mis_fozzie
30.03.06, 17:06
Czytam, czytam, czytam...I sie zastanawiam. Wielu z was pisze ze jeszcze przed
slubem bylo nienajlepiej w sferze seksu a po slubie to juz wogole
kiła-mogiła-syf-malaria. Nic calymi miesiacami albo latami. A teraz pytanie:
dlaczego zdecydowaliscie sie na malzenstwo mimo takiej roznicy
temperamentow/postrzegania sfery seksu? Potrafie zrozumiec kogos kto przed
slubem nie mial klopotow z seksem a po slubie okazalo sie ze wpadl jak żaba w
sokowirowke. Mysleliscie ze bedzie lepiej? Ze jakos to bedzie? Ze w koncu seks
nie jest taki wazny i raz na 3 lata starczy wam do normalnego funkcjonowania?
Nie chce tu nikogo potepiac bo sam jestem w zwiazku w ktorym seksu mam mniej
niz proboszcz na parafii (jeszcze bez slubu) ale jestem po prostu ciekawy
dlaczego nie zakonczyliscie zwiazku z osoba oziebla seksualnie?