Dodaj do ulubionych

czy jest możliwe....

17.06.06, 12:29
Witam,
jak myślicie czy jest możliwe wyłącznie koleżeństwo faceta (mającego
rodzinę-zona, dziecko) z kobietą (młodszą o kilka lat dziewuchą)? Dodajmy, że
koleżeństwo z pracy, niesienie sobie wszelakiej pomocy, od czasu do czasu
wspólne wyjście, radzenie się jej i wyżalenie jak to prz3echodzi kryzys
małżeństwa i niby dzięki niej on nie odchodzi od swojej rodziny, nie zostawia
żony dzieci. Teraz koleżanka na piedestale i żona powinna jej dziękować, bo to
dzięki niej trwa jakoś dalej ich małżeństwo. Czy to może być zupełnie
bezintersowne z obu stron (mąż - koleżanka)?
Obserwuj wątek
    • itacare Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:32
      Moim zdaniem to niemożliwe.
      Niesienie sobie pomocy, wspólne wychodzenie - to zmierza w jednym tylko
      kierunku. W dodatku w momencie, gdy małżeństwo przechodzi kryzys... nie, to
      niemożliwe...
    • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:34
      to jest tak zwany "Kompleks Anioła" czyli Żonaty obdarza dowolna kobiete
      cechami anielskimi, jakich nie dostrzega u żony. Nota bene - jego żona może być
      Aniołem dla kogos innego. Oczywiscie kompleks Anioła bardzo łatwo może
      przekształcic się w coś więcej:-)
      • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:37
        Może, a nie musi? Nie zakładałabyś od razu porażki żony, a pod co podpiąć
        stwierdzenie - "powinnaś jej podziękować że nie odszedłem od was"?
    • anula36 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:36
      czy dobrze rozumiem ze maz nie mial woli pozostania w malzenstwie a tylko
      kolezanka go namowila? Za co tu dziekowac- ze zostal na sile??
      • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:38
        Miał dość gderania, kontrolowania, żekomej złości i humorów małzonki, mówił że
        chciałby odejść, odpocząć od związku i zobaczyć co wtedy.
        • anula36 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:39
          zaloze sie ze gdybys mu powiedziala "idz odpocznij" przypelzby na kolanach do
          domu.
        • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:40
          należy sie kontra: jakis potencjalny zmiennik: żona ma dośc niepewnosci, braku
          zainteresowania itp., chce odejśc na próbę i zobaczyć co potem, ew. kazać by
          mąż podziękował Atrakcyjnemu Kazimierzowi - za co Tu usmiechnąć się
          tajemniczo...
          • anula36 widze ze jest to temat do przerobienia 17.06.06, 12:43
            na wszystkich mozliwych forach:)
            ciekawe jaka wyjdzie srednia opinii:P
          • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:54

            > należy sie kontra: jakis potencjalny zmiennik: żona ma dośc niepewnosci chce
            odejśc na próbę i zobaczyć co potem,

            Ale żona jest miekka (nie potrafi zawziąć się w sobie i choćby udac), a ma z
            sobą jeszcze dziecko, któremu nie chce burzyć dziecinstwa...


            > mąż podziękował Atrakcyjnemu Kazimierzowi - za co Tu usmiechnąć się
            > tajemniczo...

            Stwierdzenie żony - Atrakcyjny Kazimierz tak atrakcyjny jak i ona a nawet może i
            mniej.... (oczywiście w pełni samokrtytcyzm zachowany).
            • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:55
              Więc nie wierzycie, mimo iż zona wie o koleżance a nawet ja poznała, nie ma
              takiej dobroci bezintersownej?
              • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 12:59
                jasne ze nie ma, dziewczyna kombinuje jak tu wkurzyc zone i wyjąc goscia.
                • anula36 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:00
                  a zona jak ma jaja to by kolezanke pogonila na cztery wiatry. Jak nei ma jaj-
                  niech cierpi.
                  • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:02
                    Żona ma jaja, ale zero pomysłu jak pogonic i wyjść z twarzą, póki co w sumie nie
                    wiem na czym sie oprzeć, czy grzecznie podziekować za bezinteresowność czy od
                    razu ruszyć z grubej rury?
                • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:00
                  I tego się bałam.
                  • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:01
                    wałek, tłuczek, patelnia, ot co!
                    • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:02
                      Proszę o powagę i pomoc...
                      • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:02
                        no żesz ja powaznie!
                        • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:05
                          Jasne i w efekcie wyjdzie - ogólny wstyd i żenada, a mąż utwierdzi się w fakcie
                          iż ma zonę zupełnie do bani, bo sytuacja nie wymagała ostrei interwencji.
                          Brakuje mi pomysłu jak podejśc tę laskę, nie wiem czy ma chłopaka czy jest w
                          jakimś związku z facetem, może podejrzenie tego najgorszego dla mnie nie jest w
                          1005 prawdą i co wtedy?
                          • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:10
                            wtedy usmiechniesz się uroczo i powiesz: "strach ma wielkie oczy" "juz sobie
                            wyobrażałam nie wiadomo co... w nagrode i na przeproszenie... zamknij oczy i
                            niczemu sie nie dziw" - a dalej chyba nie muszę Ci tłumaczyc, co masz zrobic i
                            jak??? :-)
                            • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:13
                              Postudiuj trochę temat "jak radzić sobie z konkurencją", masz być po prostu
                              lepsza. Odrobina agresji zaświadczy o twoim zaangażowaniu. Powiem Ci na ucho:
                              faceci to tchórze, trochę postraszyć (odejściem) nie zawadzi. A potem
                              znakomicie spisz się w łóżku, zeby wiedział co ma do stracenia.
                              • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:17

                                > masz być po prostu
                                > lepsza.

                                Staram się to robić.

                                > Odrobina agresji zaświadczy o twoim zaangażowaniu.

                                No własnie agresji, ale wprost wykierunkować ją w nią, to może przesada, może
                                męża tylko brać w ostre obroty?

                                > A potem
                                > znakomicie spisz się w łóżku, zeby wiedział co ma do stracenia.

                                A z tym, to nie ma kłopotu:)

                                Cholera tylko ta niepweność mnie wpienia, on zapewnia że nic go nie łączy,
                                zwykła koleżanka i tyle, a on zawsze był uczynny dla ludzi, i nie łączy tego z
                                faktem iz ostatnio mamy sajgon w małżeństwie. Ja też byłabym spokojniejsza gdyby
                                właśnie panował spokój, miałabym ciepłe słowa od niego a nie awers.
                            • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:13
                              Sygerujesz aby poważnie pogadać z nia?
                              • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:15
                                z dziewucha nie masz co gadać, tylko się zdenerwujesz a ona potem nagada
                                twojemu mężwi niestworzonych rzeczy ( a on może uwierzyć, jako Aniołowi)
                                Działaj tylko na styku: Ty - Mąż
                                • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:21

                                  > z dziewucha nie masz co gadać, tylko się zdenerwujesz a ona potem nagada
                                  > twojemu mężwi niestworzonych rzeczy ( a on może uwierzyć, jako Aniołowi)

                                  No własnie tego chciałabym uniknąć, bo może się rozpetać afera, która zupełnie
                                  nie jest nam teraz potrzebna, musmy jedną zagasieć, a gdzie jeszcze na druga
                                  brać siły.

                                  > Działaj tylko na styku: Ty - Mąż

                                  On mówi, że nie ma przede mną tajemnicy jeśli chodzi o te dziewuchę. Więc co
                                  molestowac go non stop, zabronić rozmów z nią, przeciez i tak nie upilnuję tej
                                  znajomości. Więć może bezpieczniej być w miarę czujną a jemu narazie nie suszyć
                                  głowy non stop?
                                  • anula36 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:32
                                    wam to by sie terapeuta malzenski przydal a nei takie dzialnie na oslep z
                                    dziewucha w tle. moze wtedy by sie troche sajgon malzenski skonczyl.
                                    • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:35
                                      Rózni ludzie, różne problemy...
                                      • anula36 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:43
                                        wiekszosc problemow bierze sie z jednej rzeczy -nieumiejetnosci porozumienia
                                        sie w obrebie pary. Z tego sie biora takie rzeczy jak chce odpoczynku od
                                        wspolmalzonka, powiernicy na boku itp.
                                        • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:47

                                          > wiekszosc problemow bierze sie z jednej rzeczy -nieumiejetnosci porozumienia
                                          > sie w obrebie pary. Z tego sie biora takie rzeczy jak chce odpoczynku od
                                          > wspolmalzonka, powiernicy na boku itp.

                                          Jasene i w pełni się zgadzam, ale skoro przyszła już ta pora i czlowiek dopiero
                                          sobie uzmysławia błedy? Pytanie i niepewność kraży co raz bardziej przy
                                          znajomej, od której mąż zekomo nic nie chce bo to koleżanka, a zona nie potrafi
                                          tego zrozumieć. Jak w temacie, wierzycie w takie kontakty czy jest to ewidentny
                                          początek romansu?
                                          • anula36 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:52
                                            moze byc tak i tak, a moze byc tak tak ze romans juz zostal skonsumowany i trwa
                                            pod zony laskawym bokiem.To tylklo sam pan bog wie i zainteresowani a nie
                                            ludzie na forum portalu gazeta ( niczego im nie ujmmujac)
                                            Jestes zafiksowana na problemie kolezanki a problem tkwi zupelnie gdzie indziej-
                                            w tym ze sie nie potraficie porozumiec z mezem i ustalic jasnych granic
                                            ingerencji obcych ludzi w zwiazek.
                                            Koncze ta dyskusje bo mnie brak odrobiny samorefleksji u bliznich bardzo meczy.
                                            • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 13:55
                                              dzieki za wypowiedz.
    • kurka_wodna2 jest możliwe.... 17.06.06, 14:12

      Groszku miły,przecież ten kryzys w związku też masz prawo omawiać ze swym
      przyjacielem.
      Proponuję wybrać pięknego Apolla-może brak Ci fotek;mogę wspomóc...
      Poproszę o dyskrecję-to moi współpracownicy; a jest o co oko zawiesić.. :)
      • groszek76 Re: jest możliwe.... 17.06.06, 14:13
        dobre, a ja sie tu zamartwiam....
    • oolla Re: czy jest możliwe.... 17.06.06, 14:33
      Kiedyś byłam z chłopakiem który też miał bliską koleżankę. Zapewniał że to tylko
      koleżanka a mi to nie przeszkadzało. Dziś są już 6 lat po ślubie mają 2 dzieci.
      Swoje przeszłam, odcierpiałam i zapomniałam. Jednak zupełnie nie wierzę w
      bezinteresowną przyjażń między kobietą i mężczyzną.
      • groszek76 zgłupiałam czy nie? 17.06.06, 19:04
        Szlak mnie trafiał jak sobie przypominałam ta nieszczesną rozmowe, zagadałam do
        niej na gg, spokojnie najpierw na inny temat, pozniej na biezace. Nie kłociłam
        się nie wyzywałam propagowałam itp, pełna kultura. Co ona na to - niby ma
        chłopaka, a mój M to dla niej fajny kolega z pracy, nie miesza się do naszego
        związku bo wie że nie ma szans, czy to prawda nie wiem? Powiedziałam męzowi o
        rozmowie, stwierdził że głupio zrobiła i czy nie przyniosłam wstydu... Cholera a
        co miałam siedzieć z zalozonymi rekoma i czekać, jesli nie ma nic do ukrycia to
        chyba nie powienien być zły, że zazdrosna żona chciała się upewnić. Co wy na to
        - zgłupiałam?
        • misssaigon Re: zgłupiałam czy nie? 17.06.06, 21:28
          nieoceniona ta koleżanka, zawsze na posterunku, zawsze skora do pomocy, zawsze
          dobrze poinformowana kiedy kryzysik - i pozbawiona wszystkich wad "upierdliwej
          malzonki"
          ale ale zbulwersowal mnie fragment wypowiedzi twojego meza czy aby w trakcie
          rozmowy nie przyniosłas wstydu?? to kim ona jest - ksiedzem biskupem? moze
          powinna przez to gg rozmawiac kleczac na kolanach??? i bijac poklony walic
          czolem w klawiature??? ...ehhh - marnie to widze..kropla drazy skale a dziewcze
          cierpliwe jest i przygotowuje sobie grunt do odbicia cudzego meza..nikt chyba
          nie ma watpliwosci do do intencji owej "kolezanki" i jej bezinteresownosci.
          Radziłabym sie wykazać asertywnością i pilnowac dobrze wlasnego interesu i -
          poprosic uprzejmie męza o zerwnanie towarzyskich kontaktów z owa kolezanka oraz
          poprzestanie na kontaktach zawodowych (pracy pewnie nie zmieni niestety).
          Jesli bedzie prostestowal?? - którz jest dla niego wazniejszy? slubna małzonka
          z małoletnim dzieciem ledwo od piersi odstawionym czy podobno "letnia"
          znakomosc z kolezanka . Uważam ze niezbedne jest natychmiastowe i zdecydowane
          dzialanie prewencyjne.
          Pamietaj tylko, że w takiej walce wszystkie chwyty dozwolone - twoja rywalka
          nie bedzie sie wahać ani krygować...
          • anula36 Re: zgłupiałam czy nie? 17.06.06, 22:31
            moze jeszcze tak byc ze nasza bohaterka odda meza innej dobrowolnie byle nei
            narobic mu wstydu ze jest zaborcza zona i kolezanki meza nie urazic:)
            • groszek76 Re: zgłupiałam czy nie? 17.06.06, 22:59
              Wlaśnie jestem po rozmowie z M, zły na maxa że wykasowałam to co jej pisałam,
              moje zapewnienie iz siary nie ma chyba mu nie starcza bo jest wściekły i
              zablokował swoje gg...Mówi, znowu ze wszystko przez mnie nie mam umiaru i mu nie
              wierzę. Co wyszło-obraza, kłótnia- po co to robiłam, dlaczego zawsze musi być
              tak jak ja chcę. Cholera nie wiem czy może faktycznie wywołałam niepotrzebna
              burze, no ale tłumaczyłam mu - po co robi tajemnice jeśli sprawy nie ma, mówiłam
              skąd moja zazdrość itp. Cholera dość, dość mam...
              • woman-in-love Re: zgłupiałam czy nie? 18.06.06, 08:45
                w tej chwili chyba nadeszła pora, zebyś na chwile zapomniała o sprawia. Zajmij
                sie czymkolwiek, daj też spokój małżonkowi, zeby nie "zmęczyć tematu". Twoja
                sytuacje znam na pamięć, jest to gra do jednej bramki. Im mniej ruchów, im
                mniej szarpaniny - tym lepiej dla Ciebie. Ona dąży do destabilizacji
                istniejącego stanu rzeczy, dla Ciebie oznacza to bycie niepokojoną i
                prowokowaną na różne sposoby. Zachowaj spokój i nie daj się wkurzyc.
                • groszek76 do:woman-in-love 18.06.06, 11:11
                  Piszesz na forum duzo madrych rzeczy nie wiem czy jestes psychologiem czy tak
                  poznałaś życie, skoro znasz moją sprawę powiedz głupie to było że powiedziałam
                  na spokojnie tej lasece że robi nam się trochę duszno... czy mogłam jednak
                  siedzieć z zaciśniętymi zębami, słuchć co M mi mówi a czego nie mówi?
                  • groszek76 Re: do:woman-in-love 18.06.06, 11:14
                    Jeszcze jedno, po rozmowie był zły powiedział że znowu chcę go kontrolować i czy
                    mam zamiar ustalac mu z kim ma się kolegować a z kim nie. Na koniec stwierdził,
                    że nie będę mu wybierała znajomych i że się czepiam...
                    • groszek76 Re: do:woman-in-love 18.06.06, 11:34
                      jeszcze jedno - w kulturalnej rozmowie laska albo udała, albo powiedziała prawdę
                      , że jak się widza to gł. rozmwiają o pracy więc ona nawet nie wie jak jest u
                      nas w małżeństwie. Coś tu ewidentnie nie gra....Ale co?
                      • rumiane bal sie ujawnienia prawdy 14.07.06, 19:03
                        ona pewnie wie i to dużo. niekoniecznie prawdę, a mężulek mógł nagadać takich rzeczy, że bał się, że wszystko się wyda. i na tym miałaby polegać owa "siara"
                        przesadna reakcja wskazuje na to, że ma coś do ukrycia :/
              • misssaigon Re: zgłupiałam czy nie? 18.06.06, 08:47
                słonko, powtorze - cos musi byc na rzeczy skoro mu bardziej zalezy na dobrych
                relacjach z kolezanka niz z wlasna zona....
                poza tym mezczyzni zwykle reaguja wg zasady "najlepsza obrona jest atak"...moze
                zaproponuj mezowi zeby na przyjaciela wybral sobie mezczyzne jednak...
                ja bym sie nie poddawała bo lepiej byc madrym przed szkoda niz po szkodzie...
    • dixia czy możliwe.... 18.06.06, 08:47
      A mi ten cały temat, sposób pisania itd nasunął myśl, że to nowe wcielenie
      zmagda1... Także próżny trud wszystkich tu wypowiadających się i podniecających
      niesieniem dobrych rad...
      Czy tylko ja odniosłem takie wrażenie????
      • anula36 Re: czy możliwe.... 18.06.06, 09:15
        nie wrazenie jest sluszne - smutne tylko ze takich kobiet sa tysiace.
        • dixia Re: czy możliwe.... 18.06.06, 09:36
          Anulo, Ty jak widzę zwykłaś zakładać idealistycznie, że to tylko faceci są ci
          źli, podstępni, niedobrzy i nieuczciwi... Zupełnie nie dopuszczasz innej
          możliwości...
          A do Magdy akurat byłoby to bardzo podobne by dalej eksploatować temat...

          A że podobnych dramatów jest więcej? Hmmm... To prawda - ale takie jest życie,
          takie realia, sami sobie gotujemy taki los... :o(((
          • anula36 Re: czy możliwe.... 18.06.06, 09:42
            zakladam rowniez ze nie chce mi sie z toba polemizowac, bo nie lubie
            nadinterpretacji.
            A ze kobiety sa zle, podstepne, niedobre i nieuczciwe to akurat wiem dobrze po
            sobie;)
            • dixia Re: czy możliwe.... 18.06.06, 10:57
              :o)))
            • misssaigon he he 18.06.06, 11:06
              ja bym zaryzykowała twierdzenie ze jest tyle samo niereformowalnych męzczyzn
              jak i kobiet - róznica tylko w tym ze kobiety łatwiej sie zwierzaja na forum
              publicznym stad tez mylacy wniosek ze jest ich wiecej:))
              • anula36 Re: he he 18.06.06, 15:13
                niestety prawda jest jeszcze gorsza dla kobiet - sa one sklonne do szukania
                winy za niepowodzenia w sobie, podczas gdy mezczyzna jesli ich w ogole szuka to
                raczej poza soba.
      • groszek76 kto to? 18.06.06, 11:15
        O kim piszesz?
      • groszek76 dixia 18.06.06, 11:18

        > zmagda1...

        A kto to jest?

        Wiesz nie raz czytam historie wypowiedzi róznych ludzi i nie raz mam wrażenie że
        mówią o mnie lub że ja mam tak samo.
        Pozdrawiam
        • woman-in-love groszek nie daj się 18.06.06, 12:54
          na pewno gdzieś po drodze coś się wam w małżeństwie zgubiło, ale po mojemu - to
          normalna rzecz. Przyjaciółeczki typu "kolezanka męża z pracy" uprawiają rodzaj
          piractwa. Jak wygląda jej zycie osobiste?
          Dla męża bądz jak miód, a pannicę olewaj sikiem falistym. Ona dla Ciebie nie
          istnieje.
          • groszek76 Re: groszek nie daj się 18.06.06, 13:25

            > piractwa. Jak wygląda jej zycie osobiste?

            jakies studium konczy czy jest w trakcie, dorabia, niby ma chłopaka. Wg mojego M
            nie jest głupia aby np. wchodzić w nasz związek... (ale to wg mojego M)

            > Dla męża bądz jak miód, a pannicę olewaj sikiem falistym. Ona dla Ciebie nie
            > istnieje.

            Tak, tylko co z nim począc, kłócić sie o zaprzestanie z nia wszelkich kontaktów
            (już wspominałam: powiedził że nic złego nie robi i ja mu nie będę znajomych
            wybierac - jestem w szoku, jestesmy od 12 lat i nigdy nie mielismy takich
            problemów, a o znajomych to już wogóle); po za tym z tej złości zablokowal
            wspólne gg (większość jego znajomych) mówic aby wszystko wróciło do normy, aby
            podał hasło- oczywiście nic nie wspominając o wczorajszej zaszłości?
          • anula36 Re: groszek nie daj się 18.06.06, 15:02
            no to gonic czy olewac??? Bo dostaje lekkiej schizofrenii:)
            • woman-in-love Re: groszek nie daj się 18.06.06, 20:20
              na poczatku myslałam, że sprawa jest w fazie początkowej i wystarczy lekka
              awanturka, żeby małżonka postraszyc a panne wypłoszyc. Teraz widzę, że relacja
              jest juz dość mocno zakorzeniona. Wymaga finezyjnej dyplomacji, wsparcia
              przyjaciół, odczekania, w dodatku facet wije sie jak piskorz i byc może sam
              jest zwodzony przez "Anioła" ktory poluje na jak najlepsza zwierzyne. Delikatna
              sprawa. Groszek, czy masz w realu kogos zaufanego komu mozesz się na bieżąco
              wyzalac? Marudzenie mężowi nie ma sensu. Raczej otocz się "nimbem
              tajemniczości".
              • dixia Re: groszek nie daj się 19.06.06, 10:25
                W-i-L - ależ Magda doskonale wie o co chodzi ale musi koniecznie tu się
                wyżalić... Wstyd jej było zakładac nowy watek, wieć zmieniła nick'a... :o)))
                W realu nie ma takiej osoby i dlatego tutaj szaleje... ;o)))
                • woman-in-love Re: groszek nie daj się 20.06.06, 11:57
                  JAKA MAGDA?!
                • groszek76 ja 20.06.06, 13:46
                  śledzę, czytam po raz kolejny Wasze spostrzeżenia, uwagi, rady. Biorę je do
                  siebie i staram się jakoś normalnie żyć, choc ta zazdrość, niepewnośc, non stop
                  ciagnie się za mną jak cień. Straciłam zaufanie do M, teraz niby po malutku
                  dochodzimy do jakichś spostrzeżeń ale ja wciąż pytam siebie - czy on jest wobec
                  mnie uczciwy, czy nie planuje, szykuje czegoś czy robi dobrą minę do złej gry?
                  Na temat koleżanki milczymy, nie chcę wywoływać kłótni i nerwów, a może
                  faktcznie go ranić.
                  Wiem, że strach we mnie siedzi, a co siedzi w głowie mego męza?

                  Apropo magdy,o której wspomina dixa - nie wiem o kim mówisz. Zwróć uwagę iż na
                  forum jest mnustwo podobnych tematów. Czy jeśli komuś wypada coś podobnnego to
                  już nie może pytać, bo zostanie porównany do iksińskiego z innego wątku?
    • piotr.kowal jest to niemożliwe 18.06.06, 16:40
      a po porady do koleżanek z reguły idą kobiety.
      Jezeli ten pan działa w ten sposób, to ma nadzieję na coś więcej,
      ale nie należy liczyć na opuszczenie rodziny

      • groszek76 piotr.kowal 18.06.06, 16:52
        Piszesz - ma nadzieję na coś więcej-ale nie należy liczyć na opuszczenie rodziny
        - więc co sugerujesz chce okłamywac obie kobiety, 1. tu z żoną byc oficjal i
        wypieranie się zdrady, mówienie o tej drugiej jako o niewinnej koleżance 2. tam
        mieć panne na boku do czego (schadzek, sexu, pogawędek?)3. a dlaczego nie opuści
        rodziny, chce działac na zasadzie wiecznego kłamstwa?
        • piotr.kowal Re: piotr.kowal 18.06.06, 17:29
          Przecież ten gość w tej chwili okłamuje swoją zonę i kręci na dwa fronty
          i trwa w kłamstwie.Dlaczego sądzisz,ze nagle sie zmieni?Jeżeli jednak jest
          facetem odpowiedzialnym , godnym zaufania, to nie sądzisz ,że posiadanie
          dzieci nie jest tym języczkiem u wagi mogącym zadecydować o wyborze?


          Mogę się mylic, nie jestem psychologiem i oceniam według własnego
          sumienia.Nie jest łatwo zdecydowac się na odejście od partnerki.Rzadko
          jest tak źle, aby nie było mozliwe pogodzenie.Ponadto relacje łaczace
          tego gościa z koleżanka z pracy sa na zasadzie owocu zakazanego , który
          o wiele lepiej smakuje.Myślę ,że ten gośc doskonale o tym wie, a te wszystkie
          przedbiegi i wyżalanie się są elementem pewnej strategii mającej na celu
          zabawę.

          P
          • groszek76 Re: piotr.kowal 18.06.06, 18:08
            Też mi się tak wydaje, może nie kręci dobitnie ale chyba ma na to wielką ochotę.
            Jak sądzisz czy jest szansa aby żona obrała jakąś strategię i wyprzedziła
            przyszłe skutki (mam na mysli on i ona)? Czy raczej faceci to takie istoty, że
            jak zaplanował to żone będzie miał głęboko w d... a do swego będzie dążył?
            • piotr.kowal Re: piotr.kowal 18.06.06, 19:08
              Nie mam pojęcia co na to jego żona.W większości przypadków jest tak,że
              walczą o swoje małżeństwo. W końcu choćby dla zapewnienia bytu swoim (ich)
              dzieciom.

              A facet?
              To zalezy od faceta...trudno mi powiedzieć.Jeżeli nawet odejdzie od żony ,
              to nowy związek będzie bardzo obciążony przeszłością, a po pewnym czasie,
              gdy minie czas fascynacji , znów będzie się rozglądał, lub będzie chciał
              wrócić do żony.


              Chyba uczciwiej byłoby jakby tej swojej koleżance powiedział o co mu w
              zasadzie chodzi.Jeżeli chce mieć na boku kochanke bez długoterminowych
              zobowiązań, to niech ją po prostu uprzedzi.

              A.
              • groszek76 Re: piotr.kowal 18.06.06, 20:09
                Dzieki za opinie - jak to widzi facet. Wiesz sprawa ma się tak, że w sumie
                trudno nazwac tę koleżankę kochanką (chyba że się mylę), ponieważ kochanka
                kojarzy sie z sexem, a tu sex jest bardzo urozmaicony, czesty (no chyba że
                faktycznie cos go ciagnie do spróbowania mimo że swoje go zaspokaja;), wiec może
                faktycznie koleżanka - choć tu tez są watpliwości - psychologia raczej nie
                klasyfikuje kobiety i mężczyzny do związku wyłącznie koleżeńskiego (tak podają
                księgi...).
                • piotr.kowal Re: piotr.kowal 18.06.06, 20:39
                  Te relacje które opisałaś w watku wprowadzającycm pod koleżeństwo w czystej postaci nie podchodzą.Żonaty chłop , który umawia się z kolezanka na wyskoki
                  po pracy nie ma czystych intencji. Chce pobrykać na boku.


                  Koleżeństwo pomiędzy mężczyzną i kobietą jest mozliwe, lecz łatwo przekroczyć
                  peewną granicę, aby było z tego coś więcej.Miom zdaniem w tym przypadku gość je
                  przekracza w sposób celowy.

                  A.
            • witkacy1975 Upleć intrygę przeciwko niej. Wiem, że to nieładne 18.06.06, 19:47
              ale ona też nie zachowuje się OK. Zatem spróbuj znaleźć wspólnego znajomego lub
              znajomą, która np. przez przypadek ją zna skądinąd i zaświadczy o tym, że
              owa "koleżanka" to znana z innej pracy bądź z innego środowiska rozbijaczka
              małżeństw, kokietka i dzi...a. Wiem, że to nieładne, ale ona się nie zachowuje
              jak trzeba i może warto jej utrzeć nosa... a Ty oczywiście nie traktuj tego jak
              pewnik wobec męża, tylko bądź tym zakłopotana i zaskoczona. Nawet możesz dla
              niepoznaki jej bronić... Powiedz, że ci znajoma takich rzeczy naopowiadała...
              że w to nie za bardzo chcesz wierzyć, no ale może ma racje... niech się chłopak
              wiska...
              • woman-in-love Re: Upleć intrygę przeciwko niej. Wiem, że to nie 19.06.06, 09:35
                a fe... taka intryga i tak wyjdzie na jaw, a groszek straci wiele energii a
                moze i nawet trochę autorytetu po nic. Znacznie lepiej zainwestowac swoje siły
                w zadbanie o siebie, jakis ciekawy wyjazd, pójscie na koncert, wydanie
                przyjęcia z jakiejs okazji - życie jest tak bogate i ciekawe, że szkoda
                zawracać sobie głowe głupimi serialowymi intrygami. Generalnie: jeśli małżonek
                daje się wciagać w pseudo-przyjażn z przebiegłą dziewoja, to jest głupkiem i
                nie ma czego żałowac.
                • groszek76 Re: Upleć intrygę przeciwko niej. Wiem, że to nie 20.06.06, 13:56
                  Nie zamierzam inicjować intrygi, jak wspominałam wcześniej ona już wie, ze
                  tajemnicy żadnej nie ma a nam (mi) jest duszno z jej osobowością, mój M też wie
                  co o tym sądze i czego bym od niego oczekiwała. Nie będę robić z siebie ofiary,
                  jeśli on faktycznie nie ma złych intencji a zalezy mu na rodzienie to niech to
                  ukarze. Co do niej - nie wiem czym sie kieruje, może dobra intencjia, moze złą
                  nie wiem co wyniosła z infa iz jest nam "duszno" czy da spokój, czy wrecz
                  przeciwnie - pchnie to ją do dalszych działań. Co mi pozostaje- czekać, udawać
                  że nie ma sprawy, obserwować bo prawdę znaja i tak tylko zainteresowani.Pozdrawaim.
    • mili_vanili Re: czy jest możliwe.... 20.06.06, 15:01
      chore
    • parsfortunae Re: czy jest możliwe.... 20.06.06, 15:46
      Groszku mysle, że wyjście z tej sytuacji jest bardzo proste. Albo Ty nadal
      bedziesz zazdrosna o męża i bedziesz go osaczać, kontrolować, robić wymówki o
      kolezanke,a on bedzie uciekła od Ciebie, bo im krótszy łańcuch tym większa chęć
      wyrwania się. Albo zrobisz coś żeby to on musiał pilnować Ciebie. Skup jego
      uwage na sobie, niech chłopak zobaczy że mu smakowity kąsek wycieka mu przez
      palce.
    • amuretka Re: czy jest możliwe.... 12.07.06, 10:26
      Nie rozumiem skąd to określenie "DZIEWUCHA"... :( ani czemu wszyscy tak tej
      dziewuchy nienawidzicie.

      Sama jestem taką "dziewuchą" od ponad 5 lat.

      Traktuje mojego przyjaciela jak brata. Nie mam juz żadnej rodziny i jest on
      jedną z bardzo niewielu osób na które mogę liczyć (mam jeszce innych przyjaciół
      ale nie aż tak bliskich). Podczas naszej znajomosci byłam w 3 związkach - nigdy
      na partnerze nie mogłam polegac tak jak na moim przyjacielu, bo to po prostu
      inne relacje. Partner może się znudzić, zakochać w kims innym, może traktować
      mnie przedmiotowo. Partner ma inne wymagania. Nigdy nie traktowałam mojego
      przyjaciela jak potencjalnego partnera/ kochanka. Nigdy nie miałam kochanka i
      mieć nie zamierzam. Jestem przekonana, że mój przyjaciel będzie przy mnie
      zawsze, tak samo jak ja przy nim. Wiele razy mi pomógł. Kiedy dzieje się coś
      złego dzwonię do niego. Jeśli coś dobrego to też.

      Nie zgadzam się ze nasza przyjaźń w jakikolwiek sposób zagraża jego małżeństwu.
      Wręcz przeciwnie - uważam że jest dla niego ratunkiem.

      Gdyby mój przyjaciel nie mógł rozmawiać o swoich problemach ze mną znalazłby
      sobie kogoś innego. A ten ktoś... mógłby chcieć czegoś więcej niż przyjaźni. To
      więcej niż pewne. Na pewno kogoś by sobie znalazł, bo on po prostu musi z kimś
      rozmawiać o swoich sprawach, a na żonę nie ma co liczyć w tym względzie. Jestem
      jedyną osobą , z którą może rozmawiać o tym:

      - jak rozwiązać problemy w pracy
      - jak się dziś czuje - czy jest wesoły/przybity , zmęczony/ wypoczęty
      - czy boli go brzuch lub głowa
      - czy wziął leki
      - co przydażyło mu się śmiesznego
      - o meczu, który był dzień wcześniej w tv
      - jak rozwiązać problemy pozazawodowe
      - co aktualnie czyta
      - o czym marzy
      - kto z nim poflirtował jak i jak
      - co dziś zjadł/ zje
      - czy był na siłowni
      - i generalnie jak wygląda jego dzień.

      On rewanżuje mi się dokładnie tym samym, a dodatkowo udziela porad sercowych ;).

      Zonę nasza znajomość zasadniczo nie interesuje. Uważa, mnie za frajerkę. Dla
      niej ważne jest by utrzymać ten związek - bardzo ceni sobie komfort - nigdy nie
      pracowała, mają 2 gosposie, kiedy on schodzi z zarobkami poniżej 20.000 w domu
      sa potworne awantury. Jego problemy zawodowe jej nie interesują, bo on jest
      facetem i ma sobie z nimi radzić jak facet. Inne zresztą też nie. Dla mojego
      przyjaciela ważne jest by utrzymać jego związek bo kocha żonę ( jest dla niego
      całym świuatem - nie mają dzieci i z przyczyn zdrowotnych nie będą mieli). Dla
      mnie ważne jest by utrzymał swój związek, bo chce żeby był szczęsliwy.

      Uważam, że dzięki mnie jest bardziej zrelaksowany, odprężony szcześliwy, a
      dzięki temu milszy dla żony. Lepiej znosi awantury. Wraca do domu w dobrym
      humorze.

      Nie jestem żadnym "aniołem". Aniołem jest żona. I tak ma być.

      Nie rozumiem więc o co Wam chodzi?
      • woman-in-love Re: czy jest możliwe.... 12.07.06, 10:42
        cha cha no to jasne, że Ty i Twój przyjaciel jesteście frajerami. Żeby zarabiać
        taka kasę facet musi się nieżle natyrać( no chyba, że jest z mafii) a w tym
        czasie jego ślubna ma duuuuużo wolnego czsu :-) Czyli oboje "pracujecie" na
        nią, Aniołki.
      • cranberry11 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 14:20
        > pracowała, mają 2 gosposie, kiedy on schodzi z zarobkami poniżej 20.000 w
        domu
        > sa potworne awantury. Jego problemy zawodowe jej nie interesują, bo on jest
        > facetem i ma sobie z nimi radzić jak facet. Inne zresztą też nie. Dla mojego
        > przyjaciela ważne jest by utrzymać jego związek bo kocha żonę ( jest dla
        Rozumiem, ze Ty jestes siostra milosierdzia, która zawsze potrafi go pocieszyc,
        bo w koncu taki biedny jest, chlopina...
        Nie wierzę w takie relacje, w których zyskuje tylko jedna strona. Zawsze ktos
        kto daje (np. swoją uwagę, czas, zainteresowanie), dostaje cos w zamian.
        Co Ty dostajesz od niego?

        > Uważam, że dzięki mnie jest bardziej zrelaksowany, odprężony szcześliwy, a
        > dzięki temu milszy dla żony. Lepiej znosi awantury. Wraca do domu w dobrym
        > humorze.
        To ciekawe, ale to samo mówia prostytutki...

      • rumiane Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 19:16
        tiaaa... opowiedzialas jak to wyglada z jego punktu widzenia :>
        i skad wiesz ze zona nie ma nic przeciwko waszym spotkaniom?
        nie ma przyjazni damsko-meskiej- chyba ze oboje jestescie strasznie szpetni
    • agnieszka300 Re: czy jest możliwe.... 12.07.06, 14:55
      NIe.Próbowałam ale nie ma sensu taka przyjaźń, bo zawsze konczy sie tak
      samo.Albo zmierza ku temu.A szkoda,bo z facetami lepiej sie dogadac w
      niektorych kwestiach.
    • cranberry11 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 14:12
      Groszku - dużo tu rad, lepszych czy gorszych, ale niezaleznie od tego, z
      których skorzystasz, nie mozesz zapominac o tym, że:
      - masz prawo czuć się źle z tym (i mówić o tym!), że Twój mąż ma "bliską
      koleżankę", niezależnie od tego, czy łączy ich romans czy "tylko" bliska
      przyjaźń. To Twój mąż, stwierdzenie, że "nie Ty będziesz mu wybierać znajomych"
      jest nieporozumieniem. Albo on jest kompletnie do tego małżeństwa niedojrzały,
      albo sam czuje, że jest nie w porządku i próbuje się przed Tobą
      usprawiedliwiać. Poza tym, co to oznacza, że ona "wie, że z nim nie może być"??
      Przyjaźń z osobą, która jest w związku (obojętnie czy z kobietą, czy z facetem)
      jest w porządku tylko wtedy, kiedy nie ma problemu w tym, żeby przyjaźnić się
      również z jej mężem lub jego żoną. Także przyjaźń między kobietami, jeśli mąż
      jednej z nich sobie tego nie życzy, nie jest w porządku wobec niego - to jest
      kwestia zwykłej uczciwości małżeńskiej, a nie zdrady.
      - druga sprawa - kłótnie, podchody, podejrzenia na niewiele się zdadzą, on
      pewnie już jest zmęczony, a będzie jeszcze bardziej, jeśli będziesz mu robić
      sceny. Jeśli czujesz, że coś jest nie w porządku, powiedz mu o tym (nie "Ty
      mnie oklamujesz", ale raczej "źle mi z tym, że nie próbujesz rozmawiać o swoich
      klopotach ze mną"). Masz prawo wymagać uczciwości, ale zmuszanie do niej tylko
      pogorszy sprawę. Powiedz mu, że nie chcesz zeby Twoje małżenstwo tak wyglądało
      i jasno określ, czego od niego oczekujesz. I wysłuchaj tego co on ma do
      powiedzenia na ten temat (a na pewno się okaże, że też jesteś winna tej
      sytuacji...).
      - masz prawo rozmawiac z koleżanką męża, pytać, czego ona oczekuje od Twojego
      męża i stawiać jasne granice, że nie życzysz sobie wchodzenia w Twoje życie (od
      kiedy to wchodzenie w czyjeś małżenstwo jest w porządku?).
      - i jeszcze jedno na koniec - też mam kolegę (przyjaciela?), którego znam od
      wielu lat, ale nigdy żadna z jego dziewczyn ani zaden z moich partnerów nie był
      o niego zazdrosny. Tyle, że nie wyobrażam sobie, żebym kiedykolwiek użyła tej
      znajomości jako argumentu w kłótni z kims - "on moj przyjaciel uwaza, ze...".
      On moze sobie uwazac co chce, mozemy sobie pomagac i radzić, ale moj związek i
      moje decyzje są tylko moją sprawą (moją i mojego partnera, bo on jest zawsze
      najwazniejszy).
      • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 14:37
        Bardzo Ci dziękuję za tak dogłębna analize przypadku. Z tego co zauważyłam to
        sprawa ma się chyba tak - mąż znalazł sobie koleżankę, która go docenia,
        podziwia i ciągle coś chce, chyba mu się to spodobało bo jednak widze symptomy
        ze utrzymuja raczej ciągły kontakt a nie poradyczny (chyba w grę weszło nawet
        kino- oczywiście za moimi plecami;/). zaczyna mi to co raz bardziej nie
        odpowiadać i zaczynam czuc piętno ze jakas trzecia osoba jest w śród nas, tracę
        zaufanie do męża, a on - jakoś nie prostuje tego w taki sposób abym czuła się
        pewnie, abym nie była zazdrosna i podejrzliwa. Wyglada mi to moze nie na
        romans - kochankowie - ale narazie bliskie kontakty kto wie czy przy chęci lub
        większemu staraniu się jednej ze stron nie przerodza się w coś wiekszego.
        Odechciewa mi się wszystkiego...
        • kici10 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 18:17
          Koleżanka chce Twojego męża. Tak to się niestety zaczyna. Jest to zarzucanie
          sieci, które oplatają coraz mocniej. Jest to standardowe zachowanie kobiet,
          które polują na faceta. Jeśli chcesz zachować swój związek, to powinnaś działać
          zdecydowanie. Należy bardzo dobitnie powiedzieć panience, gdzie jej miejsce.
          Nawet przy świadkach. To samo partnerowi. Akceptując taki stan rzeczy sama
          rzucasz ich sobie w ramiona. Potem Ci powiedzą, że "sami nie wiedzą jak to się
          stało". Gra jest jasna od samego początku. Natomiast próżność Twojego faceta
          jest mile połechtana. Z jednej strony jakaś pannica mu mówi jaki to jest
          wspaniały, zdrugiej strony partnerka wije się z zazdrości. Żyć nie umierać.
          Zadbaj o własne samopoczucie.
          • rumiane Re: czy jest możliwe.................. 14.07.06, 19:13
            groszek- zagroz ze jesli nie zakoncza tej znajomosci to o wszystkim dowie sie domniemany partner panienki.
            p.s.
            skad wiesz o kinie? :/
          • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 20:38
            kici10
            możliwe, że to co piszesz jest racją, jednak sądzę iz rozmowa z panienką nie ma
            sensu - nabierze jeszcze pewności że jest kims waznym...jeśli chodzi o mojego M
            to inna sprawa - już mu wspominałam o swoich podejrzeniach, stwierdził że go
            obrażam takim gadaniem...
            • kici10 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 23:53
              Twoje małpy, twój cyrk. Ty masz skrupuły, żeby coś powiedzieć panience, żeby
              broń Boże sobie coś nie pomyślała. A co Cię obchodzi co sobie o Tobie pomyśli.
              Ona skrupułów nie ma uwodząc żonatego faceta. Boisz się także swojego męża. Że
              będzie to dla niego niewygodne. I co z tego, czy tylko jego wygoda się liczy? A
              gdzie poszanowanie dla Twoich uczuć? Stawiasz siebie w roli ofiary, która
              potulnie czeka, aż tamci zrozumieją, że wyrządzają Ci krzywdę. Nie zrozumieją.
              Jeśli Ci zależy, to walcz o ten związek, jeśli nie, to połóż na nim laskę od
              razu, bo i tak do tego dojdzie. A pan towarzyski niech się zdecyduje kto jest
              dla niego ważny, a jak nie, to fora ze dwora. Szanuj siebie dziewczyno chociaż
              trochę. Czasami szacunek trzeba sobie wywalczyć. Jeśli dojdzie do zdrady, to
              potem całe życie będziesz sobie wyrzucała, że wiedziałaś i nie zareagowałaś. Z
              tchórzostwa.
    • bett66 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 14:37
      jest mozliwe wyłącznie kolezeństwo, pod jednym jednak wrunkiem, ze ona jest
      brzydka , jak noc.
      • groszek76 Re: czy jest możliwe.... 14.07.06, 14:38
        jest taka sobie, ani bogini urody, ani seksu...ale to moje zdanie...
    • mateusz8p Re: czy jest możliwe.... 05.02.07, 03:14
      Cholera... zdziwiły mnie te komentarze. "Zabroń mu" "To romans" itp.

      Sam mam wspaniałą przyjaciółkę, obiektywnie uważam, że jest atrakcyjną osobą,
      ale nie do końca w moim typie. Gdyby żona zabroniłaby mi kontaktu z nią,
      poczułbym się, jakby zabroniła mi kontaktu z rodziną. Bez sensu jest stawianie
      ultimatum. Pewnie macie bliskich przyjaciół, nieważne jakiej płci. Wyobraźcie
      sobie, że musicie nagle z nich zrezygnować, bo partner tak chce. Nie
      czulibyście się koszmarnie? Ja na pewno.

      Być może w tym przypadku koleżanka chce usidlić faceta, wskazuje na to
      chociażby kino. Ale to nie znaczy, że każda przyjaźń jest zagrożeniem dla
      związku. ja i wspomniana wyżej przyjaciółka znamy się 19 lat, a nigdy między
      nami nie było żadnego kontaktu fizycznego. Prawdę mówiąc, nawet nie wyobrażam
      sobie sytuacji, w której przytualmy się na pocieszenie czy przywitanie. Po
      prostu jest to zupełnie inny rodzaj kontaktów niż z żoną.

      A powracając do tej sprawy... trudno to osądzać. Możliwe, że to zwyczajna
      koleżanka, a Twoje podejrzenia nakręcają męża. Może zaczyna go cieszyć to, że
      tak panikujesz? Chociaż pisałaś o jego awanturze, kiedy dowiedział się o
      rozmowie, więc chyba jednak wolałby kontakty ukryć, co nie wróży dobrze.
      Dziewczyny jeszcze nie poznał zbyt dobrze, więc pewnie widzi same jej zalety...
      sytuacja może być niebezpieczna, ale nie musi. Nie wiem, czy ejst sens
      działania "na wszelki wypadek" i zabraniania mężowi kontaktów. Zakazany owoc
      jest dużo smaczniejszy.
      • kleo1 Re: czy jest możliwe.... 05.02.07, 08:46
        Co innego przyjaźń 19-sto letnia a co innego "nowa" koleżanka z pracy, poznana
        niedawno... tak uważam...
    • czikita1233 Re: czy jest możliwe.... 05.02.07, 14:31
      Moim zdaniem nie mozliwy jest taki układ...

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka