Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:13
                                          sabat777 napisał:

                                          >
                                          > Ale Ty bys tak jak on nie postapil, jestes uczciwym facetem.

                                          Powiem Ci że jak przeczytałem jego "oficjalne oświadczenie", to pomyślałem sobie, że to najbardziej żenujący gostek na forum. Nie dla tego, że zdradzał. Nie on pierwszy nie ostatni. Nie mi to oceniać.
                                          Uważam że jest żenujący dlatego, że facet powinien mieć odwagę przyjąć na klatę konsekwencje swych czynów, a nie włazić pod stół gdy żona tupnęła nogą. Po prostu zachowanie godne przedszkolaka, którego mamusia nakryła na "psoceniu" i wzięła za ucho do domu, on zaś z płaczem obiecuje "że już więcej tak nie będzie robił".
                                          • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:17
                                            kutuzow napisał:
                                            > Uważam że jest żenujący dlatego, że facet powinien mieć odwagę przyjąć na klatę
                                            > konsekwencje swych czynów, a nie włazić pod stół gdy żona tupnęła nogą. Po pro
                                            > stu zachowanie godne przedszkolaka, którego mamusia nakryła na "psoceniu" i wzi
                                            > ęła za ucho do domu, on zaś z płaczem obiecuje "że już więcej tak nie będzie ro
                                            > bił".

                                            To jak, samiec alfa z niego, czy nie? Zaliczył i może zaliczać panienki dalej, wystarczy że poskomle. A ponoć kobiety lecą na tych silnych;)
                                          • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:21
                                            kutuzow napisał:

                                            > Uważam że jest żenujący dlatego, że facet powinien mieć odwagę przyjąć na klatę
                                            > konsekwencje swych czynów, a nie włazić pod stół gdy żona tupnęła nogą. Po pro
                                            > stu zachowanie godne przedszkolaka, którego mamusia nakryła na "psoceniu" i wzi
                                            > ęła za ucho do domu, on zaś z płaczem obiecuje "że już więcej tak nie będzie ro
                                            > bił".

                                            Dokladnie tak. Juz pisalam: to cholernie niemeskie! I jeszcze przekleil jakas babe zeby jego -mezczyzne (!) swoja opinia chronila. Mezczyzna chroniacy sie za spodniczka. Jak on w ogole moze kogokolwiek podniecac???
                                          • sid.le.niwiec Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 20:04
                                            > Uważam że jest żenujący dlatego, że facet powinien mieć odwagę przyjąć na klatę
                                            > konsekwencje swych czynów, a nie włazić pod stół gdy żona tupnęła nogą.

                                            Dobrze powiedziane. W mojej historii też jakoś atrakcyjność faceta w moich oczach spadła, kiedy okazało się, że trzęsie portkami przed żoną.
                                    • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:06
                                      zyg_zyg_zyg napisała
                                      >Akcję z pisaniem listów do żony My.river tłumaczyła wcześniej. To kobieca solidarność nią kierowała...
                                      forum.gazeta.pl/forum/w,15128,156071683,156073667,Re_Warto_jest_wejsc_dwa_razy_do_tej_samej_rzeki_.html<

                                      Taki rodzaj solidarności kobiecej jest mi zupełnie obcy.To,co jest między nimi,między mężem i żoną oni sami muszą przepracować i określić, czy dalej są w stanie ze sobą być. Mieszanie się w to kochanki wynika z chęci dokopania jemu,a nie z łączenia się w bólu z jego żoną. Cała para idzie w to,by to jemu dowalić,wyrażanie chęci solidarności z żoną to tylko pretekst.
                                      • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:12
                                        ninek04 napisała:
                                        > Taki rodzaj solidarności kobiecej jest mi zupełnie obcy.To,co jest między nimi,
                                        > między mężem i żoną oni sami muszą przepracować i określić, czy dalej są w stan
                                        > ie ze sobą być.

                                        I tu wnoszę o przyznanie Ci ninku medalu za bycie super-kochanką. Czy ktoś mnie poprze? Jakieś szkolenia i certyfikaty byś rozdawała? To byłoby dość istotne na wtórnym rynku damsko-męskim.
                                        ;))
                                        • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:27
                                          zawle napisała:

                                          > I tu wnoszę o przyznanie Ci ninku medalu za bycie super-kochanką. Czy ktoś mnie
                                          > poprze? Jakieś szkolenia i certyfikaty byś rozdawała? To byłoby dość istotne n
                                          > a wtórnym rynku damsko-męskim.
                                          > ;))

                                          Poprze? Kochana ja juz Cie wyprzedzilam! (chociaz raz ;) Pisalam o Ninek juz wczesniej jako o kochance IDEALNEJ. A teraz czekam az los powie przykre SPRAWDZAM. Ale bede supportowac, taka role sobie obralam w tych historiach. Uwazam, ze kobiety w nich przegrywaja.
                                          • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:04
                                            .hello-kitty 2napisała
                                            >A teraz czekam az los powie przykre SPRAWDZAM. Ale bede supportowac, taka role sobie obralam w tych historiach. Uwazam, ze kobiety w nich przegrywaja.<

                                            Wiem, Kiciu, że czekasz aż sprawa się rypnie i zacznę się wyplakiwać,już to pisałaś nie raz, między innymi w rozmowie z Mabelle ;)Będziesz pierwszą, której o tym powiem, że zaczął się mój Czas Apokalipsy,obiecuję Ci to;)
                                            • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:10
                                              W kazdym razie ja tez bede supportowac w razie jakby co ;)
                                              • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:13
                                                sabat777 napisał:

                                                > W kazdym razie ja tez bede supportowac w razie jakby co ;)

                                                Chyba aportowac ;-)
                                                • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:26
                                                  hello-kitty2 napisała:

                                                  > Chyba aportowac ;-)

                                                  Jesli wtedy by Jej to poprawilo humor, to moge nawet zaaportowac :)
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:50
                                                    >Jesli wtedy by Jej to poprawilo humor, to moge nawet zaaportowac :)<

                                                    Ależ zdecydowanie to poprawiloby jej humor i nie tylko zresztą humor ;))
                                          • my.river I to jest chyba najlepsza puenta 08.12.15, 21:40
                                            Marna ze mnie kochanka. Kochanka ze mnie jak z koziej dupy trąba. Ja się na kochankę nie nadaję, już nie. Nie traktuję tego jako porażki, to raczej rozwój osobisty. Ja cztery lata temu to zupełnie inna ja i ON się tego zwyczajnie nie spodziewał.
                                            Terapię zaczynam w przyszłym tygodniu. Długa droga przede mną ale wiem że warto.

                                            "To nie on był poranionym misiem. To Pani jest poranionym misiem i to pani potrzebuje przytulania."

                                            A na bloga ustawię hasło bo piszę go dla osób, które powinny wiedzieć co zostawiłam za sobą.

                                            PS. Uwielbiam Was czytać, nie będzie to łatwe ale postaram się tu więcej nie zaglądać.
                                            Wszystkiego dobrego :)
                                        • burzowa.kejt Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:42
                                          zawle napisała:
                                          > ninek04 napisała:
                                          > > Taki rodzaj solidarności kobiecej jest mi zupełnie obcy.To,co jest międz
                                          > y nimi,
                                          > I tu wnoszę o przyznanie Ci ninku medalu za bycie super-kochanką. Czy ktoś mnie
                                          > poprze?

                                          Ninek wydaje się być bardzo w porządku babką, taktowną i uprzejmą, więc prawdopodobnie jest nie tylko super kochanką, ale także koleżanką, współpracownicą etc.
                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:05
                                    ninek04 napisała:

                                    Ale przyzna
                                    > ję, że ciężko mi zrozumieć akcje z pisaniem listów do żony, czy wywlekaniem swo
                                    > ich żalów na blogu,upublicznianiu swego żalu i robienie z siebie ofiary, nosici
                                    > elki krzywd wszelakich.Tego nie mogę pojąć, że tego żalu i rozczarowania nie mo
                                    > żna przeżywać samemu, w swojej duszy, czy wśród przyjaciół , tylko strzykać str
                                    > umieniami żalu i zemsty na arenie publicznej,nie oszczędzając nikogo.

                                    Przeciez my wszyscy tu upubliczniamy swoje zale. Co za roznica w jakiej konfiguracji poswstaly? Poza tym nie mow hop Ninek dopoki nie przeskoczysz. Ja juz nie pamietam dokladnie ich historii ale czego nie lubie w takich relacjach to, ze nagle ten kochanek zdradza cie gdy jemu sie zaczyna sie palic grunt pod nogami, tak samo jak zdradzal swoja zone z toba. A jakie to niemeskie! Nagle ten, ktory teraz jest Ci bliski moze na ciebie nalac, wyszydzic, zrobic wariatke, tylko po to by chronic swoja dupe. Ej co to za mezczyzna? Czy to jest meskie? Jak mozna czuc bliskosc z kims takim? Od poczatku do konca oszustwo.
                                    • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:12
                                      Zgadza sie Kitty, trudno nie byc po stronie kochanki. Jesli ktos ma kochanke, to znaczy ze ja kocja. Kocha czyli ewakuuje sie ze zwiazku probujac minimalizowac straty. Ale jesli sie rypnie, to nie pozostaje juz nic innego jak stanac w drzwiach kochanki i powiedziec "czesc, zmieszcze sie obok Ciebie na lozku? :)"
                                      • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:14
                                        Tu nie należy być po niczyjej stronie. Liczy się samo widowisko:)) Kochanka tak samo winna jak i on. Żony szkoda. No chyba że postąpi jak żona losowego- wtedy dobrze jej tak;)
                                      • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:36
                                        sabat 777 napisał
                                        >Zgadza sie Kitty, trudno nie byc po stronie kochanki. Jesli ktos ma kochanke, to znaczy ze ja kocja. Kocha czyli ewakuuje sie ze zwiazku probujac minimalizowac straty. Ale jesli sie rypnie, to nie pozostaje juz nic innego jak stanac w drzwiach kochanki i powiedziec "czesc, zmieszcze sie obok Ciebie na lozku? :)"<

                                        To, co mówisz jest czystą teorią, bo kochanki jeszcze nie miałeś, więc nie wplataj miłości w relacje pozazwiązkowe.Wiesz,takie pytanie zadane przez kochanka z pewnością należy do rzadkości, no chyba, że to on jest wolny i bez zobowiązań, wtedy to bardziej prawdopodobne. A odpowiedź zależy od tego,czy kochanka naprawdę tego chce, a zaprawdę, powiadam Ci,że nie zawsze tak jest ;)
                                    • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:57
                                      hello -kitty 2 napisała
                                      >Nagle ten, ktory teraz jest Ci bliski moze na ciebie nalac, wyszydzic, zrobic wariatke, tylko po to by chronic swoja dupe. Ej co to za mezczyzna? Czy to jest meskie? Jak mozna czuc bliskosc z kims takim? Od poczatku do konca oszustwo. <

                                      Dlatego Kitty trzeba wybierać takiego, którego Ci intuicja podpowiedziała.Takiego faceta wyczuwa się szóstym zmysłem,dajesz mu wszystko, czego mu brakowało ,i już go masz ;)A jak przyjdzie co do czego, to on może mieć problem z tym,gdy to kobieta zacznie się wycofywać. Wcale nie jest powiedziane, że zawsze pierwszy wymiksowuje się facet, a co kobieta to niby nie może? Już nie traktujmy tych kochanek jako męczęnnic za winy nie popełnione,bezwolnych i szlochających biedactw, kopniętych w dupę przez mężczyznę wracajacego na łono (czyżby?) żony i rodziny ;)
                              • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:04
                                ninek04 napisała:
                                > Ja tylko nie rozumiem pretensji do żonatego, że nie został z kochanką. Nie rozu
                                > miem, bo nawet gdybym była wolna i chciała zbudować związek z kimś, to nie ocze
                                > kiwalabym, że żonaty będzie w stanie zostawić swoje uporządkowane życie dla ko
                                > goś, kogo tylko pieprzy, jeśli nawet mówi, że też kocha, i że nie wyobraża sobi
                                > e życia.

                                dziwne masz podejście do życia. Jak żonaty to od razu kłamca? Ludzie podejmują w życiu kiepski decyzje, wiążą się w niewłaściwymi osobami, spotykają inne gdy nie są "wolni". Odchodzą, porządkują sprawy. Tacy też bywają. A nawet tacy co wracają do żon dbając o tą drugą kobietninek04 napisała:

                                > >Jesteś na innym etapie życia ninek. Oboje zdradzacie. Nie planujesz żadneg
                                > o związku. Jak sama napisałaś pan coś przebąkiwał o wspólnym życiu. Ty nie chce
                                > sz. Więc naiwnością nazywasz to, czego nawet nie dotknęłaś. To jest naiwność. Ż
                                > e Ty w tym układzie byłabyś mądrzejsza i mniej żałosna. <
                                >
                                > Ja tylko nie rozumiem pretensji do żonatego, że nie został z kochanką. Nie rozu
                                > miem, bo nawet gdybym była wolna i chciała zbudować związek z kimś, to nie ocze
                                > kiwalabym, że żonaty będzie w stanie zostawić swoje uporządkowane życie dla ko
                                > goś, kogo tylko pieprzy, jeśli nawet mówi, że też kocha, i że nie wyobraża sobi
                                > e życia. Nie rozumiem, jak można nie brać pod uwagę, że to tylko słowa, które w
                                > ypowiada się w specyficznych okolicznościach, gdzie mózg jest zalewany chemiczn
                                > ymi narkotykami, których czas działania jest jednak ograniczony.

                                Może pretensje nie są o powrót do żony, tylko o to, co się wydarzyło po drodze. O to jak się rozstali? Bo wiesz....ludzie podejmują złe decyzje, wiążą się z niewłaściwymi ludżmi, spotykają innych gdy nie są "wolni". Bywa. Myślisz ninek że jak ktoś ma żonę na papierze ( bo przecież już jej nie kocha, bo ona taka zła, bo nie sypiają ze sobą, bo nic ich od lat nie łączy), to trzeba go traktować jak niespełna rozumu? I wszystkich innych zakochanych, których zalewa chemiczna mieszanka? Nie ma we mnie zgody na to.
                                • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:05
                                  ale mi się poplątało:))
                                • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:40
                                  zawle napisała
                                  >dziwne masz podejście do życia. Jak żonaty to od razu kłamca? Ludzie podejmują w życiu kiepski decyzje, wiążą się w niewłaściwymi osobami, spotykają inne gdy nie są "wolni". Odchodzą, porządkują sprawy. Tacy też bywają. A nawet tacy co wracają do żon dbając o tą drugą kobietę >

                                  No tak,ale tym bardziej na wejściu nie oczekuję, że on zostawi żonę i zwiąże się ze mną, tym bardziej, jeśli zaczyna sciemniać,że za chwilę, że nie teraz, że dziecko, albo żona chora i trzeba odłożyć. Takie rzeczy da się wyczuć na kilometr.


                                  >Może pretensje nie są o powrót do żony, tylko o to, co się wydarzyło po drodze. O to jak się rozstali? Bo wiesz....ludzie podejmują złe decyzje, wiążą się z niewłaściwymi ludżmi, spotykają innych gdy nie są "wolni". >

                                  Tak bywa,,ale zakończyć to, co było można bardziej po ludzku,choćby nie wiem, jakie uczucia wewnętrzne nami
                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:48
                                    ninek04 napisała: > No tak,ale tym bardziej na wejściu nie oczekuję, że on zostawi żonę i zwiąże si
                                    > ę ze mną, tym bardziej, jeśli zaczyna sciemniać,że za chwilę, że nie teraz, że
                                    > dziecko, albo żona chora i trzeba odłożyć. Takie rzeczy da się wyczuć na kilome
                                    > tr.

                                    No na wejściu to on chyba tez nie oczekiwała. Z tego co tu pisała to był powrót z wyprowadzką z domu. Takie rzeczy da się wyczuć. Dla mnie da się wyczuć że żona się puszcza, a Twój mąż pewnie nie czuje, chociaż bliżej mu niż kilometr.

                                    > Tak bywa,,ale zakończyć to, co było można bardziej po ludzku,choćby nie wiem, j
                                    > akie uczucia wewnętrzne nami

                                    Ja nie wiem skąd w ludziach takie przeświadczenie że w takim układzie to kochanka ma być tą najkulturalniejszą, najlepiej wychowaną. Że ma odejść w ciszy i spokoju, nie zakłócając domowego szczęścia? Zostawić szczęśliwą rodzinkę w spokoju i zdrowiu? Żona żeby mogła nadal wieść życie miłe i zakłamane. Mąż z czystą kartą bzykać inne. Kto wiatr sieje, ten zbiera burzę.
                                    • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:22
                                      zawle napisała
                                      >Ja nie wiem skąd w ludziach takie przeświadczenie że w takim układzie to kochanka ma być tą najkulturalniejszą, najlepiej wychowaną. Że ma odejść w ciszy i spokoju, nie zakłócając domowego szczęścia? Zostawić szczęśliwą rodzinkę w spokoju i zdrowiu? Żona żeby mogła nadal wieść życie miłe i zakłamane.<

                                      No chyba stąd, że wchodząc w taki uklad obie strony, poznając się, mówią sobie, czego oczekują, a z czego nie zrezygnują. Jeśli obojgu im to pasi,to git i niech się kręci, póki się da.Ale jeśli nagle jedno z nich stwierdza, że jednak nie przewidziało, że powiedzmy się zakochało i chce więcej, a drugie mówi pas, to jeśli ma resztki godności (jakby na to nie patrzeć , kochanka też ma swoją godność ;),to się wycofuje, a nie przyjmuje postawę proszącą,czy wręcz szantażującą,w tym nieświadomą niczego żonę.
                                      • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:26
                                        O ile opisana przez ciebie sytuacja miała miejsce. A tego nie wiesz. Godnością sobie można dupę wytrzeć, prawdziwą ulgę daje zemsta. Prawda stara jak świat. Dlatego poza tym co powinna kochanka, należy też uświadomić panów że granie na dwa fronty to ryzykowna zabawa. I trzeba mieć klatę na przyjęcie konsekwencji. Bo pan zdradzający zawsze gra znaczonymi kartami.
                                        • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:28
                                          I jeszcze jedno....ja wolałam byś uświadomioną żoną. Z "kochanką" mojego ślubnego byłam na piwie, fajna dziewczyna. Przez kilka lat wymieniałyśmy się życzeniami na święta. Mam do niej wielką sympatię za to jak dbała o moje dzieci w czasach gdy się spotykali.
                                          • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:36
                                            I jeszcze jedno....ja wolałam byś uświadomioną żoną. Z "kochanką" mojego ślubn
                                            > ego byłam na piwie, fajna dziewczyna.

                                            Fajna, bo Cię uświadomiła, że mąż Cię zdradza?
                                            • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:40
                                              Fajna bo się fajnie gadało, bo szczera, bo nie miała do mnie negatywnego nastawienia, bo ładna, bo zadbana, bo z planami, bo lubiła moje dzieci, bo miała na temat mojego ślubnego takie samo zdanie:))
                                              • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:42
                                                a najważniejsze....zobaczyłam go w cudzych oczach a siebie w jego. I obraz stał się bardziej rzeczywisty.
                                              • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:45
                                                > Fajna bo się fajnie gadało, bo szczera, bo nie miała do mnie negatywnego nastaw
                                                > ienia, bo ładna, bo zadbana, bo z planami, bo lubiła moje dzieci, bo miała na t
                                                > emat mojego ślubnego takie samo zdanie:))

                                                E, miałam nadzieję na potwierdzenie, że informowanie żony przez kochankę jej męża, że jest zdradzana, to rzeczywiście jakiś rodzaj kobiecej solidarności...
                                                • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:46
                                                  Tak to wtedy odebrałam. Nie inaczej. Bo mi to pomogło, a nie zburzyło mój domek na piasku
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:54
                                                    Kobiecą solidarność w tym przypadku wyobrażalabym sobie raczej jako trzymanie łap z dala od cudzego męża...
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:59
                                                    Nie ona mi przyrzekała, do niego miałam pretensje. A on potem zachował się jak dupek żołędny, nagrywał ją ukrytą kamerą żeby mi udowodnić że z nią nie spał. Tym pogrążył się jeszcze bardziej w moich oczach. I tym że z nią nie spał też.
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:08
                                                    Miec kochanke, ktorej sie nie rucha to juz wybitne osiagniecie ;)
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:25
                                                    >Miec kochanke, ktorej sie nie rucha to juz wybitne osiagniecie ;)<

                                                    Jak nie dasz rady ruchać, zawsze się możesz poprzytulać, albo choćby wymasować, mmm..,to też jest arcyprzyjemne ;))
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:30
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Jak nie dasz rady ruchać, zawsze się możesz poprzytulać, albo choćby wymasować,
                                                    > mmm..,to też jest arcyprzyjemne ;))

                                                    O to mozna jeszcze miec opcje braku przytulania w malzenstwie. Fakt, zapomnialem. Ale wtedy to nie kochanka, tylko przytulanka ;)
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:45
                                                    >O to mozna jeszcze miec opcje braku przytulania w malzenstwie. Fakt, zapomnialem. Ale wtedy to nie kochanka, tylko przytulanka ;)<

                                                    Opcja braku seksu z brakiem przytulania to zdecydowanie najbardziej dotkliwa odmiana bswm.Ale pamiętaj, że od przytulanki do kochanki droga jest niedaleka.Wiesz, wystarczy styk.. i nie ma opcji, żeby on ostygł ;)
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:51
                                                    No rzeczywiscie, przy przytulaniu sie z fajna i dzialajaca na zmysly kochanka trudno nie nabrac ochoty na wiecej :)
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:08
                                                    >No rzeczywiscie, przy przytulaniu sie z fajna i dzialajaca na zmysly kochanka trudno nie nabrac ochoty na wiecej :)<

                                                    O tak,obiekt pożądania jest w tym wypadku kluczowy i przesądzający o dalszym obrocie akcji, wtedy bywa, że może nie być czasu na długie przytulanki, bo niecierpliwość nakazuje przejść od razu do kochania :)
                                                  • sid.le.niwiec Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 20:14
                                                    > Miec kochanke, ktorej sie nie rucha to juz wybitne osiagniecie ;)

                                                    Heh, powinnam to zalinkować "mojemu" "byłemu".:) On mnie wprawdzie czasami ruchał, ale jak dla mnie tyle, co kot napłakał.
                                                  • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:09
                                                    Rozumiem, Zawle. Kochanki nie trzymają pod pistoletem tych żonatych. I to nie one, ale żonaci zdradzają. Ale nie mogę pojąć, że rozkłada się nogi przed cudzym mężem, a następnie w ramach kobiecej solidarności informuje się jego żonę, że to miało miejsce. I coś podejrzewam, że dziwnym trafem zazwyczaj dzieje się tak dopiero, kiedy przestaje się jakoś lubić swojego gacha.
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:31
                                                    zyg_zyg_zyg napisała:

                                                    > Rozumiem, Zawle. Kochanki nie trzymają pod pistoletem tych żonatych. I to nie o
                                                    > ne, ale żonaci zdradzają. Ale nie mogę pojąć, że rozkłada się nogi przed cudzym
                                                    > mężem, a następnie w ramach kobiecej solidarności informuje się jego żonę, że
                                                    > to miało miejsce. I coś podejrzewam, że dziwnym trafem zazwyczaj dzieje się tak
                                                    > dopiero, kiedy przestaje się jakoś lubić swojego gacha.

                                                    No cóż....robi się coś za niego, nie?;) Oczywiście że to zemsta i forma odcięcia się i odpłacenia pięknym za nadobne. Ale cóż...nie każda kochanka to bardziej lojalna od pana jest, nie?
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:02
                                                    zawle napisała:

                                                    Oczywiście że to zemsta i forma odcięci
                                                    > a się i odpłacenia pięknym za nadobne.

                                                    Oczywiscie zadna tam solidarnosc tylko forma rozpierduchy. Im wiecej sie rozpierdoli tym lepiej, wszyscy maja isc na dno. Od dna moza zaczac w koncu zaczac budowac cos nowego.

                                                    Ja mialam taka sytuacje: w zwiazku pan mnie zaczal zdradzac, bo jak twierdzil nie spelnialam oczekiwan kogos, z kim by chcial sie zwiazac na stale ale na przeczekanie bylam ok. Zaraz po tym jak sie skapnelam, co do zdrad znalazl ta, ktorej sie po 3 tygodniach oswiadczyl, a rownolegle mi podziekowal opowiadajac cala hisroryje jak to zaplanowane maja juz blizniaczki. Wyprowadzilam sie grzecznie lkajac ale pomyslalam sie, ze te blizniaczki i slub to po moim trupie. Jak tylko zakrecilam tylkiem i zaczal ponownie ze mna sypiac to juz wiedzialam, ze zywy z tego nie wyjdzie. Pani sie skapnela, ze ktos mu jajca oproznia na boku i zazadala wyjasnien. I tu nieoczekiwany obrot sprawy! Pan mnie zawezwal i nakazal stawic sie na umowione spotkanie z przyszla matka blizniaczek w celu zdementowania, ze jestemy kochankami. No wiec wystroilam sie i poszlam. Od tego spotkania cala trojka poszla w swoja strone, slub i blizniaczki szlag trafil. Uznalam ze jestesmy kwita.
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:03
                                                    hello-kitty2 napisała: Od tego spotkania
                                                    > cala trojka poszla w swoja strone, slub i blizniaczki szlag trafil. Uznalam ze
                                                    > jestesmy kwita.
                                                    >

                                                    Brawo Ty!!!!
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:08
                                                    hehe....czasami karą jest to, że zostają dalej ze sobą i informacją
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:16
                                                    zawle napisała:

                                                    > Brawo Ty!!!!

                                                    Wiem, ze sie podsmiewasz ;) Takich jazd bez trzymanki juz nie robie ale wtedy bylam wolna i nie mialam dziecka wiec inne rzeczy byly wazne. Ale moral z tego taki, ze tacy faceci sie nie zmieniaja wiec moze blizniaczki nie zostaly bez ojca, bo pozniej slyszalam, ze sie zwiazal z dziewczyna, dokladnie mieszkanie na kredyt ich zwiazalo, a do mnie po seks jeszcze dlugo dzwonil...nawet po tej rozpierdusze co zrobilam (!) i pewnie nie tylko do mnie. Takze w cudowne uzdrowienie Losowego tez nie wierze, no moze czasowe, a potem buch do swojego bajorka, bo jednak ciagnie wilka do lasu ;)
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:18
                                                    Nie, nie podśmiewam się. Wierzę że jedynie 100% wykrywalność jest w stanie odstraszyć sprawców.
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:19
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > a do mnie po seks jeszcze dlugo dzwonil...nawet po tej rozp
                                                    > ierdusze co zrobilam (!)

                                                    Frajer bez honoru, słowo daję... Jak wy macie mieć dobre zdanie o facetach potem...
                                                  • wont2 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 09:59
                                                    sabat777 napisał:
                                                    >
                                                    > Frajer bez honoru, słowo daję... Jak wy macie mieć dobre zdanie o facetach pote
                                                    > m...
                                                    -----------
                                                    Sie chuja bierze, sie chuja ma. Rozumianego wielorako. W sensie - nic (jak kitty) i chuja-kutasa w miejsce cipki (jak zawle).
                                                  • gogol77 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 12:45
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > hello-kitty2 napisała: a do mnie po seks jeszcze dlugo dzwonil...nawet po tej rozpierdusze co zrobilam (!)
                                                    > Frajer bez honoru, słowo daję... Jak wy macie mieć dobre zdanie o facetach potem...>

                                                    A jak mu fajnie dawała, to mu normalnie było szkoda że to spieprzył
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:09
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Jak tyl
                                                    > ko zakrecilam tylkiem i zaczal ponownie ze mna sypiac to juz wiedzialam, ze zyw
                                                    > y z tego nie wyjdzie.

                                                    Co za baran, jak on mógł się nie skapnąć w tak oczywistej kwestii... Facepalm...
                                                    BTW. Jak kiedyś będziesz starą babcią i w twoich drzwiach stanie dwóch rosłych skurwysynów, żeby podziękować za młodość bez ojca, to... run, Forest, run...
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:24
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Co za baran, jak on mógł się nie skapnąć w tak oczywistej kwestii... Facepalm..
                                                    > .
                                                    > BTW. Jak kiedyś będziesz starą babcią i w twoich drzwiach stanie dwóch rosłych
                                                    > skurwysynów, żeby podziękować za młodość bez ojca, to... run, Forest, run...

                                                    A co ja nie mam wlasnego skurwysyna, ktorego wytrenuje na motherfuckera, ha? ;-)
                                                    A powazniej nie zawsze tak jest jak piszesz, bo np z eks mezem tez sypialam, jak sie zwiazal z nowa zona ale pary z geby nie puscilam. NIe musialam. Sam sie z nia rozwiodl jak przestala spelniac jego oczekiwania, co do formy ;)
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:28
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > A powazniej nie zawsze tak jest jak piszesz, bo np z eks mezem tez sypialam, ja
                                                    > k sie zwiazal z nowa zona ale pary z geby nie puscilam. NIe musialam. Sam sie z
                                                    > nia rozwiodl jak przestala spelniac jego oczekiwania, co do formy ;)

                                                    Moim zdaniem ryzyko takiego zachowania jest po prostu za duże. To proszenie się o odstrzał. Nie można dawać wrogowi pistoletu do ręki.
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:34
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > Moim zdaniem ryzyko takiego zachowania jest po prostu za duże. To proszenie się
                                                    > o odstrzał. Nie można dawać wrogowi pistoletu do ręki.

                                                    No tez oceniam, ze klasa przy rozstaniu jest wazna. Jesli juz ratowac wlasna dupe to tylko za pomoca klasy wlasnie, choc pewnosci nie ma, ze sie uda, bo emocje jakie targaja kobietami sa czasem nie do opanowania. Trudno od kobiety oczekiwac stablinosci, nie czarujmy sie, a juz od zakochanej to umarl w butach, nawet jesli wyjatki sie zdarzaja.
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:39
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > No tez oceniam, ze klasa przy rozstaniu jest wazna. Jesli juz ratowac wlasna du
                                                    > pe to tylko za pomoca klasy wlasnie, choc pewnosci nie ma, ze sie uda, bo emocj
                                                    > e jakie targaja kobietami sa czasem nie do opanowania. Trudno od kobiety oczeki
                                                    > wac stablinosci, nie czarujmy sie, a juz od zakochanej to umarl w butach, nawet
                                                    > jesli wyjatki sie zdarzaja.

                                                    Ale jaka klasa, toż to zwykła racjonalność. To nie może tak wyglądać, że facet - niezależnie od poziomu intelektualnego - na widok gołej cipy zmienia się w pieska Leszka o IQ 10 i jest mu już wszystko jedno, byle tylko lecieć ze ślinotokiem do tej cipy i wsadzić do środka fiuta.
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:55
                                                    hello -kitty 2 napisała
                                                    >A powazniej nie zawsze tak jest jak piszesz, bo np z eks mezem tez sypialam, jak sie zwiazal z nowa zona ale pary z geby nie puscilam.<

                                                    To jest dla mnie zagadka, bo jeślibym miała ochotę się przespać z ex mężem to chyba tylko wtedy,gdyby mnie z nim cokolwiek jeszcze łączyło,czyli emocje nie mogłyby do końca wygasnąć. Bo inaczej to nie wiem, jak wykrzesać choćby ślad podniecenia, i co z tego mieć? Miałaś z tego przyjemność jakąś, może właśnie poczucie małej zemsty?
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 23:07
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > To jest dla mnie zagadka, bo jeślibym miała ochotę się przespać z ex mężem to c
                                                    > hyba tylko wtedy,gdyby mnie z nim cokolwiek jeszcze łączyło,czyli emocje nie mo
                                                    > głyby do końca wygasnąć. Bo inaczej to nie wiem, jak wykrzesać choćby ślad podn
                                                    > iecenia, i co z tego mieć? Miałaś z tego przyjemność jakąś, może właśnie poczuc
                                                    > ie małej zemsty?

                                                    Czekaj czekaj, nie myl mojego eks meza z ojcem mojego syna. Maz sie rozwiodl ze mna. Ja nie chcialam rozwodu, kochalam go, byl i jest (!) teraz nadal przystojny, po rozwodzie odniosl tez duzy sukces finansowy, bardzo wysportowany, spokojnie mogl mnie miec do jakiegos czasu powiedzmy. Przyjemnosci specjalnie nie mialam, bo on 3 minutowiec ;) nie moja bajka ale mnie dlugo, dlugo do niego ciagnelo jakies sentymenty. Ostatecznie przerwal to moj wyjazd do Holandii, taka troche ucieczka tez wlasnie z osobistych powodow.
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 23:24
                                                    hello -kitty 2 napisała
                                                    >Maz sie rozwiodl ze mna. Ja nie chcialam rozwodu, kochalam go, byl i jest (!) teraz nadal przystojny, po rozwodzie odniosl tez duzy sukces finansowy, bardzo wysportowany, spokojnie mogl mnie miec do jakiegos czasu powiedzmy. Przyjemnosci specjalnie nie mialam, bo on 3 minutowiec ;) nie moja bajka ale mnie dlugo, dlugo do niego ciagnelo jakies sentymenty. <

                                                    A, to teraz mogę to zrozumieć,nie do końca wygasła więź to jest jakiś powód, by się w to pakować, tylko,że ja po takim seksie z ex,do którego coś jeszcze czuję, chybabym psychicznie wysiadła ;)
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 07:46
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > To jest dla mnie zagadka, bo jeślibym miała ochotę się przespać z ex mężem to c
                                                    > hyba tylko wtedy,gdyby mnie z nim cokolwiek jeszcze łączyło,czyli emocje nie mo
                                                    > głyby do końca wygasnąć. Bo inaczej to nie wiem, jak wykrzesać choćby ślad podn
                                                    > iecenia, i co z tego mieć? Miałaś z tego przyjemność jakąś, może właśnie poczuc
                                                    > ie małej zemsty?

                                                    Dla poniżenia. Własnego. Coś czego nie można w bezpieczny sposób uzyskać będąc w związku. Dla poniżenia. Jego. Bo sam z siebie robi zwykłego chujoza zdradzając nową od razu.
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 07:56
                                                    Aby udowodnic samej sobie, ze eks nie jest nic wart. Ze ta druga dostaje smiecia i ze nie warto o niego walczyc. To troche jak wyrywanie gniazdek ze scian i demontaz sanitariatu podczas przymusowej eksmisji. Zmusiliscie mnie do wyprowadzki, ale nie dostaniecie chuje nic! Zedre nawet tapete ze scian, bo jest moja i ja ja kladlem. Zabiore nawet ogryzki.
                                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 08:00
                                                    Raczej podpalenie chałupy i nasikanie na zgliszcza sabat:))
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 08:26
                                                    Chyba nasranie, bo sikanie mogloby byc zinterpretowane jako gaszenie pozaru ;)
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 11:57
                                                    Hehe sie rozkreciliscie ale zgadzam sie co do meritum. Jestem pewna, ze do dnia dzisiejszego by zdradzal ze mna kazda kolejna, bo jak tylko jestem w Polsce to ma takiego nosa, ze wydzwania do mnie nawet przez eks tesciowa, choc sie wyprowadzil do innego miasta wiec cholera wie skad w ogole wie ze jestem? Tyle, ze ja juz nie potrzebuje nic potwierdzac, bo juz wszystko wiem, zreszta seks z bylymi kreci tylko na poczatku, a potem wydaja Ci sie tacy mali i obcy. Na poczatku lecisz na 'romantyzmie' z tej piosenki:
                                                    www.youtube.com/watch?v=mtEMLqL0F7Q
                                                    Ciekawa jestem czy sea.sea przekroczyla juz ten prog obojetnosci?
                                                  • sabat777 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 12:10
                                                    Najpierw lecisz na "romantyzmie" a potem to ewoluuje w strone "Roman, tyz mie juz wystarczajaco wkurwil" :)
                                                  • sea.sea Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 12:33
                                                    Nie rozumiem pytania trochę, chyba umknął mi jakiś kontekst, ale w życiu mi nie przyszło do głowy odgrzewac kotlet z jakimkolwiek eksem. Eksi z definicji są dla mnie aseksualni. Może dlatego, że jak mi np smutno po danym eksie, to nie jest mi smutno w sensie "nadal go chce" tylko "chciałabym, żeby mogło być nadal tak jak wtedy, gdy byliśmy szczęśliwi, ale wiem, że to już niemożliwe i płacze nad tym, że niemożliwe".
                                        • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:33
                                          Jesli dyma sie singielke, to ona zawsze ma w rekawie mozliwosc zaszantazowania go ta relacja ujawniajac sprawe zonie. Za to mezatka boi sie tak samo, zeby sprawa sie nie wydala i wtedy jest 1:1.
                                          • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:31
                                            sabat 777 napisał
                                            >Za to mezatka boi sie tak samo, zeby sprawa sie nie wydala i wtedy jest 1:1.<

                                            Bać się może i boi,jak zdaje sobie sprawę z tego, co może stracić w razie wpadki.Jeśli nie ma już nic do stracenia, to nie też mowy o strachu.
                                            • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:46
                                              Fakt. Ale jesli nie ma juz nic do stracenia, to... przestaje byc mezatka.
                                              • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:57
                                                >Fakt. Ale jesli nie ma juz nic do stracenia, to... przestaje byc mezatka.<

                                                Oczywiście, że tak.Tylko to jest proces,a proces jak to zwykle bywa, ma tendencję do rozciągania się w czasie, ale ten czas, gdy się przestanie nią być, wreszcie nadejdzie, on już się zbliża, już puka do mych drzwi, och, z radości serce już drży ;))
                                                • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:14
                                                  ninek04 napisała:

                                                  > Oczywiście, że tak.Tylko to jest proces,a proces jak to zwykle bywa, ma tendenc
                                                  > ję do rozciągania się w czasie, ale ten czas, gdy się przestanie nią być, wresz
                                                  > cie nadejdzie, on już się zbliża, już puka do mych drzwi, och, z radości serce
                                                  > już drży ;))

                                                  Ufff. Dobrze że to chodzi o czas, bo przez moment myślałem, że ksiądz Proboszcz.
                                                  Ale na poważniej - należy Ci się nowe otwarcie, całkiem czystej karty nigdy już nie będziesz mieć, bo dzieci, no i przeszłości nie zmienimy. Za to przyszłość możemy zmienić. Będę trzymał kciuki, dasz sobie radę.
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 23:16
                                                    >Ale na poważniej - należy Ci się nowe otwarcie, całkiem czystej karty nigdy już nie będziesz mieć, bo dzieci, no i przeszłości nie zmienimy. Za to przyszłość możemy zmienić. Będę trzymał kciuki, dasz sobie radę.<

                                                    :)Czysta karta nie ma aż tak dużego znaczenia w sytuacji, gdy nie rozglądasz się usilnie za kimś następnym do życia w związku, po prostu liczysz na siebie, a nie rozglądasz się dokoła z paniką w oczach, że zostałaś sama. Bo sama to ja jestem i teraz,o- samotna w związku -jest chyba nawet takie forum.Też uważam, że trzeba się skupić na przyszłości, na tym,że nadejdą lepsze czasy i dni,a nie rozpamiętywać stale, co by było gdyby.. Mogłoby być tak samo, albo jeszcze gorzej, więc nie ma co gdybać,trzeba ruszać do przodu.
                                                  • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 23:25
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > :)Czysta karta nie ma aż tak dużego znaczenia w sytuacji, gdy nie rozglądasz si
                                                    > ę usilnie za kimś następnym do życia w związku, po prostu liczysz na siebie, a
                                                    > nie rozglądasz się dokoła z paniką w oczach, że zostałaś sama. Bo sama to ja je
                                                    > stem i teraz,o- samotna w związku -jest chyba nawet takie forum.Też uważam, że
                                                    > trzeba się skupić na przyszłości, na tym,że nadejdą lepsze czasy i dni,a nie ro
                                                    > zpamiętywać stale, co by było gdyby.. Mogłoby być tak samo, albo jeszcze gorzej
                                                    > , więc nie ma co gdybać,trzeba ruszać do przodu.

                                                    A ja sie chce jeszcze zwiazac z mezczyzna. Moze dlatego, ze ja nie umiem uprawiac seksu tak bez zaangazowania i potrzebuje wylacznosci. Legalizacja zwiazku, mieszkanie razem, zwiazek na odleglosc czy nie to wszystko drugorzedne.
                                                  • ninek04 Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 00:00
                                                    hello -kitty 2 napisała
                                                    >A ja sie chce jeszcze zwiazac z mezczyzna. Moze dlatego, ze ja nie umiem uprawiac seksu tak bez zaangazowania i potrzebuje wylacznosci. Legalizacja zwiazku, mieszkanie razem, zwiazek na odleglosc czy nie to wszystko drugorzedne.<

                                                    Jasne, każdemu według potrzeb. Ja mam już pewnie spaczony obraz mężczyzn w pewnym stopniu, a to i za sprawą męża, jak również przez to, że oni tak chętnie zdradzają. Oczywiście nie jest tak,że nienawidzę mężczyzn, a skąd, lubię, cenię, akceptuję i staram się zawsze dostrzegać w nich więcej pozytywnych cech-dlatego widzę też naprawdę bardzo wielu atrakcyjnych mężczyzn w okolicy 40,niektórzy to istne ciacha ;).
                                                    I to też już pisałam, uprawiając seks całkiem bez zaangażowania nie miałabym z niego wielkiej przyjemności,więc ten ktoś musi być fajny,i do łóżka, i do rozmowy, ale życie razem czy nawet osobno, ale w sensie związkowym to już nie dla mnie.
                                          • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:08
                                            sabat777 napisał:

                                            Za to mezatka boi sie tak samo, zeby spr
                                            > awa sie nie wydala i wtedy jest 1:1.

                                            NIekoniecznie, bo moze Ci sie trafic Nyag ;) A na powaznie: rzadko ktora mezatka rucha na boku kochajac swojego meza, zazwyczaj rucha bo juz nie kocha wiec tak czy siak jest juz jedna noga poza zwiazkiem, moze potrzebuje galezi czy parasola, moze rozpierduchy, zazwyczej cos tam prowokuje bardziej lub mniej swiadomie.
                                            • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:17
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > NIekoniecznie, bo moze Ci sie trafic Nyag ;) A na powaznie: rzadko ktora mezatk
                                              > a rucha na boku kochajac swojego meza, zazwyczaj rucha bo juz nie kocha wiec ta
                                              > k czy siak jest juz jedna noga poza zwiazkiem, moze potrzebuje galezi czy paras
                                              > ola, moze rozpierduchy, zazwyczej cos tam prowokuje bardziej lub mniej swiadomi
                                              > e.

                                              Rany, ale przecież są układy na tyle zyskowne dla obojga, że mimo braku miłości opłaca się jej zostać. Dajmy na to zaniedbana żona jakiegoś biznesmena.
                                      • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:38
                                        ninek04 napisała:

                                        > No chyba stąd, że wchodząc w taki uklad obie strony, poznając się, mówią sobie,
                                        > czego oczekują, a z czego nie zrezygnują. Jeśli obojgu im to pasi,to git i ni
                                        > ech się kręci, póki się da.Ale jeśli nagle jedno z nich stwierdza, że jednak ni
                                        > e przewidziało, że powiedzmy się zakochało i chce więcej, a drugie mówi pas, to
                                        > jeśli ma resztki godności (jakby na to nie patrzeć , kochanka też ma swoją god
                                        > ność ;),to się wycofuje, a nie przyjmuje postawę proszącą,czy wręcz szantażując
                                        > ą,w tym nieświadomą niczego żonę.

                                        A mi gdzies tam przemknelo jak pisalas NInek, ze nie masz godnosci (w jakims poscie o motelach). Pamietam, bo ja tam sie dopisalam, ze tez nie mam.
                                        • zawle Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 20:43
                                          hello-kitty2 napisała: > A mi gdzies tam przemknelo jak pisalas NInek, ze nie masz godnosci (w jakims po
                                          > scie o motelach). Pamietam, bo ja tam sie dopisalam, ze tez nie mam.

                                          Godności się nie ma dokładnie tam, gdzie ci się akurat opłaca.
                                        • ninek04 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 21:16
                                          hello -kitty 2napisała
                                          >A mi gdzies tam przemknelo jak pisalas NInek, ze nie masz godnosci (w jakims poscie o motelach). Pamietam, bo ja tam sie dopisalam, ze tez nie mam. <

                                          Pisałam, że niektórzy uważają, że pieprzenie się po hotelach jest poniżej ich godności. Poniżej mojej nie jest, bo gdyby było, to bym tego nie robiła.Ale na pewno poniżej mojej godności byłoby proszenie się kochanka, by mnie nie zostawiał,albo by odszedł od żony, albo, gdybym w razie rozstania robiła świństwa jemu,lub jego żonie w ramach zapłaty za moją "krzywdę ".A tfu, tfu,to jest zdecydowanie poniżej mojej godności, tego się nigdy nie dopuszczę ;))
                                    • sid.le.niwiec Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 20:12
                                      > Ja nie wiem skąd w ludziach takie przeświadczenie że w takim układzie to kochanka
                                      > ma być tą najkulturalniejszą, najlepiej wychowaną. Że ma odejść w ciszy i spokoju,
                                      > nie zakłócając domowego szczęścia? Zostawić szczęśliwą rodzinkę w spokoju i
                                      > zdrowiu? Żona żeby mogła nadal wieść życie miłe i zakłamane. Mąż z czystą
                                      > kartą bzykać inne. Kto wiatr sieje, ten zbiera burzę.

                                      100% racji.
                                      Po pierwsze - nie wiem skąd oczekiwania, że będziesz traktować fair kogoś, kto nie traktuje fair ciebie.
                                      Po drugie - osłabia mnie wymaganie od kochanek takiego, a nie innego zachowania, obarczanie odpowiedzialnością lub współwiną, pretensje. Jak nie "suka uwiodła mi misia", to "suka narobiła mi trudności, bo poleciała do żony". Ja wiem, że na chcicę czasami nie ma rady, ale może taki żonaty facet powinien jednak napić się szklanki zimnej wody przed podjęciem akcji i uświadomić sobie, że jeśli zaczyna z wolną laską, to ta laska jest osobą właśnie wolną, może robić co chce i najczęściej nie ma nic do stracenia. Czyli niech koleś sobie przemyśli, czy chce zrobić krok naprzód, a jeśli już go zrobi, to niech traktuje laskę jak człowieka, nie tylko dlatego, że tak w sumie milej, ale też ze względu na własny instynkt samozachowawczy, o ile go posiada.
                                  • my.river Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 19:50
                                    Wiesz jak zakonczył on? Bladego pojęcia nie masz. To było dopiero dno dna albo jeszcze głębiej. Bata na własne dupsko ukręcił on sam i doskonale zdaje sobie z tego sprawę.
                                    Nie dam Ci linka na jego fejsa bo w przeciwieństwie do niego mam jakieś zasady.
                                • potwor_z_piccadilly Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 22:24
                                  zawle napisała:

                                  > O to jak się rozstali? Bo wiesz....ludzie podejmują złe decyzje, wiążą się z n
                                  > iewłaściwymi ludżmi,

                                  Widziałaś niewłaściwych ludzi.
                                  Pytam, bo ja nie. Dla mnie ludzie, to ludzie.
                                  1 - Jesteś miły, uprzejmy, to obdarzą cię uśmiechem.
                                  2 - Jesteś zaradny, poukładany, zaufają ci.
                                  3 - Wykazujesz się upierdliwością, marudzisz, oleją cię.
                                  3 - Dokuczysz im, wkurwisz ich, to strzelą cię w ryj.

                                  Myślisz ninek ż
                                  > e jak ktoś ma żonę na papierze ( bo przecież już jej nie kocha, bo ona taka zła
                                  > , bo nie sypiają ze sobą, bo nic ich od lat nie łączy), to trzeba go traktować
                                  > jak niespełna rozumu?

                                  Nie, nie jak niespełna rozumu, ale jako osobników myślących wyłącznie fallicznie. To pozbawieni empatii lenie, co to jak gotowego nie mają podstawione pod nos, to zawiedzeni ruszają szukać tego gotowego. Taki gatunek.
                                  Możliwość wydupcenia świeżonki za free, też tu odgrywa niebagatelną rolę.
                                  Napiszesz, że znaleźli miłość.
                                  Akurat, w gówno wleźli raz, to i nauczyli się pilnować by drugi raz nie wleźć. Ludzie się uczą szanowna prze pani.
                                  • zawle Re: It's me, I'm not back 09.12.15, 07:41
                                    potwor_z_piccadilly napisał: > Nie, nie jak niespełna rozumu, ale jako osobników myślących wyłącznie falliczni
                                    > e. To pozbawieni empatii lenie, co to jak gotowego nie mają podstawione pod nos
                                    > , to zawiedzeni ruszają szukać tego gotowego. Taki gatunek.

                                    Nie ma takich ludzi potwór, bo:
                                    > Pytam, bo ja nie. Dla mnie ludzie, to ludzie.
                                    > 1 - Jesteś miły, uprzejmy, to obdarzą cię uśmiechem.
                                    > 2 - Jesteś zaradny, poukładany, zaufają ci.
                                    > 3 - Wykazujesz się upierdliwością, marudzisz, oleją cię.
                                    > 3 - Dokuczysz im, wkurwisz ich, to strzelą cię w ryj.
                                    • potwor_z_piccadilly Re: It's me, I'm not back 10.12.15, 17:35
                                      zawle napisała:

                                      > Nie ma takich ludzi potwór, bo:

                                      > > 1 - Jesteś miły, uprzejmy, to obdarzą cię uśmiechem.
                                      > > 2 - Jesteś zaradny, poukładany, zaufają ci.
                                      > > 3 - Wykazujesz się upierdliwością, marudzisz, oleją cię.
                                      > > 3 - Dokuczysz im, wkurwisz ich, to strzelą cię w ryj.

                                      Nie łapię koleżanko Z.
                                      Strasznie ta Twoja odpowiedź jest enigmatyczna.
                                      Nadal nie rozumiem, co w Twoim mniemaniu znaczy: związali się z ludźmi niewłaściwymi.
                                      Jak w banku podpiszę kwitek i padnę na spory grosz, to powiem, że bank jest niewłaściwy?


                                      • zawle Re: It's me, I'm not back 10.12.15, 23:03
                                        To skończmy na tym że nie łapiesz.
                                        • potwor_z_piccadilly Re: It's me, I'm not back 11.12.15, 18:23
                                          zawle napisała:

                                          > To skończmy na tym że nie łapiesz.

                                          Aha, uważaj na wirażach.
                          • rekreativa Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 18:23
                            E, to wcale nie musi być naiwność, tylko po prostu uczucia ludzkie nie są kontrolowalne - w sensie czy się pojawią czy nie.
                            Pani się zakochała i tyle. Na złość nikomu tego nie zrobiła przecież.
                            Jedyny sposób na takie pułapki to unikać żonatych, choć to też nie zawsze się udaje.
                            To, jak pani sobie radzi z zawiedzionym uczuciem to już inna sprawa, ale nie widzę powodu, by panią strofować za to, że w ogóle jakieś uczucie się w niej urodziło.
                    • sabat777 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 13:53
                      sea.sea napisała:

                      > Ja nie wątpię, że istnieją niezrownowazone emocjonalnie, rabniete kochanki, któ
                      > re sobie rozdmuchuja coś, czego nie ma. Absolutnie nie wątpię.

                      Kochana Ma... ;D (ale nie piszę do Ciebie długiego listu...)
                      ... dla mnie to ciut inaczej wygląda. Do tanga trzeba dwojga. Istnieją niezrównoważone emocjonalnie, rąbnięte kochanki, w których ślicznych główkach rozdmuchują coś, czego nie ma równie jebnięci kochankowie, szepcząc im do ucha słodką truciznę, jak Grima Gadzi Język staremu królowi Theodenowi ;)
                      A rozdmuchują w tych pustych główkach płonne nadzieje, by dobrać się wielką, purpurową kiełbasą do słodkiej cipki, której te kochaneczki są właścicielkami. To jest ten rodzaj relacji mózg-kutas, gdzie ogon merda psem i robi mu na przekór różne psoty ;)
    • zyg_zyg_zyg Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 09:26
      No to jest post, który niesie ze sobą ogromny ładunek wiary i optymizmu, że zawsze coś można zmienić. Powiedz tylko Losowy, czego trzeba, żeby przejść taka wewnętrzna przemianę, jaką Ty przeszedłeś, a raczej Wy przeszliście. Może żona się też wypowie. Wiesz, żeby tak przejrzeć na oczy. Żeby kobieta, w której widzisz Terlikowską (chociaż to pewnie niesłuszne porównanie, bo Terlikowska raczej lubi seks i raczej Terlikowskiemu ochoczo daje), nagle zamieniła się w demona seksu. A mężczyzna, żeby z narzekającego na oziębłość żony i ruchającego na boku frajera, zmienił się w Don Juana, który docenia rolę uwodzenia, bliskości, otwartości i ciepła.

      Gdzie ten pstryczek, którym jak zrobić pstryk, to się widno robi w mig?
    • sabat777 błędy i wypaczenia. 08.12.15, 11:22
      Stary, to już nie chodzi o koncert doktora Albana psychologa pt. "It's my wife", ale o kilka dość istotnych błędów jakie popełniłeś w necie, a brzemiennych w konsekwencje.

      Po pierwsze, założyłeś na różnych portalach (m in. tutaj) konta na taki sam login, co jest niezbyt mądre moim zdaniem. Jeśli mam być szczery, to kiedyś z ciekawości znalazłem Twoje konto z portalu randkowego w 30 sekund. Żeby było fajniej, ze zdjęciem na pół ekranu. Brawo, nikt Cię nie skojarzy, nie ma obawy :P
      Według mnie możesz sobie narzekać jaki ten świat niedobry i żona nieuczciwa, ale rób to tak, żeby nikt Cię nie połączył z ruchaniem, które uskuteczniasz.
      Z mądrości Talmudu zdaje się - "Jeśli Żyd pragnie zrobić co złego, niech wpierw wyjedzie do innego miasta i zrobi to tam". ;) Jakoś tak to szło. Rozumiesz chyba o co chodzi?

      Po drugie wziąłeś się za singielkę, sam będąc żonaty, co jest mocno ryzykownym rozwiązaniem. Oczywiście - tonący brzydko się chwyta ;) ale dużo bezpieczniejsza byłaby mężatka...

      Po trzecie - nie wchodzi się drugi raz do tej samej wody. Rozjuszyłeś laskę którą dymałeś, mimo że wszystko już szło ku dobremu i mogło Ci się upiec. Wybaczyła Ci, ale nie - ty musiałeś chcieć więcej. Jeśli nie liczysz się z uczuciami kobiet, to nie licz na to, że one będą się liczyć z Twoimi.

      I wreszcie - czemu próbujesz pouczać innych? Kogo pouczasz? Jesteś autorytetem, żeby to robić?
      • losowy_login Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 12:32
        Wydaje mi się Sabat że uwiera Cię ta historia przede wszystkim dlatego, że umiesz się w niej sam przejrzeć.
        • sabat777 Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 13:02
          losowy_login napisał(a):

          > Wydaje mi się Sabat że uwiera Cię ta historia przede wszystkim dlatego, że umi
          > esz się w niej sam przejrzeć.

          Nie uwiera mnie. Jesteś tym, kim nie chciałbym się stać. Moja sytuacja jest podobna do Twojej, ale moja postawa jest biegunowo odmienna.
          • zorzyk.gitarzysta.basowy Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 15:11
            Tak czytam i czytam....
            Sabat - co Ty się tak czepiasz Losowego ?
            Dopierdalasz mu w tym wątku z szybkością Loppego piszącego o sobie ;-)

            Rozumiem emocje jakie budzi ujawnione realne życie (i pożycie) konkretnego nicka czy nicków - ale mam nieodparte wrażenie, że zachowujesz się jak Inkwizycja skrzyżowana z maglem.
            Żenjące jest to dociekanie i osądzanie z Twojej strony - podobnie zresztą jak wyciągniecie prywatnych tematów zarówno przez żonę, jak i kochankę kolegi Losowego.
            • sabat777 Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 15:23
              Zazdrosc + Schadenfreude. Egzotyczne i pozornie sprzeczne polaczenie.
            • sabat777 Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 16:20
              Powinien byl to zrobic od samego poczatku. Kupowanie seksu za pieniadze jest o wiele bardziej uczciwe, niz kupowanie seksu za uczucia. No i zdecydowanie mniej kosztowne :)
              • sabat777 Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 16:22
                Cholera, to mialo byc pod postem "nastepnym razem" my.river. przegladarka mi szaleje w telefonie.
              • zawle Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 16:39
                To tak nie działa sabat. Są faceci których sam seks nie wystarcza. Chcą seksu i relacji. Inni chcą seksu, namiętności i uwielbienia. Są rzeczy których w agencji nie kupisz, bo muszą być prawdziwe.
                • sabat777 Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 17:13
                  zawle napisała:

                  > To tak nie działa sabat. Są faceci których sam seks nie wystarcza. Chcą seksu i
                  > relacji. Inni chcą seksu, namiętności i uwielbienia. Są rzeczy których w agenc
                  > ji nie kupisz, bo muszą być prawdziwe.

                  A te tutaj sa prawdziwe? Klamstwo na klamstwie. Sciema na okraglo. A jak czytasz te poetyckie wyznania w smsach to zbiera sie na pawia. Kurwa to juz Himalaje hipokryzji. I tak jest - jak sadze - w wiekszosci tych ukladow.
                  Wiesz w tym kontekscie nawet dymanie kurew jest bardziej przyzwoite. Szczegolnie ze to nie musi byc spotkanie ze stara lampucera palaca szluga ze znudzona mina, tylko z taka, ktora nie rzyga na widok faceta, a czasem nawet sensownie zagada i jest zyczliwa.
                  • zawle Re: błędy i wypaczenia. 08.12.15, 17:18
                    Ludzie chcą się czuć lepszymi niż są. Może to i dobre, pochwalanie zła ganiającego z gołym tyłkiem to już chyba ostatni przystanek?
                  • triss_merigold6 O, klasyka tematu 08.12.15, 22:28
                    Zawle ma rację. Jest mnóstwo facetów, którzy kochają miec operę mydlaną zamiast rekreacyjnego seksu bez zobowiązań. Znaczy - dla nich to bez zobowiązań, oczywiście, ale kobieta ma być przynajmniej głęboko zauroczona.
                    IMO dla znakomitej większości męzczyzn świadomość, że są traktowani rozrywkowo, lightowo, że jak nie on to inny etc. jest nie do zniesienia. Muszą mieć przynajmniej iluzję bycia wyjątkowym.
                    • sabat777 Re: O, klasyka tematu 08.12.15, 22:31
                      triss_merigold6 napisała:

                      > IMO dla znakomitej większości męzczyzn świadomość, że są traktowani rozrywkowo,
                      > lightowo, że jak nie on to inny etc. jest nie do zniesienia. Muszą mieć przyna
                      > jmniej iluzję bycia wyjątkowym.

                      A dla kobiet to niby nie? :D
                      Jest DOKŁADNIE tak jak piszesz. I im lepiej się tą iluzję przedstawia, tym większe szanse powodzenia.
                      • triss_merigold6 Re: O, klasyka tematu 08.12.15, 22:35
                        Nie wiem, mnie tam rzewne klimaty serwowane na wstępie blokowały i działały wręcz przeciwnie.
                        • sabat777 Re: O, klasyka tematu 08.12.15, 22:41
                          triss_merigold6 napisała:

                          > Nie wiem, mnie tam rzewne klimaty serwowane na wstępie blokowały i działały wrę
                          > cz przeciwnie.

                          Jakbyś była facetem, to wolałabyś łazić na kurwy, niż bawić się w takie szopki?
                    • lybbla Re: O, klasyka tematu 08.12.15, 23:09
                      triss_merigold6 napisała:

                      > IMO dla znakomitej większości męzczyzn świadomość, że są traktowani rozrywkowo,
                      > lightowo, że jak nie on to inny etc. jest nie do zniesienia. Muszą mieć przyna
                      > jmniej iluzję bycia wyjątkowym.

                      Na swój sposób wyjątkowym. Co nie znaczy, że jedynym.
    • hello-kitty2 Re: It's me, I'm not back 08.12.15, 17:27
      Tak sie zastanawiam na cholere losowemu zona? Bo ze kochanka na cholere to juz wiemy ;)
    • urquhart No nie macie chyba wątpliwości kto jest autorem? 09.12.15, 08:40
      Wątek jak pisze Zyg słaby literacki projekt. Ale i tak jestem pod wrazeniem rozmachu w tej odsłonie.
      Ale i tak skoro fajnie się bawicie i widzicie w nim swoje emocje to w sumie co z tego że fikcyjny.
      Powracający nieustannie przez lata co roku w bardziej rozwiniętej formie narracji.
      Ale emocjonalna treść identyczna: mądra idealna żona bez skazy której racja jest zawsze na wierzchu, wiarołomny ośmieszający się, wracający do niej mąż z podkulonym ogonem, ukarana głupia ośmieszająca się mściwa i puszczalska kochanka.
      Żona myśli jedynie głową jest mądra i wielkoduszna, mąż kutasem ale dokonuje aktu skruchy, najgorsza ta kochanka myśląca cipą.
      No nie macie chyba wątpliwości kto naprawdę jest autorką?
      Emocje to zdradzają.
      Styl i jedynie taki sam i złośliwości się nie zmieniają w kolejnych historiach.
      "życzę zmian na lepsze w Waszych życiach (być może rzyciach byłoby tu bardziej adekwatne)"
      PS
      Trochę intuicji zaufać jak wami manipulują, w polityce też by się przydało.
      • socrates11 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 08:55
        urquhart napisał:

        > Wątek jak pisze Zyg słaby literacki projekt. Ale i tak jestem pod wrazeniem roz
        > machu w tej odsłonie.
        > Ale i tak skoro fajnie się bawicie i widzicie w nim swoje emocje to w sumie co
        > z tego że fikcyjny.
        > Powracający nieustannie przez lata co roku w bardziej rozwiniętej formie narrac
        > ji.
        > Ale emocjonalna treść identyczna: mądra idealna żona bez skazy której racja jes
        > t zawsze na wierzchu, wiarołomny ośmieszający się, wracający do niej mąż z podk
        > ulonym ogonem, ukarana głupia ośmieszająca się mściwa i puszczalska kochanka.
        > Żona myśli jedynie głową jest mądra i wielkoduszna, mąż kutasem ale dokonuje ak
        > tu skruchy, najgorsza ta kochanka myśląca cipą.
        > No nie macie chyba wątpliwości kto naprawdę jest autorką?
        > Emocje to zdradzają.
        > Styl i jedynie taki sam i złośliwości się nie zmieniają w kolejnych historiach.
        > "życzę zmian na lepsze w Waszych życiach (być może rzyciach byłoby tu bardziej
        > adekwatne)"
        > PS
        > Trochę intuicji zaufać jak wami manipulują, w polityce też by się przydało.

        Żona? Nic z tego nie rozumiem. Dobrze że chociaż Ty coś rozumiesz, może powiesz.
      • my.river Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 08:55
        Nie wkurwiaj mnie z samego rana.
        Czy to Ty Antoni?
        Tu Brzoza.
      • that.bitch.is.sick Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 08:57
        urquhart napisał:

        )"
        > PS
        > Trochę intuicji zaufać jak wami manipulują, w polityce też by się przydało.

        Wiesz dokąd prowadzi pułapka mniejszego zła? Większej władzy?
      • sabat777 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 08:59
        Myslisz, ze z Jesod znowu gorzej? Zas przezywa traumy z czasow meskiej okupacji?
      • my.river Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 09:01
        Takie żenujące posty potrafi pisać tylko jeden człowiek. Pantoflarz i dziwkarz w jednej osobie.Ofiara wściekłej kochanki, miś.
        Całe życie robi z żony idiotkę a do reszty ma pretensję że śmiała się przyłączyć do zabawy.
        Potwór.
        • sabat777 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 09:19
          my.river napisała:

          > Takie żenujące posty potrafi pisać tylko jeden człowiek. Pantoflarz i dziwkarz
          > w jednej osobie.

          To by bylo serio fascynujace i przerazajace jednoczesnie. Jak scenariusz thrillera. Zaburzona kobieta zaczyna chodzic do mlodego, przystojnego psychiatry i roi sobie, ze ma z nim romans. Pisze do samej siebie smsy, maile, zaczyna nachodzic jego zone, twierdzi ze on ja rznie, pokazuje na dowod rzekome wyznania milosci... Komu ma wierzyc zona? Niby to pacjentka, ale moze jednak mowi prawde?
          Czy to mozliwe? W sumie czemu nie.
          Fascynujace :)
      • hello-kitty2 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 12:10
        urquhart napisał:

        > Trochę intuicji zaufać jak wami manipulują,

        A dlaczego manipuluja? Przeciez my rozmawiamy ze soba. Jak zawsze zreszta ;) Z Toba tez by fajnie bylo pogadac TU gdybys mogl sie otworzyc, a poniewaz nie mozesz, to przestajesz byc interesujacy. Bez sensu wybrales ten brak anonimowosci. Mnie ten Losowylogin nie zainteresowal i nie poswiecilam na niego czasu. Najbardziej interesujace sa kobiety.
        • sabat777 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 12:20
          hello-kitty2 napisała:

          > Najbardziej interesujace sa kobiety.

          No patrz, mam tak samo ;)
          A tak serio, to niekoniecznie. Jestesmy myslacymi gorami, ale niektorzy to ostre granie, a inni niestety tylko zarosniete chaszczami pagorki. Dla mnie liczy sie wnetrze czlowieka. Jego swiat przezyc, sila emocji, ktore nim targaja, jego duch. Nie szukam wsrod ludzi bohaterow ostatniej akcji. Moga byc slabi, tchorzliwi i pokraczni. Ale niech beda jacys. Nie umiem odnalezc sie wsrod prowadzacych bezwartosciowe pogawedki korpoklonow odbitych na powielaczu.
          • loppe Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 12:30
            sabat777 napisał:

            > hello-kitty2 napisała:
            >
            > > Najbardziej interesujace sa kobiety.
            >
            > No patrz, mam tak samo ;)
            > A tak serio, to niekoniecznie. Jestesmy myslacymi gorami, ale niektorzy to ostr
            > e granie, a inni niestety tylko zarosniete chaszczami pagorki. Dla mnie liczy s
            > ie wnetrze czlowieka. Jego swiat przezyc, sila emocji, ktore nim targaja, jego
            > duch. Nie szukam wsrod ludzi bohaterow ostatniej akcji. Moga byc slabi, tchorzl
            > iwi i pokraczni. Ale niech beda jacys. Nie umiem odnalezc sie wsrod prowadzacyc
            > h bezwartosciowe pogawedki korpoklonow odbitych na powielaczu.

            Sabat możesz, może z Kitty, napisać tę książkę o forum: Moje kilka lat na forum Braku Seksu, coś w tym stylu, chodzi o to żeby tytuł był równie interesujący jak forum. To by bardzo zainteresowało wiele czytelniczek i czytelników. Różne przypadki, a było jakże wiele ciekawych, oraz twórcza synteza dominujących zjawisk. Tylko pozmieniajcie nicki:)
          • hello-kitty2 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 13:15
            Z mezczyzn tesknie za Proteinowym ale krepujace jest dla mnie, ze on sie zle tu z nami czuje. Im wiecej otrzymuje uwagi tym gorzej pobyt na forum znosi. Dokladnie odwrotnie niz Ty ;) Tesknie tez za emocjami Morrisona. To chyba jedyny mezczyzna, ktory sprawil, ze sie poplakalam sie przed monitorem. Elementy wandalizmu zdarzaly mi sie tez po przeczytaniu jakis zapisow Wonta ale to typowa agresja bez cienia sentymentu.

            Kobiety sa najfajniejsze i to chyba pisala tez Mabelle.
            • wont2 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 13:59
              hello-kitty2 napisała:

              > Elementy wandaliz
              > mu zdarzaly mi sie tez po przeczytaniu jakis zapisow Wonta ale to typowa agresj
              > a bez cienia sentymentu.
              ---------
              Wolalbym cien sentymentu bez typowej agresji, jesli mam byc szczery.
              • hello-kitty2 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 14:45
                wont2 napisał:

                > Wolalbym cien sentymentu bez typowej agresji, jesli mam byc szczery.

                Jak pisuje Kag: to nie koncert zyczen. Bede sie upierac, ze emocje nie zaleza od woli, choc pewnie twierdzisz inaczej. Ty sobie pewnie postanawiasz: od dzisiaj czuje tak i tak czujesz albo od dzisiaj nie czuje tak i tak nie czujesz ;-) Ja sie emocjonalnie przelewam jak T-100.
            • sabat777 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 14:49
              Kitty, masz racje ze koncentruje na sobie uwage, ale tak do konca to mi z tym dobrze nie jest. Ogolnie forum jest dla mnie strasznym nalogiem, jestem uzalezniony od siedzenia tutaj, i najlepiej by bylo, gdyby mi sie w koncu udalo z tym zerwac. Probowalem pare razy, ale za 3-4 miesiace wracam... Ciagnie wilka do lasu jak mowia. Nie wiem czy nie sprobowac jeszcze raz. Byloby naprawde dobrze juz nie wrocic, chociaz jestescie fajnymi ludzmi i swietnie sie z wami gada. Spala mnie to wszystko emocjonalnie, poza tym strasznie trace czas. Ostatnia przerwa sporo wniosla, w 3 miesiace niezle pociwczylem, popracowalem nad dieta, wzialem sie jeszcze za pare innych waznych spraw. Zycz mi kitty, zebym w Nowym Roku sie juz tu nie pojawial. Ostatecznie to tylko dzialania zastepcze, a prawdziwy swiat jest "out there" :) z nim sie trzeba mierzyc a nie pojedynkowac na slowa.
              Prawda jest taka, ze to tylko forum. Nawet gdybym mial racje w kazdym poscie, wszyscy by mnie uwielbiali a zakulisowo przelecialbym polowe forumowiczek - to co by to zmienilo w moim zyciu? W praktyce niewiele... Zycie jest gdzies indziej,
              • hello-kitty2 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 09.12.15, 15:01
                sabat777 napisał:

                Zycz mi kitty, zebym w Nowym Roku s
                > ie juz tu nie pojawial.

                Tia, ciekawe po co mam Ci tego zyczyc zeby na mnie wieszano potem psy? A co Ty mi przeszkadzasz? Wez nie uderzaj w takie tony.

                Ostatecznie to tylko dzialania zastepcze, a prawdziwy s
                > wiat jest "out there" :) z nim sie trzeba mierzyc a nie pojedynkowac na slowa.
                > Prawda jest taka, ze to tylko forum. Nawet gdybym mial racje w kazdym poscie, w
                > szyscy by mnie uwielbiali a zakulisowo przelecialbym polowe forumowiczek - to c
                > o by to zmienilo w moim zyciu? W praktyce niewiele... Zycie jest gdzies indziej
                > ,

                Ja tam nie mam poczucia zastepczowosci, tutaj sie ucze jak sobie ulozyc przyszle zycie. Poza tym dla ludzi spoza Polski to czasem jedyny kontakt z polskim i z ojczyzna, dodatkowy plus, ktotego nijak nie da sie zamienic na prawdziwe zycie, bo w prawdziwym zyciu tego nie ma. A ja akurat nie traktuje kraju, w ktorym zyje jako drugiej ojczyzny. Za stara na to jestem.
              • lybbla Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 10.12.15, 02:02
                sabat777 napisał:

                > Byloby naprawde dobrze juz
                > nie wrocic, chociaz jestescie fajnymi ludzmi i swietnie sie z wami gada. Spala
                > mnie to wszystko emocjonalnie, poza tym strasznie trace czas. Ostatnia przerwa
                > sporo wniosla, w 3 miesiace niezle pociwczylem, popracowalem nad dieta, wziale
                > m sie jeszcze za pare innych waznych spraw. Zycz mi kitty, zebym w Nowym Roku s
                > ie juz tu nie pojawial. Ostatecznie to tylko dzialania zastepcze, a prawdziwy s
                > wiat jest "out there" :) z nim sie trzeba mierzyc a nie pojedynkowac na slowa.
                > Prawda jest taka, ze to tylko forum. Nawet gdybym mial racje w kazdym poscie, w
                > szyscy by mnie uwielbiali a zakulisowo przelecialbym polowe forumowiczek - to c
                > o by to zmienilo w moim zyciu? W praktyce niewiele... Zycie jest gdzies indziej

                :) Ale od razu takie ostateczne rozwiązania?
                Zawsze możesz wpaść i skrobnąć coś podczas robienia kanapek i przepakowywania plecaka. Uświniłem klawiaturę masłem. W plecaku zalęgły się jakieś potwory.

                Rozbrajającej wilgoci po drugiej stronie.
                • sabat777 Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 10.12.15, 07:47
                  Slusznie. Trzeba zwalczyc chorobe a nie objawy. Narkotyczne wysiadywanie na forum to objaw. Zaprzestane sam z siebie, jesli przestanie byc potrzebne. Wtedy bede czasem wpadac, jak Glam...
                  • zawle Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 10.12.15, 08:24
                    Ja lubię tu siedzieć. I nie widzę w tym niczego złego. To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczorkach poetyckich czy dyskusyjnych:))
                    • urquhart To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczorkach 12.12.15, 09:16
                      zawle napisała:

                      > Ja lubię tu siedzieć. I nie widzę w tym niczego złego. To jak spotykanie się z
                      > e znajomymi na wieczorkach poetyckich czy dyskusyjnych:)

                      Mam ostatnio porównanie do fejsa, tu można podyskutować lepiej lub gorzej, inspirować się, tam jedynie ludzie wyrażają głownie pozytywne ememocje przy obrazkach podrózy dzieci i kotów i negatywne emocje polityczne w mniej lub bardziej złośliwych, oburzonych czy nienawistnych deklaracjach czy popierania kto celniej dołożył komu, argumenty czy dyskusja jest w zaniku.
                      Zła strona to chyba to że dzieląc z wzajemnie się uczuciami co do erotyki, tęsknoty pożądania napędza to niezaspokojenie, które odnajdując tu bratnie dusze tylko narasta i obnaża pośrednio brak intymności w relacji.
                      • sabat777 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 09:27
                        Noooo... wiesz. Roznie to bywa. Jak niezaspokojenie natrafia na bratnia dusze, to moze zaczac szukac zaspokojenia, zamiast uporczywie narastac ;)
                        • urquhart Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 09:40
                          sabat777 napisał:

                          > Noooo... wiesz. Roznie to bywa. Jak niezaspokojenie natrafia na bratnia dusze,
                          > to moze zaczac szukac zaspokojenia, zamiast uporczywie narastac ;)

                          A bywa tak, bywa inaczej, zrób sam retrospekcję, Socrates wyciągnęła zeszłoroczny wątek Święta w którym Kutuzow przygaduje ci że na inicjatywę dziewczyn reagujesz durnie jak scenie filmu Głupi i głupszy :)
                          P.S.
                          Wracając do wątku o powracajacych loginach i nickach cechach odróżniających dobrą literaturę i prawdziwe postacie są one wielowymiarowe, zaskakujące, te wymyślone są płaskie, kreowane i definiowane pod cel lub z daleka pachną dydaktyzmem (dlatego nie podoba mi się Tolken).
                          • sabat777 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 11:47
                            urquhart napisał:

                            > A bywa tak, bywa inaczej, zrób sam retrospekcję, Socrates wyciągnęła zeszłorocz
                            > ny wątek Święta w którym Kutuzow przygaduje ci że na inicjatywę dziewczyn reagu
                            > jesz durnie jak scenie filmu Głupi i głupszy :)

                            Ludzie podejmują różne decyzje w życiu, ale te decyzje nie są niezmienne w czasie. Nic nie jest dane raz na zawsze.
                            Oczywiście, powtarzam tutaj od lat pewną mantrę o atrakcyjności i jej braku, ale przecież świat ludzi jest zróżnicowany. Jedni Cię kochają, inni na Ciebie będą pluli. Kiedyś Aandzia bodajże napisała, że według niej każdy przeciętny facet, który ma dwie ręce i nogi, no i przede wszystkim głowę na swoim miejscu - JEŚLI CHCE - to jest w stanie znaleźć sobie całkiem sensowną babkę do seksu i nie tylko. No ale musi chcieć, i według mnie wcale nie zawsze ma to miejsce. Można przecież dreptać w miejscu i klepać mantrę własnej bezsilności. Świat jest zróżnicowany, pełen różnych dróg. Nie zawsze mamy wpływ na to co na nich spotkamy, ale sam wybór drogi należy wyłącznie do nas.
                            Umiem też spojrzeć na świat z tak diametralnie odmiennej perspektywy niż do tej pory, że na płaszczyźnie seksualnej bycie facetem jest niesamowicie łatwe. Mamy dużo mniejsze obciążenia społeczne i psychiczne niż kobiety, spore perspektywy i zwykle mniej do stracenia. Nikt się nie będzie dziwił że się puszczamy, nie nazwie kurwą, chętne - jeśli dobrze poszukać - to zazwyczaj się prędzej czy później znajdą, kwestia racjonalnego postawienia poprzeczki. A w najmniej korzystnym wariancie można po prostu zapłacić i urządzić sobie bal. Można rozkminiać i żałować to czego się nie ma, ale można też cieszyć się tym co się ma. Szklanka do połowy pusta/pełna.
                            Przypuszczam, że znaleźliby się i tacy, którzy by powiedzieli - Sabat, durniu, masz zajebistą sytuację, bierz i korzystaj. To w dużej mierze kwestia tego jak człowiek postrzega siebie, świat i zdarzenia, które przynosi los.
                            • potwor_z_piccadilly Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 12:44
                              sabat777 napisał:

                              > urquhart napisał:

                              > Ludzie podejmują różne decyzje w życiu, ale te decyzje nie są niezmienne w czas
                              > ie. Nic nie jest dane raz na zawsze.

                              Na zawsze tak, ale dożywotnio, to i owszem.

                              > Kiedyś Aandzia bodajże napisała, że według niej każdy przeciętny facet
                              > , który ma dwie ręce i nogi, no i przede wszystkim głowę na swoim miejscu - JEŚ
                              > LI CHCE - to jest w stanie znaleźć sobie całkiem sensowną babkę do seksu i nie
                              > tylko.

                              Ale ty masz sensowną babkę do seksu i nie tylko, żonaty jesteś.

                              No ale musi chcieć, i według mnie wcale nie zawsze ma to miejsce. Można
                              > przecież dreptać w miejscu i klepać mantrę własnej bezsilności. Świat jest zróż
                              > nicowany, pełen różnych dróg. Nie zawsze mamy wpływ na to co na nich spotkamy,
                              > ale sam wybór drogi należy wyłącznie do nas.

                              No www.youtube.com/watch?v=Xa_rqLblzRo
                              > Umiem też spojrzeć na świat z tak diametralnie odmiennej perspektywy niż do tej
                              > pory, że na płaszczyźnie seksualnej bycie facetem jest niesamowicie łatwe. Mam
                              > y dużo mniejsze obciążenia społeczne i psychiczne niż kobiety, spore perspektyw
                              > y i zwykle mniej do stracenia. Nikt się nie będzie dziwił że się puszczamy, nie
                              > nazwie kurwą, chętne - jeśli dobrze poszukać - to zazwyczaj się prędzej czy pó
                              > źniej znajdą, kwestia racjonalnego postawienia poprzeczki. A w najmniej korzyst
                              > nym wariancie można po prostu zapłacić i urządzić sobie bal. Można rozkminiać i
                              > żałować to czego się nie ma, ale można też cieszyć się tym co się ma. Szklanka
                              > do połowy pusta/pełna.
                              > Przypuszczam, że znaleźliby się i tacy, którzy by powiedzieli - Sabat, durniu,
                              > masz zajebistą sytuację, bierz i korzystaj. To w dużej mierze kwestia tego jak
                              > człowiek postrzega siebie, świat i zdarzenia, które przynosi los.
                              • sabat777 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 13:04
                                potwor_z_piccadilly napisał:

                                > Ale ty masz sensowną babkę do seksu i nie tylko, żonaty jesteś.

                                Doskonale rozumiesz co wynika z przyjecia Twojej perspektywy i wnioskow z niej plynacych. Arogancja i samochwalstwo.
                                Jesli winni calemu zlu w zwiazkach sa tylko mezczyzni, to Ty musisz byc zajebisty.
                                Marek ma tu podobna mantre samouwielbienia, pewnie dlatego mu dogryzasz. Krol moze byc tylko jeden.
                                • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 17:57
                                  sabat777 napisał:

                                  > potwor_z_piccadilly napisał:

                                  > Doskonale rozumiesz co wynika z przyjecia Twojej perspektywy i wnioskow z niej plynacych. Arogancja i samochwalstwo.
                                  > Jesli winni calemu zlu w zwiazkach sa tylko mezczyzni, to Ty musisz byc zajebisty.
                                  > Marek ma tu podobna mantre samouwielbienia, pewnie dlatego mu dogryzasz. Krol moze byc tylko jeden.
                                  ==========================================
                                  Winnym jest zły dobór. Mantra samouwielbienia? Nie widze tego.
                                  • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 19:13
                                    ==
                                    Marek.zak1napisal
                                    >Winnym jest zły dobór. Mantra samouwielbienia? Nie widze tego.<

                                    No,ba,jakby ten dobór był tak łatwy, oczywisty i do przewidzenia na wstępie.Nie każdy tak ma,że dobiera się z ideałem,który wystarcza mu do szczęścia i jest chętny na każde jego skinienie,bo,było, nie było, ale musi na przykład chęć wykazywać, bo jak nie, to..wiadomo co.;)
                                • potwor_z_piccadilly Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 23:45
                                  sabat777 napisał:

                                  > Doskonale rozumiesz co wynika z przyjecia Twojej perspektywy i wnioskow z niej
                                  > plynacych. Arogancja i samochwalstwo.

                                  Typowa logika bankruta.
                                  Znam to z autopsji. Kolegę miałem, zarabiał sporo, a jeszcze więcej z obrywów. Gdy on głupio szastał kasą, a ja mu zwracałem uwagę, że źle postępuje nie myśląc o przyszłości, to twierdził, że mu zazdroszczę i że to jego spawa. Gdy po latach moje przewidywania się ziściły i on padł na mordę, a mi moje teorie ekonomiczne zaczęły przynosić korzyści, to dla odmiany zacząłem być przez niego posądzany o arogancję, samochwalstwo i wywyższanie się. Przegiął gdy upomniał się o kilka jakichś starych rurek stalowych, które ponoć kiedyś (jakieś 20 lat, lub więcej) od niego pożyczyłem.

                                  > Marek ma tu podobna mantre samouwielbienia, pewnie dlatego mu dogryzasz.

                                  Markowi czasami zarzucam infantylizm. Nie robię tego by mu dogryźć, lecz dlatego, ze go lubię, szanuję i szkoda mi chłopa.

                                  Krol m
                                  > oze byc tylko jeden.

                                  To Ty tu jesteś królem. Nie widzisz jak babki na myśl o Tobie udo o udo trą?
                                  Ja nie mam szans przy Tobie, no to i się nie wcinam zbyt często.


                                  • sabat777 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 13.12.15, 09:45
                                    Widzisz, ja dokladnie wiem co mowi zona. Ona ma pretensje, ze nie czuje we mnie wsparcia. Ze wszystko jest jej na jej glowie i pada na pysk. Ze myje, karmi i podaje leki malym, a ja nawet nie przeczytam im ksiazeczki. Ze jest w domu praczka, pomywaczka, sprzataczka i szoferem. Ze ciagnie ten wozek sama, a ja slecze przed monitorem laptopa albo tabletem. I ze potem nie ma nawet sily myslec o seksie, a nawet jak by miala, to czuje zlosc o to wszystko i jej sie odechciewa.
                                    • that.bitch.is.sick Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 13.12.15, 10:36
                                      sabat777 napisał:

                                      > Widzisz, ja dokladnie wiem co mowi zona. Ona ma pretensje, ze nie czuje we mnie
                                      > wsparcia. Ze wszystko jest jej na jej glowie i pada na pysk. Ze myje, karmi i
                                      > podaje leki malym, a ja nawet nie przeczytam im ksiazeczki. Ze jest w domu prac
                                      > zka, pomywaczka, sprzataczka i szoferem. Ze ciagnie ten wozek sama, a ja slecze
                                      > przed monitorem laptopa albo tabletem. I ze potem nie ma nawet sily myslec o s
                                      > eksie, a nawet jak by miala, to czuje zlosc o to wszystko i jej sie odechciewa.

                                      Niektórych kobiet nie zrozumiem. Najpierw chcą dzieci, potem jak się okazuje że to nie lalka i z egoizmem to nic wspólnego nie ma, przeżywają traumę odreagowując obwinianiem otoczenia. Moja starsza znajoma mi mówiła tak: Córka po urodzeniu wnuków stała się agresywna i niesprawiedliwa. Obwinia nas że wcale jej nie pomagamy. A my jej cały czas pomagamy. To niekoniecznie prawidłowa percepcja młodej matki.
                                      Mężczyźni którzy reagują unikiem to odrębny problem.
                                      • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 13.12.15, 23:06
                                        that.bitch.is.sick napisała: > Niektórych kobiet nie zrozumiem. Najpierw chcą dzieci, potem jak się okazuje że
                                        > to nie lalka i z egoizmem to nic wspólnego nie ma, przeżywają traumę odreagowu
                                        > jąc obwinianiem otoczenia.

                                        Ile masz dzieci?
                                        • that.bitch.is.sick Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 19:17
                                          zawle napisała:

                                          >
                                          > Ile masz dzieci?

                                          Co to ma do rzeczy, przepraszam?
                                          • sid.le.niwiec Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 19:26
                                            > > Ile masz dzieci?
                                            >
                                            > Co to ma do rzeczy, przepraszam?

                                            No jak to co?:>
                                            Jeśli nie masz, to nie powinnaś wypowiadać się na temat rozczarowania macierzyństwem, które przezywają np. kobiety z otoczenia, bo dopiero poród czyni ekspertem w każdym temacie związanym z macierzyństwem i dziećmi.;)
                                            • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:12
                                              sid.le.niwiec napisał(a):

                                              > > > Ile masz dzieci?
                                              > >
                                              > > Co to ma do rzeczy, przepraszam?
                                              >
                                              > No jak to co?:>
                                              > Jeśli nie masz, to nie powinnaś wypowiadać się na temat rozczarowania macierzyń
                                              > stwem, które przezywają np. kobiety z otoczenia, bo dopiero poród czyni ekspert
                                              > em w każdym temacie związanym z macierzyństwem i dziećmi.;)


                                              Bo mówisz jak każda kobieta, która ich nie ma. I dokładnie tak jak mówi sid...gówno wiesz. Chociaż ona to się akurat nabija. Bo największymi ekspertami w dziedzinie wychowywania, macierzyństwa i porodu są te co nie mają o tym pojęcia. Z moich znajomych każda jest macierzyństwem rozczarowana ( mam taką co nie jest, ale ona ma wszystko idealne).
                                              Świadczy też o braku elastyczności spowodowanego wiekiem, brakiem doświadczenia i samouwielbieniem którego doświadczają tylko młodzi ludzie ( I Marek).

                                              > Niektórych kobiet nie zrozumiem. Najpierw chcą dzieci, potem jak się okazuje że
                                              > to nie lalka i z egoizmem to nic wspólnego nie ma, przeżywają traumę odreagowu
                                              > jąc obwinianiem otoczenia.

                                              Jesteś bardzo surowym krytykiem.
                                              • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:19
                                                zawle napisała:
                                                I dokładnie tak jak mówi sid...gówno wiesz. Chociaż ona to się akurat nabija. Bo największymi ekspertami w dziedzinie wychowywania, macierzyństwa i porodu są te co nie mają o tym pojęcia.
                                                > Świadczy też o braku elastyczności spowodowanego wiekiem, brakiem doświadczenia i samouwielbieniem którego doświadczają tylko młodzi ludzie ( I Marek).
                                                ==============================================

                                                Musisz mnie gdzieś umieścić nawet w temacie o macierzyństwie. Dzięki.

                                                • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:30
                                                  marek.zak1 napisał:
                                                  > Musisz mnie gdzieś umieścić nawet w temacie o macierzyństwie. Dzięki.

                                                  jak widzisz samouwielbienie którego jestem mistrzem Yodą jesteś pojawia się nawet w wątku o macierzyństwie....to wyraz mojego uznania dla Twojego poziomu w tym temacie
                                                  • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:38
                                                    zawle napisała:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    > > Musisz mnie gdzieś umieścić nawet w temacie o macierzyństwie. Dzięki.
                                                    >
                                                    > jak widzisz samouwielbienie którego jestem mistrzem Yodą jesteś pojawia się nawet w wątku o macierzyństwie....to wyraz mojego uznania dla Twojego poziomu w tym temacie
                                                    ======================================================
                                                    Dzięki. Żeby nie było wątpliwości. wiem, że macierzyństwo jest bolesne, trudne, pracochłonne i często niewdzięczne, a rola / pomoc faceta często mała. Nie dziwię się, że jest wiele kobiet, które są n im rozczarowane.
                                              • sea.sea Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:57
                                                Ciekawi mnie jednak, co sobie wyobrazaly i na jakiej podstawie, że potem były nagle takie strasznie rozczarowane. Mnie się na przykład macierzyństwo jawi przerażająco pod wiekszoscia względów, dlatego z rozmyslem się nie rozmnazam.
                                                • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:06
                                                  Sea.sea napisała
                                                  >Mnie się na przykład macierzyństwo jawi przerażająco pod wiekszoscia względów, dlatego z rozmyslem się nie rozmnazam. <

                                                  I tego się trzymaj, he,he,;)No chyba, że trafisz na takiego prącego koniecznie do rozmnażania i jakimś cudem Ci rozum odejmie ;)
                                                  • sea.sea Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:11
                                                    Jest to wyjątkowo mało prawdopodobne, już pomijając, że to, co ludzkosc uważa za atrakcyjne w macierzyństwie mnie się w ogole interesującym nie wydaje, to jeszcze w dodatku się taki nie urodził, któremu bym zaufala na tyle, by mieć poczucie że jak się z nim rozmnoze, to nam się nie spieprzy związek i nie zostanę potem uwiazana w czarnej dupie jako samotna matka albo jako sfrustrowana zona.
                                                  • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:12
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > Sea.sea napisała
                                                    > >Mnie się na przykład macierzyństwo jawi przerażająco pod wiekszoscia wzglę
                                                    > dów, dlatego z rozmyslem się nie rozmnazam. <
                                                    >
                                                    > I tego się trzymaj, he,he,;)No chyba, że trafisz na takiego prącego koniecznie do rozmnażania i jakimś cudem Ci rozum odejmie ;).
                                                    ================================================
                                                    A gdyby Twój mąż okazał się fajnym gościem i teraz oglądalibyście razem...coś w TV popijając grzane winko, a dzieci już by spały, też byś tak pisała?
                                                    Tak więc to nie wina dzieci i Twojego słabego wyboru. Zła analiza, zły wybór. That's it.

                                                  • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:36
                                                    Marek.zak1napisal
                                                    >A gdyby Twój mąż okazał się fajnym gościem i teraz oglądalibyście razem...coś w TV popijając grzane winko, a dzieci już by spały, też byś tak pisała?
                                                    Tak więc to nie wina dzieci i Twojego słabego wyboru. Zła analiza, zły wybór. That's it.<

                                                    A gdzieś Ty wyczytal, że ja winię za cokolwiek dzieci, i że niby zmaganie się z macierzyństwem miałoby być moją karą? To nie jest takie that's it, proste, jak budowa cepa, że mając nawet najcudowniejszego męża pod słońcem, jakim zapewne jesteś Ty dla swojej żony, równiez i macierzyństwo jawiłoby się jako tak samo cudowne, oczywiste i jednowymiarowe,bezreflejsyjne wręcz.
                                                  • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 22:32
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > A gdzieś Ty wyczytal, że ja winię za cokolwiek dzieci, i że niby zmaganie się z macierzyństwem miałoby być moją karą? To nie jest takie that's it, proste, jak budowa cepa, że mając nawet najcudowniejszego męża pod słońcem, jakim zapewne jesteś Ty dla swojej żony, równiez i macierzyństwo jawiłoby się jako tak samo cudowne, oczywiste i jednowymiarowe,bezreflejsyjne wręcz.
                                                    =======================================
                                                    Pisałem wielokrotnie, ze macierzyństwo jest bardzo trudne, a przy braku wsparcia beznadziejnie trudne. O tym, że jest cudowne nie pisałem nigdy.
                                                • that.bitch.is.sick Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:40
                                                  sea.sea napisała:

                                                  > Ciekawi mnie jednak, co sobie wyobrazaly i na jakiej podstawie, że potem były
                                                  > nagle takie strasznie rozczarowane. Mnie się na przykład macierzyństwo jawi prz
                                                  > erażająco pod wiekszoscia względów, dlatego z rozmyslem się nie rozmnazam.

                                                  Ja uważam, że to coś fantastycznego - opiekować się się rozwojem drugiego człowieka od dziecka do dorosłości, chronić go i dzielić z nim doświadczeniem. Uważam że to zaszczyt. Niestety zostałam wyłączona z tego procesu.
                                                  Paradoksalnie ludzie broniący się przed rodzicielstwem, budzą moje większe zaufanie. Zdają sobie sprawę z trudności i jak się już im trafi, to pewnie podejdą do sprawy dojrzalej.
                                                • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:43
                                                  sea.sea napisała:

                                                  > Ciekawi mnie jednak, co sobie wyobrazaly i na jakiej podstawie, że potem były
                                                  > nagle takie strasznie rozczarowane. Mnie się na przykład macierzyństwo jawi prz
                                                  > erażająco pod wiekszoscia względów, dlatego z rozmyslem się nie rozmnazam.

                                                  Ja Ci powiem jak było u mnie. Mnie macierzyństwo zupełnie zaskoczyło. Nagle okazało się że nie śpię całymi dniami a mój dzieciak drze się 24/24. Córka posypiała na moim ramieniu kilka minut, po czym się darła jakby ją stado diabłów ganiało. Nawet jak miałam wolne, jak dzieci zasnęły to nie wypoczywałam. Siedziałam i zastanawiałam się kiedy się obudzą. PO pierwszym dziecku miałam depę, a że rodziłam ponad 20 lat temu to nie było o tym zbyt głośno. Z seksualnej młodej kobiety zaczęłam się czuć jak mniszka. Wzrok męski mnie kalał, wyobrażałam sobie jak wpycham wózek pod samochód, jak on po wózku przejeżdża, jak płaczę. Nie raz bałam się siebie, czy aby na pewno inna część mnie nie popchnie tego pieprzonego wózka. Co się stało z moim ciałem to inna inszość. Musiałam nauczyć się życia od nowa....na zupełnie innych warunkach. Sprzątanie domu zamienić na sprzątanie jednej półki. Moją wybuchowość zamienić na spokój. Wieczorne picie na odpadanie w oplutych dresach.
                                                  Dlatego mnie wkurwiają te teksty chorych na tarczycę którzy nie tyją i SĄ PEWNI że tam można. Tych bezdzietnych z wyboru którzy nawet nie otarli się o macierzyństwo, tych znawców wychowania nie mających dzieci i tych nie mających kłopotów z wagą nie rozumiejących grubych. Sama byłam niejednokrotnie taka mądra, dopóki życie mnie nie sprawdziło.
                                                  • sea.sea Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 22:36
                                                    No widzisz, a mnie się rodzicielstwo zawsze jawilo mniej więcej jako taki właśnie obrazek i zawsze jestem zdziwiona, że ktoś sobie to wyobrazal inaczej. Nie licząc czynnika depresji, bo to faktycznie jest nie do wyobrażenia, dopóki samemu się nie doświadczy.
                                                  • bgz0702 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 22:41
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > No widzisz, a mnie się rodzicielstwo zawsze jawilo mniej więcej jako taki właśn
                                                    > ie obrazek i zawsze jestem zdziwiona, że ktoś sobie to wyobrazal inaczej. Nie l
                                                    > icząc czynnika depresji, bo to faktycznie jest nie do wyobrażenia, dopóki samem
                                                    > u się nie doświadczy.

                                                    Mi nigdy sie tak nie jawiło i nie mam takich doświadczeń jak zawle. To nie musi tak być ale moze. Znam tylko jeden taki przypadek z depresją jak u zawle, to moja siostra a matek znam wiele.
                                                  • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 23:47
                                                    >No widzisz, a mnie się rodzicielstwo zawsze jawilo mniej więcej jako taki właśnie obrazek i zawsze jestem zdziwiona, że ktoś sobie to wyobrazal inaczej. Nie licząc czynnika depresji, bo to faktycznie jest nie do wyobrażenia, dopóki samemu się nie doświadczy.<

                                                    Gdyby tak dziecko mogło od razu po urodzeniu wejść w etap co najmniej 5-6 latka, to byłoby o wiele łatwiej przejść przez to całe macierzyństwo.Ja wspominam koszmarnie te nieprzespane noce, te cyce pełne mleka,bez przerwy mamlane, to późniejsze nie takie proste odstawianie od piersi.No i ta konieczność organizowania mu zabaw, zapewniania różnorodności bodźców wszelakich, by się dobrze rozwijało, to guganie i gilganie. Gdyby pominąć ten etap całkowitej zależności dziecka od rodziców, no a a w dużej części od matki i przejście do etapu względnej jego samoobsługi,to byłoby o wiele łatwiejsze do zniesienia. Dla mnie właśnie ten początkowy etap był najkoszmarniejszy,później było już lepiej.
                                                  • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 09:26
                                                    ninek04 napisała:
                                                    > Gdyby tak dziecko mogło od razu po urodzeniu wejść w etap co najmniej 5-6 latka
                                                    > , to byłoby o wiele łatwiej przejść przez to całe macierzyństwo.Ja wspominam ko
                                                    > szmarnie te nieprzespane noce, te cyce pełne mleka,bez przerwy mamlane, to późn
                                                    > iejsze nie takie proste odstawianie od piersi.No i ta konieczność organizowania
                                                    > mu zabaw, zapewniania różnorodności bodźców wszelakich, by się dobrze rozwijał
                                                    > o, to guganie i gilganie. Gdyby pominąć ten etap całkowitej zależności dziecka
                                                    > od rodziców, no a a w dużej części od matki i przejście do etapu względnej jego
                                                    > samoobsługi,to byłoby o wiele łatwiejsze do zniesienia. Dla mnie właśnie ten p
                                                    > oczątkowy etap był najkoszmarniejszy,później było już lepiej.

                                                    To ja pociągnę ten martyrologiczny wątek...;)
                                                    Moje dzieci od wczesnego darcia gęb, śmiało wkroczyły w wiek chorób dziecięcych. Syn przez kilkanaście lat borykał się z nawracającymi zapaleniami płuc jako efektem alergicznym na produkty przemiany bakterii. Jednym słowem kasłał do wymiotów od września do czerwca. Kasłał nieprzerwanie całe dnie i noce. W wieku 4 lat powiedział że nie chce już żyć. Potem zaczął się sezon szkolny z całą masą kłopotów, następny był nastolatkowy i teraz nie jest lepiej. Mam w domu oryginały, sama je wychowałam i zaszczepiłam swoje szaleństwo;). Macierzyństwo to cud, ale nie wiem czy ja byłam i kiedykolwiek będę gotowa na cuda;) Bo faktycznie jest lepiej, ale tak naprawdę związek z własnymi dziećmi jest tak intensywny ...nie wiem jak to opisać.....czasami nie daję rady i chciałabym czasową utratę pamięci że dzieci mam i że je tak kocham.
                                                  • bgz0702 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 11:26
                                                    ninek04 napisała:

                                                    > >No widzisz, a mnie się rodzicielstwo zawsze jawilo mniej więcej jako taki
                                                    > właśnie obrazek i zawsze jestem zdziwiona, że ktoś sobie to wyobrazal inaczej.
                                                    > Nie licząc czynnika depresji, bo to faktycznie jest nie do wyobrażenia, dopóki
                                                    > samemu się nie doświadczy.<
                                                    >
                                                    > Gdyby tak dziecko mogło od razu po urodzeniu wejść w etap co najmniej 5-6 latka
                                                    > , to byłoby o wiele łatwiej przejść przez to całe macierzyństwo.

                                                    nieeeee, no pewnie byłoby łatwiej ale przejść przez te wszystkie etapy, towarzyszyć dziecku, "podotykać", popatrzeć, ucieszyć się z każdej pierdoły, która jest skokiem rozwojowym niemal
                                                    to jest zajebista sprawa, chociaż trud owszem, zwłaszcza kiedy ma się dzieci, które chorują jak pisała zawle. Mówie troche z innej perspektywy bo mam dzieci, które nie chorują a przeszły droge od żłobka, przez przedszkole do szkoły, ale jestem matka której nikt w niczym nie pomógł, nie miałam dokąd uderzyc po pomoc, nikt się mną i moimi dziećmi nie zajął, a szkoda bo moze czasami przydałoby sie wtedy zeby ktoś mnie pogłaskał po głowie...;) łaski bez, nie było komu więc walić to dzisiaj;) Dzieci są fajne;) zwłaszcza kiedy żyją już "swoim życiem";)

                                                    Ja wspominam ko
                                                    > szmarnie te nieprzespane noce, te cyce pełne mleka,bez przerwy mamlane, to późn
                                                    > iejsze nie takie proste odstawianie od piersi.No i ta konieczność organizowania
                                                    > mu zabaw, zapewniania różnorodności bodźców wszelakich, by się dobrze rozwijał
                                                    > o, to guganie i gilganie. Gdyby pominąć ten etap całkowitej zależności dziecka
                                                    > od rodziców, no a a w dużej części od matki i przejście do etapu względnej jego
                                                    > samoobsługi,to byłoby o wiele łatwiejsze do zniesienia. Dla mnie właśnie ten p
                                                    > oczątkowy etap był najkoszmarniejszy,później było już lepiej.
                                                  • sid.le.niwiec Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 18:50
                                                    > No widzisz, a mnie się rodzicielstwo zawsze jawilo mniej więcej jako taki właśnie
                                                    > obrazek i zawsze jestem zdziwiona, że ktoś sobie to wyobrazal inaczej.

                                                    Mam identycznie. Pewnie też stąd moje niezrozumienie kwestii, po co kobietom dzieci. Ale nie muszę rozumieć wszystkiego i jakoś z tym żyję.:)
                                              • kutuzow z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 11:16
                                                zawle napisała:
                                                > Bo mówisz jak każda kobieta, która ich nie ma. I dokładnie tak jak mówi sid...g
                                                > ówno wiesz. Chociaż ona to się akurat nabija. Bo największymi ekspertami w dzie
                                                > dzinie wychowywania, macierzyństwa i porodu są te co nie mają o tym pojęcia. Z
                                                > moich znajomych każda jest macierzyństwem rozczarowana ( mam taką co nie jest,
                                                > ale ona ma wszystko idealne).
                                                > Świadczy też o braku elastyczności spowodowanego wiekiem, brakiem doświadczenia
                                                > i samouwielbieniem którego doświadczają tylko młodzi ludzie ( I Marek).

                                                Zawle, zauważyłem taką niefajną tendencję na tym forum, że jak argument się nie podoba, to nie dyskutuje się z argumentem, tylko sięga się po tekst "co Ty tam wiesz dziecko".
                                                Wychodząc z takiego założenia jaki zaprezentowałaś (że o dzieciach rozmawiać moga tylko Ci co je mają), powinniśmy rozszerzyć to na inne tematy. Np. o problemach facetów, rozmawiają tylko facecji (więc baby wynocha z postów Sabata), o problemach tych co seksu nie mają, tylko Ci co go nie mają (więc ta połowa forum co bzyka, wynocha do domu), o problemach kochanek i kochanków, tylko Ci co są kochankami itp.

                                                Podpowiem Ci że już nawet jest takie forum gdzie o dzieciach rozmawiają tylko Ci co te dzieci mają - nazywa się eMatka. Jeśli podoba Ci się tamten poziom i chcesz go zaszczepić tutaj, to ja mówię Pass.
                                                • marek.zak1 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 11:41
                                                  kutuzow napisał:


                                                  >
                                                  > Zawle, zauważyłem taką niefajną tendencję na tym forum, że jak argument się nie podoba, to nie dyskutuje się z argumentem, tylko sięga się po tekst "co Ty tam wiesz dziecko".
                                                  > Wychodząc z takiego założenia jaki zaprezentowałaś (że o dzieciach rozmawiać moga tylko Ci co je mają), powinniśmy rozszerzyć to na inne tematy. Np. o problemach facetów, rozmawiają tylko facecji (więc baby wynocha z postów Sabata), o problemach tych co seksu nie mają, tylko Ci co go nie mają (więc ta połowa forum
                                                  > co bzyka, wynocha do domu), o problemach kochanek i kochanków, tylko Ci co są k
                                                  > ochankami itp.
                                                  >
                                                  > Podpowiem Ci że już nawet jest takie forum gdzie o dzieciach rozmawiają tylko C
                                                  > i co te dzieci mają - nazywa się eMatka. Jeśli podoba Ci się tamten poziom i ch
                                                  > cesz go zaszczepić tutaj, to ja mówię Pass.
                                                  ========================================
                                                  Są jeszcze inne ograniczenia dla Zawle. Ja, mimo, że wychowałem troje dzieci, nie mogę się wypowiadać z uwagi na samouwielbienie.
                                                  >
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 12:20
                                                    marek.zak1 napisał: > Są jeszcze inne ograniczenia dla Zawle. Ja, mimo, że wychowałem troje dzieci,
                                                    > nie mogę się wypowiadać z uwagi na samouwielbienie.

                                                    Może byś się tak w następnej książce ukrzyżował? I czy Ty wychowałeś? Bo chyba pomagałeś tylko żonie?
                                                  • marek.zak1 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 14:43
                                                    zawle napisała:


                                                    > Może byś się tak w następnej książce ukrzyżował? I czy Ty wychowałeś? Bo chyba pomagałeś tylko żonie?
                                                    =============================================
                                                    Wychowywaliśmy dzieci razem. Byłem w ten proces bardzo zaangażowany.
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 14:49
                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    >
                                                    > > Może byś się tak w następnej książce ukrzyżował? I czy Ty wychowałeś? Bo
                                                    > chyba pomagałeś tylko żonie?
                                                    > =============================================
                                                    > Wychowywaliśmy dzieci razem. Byłem w ten proces bardzo zaangażowany.


                                                    Marku,
                                                    Taka mała sugestia.
                                                    Następnym razem jak Zawle będzie krytykowała Twój talent literacki, odbij piłeczkę w ten sam sposób "ile książek napisałaś żeby się wymądrzać o pisarstwie". Może wtedy zrozumie jak głupi był jej argument, że tylko matki mogą dyskutować o dzieciach i ich wychowaniu.
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 15:05
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > M
                                                    > oże wtedy zrozumie jak głupi był jej argument, że tylko matki mogą dyskutować o
                                                    > dzieciach i ich wychowaniu.

                                                    Bo to nie chodzi o dyskusje, do dyskusji kazdy ma prawo, chodzi o bycie w czyjejs skorze. Moj ginekolog np. ktory jest osoba kompetentna, o olbrzymiej wiedzy dotyczacej poloznictwa, nie ma szansy przezyc emocji ani odczuc rodzacej kobiety, chociaz kilka tysiecy porodow w zyciu odebral.
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 15:36
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Bo to nie chodzi o dyskusje, do dyskusji kazdy ma prawo, chodzi o bycie w czyje
                                                    > js skorze.

                                                    W takim razie czemu naskoczyłaś na Sabata w wątku o żonie co nie chce seksu a do komuni chodzi. Przecież nie jesteś w skórze Sabata. Nie wiesz co on czuje -możesz sobie tylko wyobrażać.

                                                    W ten oto sposób możemy kończyć każdą dyskusję. Bo nikt z nas nie jest w skórze autora/autorki danego wątku -więc idąc tym tropem nie powinniśmy się wypowiadać.
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 16:51
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > W takim razie czemu naskoczyłaś na Sabata w wątku o żonie co nie chce seksu a d
                                                    > o komuni chodzi. Przecież nie jesteś w skórze Sabata. Nie wiesz co on czuje -mo
                                                    > żesz sobie tylko wyobrażać.

                                                    Dobrze wiesz, ze Sabat oberwal za hipokryzje, ktora widzi u zony, a sam u siebie jej nie dostrzega. Dlatego nie zajmuje mnie czucie Sabata, tylko jego pokretne roszczenie, zeby zona zaczela mu dupy dawac. To tak na wypadek gdyby ten sam Sabat za chwile zaczal pisac, ze fundamentem seksu jest jego dobrowolnosc.

                                                    > Bo nikt z nas nie jest w skórze
                                                    > autora/autorki danego wątku -więc idąc tym tropem nie powinniśmy się wypowiada
                                                    > ć.

                                                    Ne wmawiaj mi czegos czego nie napisalam i czego Zawle tez nie napisala, bo nikt nikomu tu ust nie zamyka. Na forum mozna dyskutowac do woli, co nie zmienia faktu, ze opowiesci bezdzietnych o rodzicielstwie zawsze beda czysta spekulacja (o co oczywiscie w zaden sposob nie mozna miec do nich pretensji.)
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 17:08
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Na forum mozna dyskutowac do woli, co nie zmienia faktu, ze opowiesci bezdzietnych o rodzicielstwie zawsze beda czysta spekulacja

                                                    Dlaczego spekulacją. Przecież bezdzietni też mają oczy i mogą widzieć metody wychowawcze znajomych, to raz, a dwa, to przecież każdy z nas był dzieckiem, każdy z nas był jakoś wychowywany i dziś, będąc dorosłymi ludźmi poddajemy analizie metody jakie względem nas stosowano.


                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 17:18
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > Dlaczego spekulacją.

                                                    A dlatego spekulacja, ze np. wiekszosc rodzicow bez wahania odda swoje zycie za zycie swojego dziecka/dzieci. Wiec raczej nie o dyskusje na temat metod wychowaczych chodzi, ale o trudny do zdefiniowania pierwotny instynkt.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 17:36
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > wiekszosc rodzicow bez wahania odda swoje zycie za
                                                    > zycie swojego dziecka/dzieci. Wiec raczej nie o dyskusje na temat metod wychow
                                                    > aczych chodzi, ale o trudny do zdefiniowania pierwotny instynkt.

                                                    Miłość rodzicielska nie ma tu nic do rzeczy. Jedni kochają umiarkowanie, ale dają swojemu potomstwu dobre przykłady i korzyści z tego są. Inni mimo, że kochają nad życie nie potrafią swoim życiem swoich dzieci prawidłowo ukierunkować i mamy, pokolenia z problemami.
                                                    Skrzyżowanie jest w W-wie i widzę jak mamy z dzieckiem za rączkę skracając sobie drogę lezą pod nadjeżdżające samochody, gdy 30 m dalej mają przejście ze światłami. Inni na spacerku sobotnim nie uczą dziecka by przed przejściem zsiadło z rowerka i go przeprowadziło przez jezdnię. Rzeczywistość jest taka, że tatuś dumnie trzyma za kijek, dziecko dziarsko na rowerku pedałuje, a mama cała w skowronkach taty ramienia uczepiona.
                                                    Myślisz, że oni dziecka swojego nie kochają nad życie?
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 17:48
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > Miłość rodzicielska nie ma tu nic do rzeczy.

                                                    Owszem ma, poniewaz z chwila kiedy uznasz, ze zycie i zdrowie drugiego czlowieka stawiasz wyzej niz swoje wlasne, to odtad stajesz sie innym czlowiekiem.

                                                    > Myślisz, że oni dziecka swojego nie kochają nad życie?

                                                    Mysle, ze kochaja tylko glupio narazaja je na niebezpieczenstwo. Potwor, ja nie o tym. Ja bym czasem chciala byc tamtym czlowiekim z czasow kiedy jeszcze nie bylam matka. Ale nigdy nie bede, po co mam wiec udawac, ze moje emocje niczym nie roznia sie od emocji osob bezdzietnych ?

                                                  • potwor_z_piccadilly Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 18:14
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > z chwila kiedy uznasz, ze zycie i zdrowie drugiego czlowiek
                                                    > a stawiasz wyzej niz swoje wlasne, to odtad stajesz sie innym czlowiekiem.

                                                    Innym pozytywnie, czy negatywnie?
                                                    Pytam, bo instynkty mają to do siebie, że bywają ślepe.

                                                    > Mysle, ze kochaja tylko glupio narazaja je na niebezpieczenstwo. Potwor, ja nie
                                                    > o tym.

                                                    A powinnaś o tym, bo to bardzo ważne.
                                                    Ujmę to krótko. W dzisiejszym układzie politycznym czymś na czasie: miłość tak, wypaczenia nie.
                                                    No tak, ale co ja Ci chcę dowieść.
                                                    Chyba tylko to, co ujęto we fragmencie dezyderaty:
                                                    Wypowiadaj swoją prawdę jasno i spokojnie
                                                    Wysłuchaj innych, nawet tępych i nieświadomych
                                                    Oni też mają swoją opowieść
                                                    www.fuw.edu.pl/~jziel/dezyderata.html
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 18:24
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > Innym pozytywnie, czy negatywnie?
                                                    > Pytam, bo instynkty mają to do siebie, że bywają ślepe.

                                                    Innym, bez wartosciowania.
                                                  • sid.le.niwiec Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 18:57
                                                    > Owszem ma, poniewaz z chwila kiedy uznasz, ze zycie i zdrowie drugiego czlowieka
                                                    > stawiasz wyzej niz swoje wlasne, to odtad stajesz sie innym czlowiekiem.

                                                    Myślę, że trochę odbiegamy od tematu.
                                                    Zaczęło się od postu Bitch, zdziwionej że niektóre kobiety są zaskoczone, iż dzieci to nie tylko słodkie bobaski z reklamy, lecz mnóstwo wyrzeczeń i ograniczeń. A później było o tym, czy bezdzietny w ogóle może się odezwać w tym temacie. Przecież Bitch skomentowała postawę pewnej grupy matek, a nie dawała rady wychowawcze.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 08:24
                                                    sid.le.niwiec napisał(a):

                                                    > > Owszem ma, poniewaz z chwila kiedy uznasz, ze zycie i zdrowie drugiego cz
                                                    > lowieka
                                                    > > stawiasz wyzej niz swoje wlasne, to odtad stajesz sie innym czlowiekiem.
                                                    >
                                                    > Myślę, że trochę odbiegamy od tematu.
                                                    > Zaczęło się od postu Bitch, zdziwionej że niektóre kobiety są zaskoczone, iż dz
                                                    > ieci to nie tylko słodkie bobaski z reklamy, lecz mnóstwo wyrzeczeń i ogranicze
                                                    > ń.

                                                    Oczywiście i tu ustawiła się w pozycji "tej która zdziwiona nie jest". Ja też byłam zdziwiona i bardzo zaskoczona poziomem tych ograniczeń i wyrzeczeń. Jednak nie byłam na tyle głupia żeby widzieć w wychowywaniu dzieci bobasków z reklamy. Na serio....nie byłam aż taką idiotką.

                                                    A później było o tym, czy bezdzietny w ogóle może się odezwać w tym temacie.
                                                    > Przecież Bitch skomentowała postawę pewnej grupy matek, a nie dawała rady wych
                                                    > owawcze.

                                                    Nie było o tym, tylko o tym żeby bezdzietny nie OCENIAŁ tych co dzieci mają, jako głupich, nieuświadomionych bab, bo jemu też się może trafić na drodze życiowej "zadziwienie". Podobne do moich dwóch niepłodnych kolezanek które zaszły w ciążę. Idiotki, nie? Mądra to by się jeszcze wykastrowała i założyła prezerwatywę.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 08:24
                                                    wysterylizowała oczywiście:))
                                                  • sea.sea Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 08:35
                                                    Z takim podejściem nikt nie jest upoważniony do oceniania czy choćby posiadania zdania na jakikolwiek temat, bo moze mu się zdarzyć zadziwienie :)))
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 09:42
                                                    sea.sea napisała:

                                                    > Z takim podejściem nikt nie jest upoważniony do oceniania czy choćby posiadania
                                                    > zdania na jakikolwiek temat, bo moze mu się zdarzyć zadziwienie :)))

                                                    Dokładnie o to mi chodziło.
                                                    Przyjmując takie zasady moglibyśmy od razu zamknąć forum na głucho.
                                                    Dodatkowo chciałem pokazac że dzieci (nadal) są kartą Jokerem, która ma prawo zamknąć wszystkim usta. Jestem Matką Polką i nie zniosę żeby obcy mi komentowali moje macierzyństwo. Sama za to mogę narzekać "do ludzi" ile wlezie -bo przecież to dla dobra przyszłych pokoleń, ich emerytur itp.

                                                    Co ciekawe że nawet religia nie była tutaj takim tabu. Dyskutowaliśmy o wierze i ani razu nie padło że np. ateiści nie powinni pisać o Bogu. Tylko dzieci mają taki specjalny status.
                                                  • sid.le.niwiec Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 17:07
                                                    > Dodatkowo chciałem pokazac że dzieci (nadal) są kartą Jokerem, która ma prawo z
                                                    > amknąć wszystkim usta. Jestem Matką Polką i nie zniosę żeby obcy mi komentowali
                                                    > moje macierzyństwo. Sama za to mogę narzekać "do ludzi" ile wlezie -bo przecie
                                                    > ż to dla dobra przyszłych pokoleń, ich emerytur itp.
                                                    >
                                                    > Co ciekawe że nawet religia nie była tutaj takim tabu. Dyskutowaliśmy o wierze
                                                    > i ani razu nie padło że np. ateiści nie powinni pisać o Bogu. Tylko dzieci mają
                                                    > taki specjalny status.

                                                    O właśnie, też zauważyłam coś takiego. Ale takie "a ty masz dzieci, że się odzywasz?" pojawia się zazwyczaj, kiedy czegoś bardziej merytorycznego brak.
                                                  • ninek04 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 09:40
                                                    zawle napisała
                                                    >Nie było o tym, tylko o tym żeby bezdzietny nie OCENIAŁ tych co dzieci mają, jako głupich, nieuświadomionych bab, bo jemu też się może trafić na drodze życiowej "zadziwienie".<

                                                    A jakie to ma znaczenie i dla kogo,żeby bezdzietny nie oceniał dzieciatych i odwrotnie zresztą też? Ja,będąc matką, daję sobie prawo do takiej oceny,bo wcale nie uważam, że sam fakt macierzyństwa ustawia takie baby gdzieś z góry na wyższej pozycji, czy czujących,albo rozumiejacych więcej, właśnie w ramach instynktu.Część z tych, które mają dzieci są naprawdę głupie, tępe i w beznadziejny sposób wychowujące swoje pociechy i w ogóle nie powinny ich mieć.Ale jest to tylko moja ocena, do której innym, w tym również bezdzietnym nie odmawiam prawa,by mnie również w ten sposób oceniać.Mnie to ani nie boli, ani nie dziwi,ani nie oburza też.
                                                  • hello-kitty2 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 20:24
                                                    zawle napisała:

                                                    > Oczywiście i tu ustawiła się w pozycji "tej która zdziwiona nie jest". Ja też b
                                                    > yłam zdziwiona i bardzo zaskoczona poziomem tych ograniczeń i wyrzeczeń. Jednak
                                                    > nie byłam na tyle głupia żeby widzieć w wychowywaniu dzieci bobasków z reklamy
                                                    > . Na serio....nie byłam aż taką idiotką.

                                                    Mialam sie nie dopisywac ale sie dopisze o tym, co mnie zdziwilo. Najpierw mnie zdziwilo, ze w rozowej ksiazce z bobasem na okladce, ktora sobie zakupilam i studiowalalm uwaznie cala ciaze znajdowal sie dokladny opis postepowania w sytuacji, gdy:
                                                    - matke najdzie przemozna potrzeba wyrzucenia wlasnego dziecka za okno (wtf?)
                                                    Na wszelki wypadek nauczylam sie procedury na pamiec lacznie z procedura odbioru porodu, ktora tam tez podano. Po paru miesiacach od rozwiazania juz mnie nic nie dziwilo. Procedure nieco zmodyfikowana zastosowalam z pare razy.

                                                    Teraz to mnie juz dziwi tylko jedno: jak moze samotna matka dac rade samodzielnie wychowac dziecko? Dlatego w stosunku do Zawle ustawiam sie w pozycji nic niewiedzacej.

                                                    A po cichu mam nadzieje, ze syn nie bedzie chcial potomstwa. Dla mnie bez pomocy matki i ojca dziecka byloby to nie do przejscia. Wszystkie emocje, ktorych doswiadczalam widze w mniejszym lub wiekszym nasileniu u mlodych matek ale wiem, ze to jest tak, jak z porodem gdy jestes w zaawansowanej ciazy: drogi powrotnej nie ma. Generalnie: wkurw, fustracja, zmeczenie, wkurw, deprecha, wymuszony usmiech do swiata zewnetrznego (kolejnosc przypadkowa). Nawet pamiecia nie chce wracac do okresu niemowlectwa syna. Teraz jest ok. Nigdy wiecej dzieci.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 20:42
                                                    hello-kitty2 napisała:
                                                    Najpierw mnie
                                                    > zdziwilo, ze w rozowej ksiazce z bobasem na okladce, ktora sobie zakupilam i s
                                                    > tudiowalalm uwaznie cala ciaze znajdowal sie dokladny opis postepowania w sytua
                                                    > cji, gdy:
                                                    > - matke najdzie przemozna potrzeba wyrzucenia wlasnego dziecka za okno (wtf?)
                                                    > Na wszelki wypadek nauczylam sie procedury na pamiec lacznie z procedura odbior
                                                    > u porodu, ktora tam tez podano. Po paru miesiacach od rozwiazania juz mnie nic
                                                    > nie dziwilo. Procedure nieco zmodyfikowana zastosowalam z pare razy.

                                                    Ja chodziłam do szkoły rodzenia i tam uzmysłowiono mi że poród będę mieć lekki, bo: jestem wyedukowana, oczytana i wiem o co chodzi. A matka jak mantrę powtarzała...moja koleżanka przeszła obok mnie i mnie nie poznała, bo poród miałam tak okropny że miałam krwiaki na całym ciele, krew poszła jej nosem, uszami a białka oczu miała czerwone. No i matka miała rację:))

                                                    > Teraz to mnie juz dziwi tylko jedno: jak moze samotna matka dac rade samodzieln
                                                    > ie wychowac dziecko? Dlatego w stosunku do Zawle ustawiam sie w pozycji nic nie
                                                    > wiedzacej.

                                                    Według mnie jest dużo łatwiej niż z ojcem. Już nie musiałam z nim walczyć;)
                                                  • sabat777 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 23:07
                                                    zawle napisała:

                                                    > Według mnie jest dużo łatwiej niż z ojcem. Już nie musiałam z nim walczyć;)

                                                    No to pomyśl - jest jeszcze taka opcja, że mógłby pomagać :D
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 07:58
                                                    sabat777 napisał:
                                                    > No to pomyśl - jest jeszcze taka opcja, że mógłby pomagać :D

                                                    Ależ pomagał. W JEGO ocenie to nawet bardzo dużo pomagał:))Oddając mu sprawiedliwość, czasami zabierał dzieci na łono natury. A czasami czekały na niego 6 godzin z kółkiem ratunkowym na szyi, bo obiecał że zaraz będzie i pojadą na basen.
                                                  • sabat777 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 23:36
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > Generalnie: wkurw, fustracja, zmeczenie, wkurw, deprecha, wymuszony us
                                                    > miech do swiata zewnetrznego (kolejnosc przypadkowa). Nawet pamiecia nie chce w
                                                    > racac do okresu niemowlectwa syna. Teraz jest ok. Nigdy wiecej dzieci.

                                                    Ja mam mgliste wspomnienia z okresu niemowlęctwa dzieci, głównie z racji bezustannej deprywacji snu. Dzieci zaczęły ładniej spać około 4-5 miesiąca życia, wcześniej budziły się w nocy średnio co 45 minut. Pewnej nocy jak obudziłem się do małego byłem tak zmęczony, że musiałem prosić na wpół śpiącą żonę o podpowiedź - jak mam nakarmić dziecko. Miałem taką jazdę, że nie byłem w stanie sobie przypomnieć, że trzeba wziąć butelkę do ręki i dać mu ją do ust. Jak w ciężkiej malignie. Żona parę razy usnęła z dzieckiem na kolanach, na siedząco.
                                                    Ale nie byłem tym wszystkim co potem nastąpiło zdziwiony, co najwyżej były to po prostu trudniejsze momenty, które trzeba było wziąć na przetrzymanie i tyle. Uważam też, że człowiek może intelektualnie ogarnąć czym jest posiadanie dzieci, może też sobie to wyobrazić. Ja umiałem i się sprawdziło. Może trochę mi pomogło to, że wcześniej miałem pod opieką dorastającego pieska i muszę przyznać, że to uczucie gorączkowego pilnowania czy zwierzątko coś pomysłowego właśnie nie uskutecznia jest nawet dość podobne do pilnowania dzieci zaczynających samodzielnie chodzić. Przy czym mówimy o innej skali strachu i zagrożeń. Same doświadczenia z małymi są trudnymi chwilami. Z tego co pamiętam to działałem odruchowo, świadomość posiadania dzieci przychodziła powoli.
                                                    Ale bardzo lubiłem chwile, kiedy mogłem wziąć syna, jednego czy drugiego, i położyć się razem z nim w łóżku. Dzidziuś się oczywiście momentalnie mościł i kokocił, a jak już się pokręcił chwile głaskany to zasypiał. Ale to było dobre, bo przychodził moment refleksji i takiego zaskoczenia, że oto część mnie leży obok jako odrębna istota, która rozpoczęła swoją osobną drogę w tym świecie. I że łączy nas nierozerwalna więź przyczyny i skutku. Jest ktoś nowy, przywołany z ciemności i teraz płyniemy razem w czasie, do nieuchronnego końca, każdy w swoim czasie, jak dwa owady w swoich kawałkach bursztynu. Takie chwile wyciszenia były potrzebne, żeby się zupełnie nie zapamiętać w codzienności, bo myślę, że inaczej można by uronić coś bardzo ważnego. Nie zrozumieć czegoś, co zrozumieć trzeba.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 08:01
                                                    sabat777 napisał: Może trochę mi pomo
                                                    > gło to, że wcześniej miałem pod opieką dorastającego pieska i muszę przyznać, ż
                                                    > e to uczucie gorączkowego pilnowania czy zwierzątko coś pomysłowego właśnie nie
                                                    > uskutecznia jest nawet dość podobne do pilnowania dzieci zaczynających samodzi
                                                    > elnie chodzić.

                                                    Umarłam;)

                                                    Dzidziuś się oczywiście momentalnie mościł i koko
                                                    > cił, a jak już się pokręcił chwile głaskany to zasypiał. Ale to było dobre, bo
                                                    > przychodził moment refleksji i takiego zaskoczenia, że oto część mnie leży obok
                                                    > jako odrębna istota, która rozpoczęła swoją osobną drogę w tym świecie. I że ł
                                                    > ączy nas nierozerwalna więź przyczyny i skutku. Jest ktoś nowy, przywołany z ci
                                                    > emności i teraz płyniemy razem w czasie, do nieuchronnego końca, każdy w swoim
                                                    > czasie, jak dwa owady w swoich kawałkach bursztynu. Takie chwile wyciszenia był
                                                    > y potrzebne, żeby się zupełnie nie zapamiętać w codzienności, bo myślę, że inac
                                                    > zej można by uronić coś bardzo ważnego. Nie zrozumieć czegoś, co zrozumieć trze
                                                    > ba.

                                                    Można po śmierci zwymiotować tęczą?
                                                  • sabat777 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 08:42
                                                    zawle napisała:

                                                    > Można po śmierci zwymiotować tęczą?

                                                    Po śmierci to już chyba tylko treścią żołądkową.
                                                    Ale nie martw się, następnym razem napiszę, że już będąc uczniem szkoły podstawowej hodowałem tygrysa bengalskiego w piórniku i strugałem ołówki maczetą. Albo że wymachiwałem maczetą i same się, skubane, strugały ze strachu. To bardziej męskie i można zaimponować lachonowi, co by go wyruchać. A po ruchaniu przyjebać mu z misia, żeby nie zapominał kto rządzi w tym związku. Przepraszam, kurwa, excuse my french, z jakiego misia? Z niedźwiedzia :D
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 12:32
                                                    sabat777 napisał:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > Można po śmierci zwymiotować tęczą?
                                                    >
                                                    > Po śmierci to już chyba tylko treścią żołądkową.
                                                    > Ale nie martw się, następnym razem napiszę, że już będąc uczniem szkoły podstaw
                                                    > owej hodowałem tygrysa bengalskiego w piórniku i strugałem ołówki maczetą. Albo
                                                    > że wymachiwałem maczetą i same się, skubane, strugały ze strachu. To bardziej
                                                    > męskie i można zaimponować lachonowi, co by go wyruchać. A po ruchaniu przyjeba
                                                    > ć mu z misia, żeby nie zapominał kto rządzi w tym związku. Przepraszam, kurwa,
                                                    > excuse my french, z jakiego misia? Z niedźwiedzia :D

                                                    Możesz sobie pisać co chcesz bajkopisarzu. Ale o lachonach i ruchaniu to nic nie wiesz. Ale ćwicz, co tam chcesz...bajkopisanie lub ruchanie.
                                                  • sabat777 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 21:45
                                                    zawle napisała:

                                                    > Możesz sobie pisać co chcesz bajkopisarzu. Ale o lachonach i ruchaniu to nic ni
                                                    > e wiesz. Ale ćwicz, co tam chcesz...bajkopisanie lub ruchanie.

                                                    Teraz wolę poruchać, bajkopisanie zostawię sobie na starość. Boję się, że w odwrotnej kolejności mogłoby mi się nie udać ;)
                                                  • sid.le.niwiec Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 18:47
                                                    > Dlaczego spekulacją. Przecież bezdzietni też mają oczy i mogą widzieć metody
                                                    > wychowawcze znajomych

                                                    No i właśnie o to chodzi - jak widzę w autobusie scenę z cyklu "nie kop pana, bo się spocisz" czy widzę koleżanki umęczone macierzyństwem, to chyba mogę mieć na ten temat opinię, czy nie, bo nie mam dzieci, więc wiedza i mądrość na mnie nie spłynęły?
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 08:16
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > mabelle2000 napisała:
                                                    >
                                                    > > Na forum mozna dyskutowac do woli, co nie zmienia faktu, ze opowiesci bez
                                                    > dzietnych o rodzicielstwie zawsze beda czysta spekulacja
                                                    >
                                                    > Dlaczego spekulacją. Przecież bezdzietni też mają oczy i mogą widzieć metody wy
                                                    > chowawcze znajomych, to raz, a dwa, to przecież każdy z nas był dzieckiem, każd
                                                    > y z nas był jakoś wychowywany i dziś, będąc dorosłymi ludźmi poddajemy analizie
                                                    > metody jakie względem nas stosowano.

                                                    Gdybyż pedagogika była taka prosta. I ludzie tacy prości.
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 17:19
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Dobrze wiesz, ze Sabat oberwal za hipokryzje,

                                                    Nie wiem za co oberwał Sabat, wiem za to, że albo jesteśmy konsekwentni i nie wypowiadamy się bo jak to ujęłaś "nie jesteśmy w cudzej skórze", albo jednak dochodzimy do wniosku że powinniśmy -bo to daje jakieś inne spojrzenie na problem.

                                                    Ja wiem, że najfajniej to byłoby tak okrakiem i raz się wypowiadać, a gdy temat niewygodny to powołać się na brak doświadczenia rozmówcy w danym temacie, ale to wtedy czysta ściema jest i nic więcej.
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 17:30
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Ja wiem, że najfajniej to byłoby tak okrakiem i raz się wypowiadać, a gdy temat
                                                    > niewygodny to powołać się na brak doświadczenia rozmówcy w danym temacie, ale
                                                    > to wtedy czysta ściema jest i nic więcej.

                                                    Kutuzow, tu nie chodzi o mniejsze doswiadczenie, tu chodzi o kompletny jego brak :-)
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 18:31
                                                    mabelle2000 napisała:
                                                    > Kutuzow, tu nie chodzi o mniejsze doswiadczenie, tu chodzi o kompletny jego bra
                                                    > k :-)

                                                    .. a jakie masz doświadczenie w problemie, że żona po dzieciach odmawia Ci seksu, że doradzasz Sabatowi wbrew temu co sama pisałaś?
                                                    Czy to nie jest tak że Twoej doświadczenie jest bardziej twojsze bo jest Twoje, a ten drugi to pewnie sie nie zna i głupoty plecie (np. o dzieciach).
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 18:58
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > .. a jakie masz doświadczenie w problemie, że żona po dzieciach odmawia Ci seks
                                                    > u, że doradzasz Sabatowi wbrew temu co sama pisałaś?

                                                    Powtarzam, nie doradzam Sabatowi, tylko pokazuje mu jego hipokryzje. Ty mozesz wyszukiwac na forum podwojne standardy, wiec ja tez moge.
                                                    Doswiadczenia w problemie rzeczywiscie nie mam zadnego, no moze oprocz faktu, ze sama bylam taka" niedajaca zona".

                                                    > Czy to nie jest tak że Twoej doświadczenie jest bardziej twojsze bo jest Twoje,
                                                    > a ten drugi to pewnie sie nie zna i głupoty plecie (np. o dzieciach).

                                                    Pudlo. Nigdzie nie napisalam, ze bezdzietni pisza glupoty, wrecz przeciwnie- oby pisali na forum jak najwiecej. Nie oszukujmy sie tylko, ze nasze uczucia, emocje sa identyczne, nie sa, bo ja mam dzieci, a oni nie.
                                                  • sabat777 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 22:59
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    > Powtarzam, nie doradzam Sabatowi, tylko pokazuje mu jego hipokryzje. Ty mozesz
                                                    > wyszukiwac na forum podwojne standardy, wiec ja tez moge.

                                                    Spoko. Przy czym wiedz, że jestem złośliwą małpą i odwdzięczę się pięknym za nadobne, jeśli tylko nadarzy się okazja. :)
                                                  • that.bitch.is.sick Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 23:52
                                                    mabelle2000 napisała:

                                                    >
                                                    > Ne wmawiaj mi czegos czego nie napisalam i czego Zawle tez nie napisala, bo nik
                                                    > t nikomu tu ust nie zamyka. Na forum mozna dyskutowac do woli, co nie zmienia f
                                                    > aktu, ze opowiesci bezdzietnych o rodzicielstwie zawsze beda czysta spekulacja
                                                    > (o co oczywiscie w zaden sposob nie mozna miec do nich pretensji.)


                                                    A ja bym powiedziała wręcz przeciwnie, że spojrzenie z zewnątrz może być obiektywniejszym i słuszniejszym osądem niż emocjonalnie nacechowane spojrzenie osób doświadczających całej sprawy. Spekulacja spekulacją ale gdy widzę że pijany sąsiad bije dziecko, to nie muszę być matką by reagować słuszniej niż on. I idąc tym tropem mam prawo wytknąć matce gdy widzę zachowanie odbiegające od normy bo fizyczne wydanie na świat dziecka nikogo nie czyni ekspertem ani specjalistą, nawet poszłabym dalej - nie czyni nikogo rodzicem, samo nominalne nim bycie. Mamy prawo i powinniśmy oceniać rodziców w wymiarze moralnym, ogólnoludzkim i.. każdym innym, nie ma tu nic do rzeczy umiejętność lub brak wczuwania się w ich sytuację. Zresztą czy czyjeś subiektywne jednostkowe doświadczenie - jest wiedzą o rodzicielstwie sensu stricte? To tak różne doświadczenia i relacje, że trudno tu o uniwersalność :)
                                                  • mabelle2000 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 00:00
                                                    Piszesz nie na temat. Krotko- nie powiem Ci jak sie czuje majac wzwod, bo nie mam chuja. Teraz rozumiesz ?
                                                  • sid.le.niwiec Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 17:06
                                                    Bitch pisze właśnie na temat i sensownie, za to Ty takim porównaniem prezentujesz postawę takiej typowej, współczesnej matki, do której strach się odezwać, bo zawsze źle i nikt jej nie rozumie. Coś jak ta pani:
                                                    foch.pl/foch/1,148268,18926213,20-rzeczy-ktorych-lepiej-nie-mowic-pelnoetatowej-mamie.html
                                                    Dobrze, ze moi znajomi maja inaczej i możemy rozmawiać np. o pracy (chociaż pracujemy w różnych branżach, wiec przecież nikt nikogo nie zrozumie), ja mogę opowiedzieć o wyjeździe w miejsce, gdzie ikt nie był, a koleżanka o tym, jak jej się żyje i pracuje w Anglii, chociaż reszta żyje i pracuje w Polsce.
                                                    Poza tym jeszcze raz podkreślam, że chodzi o swoje zdanie na temat jakichś zachowa i zjawisk bo przeżycia pani X czy pani Y związane z ich macierzyństwem, obchodzą je i może garstkę najbliższych im osób, więc nie trzeba się czuć dotkniętym, że ktoś zawłaszcza świętość.
                                                    Zawle napisała, że wkurwiają ją ataki na matki, a mnie irytuje postawa wielu współczesnych matek, którym nie można nic powiedzieć, ale jeśli się nic nie mówi, to też źle, bo brak zainteresowania jest obrazą.
                                                    Sorry, musiałam.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 17:12
                                                    sid.le.niwiec napisał(a):

                                                    > Bitch pisze właśnie na temat i sensownie, za to Ty takim porównaniem prezentuje
                                                    > sz postawę takiej typowej, współczesnej matki, do której strach się odezwać, bo
                                                    > zawsze źle i nikt jej nie rozumie. Coś jak ta pani:
                                                    > rel="nofollow">foch.pl/foch/1,148268,18926213,20-rzeczy-ktorych-lepiej-nie-mowic-pelnoetatowej-mamie.html
                                                    > Zawle napisała, że wkurwiają ją ataki na matki, a mnie irytuje postawa wielu ws
                                                    > półczesnych matek, którym nie można nic powiedzieć, ale jeśli się nic nie mówi,
                                                    > to też źle, bo brak zainteresowania jest obrazą.
                                                    > Sorry, musiałam.

                                                    Ależ proszę, nie przepraszaj. Myślę że pełnoetatowe , "nie chcące dzieci" "singielki" też mają swój zestaw:))
                                                  • sid.le.niwiec Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 17:21
                                                    Owszem, mają, np. "kiedy mąż", "kiedy dziecko", ale to chyba inna kategoria, niż "dużo ci choruje" czy "wysyłasz go już do przedszkola"?:)
                                                    Bo przyznaję, że współczuje czy o stresie, to nieco cięższy kaliber.:)
                                                  • ninek04 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 20:26
                                                    sid.le.niwiec napisał
                                                    >Owszem, mają, np. "kiedy mąż", "kiedy dzieci ", ale to chyba inna kategoria, niż "dużo ci choruje" czy "wysyłasz go już do przedszkola"?:)
                                                    Bo przyznaję, że współczuje czy o stresie, to nieco cięższy kaliber.:)<

                                                    Eee, wszystkie takie przycinki bywają wkurwiające.Ale nie jest też tak,że jak masz dzieci, to bez przerwy siedzisz w tych kaszkach,kupkach i chorobach. Daj spokój, nie każda jest tak zamulona miłością macierzyńską,by pierdolić tylko na jedną nutę, każdemu i wszędzie, bez względu na okoliczności. Taki stan dość szybko mija i stajesz się normalna ;)
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 20:37
                                                    ninek04 napisała: Daj sp
                                                    > okój, nie każda jest tak zamulona miłością macierzyńską,by pierdolić tylko na j
                                                    > edną nutę, każdemu i wszędzie, bez względu na okoliczności. Taki stan dość szyb
                                                    > ko mija i stajesz się normalna ;)

                                                    na imprezie spotykasz zajebistego faceta i wtedy słyszysz....zawle, jak tam po porodzie? Doszłaś do siebie? Nie wypada ci już odbyt?;)))
                                                  • hello-kitty2 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 19:12
                                                    zawle napisała:

                                                    > porodzie? Doszłaś do siebie? Nie wypada ci już odbyt?;)))

                                                    Zawle ;-)))) Podlacze sie: o wypadajacym odbycie nie slyszalam natomiast ta kumpela co rodzila latem to lazi (i jeczy) z niewchlonietym hamoroidem, ktory to skutecznie hamuje ja przed rozpoczeciem wspolzycia. Moj sie wchlonal sam ;-) Dobra skonczmy, bo sie bezdzietni porzygaja ;)
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 17.12.15, 22:41
                                                    hello-kitty2 napisała:

                                                    > zawle napisała:
                                                    >
                                                    > > porodzie? Doszłaś do siebie? Nie wypada ci już odbyt?;)))
                                                    >
                                                    > Zawle ;-)))) Podlacze sie: o wypadajacym odbycie nie slyszalam natomiast ta kum
                                                    > pela co rodzila latem to lazi (i jeczy) z niewchlonietym hamoroidem, ktory to s
                                                    > kutecznie hamuje ja przed rozpoczeciem wspolzycia. Moj sie wchlonal sam ;-) Dob
                                                    > ra skonczmy, bo sie bezdzietni porzygaja ;)

                                                    Lepiej się teraz porzygać niż potem się zdziwić;)
                                                  • sea.sea Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 18.12.15, 00:48
                                                    Z mojej wiedzy ogólnej to wynika, że hemoroidy się normalnie i dość łatwo leczy/wykonuje się na nich zabieg.
                                                    No ale przecież lepiej pocierpiętniczyć :))))
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 08:48
                                                    that.bitch.is.sick napisała: > A ja bym powiedziała wręcz przeciwnie, że spojrzenie z zewnątrz może być obiekt
                                                    > ywniejszym i słuszniejszym osądem niż emocjonalnie nacechowane spojrzenie osób
                                                    > doświadczających całej sprawy. Spekulacja spekulacją ale gdy widzę że pijany są
                                                    > siad bije dziecko, to nie muszę być matką by reagować słuszniej niż on. I idąc
                                                    > tym tropem mam prawo wytknąć matce gdy widzę zachowanie odbiegające od normy bo
                                                    > fizyczne wydanie na świat dziecka nikogo nie czyni ekspertem ani specjalistą,
                                                    > nawet poszłabym dalej - nie czyni nikogo rodzicem, samo nominalne nim bycie. Ma
                                                    > my prawo i powinniśmy oceniać rodziców w wymiarze moralnym, ogólnoludzkim i.. k
                                                    > ażdym innym, nie ma tu nic do rzeczy umiejętność lub brak wczuwania się w ich s
                                                    > ytuację. Zresztą czy czyjeś subiektywne jednostkowe doświadczenie - jest wiedzą
                                                    > o rodzicielstwie sensu stricte? To tak różne doświadczenia i relacje, że trudn
                                                    > o tu o uniwersalność :)

                                                    Ładnie napisałaś i prawdę. Ja jednak powracam do meritum...oby i Ciebie kiedyś zycie nie zaskoczyło, bo chyba na wszystkie ewentualności mądrości nie masz? I żeby Cię nikt nie ocenił wtedy jako głupiej, naiwnej i poniżej poziomu z mądrością starej, parchatej sowy.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 08:13
                                                    kutuzow napisał:
                                                    > Marku,
                                                    > Taka mała sugestia.
                                                    > Następnym razem jak Zawle będzie krytykowała Twój talent literacki, odbij piłec
                                                    > zkę w ten sam sposób "ile książek napisałaś żeby się wymądrzać o pisarstwie". M
                                                    > oże wtedy zrozumie jak głupi był jej argument, że tylko matki mogą dyskutować o
                                                    > dzieciach i ich wychowaniu.

                                                    Na temat pisania ksiązek się wymądrzać nie będę, a ten proces można porównywac do wychowywania. Książek się naczytałam dużo, więc mam prawo się na ten temat wypowiadać. Jedynym argumentem rzeczowym byłoby ...ile MOICH książek przeczytałaś Zawle? I tu bym poległa. Bo przecież nie powinno się oceniać książek na podstawie cech charakteru czy próbek pisaniny na forum. Trochę dla ścisłości i racjonalności
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 09:51
                                                    zawle napisała:
                                                    > Na temat pisania ksiązek się wymądrzać nie będę, a ten proces można porównywac
                                                    > do wychowywania. Książek się naczytałam dużo, więc mam prawo się na ten temat w
                                                    > ypowiadać. Jedynym argumentem rzeczowym byłoby ...ile MOICH książek przeczytała
                                                    > ś Zawle? I tu bym poległa. Bo przecież nie powinno się oceniać książek na podst
                                                    > awie cech charakteru czy próbek pisaniny na forum. Trochę dla ścisłości i racjo
                                                    > nalności

                                                    No własnie nie. Pisałaś o tym jak przebiegało TWOJE macierzyństwo i że bezdzietni nie mają prawa go oceniać (bo nic o tym nie wiedzą). Ty oceniasz Marka pisarstwo, mimo że nic nie wiesz o procesie twórczym w jakim powstawały jego książki. Może podobnie jak wychowanie Twoich dzieci to był ból pot i łzy, a Ty która nie napisałaś żadnej książki, przychodzisz i oceniasz jak Ci bezdzietni Twe macierzyństwo.
                                                    Innym może pisarstwo przychodzić łatwo (jak macierzyństwo tym matkom których dzieci przesypiają całe dnie), a dla drugich bywa ciężko. Mimo to oceniamy efekty końcowe, a nie trud. Dostrzegasz analogie?

                                                    Potrafisz ocenić jakoś pisarstwa na podstawie porównania do innych dzieł, (nie pisząc własnej książki), ale nie dopuszczasz oceny macierzyństwa na podstawie porównania do innych i obserwacji.
                                                  • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 16.12.15, 10:11
                                                    kutuzow napisał: > No własnie nie. Pisałaś o tym jak przebiegało TWOJE macierzyństwo i że bezdziet
                                                    > ni nie mają prawa go oceniać (bo nic o tym nie wiedzą).

                                                    Nieprawda, MOJE macierzyństwo nie było oceniane, więc chyba musiałabym być neurotyczką żeby pisać o SWOIM. Pisałam o tym jak przebiegało moje, po to żeby unaocznić fakt że życie zaskakuje. I że przypisywanie innym cech osób mało rozgarniętych jest płytkie. Więc kolejność zupełnie odwrotna.

                                                    Ty oceniasz Marka pisar
                                                    > stwo, mimo że nic nie wiesz o procesie twórczym w jakim powstawały jego książki
                                                    > . Może podobnie jak wychowanie Twoich dzieci to był ból pot i łzy, a Ty która n
                                                    > ie napisałaś żadnej książki, przychodzisz i oceniasz jak Ci bezdzietni Twe maci
                                                    > erzyństwo.

                                                    To już sobie myślałam wyjaśniliśmy. Nie chodzi mi o ocenę macierzyństwa jako takiego, tylko o przypisywanie innym cech osób mało rozgarniętych, tylko dlatego że trudno im sobie z tym co zastali poradzić ( a każdy wie jak jest, zwłaszcza ten co akurat nie wie).

                                                    > Innym może pisarstwo przychodzić łatwo (jak macierzyństwo tym matkom których dz
                                                    > ieci przesypiają całe dnie), a dla drugich bywa ciężko. Mimo to oceniamy efekty
                                                    > końcowe, a nie trud. Dostrzegasz analogie?

                                                    No własnie nie. Bo nie oceniano efektu końcowego ( dziecka) , tylko podejście do procesu. Piszesz książkę i masz niemoc twórczą? No weż, oczywistością jest że łatwo nie bedzie ( nigdy nie napisał żadnej książki, ale WIE)

                                                    >
                                                    > Potrafisz ocenić jakoś pisarstwa na podstawie porównania do innych dzieł, (nie
                                                    > pisząc własnej książki), ale nie dopuszczasz oceny macierzyństwa na podstawie p
                                                    > orównania do innych i obserwacji.

                                                    Potrafię ocenić poziom uspołecznienia dziecka, ale oceniając efekt końcowy, mądry człowiek bierze pod uwagę milion różnych aspektów. Zarówno dziecka jak i wychowawcy. Z tym że jak powiedziałam, nie ma tu mowy o ocenie procesu, czy też osoby piszącej. A tu to miało miejsce.
                                                • zawle Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 12:16
                                                  kutuzow napisał: > Wychodząc z takiego założenia jaki zaprezentowałaś (że o dzieciach rozmawiać mo
                                                  > ga tylko Ci co je mają), powinniśmy rozszerzyć to na inne tematy. Np. o problem
                                                  > ach facetów, rozmawiają tylko facecji (więc baby wynocha z postów Sabata), o pr
                                                  > oblemach tych co seksu nie mają, tylko Ci co go nie mają (więc ta połowa forum
                                                  > co bzyka, wynocha do domu), o problemach kochanek i kochanków, tylko Ci co są k
                                                  > ochankami itp.
                                                  >
                                                  > Podpowiem Ci że już nawet jest takie forum gdzie o dzieciach rozmawiają tylko C
                                                  > i co te dzieci mają - nazywa się eMatka. Jeśli podoba Ci się tamten poziom i ch
                                                  > cesz go zaszczepić tutaj, to ja mówię Pass.


                                                  To dyskutuj merytorycznie, a nie oceniasz mój poziom Kutuzow. No jak widzisz czasami się nie da. Na temat facetów wiem wiele, ale nie zabieram głosu w tematach jak utrzymać 50 letni związek z jednym, bo za cholerę o tym nic nie wiem. Bo nie koja bajka, nie moja wartość. Nie wymądrzam się na temat emocji/bólu podczas/po cesarce, bo za cholerę nie mam na ten temat pojęcia. Nie oceniam czy pani za bardzo krzyczy, czy za bardzo ostrożna, czy przesadza, bo nie siedzę w cudzej skórze i cudzym życiu. A ataki na matki mnie wkurwiają i mam w dupie konwenanse i poprawność polityczną gdy kolejny "niezorientowany" ocenia i wyciąga wnioski na podstawie cudzych słów ( i własnych przekonań). Nie wiem co tam piszą na ematkach, po kiego Ty tam siedzisz i wiesz skoro Ci poziom nie odpowiada?
                                                  • kutuzow Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 14:37
                                                    zawle napisała:
                                                    > To dyskutuj merytorycznie, a nie oceniasz mój poziom Kutuzow.

                                                    No sorry, ale przecież wg Ciebie nie powinienem się odzywać bo jak Bitch ja też dzieci nie mam.
                                                    Poza tym nie oceniam Twojego poziomu, tylko pokazuje że argumenty w stylu "Co ty K*** wiesz o życiu" są słabe, zastępują te prawdziwe/merytoryczne gdy tych brak..

                                                    > A ataki na matki mnie wkurwiają i mam w dupie konwenan
                                                    > se i poprawność polityczną gdy kolejny "niezorientowany" ocenia i wyciąga wnios
                                                    > ki na podstawie cudzych słów ( i własnych przekonań).

                                                    Widzisz, Ciebie wkurza to, innych wkurza co innego. Gdybyśmy mieli wypowiadać się tylko w kwestii tego co nas osobiście dotyczy, to życie na forum by zamarło. Byłoby trochę na zasadzie "wiódł ślepy kulawego".

                                                    Umysł ludzki jest na tyle elastyczny i empatyczny, że potrafimy zrozumieć co czuje druga osoba, nawet jeśli nie mamy takich samych doświadczeń. Próba kneblowania, tych co mają inne doświadczenia to ślepa uliczka.

                                                    Co do "cudzych słów" - Ty wyciągasz wnioski na podstawie słów Sabata czy Marka i jakoś nikt Ci nie mówi "co Ty tam wiesz", to nie Twoje doświadczenia.

                                                    > Nie wiem co tam piszą na
                                                    > ematkach, po kiego Ty tam siedzisz i wiesz skoro Ci poziom nie odpowiada?

                                                    Mogę czytać z ciekawości i nic nie pisać (jeśli mi poziom nie odpowiada).
                                                  • hello-kitty2 Re: z serii: "Co ty tam wiesz dziecko" 15.12.15, 15:03
                                                    kutuzow napisał:

                                                    > Umysł ludzki jest na tyle elastyczny i empatyczny, że potrafimy zrozumieć co cz
                                                    > uje druga osoba, nawet jeśli nie mamy takich samych doświadczeń.

                                                    hehe fajny belkot. Potrafimy zrozumiec? Naprawde potrafimy? To ja proponuje cwiczonko dla Kutuzowa zeby zrozumial osobe kochajaca Boga, nastepnie zrozumial ostatnio opisywana przez Sabata Belgijke, ktora uciekla do Syrii i ktora zamordowano, nastepnie matke dziecka chorego na raka, nastepnie osobe planujaca samobojstwo, ect. Z dotychczasowych postow Kutuzowa wynika niestety, ze do zrozumienia, faktycznego poczucia jak to jest, mu doprawdy baaardzo daleko.
                                            • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:14
                                              sid.le.niwiec napisał(a):

                                              > > > Ile masz dzieci?
                                              > >
                                              > > Co to ma do rzeczy, przepraszam?
                                              >
                                              > No jak to co?:>
                                              > Jeśli nie masz, to nie powinnaś wypowiadać się na temat rozczarowania macierzyń
                                              > stwem, które przezywają np. kobiety z otoczenia, bo dopiero poród czyni ekspert
                                              > em w każdym temacie związanym z macierzyństwem i dziećmi.;)

                                              No co Ty sid...może oceniać ile wlezie;) Tobie ocenienie w ogóle nie przeszkadza, a każdy sądzie wedle siebie.
                                            • that.bitch.is.sick Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:28
                                              sid.le.niwiec napisał(a>
                                              > No jak to co?:>
                                              > Jeśli nie masz, to nie powinnaś wypowiadać się na temat rozczarowania macierzyń
                                              > stwem, które przezywają np. kobiety z otoczenia, bo dopiero poród czyni ekspert
                                              > em w każdym temacie związanym z macierzyństwem i dziećmi.;)

                                              Mam nadzieję że to żart. Bo pisałam o zjawisku widzianym TYLKO od zewnątrz nurzającego się we własnym cierpieniu klubu matek. Inni angażują się aby odciążyć, podzielić odpowiedzialność, a mimo to młoda matka reaguje podminowanym hormonalnie rozżaleniem nie dostrzegając tych starań. Mówiły mi to babcie na przykład.

                                              Don't hate what you can't imitate.
                                              • sid.le.niwiec Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 18:49
                                                > Mam nadzieję że to żart.

                                                Oczywiście, że żart, a nawet ironia.:)
                                    • bcde Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 13.12.15, 17:53
                                      >Ona ma pretensje, ze nie czuje we mnie wsparcia. Ze wszystko jest jej na jej glowie i pada na pysk. Ze myje, karmi i podaje leki malym, a ja nawet nie przeczytam im ksiazeczki. Ze jest w domu praczka, pomywaczka, sprzataczka i szoferem. Ze ciagnie ten wozek sama, a ja slecze przed monitorem laptopa albo tabletem. I ze potem nie ma nawet sily myslec o seksie, a nawet jak by miala, to czuje zlosc o to wszystko i jej sie odechciewa.

                                      Jak na ojca dwóch małych chłopaków, to faktycznie sporo czasu tracisz na forum. Może żona ma trochę racji?
                                      • sabat777 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 00:04
                                        bcde napisał:

                                        > Jak na ojca dwóch małych chłopaków, to faktycznie sporo czasu tracisz na forum.
                                        > Może żona ma trochę racji?

                                        Jasne, przecież sam o tym pisałem, że spędzam na forum za dużo czasu.
                                        Mimo tego, że ona w dużej mierze mija się z prawdą co do pomocy w domu i przy dzieciach. Jadę na szmacie równo z nią? Nie widzi tego. Myję naczynia po 2 razy dziennie? Tylko ona myje w tym domu naczynia. Odkurzam cały dom? Tam są jeszcze kłaki.
                                        Wczoraj umyłem naczynia, poodkurzałem dywan w dużym pokoju, umyłem w łazience brodzik mleczkiem czyszczącym, armaturę, szafkę lustrzaną, umywalkę, kibel na zewnątrz i potem wewnątrz odkamieniaczem i szczotką. Wszystkie butelki z szamponami, dezodorantami itd odkurzyłem szmatą na mokro. Ona w tym czasie zamiatała. Ale się narobiłam! Zacząłem robić sobie obiad, słyszę że buszuje w łazience. Woła mnie. Źle umyłem brodzik, nie przetarłem panelu na zewnątrz. Wzięła szczoteczkę do zębów i czyści nią fugi i silkon. Co to jest? Zobacz jaki brud.
                                        To jest dużo? Nie, to jest mało, zajęło mi to może godzinę. Powinno pół.
                                        Ale są tacy co nic nie ruszą w domu, a obiad chcą pod nos. Niby chujowy argument, ale jednak.
                                        A jaki to ma wpływ na seks? Żadne stary. To jest z dupy argument, bo jak nie było dzieci, to litania była ta sama, a jak ze mną nie mieszkała, to religia i trolle majtole.
                                        Potwór mi zarzuca, że to moje zachowanie jest powodem. Gówno - Marek był bliżej z tym złym wyborem. Tak jest, to akurat jest prawda. U mnie było widać od początku.
                                        Ktoś może zapytać dlaczego tak wybrałem, przecież jestem sobie sam winny, zamiast zaklinać rzeczywistość trzeba było to przeciąć. Ja znam odpowiedź. Siedzi w mojej głowie. "Nie zasługuję na więcej". I całkiem możliwe, że wtedy miałem rację.
                                        Ale nie mów mi, że nie jadę na szmacie, bo za chwilę zapytam ile Ty na szmacie jedziesz w domu bcde ;)
                                        • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 07:01
                                          >Mimo tego, że ona w dużej mierze mija się z prawdą co do pomocy w domu i przy dzieciach. Jadę na szmacie równo z nią? Nie widzi tego. Myję naczynia po 2 razy dziennie? Tylko ona myje w tym domu naczynia. Odkurzam cały dom? Tam są jeszcze kłaki. <
                                          >Ktoś może zapytać dlaczego tak wybrałem, przecież jestem sobie sam winny, zamiast zaklinać rzeczywistość trzeba było to przeciąć. Ja znam odpowiedź. Siedzi w mojej głowie. "Nie zasługuję na więcej". I całkiem możliwe, że wtedy miałem rację.


                                          Niektórzy /e tak mają, nawet jakbyś sprzątał,czy krzątał się całe dnie,to i tak będzie za mało, albo niedokładnie i po łebkach.Już niekiedy talerzyk odłożony nie w to miejsce może być przyczynkiem do tego,że nic nie robisz,albo flejtuch z ciebie i można zacząć lawinę pretensji o wszystko i o nic.Bo tobie się nie chce, a ja zapierdalam-po pewnym czasie, jeśli wymiana zdań dotyczy nawet czego innego, to i tak zawsze padnie w którymś momencie, a bo ty źle robisz.Pewne typy tak mają i nic im nie zrobisz.
                                          A z tym złym wyborem to też bywa różnie, na początku wydaje się, że to ten najwlasciwszy, idealny, pasujący do mnie, a za jakiś czas wszystko zaczyna się rozjeżdżać.
                                          I nigdy nie jest za późno, żeby zmienić sposób myślenia,że jednak zasługuję na więcej, albo zasługuję na spokój wewnętrzny, albo na to,że chciałabym coś z tego życia jeszcze wycisnąć dla siebie.
                                          • sabat777 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 08:03
                                            Zacznijmy od tego, ze talerzyk nie powinien byc nigdzie odlozony, ani tym bardziej nie powinien byc w zlewie, gdyz zlew jest miejscem gdzie spoczywaja jego talerzyki. Jego moga, poniewaz on jest jedyna osoba, ktora w tym domu myje naczynia. Twoj talerzyk powinien zostac umyty bezposrednio po jedzeniu, osuszony szmatka i wstawiony do czystych naczyn, bo inaczej bedzie zajmowac okapnik, i on znowu nie bedzie mial gdzie odlozyc Twoich zasranych naczyn, ktore zalegaja nieumyte w zlewie ;)
                                            • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 08:20
                                              sabat777 napisał:

                                              > Zacznijmy od tego, ze talerzyk nie powinien byc nigdzie odlozony, ani tym bardziej nie powinien byc w zlewie, gdyz zlew jest miejscem gdzie spoczywaja jego talerzyki.
                                              ============================================
                                              Sabat, to jest ekstrapolacja władzy nad talerzykiem, przez władzę na temat zmywania, sprzątania, oceny czy Ty to dobrze robisz aż do władzy nad Tobą.
                                              Gdybyś odwrócił się i powiedział spokojnym głosem: ,,ja teraz zmywam, ja decyduję, gdzie ten pierdolony talerzyk teraz będzie, a ty zajmij się czymś innym, a jak nie masz czym, to kochanie odpocznij" sprawę byś rozwiązał w minutę.
                                              • potwor_z_piccadilly Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 19:44
                                                marek.zak1 napisał:

                                                > Sabat, to jest ekstrapolacja władzy nad talerzykiem, przez władzę na temat zmyw
                                                > ania, sprzątania, oceny czy Ty to dobrze robisz aż do władzy nad Tobą.
                                                > Gdybyś odwrócił się i powiedział spokojnym głosem: ,,ja teraz zmywam, ja decydu
                                                > ję, gdzie ten pierdolony talerzyk teraz będzie,

                                                A może to całe na ramię broń wyglądać tak www.youtube.com/watch?v=UiNPzGF7aew
                                                • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:27
                                                  potwor_z_piccadilly napisał:

                                                  > marek.zak1 napisał:
                                                  >
                                                  > > Sabat, to jest ekstrapolacja władzy nad talerzykiem, przez władzę na temat zmywania, sprzątania, oceny czy Ty to dobrze robisz aż do władzy nad Tobą. Gdybyś odwrócił się i powiedział spokojnym głosem: ,,ja teraz zmywam, ja decyduję, gdzie ten pierdolony talerzyk teraz będzie,
                                                  >
                                                  > A może to całe na ramię broń wyglądać tak www.youtube.com/watch?v=UiNPzGF7aew
                                                  ================================================

                                                  Pozycja w nieformalnej grupie, w tym w małżeństwie, ustala się niemal od samego początku i potem już nie ulega zmianie. Może ulega, ale ja czegoś takiego nie widziałem.
                                                  • potwor_z_piccadilly Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:50
                                                    marek.zak1 napisał:

                                                    > Pozycja w nieformalnej grupie, w tym w małżeństwie, ustala się niemal od samego
                                                    > początku i potem już nie ulega zmianie. Może ulega, ale ja czegoś takiego nie
                                                    > widziałem.

                                                    To i lepiej nie oglądaj. Bo to widzisz, wszystko niby jest ustalone, a tu istnieje prawdopodobieństwo, że nasza ziemia zrobi stop, a po nim zacznie obracać się na odwyrdkę i to będzie nasz koniec, czytaj, szlag nas trafi www.youtube.com/watch?v=6fbM_q-OCCc
                                                  • marek.zak1 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 22:29
                                                    potwor_z_piccadilly napisał:

                                                    > marek.zak1 napisał:
                                                    >
                                                    > > Pozycja w nieformalnej grupie, w tym w małżeństwie, ustala się niemal od samego
                                                    > > początku i potem już nie ulega zmianie. Może ulega, ale ja czegoś takiego nie widziałem.
                                                    >
                                                    > To i lepiej nie oglądaj. Bo to widzisz, wszystko niby jest ustalone, a tu istnieje prawdopodobieństwo, że nasza ziemia zrobi stop, a po nim zacznie obracać się na odwyrdkę i to będzie nasz koniec, czytaj, szlag nas trafi
                                                    =============================================
                                                    Tak, istnieje, tak samo, jak istnieje, że zona Sabata się zmieni, ale problem jest w tym, że to prawdopodobieństwo jest bardzo małe.
                                            • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 17:56
                                              >Twoj talerzyk powinien zostac umyty bezposrednio po jedzeniu, osuszony szmatka i wstawiony do czystych naczyn, bo inaczej bedzie zajmowac okapnik, i on znowu nie bedzie mial gdzie odlozyc Twoich zasranych naczyn, ktore zalegaja nieumyte w zlewie ;)<

                                              Ale Twoje zasrane naczynia jak najbardziej mogą zalegać w zlewie, ponieważ tylko on potrafi je zmyć najlepiej i najdokładniej, bez smug i zarysowań,za to Ty nawet i takiej najprostszej rzeczy nie jesteś w stanie zrobić, no to se sam zmywaj i się w nich przeglądaj ;)
                                              • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 20:15
                                                ninek04 napisała:
                                                > Ale Twoje zasrane naczynia jak najbardziej mogą zalegać w zlewie, ponieważ tylk
                                                > o on potrafi je zmyć najlepiej i najdokładniej, bez smug i zarysowań,za to Ty n
                                                > awet i takiej najprostszej rzeczy nie jesteś w stanie zrobić, no to se sam zmyw
                                                > aj i się w nich przeglądaj ;)

                                                Weż go nie podpuszczaj, bo dostanie karę przez Ciebie;)
                                        • bcde Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 14.12.15, 21:41
                                          >Ale nie mów mi, że nie jadę na szmacie, bo za chwilę zapytam ile Ty na szmacie jedziesz w domu bcde ;)

                                          Wierzę ci. Napisałem tylko dlatego, że szkoda mi się zrobiło chłopaków, którym nie masz czasu poczytać książeczki. Jestem pod wrażeniem twoich prac domowych, bo sądząc po liczbie postów, myślałem, że tablet już przyrósł ci do dłoni, a to mogłoby trochę przeszkadzać w robocie.
                                          • hello-kitty2 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 08:53
                                            Jejciu znowu watek o zmywaniu i to bez udzialu Kag. Ja mam jeden komentarz: kupta se zmywarke zamiast tabletow, laptopow, telefonow i innych gowien do marnowania czasu ;)
                                            • zawle Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 09:28
                                              hello-kitty2 napisała:

                                              > Jejciu znowu watek o zmywaniu i to bez udzialu Kag. Ja mam jeden komentarz: kup
                                              > ta se zmywarke zamiast tabletow, laptopow, telefonow i innych gowien do marnowa
                                              > nia czasu ;)

                                              Chłopy to dobry wątek przy alko, ale czy aż tak żeby o nich ciągle?;)
                                              • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 15.12.15, 09:40
                                                zawle napisała
                                                >Chłopy to dobry wątek przy alko,ale czy aż tak, żeby o nich ciągle? ;)>

                                                Myślisz, że na trzeźwo o chłopach,albo z chłopami nie da rady?;)

                            • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 18:18
                              >Ludzie podejmują różne decyzje w życiu, ale te decyzje nie są niezmienne w czasie. Nic nie jest dane raz na zawsze.<

                              Masz rację, nic nie jest dane raz na zawsze, a do tego nie jest powiedziane, że wchodząc z kimś w relację, która ma być niby po wsze czasy,nie okaże się, że to złuda, bo wyobrażenia w zderzeniu się z rzeczywistością, okazały się mało realne.Przecież nie jest powiedziane, że wiążąc się z kimś masz zagwarantowane szczęście aż po czasu kres.Każdy ma swoje życie, swoje wybory,swoje pojmowanie szczęścia. Nie mogę się pozbyć wrażenia,że trzeba wykorzystywać chwile, które się nam przydarzają,bo tylko one mają znaczenie i będą warte zapamiętania w tej czasoprzestrzeni, którą odwiedziliśmy tylko na jakiś czas, a ten czas jest jednak bardzo ograniczony i niepewny. Liczy się tu i teraz, przyszłość to jakiś abstrakt,który nie wiadomo, czy będziemy w stanie kiedykolwiek doświadczyć, a pogoń za nią bywa wykańczajaca i wcale nie musi przynieść oczekiwanego zaspokojenia.Doznawać siebie i kogoś innego tu i teraz,na tym się skupmy :)
                          • ninek04 Re: To jak spotykanie się ze znajomymi na wieczor 12.12.15, 17:51
                            urquhart napisał
                            >Wracając do wątku o powracajacych loginach i nickach cechach odróżniających dobrą literaturę i prawdziwe postacie są one wielowymiarowe, zaskakujące, te wymyślone są płaskie, kreowane i definiowane pod cel lub z daleka pachną dydaktyzmem (dlatego nie podoba mi się Tolken).<

                            Zaprzeczasz sam sobie, bo dobra literatura bazuje przecież na wymyślonych postaciach, a im bardziej są one wielowymiarowe, niejednoznaczne,pokręcone, tym większa przyjemność czytania, nawet jeśli wiadomo, że jest to fikcja.No ale to już zależy od tego, kto jest autorem tej fikcji, jednakże jeśli operuje mistrzowskim językiem w kreowaniu fikcyjnych bytów i sytuacji, którym towarzyszy jakaś refleksja,to nic,tylko czytać,.A te forumowe byty, które ujawniają się po to,by udowodnić z góry założoną tezę są naprawdę łatwe do wykrycia.
                    • loppe Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 12.12.15, 18:41
                      zawle napisała:

                      > Ja lubię tu siedzieć. I nie widzę w tym niczego złego. To jak spotykanie się z
                      > e znajomymi na wieczorkach poetyckich czy dyskusyjnych:))


                      To było miejsce gdzie bywali schopenhaerowie i miłoszowie
                      A niezwykłe kobiety
                      Były natchnieniem tej cybernetycznej miniplanety:)
                      • loppe Re: No nie macie chyba wątpliwości kto jest autor 12.12.15, 19:10
                        Słucham w tej chwili. Bardzo nieromantyczny pianista, a Bacha gra romantyczniej niż inni...
                        Wnoszę z tego że cechuje go przekora oraz dążenie do nie nudzenia słuchaczy:

                        www.youtube.com/watch?v=8Ks9Q8AF4Do

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka