26.09.07, 09:35
czyli seks w naszych zwiazkach.
chodzimy wokol niego. obchodzimy. wachamy. nadziewamy sie na kolce. oswajamy.
rozkladamy na czynniki pierwsze. analizujemy do wypeku. Walczymy. Zadamy.
Prosimy. Terroryzujemy. Wpadamy w histerie. Albo w rezygnacje. Cierpimy cicho,
dostojnie i w milczezniu. Wrzeszczymy. Nie zgadzamy sie. Rezygnujemy. Godzimy
sie z sytuacja, przewartosciowujac priorytety. Rozmawiamy, tlumaczymy.
Uciekamy sie do sztuczek, podstepow.
Zalosne.
Seks przestaje byc naturalnym odruchem, spontaniczna radoscia, wyrazem milosci.
Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?
Obserwuj wątek
    • loppe Re: jez 26.09.07, 11:01
      trudne pytanie
    • glosatorr Re: jez 26.09.07, 11:26
      czerwone_francuskie napisała:

      > Seks przestaje byc naturalnym odruchem, spontaniczna radoscia,
      wyrazem milosci.
      > Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego?

      Bo ruszyła lawina.
      Coraz więcej ludzi nie wie co to znaczy kochać.
      Coraz więcej ludzi oddziela sferę seksu od uczuć.
      Coraz wiecej ludzi nie liczy się z innymi hołdując zasadzie - ja i
      to co dla mnie się liczy pierwej niż cokolwiek. Potem do tego
      doszedł wyścig szczurów, który dla wielu ludzi walkę o awans,
      karierę postawił wyżej niż dobro związku. Zaczęły pękać więzi,
      uczucia zaczęły być oznaką słabości, cynizm zaczął królować nad
      życzliwością. Do tego doszła swoboda - wolność, do której wielu
      ludzi nie dorosło. Po latach komuny wszyscy zachłysnęli się
      wolnością zapominając o tym, co kiedyś ludzi zbliżało do siebie - o
      zaufaniu. I tak można mnożyć przeróżne czynniki, które w końcu
      wyprodukowały pewne pokolenie, które niedługo same zacznie płodzić
      dzieci. Panów, dla których liczy się przede wszystkim dobro własne i
      wyznających zasadę - albo będziesz ze mną i na moich warunkach albo
      spadaj. Którzy czują się jakby wszystko im się należało in spe.
      Pojawiła się kategoria Pań, które z chęcią rozkładają nogi przed
      każdym, który ma coś więcej niż inni, bo boją się, że inni ich nie
      będą chcieli, a masą kompleksów a za to z wielką wolą parcia do
      przodu. Nagle pojawiła się cała grupa "panienek" - które seks uznały
      za narzędzie do wspinania się wyżej, do zagwarantowania sobie
      lepszego życia. Panowie więc zauważyli, że Ci co mają kasę - mają
      większy wybór w kobietach, Panie zauważyły, że inne koleżanki jak
      dorwą "jelenia" to im się żyje lepiej i tak nagle zamiast kierować
      się zdolnością poznawania się, zagłębiania się w świat emocji i
      uczuć, szukania dróg do prawdziwej miłości - sposób dobierania się
      ludzi stal się po prostu formą tworzenia spółek z ograniczoną
      odpowiedzialnością. Zaczęło się kombinowanie i traktowanie zwązku
      jako formy ustawiania sobie życia.
      Zamiasty Miłości - zaczęto mówić o setce spraw, które w sumie udają
      się ale tylko wtedy, kiedy ta Miłość jest.
      A gdy jej nie ma - to wszystko leci na pysk.
      A seks?
      Stal się walutą, stał się elementem przetargowym, środkiem do
      zdobywania władzy w związku, testem - ale coraz rzadziej oznaką
      miłości.

      I dlatego wciąż wiele osób się dziwi, kiedy ktoś im powie, że taki
      masz seks jaką masz Miłość. Jak seksu nie ma - miłości też nie ma.
      I tu się pojawiają osoby, które bronią się przed przyjęciem prawdy,
      że jeśli Cię Partner lub Partnerka nie pożąda - to oznacza, że jego
      uczucia do Ciebie się wypalają i kończą.
      Ludzie są - ze sobą razem - już nie z powodu miłości, ale wygody -
      bo związek to spółka, to interes, to wygoda, to poczucie (złudne
      coraz częściej) że się nie jest samym. Jest kto kasę przynieść do
      domu, i jest kto w domu posprzątać. A to, że ludzie wieczorem nie
      mają o czym rozmawiać, albo uciekają do swoich znajomych oddalając
      się coraz bardziej od siebie, zaś seks, to staje się wyłacznie
      małżeńskim obowiązkiem, o który należy prosić, umawiać się (Dzisiaj
      Zdzicha mam czas to siem bzykniem), ustalac czy ktoś na niego
      zasłuzył czy nie, albo komu się chce a komu nie chce.. pertraktacje,
      umowy, coś za coś... to wszystko tak naprawdę to skutek prostej
      prawdy:

      Niewielu umie kochać i coraz więcej osób po prostu nie wie czym jest
      MIŁOŚĆ. Wielu jej pragnie, wielu o niej marzy, ale coraz mniej osób
      wie co to znaczy kochać.

      Pytanie nie jest trudne - prawda, jaką jest odpowiedź - jest coraz
      trudniej przyswajalna.

      Ukłony...
      • loppe a co to znaczy kochać? 26.09.07, 11:33
        Ad. Niewielu umie kochać i coraz więcej osób po prostu nie wie czym
        jest MIŁOŚĆ. Wielu jej pragnie, wielu o niej marzy, ale coraz mniej
        osób wie co to znaczy kochać.

        I jeszcze prosba o egezgezę ad: I dlatego wciąż wiele osób się
        dziwi, kiedy ktoś im powie, że taki masz seks jaką masz Miłość. Jak
        seksu nie ma - miłości też nie ma.

        To ostatnie zdanie nie miało brzmieć - jak miłości nie ma to seksu
        nie ma?
        • glosatorr Re: a co to znaczy kochać? 26.09.07, 11:56
          loppe napisał:

          > Ad. Niewielu umie kochać i coraz więcej osób po prostu nie wie
          czym
          > jest MIŁOŚĆ. Wielu jej pragnie, wielu o niej marzy, ale coraz
          mniej
          > osób wie co to znaczy kochać.

          Co tu jest niezrozumiałego? Co to znaczy kochać? Czym jest Miłość?
          Biorąc chociażby samą nazwę tego Forum - Kochanie się (to bardziej
          pasuje niż termin seks) jest wyrazem Miłości. Im bardziej się ludzie
          kochają, tym ich kochanie się jest bardziej satysfakcjonujące.

          >
          > I jeszcze prosba o egezgezę ad: I dlatego wciąż wiele osób się
          > dziwi, kiedy ktoś im powie, że taki masz seks jaką masz Miłość.
          Jak
          > seksu nie ma - miłości też nie ma.
          >
          > To ostatnie zdanie nie miało brzmieć - jak miłości nie ma to seksu
          > nie ma?

          To ostatnie zdanie było konsekwencją poprzedniego.
          Ale ludzie miewają seks - bez miłości... Czyż nie??
          Moja odpowiedź dotyczyła listu Autorki wątku. Co zaznaczam.
      • avide Re: jez 26.09.07, 12:01
        Wiesz co Glosatorr, ty z Warszawy jesteś prawda ?????
        Powiedz mi żyjesz tu od zawsze czy jesteś przyjezdny ???

        Czemu pytam ?? Nie to żeby mnie to specjalnie interesowało, ale to co napisałeś
        właśnie, dokładnie odzwierciedla podejście wśród ludzi jakie zauważyłem będąc w
        Warszawie. Jestem w tym mieście zupełnie od niedawna i poraził mnie pragmatyzm i
        wyrachowanie z jakim ludzie podchodzą do drugiego człowieka.

        To co napisałeś, najpierw JA i to co dotyczy MNIE. A cała reszta .... no cóż...
        może kiedyś, przy okazji. Małżeństwo przez młodych postrzegane jest coraz
        częściej jak dobrze płatna praca. Trzeba na niej dobrze zarobić.

        Przykłady.
        Kumpel ożenił się z kobietą dlatego że dostał 100metrowe mieszkanie oraz niezłą
        furę w prezencie ślubnym od teściów. Mówił o tym mi wprost. Na moje pytanie a co
        z miłością ??? Powiedział mi "Miłość ?? może przyjdzie kiedyś, on się nie będzie
        dorabiał całe życie"

        Przykład nr2. Autobus linii miejskiej. Nastolatki max szkoła średnia rozmawiają
        o chłopakach. Nagle jedna mówi "Ja to się z chłopakiem który nie ma fury na
        randkę nawet nie umawiam"

        Porażające. Zdaję sobie sprawę z mocnego uogólnienia. Ale pochodzę i innego
        zupełnie regionu Polski i jak trafiłem do stolicy poraziło mnie takie podejście
        do życia. Spotkałem się wielokrotnie z takim podejściem do życia począwszy od
        wspomnianych nastolatek na czterdziestolatkach kończąc. Jako "nowy" w środowisku
        zauważyłem kontrast między Mazowszem a innymi częściami kraju. Dlatego
        Glosatorr wcale Ci się nie dziwię, że tak postrzegasz rzeczywistość. Coraz
        częściej ma ona swoje odzwierciedlenia w "realu"
        Niestety.

        Pzdr.
        Avide
        • czerwone_francuskie Re: jez 26.09.07, 12:40
          Glossator, Avide
          Smutne jest to piszecie oboje.
          Zalosny swiat wartosci mlodych i troche straszych.
          Problem konsumpcyjnego podejscia do zycia...Smutne jest to jak bardzo ubogi jest
          taki swiat...
          Tych mlodych i starszych kreuje system popierany wzorcami wyniesionymi z domu.
          Ktos wartosciowa milosc musi pokazac i przekazac...jesli nie rodzice w pierwszym
          rzedzie, to kto? Piekne przyklady z literatury mozna mnozyc, ale Ci ludzie nie
          czytaja nic wiecej niz sms-y i brukowce...
          to bylo tak btw.

          Ja nie wyszlam za maz, dla korzysci wymiernych i przeliczalnych na walute. Nie
          oceniam mojego, kochanego przeze mnie meza, przez pryzmat wysokosci pensji,
          wiekosci muskolow i innych wrazliwych czesci meskiego ciala. Ma je, btw, rownie
          imponujace jak umysl, ktory pociaga mnie najbardziej. Potrafimy milczec, jak i
          dlugo rozmawiac, cieszyc sie ze slonca i z tego, ze kazdego dnia budzimy sie razem.
          Czuje jego milosc, troske. Nie czuje pozadania. Przynajmniej nie tak czesto
          jakbym chciala. Rozmawialismy, pracujemy nad tym, zeby bylo nam dobrze we
          wszystkich aspektach wspolnego zycia ;) tylko, ze zycie to nie jest bajka. raz
          na wozie raz pod.
          mysle, jestemy razem 3 lata dopiero, mozna dac sobie czas na nuke i wypracowanie
          takiego zycia, ktore byloby satysfakcjonujace dla obojga. Dla mnie, z wiekszymi
          potrzebami i dla niego, z mniejszymi...moze taki uklad jest tymczasowy? zwiazki
          nie sa statycznymi tworami, ewoluuja dynamicznie...a w tej akuratnej kwestii
          trzeba ta ewolucje ukierunkowac...
          • glamourous Re: jez 26.09.07, 13:32
            Czerwone_

            Nie wiem czy to do konca jest tak, jak pisze glossator, ze
            zatracenie wartosci, ze wyscig szczurow itp.
            Ja na przyklad mieszkam w pieknym miejscu na swiecie, gdzie ludzie
            zyja na luzie, nie stresuja sie nawet w pracy, bo po co sie
            stresowac, skoro slonce swieci i w ogole dolce vita ;-)Wartosci
            rodzinne sa tu na wysokim poziomie i laczenie sie ludzi w pary z
            powodow materialnych wcale nie takie nagminne. Faceci nie
            zblazowani, nie zepsuci, nie traktuja kobiet jak "nadgryzione
            kanapki", po konsumencku, tylko do dobrego tonu nalezy "budowac
            relacje".

            A mimo to prawa biologii sa takie same jak wszedzie indziej...
            Ludzie poznaja sie, zachlystuja soba, robia sobie jedno dziecko,
            potem szybciutko drugie, slub albo i nie - a potem nagle dochodza do
            wniosku ze motylki odlecialy - i albo zdrada albo rozstanie.

            Ja bym to wlasnie zwalila na nasza nieszzcesna biologiczna
            konstrukcje, a nie na dewaluacje uczuc. Tak juz po prostu musi byc.
            Wiekszosc facetow ma tak, niestety, ze kobieta wlasna, ciagle na
            codzien ta sama - i do tego jeszcze podajaca sie jak na tacy - nudzi
            im sie seksualnie, obojetnieje. Moze ich laczyc milosc,
            przywiazanie, przyjazn, porozumienie intelektualne, dzieci i sto
            innych powodow, ale motylki niestety ulatuja.

            I jesli taki facet ma duze "libido wlasne" to juz pal szesc motylki,
            on i tak bedzie do seksu dazyl czesto : dla bliskosci, dla
            rozladowania napiecia, po prostu dlatego ze to lubi jako czynnosc
            sama w sobie.

            Natomiast, hmmm, temperament sredni czy niski - nie stymulowany
            nowoscia i motylkami..., coz, daje wlasnie takie a nie inny efekt,
            niestety.

            Tez trudno mi sie zgodzic na tak urzadzony swiat - ale powiedz sama,
            coz robic ;-)?
            • avide Re: jez 26.09.07, 15:48
              Wisz co Glam to ja chyba jestem z innej bajki bo mam dokładnie odwrotnie niż to
              napisałaś o zachowaniach facetów.
              Nowa kobieta choć ciekawa nijak się równa do sprawdzonej partnerki.
              Z nową trzeba sie poznawać, trzeba uważać co się mówi, uważać co się robi jak
              sie robi itp.
              Ze sprawdzona partnerką można zagłębiać się dalej i dalej dając sobie tylko i
              wyłącznie rozkosz. Bo się już ją ZNA. Mnie to dużo bardziej pociąga niż
              osławiona "nowość" nowej kobiety. Te pierwsze kilka razy zawsze para dopiero se
              dociera.
              Zaś sprawdzona partnerka od razu wie co i jak.
              Jest tylko jeden problem w moich upodobaniach. Odpowiednio dopasowana seksualnie
              partnerka. Z taką można się zatracić w łóżku i pójść z nią na seksualny koniec
              świata. Musi tylko chcieć !!!!!ale to już zupełnie inna bajka.
              pozdrawiam.
              Avide
              • glosatorr Re: jez 26.09.07, 16:00
                Avide - mądra uwaga.

                Ja czasami zastanawiam się, że pojęcie człowieka głębokiego lub
                płytkiego - odnosi się li tylko do spraw fizycznych...
                A niestety jakość związku właśnie zależy od jego głębi i od głębi
                (dojrzałości) stron tego związku...

                Jeśli coś jest powierzchowne i tak powierzchownie jest traktowane -
                jak np. kobieta lub mężczyzna - wszystko inne po prostu
                się "utlenia" ;)))
                Ukłony
              • glamourous Re: jez 26.09.07, 16:17

                Avide, alez ja zgadzam sie z Toba w zupelnosci. Ja tez wole (i
                bardzo sobie cenie) monogamie. Tez nie lubie poczatkow, tego
                stapania po omacku, dopasowywania, odkrywania zapachow itp. Ze
                stalym partnerem czuje sie po prostu bezpiecznie.
                Poza tym ja, jak juz pisalam w innym watku, z natury w OGOLE nie
                lubie niespodzianek ;-))

                Ten powyzszy post napisalam dlatego, ze mimo wszystko jednak
                wiekszosc mezczyzn jest biologicznie zaprogramowana na "nowosc". Na
                zasadzie ze nowa kobieta wywola wieksze motylki, wigor i entuzjazm
                niz stala, dobrze znana na codzien partnerka ktorej policzylo sie
                juz tysiac razy wszytskie pieprzyki na ciele ;-)

                To, ze Ty jako facet jestes inny wynika moim zdaniem z Twojego
                charakteru (bo pomimo ze to co pisze dotyczy wiekszosci, jednak znam
                kilku facetow ktorzy wola monogamie)
                Nie bez znaczenia jest tez fakt, ze Ty w swoim zwiazku od lat po
                prostu gonisz kroliczka - to i nie dziwota, ze napalony jestes
                ciagle i ze zona nie miala okazji Ci sie "przejesc" ;-)

                Pozdrawiam :-)
                • avide Re: jez 26.09.07, 16:44
                  Glam ja ci nie zarzucam że nie wolisz monogamii. Kobiety jakoś bardziej mimo
                  wszystko są skłonne do monogamii niz faceci. Można by szukać w psychologi płci.
                  Facet chce jak najwięcej nasienia oddać innym kobietom by jego geny przetrwały,
                  zaś kobieta skoro już płodna potrzebuje faceta by ochronił życie, któremu dał
                  początek.

                  Jednak chodziło mi o pokazanie irracjonalności pomysłu że "nowe" znaczy lepsze.

                  Co do króliczka... :((( fakt gonie i gonie i dogonić nie moge. Cała zabawa
                  polega jednak by co jakiś czas dać się "złapać" bo inaczej jeszcze goniącemu
                  gonić się odechce i co wtedy ??? najdzie mniej sprawnego króliczka którego
                  łatwiej złapie i .... :)))

                  Jednak mimo tej gonitwy, dobrze mi z ta moją połowicą i pewnie dlatego ciągle z
                  nią jestem. Lubie jej towarzystwo, jej obecność, zapach, znam ją, wiem co lubi a
                  czego nie trawi, kiedy jest zmęczona, a kiedy pełną wigoru...i tak dalej... to
                  wszystko powoduje że jest ona ponad innymi. Gdyby jeszcze ona podzielała moje
                  poglądy w łóżku, i chciała tak samo odkrywać je dalej i dalej i umiała czerpać z
                  tego co chce jej dac ???
                  Nigdy bym się nawet na inną kobietę nie spojrzał. Bo po co, skoro w domu mam
                  wszystko czego potrzebuję ???

                  Pzdr.
                  Avide
                  • glamourous Re: jez 26.09.07, 17:06
                    avide napisał:

                    Gdyby jeszcze ona podzielała moje
                    > poglądy w łóżku, i chciała tak samo odkrywać je dalej i dalej i
                    umiała czerpać
                    > z
                    > tego co chce jej dac ???
                    > Nigdy bym się nawet na inną kobietę nie spojrzał. Bo po co, skoro
                    w domu mam
                    > wszystko czego potrzebuję ???

                    Eeech, Avide ;-/

                    Jak czytam takie posty - pochwaly monogamii autorstwa facetow to
                    mysle sobie ze ten swiat nie jest, cytujac za Wolterem, najlepszym
                    ze swiatow ;-)

                    Bo w idealnym swiecie wszyscy mezczyzni powinni byc wlasnie tak pod
                    tym wzgledem skonstruowani jak Ty. Rodzaj ludzki byc moze by na tym
                    ucierpial pod wzgledem liczebnosci, ale do licha, to nie byloby
                    przeciez w koncu takie zle z punktu widzenia genetyki i ekologii ;-
                    )))
        • glosatorr Re: jez 26.09.07, 13:17
          avide napisał:

          > Wiesz co Glosatorr, ty z Warszawy jesteś prawda ?????

          Zgadza się - jestem warszawiakiem od urodzenia. Ale połowę życia
          spędziłem poza tym miastem.

          > Powiedz mi żyjesz tu od zawsze czy jesteś przyjezdny ???
          >
          Od zawsze z 10 letnią przerwą na wojaże :-)

          > dokładnie odzwierciedla podejście wśród ludzi jakie zauważyłem
          będąc w
          > Warszawie.

          Nie tylko w Warszawie - to samo zauwazyłem w Krakowie, które słynie
          z rodzinnych tradycji, na Wybrzeżu i w Poznańskiem a także w
          Londynie i paru miejscach na świecie. Co nie znaczy, że wszędzie
          jest tak samo Avide.

          > Jestem w tym mieście zupełnie od niedawna i poraził mnie
          pragmatyzm
          > i
          > wyrachowanie z jakim ludzie podchodzą do drugiego człowieka.

          Wiesz, może jako stary warszawiak powiem, że to jest zauważalne
          przede wszystkim wśród osób, które do Warszawy napłynęły. Mieszkając
          w innych miastach zauważyłem, że każde miasto, które staje się
          rozrastającą aglomeracją - ma dokładnie to samo (dlatego widzę
          osłabiające się więzi między ludzkie, przenoszną w "nowe miejsca"
          nieufność, separowanie się w "nowym" miejscu", dążenie do jak
          najszybszego ustawiania się, etc). Mówi się, że jest to wynik
          konsumpcyjnego stylu życia, nastawionego na jak najszybsze zdobycie
          poczucia bezpieczeństwa rozumianego jako materialne ustawienie się.
          Dlatego Twoje przykłady Avide doskonale to zjawisko opisują. W
          miastach, miasteczkach gdzie tworzą się dlugoletnie zażyłości widać
          nie tylko poczucie społecznej solidarności, wpływu rodzinnych i
          towarzyskich koligacji na tworzenie się silnych powiązań pomiędzy
          ludźmi. W Warszawie żona może łatwo zginąć w tłumie poszukując
          przygody, mąż bez trudu może chodzić pod rączkę z kochanką i nikt na
          to nie zwraca uwagi - to samo zrobić np. w Rzeszowie, Kaliszu czy
          Opolu - to za chwilę huczy o tym całe miasto.
          W Warszawie, jest tylko 200 000 obywateli tego miasta, którzy są
          warszawiakami w 3-4 pokoleniu. Warszawiaków z pokoleń starzych -
          jest niespełna (podobno) 10 000! Reszta to ludzie, którzy
          przyjechali do Warszawy z innych miast, lub pochodzą z
          podwarszawskich miejscowości (ktore jeszcze 30-lat temu były małymi
          miasteczkami, lub wioskami).

          Za to Warszawę zasiedlili ludzie, którzy skuszeni wyższymi
          zarobkami, większą szansą na ustawienie się, ze swoim parciem
          na "mieć" - wniosła ze sobą to zasygnalizowane przez Ciebie
          podejście do relacji.
          Dlatego mogę tylko potwierdzić to co napisałeś. Tak, nagminnym
          zjawiskiem są hordy polujące w Warszawie Pań i Panów, którzy
          szukają "ustawionych, z lokalem" warszawiaków płci obojga. W firmach
          widać podsrywanie, parcie na awans, przesiadywanie i "wykazywanie"
          się zangażowaniem przez tych, którzy przyjeżdżają do Warszawy
          trzepać kasę. Pójście do łóżka z szefem - nie stanowi problemu. Bo
          Szef nie jest z Warszawy (żona mieszka w innym mieście) a koleżanka,
          też jest przyjezdna! A Warszawa staje się w dłuższe weekendy,
          święta - miastem prawie wymarlym, gdzie knajpki świecą pustkami,
          gdzie można sobie pospacerować pustymi ulicami - bo "warszawiaki"
          wyjechali do podwarszawskich miejscowości albo teraz opowiadają w
          innych miastach, jakie te "warszawiaki" pazerne są :-)
          Wtedy dopiero zaczyna być w tym mieście normalniej. Ja idąc na
          spacer na Stare miasto nagle spotykam całe rzesze znajomych sprzed
          lat. Bo okazuje się, że wpadli na święta z Gdańska, Szczecina,
          Berlina czy Stokholmu :)
          Tak uogólniamy, ale dzięki temu Avide wskazujemy na genezę pewnego
          zjawiska, ktore związane jest z migracją zarobkową. Małżeństwa
          przechodzą kryzys, kiedy jeden z współmałżonków zaczyna pracę w
          Londynie, Dublinie czy Glasgow. Czasami ludzie myślą, że jak
          dostarczą kasę, to się ustawią. Potem się dziwią, że jak wracają do
          kraju, to żona już się przeprowadziła do kogoś albo okazuje się, że
          ta niby ukochana co wyjechała tylko dorobić do pensji do Włoch,
          zostala tam bo poznała atrakcyjnego włocha i się ustawia.
          Migracja to jedna z przyczyn zaniku więzi i nietrwałych więzi
          tworzonych w miejscach emigrowania. A jeszcze pęd na kasę i
          władzę... to wszystko sprawia, że człowiek nie jest partnerem, ale
          szczeblem w karierze, środkiem do celu albo... zabezpieczeniem.
          Ale Miłość? Kurcze - zastanawia się wilu ludzi, których znam - kto
          jeszcze w to wierzy! - takie teksty są coraz częstsze.
          Ale uwierz mi Avide - to samo widziałem mieszkając w Poznaniu -
          chociaż na mniejszą skalę. To samo widziałem na Wybrzeżu (tam
          dochodzi jeszcze problem żon-marynarzy)... A odrębnym już wogóle
          problemem jest to jak ludzie zachowują się na wyjazdach...

          >
          > Pzdr.
          > Avide

          Wzajemnie
        • misssaigon eh avide 26.09.07, 15:08
          najwiecej warszawiakow jest przyjezdnych i to oni nadaja ton, goniac za kasa,
          obnoszac sie z nowobogactwem

          moja od niedawna niestety szwagierka pochodzaca z glebokiej prowincji wymusila
          prawie ze na szwagrze malzenstwo - "ze ona piaty rok juz w Warszawie mieszka i
          jeszcze za maz nie wyszla" a on chce ja zostawic stara panna...
          • avide ech missaigon 26.09.07, 16:04
            Racja. Zgadzam się że Warszawiaków z dziada pradziada w stolicy jest jak na
            lekarstwo. Wystarczy zobaczyć co się dzieje na wylotówkach w piątek.
            Zgodzę się z tym że w dużej aglomeracji dużo łatwij ukrc się i z kochanką za
            raczkę chodzić i dlatego czasami może niektórzy przyjezdni "czując" te
            prywatność w tłumie ida w cug, jak to napisała Glosatorr.
            Jednak wiesz co Mis... (bo wyczuwam protekcjonalny ton w stylu "ech Avide co ty
            pleciesz, nie znasz sie i gadasz")
            Wiesz co Mis... te słowa (z przykładu) powiedział facet który się uradził i
            wychował w Warszawie. Poza tym znam jeszcze 3 rodowitych Warszawiaków z krwi i
            kości i WSZYSCY mniej lub bardziej prezentują ten właśnie schemat myślenia.
            Wszyscy zaś "farbowani" Warszawiacy jakich znam jednak maja trochę mniej
            konsumpcyjne podejście. Nie wiem może na takie typy trafiam. Dodam że
            przyjechałem do tego miasta z jednego z większych miast w Polsce tak więc
            prowincjuszem nie jestem i dlatego mam odniesienie do tego "jak to jest gdzie
            indziej".

            Pozdrawiam
            Avide
          • wilk67 do miss 26.09.07, 18:42
            co dla mieszkańca stolycy jest "głęboką prowincją" ?
    • pstrokata Re: jez 26.09.07, 12:48
      W pogoni za karierą i dobrami materialnymi, zapominamy o tym co na
      prawde jest ważne. Wszystko robimy w biegu...seks dla niektórych to
      tylko zaspokojenie swoich potrzeb. Miłość ? - to przecież takie
      staroświeckie, a już przyznać się, że się o niej marzy, nie wchodzi
      w gre. Więc wykradamy sobie chwile z codziennego pędu. Przecież to
      takie trendy w przerwie na lunch wyskoczyć na szybki "numerek", a
      potem wrócić do swoich sprawozdań.

      www.youtube.com/watch?v=OIumM6uzdHA

      ;)
    • your_and Re: jez naiwny 26.09.07, 13:33
      czerwone_francuskie napisała:
      > Seks przestaje byc naturalnym odruchem, spontaniczna radoscia,
      wyrazem milosci.
      > Dlaczego? Dlaczego? Dlaczego

      Bo pamiętamy jaki był spontaniczny, naturalny i radosny w okresie
      zakochania. A to było i nie wróci. Od zakochania do miłości daleka
      droga i to całkiem inny stan, już bez narkotyków podstępnie
      sączonych w umysł.
      Trzeba użyć rozumu, żeby osiągnąc podobny stan jaki kiedys był za
      darmo i bez wysiłku.
      Albo... wskoczyć w nastepne zakochanie z następnym partnerem.
      • wilk67 Re: jez naiwny 26.09.07, 13:38
        myśle, że czasem wydaje się nam, a raczej wydawało w okresie zakochania
        że miłość to coś bezwarunkowego,coś co jest i trwa niezależnie od
        wszystkiego....a tak nie jest niestety.

        Jedynie miłość do dziecka (więzy krwi) jest bezwarunkowa

        • your_and Re: jez naiwny 26.09.07, 13:42
          > Jedynie miłość do dziecka (więzy krwi) jest bezwarunkowa

          Miłość do dziecka to jescze silniejsza ślepa chemia oparta na
          oksytocynie.
          Prawdziwa miłość partnerska to przede wszyskim siła wyboru.
          • czerwone_francuskie Re: jez naiwny 26.09.07, 13:51
            kazdego dnia wybieram, ze to z tym czlowiekiem chce przezyc ten dzien. sliczne,
            your_and!

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka