Dodaj do ulubionych

Trudna konieczność znieczulenia się na partnerkę

21.08.07, 01:10
To pierwszy mój wątek. Temat wydał mi się nie poruszany jeszcze na
tym forum a mnie mocno interesujący, choć dla wielu zapewne dość
kuriozalny;)
Gdy żona odsuwa się od ciebie, bezskutecznie próbujesz zbliżyć się
do niej a dostajesz "kosza"...czujesz się jak szmata...miesiące,
może lata bez seksu...nie wiesz co robić aby nie zwariować...aby nie
przeżywać dalszych upokorzeń musisz się znieczulić na własną żonę
mimo tego, że dalej cię pociąga erotycznie...
W skrócie ciąg zdarzeń. Czy ktoś takiego problemu doświadczył,
doświadcza? Jak sobie z tym radzi i jakie skutki dla własnej
psychiki, seksualności odczuwa???
Temat może dość "oryginalny", ale chyba to nie tylko mój problem???
Nie interesują mnie rady jak odbudować takie małżeństwo. Interesują
mnie podobne doświadczenia innych (szczególnie mężczyzn) i skutki
takie sytuacji...
Bardzo jestem ciekawy czy będą Wasze reakcje i jakie?
Obserwuj wątek
    • minsi Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 11:50
      masz problem ze swoją (za niską samooceną)
      nie wiem jak sie czujesz, bo nigdy nie miałem tak niskiej samooceny, nawet w
      stanie depresji.
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 12:09
        Hmmm...takiej pierwszej reakcji się nie spodziewałem - przyznam:)
        Szukam osób które rozumieją problem a nie oczekuję ocen, które nie
        mają nic wspólnego z rzeczywistością (ja nie miałem i nie mam żadnej
        depresji;))...ale mimo to dziękuję za odzew
      • pigou Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 12:18
        Może z tym czuciem się szmatą to lekka przesada. Ale faktycznie
        negatywne emocje po odrzuceniu potrafia zatruć życie. Jak powiedzmy
        jedna próba na dziecięć kończy się sexem to te 9 powoduje, że
        odechciewa się żyć (w danej chwili oczywiście). Człowiek szuka
        powodów dlaczego zostaje odrzucony i oczywiście się zadręcza. Taki
        stan może trwać do kilku lat. Potem coś w człowieku pęka - traci
        nadzieję na zmianę zachowania partnera i zaczyna nowe życie.
        Oczywiście wtedy partner jest szczerze zdziwiony i zaskoczony ;-).
        Szczególnie po 30 zaczyna brakować czasu na czekanie na lepsze
        jutro. Jak sobie pomyślę, że jestem z kobietą, która ma mnie w nosie
        a mógłbym być z inną, która miałaby mnie w dupie ;-) - to mnie krew
        zalewa.
        • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 13:08
          Dzięki za Twoją wypowiedź, choć ostatnie zdanie zawiera pewną dozę
          ironii...i dobrze:) bo trzeba nabrać dystansu do pewnych spraw.
          Mój wątek zawiera jednak wycinek problemu, który mnie interesuje a
          mianowicie kwestię tego "znieczulenia na partnerkę" i to mnie
          interesuje. Z całokształtem problemu to ja sobie muszę radzić i
          radzę, ale ta kwestia "znieczulenia" jest dla mnie czymś co mnie w
          tym wątku interesuje i czekam ciągle na osoby (mężczyzn głównie,ale
          i relacje kobiet mogą być ciekawe) które były do tego niejako
          zmuszone aby ratować swoją godność osobistą...
          • minsi Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 14:59
            sorry kolego, Twoich postów nie da się czytać na trzeźwo.
            ustalmy fakty:
            1. NIE musisz się na nic znieczulać. W naszym kraju rozwody nie są zakazane
            prawnie, ani społecznie. Jeśli jesteś z kimś kto Ci nie odpowiada- zmień tę sytuację
            2. nie wyobrażam sobie takiej sytuacji, żebym na jakimkolwiek forum, czy w
            zwykłej rozmowie etc. powiedział, że czuję się jak szmata. A tym bardziej, że to
            z powodu partnerki którą człowiek sobie wybiera rzekomo po to, żeby było mu
            lepiej w życiu.
            3. nie bierz tego osobiście, ale nie znoszę ludzi których jedynym sposobem na
            życie jest wycie do księżyca ew. płakanie nad wylanym mlekiem.
    • misssaigon Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 13:25
      "znieczulenie" jest dla mnie równoznaczne z oddaleniem sie fizycznym i
      emocjonalnym,, co pozostaje z takiego małżenstwa? fasad, wydmuszka,
      przedsiebiorstwo , w którym obslugujemy siebie i ewentualnie dzieci...
      czy warto tak zyc? to zalezy od pryncypiow zyciowych, niektorzy uwazaja, ze wart
      - dla dzieci, inni trwaja bo sa malo asertywni, wygodni, strachliwi..bo lepsze
      znane zlo...

      ja uwazam, ze taki pusty zwiazek wyjaławia wewnetrznie i jest destrukcyjny dla
      ludzi w nim tkwiacych...wart sie znieczulic ale tylko po to zeby cos zmienic a
      nie trwac w takim stanie "hibernacji"
      • woman-in-love Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 13:38
        no, ale własnie to "znieczulenie" robi z ccłowieka pusta skorupę. Dopóki
        czujesz, nawet jeśli to jest cierpienie - masz wolę do jakiegoś działania: wte
        albo wewte. Popatrz na starsze małżeństwa: wkoło pełno takich "znieczulonych".
        Mają to prawie napisane na twarzy. Odpowiada ci to??? Dla mnie to śmierć za zycia...
    • avide Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 15:12
      No to co odpowiem bo to przeżyłem.
      W ramach leczenia walki o związek robiłem dosłownie wszystko. Zazwyczaj moje
      prośby, kończyły sie stwierdzeniem że coś znowu sobie ubzdurałem, że ona taka
      jest itp.
      Postanowiłem zatem "oduczyć" się seksu. Zajeżdżałem się w najróżniejszy sposób.
      Prawda była taka że nic nie pomagało. Ciągle miałem ochotę na sex, ochotą na nią.

      No i wreszcie przyszedł przełom. Znieczuliłem sie na jej wdzięki w momencie jak
      zrozumiałem jej seksualność. Nagle pojąłem, że jej tak jak jest jest dobrze, że
      mnie kocha, że dobrze jej ze mną w życiu, ale nie nie pragnie. Nie ma ochoty
      mnie przelecieć pod drzwiami, dobrać się do mnie w samochodzie, dać mi
      soczystego klapsa mówią zerznij mnie. Zrozumiałem, że dla niej seks ma zupełnie
      inny wymiar, taki .... prokreacyjny.

      Jak zrozumiałem to ... cos we mnie zgasło, umarło. Zacząłem patrzeć na nią nie
      oczami męża-kochanka ale bardziej przyjaciela, kumpla. Zobaczyłem w niej nagle
      taka dziewczynkę, która pragnie być przytulana, której mówi się "kocham cie" ale
      nie jak mąż żonie, kochanek swej kochance ale jak ojciec córce.

      Dalej jest dla mnie cholernie atrakcyjna ale odkąd zrozumiałem jej światopogląd
      seksualny stała się dla mnie jak dziewczynka, a pedofilem nie jestem.

      Najzabawniejsze jest, że teraz gdy powiedziałem jej że chcę odejść przemieniła
      sie w kocicę. Ja całkowicie przestałem się starać, w ogóle nie zabiegam o
      jakiekolwiek zbliżenia a ona zaczęła stawać na głowie bym ja przeleciał. A mnie
      teraz notorycznie "głowa boli".

      No to przeleciałem ją parę razy... tak na zimno, bez jakiegokolwiek
      zaangażowania, emocjonalnie sie zablokowałem. Poczuła jak to jest bzykać się z
      lodowcem. Zero finezji, zero pieszczot, zero radości.

      Mam kurewski problem.... wiem.

      Tak to wygląda.
      Avide
      • pigou Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 15:36
        Smutna jest twoja opowieść avide ... jakbym czytał swoją historię
        małżeństwa. Stwierdzenia "taka jestem" albo "znów szukasz dziury w
        całym" kończą zazwyczaj nasze rozmowy o nas zanim się praktycznie
        zaczną. Bolesne jest to, że poza sexem wszystko jest OK. Ale bez
        sexu nic nie jesj OK. Czuję, że jestem blisko tego
        stanu "zrozumienia". Prawdziwa empatia, nie ma co !
      • aandzia43 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 16:17
        Witaj Avide :-)

        Miło mi cię czytać, ale smutne, że wieści nienajlepsze masz dla nas.

        Bardzo jestem ciekawa, jak twoja żona odebrała ten pozbawiony
        finzezji i radości seks? Była przestraszona, obrażona, a może
        podobało sie jej? A może nie zauważyła zmiany?

        Nie od dziś zastanawiam się, czy twoja żona JEST tą małą dziewczynką
        w ciele kobiety, czy jest kobietą w ciele kobiety chwilowo tylko
        przebraną za dziewczynkę. Drugi wariant oczywiście byłby rokujący.
        Wystarczyłoby tylko skruszyć skorupę i kochanka wyłoniła by się z
        gruzów, jak Wenus z morskiej piany. Ale to oczywiście musiałaby
        zrobić sama. Stymulowana twoją twardą grą. Jak by nie potoczyły się
        twoje losy - powodzenia :-))))))
        • avide Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:44
          aandzia43 napisała:

          > Witaj Avide :-)
          >
          > Miło mi cię czytać, ale smutne, że wieści nienajlepsze masz dla nas.
          >

          Na początek dziękuje za ciepłe słowo, miło się robi na twarzy po takim zdaniu,
          naprawdę


          > Bardzo jestem ciekawa, jak twoja żona odebrała ten pozbawiony
          > finzezji i radości seks? Była przestraszona, obrażona, a może
          > podobało sie jej? A może nie zauważyła zmiany?
          ...

          a teraz sedno.
          Przestraszyła sie. Wcześniej jak "udawałem" oziębłość, chyba nie byłem bardzo
          przekonywający bo nie robiło to na niej najmniejszego wrażenia. Dla mnie po
          prostu podejść i złapać za tyłek kobietę mijając ją w kuchni, przedpokoju czy
          łazience było tak samo naturalne jak picie herbaty czy kawy.
          Taki zwyczajnie byłem.

          Jak przestałem to robić, a do tego doszedł ten chłód i zrobiło to na niej wrażenia.
          Wie że nie jest jak było. Ja nie potrafię długo udawać emocji. Wyszło wszystko
          również poza łóżkiem. Dłużej siedzę w pracy, nie pędzę do domu, nie opowiadam z
          zaangażowaniem jak kiedyś, w łóżku takie "puk, puk" i po sprawie. Musiała by być
          głucha i ślepa.
          Zareagowała bo jej ciągle zależy. Teraz mogła by napisać o mnie, że jestem
          najgorszym kochankiem na ziemi i miał by do tego pełne prawo. Nie staram się w
          łożu domowym ani ciu ciut. Prawdziwy małżeński obowiązek.
          Czasami mam zrywy, chcę, próbuje ale cały czas czuje jakbym robił coś wbrew
          sobie, takie .... "piłowanie".

          W każdym związku są słowa których nie powinno sie nigdy wypowiedzieć i momenty
          do których nie powinno sie dopuścić. Takie punkty krytyczne po przekroczeniu
          których zwyczajnie nie ma odwrotu. Porównuje to do sytuacji chwilowego
          niedotlenienie mózgu. Człowiek będzie żył, tylko coś w nim obumiera i wszyscy
          wiem do czego to prowadzi.
          Tak samo ze związkiem. Po czyms takim albo związek umiera, albo reanimuje się go
          po czym nastepuje długa i cięzka rechabilitacja bez gwarancji sukceu. Na pewno
          coś sie bezpowrotnie traci. Ja to straciłem. To wiem. Straciłem ten mój
          entuzjazm, radośc z każdej chwili spedzonej z kobietą która ma na mnie chcęc.

          Świadomiość bycia obok osoby, która wiesz że kręcisz ją, że lubi się z tobą
          kochać, właśnie ta świadomość powoduje, że chcesz sę do takiej osoby przytulać.
          Mając w głowie świadomość, że osoba do której się przytulasz po przekroczeniu
          sfery szeroko pojętej intymności będzie czuła dyskomfort a nie radość powoduje
          właśnie obumieranie entuzjazmu i radości bycia w związku.

          Całość prowadzi do znieczulicy, cynizmu, hipokryzji, opcjonalnie zdrady
          ewentualnie rozpadu związku.
          Tak naprawdę sytuacja o która pytał autor wątku to taka "chwila tuz przed śmiercią"
          Nie życzę nikomu by chciał jej zaznać, by jej zaznał. Niektórych uda sie
          reanimować z powodzeniem (zdecydowana mniejszość), inni na zawsze pozostaną
          "kalekami" ale dla większości oznacza to koniec.

          Pzdr.
          Avide
          • fortunefaded Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 21:07
            >W każdym związku są słowa których nie powinno sie nigdy
            wypowiedzieć i momenty
            do których nie powinno sie dopuścić. Takie punkty krytyczne po
            przekroczeniu
            których zwyczajnie nie ma odwrotu. Porównuje to do sytuacji
            chwilowego
            niedotlenienie mózgu. Człowiek będzie żył, tylko coś w nim obumiera
            i wszyscy
            wiem do czego to prowadzi.
            Tak samo ze związkiem. Po czyms takim albo związek umiera, albo
            reanimuje się go
            po czym nastepuje długa i cięzka rechabilitacja bez gwarancji
            sukceu. Na pewno
            coś sie bezpowrotnie traci. Ja to straciłem. To wiem. Straciłem ten
            mój
            entuzjazm, radośc z każdej chwili spedzonej z kobietą która ma na
            mnie chcęc.

            Świadomiość bycia obok osoby, która wiesz że kręcisz ją, że lubi się
            z tobą
            kochać, właśnie ta świadomość powoduje, że chcesz sę do takiej osoby
            przytulać.
            Mając w głowie świadomość, że osoba do której się przytulasz po
            przekroczeniu
            sfery szeroko pojętej intymności będzie czuła dyskomfort a nie
            radość powoduje
            właśnie obumieranie entuzjazmu i radości bycia w związku.

            Całość prowadzi do znieczulicy, cynizmu, hipokryzji, opcjonalnie
            zdrady
            ewentualnie rozpadu związku.

            Przeraziles mnie nie na zarty :-(
            Bardzo trafny post i jak znalazl na moje problemy.
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 16:45
        ...i wreszcie przeczytałem wypowiedź Twoją avide, która coś wnosi do
        tematu, który mnie interesuje.
        Jesteś na razie jedyną osobą, która rozumie o co w tym chodzi, choć
        nasze doświadczenia nie są identyczne.
        Inne osoby które się tu wypowiadają raczej nie rozumieją w czym
        rzecz. Ja się tym postem nie rozczulam nad sobą i nie potrzebuję
        współczucia -absolutnie. Sam sobie już od dłuższego czasu radzę z
        tym problemem całkiem dobrze.
        Moje małżeństwo ciągnąłem tak długo jak uważałem za stosowne "dla
        dobra dzieci", ale kiedy osiągnęły wiek dojrzały związek się
        formalnie również kończy.Te parę słów skreśliłem dla wyjaśnienia
        kontekstu a interesuje mnie sam dość wycinkowy problem "znieczulenia
        na drugą osobę" z którą nawet śpi się w jednym łóżku i należy się
        wyzbyć "ochoty" na Nią, bo ma się honor i godność osobistą...
        Jedno wiem po latach doświadczeń: takie toksyczne , nieudane związki
        należy kończyć szybko, na odrzucenie w sprawach nie tylko seksu
        należy reagować błyskawicznie, bo inaczej wpada się w pewien marazm
        z którego trudno wyjść bez strat...ale niestety człowiek myśli jak
        to dotknie osób zainteresowanych.
        Twoja sytuacja avide jest jednak różna od mojej. Moja małżonka nigdy
        nawet czułości nie potrafiła okazywać i teraz aż się dziwię jak ja
        sam potrafiłem tak długo sam Jej dawać tę czułość?
        Cóż, człowiek chyba czasem próbuje sobie tworzyć pewną rzeczywistość
        na zasadzie pewnego "chciejstwa"...
        • krucha.piana Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:01
          Witam wszystkich. Poruszył mnie ten wątek bardzo, choć ja żyję w
          związku, w ktorym z czułością i jej okazywaniem nie ma problemu, a
          raczej tylko z ochotą na seks..
          m717 piszesz, że masz dzieci, że juz dorosły. Jak one widziały Wasze
          malzenstwo? Czy im zona tez nie okazywała czułosci? Czy Twoje dzieci
          maja w głowach zakodowany taki własnie oschły związek jako normę? Ja
          sobe wyobrazam poniekąd - zadne z Was nie krzyczało, nie kłóciliscie
          sie, nikt nie trzaskał drzwiami, nie rzucał talerzami, nie
          odchodził... Tylko nikt nikogo nie przytulał, nie cmokał, nie
          głaskał, nie całował... Tak to było? Przepraszam, ze tak sie
          dopytuję. Tobie współczuję (choc nie o to Ci chodzi, wiem), ale
          pomyslałam o Waszych dzieciach, bo sama je mam...
          • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:15
            Tak, masz rację było tak, że małżonka nie okazywała czułości wobec
            mnie żadnej prawie a ja to robiłem tak długo jak mogłem...i
            baaaardzo mi tego brakowało, abstrahując już od braku samego seksu.
            Żona dzieciom jak najbardziej okazywała czułość i jako matka była
            ogólnie ok. Masz rację ,że nie było kłótni (ja ich nie
            akceptowałem,wygaszałem w zarodku). Żona prawdopodobnie wyniosła z
            domu taki obraz "zimnego związku" w którym facet odgrywa tę rolę
            ZŁEGO, tylko ja jakoś się nie nadawałem do tej roli;)
            Po latach wiem prawie na pewno, że w tej sytuacji Ona podświadomie
            chciała odtwarzać w naszym związku to co zakodowała sobie we własnym
            domu rodzinnym. Ja jednak "ni w ząb" nie pasuję do roli tego złego
            faceta...
            Co do dzieci to boję się faktycznie, że ten obraz związku mógł nie
            najlepiej wpłynąć na Ich widzenie związku między kobietą a
            mężczyzną...niestety
            • krucha.piana Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:20
              Powiedz mi, przeciez na pewno kiedys na poczatku rozmawiales z nia o
              tym. Przeciez skoro (upraszczając znacznie) kiedys pewnie spytałes:
              Słuchaj,zrobilem cos nie tak?
              Nie.
              cos w ogole jest nie tak?
              Nie.
              Cos sie dzieje?
              Nie.
              Kochasz mnie?
              Tak.
              To czemu mnie nie pocałujesz i nie przytulisz?

              Moze naiwna jestem zadajac takie pytania. Wiem, ze zbiegiem czasu
              zaczynamy dla swietego spokoju akceptowac wiele spraw, ktore jeszcze
              pewien czas temu zdawały sie nie do zaakceptowania...
              • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:34
                wiesz, jestem ciekawy czemu Cię ta historia tak zainteresowała?
                Znajdujesz w niej coś podobnego do Twych doświadczeń?
                Co do rozmów to niestety z moją małżonką nie dało się rozmawiać
                szczerze niestety. Uciekała od tematów ważnych jakby obawiając się
                obnażenia psychicznego.Inna sprawa, że ja sam jakoś sprawy nie
                stawiałem jasno, na ostrzu noża i tu był mój błąd. Takie problemy
                należy rozwiązywać zaraz wtedy kiedy się pojawiają. Czuję się też
                trochę "ofiarą" własnej ideowości z tamtych lat przed i po ślubie.
                Nasuwa się powiedzenie: "gdy masz miękkie serce to musisz mieć
                twardą d..ę";)
                • krucha.piana Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:53
                  Pewnie masz rację. Niestety, ja tez najczesciej chowam głowe w
                  piasek zamiast stawiac sprawy na ostrzu noża. Dlaczego tak mnie
                  zajeła własnie Twoja historia? Chyba dlatego, ze jakis czas temu,
                  po kilkunastu latach malzenstwa moj maz przestał chciec seksu. Po
                  ilus odmowach, tlumaczonych stresem, zmeczeniem, dalam sobie spokoj.
                  Czulosc tez byla jakos nie na miejscu. Zaciełam sie, nie to nie.
                  Prosic nie bede. Zwiazek trwał, przeciez nie przestalismy sie
                  kochac. Dwa lata mineły, przeszło. Bez specjalnych staran z mojej
                  strony. Nie dowiem sie pewnie nigdy o co chodziło, czy moze o kogo.
                  Nie chce drązyc. Teraz - znow jest w zasadzie OK. Tylko ze przez ten
                  czas ja musiałam sie 'znieczulic'. Uciekłam w swiat znajomosci z
                  netu. Zaczełam zauwazac facetow wokoło, zwełaszcza tych, ktorzy
                  widzieli we mnie kobiete. Ta historia nie przeszła bez echa. Nie
                  chce wchodzic w szczegoły, nie w tym rzecz. Ale, choc wiem ze kocham
                  meza, choc z zewnatrz tworzymy naprawde fajna rodzine, choc mamy
                  udane dzieci, choc okazujemy sobie czulosc, choc lubie seks z nim,
                  czuje wyraznie, ze cos znikneło, cos umarło. Nie potrafie chyba go
                  juz tak pragnac jak kiedys. Byc moze stałoby sie tak nawet bez tej
                  dwuletniej przerwy? Nie wiem.
                  I dlatego chyba tak zaciekawiła mnie Twoja opowiesc. Pozdrawiam:)
                  • avide Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 18:05
                    krucha.piana napisała:
                    ..... Ale, choc wiem ze kocham
                    > meza, choc z zewnatrz tworzymy naprawde fajna rodzine, choc mamy
                    > udane dzieci, choc okazujemy sobie czulosc, choc lubie seks z nim,
                    > czuje wyraznie, ze cos znikneło, cos umarło. Nie potrafie chyba go
                    > juz tak pragnac jak kiedys. Byc moze stałoby sie tak nawet bez tej
                    > dwuletniej przerwy? Nie wiem.
                    > I dlatego chyba tak zaciekawiła mnie Twoja opowiesc. Pozdrawiam:)

                    Powiem Ci że nie do końca masz racje. Wg mnie gdyby jednak nie był dla ciebie
                    zimnym głazem nie doszło by do tego. Dalej byś o kochała.
                    Nie wiem czemu tak jest jak raz cos "umrze" reanimacja nie pozwala powrócić do
                    stanu "z przed", udaje się to tylko nielicznym piekielnie silnym psychicznie
                    ludziom.
                    Jak na mój gust już nigdy nie będzie jak kiedyś. Żebyś znowu się na niego
                    obwarzyła tak jak wtedy gdy sie zakochałaś pierwszy raz musiał bym zacząć cie
                    zdobywać jak wtedy a i tak potrzebowałaś bys wieeelu dni, mienięcy, lat by
                    pokochać go znowu jak kiedyś.
                • avide Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 17:59
                  Tam m717 nasze sytuacje sa diametralnie róże choć podobne.
                  W moim związku czułości nigdy nie brakowało. tego jest w bród.
                  Co z tego, brak było pożądania, od bardzo wczesnego początku.
                  Gdyby moja żona nie dość, że nie dawała "dupy" (sory za określenie) i do tego
                  jeszcze nie okazywała czułości ... dla mnie taka sytuacja była by prosta i
                  jednoznaczna.

                  Ja jestem w sytuacji, w której zdaję sobie sprawę, że mam czuła kochającą mnie
                  ale tak troszkę inaczej kobietę. Nawet nogi przede mna rozłoży z tej wielkiej
                  miłości, i będzie mówiła, że jest ok. zwłaszcza teraz po ostatnich rozmowach,
                  kiedy realnie poczuła, że mnie traci.

                  Powstaje pytanie: Czy lubisz się kochać z kimś kto robi to w obawie przed
                  rozstaniem, bo tak naprawdę to "nie ma pojęcia czym ci wszyscy ludzie sie w tym
                  seksie zachwycają" ??? Taki małżeński obowiązek dla uratowania małżeństwa. Wiem,
                  że wielu by coś takiego w zupełności starczyło, wielu by powiedziało, że szukam
                  dziury w całym... przeciez seks jest ??? tak ???

                  Jednak jest ogromna różnica między niewolniczym robieniem czegoś dla kogoś a ta
                  sama czynnością wykonywana dla własnej przyjemności.
                  ten kto nie czuje tej różnicy nigdy nie zrozumie mojego problemu.
                  Problemu mojej głowy.
                • b-b1 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 18:04
                  Ciekawi mnie bardzo po co Ci teraz "dokończenie tej historii " dopisane przez
                  innych forumowiczów? Robisz statystyki kto ile wytrzymał, ilu znalazło nową
                  kobiete, która nie odwracała sie w łóżku i nie urażała meskiego ego,a ilu
                  zostało w takim związku?
                  Szukasz rozgrzeszenia?
                  • b-b1 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 18:05
                    Pytanie skierowane jest do M717
                    • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 18:18
                      Rozgrzeszenia??? zupełnie nie rozumiem Twojej logiki w tym
                      przypadku...nie czuje sie winny więc dlaczego miałbym oczekiwać
                      rozgrzeszenia???
                      A wątek pwostał trochę z ciekawości jakie inni mają doświadczenia w
                      tej materii i przyznam, że nie rozczarowały mnie wypowiedzi, choć
                      rozumiem, że część forumowiczów nie jest w stanie zrozumieć sytuacji
                      do końca jeśli czegoś podobnego nie przeżyła.
                      Co do doświadczeń "avide" to muszę Ci powiedzieć, że Twoja żona
                      zasługuje jednak na duży szacunek, bo zależy jej jakoś, stara się i
                      to powinieneś docenić. Nie wszystko musi być idealne w życiu, ale
                      dobrze mieć choć poczucie, że tej drugiej stronie zależy na Tobie...
                      • b-b1 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 18:33
                        """Inna sprawa, że ja sam jakoś sprawy nie
                        stawiałem jasno, na ostrzu noża i tu był mój błąd."""
                        Z jednej strony sam przyznajesz się do błedów, z drugiej nie oczekujesz
                        współczucia i porad(chociaz na pewno byłyby cenne), robisz z siebie ofiare
                        zimnej , lodowatej kobiety- po co?
                        Z Twoich postów wynika, ze jesteś dalej w tym związku-nie chcesz tej sytuacji
                        rozwiazać, nie chcesz się zbliżyć już do żony, wiec "przypadki" innych z forum
                        moga tylko rozwiac Twoje wątpliwosci co do dalszych decyzji-rzucić ja? zdradzić?
                        Rozwieść się?kiedy się zacząc pakować? jak to inni załatwili?
                        Stąd moja logika...
                        • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 00:35
                          Tylko gdybyś czytała uważnie to co napisałem to wiedziałabyś, że
                          podjąłem decyzję o rozwodzie...
                      • aandzia43 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 19:14
                        Tak, m717, żonie Avide zależy jakoś na mężu, stara sie i on to
                        pewnie docenia. Ale, jka wiemy, nie na takim rodzaju miłości akurat
                        mu zależy. Twoja żona, chociaż chłodna, też dba o ciebie i darzy cię
                        jakimś uczuciem. Buduje z tobą rodzinę, towrzyszy ci od tylu lat. Ja
                        też wiem, co znaczy być obdarowywaną uczuciem takiego rodzaju, ze do
                        niczego nie jest mi ono potrzebne, a usychać z braku innych uczuć.

                        Wszystkim naszym partnerom należy się szacunek za to, co nam już
                        dają (nawet jeśli tym rzygamy). Szpila w dupę, żeby dokonali wysiłku
                        przekroczenia siebie i spróbowali stworzyć nową jakość w swoim życiu
                        i obdarować nas tym, czego nam tak boleśnie brakuje. I "dziękuję" za
                        rzeczywiste wysiłki, które poczynią, niezależnie od efektów.
                        A potem już można się w zgodzie rozstać. Albo żyć długo i
                        szczęśliwie.

                        Sposób na znieczulenie? Wykreślić z mapy swojego emocjonalnego
                        życia, wyrzucić poza nawias, pozbawić mocy opiniotwórczej w
                        kwestiach męskość-kobiecość, przestać się komunikować poza naprawdę
                        niezbędnym minimum, unikać jakiegokolwiek kontaktu fizycznego.
                        Chcesz tego, czy może jeszcze raz spróbujesz?
                        :-))))
                        Pozdrawiam
                        • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 00:42
                          Wykreślić z mapy swojego emocjonalnego
                          > życia, wyrzucić poza nawias, pozbawić mocy opiniotwórczej w
                          > kwestiach męskość-kobiecość, przestać się komunikować poza
                          naprawdę
                          > niezbędnym minimum, unikać jakiegokolwiek kontaktu fizycznego.
                          > Chcesz tego, czy może jeszcze raz spróbujesz?
                          > :-))))
                          > Pozdrawiam

                          Droga Andziu:)...dokładnie tak jak napisałaś już jest. Niczego już
                          nie spróbuję, za dużo czasu już straciłem w życiu,poniosłem
                          konkretne straty i podniosłem się z tego. Nie dam się już więcej
                          wodzić za nos...
                          Dzięki za Twój głos...
    • olimpiaxx Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 19:31
      Nie doradzę Ci tutaj jako męzczyzna ale jako taka własnie kobieta.
      Mój mąż ma ten problem co Ty. Ja też ciagle mu odmawiam. Powód? mi
      sie po prostu nie chce, a wcale nie znaczy, ze go nie kocham. Wrecz
      przeciwnie-jest cudownym facetem, dobrym męzem i tatusiem. Ale ja po
      prostu nie moge!!!sex mi sie juz troche znudził. Zamierzam wprawdzie
      wybarc sie do sexuologa, ale sie krępuje. Z drugiej strony widzę co
      przezywa mój mąż-odrzucenie, moją niechęć, smutek, rozczarowanie.
      zauwazyłam , że rekomensuje sobie to piwem.. Ja chciałbym kochac sie
      tak często jak on tego potrzebuje, niejednokrotnie zmuszając sie.
      Nierzadko ciekły mi łzy podczas stosunku, ale skrzętnie je
      ukrywałam. Nie gniewaj sie wiec na swoją zonę, moze to takie czasowe
      zniechęcenie???
      • nie_wiem Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 20:12
        Olympio, czy będziesz się, tak jak seksuologa, krępować sali rozwodowej i
        sędziego dającego Ci rozwód z hukiem?
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 00:51
        Oj Olimpio:) jeśli naprawdę kochasz swojego męża to idź do tego
        seksuologa póki czas, póki jeszcze istnieje między wami jakaś więź a
        nie krępuj się, bo czym właściwie???
        Twoja postawa jest godna docenienie jednak, bo dajesz mężowi
        poczucie, że Ci zależy.
        A co ma powiedzieć ktoś taki jak ja, kiedy małżonka nie widzi
        (widziała) problemu w takiej sytuacji i nie starając się nawet tego
        zrekompensować jakąś czułością???
        Taka małżonka dostrzegając widmo rozwodu idzie po 7 latach (tak
        naprawdę to więcej) braku kontaktu seksualnego i uczuciowego do
        psychologa i jej się wydaje prawdopodobnie, że coś odbuduje...a tu
        za wiele się stało w międzyczasie i ten mąż już nie jest
        zainteresowny...ona już naprawdę nie jest realną częścią jego
        życia...
    • aaaster Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 21:34
      niestety, moje dośwadczenia sa podobne - nawet identyczne - jak
      twoje czy Avide. Co prawda nie czuje się jak szmata, ale moje ego
      poważnie ucierpiało. Mojej żonie o prostu sex nie jest potrzebny do
      życia, związek dwojga ludzi opiera na... no właśnie nie na seksie to
      i nie na miłości, więc pozostaje mi wygoda lub/i kasa. Nie wiem jak
      to jest, że my faceci jesteśmy tak zaślepieni przed ślubem, a może
      jesteśmy zręcznie zmanipulowani... Przebolałem już swoje i wychodze
      na prostą. Sam sobie zafundowałem terapię i największą jej częścią
      jest właśnie znieczulenie. Ma to swoje wady i zalety, o zaletach nie
      będę pisał, natomiast wady to fakt, że znieczulenie dotyczy nie
      tylko sfery intymnej ale i stosunków międzyludzkich. Niestety musze
      być oschły do żony również w życiu codziennym i to powoduje że
      jestem postrzegany jako ten zły. I to mnie boli chyba najbardziej...
      Cała sprawa prowadzi pewnie do rozstania, poniewaz żona oświadczyła,
      że się nie zmieni "bo taka juz jest".
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 00:59
        Twój tekst jest jednym z tych których oczekiwałem...relacji o
        podobnych doświadczeniach...

        Nie wiem jak
        > to jest, że my faceci jesteśmy tak zaślepieni przed ślubem, a może
        > jesteśmy zręcznie zmanipulowani...

        Celna uwaga i raczej prawdziwa...

        Ma to swoje wady i zalety, o zaletach nie
        > będę pisał, natomiast wady to fakt, że znieczulenie dotyczy nie
        > tylko sfery intymnej ale i stosunków międzyludzkich.

        I tu są skutki mimowolne tego znieczulenia...takie troche bardziej
        przykre...coś podobnego obserwuję u siebie

        Niestety musze
        > być oschły do żony również w życiu codziennym i to powoduje że
        > jestem postrzegany jako ten zły. I to mnie boli chyba
        najbardziej...

        I znów podobne doświadczenie, choć mnie juz to tak naprawdę nie
        boli...staram się mocno oddzielić swój stosunek do Niej od relacji
        do innych, do których staram się byc bardzo serdeczny, co jak sądzę
        jest w mojej naturze...

        Cała sprawa prowadzi pewnie do rozstania, poniewaz żona oświadczyła,
        > że się nie zmieni "bo taka juz jest".

        Oj prowadzi, prowadzi...i trzeba to zrobić jak najprędzej

        Dzięki za podzielenie się swoimi doświadczeniami...czytałem
        wcześniej Twoje wypowiedzi na forum również
      • twins_aaaster Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 23.08.07, 16:58
        aaaster, odezwij sie prosze. Zalezy mi na kontakcie z Toba. Zbyt duzo jest
        podobienstw, za duzo. Musze z Toba porozmawiac, no chyba, ze Ci juz nie zalezy
        na tym zwiazku.

        Pozdrawiam
    • lilyrush Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 22:26
      nie wchodząc w szczegóły i nie szukając konkretnego wątku do
      wypowiedzi...chciałam tylko coś dodać w temacie dzieci w takim związku.
      Moje dziecko ma troche ponad rok. Wydawało mi sie, ze niewiele jeszcze rozumie i
      widzi. Odeszłam od męża jakiś czas temu, ale od bardzo dawna nie było miedzy
      nami żadnej dobrowolnej, niewymuszonej czułości i bliskości. W ostatnią
      niedziele byłam na spacerze z synkiem i znajomym. Długo nie zapomnę totalnego
      zaskoczenia i zdziwienie mojego dziecka, kiedy sie z tymże znajomym
      pocałowaliśmy. Wtedy zdałam sobie sprawę, że moje dziecko pierwszy raz w życiu
      widzi mnie okazująca czułość komuś innemu niż ono samo...
      Ja odeszłam w porę. Mam szanse na to, żeby mój syn wiedział jak wygląda
      prawdziwy dom i rodzina. I wiem, że właśnie dla JEGO dobra ja muszę być z kimś
      kogo kocham. Paradoks, prawda?
      • kawitator Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 22:40
        Przeczytałem z uwagą cały wątek Dużo tu psychologicznej prawdy

        I sobie pomyślałem Ty to stary miałeś szczęście w życiu
        Kawi nawalony jak .....
        • nie_wiem Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 23:12
          No to szczęściarz prawdziwy z Ciebie, Kawi. I nawalony do tego.

          Mnie ten wątek przygnębił ale urżnąć nijak się nie mogę.

          Zastanawia mnie jedno i nie pojmę tego chyba nigdy: jak partner w
          związku, który deklaruje miłość, oddanie, dba o partnera na
          wszelkich płaszczyznach - z pełną świadomością konsekwencji i
          spustoszeń u partnera - niszczy go poprzez szlaban na seks?
          Gdzie tu miłość i dbanie o związek? Z jednej strony oprany, z
          obiadkiem i zadbanymi dziećmi a z drugiej zima w łóżku? I tylko
          skwitowanie problemu "jakim mnie Panie Boże stworzyłeś takim mnie
          masz"? Czy można byc aż tak głupim, żeby nie widzieć problemu przez
          miesiace i lata, dołować radośnie kochaną osobę i spać spokojnie?
          Czy ktoś mi to wyjaśni?
          • krucha.piana Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 23:33
            W wielu wątkach tutaj poruszano kwestie tego że partner kogoś 'nie
            kreci' bądz 'przestał krecic'. Rzeczywiscie, trudno zmusic sie do
            czegos co przestało nam sprawiac przyjemnosc, choc kiedys sprawiało.
            Przyczyn jest zapewne sporo... ja wyczuwałam momentalnie kiedy mąż
            zmuszał sie do seksu. Z resztą powiedział ze własciwie zmusic sie
            nie jest w stanie. Wiec ja przestałam go namawiac. I ze przyczyna
            (ktorej poszukiwałam) nie lezy we mnie. Po dwoch latach mineło mu.
            Do tej pory nie jestem pewna czemu. Ale w mojej głowie zmieniło sie
            bardzo wiele. Nie narzekam. Jest seks, jest malzenstwo, jest ok.
            Jesltrem na etapie zapominania o tamtym czasie. Nie sadze by
            ktorykolwiek z opisywanych tu na forum'odmawiajacych' malzonkow
            czynil to ot tak dla dokopania drugiemu. To pewnie bardziej
            skomplikowane.
            • nie_wiem Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 23:44
              Chodziło mi o świadomość drugiego partnera, który na seks ochotę
              stracił, że poprzez tę zmianę może zniszczyć drugą osobę a w
              konsekwencji związek. Że nie podejmuje prób naprawy zaciętego zamka:
              u seksuologa, lekarza, psychologa, kogokolwiek, kto by pomógł mu się
              przełamać ponieważ chce dla swego partnera jak najlepiej.
              Tego nie pojmuję.
              • kawitator Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 21.08.07, 23:56
                Bo do tanga trzeba dwojga Jak komuś jest dobrze tak jak jest to uważa ze jest
                wszystko w jak najlepszym porządku a nad zboczonymi absolutnie nieuzasadnionymi
                wymysłami drugiej strony nie będzie się zastanawiał tym bardziej ze chłopcy jak
                piszą się starają

                Niestety żeby wyrwać z błogiego zadowolenia i pozycji taki jestem jak mnie Panie
                Boże stworzyłeś to trzeba na ziemie i z fleka. Nie żebym od razu bezpośrednia
                przemoc propagował bom kulturalny wielce ale działania muszą być zdecydowane i
                dotkliwe dla osoby przeciw której sa stosowane. Tutaj widać, że facet który
                cierpi na ostry niedosyt bzykanka mówi Nie będę się bzykał. To komu niby ma
                zrobić na złość sobie czy osobie która i tak bzykać sie nie chce A może odciąć
                od finansowania mówiąc 500 zł na miesiąc wystarczy na przykład. na protesty
                można łatwo argumenty dotyczące seksu adaptować
                • nie_wiem Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 00:04
                  Czyli to kwestia empatii i wrażliwości na potrzeby drugiego.
                  Jak jest, to ok, jak nie to z fleka i może kij i marchewka zadziała.
                  Jednym słowem zaczyna się prostytucja małżeńska ale to już zupełnie
                  inna hiostoria.
                  Mało ciekawe, szczególnie w tak intymnej sferze.
                • avide Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 10:28
                  Wiesz co Kawi... ja doszedłem do takiej metody a propos restrykcji za niedosyt
                  seksualny...

                  Jak jestem niedopieprzony, zwyczajnie robię się ściekły, poddenerwowany, łatwo
                  się rozdrażniam, potrafię być upierdliwy.
                  Na początku sam siebie za głowę łapałem i mówiłem Kur...a mać co ty chłopie
                  wyprawiasz. Dusiłem to w sobie, no bo przecież normalni, kochający się ludzie
                  tak sie nie zachowują.
                  Po porządnym seksie jestem jak do rany przyłóż przez co najmniej dwie doby, no
                  kiciuś i przykładny mąż.
                  Przerwy łóżkowe potrafiliśmy mieć nawet 1,5 miesieczne, zajeżdżając w miedzy
                  czasie się na ręcznym. Jak się połapałem jaka jest przyczyna mej frustracji w
                  akcie desperacji przestałem w sobie dusić to wszystko.

                  Żona wielkimi zdziwionymi oczami pyta się czemu taki jestem co się ze mną stało
                  o co chodzi ????
                  A ja wtedy zacząłem najzupełniej szczerze mówić czemu tak jest. Szczerość w
                  związku tak ??? hehehehhehe, no więc powiedziałem jej mniej więcej tak "Kawał
                  huja ze mnie bo dawno tegoż huja nigdzie nie wkładałem ot dlaczego. Tak jak Ty
                  potrzebujesz czułości i przytulania i ja ci o daje bo wiem że tego potrzebujesz,
                  bo to lubie nie wydzielam ci tego, tak ja potrzebuję bzykania. Nie ma bzykania
                  jest frustracja, jest frustracja, jest nieprzyjemnie dla nas obojga bo ty byś
                  najchętniej mnie za drzwi wyrzuciła a ja bym się sam wychłostał za takie
                  buraczane zachowanie"

                  No i dostałem to com chciał ale jednocześnie wpadłem pułapkę nr dwa. Nie miałem
                  pojęcia że seks wymuszony jest równie beznadziejny jak jego brak. Teraz to wiem.
                  Pisała o tym Sylwia poniżej w tym wątku.

                  Dlatego teraz nie mogę narzekać, że nie mam seksu, bo mam, nawet ja czasami
                  odmawiam .. hehehe o ironio i nie dlatego że mi się nie chce tylko ze
                  wściekłości. Wszystko stało się w takich a nie innych okolicznościach i teraz
                  nawet najszczersze zapewnienia że ma na mnie chęć nawet codziennie nie skutkują.
                  Wbiłem sobie coś do łba i za cholerę tego nie moge z niej wyrzucić. Jeśli nie
                  wyrzucę prawdopodobnie będzie po małżeństwie, bo to ze kochać potrafię wiem, nie
                  wiem tylko czy potrafią ją i z nią.

                  O podobnym problemie pisała kilka miesięcy temu nasza forumowa Glamour, w wątku
                  "ku przestrodze" lub jakoś tak. Polecam jako lekturę uzupełniającą

                  Zasada kija i marchewaki czy jakichkolwiek reglamentacji za brak czegokolwiek w
                  ziązku to ostatni środek po jaki powinniśmy chwytać ale niestety czasami jedyny.

                  U mnie to była desperacja, zona w końcu chyba połapała się w czym rzecz, szkoda
                  że tak późno.
                  Przykład.
                  Zawsze lubiłem wyuzdaną bieliznę, wielokrotnie ja nawaniałem by się tak dla
                  mnie choc na moment ubrała. nawet kupiłem jej. Nigdy nie chciała tego zrobi bo
                  "ona taka nie jest". W końcu przestałem o niej nawet wspominać. Nie pomagały
                  tłumaczenia że robi to dla mnie dla kogoś kogo kocha itp. Ostatni w końcu to
                  zrobiła, niestety stało się po po osiągnięciu przeze mnie wspomnianego już stanu
                  umysłu i normalnie zamiast rzucić się na nią jak zwierz i rżnąć ile tchu
                  (zwyczajowa standardowa moja reakcja na kobietę w takim wdzianku :)) ) wywołało
                  u mnie to uśmiech irytacji ... a przyznam zupełnie obiektywie że wyglądała ....
                  obłędnie, nawet jej to powiedziałem.
                  Po mnie to jednak spłynęło ... na jej własne życzenie.

                  To powinno mniej więcej oddać jasność sytuacji do czego może doprowadzić różnica
                  w potrzebach seksualnych zarówno ilościowych jak i jakościowych. U mnie nałożyły
                  sie obie. Pech ....
                  • sylwiamich Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 11:35
                    No właśnie Avide...ja też tak się zamknęłam na mojego męża że gdyby
                    był ostatnim facetem na ziemi...nawet wtedy nic z tego....brrr...dla
                    mnie to byłaby czstat perwercha:))W najgorszym wydaniu niemieckiego
                    porno:))


                    www.wrzuta.pl/audio/ohs3NA2y0F/
                  • misssaigon avide - ku zastanowieniu 23.08.07, 13:31
                    dochodze do wniosku, ze jednak ciut przesadzasz i zaczynasz widziec swoja
                    sytuacje czarno-biala(wiem, ze naraze sie tu zenskiej czesci forum bezwstydnie
                    cie emablujacej - trudno)

                    czy kazdy wie jaki jest? jaki bedzie? - durne pytanie oczywiscie - ale czy na
                    poczatku naszej erotycznej drogi jestesmy w stanie stwierdzic jakim
                    temepramentem i potrzebami bedzie dysponowali za lat 5 lub 10?

                    pierwsza faza zwiazku- napedzana zauroczeniem, kiedy jeszcze chodzimy
                    "zaczadzeni soba" - napedza nasza "chuć" - potem dym opada i okazuje sie, ze
                    temparamenty ciut niedobrane - bo albo taka natura naszego partnera, albo nie
                    zostal wystarczajaco rozbudzony seksualnie.

                    zastanawiam sie mocno, na ile mozemy go winic za taki stan rzeczy - za to, ze
                    jest jaki jest? trudno caly czas wspomagac sie jakimis afrodyzjakami mniej lub
                    bardziej skutecznymi - zreszta - to leczenie tylko objawów.

                    avide - czy twoja zona robi awantury, ze masz wybujały temparement? czy uwaza,
                    ze to znaczaca przeszkoda w kontynuowaniu waszego zwiazku?
                    zapewne tak nie robi - w kazdym razie nic nie piszesz na ten temat.

                    mozna sie skupiac na braku seksu, można sie skupiac na innych rzeczach - sedno
                    tkiw jednak nie w stosunku naszego partnera do nas ale w tymn, ze zaczynamy
                    tworzyc sobie "liste krzywd" i wpisujemy wszelkie przewinienia naszego partnera
                    "przeciw małzenstwu" i mozna te litse krzywd pielegnowac i podsycac jak Żydzi
                    pamiec o Holocauscie - mozna ale efekt jest znany i wiadomy - odrzucenie
                    partnera, który tez chciałby sie czuc dobrze i komfortowo w zwiazku bez ciagłego
                    cisnienia i zarzutów.

                    twoje zachowanie widze w jeden sposó - ponieważ cierpisz z powodu
                    niezrealizowanych włąsnych potrzeb - to za kare skazujesz na cierpienie swoja
                    partnerke - pachnie mi tu sadyzmem i checia odegrania sie - czujac sie
                    upokorzony proszeniem o seks - teraz sam upokarzasz...

                    piszac ten seks - wystepuje jako advocatus diaboli - ale coz - czasami staram
                    sie tez w ejsc w czyjes buty
                    • misssaigon Re: avide - ku zastanowieniu 23.08.07, 13:33
                      sorry za literowki - kwestia pospiechu - dzieciatko brzeczy
                      • woman-in-love Re: avide - ku zastanowieniu 24.08.07, 12:14
                        miss - podziwiam Cie, nic nie zniżasz poziomu, mimo, że Dzieciątka asystują.
                        Pisz, kochana, bo Twoj nick to znak probierczy dobrego postu!
                    • sylwiamich Daj poemablować... 24.08.07, 22:06
                      >misssaigon napisała:


                      dochodze do wniosku, ze jednak ciut przesadzasz i zaczynasz widziec
                      swoja
                      > sytuacje czarno-biala(wiem, ze naraze sie tu zenskiej czesci forum
                      bezwstydnie
                      > cie emablujacej - trudno)

                      Bo tu siedzą takie straszliwie niewyżyte, rozpasane seksualnie,
                      bezwstydne kobiety.Dla "takich" każdy facet który gotowy jest do
                      seksu częstszego niż rodzony mąż to Bóg. Co sie dziwisz kobieto?
                      Nawet poemablowac nie wolno?:))))
                  • rzymelka Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 05.09.07, 14:27
                    Przeczytałam to co napisałeś. Zastanowiłam się nad postępowaniem
                    Twoje żony. Nie chcę nikogo oceniać ani krytykować, ale może Twoja
                    żona jest "panienką z dobrego domu" jej się nie p***rzy tylko się z
                    nią kocha, jej się nie klepie w tyłek tylko całuje w rękę, ona nie
                    zakłada wyuzdanej bielizny, bo myśli że traktujesz ją jak przedmiot
                    do zaspokajania swoich chuci a nie jak człowieka. Może została
                    wychowana w ten sposób, wpojono jej taki a nie inny obraz małżeństwa
                    i pojęcie szacunku mężczyzny dla kobiety. A Ty swoim postępowaniem "
                    niedopieprzony jestem upierdliwy, nie mam gdzie wsadzić" dajesz w
                    jej mniemaniu dowód tego, że musi ciałem zapracować na dobrego męża.
                    No cóż - efekt niedobrania.
                    • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 05.09.07, 14:38
                      Dzięki, że wypowiedziałaś się w moim wątku, jednak to co napisałaś
                      świadczy o tym, że prawdopodobnie sądzisz mnie według swoich
                      doświadczeń. Mogę przypuszczać, że masz taki obraz mężczyzny albo
                      taki facet Cię zranił...
                      Otóż wiedz, że ja zawsze byłem i jestem mężczyzną czułym, lubiącym
                      pieszczoty, dla którego kontakt emocjonalny jest bardzo ważny...i
                      nie klepię Kobiety w tyłek:) (chyba że jest to miły element gry
                      erotycznej;)) A co do szacunku dla Żony jak i dla innych ludzi to
                      zawsze go miałem...
                      Dlatego nie powinnaś oceniać pochopnie mężczyznę...niejeden
                      mężczyzna może Cię zaskoczyć:)
                      • rzymelka Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 06.09.07, 14:48
                        Po pierwsze odnosiłam się do wypowiedzi awide - chyba taki był
                        nick.Przepraszam, że tego wyraźnie nie zaznaczyłam.
                        Po drugie napisałam, że nikogo nie chcę oceniać ani krytykować,
                        tylko zastanawiam się nad motywami postępowania jego żony.
                        Po trzecie - zupełnie nie odnoszę tego do swojej sytuacji. Właśnie
                        staram się wyjść poza swoją sytuację i poszukać motywów zupełnie
                        obcej mi osoby. Znam kobiety, które właśnie w taki
                        sposób "odbierają" świat i może w tym tkwi przyczyna oziębłości żony
                        owego pana. Ton jego wypowiedzi zwrócił moją uwagę.
                        Po czwarte - staram się nikogo pochopnie nie oceniać ani mężczyzn
                        ani kobiet i wciąż jestem zaskakiwana zarówno pozytywnie jak i
                        negatywnie.
                        A na problem postawiony przez Ciebie w temacie niestety nie znam
                        rozwiązania. Kilka lat temu byłam w związku z mężczyzną, który
                        całkowicie odmówił mi swojej "cielesności". Mogę opowiedzieć o
                        odczuciach kobiety w takiej sytuacji. Jedynym rozwiązaniem w moim
                        przypadku okazało się zakończenie tego. Długo uczyłam się od nowa
                        swojej wartości. Ale to już inna bajka;)
          • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 01:02
            ...sam szukałem długo wyjaśnienia i do dziś tego nie rozumiem:(
          • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 01:08
            to było skierowane do postu "nie_wiem"...dla jasności:)
            • sylwiamich Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 08:39

              Moje małżeństwo niemalże bez seksu. Oczywiście mąż tłumaczył się
              pracą, stresem.Ja powoli skupiałam się na innych rzeczach...dzieci,
              praca.Nie było seksu?To po co mam z nim spać?Przecież to drażniło
              tylko niepotrzebnie.Nie było wspólnego spania..nie było
              przytulania.Oddalaliśmy się jeszcze bardziej.Mój były stwierdził że
              czuje się tak jakbym była koleżanką...ja jakby on był gościem
              hotelowym.Nie było seksu...umarła miłość.Byłam z nim nadal, ale już
              nie kochałam.Nie byłam dla niego kobietą.A on przestał być dla mnie
              mężczyzną.Zaczęliśmy się kłócić, złościć na siebie.Nie potrafiłam
              zaakceptować tego że nie lubi tyle co ja.Po prostu nie potrafiłam.A
              o to przecież chodzi.Bo ja wiem co znaczy wymuszony
              seks...obrzydliwość.Tylko raz chciałam, tupałam nogą i
              dostałam...wbrew jego chęciom.Nigdy już nie chciałam tak.Nie
              rozumiecie że to zakrawa na gwałt?Jesli się wymusza na kimś coś
              czego robić nie chce? Lirusch....ja też odeszłam dla dzieci.Żeby
              widziały matkę szczęsliwą.Przytuloną i zaspokojoną.Bo chcę zeby w
              swoim dorosłym życiu potrafiły walczyć o siebie.Nie chciałabyum żeby
              tkwiły w takim związku wbrew sobie.A kto ma im to pokazać jak nie
              ja??
              • lilyrush Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 22.08.07, 10:19
                Sylwia- no my sie dokładnie rozumiemy :-)
                I tez nie rozumiemy, jak można długo w takim zwiazku tkwić. Moż ew
                wypadku mężczyzny i dziecie, bo u nas rozwód oznacza najczęsciej dla
                faceta także rozwód z własnymi dizećmi. Ale kobieta i facetów bez
                dieci nie rozumiem.
                Może nie muszę? Jeżli ktos chce sie umartiwac na siłe to po co mu
                przeszkadzać?
                Z drugij storny patrze sobie na mojego przyjaciela, który ożeniłs ie
                z wielkiej miłości wbrew wszytkiemu i to na celową wpadkę. Potem sie
                okazało, ze ludzie nie są tacy głupi i mieli racje. Wilkie
                zauroczenia ie skończyło i niewiele zostało. Dwoje obcyhc ludzi, ale
                on miał kasę a żona wygodna była. Jak poczuła, ze mógłby odjsc to
                zrobiła mu drugie dziecko. W końcu po ponad 10 latach rozwiodła go
                któraś z kochanek bo chciała tylko dla siebie...
    • pietruszka98 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 23.08.07, 21:40

      "Co do rozmów to niestety z moim małżonkiem nie da się rozmawiać
      szczerze niestety. Ucieka od tematów ważnych - na nasz temat -jakby
      obawiając się
      obnażenia psychicznego."
      To się ciesz, że masz to za sobą m717.
      Ja jestem taką żoną która się "znieczuliła".
      Mąz wie dlaczego, jaka jest przyczyna. Dopiero o 14 latach od
      powstania problemu zaczął naprawdę coś robić na poważnie, zeby
      sytuację rozwiązać. Jak już zrozumiał, że mnie straci.
      Ale teraz ja nie mogę sie przełamać hehe - on tak chciał kiedyś -
      mówił przełam się. Czyli mam się przełamać na siłe.
      Małżeństwo trwa. I nieraz się zastanawiam po co. Nie ma sexu,
      czułosci, przytulania, nic. Czuję do niego fizyczną niechęć.
      Acha, i nie potrzebuję rozczulania sie nade mną.
      Tak jest jak jest. Życie to nie je.bajka, życie to je.bitwa.
      • sylwiamich Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 23.08.07, 22:07
        Wiecie co? Tak się zastanawiam czy mogłabym zaakceptować odmienność
        w temperamencie?
        ...gdyby w każdej innej dziedzinie życia było super?
        ...gdybym mogła z partnerem szczerze porozmawiać o tym?
        ...gdyby dał mi masę czułości, uwielbienia i zachwytu?
        Teraz tak...ale jeszcze niedawno nie...
    • pepegi Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 24.08.07, 09:52
      Podaj rękę, bracie. Mam ten sam problem. Tylko ja jestem kobietą. No i
      absolutnie nie mogę powiedzieć, że odmawia mi się latami... Ale tygodnie tak
      samo bolą.
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 24.08.07, 17:04
        Z przyjemnością podam Ci rękę siostro:-) Współczuję Ci nawet i
        tych "tygodni";) Niewiele napisałaś o swojej sytuacji...może
        napiszesz coś więcej albo tu albo na priva...
    • bocznica Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 24.08.07, 21:51
      Dobrze Cie rozumiem, przerabiam to wszystko od dawna, az nie chce mi
      sie pisac o tym. Kiedys tu na forum zreszta moj problem byl
      roztrzasany. Chcesz to wal na priv, bo naprawde nie chce mi sie
      pisac o tym wypracowan. Moja sytuacja - brak szans na poprawe. Albo
      sie pogodzis i przyjmiesz zycie pustelnika, albo zaczniesz krecic
      glowa na boki. Rad madralinskich i zyczliwych nie sluchaj,
      przerabialem to.
      Pozdrawiam Cie
    • peitsche Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 01.09.07, 01:21
      Mnie na szczęście "oświeciło" zanim prawdziwy kryzys sie pojawił. Po
      prawie 8 latach związku (4 małżeństwo) i różnych życiowych
      sytuacjach, które zmieniają człowieka (śmierć bliskiej osoby,
      urodzenie dziecka)powoli zaczęłam odczuwać, co to znaczy oddalić sie
      od siebie emocjonalnie. Teraz wiem, że reagowałam jak dziecko. On mi
      nie pomaga w domu, zapomniał coś tam zrobić więc mu juz tak nie
      zależy, nie szanuje mnie, nie troszczy sie o mnie, a ja przezyłam
      tak ciężkie chwile i należy mi się cała jego uwaga. Więc ciagle
      nadąsana i prawie obrażona za nie umyte naczynia itd. snułam sie po
      domu nie mówiąc wprost o co mi chodzi i licząc, że mąż wyczyta to z
      moich oczu. Nie wyczytał. W ramach zemsty za jego brak zrozumienia
      zabrałam mu siebie. Nie było szczerych rozmów, czułości, seks rzadki
      i raczej bez fantazji. Po jakimś czasie takiego życia pojawiła się
      frustracja. Każde zdanie, choćby w błachej sprawie, było powodem do
      kłótni. Miałm juz tego tak dość, ze zaczęłam w myslach układac sobie
      wizje innego związku i pełni szczęścia. Ale po jakimś czasie zadałam
      sobie pytania:
      1. Czy kocham jeszcze na tyle mojego męża, że chcę z nim być na
      dzien dzisiejszy?
      2. Czy TEN mężczyzna jest w stanie w większości zaspokoić moje
      potrzeby róznego rodzaju?
      3. CZy potrafię odnieść to zwycięstwo nad samą soba i zapomnieć o
      złych słowach?
      4. Czy potrafię okiełznać swoje humory i te cechy osobowości, które
      nas do siebie przyciągnęły wyeksponować?
      Odpowiedź na wszystkie pytania była twierdząca, więc resztę
      pominęłam i zaczęłam patrzeć na mojego męża szukając w nim tylko
      dobrych rzeczy. Z róznym skutkiem.
      My na szczęście oboje uważamy, ze seks nie jest najwazniejszy. Ale
      bez udanego seksu nie ma co mówić o udanym związku.
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 01.09.07, 12:48
        Teraz wiem, że reagowałam jak dziecko. On mi
        > nie pomaga w domu, zapomniał coś tam zrobić więc mu juz tak nie
        > zależy, nie szanuje mnie, nie troszczy sie o mnie, a ja przezyłam
        > tak ciężkie chwile i należy mi się cała jego uwaga. Więc ciagle
        > nadąsana i prawie obrażona za nie umyte naczynia itd. snułam sie
        po
        > domu nie mówiąc wprost o co mi chodzi i licząc, że mąż wyczyta to
        z
        > moich oczu. Nie wyczytał. W ramach zemsty za jego brak zrozumienia
        > zabrałam mu siebie. Nie było szczerych rozmów, czułości, seks
        rzadki
        > i raczej bez fantazji.

        Bardzo ciekawy jest Twój post. Wiem, że masz (miałaś) prawdopodobnie
        podobny sposób reagowania jak moja żona. Wiem, że u mnie miał
        miejsce podobny mechanizm. To polega trochę na tym, że cokolwiek
        mężczyna zrobi świadczy to na jego niekorzyść. Brak odrobiny
        wyrozumiałości dla męskiej specyfiki...
        Nie zawsze facet może wszystko zrobić tak aby to było idealne z
        punktu widzenia małżonki.
        I to oczekiwanie, że ja (małżonka) się obrażę i on powinien domyślać
        się o co chodzi i zaraz mi zadośćuczynić...to symptom sporej
        niedojrzałości...
        Najbardziej poruszyło mnie to zdanie: "W ramach zemsty za jego brak
        zrozumienia zabrałam mu siebie."... U mnie prawdopodobnie to samo
        się stało...a to jest początek końca...
        Jednak Ty otrząsnęłaś się, jak powiedziałaś "oświeciło Cię" i za to
        bardzo Cię cenię,szanuję. Możliwe, że odpowiadając pozytywnie na te
        cztery pytania i wyciągając z tego wnioski ratujesz związek w
        ostatniej możliwej chwili...
        Powodzenia Wam życzę:)
        • peitsche Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 01.09.07, 23:24
          Klucz do sukcesu wg mnie tkwi w tym, aby nie analizowac każdej
          pojedynczej sytuacji między partnerami pod kątem dotychczasowych
          relacji (czytaj: pod kątem wszystkiego złego co sie juz stało).
          Liczy sie teraźniejszość.
          Jesli nie ma jeszcze tej trzeciej osoby miedzy Wami
          (kochanek/kochanka) to w wiEkszości przypadków jest szansa na
          naprawę. Warunek jest jeden: musicie jeszcze choć troche sie kochać.
          Proponuje kupic żonie (sobie też) dobrą literature o partnerstwie,
          relacjach miedzy płciami, może ją tez "oświeci". Kompromis czasem
          boli.
          Czasem żeby było dobrze trzeba zamknąć gębę, a czasem trzeba
          wystawić dupę. :)
          Tak mnie babcia nauczyła. Jak byłam przed slubem mówiłam jej, że to
          poniżej mojej godności. Aktualnie jestem w trakcie przekonywania
          się, że to jednak prawda.
          A może niech małzonka przysiądzie sobie do tego forum?
          • aandzia43 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 01.09.07, 23:51
            peitsche napisała:

            > Czasem żeby było dobrze trzeba zamknąć gębę, a czasem trzeba
            > wystawić dupę. :)
            >

            W jakim sensie: "wystawić dupę"?
            Wystawić się na zasłużoną karę czy dać dupy dla świętego spokoju?
            Pytam zupełnie serio.
            • peitsche Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 02.09.07, 13:38
              To drugie :)
              • aandzia43 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 03.09.07, 00:00
                Mnie moja babcia powiedziała ściskając świątobliwie usteczka na kształt
                dorodnego hemoroidu: "Trzeba się poświęcić".

                A co miała biedaczka powiedzieć? Małżeństwo miała beznadziejne,
                żadnej możliwości wyjścia z tej sytuacji, to sobie uwiła ideologię nadającą sens
                jej cierpieniu. Był to zapewne jedyny dostępny jej mechanizm obronny. Nie muszę
                dodawać, że reagowała potępieniem na próby uczynienia swego życia małżeńskiego
                znośnym, jakie podejmowały inne kobiety.

                Rozgrzeszam ją z jej sukowatości wobec innych kobiet i z wygadywania bzdur, na
                temat powinności kobiecych. Pewnie była nieszczęśliwa tak bardzo, ze jej padło
                na mózg.
                Ale do głowy mi nie przychodzi cytować jej "mądrości". Miały one sens w jej
                życiu, w sytuacjach, kiedy musiała walczyć o swoje emocjonalne przetrwanie. Ja
                mam nieco więcej: możliwość walki o szczęście.

                Zgadzam się z twoją babcią, że gębę czasem warto zamknąć i nie rozdmuchiwać
                niepotrzebnie konfliktu. Co do wystawiania dupy dla świętego spokoju i dobra
                sprawy (właściwie jakiej sprawy?) nie zgodzę się zdecydowanie.
                • astra11 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 03.09.07, 14:18
                  czytam ten wątek i doznaję olśnienia

                  naprawdę wielkie dzięki m717 za ten temat
                  w ekspresowym tempie otworzyłeś mi oczy i zrozumiałam parę spraw
                  no, może nawet sama do nich doszłam wcześniej ale teraz już jestem pewna
                  wielkie dzięki jeszcze raz
                  pozdrawiam i mimo wszystko życzę szczęścia
                  • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 03.09.07, 17:25
                    Może napiszesz coś więcej na temat tego "olśnienia'?
                    Bardzo jestem ciekawy co ten wątek ma wspólnego z Twoimi
                    doświadczeniami? Napisz...jeśli nie na forum to na priva...
                    • matthiolavaria Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 06.09.07, 10:09
                      Czytam sobie ten wątek i mogłabym tu opowiedzieć swoją historię,
                      historię żony,która nie chciała. Za długie to jednak, żeby opisać
                      dokładnie a skracanie mogłoby wypaczyć sens. Przejdę więc do rzeczy.
                      Avide, może wcale nie jest być tak,jak to oceniasz. Kiedyś
                      zdecydowałam, że odchodzę od mojego M. a raczej,że wyrzucam go ze
                      swojego życia. Ta świadomość dała mi potężnego kopa. Seks, którego
                      długo odmawiałam nagle stał się fantastyczny. Teraz wiem, że
                      sytuacje zagrożenia, wytrącenia z równowagi, adrenalina mogą
                      powodować takie przebudzenie. I uwierz mi, że nie kochałam się po
                      to, żeby męża zatrzymać, ale dlatego,że seks sprawiał mi prawdziwą
                      frajdę. Sytuacja, w której to nie był już małżeński obowiązek a
                      raczej seks na pożegnanie. Może być tak, że Twoja żona przestraszyła
                      się, że Cię traci i dlatego nagle "rozkłada nogi", ale na twoim
                      miejscu dokłanie przyjrzałabym się jej reakcjom. Może to dla niej
                      właśnie takie przebudzenie.
                      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 08.09.07, 14:13
                        Ciekawie opisałaś mechanizm "seksu na pożegnanie":)
                        Czyżby kobiety potrzebowały takiej adrenaliny dla przebudzenia się w
                        sferze seksualnej?:)
                        • matthiolavaria Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 08.09.07, 14:32
                          Hm... nie wiem, czy kobiety tego potrzebują. Mi to dobrze robi ;)
                          Poza tym Ameryki nie odkryłam, każdy słyszał o wyjatkowo gorących
                          zblizeniach np. po kłótni. Niestety nie sądzę, by to była reguła.
                          Równie znany jest fakt, że są kobiety,które potrzebują pełnego
                          komfortu psychicznego, żeby się odprężyć i dać ponieść. Z tego co tu
                          jednak czytam, nie o takie w tym wątku chodzi. Opisane panie miały
                          wszak komfort zapewniony i nic. Więc może jednak kop?
    • giov-anna Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 09.09.07, 17:31
      dobrze byłoby porozmawiać z żoną o powodach oziębłości może jest zmęczona i
      gdyby ktoś wyręczył ją trochę w obowiązkach domowych miałaby jeszcze siłę i
      ochotę na seks.Piszę to jako kobieta która zrobiła tak samo i to nie z własnej
      woli ale z braku sił, w końcu seks stał się jeszcze jednym etatem dodanym do
      pracy zawodowej,wychowywania 3 dzieci,sprzątania dużego domu,uprawiania dużego
      ogrodu.Jak w takiej sytuacji mieć jeszcze ochotę na seks skoro oczy same
      zamykają się na widok poduszki. Druga sprawa to zabezpieczenie się przed kolejną
      ciążą.
      Wiem to nie miały być porady jak uratować małżeństwo,ale od tego chyba
      należałoby zacząć a jak nie poskutkuje to zmienić partnera.
      Rozczulanie się nad własną niedolą nie ma sensu i chyba nie przystoi mężczyżnie
      • m717 Re: Trudna konieczność znieczulenia się na partne 10.09.07, 15:08
        Dziękuję Ci za wypowiedź i dziękuję za dobrą wolę, jednak mój wątek
        nie był poświęcony rozczulaniu się nad sobą a konkretnemu
        tematowi "znieczulenia na partnerkę" i jego skutkom.
        Odniosę się jednak do tego co napisałaś.
        Rozumiem, że niektóre kobiety mają wiele ważniejszych spraw niż seks
        z mężem;)i doskonale Cię rozumiem...niech facet nie zawraca głowy
        seksem, to taka nieważna rzecz;)
        Ciekawe czy tym brakiem sił, zapracowaniem można też usprawiedliwić
        brak czułości, miłych gestów w stosunku do partnera???
        Wątku "zabezpieczenia przed kolejną ciążą nawet nie będę komentował,
        bo przecież mamy XXI wiek:)
        A swoją drogą życzę Ci aby dzieci zdrowo rosły, podłoga była czysta
        i kwiatki w ogrodzie piękne:)...a faceta wyślij najlepiej do roboty
        (na 12 h poza dom a drugie 12 w domu i koło domu) - nie będzie Ci
        przeszkadzał...:)
        Pozdrawiam serdecznie i życzę szczęścia małżeńskiego...
    • frankhestain napewno zona boi sie zajsc w ciaze 09.09.07, 18:14
      To pierwszy mój wątek. Temat wydał mi się nie poruszany jeszcze na
      > tym forum a mnie mocno interesujący, choć dla wielu zapewne dość
      > kuriozalny;)
      > Gdy żona odsuwa się od ciebie, bezskutecznie próbujesz zbliżyć się
      > do niej a dostajesz "kosza"...czujesz się jak szmata...miesiące,
      > może lata bez seksu...nie wiesz co robić aby nie zwariować...aby nie
      > przeżywać dalszych upokorzeń musisz się znieczulić na własną żonę
      > mimo tego, że dalej cię pociąga erotycznie...
      > W skrócie ciąg zdarzeń. Czy ktoś takiego problemu doświadczył,
      > doświadcza? Jak sobie z tym radzi i jakie skutki dla własnej
      > psychiki, seksualności odczuwa???
      > Temat może dość "oryginalny", ale chyba to nie tylko mój problem???
      > Nie interesują mnie rady jak odbudować takie małżeństwo. Interesują
      > mnie podobne doświadczenia innych (szczególnie mężczyzn) i skutki
      > takie sytuacji...
      > Bardzo jestem ciekawy czy będą Wasze reakcje i jakie?
      • matthiolavaria Re: napewno zona boi sie zajsc w ciaze 09.09.07, 21:46
        Tak mi jeszcze cos zaświtało. Może nie na temat,ale... od tygodnia
        mam urlop, wczasy, wakacje, słodkie lenistwo. Wystarczył jeden
        dzień, kiedy pomyślałam: w cholerę z obowiazkami, nie chce mi
        się.Efekt w moim wątku poniżej. Nagle to moje libido zaczęło
        górować. Może praca w domu to naturalna antykoncepcja?
    • dadaczka nie mogę Was czytać 09.09.07, 23:16
      bo jak już sobie poukładam wszystko, oswoję sytuację i po prostu
      żyję starając się być "pomimo" tego emocjonalnego i fizycznego
      lodowca w moim domu (jaki powstaje - moim zdaniem - głównie za
      przyczyną mojego męża) to wchodzę na taki wątek jak ten, czytam
      posty avide, sylwii i inne - i wtedy mnie żal chwyta za gardło, że
      sobie tak koncertowo życie spieprzyłam. I cokolwiek bym nie zrobiła
      to będzie źle: bo albo będę wychowywać dzieci w lodowcu, albo będę
      je wychowywać samotnie. Że nie wspomnę już o sobie samej - nie
      czuję się na siłach ani nie mam woli budowania nowego związku. Ten
      mnie za bardzo zniszczył. I tak w wieku 37 lat czuję się jak w
      uroczym rodzinnym grobowcu i jeszcze na dodatek odkobiecona.

      Nie mogę tu zaglądać, muszę, po prostu muszę kierować myśli gdzie
      indziej, żeby się nie rozpadać emocjonalnie.

      Pozdrawiam wszystkich i życzę skutecznej ucieczki z takich stanów i
      klimatów.
      • tlustaklucha Re: nie mogę Was czytać 10.09.07, 01:35
        Tak, zgadzam się z Dadaczką. Ja też tu wchodzę coraz rzadziej, bo
        czytanie niektórych postów totalnie mi odbiera nadzieję. Jakoś też
        popadam w taki smutny ton narzekania, zaczynam rozpatrywać swój
        związek pod względem braku seksu, robię się wściekła na partnera,
        robię awanturę, która oczywiście nic nie zmienia, napędzam swoją
        frustrację. Dużo bardzo ważnych rzeczy się tutaj dowiedziałam, ale
        codzienne wchodzenie tu mnie dobija. Gdy tylko uda mi się
        zogniskować uwagę na czymś innym niż brak seksu i zacząć się
        cieszyć życiem - ciach, myślę, hm, może otworzę sobie na chwilę
        forum.. i sprawa stracona. Można sobie zadać pytanie, dlaczego w
        ogóle je otwieram, skoro właśnie udało mi się zogniskować uwagę na
        czymś innym.. I to by było dobre pytanie, he, he. Tłumaczę sobie to
        tak, że muszę mieć trochę odskoczni od pracy na kompie..
        Bezsensowna ciekawość. No i gdzieś tam jednak ten brak seksu mnie
        drąży od środka.
        W każdym razie z chwilą kiedy tu wchodzę, przestaję widzieć dla
        siebie jakiekolwiek wyjście. A myślę, że może nie zawsze musi być
        tak źle, jak to tu sę czasem przedstawia, po prostu poziom
        rozgoryczenia większości osób tu skupionych jest ogromny.
        Może ja też kiedyś osiągnę taki poziom, ale na razie jeszcze
        walczę. Wiem, że brak seksu w moim związku nie jest skutkiem
        wypalenia się uczuć, tylko problemów ze sobą, jakie obydwoje mamy.
        I myślę, że kiedy rozwiążemy te własne problemy, wniesione do
        związku z przeszłości, wszystko się ułoży. Ja walczę o to, mam
        nadzieję, że mój partner też tę wlakę wkrótce podejmie.

        • sylwiamich Re:Hmmmm 10.09.07, 07:17
          A ja nie wiem po co jeszcze piszę na tym forum.I jeszcze do tego
          przybijam Was.Jestem po rozwodzie już 3 lata.Te smutki juz dawno za
          mną...w zasadzie są tylko bladym wspomnieniem....żeby tu pisać muszę
          sobie ten syf przypominać...to chore...
          • dadaczka Sylwia 10.09.07, 10:07
            to nie jest problem tak naprawdę z tym, co piszecie, tylko z samym
            sobą. Wasze posty uswiadamiają pewne rzeczy, z którymi człowiek
            (tzn. ja) nie chce lub nie może się zmierzyć. Ta prawda wcale nie
            jest przyjemna, zwłaszcza, jak się nie znajduje dobrego rozwiązania.

            Ja - mimo świadomości, że lepiej nie będzie i być może powinnam
            odejść dla dobra (? - tego wlasnie nie jestem pewna) dzieci i
            swojego - nie mogę podjąć tej decyzji, przeciwnie, caly czas sądzę,
            że powinnam zostać. Wasze wypowiedzi utrudniają mi utrzmanie się
            przy takiej decyzji, bo pokazują, że może ona być po prostu błędna i
            za trudna do zniesienia w praktyce. Ale to jest moj problem, a nie
            tego, co piszecie.

            Ale przecież każdy przypadek jest inny, każdy musi sam takie decyzje
            podejmowac, na wlasny rachunek i z przekonaniem do tego, co robi.
            Więc staram się kierować jednak tym, co sama czuję i myślę, a nie
            tym, co piszą inni. Nawet jeśli poglądy i decyzje innych są
            mądrzejsze niż moje.

            Ja to mam jeszcze takie tam wątpliwości typu: przysięga małżeńska,
            nie wolno się poddawać z powodu trudności, podjęte zobowiązania,
            odpowiedzialność, że prawdziwy związek, wspolnota w malzenstwie to
            wlasnie pokonywanie problemow (no, nie wszystkich, alkoholizmu bym
            nie przetrzymywala), ze pewnie ponosze czesc winy za to, jak jest
            itp. Nie czuję się z ich powodu lepsza od tych, którzy tego typu
            wątpliwości odrzucili, przeciwnie, czasem (heh: często) myślę sobie,
            że jestem głupio naiwna, taka tam cierpiętnica- matka (żona) polka,
            ze te piękne teorie to w praktyce o kant ... (coś w rodzaju "opium
            dla mas"). Ale jestem jaka jestem i taką siebie muszę zaakceptować,
            nie mogę "wykasować" części siebie. Wydaje mi się, ze pewne rzeczy
            siedzą we mnie zbyt głęboko, abym mogła to zmienić - przynajmniej na
            razie. Z tym, ze to "na razie" trwa już parę dobrych lat, bardzo
            dlugich lat. I tak to sobie zycie mija...

            Jedyne co na pewno mogę, to starać się nie być tą cierpiętnicą na
            codzień, nie być sfrustrowana i nie mieć pretensji do świata (a
            nawet do męża) o moje problemy. Bardzo się staram, choć czasem mam
            kryzysy, takie wlasnie wybuchy żalu i smutku, że to tak się ułożyło.

            A wracając do meritum - ogólnie to dobrze, ze piszecie, dobrze, że
            piszesz. Po pierwsze człowiek wie, że nie jest tym
            jedynym "dziwolągiem" na świecie, którego własny mąż/żona nie chce.
            Po drugie na pewno wielu osobom doświadczenia i rady innych się
            przydają - chociażby po to, aby popatrzeć z różnych perspektyw na
            swoje problemy. Po trzecie: Tobie się jednak ostatecznie udało
            zmienić życie na lepsze, więc na pewno daje to też innym nadzieję,
            że warto probować.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka