Dodaj do ulubionych

No i co Wy na to?

07.01.05, 18:59
11 lat małżenstwa.Można by powiedziec że szczęśliwego tzn.na pewno na
początku,dużo planów,marzeń itd.A potem zwyczajne życie i
rzeczywistość.Pobralismy się z miłości to napewno jest pewne po niedługiej
znajomości.W zasadzie ze wszystkim się zgadzaliśmy ,wspólne decyzje dotyczące
spraw codziennych,wyjazdów,zakupów,wszyscy moi znajomi uważali że jesteśmy
wzorem dla innych.Ale był jeden szkopuł-ja miałam mniejsze potrzeby
seksualne.Oczywiście że czasami szłam na kompromis ale on zawsze wyczuł,że
robię to dla niego,albo odmawiałam nie dlatego że był złym
kochankiem ,niejednokrotnie tłumaczyłam że przy moich małych potrzebach tak
potrafil mnie zaspokoić,że wystarczało 2 razy w miesiącu.potem przyszły
rozmowy o drugim dziecku/jedno wspaniale juz jest-11-lat/,kategorycznie
odmówił-to pierwsza decyzja z którą nie potrafił ze mną porozmawiać i
wysłuchać moich argumentów-bolało mnie bardzo ,ale miałam nadzieję że zmieni
zdanie ,po awanturach,płaczach itd,niejednokrotnie niepotrzebnie
powiedzianych przykrych słowach doszło do tego ,że unikałam seksu w
zasadzie''za karę'',bo po co jak i tak z kolejnego''kochania'' nie będzie
mojego upragnionego,o ktorym sniłam po nocach dziecka...Aż pewnego dnia
obudziłam się ''z ręką w nocniku''.Zauważyłam,ze mąż nic ode mnie nie
chce,unika rozmów,znika z domu na kilka godzin,a jak siedzi w domu to tylko z
komórką w dłoni.Oczywiście bez dostępu dla mnie.pomyślałam ze ma inną
kobietę.Znowu płacze,spazmy,awantura a wreszcie na spokojnie prośba
o ...prawdę.Powiedział że nikogo nie ma że sam zauważył ze sę od siebie
oddaliliśmy,że odstawiłam go od seksu,że teraz nie potrafi mieć na mnie
ochoty,że jak chce to on odejdzie ale nie dlatego że sam tak chce tylko żeby
nie marnowac mi życia.bo przecież jestem jeszcze młoda i mogę mieć dziecko z
innym meżczyzną...Odpowieź dałam na drugi dzień żeby było
rozsądnie,bez ''chorych''emocji -nie ma mowy o rozstaniu przynajmniej z mojej
strony,kocham go mocno i nie mam ochoty szukać kogoś inego,że może by poszedł
do specjalisty nawet ze mną ,ale o tym nie chce słyszeć Mówi ze mnie
kocha,ale śpimy w jednym łóżku przytuleni mocno ale bez seksu...Wiem że nikt
nie da mi lekarstwa,poniekąt czuję się winna nawet bardzo za zaistniałą
sytuację ale co mam zrobić?Czekać cierpliwie?Na razie okazuję ze mi na nim
zależy,że myślę o nim i tęsknię gdy nie jesteśmy razem ,Ale co zrobię jeśli
sytacja nie ulegnie poprawie i mąż zechce poszukać ''innej''lekarki?może
podpowie mi coś jakiś mężczyzna to mogę zrobić?
Obserwuj wątek
    • tina1 Re: No i co Wy na to? 08.01.05, 20:16
      Nie będę się silić na kurtuazję . Współczuję Twojemu mężowi i podziwiam Go za
      to,że jeszcze z Tobą jest. A to ,że nie chce drugiego dziecka - słusznie ! Po
      co ma unieszczęśliwiać drugie , pewnie niebawem zdecyduje się na odejście! To
      Ty powinnaś się leczyć.
    • juna_bis Re: No i co Wy na to? 08.01.05, 21:41
      Moze jednak mial i ma inna kobiete, tylko nie chcial ci powiedziec.

      Co mozesz zrobic? Na pewno nie czekac cierpliwe, raczej zdobywac go cierpliwe i
      na nowo.
    • jacekplacek7 Re: No i co Wy na to? 09.01.05, 02:20
      no, rzeczywiście tina napisała jakby była facetem. Ale to tak właśnie jest,
      dokładnie. Wydaje mi się, że statystycznie mężczyźni są bardziej i dłużej
      aktywni seksualnie, ale to nie w tym rzecz. Dla każdego człowieka (niezależnie
      czy to kobieta czy mężczyzna), który ma pewien poziom libido - niezaspokajanie
      tego popędu na tym właśnie, właściwym dla niego poziomie jest dużym problemem.
      Problem jest jeszcze większy kiedy ten poziom jest wysoki w porównaniu,
      powiedzmy, ze średnią. Uwierz mi, że może to spowodować niezłe problemy.
      Dlaczego ten człowiek ma nie zaspokajać swoich podstawowych potrzeb? Przecież
      to jest potrzeba niższego rzędu, jak jedzenie lub sen. Druga strona może
      powiedzieć: "ale to jest moje ciało i będę z nim robiła co zechcę, nie mam
      ochoty na seks i mam do tego prawo". No dobrze, ja to rozumiem, ale dlaczego
      wtedy mają nadal traktować tę sferę jako zakazaną? W tym sensie, że zaspokajać
      ją można tylko w związku? OK, nie masz ochoty, więc powinnaś zaakceptować fakt,
      że twój mężczyzna ma kochankę. Mało tego, powinnaś cieszyć się z tego, że ją
      znalazł i że jest zadowolony z życia. Przecież go kochasz - więc pragniesz aby
      był szczęśliwy. Jeśli nie możesz zdobyć się na to, aby okazywać mu czułość i
      miłość w taki sposób, jakiego on oczekuje (rzeczywiście zbyt wiele by to cię
      kosztowało?) - to dlaczego żądasz od niego, aby on wiecznie się poświęcał? Czy
      to jest równowaga i harmonia w związku? Boisz się że jeśli będzie miał
      kochankę, to wcześniej czy później odejdzie do niej? Wcale nie koniecznie.
      Zależy od tego czy to, co określasz jako "kocham go mocno" rzeczywiście
      istnieje, czy jest tylko twoim pobożnym życzeniem. Być może on też bardzo cię
      kocha i nie wyobraża sobie życia bez ciebie. Ale zrezygnować z seksu nie jest
      łatwo pomimo wszystko, zwłaszcza jeśli zadamy sobie na spokojnie pytanie:
      dlaczego? Przecież właśnie twoje życie świadczy o tym, że miłość niekoniecznie
      musi wiazać się z seksem, a więc - z całą pewnością jest też na odwrót: seks
      niekoniecznie musi wiązać się z miłością. Zastanów się na spokojnie i spróbuj
      odpowiedzieć: byłabyś w stanie tolerować i traktować jako rzecz normalną fakt,
      że twój mężczyzna zaspokaja potrzeby w sferze seksualnej "na mieście"?
      Zakładamy że on cię kocha i nie ma zamiaru cię opuścić. Godzi się na drugie
      dziecko i w ogóle na co dzień jest słodki i wesoły, radosny i ogólnie
      zadowolony z życia. Ale raz na tydzień znika na trzy godziny. Odpowiedz
      szczerze: idziesz na to?
    • xapur Nawarzyłaś piwa to je teraz pij. 09.01.05, 08:14
      Wiem, że mogę cię urazić, ale moim zdaniem potraktowałaś męża jak dziecko. Nie
      robi coś po twojej myśli to nie dałaś cukierka. Przy okazji wyszło, że seks dla
      ciebie to raczej nie spełnienie w miłości lecz jakiś element codziennego
      wspóżycia, który może być, ale nic się nie stanie jak go nie będzie. Coś jakby
      prezent dla namolnego męża - no dobra, już ci się oddam skoro tak marudzisz.
      Nie sądzisz, że brzmi to co najmniej dziwnie? Szczerze mówiąc nie sądzę, by
      twój facet nie ulżył sobie na boku. Możliwe, że nie, ale mało prawdopodobne.
      Przy czym wcale nie musi mieć kochanki. Od czego są agencje. Przyzwyczaił się
      do takiej sytuacji i najwyraźniej uznał, że skoro go nie chcesz to nie. Nie
      wiem czy w waszym przypadku można to jeszcze nazwać miłością. Niemniej zawsze
      można spróbować coś naprawić, ożywić lub zwyczajnie zakochać się od nowa.
      Spróbuj.
      • tina1 Re: Nawarzyłaś piwa to je teraz pij. 09.01.05, 08:23
        Wiesz xapur, jesteś genialny! Tego już chyba faktycznie nie można nazwać
        miłością ! Bo jak dwoje ludzi się kocha ,przez duże K, to naturalną jakby
        rzeczą jest ,że te łóżkowe przytulanki kończą się tak , jak kończyć się powinny
        (ale Amerykę odkryłam!:))) ) A tu ???To jakieś wynaturzenie!Ale wredna
        jestem!!!:)))
        • jacekplacek7 do tiny 09.01.05, 10:22
          wredna wredna, ale temperament masz wspaniały!
          :)
          Zauważyłem, że odczuwam przyjemność o charakterze erotycznym czytając twoje
          komentarze;
          (mam nadzieję, że mój wpis nie zostanie uznany przez admina za
          pornograficzny :)
          • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 10:54
            ło Matko!!!!:)))W zasadzie ,powinien(admin) uznać z to co mówisz:)))
            Jacku , jestem wściekła , ...... ,......, ......,mogę ewentualnie gryźć
            ścianę! Tylko po co? :((((
            • jacekplacek7 Re: do tiny 09.01.05, 12:04
              taaak, też nie wiem, po co miałabyś gryźć ścianę? Może jakieś inne formy upustu
              złej energii byłyby rozsądniejsze, lub chociaż przyjemniejsze w realizacji?
              Nno nie wiem...
              • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 13:05
                Jacku , ja wiem :))) I też nic z tego nie wynika:))))
                • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 15:39
                  tomoze umowcie sie juz poza forum:)
                  Ja jestem tolerancyjna ale MArcin tez tu czasem zaglada.
                  • jacekplacek7 w sprawie obaw anuli 09.01.05, 20:06
                    > tomoze umowcie sie juz poza forum:)


                    eee tam, mówiłem przecież, że jesteśmy teoretykami (przynajmniej ja)
                    to po co się umawiać?
                    na seminarium, lub sympozjum?
                    przeciecież referat w razie potrzeby tutaj można wygłosić, a i dyskusja nad
                    tezami też się wywiąże
                    :p
          • juna_bis Re: do tiny 09.01.05, 15:42
            He, he, mi tina tez sie podoba, ale nie mam zwiazanych z tych doznan
            erotycznych:)
            • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 16:59
              Dzięki juna_bis :)))))Dziwię się dlaczego nie możesz mieć?:)))))))
              • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 17:03
                ale Juna napisala ze nie ma a nie ze nie moze miec:)
                • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 17:34
                  ANULA , to kamień z serca!:)))Nie mogę dojść skąd te erotyczne doznania???
                  Straszysz mnie Maercinem! Czy ja zrobiłam coś złego?:))))Marcin to piffffffko
                  powinien podtawić ,że mu frekwencję robię (zresztą zgodnie z
                  zainteresowaniem) :)))))
                  • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 17:45
                    a ja nie strasze:)
                    tylko osttrzegam ze Marcin jak admin grozny jest:)
                    • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 17:54
                      Ja się chyba Ciebie bardziej boję:)))) Ale ja od godziny umarłam , nie ma
                      mnie!!!!!:(((((((
                      • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 20:16
                        hehe to lubie strach i posluch wzbudzac:)
                        • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 20:52
                          ... a mi to wzbudzanie przeszło trzy lata temu i......jestem wolna!!!! :))))
                          • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 21:07
                            ja musze trenowac bo w pracy musze utrzymac na wodzy 150 wscieklych dziadkow;)
                            • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 21:19
                              :)))))ja trenowałam na tej samej liczbie ,demencja jednak była chyba sporo
                              mniejsza!:)))
                              • anula36 Re: do tiny 09.01.05, 21:44
                                a moje z demencja ale zywotne i upierdliwe.
                                • tina1 Re: do tiny 09.01.05, 21:55
                                  :))))
        • xapur A jednak... 13.01.05, 00:46
          Z kolejnego wpisu Lee wnoszę, że jednak coś tam zostało z miłości i nawet
          zaczyna się ożywiać. Tak trzymać. :)
    • lee7 Re: No i co Wy na to? 10.01.05, 19:57
      No dzięki,potraficie podtrzymać na duchu!No nie tylko troszkę żartuje bo
      oczywiście nie liczyłam na''lekarstwo cud'',ale czasami potrzeba się wygadać
      poza tym co innego jak na sprawę popatrzy ktoś z boku może bardziej
      obiektywnie.No cóz tina nie szczędziła przykrych słów ale przynajmniej ja
      potrafiłam się przyznać do swoich błędów!A przecież z podobnymi problemami
      piszą i inni na tym forum.A nigdy tak naprawdę nie ma winy po jednej stronie.U
      mnie troszkę lepiej jesteśmy po ''setkach''rozmów z mężem i postanowieniu zmian
      w naszym życiu /w rozsądnych granicach/.Chęci są po obu stronach/mam nadzieję
      że szczere poniewaz seks też był i żadna ze stron napewno nie zmuszała się do
      niego.Mam nadzieję że z miłością i cierpliwością,małymi kroczkami dojdziemy do
      porozumienia,najważniejsze że oboje chcemy rozmawiać
      i ''oczyścić''atmosferę.Mogłabym się nie odzywać ale po pierwsze chcialam
      podziękować za odzew,a po drugie potwierdzić że cuda się zdażają tylko chciejmy
      im pomóc.Odrzućmy wrogość,upartcwo i głupią ambicję /jeśli naprawdę nam
      zależy/bo po co skolei okłamywać siebie i innych.Narazie .życzę innym
      powodzenia również
      • tina1 Re: No i co Wy na to? 10.01.05, 23:12
        Lee 7 jesteś szczęściara:))))Nie bocz się na mnie ,ja tylko chcę by nie
        popełniano podobnych do moich błędów :))))
        Pozdrawiam:))
        • viillemo Re: No i co Wy na to? 11.01.05, 13:26
          dużo mądrych rzeczy tu napisano, pośmiano się, poplotkowano, ale do cholery
          jesteście strasznie jednostronni:((( Lee popełniła straszny błąd, ale dlaczego
          NIKT nie zwrócił uwagi na to dlaczego ten błąd popełniła????? Tak się
          zachowała bo bardzo chciała mieć dziecko, ale mąż kategorycznie stwierdził, że
          nie. Myślę, że to w jakimś sensie ją usprawiedliwia, rozumiem ją jednoczesnie
          zdając sobie sprawę z tego, że zachowanie po rozmowie z mężem (brak seku) to
          nie było najmądrzejsze:( w każdym razie cieszę się, ze zwrotu akcji:)), myślę,
          że może się udać... Pozdrawiam serdecznie;))
          • misiek991 Re: No i co Wy na to? 12.01.05, 01:18
            Małżeństwo to w pewnym sensie matematyka. Każdy kompromis musi zostać
            zrównowazony drugim. Jak policzysz ile razy on miał ochotę na seks, a ty byłaś
            w stanie dać mu tylko 2 razy w miesiącu, to policz sobie ile razy on szedł na
            kompromis. Ciekawy jak mu to zwrócisz. Sugeruję, żebyś nie dociekała czy ma coś
            na boku, w ten sposób oddasz mu to co mu się słusznie należy.
            Ja patrzę na to z drugie strony - kiedyś dużo piłem - to, że moja żona
            wytrzymywała (czyt. kompromis) to tylko zasługa jej uczucia. Kiedy przestałem
            pić doceniłem to, wiem ile jestem jej winien. Ale z kolei jej potrzeby
            seksualne też nie są takie jak bym chciał i tu ona ma poczucie winy.
            Takie i jeszcze wiele innych spraw kumulują się małżeństwie i tylko od mądrości
            partnerów zależy to czy szczęśliwie dożyją starości, czy będą sobie na starość
            skakać do oczu.
    • wott Re: No i co Wy na to? 12.01.05, 01:35
      Gdyby zamin ludzie się pobiora robiono testy na dopasowanie seksualne - pewnie
      więcej niz połowa małżeństw nie zostało by zawartych. Mój problem jest trochę
      podobny do Twojego- nie bedę wchodzić w szczegóły - w każdym razie moje
      zapotrzebowanie na seks jest takie jakie było Twoje. - czyli można powiedziec
      minimalne. Ale cóż takie jesteśmy, akurat taki mamy temperament , chociaż to
      nie bardzo tak , bo jak już dochodzi do spotkania na szczycie - to mój
      temperament jest bardzo ognisty. A;le wypala się jak duż a pochodnbnia by
      zapalić się za 2 lub 3 tygodnie. Jak facet Cię nie rozumie - to dlaczego ty
      masz zrozumieć jego. Kompromis dobre słowo ale dla obojga.
    • lee7 Re: No i co Wy na to? 19.01.05, 13:49
      No i znowu tu wracam.Nic nie jest takie proste.Piszę bo ciężko mi,po
      rozmowach,dobrze mówiłam,że jedna jaskółka wiosny nie czyni.Ja pełna miłosci a
      on...Ciężko,biorąc pod uwagę że zawsze trudno coś było z niego wyciągnąć to
      dobrze że teraz powiedział co go boli.No i nie ma ochoty na
      seks.powiedziałam,że będę cierpliwa ,zaproponowałam w ogóle zmiany w naszym
      życiu ,w seksie też .wiadomo że po tylu latach nuda może się wkraśc szczególnie
      do tej sfery życia.Tylko jak długo wytrzymam?Doprowadziłam się do takiego stanu
      psychicznego że nie potrafię o niczy innym myśleć,a tu nauka,egzaminy i
      praca...dziecko ,które też widzi że coś jest nie tak.Najgorzej się boję że
      dojdę już w ogóle do jakiejś obsesji.Już nie chodzi o sam seks tylko obawa że
      za miesiąc czy dwa powie mi że już nie chce ze mną być.Gdybym nie kochała to
      jeszcze, ale jak mam mu pozwolic spokojnie na odejscie jak nie wyobrażam sobie
      życia bez niego.no właśnie i tu ta obsesja ,bo planuje remont w mieszkaniu i
      powiedział że nikogo nie ma, nie szuka i nie ma takiego zamiaru przynajmniej
      narazie,no i przytula i całuje na dzień dobry i po przyjściu z pracy.Staram się
      trzymać,tylko w nocy obok niego nie mogę spać tylko myślę.Jak mogłam
      doprowadzić do takiej sytuacji!!!!Dlatego kochani rozmawiajcie od samego
      początku,jeśli Wam zależy na kimś to nie odkładajcie problemu na potem ,wiem to
      już teraz .Rozmawiajcie.
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka